Z prowincji do Europy, czyli przygoda w Groclinie
„Groclin w poprzednim sezonie zajął dopiero 12 miejsce w tabeli. To zdecydowanie poniżej moich oczekiwań. Razem z moimi współpracownikami chcieliśmy stworzyć drużynę na miarę europejskich pucharów. Chcieliśmy, aby nazwa Groclin była rozpoznawalna na naszym kontynencie. Niestety jak się okazało nie możemy tego osiągnąć tak szybko, na to trzeba czasu i przede wszystkim odpowiednich ludzi. Postanowiłem więc rozpocząć budowę nowej drużyny, która systematycznie osiągać będzie coraz większe sukcesy. Budżet klubu zostanie powiększony, jednak nie zdradzę szczegółów ile będzie wynosił. Konieczne będą też zmiany w składzie, niepewny jest byt trenera Bogusława Kaczmarka. Z całą pewnością mogę stwierdzić, że następuje era Groclinu Grodzisk Wielkopolski!” – taką oto wypowiedź Zbigniewa Drzymały, prezesa Groclinu przeczytałem w najnowszej Piłce Nożnej. Odłożyłem gazetę i zabrałem się do zaplanowanych czynności. Umyłem się, zjadłem śniadanie i wyszedłem z domu. Wsiadłem do mojego nowego poloneza i ruszyłem do Warszawy. Na szczęście daleko nie mam, bo mieszkam w Łodzi, jednak minęło trochę czasu, zanim znalazłem się w stolicy Polski. Nie bardzo wiedziałem jak mam trafić na zamierzone miejsce. Zatrzymałem się na jeden z ulic i wyciągnąłem mapę tego miasta. Dosyć szybko udało mi się znaleźć na Miodowej 1. Wyszedłem z mojego super auta i udałem się do siedziby Polskiego Związku Piłki Nożnej. Doszedłem do drzwi wejściowych, gdzie stał ochroniarz, posturą przypominający Mariusza „Dominatora” Pudzianowskiego.
- Czego pan tu szukasz? – powiedział ochrypłym głosem
- Przeszedłem odebrać licencje trenera piłkarskiego, czekają na mnie... – odpowiedziałem
- Aha, to pan, właź - chrząknął
Śmiało wkroczyłem do środka. Na przeciwko drzwi stało biurko, za którym siedziała sekretarka PZPN.
- Przepraszam – zagadnąłem – gdzie znajdę wydział szkolenia?
- Na pierwszym piętrze, pokój 8. – powiedziała obojętnie
- Dziękuję...
Szybko wszedłem na pierwsze piętro. Pokój 6,7... jest 8. Poprawiłem włosy, wyrównałem marynarkę i zapukałem do drzwi.
- Proszę! – usłyszałem piskliwy głos
W środku było już kilka osób. Część siedziała po jednej stronie biurka. Od razu rzucił mi się w oczy Henryk Apostel – przewodniczący Wydziału Szkolenia. Obok siedzieli: Leszek Jezierski oraz Rudolf Kapera, również członkowie związku. Po drugiej stronie dojrzałem moich 3 kumpli, z którymi ostatnimi czasu starałem się dostać licencję trenera. Przywitałem się z wszystkimi i usiadłem obok Marcina Kaczorka, mojego najlepszego kolegi z Kuleszówki.
- Na co czekamy? – zapytałem cicho
- Jak to na co? – uśmiechnął się – na to co zawsze, Streilaua, on ma wszystkie dokumenty, tak przynajmniej mówił Kapera...
- Boże, co za idiota - zdenerwował się Apostel – zawsze jak jest potrzebny to go nie ma, chyba pójdę z tym do Listkiewicza...
Nagle drzwi otworzyły się gwałtownie. Ukazał się w nich spocony, starszy człowiek, który trzymał w ręku wypchaną teczkę.
- Wybaczcie panowie, ale korek jak sk**syn – no to co, zaczynamy?
- Tak, zaczynamy... – rzucił niechętnie Jezierski
- No dobra – Streilau usiadł między Apostelem a Kaperą – jak widzicie przyniosłem dokumenty, które od teraz mogą być najważniejszą rzeczą w waszym życiu – spojrzał na drugą stronę stołu. – oto zaświadczenia o posiadaniu licencji trenerskich. Jest was czterech a mogło być 6. Niestety dwie osoby nie przeszły naszej szkoły a nie mamy zamiaru zatrudniać w polskiej piłce patałachów.
Jednego już zatrudnili pomyślałem patrząc na tego człowieka...
- Zacznijmy od pana Marcina Kaczorka – spojrzał na mojego kumpla i zaczął otwierać swoją teczkę – o ku**a! Sorki panowie, ale wziąłem nie to co trzeba... Będę za parę minut.
Wybiegł z gabinetu, później słyszeliśmy jeszcze jakiś huk, chyba nie udało mu się pokonać takiej przeszkody, jaką są dla starszego, chorego człowieka... schody
- Przepraszam was za wszystko, sami widzicie jak z nim jest – powiedział trener reprezentacji, sprzed 8 lat, obecnie przewodniczący Wydziału Szkolenia PZPN – Starość nie radość, sam co prawda mam już 6 dych, ale on zachowuje się jak by miał albo 5, albo 95 lat. Nie pozostaje nic innego jak czekać.
Wykorzystałem ten czas, aby pogadać sobie z Marcinem
- Co tam słychać? – zapytałem
- A co ma słychać... Czekam na tą pieprzoną licencję... – był wyraźnie wkurzony
- Ciekawe czy coś nam ona da. Na razie nie szykuje się jakaś poważna praca, bo w 5 lidze pracować nie mam zamiaru. Fajnie by było od razu objąć jakiś drugoligowy zespół. Nie pogardził bym też asystentem w ekstraklasie.
- Taaa, fajnie jest pomarzyć – ja bym chciał Real trenować – uśmiechnął się – na razie nie mamy za bardzo szans na jakąś większą posadę, ja tam z chęcią bym przyjął 5 ligę, tylko żeby płacili na czas.
- Ja będę się starał o coś większego, być może kiedyś zatrudnię cię jako mojego asystenta, albo jednego z pomocniczych trenerów jak już będę wygrywać Ligę Mistrzów.
- Mhmm, jasne, jak tak będzie to stawiam ci skrzynkę piwa...
- Dobra, Warka Strong
- Dobra, hehe
Minęło około pół godziny zanim znowu pojawił się Andrzej Streilau. Znowu usiadł przy biurku i zaczął swoją przemowę.
- Zacznijmy od pana Marcina Kaczorka – tym razem wyjął właściwą kartkę – nie będę bawił się w gadanie tych wszystkich dupereli, wystarczy, że się podpiszesz tutaj – wskazał na określone miejsce... Dobrze, teraz wy – powiedział do przysypiających obok członków Wydziału Szkolenia. – Świetnie! Witamy wśród trenerów!
Potem to samo zrobił z resztą oczekujących na niego ludzi. Szybko schowałem mój dokument do teczki i miałem ogromną ochotę wreszcie stąd wyjść.
- To by było na tyle – odezwał się Apostel – dziękuję za przybycie i życzę udanej pracy w trenerce. Oby nasza piłka była lepsza dzięki wam!
Wyszliśmy z pokoju i pospiesznie udaliśmy się do wyjścia z budynku.
- No to na razie – powiedziałem do kolegi i wsiadłem do samochodu...
To Następnego dnia, jak zawsze poszedłem do sklepu po bułki i Przegląd Sportowy. „Kaczmarek zwolniony!” – ujrzałem na pierwszej stronie. Pospiesznie wróciłem do domu i otworzyłem gazetę. ”Bogusław Kaczmarek, trener Groclinu Grodzisk Wielkopolski został wczoraj odwołany z prowadzenia tej funkcji. Nie spełnił naszych oczekiwań, jak już mówiłem chcemy stworzyć najlepszy klub w Polsce i wątpię, żebyśmy mogli dokonać tego z Kaczmarkiem – powiedział prezes Drzymała. Kto teraz będzie trenerem? Tego nie wiem, jednak z pewnością będziemy chcieli zatrudnić kogoś nowego, kto zwiąże się z zespołem przed dłuższy czas, na razie jednak nie jestem w stanie podać nazwisk ewentualnych kandydatów”.
Fajnie by było poprowadzić Groclin, w końcu szukają kogoś młodego – pomyślałem. Jednak wydało mi się to całkowicie nierealne, wróciłem do moich codziennych zajęć. Wieczorem, gdy tradycyjnie już siedziałem przy komputerze grając w Championship Managera lub surfując po internecie zadzwonił telefon.
- Słucham
- Dzień dobry, z tej strony Zbigniew Drzymała, prezes Groclinu Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski
- Dzi...Dzień dobry – odpowiedziałem, czując ogromne podniecenie
- Jak być może pan wie, wczoraj z pracą pożegnał się trener Bogusław Kaczmarek i poszukujemy kogoś na jego miejsce
- Tak wiem, czytałem już w gazetach – serce waliło mi tak, jakby chciało wyskoczyć na chwilę na zewnątrz
- Tak więc chciałbym zaprosić pana do Grodziska, jest pan jednym z moich kandydatów na jego miejsce. Zgadza się pan?
- yyy – nie wiedziałem co odpowiedzieć – znaczy się, teges... ależ oczywiście, to było by spełnienie moich marzeń. Kiedy mam przyjechać? - wyjąkałem
- Jak najszybciej się da, dało by radę już jutro?
- Oczywiście, będę ok. 14
- Świetnie, to do zobaczenia
- Do zobaczenia
Odłożyłem słuchawkę i nie mogłem uwierzyć... Jestem jednym z kandydatów na trenera zespołu z pierwszej ligi! Co prawda wydawało mi się, że mam marne szansę na objęcie tej posady, jednak oczywiście trzeba spróbować. Wyciągnąłem zimne piwo z lodówki i wróciłem do CMa, postanowiłem zacząć grę od nowa... Groclinem Grodzisk Wielkopolski.
Początek następnego dnia wyglądał tak jak wczoraj. Tym razem jednak mój polonezik musiał przebyć nieco dłuższą drogę. W Grodzisku byłem już o 13, szybko znalazłem ulicę Powstańców Chocieszyńskich 52 i postanowiłem przejść się wokół stadionu. Jak na mały obiekt prezentował się bardzo ładnie. Co prawda dużo brakuje mu do najlepszych, jednak nie jest zły. 10 minut przed 14 wszedłem do mniejszego, stojącego osobno budynku ze znaczkiem Groclinu. Tym razem nie musiałem pytać się sekretarki o drogę bowiem właśnie rozmawiała ona ze Zbigniewem Drzymałą.
- Witam serdecznie – rzucił do mnie dziarsko
- Witam – odpowiedziałem i uścisnąłem mu rękę
- Właśnie informowałem Olę o pańskim przyjściu, jednak jak się okazało było to zupełnie zbyteczne
Przywitałem się z sekretarką, która okazała się niezwykle urodziwą kobietą.
- Zapraszam do mojego gabinetu – powiedział Drzymała
Skierowaliśmy się zaledwie 2 pomieszczenia obok, budynek ten był bowiem niezbyt dużych rozmiarów. Pokój ten wywarł na mnie duże wrażenie. Wszystko warte było fortunę, obrazy, skórzane fotele i wiele innych rzeczy, na które nie może pozwolić sobie zwykły człowiek.
- No dobrze, jak pan wie mam kilku kandydatów na miejsce trenera naszego klubu. Proszę mnie przekonać, abym wybrał właśnie pana!
Byłem przygotowany na taki obrót spraw, wczoraj wieczorem przygotowałem sobie małą przemowę. Najpierw wyjąłem mój, otrzymany wczoraj dyplom, później przeszedłem bo mojej wizji prowadzenia zespołu. Zdecydowanie mówiłem o tym, że chce zbudować drużyną na podstawie młodych graczy, że być może nie będziemy najlepsi już teraz, lecz za jakiś czas. Przedstawiłem wstępne nazwiska piłkarzy i trenerów, których chciałbym zatrudnić. Wyraziłem chęć rozbudowy stadionu oraz stworzenie Groclinu najbardziej rozpoznawalnym klubem Polski. Gadałem tak przez parę ładnych minut a prezes przysłuchiwał się z zainteresowaniem. Wyglądało na to, że poszło mi całkiem nieźle, jednak pamiętałem, że mam konkurencję.
- Mogę wiedzieć kto jeszcze kandyduje na miejsce trenera?
- Oczywiście: Roman Kosecki, Dariusz Wdowczyk, Marcin Kaczorek...
- Marcin Kaczorek??
- Tak, zapewne się znacie, ponieważ was obu wybrałem na podstawie rozmowy z Henrykiem Apostelem
- No to szykuje się niezła rywalizacja – drzwi do gabinetu się otworzyły i stanął w nich Marcin Kaczorek – Witam – zwrócił się do Drzymały - miło cię tu widzieć - powiedział do mnie...
- O wilku mowa - mruknąłem
- Dobrze, tak więc teraz czas na pana kolegę, dziękuję za przybycie i zapewniam, że cały czas jest pan brany pod uwagę przy wyborze szkoleniowca. Poinformuję pana o mojej decyzji jutro, tymczasem proponuję zamieszkać tymczasowo w pobliskim hotelu, do którego zaprowadzi pana nasza sekretarka. Do widzenia – zwrócił się do mnie prezes
- Do widzenia, będę czekał na telefon
Doszedłem do biurka przy wejściu, aby poprosić sekretarkę o zaprowadzenie mnie do tego hotelu...
- Proszę pana – usłyszałem – proszę za mną
Ruszyłem za pomocniczką prezesa Drzymały. Jak już mówiłem była to bardzo piękna kobieta. Długie, zakręcone czarne włosy, duże, żywe oczy, piękna twarz... Do tego niczego sobie ubrana. Jak przystało na klub sportowy nosiła niebieską, krótką, nie dosięgającą nawet do pępka koszulkę i krótkie spodenki. Na obu częściach oczywiście naszywki Groclinu. Postanowiłem nawiązać z nią bliższy kontakt i przekonać się czy jest warta uwagi nie tylko ze względu na wygląd.
- Był już dzisiaj ktoś taki jak ja? - zagadnąłem
- Owszem, pan Roman Kosecki przybył już kilka godzin temu. – odpowiedziała grzecznie
- Tak jak będzie mieszkać w tym hotelu?
- Dokładnie, przeczekacie tam do jutra, kiedy prezes z radą klubu rozstrzygnie, który z was będzie trenerem. Zapewne bardzo chciałby pan nim być. Słyszałam, że jeszcze nigdy nie prowadził pan żadnego zespołu. Teraz ma pan życiową szansę, bowiem ambicje Drzymały...yyy... pana Zbigniewa są na prawdę wysokie.
Zbliżaliśmy się do hotelu, rozmawiając o Groclinie. Moją uwagę zwróciła reklama tuż przy parkingu...
Postanowiłem nie skorzystać z tej niezwykle kuszącej oferty. Przegnałem się z sekretarką i szybko udałem się do mojego pokoju. Jak się okazało był bardzo ekskluzywny, nie mogłem narzekać na brak wygody. Na dodatek wszystko na koszt klubu.
Następnego dnia obudziłem się dość wcześnie, wykonałem codzienne czynności i wyszedłem rozejrzeć się po okolicy. Grodzisk Wielkopolski to naprawdę małe miasteczko. Dowiedziałem się, że ma niecałe 20 tys. mieszkańców. Znaczna część ludzi zatrudniona jest w Groclinie. Tyle, że nie klubie, lecz firmie Drzymały, produkującej części do samochodów. Jest to raczej jedna z niewielu instytucji w naszym kraju, która przynosi dosyć duże dochody. Wyglądało na to, że znaczna ich część zostanie przeznaczona na budowę silnego zespołu, który być może dzisiaj miałem objąć... Wróciłem do pokoju i od razu zobaczyłem, że w telefonie jest nowa wiadomość. Widocznie ktoś dzwonił, kiedy mnie nie było. „Witam! Jak już pana informowałem dzisiaj mieliśmy dokonać wyboru, kto zostanie trenerem Groclinu. Decyzja już zapadła. Zapraszam pana do mojego gabinetu” To oczywiście słowa prezesa, który jak widać we wszystko się angażował. Natychmiast przebrałem się w stosowny strój i ruszyłem do siedziby klubu.
- Dzień dobry – przywitałem sekretarkę
- Dzień dobry – odpowiedziała radośnie
Na jej twarzy zobaczyłem szeroki uśmiech. Być może znała już decyzje zarządu. Wszedłem do pokoju prezesa gdzie zobaczyłem 3 innych kandydatów, którzy czekali na przyjście Drzymały z resztą władz zespołu. Przywitałem się z nimi i usiadłem na jeden z przygotowanych wcześniej miejsc.
- Jak myślicie – odezwał się Wdowczyk – kogo wybierze?
- Jak to kogo? – powiedział pewnym głosem Kosecki – wiadomo, że mnie. Myślisz, że ciebie? Jak dla mnie to trochę przereklamowany jesteś. A oni – spojrzał na mnie i Kaczorka – żółtodzioby dopiero co szkołę skoczyły
- O jak ci zap**e – Kaczorek ruszył pewnym krokiem w kierunku „Kosy”
Na szczęście w tym momencie drzwi się otworzyły i stanął w nich Zbigniew ze swoją władczą ekipą. Marcin natychmiast się uspokoił i usiadł na swoje miejsce. Prezes usiadł na swoim fotelu obserwując bacznie wszystkich „kandydatów”. Wydawało się, że lekko mrugnął okiem kiedy doszedł wzrokiem do mojej postaci.
- Witam panów – zaczął prezes – wczoraj każdy z was starał się przekonać mnie dlaczego powinniśmy wybrać właśnie jego. Przedstawialiście swoje osiągnięcia oraz wizje prowadzenia Groclinu. Muszę przyznać, że wszystkim wam poszło to bardzo sprawnie, jednak nie mogę wybrać wszystkich. Decyzja mimo wszystko nie była zbytnio trudna. Tak więc nowym trenerem Groclinu Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski zostaję... Kamil Rusak!
Poczułem, że robi mi się gorąco, serce wali jak młot... Boże... zostałem trenerem dobrego klubu piłkarskiego! I to dwa dni po dostaniu licencji trenera...
- Gratuluję serdecznie – mój nowy pracodawca uścisnął mi rękę - mam nadzieje, że spełni pan, pokładana nadzieje. Widzę, że macie nieszczególne miny – spojrzał na moich rywali – nie macie się co złościć, jestem pewien, że to właśnie Kamil zrobi z was największą karierę. Miejmy nadzieje, że właśnie w Groclinie. Jeśli możesz, to zapraszam cię do siebie za jakiś czas. W tym czasie musze jeszcze wyjaśnić kilka rzeczy z resztą kandydatów i ustalić z zarządem warunki kontraktu.
- Oczywiście, dziękuję bardzo – odpowiedziałem cały czas oszołomiony
Wyszedłem z pomieszczenia i zacząłem skakać z radości. Jeeeeeeeest, hurrraaaaaaaa,udało się – cieszyłem się w myśli. Musiało to trochę dziwnie wyglądać, jak dorosły facet stoi na korytarzu i wymachuje rękoma w geście radości.
- Ekhmm – usłyszałem chrząknięcie – gratuluję posady – była to sekretarka
- Dzięki – natychmiast się uspokoiłem – yyy... może przejdziemy na „ty”, w końcu szykują się długie czasy naszej współpracy...?
- Oczywiście... to znaczy... spoko. – lekko się zmieszała - Fajnie, że to ty zostałeś trenerem, bo reszta to same lapsy. Szczególnie ten Wdowczyk jakiś drętwy.
- Długo już tutaj pracujesz? – zagadnąłem, chcąc dowiedzieć się o niej jak najwięcej
- 3 lata – pochwaliła się
- Co sądzisz o Drzymale? – ciekaw byłem jakim człowiekiem jest mój prezes
- Zaje***ty facet, serio. – rzuciła - Koleś tylko udaje takiego poważniaka. W rzeczywistości jest wyluzowany i ma... specyficzne poczucie humoru. Powinieneś go polubić.
- No to fajnie, ciekawe ile wytrzymam na tym stanowisku... – zastanowiłem się
- Długo, jeśli wyniki będą dobre to nie ma szans, żeby cię zwolnił. Specjalnie szukał kogoś młodego, żeby zatrudnić na dłuższy czas. – odparła uradowana – i całe szczęście
- Przejdziemy się? – zaproponowałem
Wyszliśmy przed budynek i rozmawialiśmy jakiś czas siedząc na pobliskim murku. Nie miałem wątpliwości. Coś zaczęło iskrzyć... Niestety naszą niezwykle sympatyczną gadkę przerwał Drzymała, który z wyraźną ulgą pozbył się reszty kandydatów.
- Widzę, że powoli zapoznaje się pan z naszą ekipą – powiedział rozpromieniony patrząc na siedzącą obok Olę – zapraszam do mnie. Ustalimy szczegóły pańskiej pracy.
- Oczywiście, już idę. – odpowiedziałem
Po raz kolejny weszliśmy do jego gabinetu. Tym razem widać było, że prezes jest wyluzowany i pewny siebie. Rozsiadł się na swoim fotelu i szeroko się do mnie uśmiechnął.
- Cieszę się, że to właśnie pan będzie u nas pracował – zaczął – reszty za bardzo nie polubiłem, jacyś dziwni. Mam nadzieje, że mnie pan nie zawiedzie, oczekiwania są naprawdę duże... No więc po kolei. Jak już wspominałem chcielibyśmy związać się z panem na co najmniej kilka lat.
- To bardzo dobrze – przerwałem – lepiej mieć gwarancję pracy...
- Dobrze – chyba nie lubi kiedy wytrąca się go z przemowy – no więc moja oferta jest następująca... Aha, no tak... Może przejdziemy na „ty”, przecież nie będziemy się zwracać przez tyle czasu na „pan”.
- Oczywiście, nie ma problemu... Zbyszek – powiedziałem z uśmiechem
- Wracając do kontraktu – kontynuował z wyraźną pasją w głosie – proponuje panu pracą przez 3 lata, czyli do połowy roku 2006. Zarabiać będzie pan dokładnie 32 tys. złotych miesięcznie. W zależności od wyników Groclinu oczywiście możemy podpisać nową umowę. Co ty na to?
- Wow... – zatkało mnie – 32 tys. miesięcznie... Wychodzi, że przez 3 lata zarobię prawie 1,2 mln. Zgadzam się bezwarunkowo.
- Świetnie, oto cały dokument – wyjął kilka kartek z biurka – przejrzyj to sobie i przynieś podpisane, jeśli mi nie ufasz, to daj Oli, niech zrobi kopię.
- Jasne, że ufam, poza tym dotychczas nie mogłem pomarzyć nawet o 2 tys. miesięcznie... - westchnąłem
- No dobra, kontraktem zajmiesz się później. Teraz może przejdziemy się po obiekcie, pokaże ci co i jak... – zaproponował mój nowy „kumpel”
- Jasne, już oglądałem z daleka, jednak przed rozpoczęciem pracy muszę się zorientować co i jak – odpowiedziałem
Wyszliśmy przed budynek. Kiedy przechodziliśmy obok sekretarki, wydawało mi się, że delikatnie do mnie mrugnęła... a może po prostu coś jej wpadło do oka.
Skierowaliśmy się w stronę głównego wejścia na stadion, jak już wcześniej wspominałem nie jest on zbyt duży, jednak z pewnością należy do najładniejszych w kraju. Zbliżyliśmy się do głównego wejścia, jednak nie przeszliśmy przez bramę, Drzymała zaprowadził mnie nieco na lewo, do wejścia dla „personelu”. Otworzył drzwi, zamknięte nad 3 zamki, wyjął z kieszeni drugą parę kluczy, wręczył mi i powiedział, żebym na nie uważał, bo nie chce aby do środka dostał się ktoś niepożądany.
- Miejsce, w którym byliśmy wcześniej jest takim wstępem, można powiedzieć, że biurem Groclinu. Znajduje się tam sekretariat i biura zarządu. Myślę, że nie będziesz tam często zaglądać. Twój własny pokój, który już na Ciebie czeka znajduje się oczywiście na terenie stadionu, klucz już masz – wszystkie są oznaczone, które drzwi oznaczają.
Wyjąłem zwitek z kieszeni i natychmiast dostrzegłem, że każdy ma naklejkę, podpowiadającą dokąd dany klucz kieruje.
- Może przejdziemy się po obiekcie, jest całkiem ciekawy – ciągnął dalej prezes – wracając do stadionu uważam, że wbrew pozorom jest całkiem przyzwoity a będzie jeszcze przyzwoitszy. No więc trybuny liczą w tym momencie około 5000 miejsc, już nie pamiętam ile dokładnie – wszystkie siedzące, z dwóch stron są kryte dachem. Znajdują się one dosyć blisko boiska, co umożliwia większy doping i kontakt kibiców z drużyną. Nie powinieneś mieć kłopotów z chuliganami, bo takich u nas prawie nie ma. Niestety znana jest ekipa „tylko Groclin”, która stara się zwalczać wszystkie inne kluby. W skład obiektu Groclinu wchodzi również nowoczesny hotel, w którym już gościłeś, restauracja a także przychodnia lekarska z odnową biologiczną i hydroterapią. Poza tym, mam nadzieje, że cię ucieszy wiadomość o posiadaniu przez nas aż trzech boisk treningowych, różnych rozmiarów oraz hala sportowa z tzw. „sztuczną trawą”. Umożliwi ci ona prowadzenie treningów przez cały rok. Ekhmm – odkaszlnął w geście pochwalenia się swoimi dotychczasowymi osiągnięciami – Znajdziesz tutaj znakomite warunki do odnowy biologicznej opartej na najnowocześniejszej aparaturze fizykoterapeutycznej oraz profesjonalnej opiece medyczno rehabilitacyjnej. – wyrecytował – Kaczmarek zatrudnił w klubie 4 fizjoterapeutów, którzy moim zdaniem są świetni i nie będziesz musiał ich zmieniać. Nieco gorzej jest z trenerami, jednak o tym przekonasz się podczas treningów. Ach, oto Mietek – wskazał na, znajdującego się za oknem, potężnego mężczyznę w średnim wieku, który stał z miotłą i czyścił drużkę prowadzącą do ławki rezerwowych. – jak możesz się domyślić zajmuje się on dbaniem o porządek na stadionie i jego zapleczu, równy z niego gość. Jest byłym policjantem, jednak wywalili go za pobicie bez przyczyny... ale nie ma się co bać. – szybko dopowiedział, widząc moją przerażoną minę.
Wyszliśmy na zewnątrz.
- Hej, Mietek! – zawołał prezes – to nasz nowy trener, Kamil Rusak!
Odwrócił się i spojrzał na mnie jakby z pogardą. Podeszliśmy bliżej i pierwszy wyciągnąłem do niego rękę. Miał chyba z 2 metry wzrostu, koszula nie mieściła się pod jego barami, na poliku miał podłużną bliznę ciągnącą się przez kilka centymetrów.
- Witam – rzucił twardym, ochrypłym głosem i uśmiechnął się odsłaniając złoty ząb, który błyszczał w promyku nikłego słońca – miło poznać.
- No to może przejdziemy się jeszcze po stadionie? – zapytał mnie Drzymała
- Z miłą chęcią – odpowiedziałem, wciąż patrząc w oczy Mietkowi. Wydawało mi się, że skądś go znam, jednak nie mogłem sobie przypomnieć skąd.
Przeszliśmy już cały stadion, dowiedziałem się, że jest on prawdopodobnie na pierwszym miejscu w Polsce, jeśli chodzi o bezpieczeństwo. Prowadzą do niego specjalnie zbudowane drogi dojazdowe a przez obiektem znajdują się specjalne parkingi.
- Nie uważa pan... yyy... nie uważasz, że 5000 tys. to trochę mało? Tyle zjawia się prawie na każdym meczu a jak przeczytałem w internecie liczba mieszkańców rośnie z każdym miesiącem.
- Święta racja, już od dawna planowaliśmy rozbudowę, jednak wolałem zaczekać na nowego trenera, który miałby przedstawić swoje zdanie. Jako, że już jesteś...
- Moim zdaniem powinniśmy koniecznie zwiększyć miejsca na widowni – w tym momencie najlepiej do hmm – zastanowiłem się – 10 tys. miejsc z możliwością dobudowania kolejnych. Najlepiej byłoby, gdyby wszystkie były kryte...
- Świetnie! – krzyknął uradowany prezes – widzę, że wreszcie jest ktoś, kto ma sprecyzowane plany na przyszłość! Myślę, że z rozbudową nie będzie problemu, wystarczy znaleźć tylko firmę, która się tym zajmie i przed rozpoczęciem rundy jesiennej wszystko powinno być gotowe. Poza tym chciałbym zainstalować jeszcze podgrzewaną murawę...
- A... ekhmm – trochę się zakłopotałem – jak będzie z kasą? Co prawda nie znam jeszcze bardzo dokładnie zespołu, jednak wydaje mi się, że transfery będą konieczne – przypomniałem sobie graczy, których kupiłem 2 dni temu, grając w CMa.
- Dobrze, że mi przypomniałeś, bo zupełnie o tym zapomniałem. Otóż oczywiście nie można stworzyć drużyny na miarę Europy bez pien...
- Nie mam zbyt wielkich wymagań – przerwałem mu - właściwie to chce kupić tylko kilku młodych zawodników i bardziej wyrównać kadrę...
- Rozumiem... – Drzymała zastanawiał się jaką liczbę powiedzieć – no dobra, w kasie będzie prawie 10 milionów... funtów, na transfery dostaniesz jednak zdecydowanie mniej, jeszcze nie wiem ile, jednak niestety nie mogę tak bardzo ryzykować. Jeśli to będzie konieczne, możemy powiększyć kasę. Wiesz... Groclin, moja firma produkująca obicia do siedzeń samochodów przeżywa ostatnio mały rozkwit, jednak mam nadzieje, że zostanie zdecydowanie bardziej rozreklamowana, właśnie dzięki pokazaniu się klubu w pucharach. No dobrze, myślę, że dowiedziałeś się już najważniejszych rzeczy. Pracę możesz zacząć już od jutra, jednak rozumiem, że będziesz chciał się przenieść do Grodziska i nie dojeżdżać codziennie kilkaset km. Znasz może firmę Scania? – zapytał – No więc wiszą mi trochę kasy za obicia – powiedział widząc, że skinąłem głową – i myślę, że zgodzą się zrobić darmową przeprowadzkę.
- Yyy... – zdałem sobie z czegoś sprawę – a gdzie będę mieszkał? Nie mam pieniędzy na budowę domu.
- No więc chwilowo zamieszkasz w hotelu, w najlepszym apartamencie, jednak oczywiście nie na stałe – wyglądało na to, że prezes miał już wszystko przygotowane – rozpoczniemy budowę nowego domu. Może nie taka willa, jednak do zniesienia. Oczywiście sam zdecydujesz jak ma wyglądać.
Zatkało mnie z mojego szczęścia! W kilka dni ze zwykłego mieszkańca najgorszej dzielnicy Łodzi, stałem się trenerem jednego z najlepszych klubów piłkarski w Polsce. Zarabiać będę 32 tysiące złotych miesięcznie, dostane dom i fantastyczne warunki do pracy. Nagle zdałem sobie z czegoś sprawę i z całej siły uderzyłem się w twarz. Nie pomogło. Zobaczyłem Mietka, idącego z wiadrem wody. Wyrwałem mu je i wylałem wszystko na głowę... To nie sen! Zdałem sobie sprawę jak musiało to wyglądać, dorosły facet nagle sam się biję a potem wylewa sobie wiadro wody na głowę... Zobaczyłem przerażone miny Drzymały i Mietka
- Chciałem tylko sprawdzić czy to nie sen... – powiedziałem drżąc z zimna...
Wszedłem do hotelu, od razu przy wejściu zagadnął mnie portier.
- Po pierwsze gratuluje posady – uścisnął mi rękę - może wreszcie ktoś zadowoli Drzymałę, bo z tym jest ciężko. Poprzedni szkoleniowcy... ale... ekhm... do rzeczy. Dostanie pan, zgodnie z obietnicą najlepszy apartament w naszym hotelu, oczywiście na koszt klubu. Życzy pan sobie, abyśmy sami przenieśli pańskie rzeczy, czy zrobi pan to osobiście?
- Poradzę sobie! – odpowiedziałem nieco zdenerwowany, że nagle wszyscy zaczęli traktować mnie jak króla.
- Dobrze, no więc za pół godziny, bo tyle chyba panu starczy, wejdę do pana i pokażę nowy pokój... albo raczej pokoje – uśmiechnął się
Spakowałem wszystkie rzeczy przez kilka minut, bo przecież mieszkałem tam od wczoraj i postanowiłem zadzwonić do znajomych i rodziny, żeby pochwalić się nową pracą. Oczywiście moja stara komórka, która bardziej przypominała cegłę niż telefon spoczywała spokojnie w kieszeni, ledwo się w niej mieszcząc i rozmawiałem z telefonu hotelowego. Po chwili przyszedł portier, wbrew mojej woli wziął moją walizkę i zaprowadził na sam koniec korytarza. Otworzył drzwi i wręczył mi klucze.
- Oto pański apartament – zaczął – są w nim...
- Dziękuję za pomoc, sam się po nim oprowadzę – przerwałem mu i z ciężkim sercem wręczyłem 10 zł. napiwku.
Postawiłem walizkę i rozpocząłem zwiedzanie. Mój tymczasowy, nowy dom miał: sypialnie, salon, kuchnię, łazienkę z prysznicem i wanną z małym jakuzzi , mały przedpokój i wielki balkon. Poza tym był najbardziej wysuniętym pomieszczeniem z całego hotelu, więc nie groziły mi problemy z sąsiadami. Poza tym był tam płaski telewizor, wieża i... komputer. Przy biurku w salonie dostrzegłem kilka rzeczy, które wyraźnie już na mnie czekały. Duża, wypełniona po brzegi teczka, płyta CD oraz krótki list.
„Masz tutaj teczkę, w której znajdują się:
- Skład Groclinu z dokładnymi opisami, metryczkami i statystykami piłkarzy
- Sztab szkoleniowy klubu
- Wykaz meczów, które rozegramy w tym sezonie
Na płycie znajduję się to samo, plus możliwość uzupełniania danych, możesz wpisywać tam swoje notatki, statystyki itp. Mam nadzieje, że pomoże Ci to poznać trochę nasz klub.
Pozdrowienia
Zbigniew Drzymała"
Natychmiast włączyłem komputer i zgrałem zawartość płyty na dysk. Po otworzeniu, moim oczom ukazała się cała masa tabelek, porównań, opisów wszystkiego co jest z Groclinem związane. A przede wszystkim jego obecnymi piłkarzami. Postanowiłem zająć się tym jutro przed treningiem, bowiem chciałem się bliżej zapoznać z graczami. Dzisiaj było już zbyt późno, żeby wciąż pracować. Mimo wszystko szperałem wciąż w danych, tym razem pomocników, dochodziła druga w nocy... zasnąłem...
W następnej części m.in.:
Pierwsze treningi i zapoznanie się z drużyną
Ustalenie początkowej taktyki
Transfery
Mecze towarzyskie
Przygotowanie do sezonu