Nie jesteś zalogowany! Załóż konto już teraz!

CM-owy Matrix

-Myślisz, że będzie się nadawał?
-Jestem tego pewien Rititi. Syn wyroczni się nigdy nie myli.
-Ale popatrz na niego, czy on wygląda na wybrańca?
-Pozory mylą Rititi, Musisz się jeszcze wiele nauczyć.
-Jak uważasz Bambeuszu.

(...)

Tego samego dnia, tej samej chwili, gdzieś na przedmieściach Londynu, w małym, zaśmieconym mieszkanku...

Deszcz wali głośno w szyby, błyskają błyskawice, gdzieś w oddali grzmi, a ja biedny nie mogę zasnąć. Leżę sobie na złożonej kanapie z myślą, że rano znów muszę iść do roboty i znowu oglądać te ryje, a szczególnie facjatę tego szefa, gdybym mógł to bym go normalnie... a z resztą szkoda słów na tego pajaca. Starałem się tak zasnąć jeszcze jakieś 15 minut, gdy nagle usłyszałem dźwięk jakiegoś klikania. Obejrzałem się za siebie a na telewizorze wyświetlił się napis Cześć Kleo. Przetarłem oczy i przyjrzałem się ekranowi jeszcze raz i wyświetlił się napis: Co tak mrużysz oczy niedowiarku?. Przetarłem ponownie oczy, a na ekranie wyświetliło się: Co tak trzesz te oczy? Uczulony jesteś? `Eeee tam, pewno śnie na jawie` pomyślałem sobie, ale nagle na ekranie ujrzałem: Gówno prawda!
-Jeśli to jest dowcip to jest naprawdę kiepski!- powiedziałem spokojnie na co ekran odpowiedział mi: To nie dowcip Kleo, to rzeczywistość. Musimy się spotkać.
-Po co?- grzecznie zapytałem, ale odpowiedź brzmiała: Nie cwaniaku tylko podążaj za pomarańczowym zającem.
-Za jakim do cholery zającem?- a na ekranie ukazało się: Puk, puk. I w tym samym momencie ktoś zapukał do moich drzwi. Spojrzałem przez wizjer i ujrzałem tam moją... Sąsiadkę z jakimiś innymi rówieśniczkami. Otworzyłem i ujrzałem rzecz straszną - stała tam moja 60 - letnia sąsiadka ze swoimi koleżankami, a wszystkie ubrane były w jakieś fartuchy.
-Witaj Kleo, wybrałbyś się z nami na 20 - lecie kółka szydełkowego? No bo wiesz, nie mamy żadnego adoratora, a nie chcemy iść same- te słowa zabrzmiały jak z ust jakiejś rozpalonej osiemnastki. Oczywiście nie miałem najmniejszej ochoty iść na jakieś pieprzone kółko hafciarskie czy jak mu tam, lecz nagle jedna z koleżanek sąsiadki odwróciła się do mnie tyłem (okazało się, że ten fartuszek ma założony prosto na bielizne!) i zaczęła wywijać sowim wielkim dupskiem w moją stronę niczym strptizerka z Las Vegas. Myślałem, że się spawiuję na widok bladej, obleśnej, zasyfiałej, obfitej we wrzody i pryszcze wszelkiego rodzaju dupy. Jednakże między pryszczami i pieprzykami, z których wystawały włosy dostrzegłem wytatuowanego pomarańczowego zająca. `Tak, to wszystko składa się w jedną całość, ten zając i ten gadający monitor...`. Normalnie bym te babcie wyśmiał, lecz co mam do stracenia? W moim szarym życiu nic się nie dzieje, każdy dzień wygląda identycznie, więc co mi szkodzi raz zaryzykować? Może to głupi żart, a może coś mnie wzywa...
Zanim wyszedłem, ubrałem się w deszczówkę i bluzę z kapturem, aby nie zobaczył mnie żaden znajomym. ale by była wiocha, gdyby mnie kumple zobaczyli z jakimiś babciami.

Po dwudziestu minutach drogi doszliśmy do jakiegoś opuszczonego budynku, który w ogóle nie przypominał miejsca spotkań kółka różańcowego. Była to niewielka, bardzo zaniedbana budowla, która na pierwszy rzut oka przypominała dom leśniczego. Stanęliśmy przed budynkiem i jedna ze starszych pań odezwała się nieprzyjemnym głosem:
-Teraz musisz radzić sobie sam, miłego wkładania, ciao-
Po tych słowach starsze panie odeszły w milczeniu i w połowie drogi wyparowały. Jak to ja od razu przetarłem oczy z niedowierzania. To wszystko wydawało się co najmniej dziwne, a w pewnym momencie przestawałem w to wierzyć...
Nic nie mogło powstrzymać mojej ciekawości, więc szybko wbiłem się do syfiastego domku. Ujrzałem tam ciemnoskórego faceta w słonecznych okularkach siedzącego na skórzanym fotelu w skórzanym płaszczu.
-Wejdź, zapraszam.
-Kim jesteś?- zapytałem z ciekawością
-Nazywam się Bambeusz, i lubię czupa-czupsy
-A ja...
-Ty jesteś Kleo, i nie lubisz arbuzów- wtrącił mi się w słowo niejaki Bambeusz
-Skąd wiesz, jaką mam ksywkę? Jesteś jasnowidzem?
-Nie, ale lubię czupa-czupsy, a tak na serio to masz koszulkę z napisem "KLEO". Ale przejdźmy do rzeczy- i w tym momencie wyciągnął zza fotela stolik, na którym leżała szklanka wody, dwa czopki i środek na przeczyszczenie- przed Tobą leży klucz do Matrixa, jeśli wybierzesz zielony czopek to obudzisz się na ulicy, a jak wybierzesz różowy, to niespodzianka, wybieraj.-
Zastanawiałem się pół minuty aż w końcu z czystej ciekawość wybrałem ten drugi, pod którym kryje się niespodzianka.
-A więc dokonałeś wyboru. Teraz weź ten czopek i środek na przeczyszczenie i idź za tamten parawanik, zrób z czopkiem to, co się z nim przeważnie robi, wypij środek na przeczyszczenie i skorzystaj z toalety, która także znajduje się za parawanikiem, więc do dzieła-
-A ta szklanka z wodą?
-A kto powiedział, że ona jest dla ciebie?
-yy.., Dobra to ide za tą kurtynę

Gdy przeszedłem osiem kroków do owej firanki czy kurtynki, gdzie ujrzałem nieco brudny kibel i taboret z każdą nogą o innej długości oraz całym zarysowanym blatem.



Położyłem na nim czopki i małą ampułeczkę z środkiem na przeczyszczenie, wziąłem czopek i... A z resztą, co Was obchodzi jak sobie wkładam czopek w dupę. No dobra, jak już włożyłem sobie czopek w cztery litery, napiłem się, co nie, co środku na przeczyszczenie i usiadłem na zasyfiałą muszlę. Gdy usiadłem na krzywą deskę klozetową poczułem kłucie na moich pośladkach, i przeszywający ból w klatce piersiowej, jakby ktoś mi wlał gorącą kawę prosto do ryja. Spojrzałem się na zasłonę, która jakby nagle zamieniła się w foliowy worek, przez który wszystko widać. Ja jak to ja od razu postanowiłem jej dotknąć, co nie było najlepszym posunięciem. Gdy dotknąłem owego worka to mój palec jakby tam ugrzązł, nie mogłem go wyjąć. Nie dość, że mi jakiś worek wciął palec, to jeszcze pośladki na dodatek przykleiły mi się do deski klozetowej i nie mogłem się w ogóle ruszać. Nie wiedziałem, co robić, czułem jak od palca do zadka przechodzi mi jakby pół metrowa igła. Ból był tak potworny, że zacisnąłem z całej siły zęby, łzy mi się kręciły w oczach i zemdlałem...

***
-Myślisz, że dobrze zrobiliśmy przyjmując tego gówniarza w nasze szeregi?
-To nie jest gówniarz, myślę, że to on jest wybrańcem, i nie mam, co do tego najmniejszych wątpliwość Rititi
-Ależ Bambeuszu, a jak się pomylisz? To będzie już czterdziesty szósty raz w tym miesiącu!?
-Morda. Ja się mogę mylić, a ty się tak nie wymądrzaj tylko mi przynieś czupa-czupsa!
-Ta, już idę...

***
Obudziłem się w jakieś kapsule przypominającej hot - doga, wypełnionej jakimś śluzem. Ja jak to ja oblizałem moje palce, i okazało się, że ta zielona maź to nci innego jak ... Kisiel jabłkowy. Kisiel jabłkowy jest moim ulubionym kiślem, więc zacząłem go wpieprzać jak głupi. Po godzinie komora była pusta, a ja pełny. Gdy poklepałem się po brzuchu zobaczyłem jak podlatuje do mnie jakiś stwór, podobny do maszyny, albo maszyna podobna do stwora, w każdym razie było to straszne. Spojrzało się w moją stronę ze złością w oczach, wywierciło małą dziurkę w mojej kapsule, przyłożyło swój cienki ryjek i krzyknęło: Czemu do cholery zżarłeś mój kisiel!!!???. Ja wlepiłem gały w tego potwora i przetarłem oczy z wrażenie. Pomyślałem sobie, że zaraz mnie ten potwór rozniesie, za taką "małą" porcyjkę kisielu. Ku mojemu zdziwieniu potwór otworzył powoli kapsułę, wyjął mnie za nogi i wrzucił do wielkiego wiadra.....

Koniec część pierwszej CMowego Matrixa.

Jest to na razie prolog, więc zanim dojdę to różnorodnych tabelek, statystyk musicie zaczekać do drugiej części, w której między innymi:

-Kleo zapoznaje się z załogą.
-Kleo podchodzi do pierwszej fazy testu.
-Kleo idzie do wyroczni.
O artykule
Kategoria: Kariery
Podkategoria: CM 03/04
Dodano: 02.03.2008

Liczba wyświetleń: 1480

Średnia ocen: 6.00

O autorze
Nick: ffl
Napisanych artykułów: 2

Inne artykuły tego autora:
CM-owy Matrix cz.2


Komentarze


Z tym materiałem nie są powiązane żadne opinie.



Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany!

© Centrum FM
Mapa serwisu