Z prowincji do Europy, czyli przygoda w Groclinie cz.2
Obudziłem się dosyć wcześnie. Zrobiłem sobie śniadanie i przejrzałem jeszcze raz dane klubu, które wczoraj dał mi prezes Drzymała. Prawdę mówiąc nie było to zbyt wiarygodne źródło, ponieważ wszystko zmienią pewnie treningi i mecze towarzyskie. Miałem już jednak w głowie wygląd nowej taktyki i jej wykonawców. Wyglądało na to, że możemy mieć problem z obsadą prawego pomocnika, ponieważ nie miałem wielkiego zaufania do Marcina Zająca, który jest na dodatek piłkarzem zbyt ofensywnym. Przydałby się też dobry środkowy obrońca, jednak może uznam po treningu, że obecni gracze są wystarczająco dobrzy. Potrzebuje też ofensywnego pomocnika, który będzie łączył formację pomocy z atakiem. Tam na szczęście nie mam problemów – Niedzielan, Rasiak i Moskała na pewno sobie poradzą. Wygląda na to, że na dodatek będę musiał sprzedać jednego z nich...
Tak rozmyślając wyszedłem tylnim wyjściem z mojego apartamentu i udałem się w stronę stadionu. Na parkingu spotkałem szykującego się do wyjazdu Dariusza Wdowczyka. Wrzucał właśnie walizkę do bagażnika srebrnego samochodu.
- Witam – powiedziałem z satysfakcją, bo przecież poprzedniego dnia „pokonałem” go w drodze do stołka trenera Groclinu
- Witam, witam – odburknął. Najwyraźniej cały czas nie mógł uwierzyć, że do właśnie ja dostałem tą posadę
- A co pan taki niehumorzasty? – zapytałem starając się nie parsknąć śmiechem
- Dobrze pan wie... mam do pana pytanie – nagle coś sobie uświadomił – co takiego nagadał pan Drzymale, że wziął właśnie pana? Myślę, że każdy z kandydatów przygotowywał się do tej rozmowy jakiś czas a ja i Romek Kosecki mamy większe doświadczenie i w ogóle...
- A wie pan, że nie wiem – uśmiechnąłem się – po prostu wydawało mi się, że najlepszym sposobem na zbudowanie silnej drużyny jest inwestowanie w młodzież i dokładne mieszanie jej ze starszymi zawodnikami. Przedstawiłem prezesowi moją wizję na najbliższe kilka lat i myślę, że poradziłem sobie całkiem nieźle. Żadna filozofia – powiedziałem. – proponuje spróbować tego przy staraniu się o kolejną pracę, bowiem od dłuższego czasu wydawało mi się, że jest pan jednym z najlepszych trenerów tzw. młodego pokolenia. Oczywiście zaraz po mnie – wyszczerzyłem zęby
- Dostałem już propozycję z Kolportera Korony Kielce. – odpowiedział bezbarwnie – Co prawda jest to tylko trzecia liga, jednak chyba przyjmę ofertę... i rzeczywiście wygląda na to, że zaczną budowę zespołu na młodych, perspektywicznych.
- No to życzę powodzenia i mam nadzieje, że niedługo spotkamy się w pierwszej lidze. Ja tymczasem muszę lecieć na pierwszy trening, bo głupio by wyglądało, gdybym się spóźnił. Do widzenia – powiedziałem i podałem mu rękę
Przez chwilę się zawahał a potem podał mi swoją dłoń
- Powodzenia w prowadzeniu Groclinu, szczerze... – odpowiedział smętnie patrząc na widniejący niedaleko klubowy stadion
Skierowałem się szybkim krokiem do obiektu. Było to moje pierwsze spotkanie z drużyną, więc nie mogłem się spóźnić, chcąc mieć u nich jakiś szacunek. Wszedłem, wskazanym przez Drzymałę wejściem dla personelu, minąłem swój pokój i wszedłem na murawę. Było tam już trzech zawodników, który żonglowali sobie piłkami.
- Witam – przywitałem się z nimi
Na początku byli trochę zaskoczeni, później jednak chyba zrozumieli, że muszę być ich nowym trenerem, więc żeby się podlizać starali się być wyjątkowo grzeczni i kulturalni, co raczej nie zawsze im wychodziło. Wiadomo przecież, że większość piłkarzy zazwyczaj kończy edukację na podstawówce albo jakiejś zawodówce. Spojrzałem na wielką siatkę, w której znajdowało się ze 30 najnowszych piłek Adidasa. Zobaczymy co jeszcze z tego pamiętam – pomyślałem, wziąłem jedną futbolówek i zacząłem żonglować... 30... 90... 140... – liczyłem sobie w myśli – 270... 340. Wreszcie piłka mi upadła i spostrzegłem, że zebrało się już z 15 graczy i przypatrują się moim popisom.
- Grał pan w jakimś klubie? – zapytał Mariusz Pawlak
- Nie, niestety kłopoty z kolanami uniemożliwiły mi zawodowe uprawianie sportu. – odpowiedziałem – Ale w nogę umiem nieźle zamieszać, więc jak nie będzie wam szło, to zawsze macie jednego konkurenta więcej – uśmiechnąłem się
Po kilku minutach zeszli się już chyba wszyscy, gdy jednak spoglądałem, patrząc na listę czy kogoś nie ma, dostrzegłem brak Ivicy Kriżanaca. Postanowiliśmy poczekać na niego jeszcze kilka minut. Wreszcie po jakimś czasie zobaczyliśmy jak przeciska się przez bramę i idzie w naszym kierunku
- Cześć! – rzucił zdenerwowany i zaczął opowiadać słabo jeszcze opanowanym językiem – Co za pie**na wiocha! Ja jechać sobie na trening po kochana polska drogi a tam wypadek, więc ja przejeżdżać obok... z czego wy się śmiech?!
Widać było, że większość piłkarzy już zaczyna zrywać boki, bo zazwyczaj takie rzeczy często się mu zdarzały.
- No więc przejeżdżać se obok i co? – kontynuował Kriżanac – w szkło ja wjechać i mi opona pęc i ja musiec zap**ać na piechta! – najwyraźniej przekleństwa miał opanowane do perfekcji
- No dobrze, dobrze – powiedziałem – jeśli możecie, to usiądźcie tu w kręgu, mam z wami do pogadania
- Ooo, pan pewnie być nowy trener, ja pana nie widzieć – zmieszał się Chorwat – ja nie chcieć tak przeklinać i bardzo przepraszać...
- Nie ma sprawy, nawet się ładnie wytłumaczyłeś i kary za spóźnienie nie musisz płacić – wyszczerzyłem zęby – no! Siadać tutaj!
Usiedliśmy w kręgu, piłkarze dosyć pobłażliwie patrzyli na moją osobę, jakby ktoś taki nie mógł być trenerem Groclinu.
- No więc witam was wszystkich – zacząłem – nazywam się Kamil Rusak i przez najbliższy czas, a może nawet trochę dłużej, będę waszym trenerem. Podpisałem kontrakt na 3 lata, jednak mam nadzieję pracować tutaj tyle, ile uznam za stosowne – i opłacalne, pomyslałem - Jeśli ktoś z was mnie nie polubi... to jego problem. Nie będę tolerował jakichś wybryków, notorycznego spóźniania się na treningi czy wieczornego biegania po klubach nocnych. Zarząd, z prezesem Drzymałą na czele postawił przede mną zadanie zdobycia mistrzostwa Polski. Jest jeszcze szansa, że jeśli nasze kluby dobrze zaprezentują się w tej edycji europejskich pucharów, to w następnej będziemy mogli wystawić do Ligi Mistrzów dwa zespoły. Jak możecie się z tego domyśleć, chcemy w przeciągu tych trzech lat, a najlepiej jeszcze wcześniej awansować do Ligi Mistrzów. W tym sezonie będziemy walczyć o przede wszystkim o mistrzostwo i pokazanie się w Pucharze UEFA. Miłym dodatkiem będzie zdobycie Pucharu Polski. W budżecie widnieje dosyć pokaźna sumka, jednak większość z niej poświęcona jest na wasze płace, czy modernizację stadionu, chociaż jeszcze nie wiem, czy nie będzie na to dodatkowa kasa. W każdym razie bieda u nas wam nie grozi i wątpię, żeby w jakimś innym polskim klubie były takie warunki. Nie znam was jeszcze zbyt dobrze, bo statystyki to nie wszystko. Tak więc rozegramy kilka meczów sparingowych, potrenujemy jakiś czas i wtedy ocenię czy potrzebne będą jakieś transfery, bo teraz wydają mi się one konieczne. Tak więc radzę starać się na tych meczach i w najbliższych dniach, bo możecie stracić miejsce w składzie. W tym momencie wydaje mi się, że nowych graczy będziemy musieli kupić do pomocy oraz na środek obrony i pomocy. – zobaczyłem jak Tomek Wieszczycki kręci się nerwowo – jednak od początku mojej pracy, każdy ma równe szansę i decydować będzie aktualna dyspozycja. Jak już wspominałem, chcemy ulepszyć trochę stadion – mieścić on będzie 10 tys. miejsc, wszystkie siedzące pod dachem. Wymagam od was pełnego zaangażowania i profesjonalizmu, bo podobnie jak wy, nie chcę szybko stracić pracy. Mówiłem, że każdy będzie miał szansę się pokazać, jednak oczekuję przede wszystkim gry zespołowej a nie popisywania się jakimiś super kiwkami. Na podstawie materiałów o drużynie opracowałem już wcześniej dwie taktyki, które stosować będziemy w tym sezonie. Oczywiście druga będzie tylko zastępcza i przez większość meczów grać będziemy w pierwszym ustawieniu. – wyciągnąłem z torby tradycyjny wzór boiska piłkarskiego wraz z zaznaczonymi na nim kropkami, od których ciągnęły się różne strzałki. – Możecie sobie to przejrzeć po treningu, szczegóły jednak omówię później, przy specjalnej tablicy. Trenować będziemy dwa razy dziennie, w przeddzień meczu oczywiście będzie tylko rozgrzeweczka, gimnastyka i trochę zabawy z piłką oraz przede wszystkim ustalenia taktyki na to spotkanie. Dzień po meczu, treningi rzecz jasna będą się odbywać, lecz będą trochę lżejsze. Zawodnicy na różne pozycje dostawać będą różne zestawy ćwiczeń i pracować z nimi, oprócz mnie będą różni trenerzy, ale jeszcze nie ustaliłem którzy. Liczę na zaangażowanie podczas takich spotkań, ponieważ... – jeszcze przez jakiś czas tłumaczyłem im główne zasady funkcjonowania drużyny Groclinu podczas mojej obecności w klubie. – No dobra, to by było na tyle – powiedziałem wreszcie, z satysfakcją spoglądając na piłkarzy, którzy wcale nie wydawali się znudzeni, wręcz przeciwnie, słuchali mnie z dużą uwagą. – jeśli macie jakieś pytania albo chcecie mi coś powiedzieć, to walcie do mnie po treningu. A teraz może zrobimy małą rozgrzewkę...
Przez 20 minut „moi chłopcy” wykonywali różne ćwiczenia, do których przygotowany byłem po skończeniu szkoły trenerskiej. Chciałem sprawdzić jak idzie, pod względem szybkości, więc zrobiłem dokładne pomiary biegu na 100 metrów. Wyniki okazały się dosyć mizerne, cieszy jednak fakt, że najlepiej zaprezentowali się skrzydłowi – Zając i Mila oraz napastnik Niedzielan. Po tym każdy strzelał z danej odległości rzuty wolne i bił rzuty rożne. Okazało się, że z tym też jest mały problem. Najlepiej zaprezentował się lewy obrońca – Ludmir Sedlacek a po nim... środkowy obrońca Ivica Kriżanac. Trzeci był na szczęście Sebek Mila, który, jak mi się wydawało podchodził do tego najbardziej profesjonalnie i z chęcią starał się poprawiać swoje umiejętności. Miał u mnie pewnie miejsce w składzie. Wspomniany wcześniej Sedlacek świetnie prezentował się nie tylko przy stałych fragmentach gry. Widać, że umie dobrze podać, ładnie wrzucić, czy zrobić rajd lewą stroną, słowem uniwersalny zawodnik. Potwierdziło się, że potrzebować będę nowego, prawego pomocnika, bo Zając oprócz szybkości, nic szczególnego nie pokazał. Pierwszy trening udał się całkiem nieźle, miałem już wstępne spojrzenie na to, kto zasługuje na miejsce w pierwszym składzie. Prawdę mówiąc, to już wcześniej miałem kilku pewniaków, a po tym dniu niewiele się zmieniło. Pożegnałem się z zawodnikami, przypomniałem o możliwości konsultacji ze mną i zacząłem pakować rzeczy do torby. Gdy wyszedłem ze stadionu, czekał już na mnie Sebastian Mila, ten który tak zaimponował mi przed kilkoma minutami.
- Trenerze – zagadnął – mówił pan, że po treningu możemy zostać i z panem porozmawiać, tak więc...
- Rozumiem, rozumiem – przerwałem widząc zakłopotanie piłkarza – słucham z uwagą
- No więc... sprawa ma się moich występów w Groclinie. Jak zapewne pan wie, interesuje się mną kilka zagranicznych klubów, niektóre z nich z naprawdę znanymi nazwami. Chciałem po prostu powiedzieć, że na razie nie mam zamiaru opuszczać Grodziska, bo świetnie gra mi się w tym klubie a i zarobić można całkiem nieźle. Jeśli jednak za jakiś czas napłynie konkretna oferta, z której skorzystam i ja i klub... to prosiłbym o nie blokowanie transferu.
- Hmmm – spodziewałem się kilka takich przypadków, jednak nie już pierwszego dnia – prawdę mówiąc oczekiwałem, że konieczne będą częste zmiany w składzie, bo trudno będzie utrzymać trzon zespołu. Za granicą z pewnością zarobicie więcej niż nawet w najbogatszym polskim klubie. Oczywiście, jeśli dostaniemy jakąś naprawdę ciekawą ofertę, nie będę mógł jej odrzucić, bo z niewolnika nie ma pracownika...
- Ale nie, nie – szybko odpowiedział – ja bardzo chcę grać w Groclinie i na pewno nie mam zamiaru się buntować, jednak oczywiste jest, że za granicą będę mógł się bardziej rozwinąć...
- No dobrze, rozumiem... Mam jeszcze pytanie. Czy mógłbyś mi powiedzieć kto jest w zespole najbardziej kłótliwy? Bo trzeba chyba będzie utemperować kilka temperamentów – uśmiechnąłem się przypominając słowa piosenki hip hopowej
- Nie wiem, czy powinienem takie rzeczy mówić, ale wydaje mi się, że Marcin Zając. Moim zdaniem... nie... nie będę kolegów obgadywał za plecami. No dobrze, dziękuję za zrozumienie, muszę do domu jechać, bo obiad czeka...
Uścisnąłem rękę lewemu pomocnikowi i wróciłem do hotelu, aby po treningu sporządzić kilka notatek i dopracować elementy taktyczne. Musiałem ustalić też kilka meczów towarzyskich, które pomogłyby lepiej zorientować się w sile zespołu.
Wchodziłem właśnie przez główne drzwi, kiedy zatrzymał mnie człowiek przeciętnego wzrostu, z krótkimi czarnymi włosami. W jednej ręce trzymał dyktafon a w drugiej kartkę z notatkami. Od razu go rozpoznałem...
- Dzień dobry – zaczął – nazywam się Adam Godlewski i jestem redaktorem tygodnika Piłka Nożna
- Witam serdecznie – uścisnąłem mu łapę – oczywiście pana poznaje, od lat kupuję Piłkę Nożną, kiedyś nawet marzyłem, żeby w niej pracować...
- Po pierwsze gratuluje posady trenera Groclinu. Mam nadzieje, że zgodzi się pan na przeprowadzenie małego wywiadu – zaproponował
- Hmmm... od czasu kiedy wygrałem zawody w warcaby w liceum, nikt nie przeprowadzał ze mną żadnego wywiadu, ale oczywiście bardzo chętnie. Zapraszam do mojego pokoju.
Weszliśmy do pokoju gościnnego, usiedliśmy za stołem i zastępca redaktora naczelnego mojej ulubionej gazety zaczął mnie odpytywać.
- Skąd pan pochodzi?
- Z Łodzi
- Widzew czy ŁKS?
- Wolałbym uniknąć takich pytań, żeby później nie mieć niepotrzebnych problemów...
- Jak długo jest pan trenerem?
- Trzy dni...
- To pan się zgłosił do Groclinu, czy to z panem się skontaktowano?
- Zadzwonił do mnie prezes Drzymała
- Był pan jedynym kandydatem?
- Nie, byli jeszcze: Roman Kosecki, Dariusz Wdowczyk i Marcin Kaczorek
- Dlaczego prezes wybrał właśnie pana?
- O to proszę już spytać samego prezesa
- Nie czuje pan ciążącej presji? Wymagania muszą ogromne, jak na kogoś kto pierwszy raz prowadzi drużynę piłkarską...
- Nie, nie czuje... no może trochę. A patrząc na nasz skład i możliwości, wymagania wcale nie są takie duże.
- Więc czego oczekuje prezes na koniec sezonu? Prezes oczekuje przede wszystkim miejsca dającego awans do Pucharu UEFA a także korzystnego zaprezentowania się w jego tegorocznej edycji.
- Oczywiście moim celem jest mistrzostwo, jednak zostałem zapewniony, że jeśli go nie zdobędę – nie zostanę zwolniony. Puchar Polski będzie miłym dopełnieniem.
- Groclin to klub o najlepszych finansach w Polsce. Ile pieniędzy macie na transfery?
- Jest to sprawa klubu, której nie mogę przekazywać mediom. Mogę jednak zapewnić, że z finansami Groclin problemów nie będzie miał przez wiele lat.
- Skąd takie wnioski?
- Po pierwsze: prezesem jest człowiek bogaty, posiadający ogromne przedsiębiorstwo, który zna się na swojej robocie. Na klub przeznacza on bowiem zaledwie 3% zysków firmy. Po drugie: w najbliższych latach, będziemy regularnie awansować do Ligi Mistrzów, co zapewni pewny wzrost pieniędzy.
- Wielu trenerów obiecywało walkę o Ligę Mistrzów, jednak nikomu w Polsce nie udało się to od 10 lat! Dlaczego właśnie pan miałby to osiągnąć? Na dodatek w miasteczku, które liczy 16 tys. Ludzi?
- A dlaczego nie?
- Wasz stadion nie należy do najbardziej licznych, jednak na trybunach często pojawia się komplet widzów, czy planujecie jakąś rozbudowę?
- Powiększenie trybun do 10 tys. miejsc rozpocznie się już w najbliższych dniach, wybieramy właśnie firmę, która się tym zajmie. Domyślam się jednak, że na początku nie mamy co liczyć na pełne trybuny...
- Jak będzie wyglądała gra Groclinu w nadchodzącym sezonie?
- Zupełnie inaczej niż za kadencji Bogusława Kaczmarka. Przede wszystkim zupełnie zmienimy taktykę. Będziemy strzelać więcej bramek, ale też mniej tracić. Drużyna będzie atakować a nie tak jak wcześniej – bronić się i wygrywać najczęściej różnicą jednej bramki.
- A transfery? Znalazł pan luki w składzie, które trzeba będzie uzupełnić?
- Oczywiście! Nie chcę jednak podać konkretnych nazwisk. Mogę jednak powiedzieć, że inwestować będziemy przede wszystkim w młodzież, która zapewni Groclinowi zyski w przyszłości.
- Wiele osób jest sceptycznie nastawionych do zatrudniania osoby bez żadnego doświadczenia, nie boi się pan, że po każdym przegranym meczu, prasa nie zostawi na panu suchej nitki.
- Nie, ponieważ porażki będą zdarzać się tak rzadko, że prasa nie będzie miała się do czego przyczepić. Liczę, że przynajmniej pańska nie będzie się starała...
Rozmowa toczyła się w dosyć szybkim tempie, odpowiadałem dość spontanicznie, jednak starałem się uważać na to co mówię, żeby nie popełnić jakiejś gafy. Pożegnałem się z redaktorem Piłki Nożnej, wypiłem szybko kawę i zabrałem za robotę. Trzeba było się wziąć za jakieś sparingi...
Wykonałem kilka telefonów, z listy załączonej przez prezesa Drzymałę i już po jakimś czasie mieliśmy zapewnione mecze z Legią, Radomskiem, Zagłębiem i Widzewem. Najwyższy czas zająć się ustaleniem składu i pierwszymi transferami. Planowałem też kupić kilku młodych graczy, którzy zapewniliby mi spokojne lata i dużo kasy w późniejszych latach. Chciałem prowadzić Groclin tak długo, jak się da a odpowiednia młodzież jest kluczem do przyszłych sukcesów. W sprawie transferów udałem się oczywiście do prezesa. Po drodze zamieniłem parę słów z uroczą sekretarką, która poinformowała mnie, że powinienem się streszczać, bo Drzymała zaraz wychodzi. Wbiegłem na górę, już miałem pukać do drzwi, kiedy te same się otworzyły i stanął w nich prezes firmy Inter Groclin. Chyba dosyć dziwnie to wyglądało, jakbym już od dłuższego czasu czatował przez jego gabinetem
- Ja... właśnie – zakłopotałem się – miałem zapukać, ale...
- Dobra, dobra – odpowiedział - trochę się spieszę, masz jakąś konkretną sprawę?
- No właściwie nawet bardzo konkretną, chodzi mi o transfery, ale skoro już wychodzisz – odpowiedziałem zrezygnowany – to...
- Świetnie – przerwał mi – właź! Mam dla ciebie pewną propozycję nie do odrzucenia.
Weszliśmy do jego, błyszczącego od równego rodzaju pucharów czy medali pokoju. Natychmiast otworzył butelką Johny’ego Walkera i nalał mi potężny kieliszek. Chyba na uspokojenie...
- No więc z pewnością wiesz – zaczął prezes – jak wygląda praca trenera np. w Anglii. Pełni on zarówno funkcję szkoleniową, ale jest zarówno managerem. Zajmuje się transferami, negocjacjami z zawodnikami, po prostu ma znacznie więcej obowiązków. Niestety ja do ludzi, którzy mają dużo wolnego czasu nie należę, więc myślę, że ty spokojnie dasz sobie z tym radę. Sorry, że tak po którce, ale naprawdę się spieszę.
Prawdę mówiąc to po prostu mnie zatkało. W akademii uczyli nas treningu, taktyki czy też podejścia do zawodników, nie było jednak nic o transferach, bo prawdziwego managera, takiego jak w Wielkiej Brytanii w naszym kraju po prostu nie ma! Wiedziałem, że Alex Ferguson czy Arsene Wenger zajmują się też takimi rzeczami, jednak chyba jedyną styczność miałem przez granie w Championship Managera! Ma to jednak całe mnóstwo zalet. Nie muszę oglądać się na prezesa, czy da mi określoną sumę na transfer, ile zapłaci zawodnikowi itd. Mogłem sam o tym decydować.
- Wchodzę w to – uśmiechnąłem się – na początku jednak potrzebuje nabrać trochę wprawy, bo w tym momencie nie wiedziałbym jak kupić rezerwowego Startu Łódź.
- Świetnie – po raz kolejny powtórzył prezes – nie ma problemu.
Chwycił za telefon i nacisnął jeden guzików (widać miał już zapisany w pamięci komórki). Nie musiałem długo się przekonywać, gdzie też zadzwonił. Piętro niżej odezwał się niezwykle donośny głos dzwonka.
- Ola, właśnie namówiłem pana Rusaka na podjęcie pracy jako manager klubu. Jeśli możesz to skompletuj wszystkie dane, o których ci mówiłem i podrzuć do jego pokoju. Aha i ścisz trochę dzwonek, bo ja tu słyszę każdy telefon.
Odłożył słuchawkę i spojrzał się na drzwi, co wyraźnie miało znaczyć, że tą krótką rozmowę trzeba zakończyć. Uścisnąłem mu grabę i powoli skierowałem się na dół. Kiedy zszedłem po schodach już widziałem srebrne BMW odjeżdżające sprzed budynku. Podszedłem do sekretarki Oli, która już od pierwszego spotkania wyraźnie wzbudziła moją sympatię.
- Jeszcze raz gratuluje – szybko zaczęła – pozycji managera także
- Dzięki, dzięki – odpowiedziałem – prawdę mówiąc na razie się w tym nie widzę, więc może być ciężko
- Wiesz, ja się trochę znam na takich rzeczach, więc jakbyś miał jakiś problem, to...
Drzwi otworzyły się szeroko i stanęła w nich ładna brunetka z włosami do szyi, ubrana w czarny tradycyjny jak na te czasy strój.
- Cześć Olka – rzuciła Joanna, córka prezesa Drzymały oraz dotychczasowy manager klubu – co to za koleś? – spojrzała na mnie z pogardą
- Cześć... to jest nowy tren...yyy... manager Groclinu – odpowiedziała jej niezbyt grzecznym tonem
- Aha – zmieszała się – przepraszam pana bardzo, nie widziałem – podała mi rękę tak wysoko, jakby zmuszając do pocałowania, no co przy obecności Oli nie miałem zbyt wielkiej ochoty. – tak więc jest pan nowym managerem. Jak pan wie, obejmuje pan tą funkcję... po mnie, bo w większości ja się tymi sprawami zajmowałam. Teraz jednak będę członkinią zarządu, poza tym mam już zdecydowanie ciekawszą ofertę z firmy mojego taty... W każdym razie życzę powodzenia.
Pożegnała się i przeszła do pomieszczenie po lewej stronie korytarza.
- Franca – powiedziała Ola, gdy ta zniknęła za drzwiami
- Nie lubisz jej? – zapytałem
- Mało powiedziane – poczerwieniała na twarzy – zachowuje się, jakby była pępkiem świata, wszystkich traktuje jako swoich podwładnych, nie mówiąc już o mnie. Gdyby to od niej zależało, to już dawno by mnie tu nie było, jednak wydaje mi się, że Zbyszek całkiem mnie lubi, a on tu rządzi...
- Na mnie też nie sprawiła zbyt dobrego wrażenia. Słuchaj... może byśmy sobie pogadali przy kawce w kawiarni, a nie tak na stojąco... chyba jest tu jakaś?
- Naprawdę? – wyraźnie się ucieszyła - Świetnie! Oczywiście, że jest
- Pasuje ci dzisiaj o 20 tutaj na schodach? – wskazałem wyjście z budynku
- Jasne. Już nie mogę się doczekać...
Pożegnałem się z nią i wyszedłem na dwór. Jak na razie ten romansik szedł dokładnie po mojej myśli, jednak dzisiejszy wieczór mógł być kluczowy dla sytuacji. Musiałem się dobrze przygotować, jednak było jeszcze bardzo dużo czasu. Postanowiłem wrócić do hotelu i zająć się sprawę transferów...
Usiadłem za biurkiem i wyciągnąłem wszystkie dane dotyczące moich graczy. Trzeba było ustalić kogo będę potrzebował. Odpaliłem Championship Managera i podstawiałem skład do odpowiedniej taktyki, aby móc to sobie lepiej wyobrazić. Pewne było, że konieczny będzie dobry, środkowy pomocnik, ponieważ Tomek Wieszczycki najlepsze lata ma już dawno za sobą. Poza tym, po zakończeniu sezonu przechodzi na zasłużoną emeryturę. Czyli MC... co dalej? Spojrzałem na linię obrony. Właściwie to jest całkiem dobra, mam dosyć szeroką ławkę i nie powinienem mieć kłopotów ze skompletowaniem składu. Nie byłem jeszcze pewien czy grać będą trójką czy też czwórką obrońców. Pewne miejsce mieli Sedlacek i Pawlak. Mynar wbrew pozorom zbyt dobrego wrażania nie pozostawiał. Zarówno po treningu jak i na podstawie danych do prezesa Drzymały. Dopisałem DR na kartce z notatkami. Na bramce też raczej nie miałem powodów do zmartwień. Liberda był pewnym punktem zespołu, jednak zdecydowanie brakowało dla niego odpowiedniego zmiennika. Przyrowski co prawda jest dosyć chwalony, jednak mnie specjalnie nie urzeka. Mariusz na pewno pogra na najwyższym poziomie jeszcze przez kilka lat, jednak przydałoby się kupić jakiegoś utalentowanego juniora, który zastąpiłby go w przyszłości. Dopisałem GK... Na mojej liście znalazły się także: FC, AMR i AMC. W większości chciałem żeby byli to gracze młodzi i perspektywiczni, jednak zdawałem sobie sprawę, że wcale nie będzie łatwo ich znaleźć. Chwyciłem za telefon i wykręciłem numer, który znalazłem w danych od prezesa.
- Witam – przywitałem się – jestem nowym managerem Groclinu, ale jeszcze się nie znamy...
- Ooo, witam serdecznie – zdecydowanie słychać było, że się ucieszył – nareszcie szykuje się normalna robota.
- Jak zapewne sam pan rozumie, chcę dokonać kilku transferów, szczególnie jakiś młodzików...
- I nie wie pan kogo wybrać – dokończył za mnie. - To już niech pan zostawi mnie. Proszę tylko podać jakiego dokładnie gracza pan szuka i na jaką pozycję...
Postanowiłem rozdzielić obowiązki poszukiwania odpowiednich graczy na wszystkich scoutów mojego klubu więc jemu wcisnąłem MC i DMR. Opisałem też po krótce jakim typem gracza powinien być Paweł Jankowski, bo to właśnie z nim rozmawiałem okazał się bardzo sympatycznym człowiekiem. Z resztą moich „szperaczy” także nie miałem problemu i spokojnie rozdzieliłem po między nich obowiązki szukania odpowiednich piłkarzy...
Po południu zarządziłem jeszcze jeden trening, w którym rozegraliśmy meczyk kontrolny. Specjalnie pomieszałem składy, bo nie chciałem już teraz zdradzać wyglądu pierwszej drużyny. O dziwo, bardzo dobrze zagrał Marcin Zając. Na swoim jak zwykle wysokim poziomie zaprezentował się Niedzielan. Im bliżej było wieczoru, tym moje zdenerwowanie było coraz większe. Wykąpałem się, umyłem włosy, wypsikałem moim starym dezodorantem i ubrany w elegancki garnitur udałem się na spotkanie z Olą...
Następnego dnia wstałem wcześnie. Mój alarm kupiony jakieś dziesięć lat temu, na giełdzie u ruskich, na stadionie ŁKS, na całe szczęście wciąż działa bez zarzutu. Miałem na dzisiaj zaplanowane treningi i sprawy związane z drużyną. Chciałem jednak przede wszystkim zająć się moimi współpracownikami, czyli asystentem i trenerami. Nie miałem bowiem zamiaru zajmować się także drużyną rezerw czy też juniorami. Musiałem znaleźć odpowiedniego asystenta, a to może być trudne. Najbardziej chciałbym, aby byłby to pierwszy trener, który chwilowo nie ma pracy. Po treningu wróciłem do hotelu i po raz kolejny chwyciłem za telefon i notatki zostawione przez prezesa Drzymałę. Swoją drogą, to wciąż niezbyt dobrze czułem się dzwoniąc do tak znanych postaci polskiej piłki nożnej. Przecież zaledwie kilka dni temu co najwyżej mogłem czytać o nich w gazetach... Postanowiłem zacząć od trenerów. W klubie było dwóch, których nie będę wyrzucał, chciałem znaleźć jeszcze co najmniej jednego, plus świetnego asystenta. Bogusław Kaczmarek, mimo że przecież zwolniony niedawno z Groclinu, jak zauważyłem odwalił w tym klubie kawał dobrej roboty. Wyglądało na to, że muszę zadzwonić na komórkę a podejrzewałem, że rozmowa może być długa, co oznacza podobny rachunek. Nie musiałem się jednak martwić, bo wszystko idzie na koszt prezesa. 507...734... 190...
- Dzień dobry, Kamil Rusak z tej strony – przywitałem się
- A dzień dobry, miło pana poznać, co pana do mnie sprowadza? – zapytał – może chce pan jakieś informacje o drużynie?
- Yyy... – trochę zaniemówiłem – właściwie to rzeczywiście mogą się przydać, jednak dzwonie w zupełnie innej sprawie. – wziąłem głęboki oddech – otóż jak zapewne sam pan wie, w Groclinie nie jest najlepsza kadra trenerska. Scoutów czy fizykoterapeutów mamy całkiem niezłych, jednak nieco gorzej jest z trenerami. A żeby móc osiągać sukcesy, muszę mieć odpowiednich współpracowników...
- I chce pan, żebym pomógł panu kogoś wybrać? – przerwał mi Kaczmarek
- Niezupełnie... tak właściwie to już podjąłem decyzję... będzie pan trenerem Groclinu?
- Co ku**? – chyba mi nie uwierzył - Przecież mnie Drzymała wywalił tydzień temu! Jak mogę teraz wrócić?!
- Spokojna pańska rozczochrana. – uspokoiłem go - Zostałem managerem i teraz sam, bez konsultacji z prezesem mogę wybierać sobie skład i dysponować odpowiednią ilością pieniędzy...
- A właściwie to czemu miałbym wrócić do Grodziska? Zdobyłem wicemistrzostwo Polski a zbyt miło mnie nie potraktowano...
Przez następne pół godziny namawiałem Bogusława Kaczmarka do podjęcia pracy w moim klubie. Prawdę mówiąc było ciężko, ale się udało. Umówiliśmy się, że w najbliższych dniach przyjedzie podpisać kontrakt i rozpocznie pracę z zespołem. Teraz czas było poszukać odpowiedniego asystenta. Podejrzewałem, że z tym może być zdecydowanie większy problem, chociaż i tak byłem cholernie zadowolony, że udało mi się namówić Kaczmarka. Chyba mam jakiś dar przekonywania...
Spojrzałem na kolejną kartkę z nazwiskami. Franciszek Smuda... odpada. Edward Lorens... odpada. Orest Lenczyk... odpada. A może najlepiej byłoby zatrudnić kogoś z zagranicy? Wziąłem kolejną kartkę. Dusan Radolsky – to nazwisko wpadło mi w oko. Coś już o nim słyszałem, chyba prowadził reprezentację olimpijską Słowacji i kilka klubów z tego kraju. Spojrzałem na informację dotyczącą znanych języków. Niestety nie było w nim polskiego. Znalazł się jednak angielski, więc trzeba było trochę odkurzyć wiedzę z liceum i pospeakać w sprawie pracy. Tym razem rachunek będzie jeszcze większy, bo wątpię żeby był on przynajmniej w naszym kraju...
- Hello – zacząłem – My name is Kamil Rusak, and I’m a Groclin Grodzisk Wielkopolski’s manager...
- Hello, hello – odpowiedział – Groclin... what?
- It is Polish club, one of the best... you know... – zaczynałem się trochę gubić w angielszczyźnie – we have already beat Nantes in UEFA Cup.
- Polish? I know polish, my grandma is from Poland! Zdraswujcie!
- It’s Russian...
- aaa, yes yes, dzen dybry
- dzień dobry...
- Wic co you chcieć from ja?
- Przeczytałem, że jest pan bez pracy a ja potrzebuje odpowiedniego asystenta – od razu walnąłem prosto z mostu – więc pomyślałem sobie, że może pan zgodziłby się na tą pozycję...yyy... rozumie pan?
- Yes, rozumieć, ja może mówić english – polski, bo tak mnie być easier. - zaproponował
- Ok. – westchnąłem
- So, a jakie być zarobki? – biedni ci słowacy pomyślałem
- Zapewniam panu, że jedne z największych o ile nie największe w Polsce. Podejrzewam, że na Słowacji nigdzie nie zgarnie pan nawet połowę tego co u nas...
- Great. You powiedzieć, że wy wygrać Nantes, to być big sukces. -
- Yes yes, tzn tak. To jak? Przyjedzie pan do Grodziska? Oczywiście klub pokryje koszty podróży
- Yyy... obviously. A can pan podać more informacja?
Podobnie jak to miało miejsce w przypadku Kaczmarka, przez następne minuty przybliżałem mu szczegóły jego pracy oraz wyglądu zespołu. I po raz kolejny mi się udało! Dusan Radolsky przyjedzie w najbliższych dniach do klubu i jeśli mu się spodoba, podpisze kontrakt. Tak więc chwilowo kłopoty ze współpracownikami miałem z głowy...
Następne dni mijały dosyć spokojnie. Na treningach moim graczom coraz lepiej wychodziły przedstawione przeze mnie schematy i ustalone zagrania. Dusan Radolsky po przyjechaniu do Grodziska był zachwycony i od razy zdecydował się na podpisanie kontraktu. Jednego dnia całe popołudnie poświęciłem na tłumaczenie Kaczmarkowi, Radolsky’emu i innym trenerom, tego co będziemy robić na treningach i za co odpowiada każdy z nich. Scouci przynosili mi coraz to nowsze raporty, ciekawych według nich zawodników, jednak nie mogli na razie znaleźć nikogo ciekawego. Po kilku dniach jednak, Paweł Jankowski przyniósł mi bardzo ciekawe wiadomości. Pojechał on do mojej rodzinnej Łodzi, aby zobaczyć przede wszystkim juniorów i rezerwy, bo w pierwszym składzie trudno znaleźć kogoś wartego uwagi. Dostałem od niego następującego maila:
„Witam,
Piszę z Łodzi, z mojego kochanego laptopa. Poza Michałem Stasiakiem i Piotrem Włodarczykiem, których raczej Groclin nie potrzebuje, w pierwszym zespole Widzewa nie ma już nikogo ciekawego. Zgodnie z Twoimi instrukcjami wybrałem się jednak na mecz zespołu juniorskiego a także trening rezerw, aby poszukać jakiś graczy na przyszłość. Tutaj Widzew prezentuje się już znacznie lepiej. Świetnie moim zdaniem zapowiada 16 – letni Jakub Rzeźniczak oraz 2 lata starszy Adam Fedzin. Pierwszy z nich to typowy środkowy obrońca, który ma predyspozycje, aby w przyszłości być najlepszy w kraju. Jak na tak młody wiek, jest niezwykle silny przede wszystkim mentalnie. Drugi zaś jest bramkarzem. Moim zdaniem o takim talencie, że już teraz może figurować jako rezerwowy w Groclinie. W rezerwach, w oczy rzucił mi się też Michał Czaplarski, jednak wolałbym jeszcze trochę mu się poprzyglądać. Zostaje w Łodzi na najbliższe kilka dni, w których obserwować będę tych graczy i poszukam kogoś także w ŁKS. Dołączam także kasetę z kilkoma występami tych zawodników, żebyś sam mógł ich ocenić.
Pozdrowienia
Paweł Jankowski”
Po kilku dniach doszło potwierdzenie talentu Fedzina i Rzeźniczaka, ale o ich kupnie byłem przekonany już po obejrzeniu nagrań. Wypadało więc po raz pierwszy sprawdzić się w roli prawdziwego managera i zadbać o ściągnięcie ich do klubu. Jak na pierwszy raz, to nieźle wybrałem, bo nie są oni jeszcze nawet pełnoletni, więc nie powinno być większego kłopotu. Wystukałem na hotelowym telefonie numer do władz mojego jeszcze niedawno ulubionego klubu, który znalazłem w materiałach od prezesa Drzymały. Odezwał się nie kto inny jak sam Andrzej Pawelec, o którym wraz z Andrzejem Grajewskim tak dużo pisano w gazetach
- yyy, dzień dobry – zacząłem – Kamil Rusak z tej strony, trener Groclinu
- A witam witam – głos miał taki, jakby przed chwilą albo wypił pół litra, albo wciągnął parę gram jakiś narkotyków – już żem czytał o tobie we gazetach. Co jest?
- No więc, jak być może już pan wie, od kilku dni jeden z moich scoutów przebywa w Łodzi i obserwuje pańską drużynę. – wziąłem głęboki oddech – znalazł dwóch bardzo ciekawych graczy, których chciałbym sprowadzić do mojego klu...
- Stasiak i Włodarczyk nie są na sprzedaż. – przerwał mi – ale to zależy ile masz pan kasy.
- Wcale nie chodzi mi o nich – od razu zaprzeczyłem – podobnych graczy mam w Grodzisku co najmniej kilku. Adam Fedzin i Jakub Rzeźniczak, to o nich chciałbym zapytać. Z pewnością niedługo będą chcieli podpisać lepsze kontrakty, na co jak mniemam Widzewa nie stać. A zanim dorosną, Widzew będzie im winny fortunę – starałem się przekonać tego z pewnością będącego nie w pełni świadomości człowieka
- Fedzina to sobie pan możesz brać już teraz. – prawie krzyknął - Miał mi gnojek samochód umyć, za to że zagrał w ostatnim meczu a od razu uciekł do domu.
- Świetnie – szczerze się ucieszyłem – dam panu za niego... hmm... 20 tysi...
- Buahahaha – po prostu mnie wyśmiał
- ...ęcy funtów – teraz ja nie mogłem powstrzymać się od śmiechu
- Funtów pan mówisz... To będzie razy sześć, czyli jakieś 120 tysiaków – zastanawiał się – myślisz pan, że wystarczy mi na jakiś niezły samochód, bo ten Mercedes ma już 3 miesiące i się powoli robi bezużyteczny...
- Tak, tak, na pewno wystarczy na bardzo dobry samochód – starałem się go przekonać, żeby zgodził się na moją propozycję.
- 40 tysięcy i masz go pan w Groclinie – powiedział drżącym głosek Grajewski
- Nie ma takiej możliwości, 25 tysięcy – wyostrzałem umiejętności negocjacji, chociaż te kilka tysięcy w nie robiło mi większej różnicy
- 35
- 30
- Dobra – wreszcie się zgodził – 30 tysięcy funtów.
- Nie ma sprawy, wpłata zostanie uregulowana, kiedy to też Fedzin przyjedzie do Grodziska z naszym scoutem i podpisze z nami kontrakt...
Niestety na tym rozmowę musiałem zakończyć, ponieważ pan Andrzej Grajewski, tak jak twierdził miał wyjątkowo ważne spotkanie. Pewno umówił się z innymi Widzewiakami na parę kieliszków wódeczki. Ale to już nie moja sprawa. Postanowiłem zadzwonić do Andrzeja Pawelca, kolejnego z „wielkich” Widzewa. Tym razem niestety okazało się, że jest on zdecydowanie bardziej rozeznany w sprawach transferów oraz talencie swoich piłkarzy. Kiedy zapytałem o Rzeźniczaka, powiedział że w normalnych okolicznościach nigdy by go nie sprzedał, ale klub ma takie długi, że jest to koniecznie. Niestety wytargował aż 210 tysięcy... niestety funtów. Nie stanowiło to jednak większego problemu dla kieszeni Zbigniewa Drzymały a ja miałem wolną rękę w robieniu transferów.
Po dwóch dniach podpisaliśmy kontrakty z Fedzinem i Rzeźniczakiem a do mnie doszła kolejna wiadomość. Podobno w Jagiellonii Białystok występuje genialny wręcz środkowy pomocnik – Dariusz Łatka. Niestety niedobrą wiadomością było to, że chcą go kupić wszystkie najlepsze polskie kluby z Wisła, Legią i Amicą na czele. Podobno negocjuje także jakiś przeciętniak z Premiera Division. Tym razem szykował się jeszcze większy wydatek. Na szczęście rywale szybko wymiękli, kiedy podawałem coraz to wyższe sumy, które mogę wyłoży za tego zaledwie 18 – letniego gracza. Ostatecznie stanęło na 425 tysiącach, jednak odniosłem w ten sposób kolejny managerski sukces.
Na treningach potwierdziło się, że potrzebować będę prawego obrońcy, bo Mynar miał wyraźnie problemy z aklimatyzacją. Tym razem potrzebowałem kogoś bardziej doświadczonego niż ci juniorzy. Bez większych problemów odszukałem odpowiednich graczy w danych od prezesa a już następnego dnia jeden z moich scoutów siedział na trybunach Legii i obserwował poczynania Wojciecha Szali. Bardzo mu się spodobał i zaprosiłem go na dwudniowe testy. Wypadł na nich bardzo dobrze i podpisaliśmy kontrakt na 3 lata. Warszawski klub wzbogacił się o 250 tysięcy.
Pierwszy mecz towarzyski zbliżał się nieubłaganie. Na dodatek mieliśmy grać z Legią na wyjeździe. Chociażby przy rozmowie z Adamem Godlewskim zapowiadałem, że osiągnę z Groclinem cuda na kiju. Co się jednak stanie jeśli nic z tego nie wyjdzie? Przecież zawodnicy bardzo krótko grają na mojej nowej taktyce, na pewno potrzebują zgrania. W pierwszym składzie jest też dwóch nowych, muszą się dobrze wkomponować. Chyba źle wybrałem pierwszego przeciwnika – pomyślałem – Trzeba było wziąć jakichś cieniasów, których byśmy rozgromili a nie Legię. Trudno, czasu się nie cofnie, teraz trzeba kombinować jak przygotować zespół do tego meczu oraz całego sezonu. Pierwszy skład miałem już pewny od kilku dni. A oto jak prezentuje się cała moja pierwsza kadra:
Bramkarze:
Mariusz Liberda: 26 lat, kontrakt do czerwca 2005. Zdecydowanie najlepszy bramkarz w Groclinie a także jeden z najlepszych w Polsce. Ma pewne miejsce w składzie, jednak podejrzewam, że za rok mogę go już nie mieć w zespole, bo wykupią go najlepsze kluby. W treningach prezentował się bardzo dobrze. Równy poziom prezentuje właściwie we wszystkich elementach fachu bramkarskiego.
Adam Fedzin: 18 lat, do 2008. Junior, który będzie następcą Mariusz Liberdy. Ma ogromny talent, który Groclin musi koniecznie wykorzystać. Musi się jeszcze wiele nauczyć, jednak jestem pewien, że w przyszłości będzie wielką gwiazdą. Będę go wprowadzał np. w pucharowych meczach, w których po pierwszym spotkaniu zapewniliśmy sobie awans. Duża szansa na pokazanie się w przypadku kontuzji Liberdy, ale także wielka niewiadoma. Przyszłość zespołu.
Obrońcy:
Wojciech Szala: SW/D/DM RLC, 27 lat, do 2006. Niezwykle uniwersalny zawodnik. Może grać właściwie na każdej pozycji z tyłu. Jest jednak prawo nożny i podobnie jak w Legii będzie grał na prawej obronie. Rywalizować o miejsce w składzie będzie z Mynarem, jednak to właśnie on dostanie szansę od początku sezonu. Mimo, że jest w Polsce mało doceniany, jest moim zdaniem niewiele gorszy od Marcina Baszczyńskiego.
Mariusz Pawlak: SW/D/DM C, 31 lat, do 2005. Mimo podeszłego już wieku, wciąż najlepszy środkowy obrońca w klubie. Typowy środkowy obrońca, który powinien znaleźć miejsce w pierwszym składzie. Grać może też przed obrońcami, co w przypadku kontuzji innych graczy, stwarza mi pole do manewru. Mam nadzieje, że pogra 2 lata na wysokim poziomie a potem będzie go trzeba zastąpić kimś młodszym. Imponuje doświadczenie i spokojem.
Marcin Łukaszewski: D RC, 25 lat, do 2005. Dosyć słaby zawodnik, którego wystawiać będę tylko w ostateczności. Nie mieści się nawet na ławce rezerwowych. Myślałem czy nie przenieść go do rezerw, jednak doszedłem do wniosku, że tacy gracze też muszą być w zespole. Mało zarabia, jest mało wart. Jeśli nie uda mi się go sprzedać w najbliższym czasie, to poczeka dwa lata i odejdzie z zespołu.
Radek Mynar: D/DM R, 29 lat, do 2005. Na treningach nie pokazał się zbyt dobrze, dlatego ściągnąłem Szalę. Na początku sezonu będzie rezerwowym, jednak później... kto wie. Może grać zarówno jako obrońca, jak i defensywny pomocnik i na tą pozycję także będzie dublerem. Solidny rezerwowy.
Łukasz Gorszkow: D LC, 29 lat, do 2004. Przeciętniak. Nie ma szans w rywalizacji z Sedlackiem o miejsce na lewej obronie. Jego zmiennik oraz dopiero trzeci lub czwarty środkowy obrońca w klubie. Zostaje w Groclinie tylko przez ten sezon.
Lumir Sedlacek: D/DM L, 25 lat, do 2005. Rewelacja! Najlepszy lewy obrońca w kraju! Na pewne miejsce w zespole i nikt nie może mu zagrozić. Lubi atakować niczym Roberto Carlos oraz świetnie wykonuje stałe fragmenty gry. Bardzo wysokie umiejętności, które cały czas się podnoszą. Wykonawca rzutów karnych.
Ivica Kriżanac: D/DM C, 24 lata, do 2006. Przy jego osobie mam dylemat. Po pierwsze czy go w ogóle wystawiać w składzie a jeśli tak, to na jakiej pozycji... Wielka niewiadoma, którą mimo wszystko sprawdzę.
Pomocnicy:
Radosław Sobolewski: D/DM RC, 26 lat, do 2004. Pewne miejsce na środku defensywnej pomocy. Zawodnik, który zarówno świetnie broni dostępu do bramki jak i atakuje z głębi pola. Twardy i nieustępliwy. Ma niepodważalne miejsce w pierwszym składzie. Liczę na jego strzały z dystansu.
Sebastian Mila: D/M LC, 21 lat, do 2005. Nadzieja mojego zespołu. Mimo zaledwie 21 lat, już jest gwiazdą ligi. Niestety poprzedni trenerzy dawali mu zadania defensywne, więc teraz będę musiał przekierować go na ofensywnego, lewego pomocnika. Właśnie na tej pozycji będzie występował w moim zespole. Jest niezwykle pracowity i ambitny. Podejrzewam jednak, że już niedługo zaczną się po niego zgłaszać kluby z zachodniej Europy. Ma być królem asyst.
Igor Kozioł: D/DM C, 27 lat, do 2004. Wbrew pozorom, zrobił na mnie niezłe wrażanie. Co prawda od początku sezonu nie będzie dostawał szansy w pierwszym składzie, jednak wygląda na to, że będzie pierwszym zmiennikiem w defensywnej pomocy a i w obronie też może zagrać. Nie będę jednak przedłużał z nim kontraktu.
Tomasz Wieszczycki: M C, 31 lat, do 2004. Niestety tym razem wiek wziął górę. Mimo, że pogra w piłkę jeszcze kilka lat, będzie zaledwie zmiennikiem Łatki na środku pomocy. Prezentuje się całkiem nieźle, jednak muszę stawiać na młodzież. Za rok odchodzi.
Piotr Piechniak: M R, 26 lat, do 2006. Brak jakichkolwiek szans na miejsce w pierwszym składzie. Nie ma go nawet na rezerwie, jednak zostaje w pierwszym zespole. Zastanawiam się nad przeniesieniem do drugiej drużyny, lub sprzedaniem – nawet za najniższą cenę.
Dariusz Łatka: M C, 18 lat, do 2007. Moim zdaniem największy talent w zespole. Mimo tak młodego wieku, już teraz może imponować umiejętnościami, ale także spokojem i zrównoważeniem. Niezwykle zdeterminowany i pracowity, przed nim wielka przyszłość. Pewne miejsce na środku pomocy.
Marcin Zając: F RC, 28 lat, do 2004. Mimo, że na początku niezbyt mi się spodobał, zyskał moje zaufanie i będzie grać na prawej pomocy. Jest to spowodowane głownie tym, że nie mam na tej pozycji nikogo, kto mógłby mu zagrozić a trudno znaleźć kogoś na rynku transferowym. W trakcie sezonu okaże się czy przedłużę z nim kontrakt na następne lata.
Piotr Rocki: AM/F RC, 29 lat, do 2005. Typowy zmiennik, bez większych szans na grę w pierwszym składzie. Dostanie jednak szansę na pokazanie się, zobaczymy czy ją wykorzysta. Najlepiej gra przed napastnikami a takiej pozycji w mojej taktyce raczej nie będzie. Solidny zmiennik Zająca.
Rafał Kaczmarczyk: AM C, 31 lat, do 2004. Zero szans na grę w zespole. Postaram się jak najszybciej go pozbyć.
Bogdan Prusek: AM/F L, 32 lata, do 2004. Jak wyżej.
Jan Woś: AMC, 29 lat, do 2004. Jak wyżej. Cała trójka odchodzi najpóźniej za rok.
Napastnicy:
Andrzej Niedzielan: S C, 24 lata, do 2006. Mój najlepszy napastnik, który prezentuje się zdecydowanie lepiej od Rasiaka. Pewne miejsce w składzie na cały sezon. Liczę na króla strzelców ekstraklasy. Ma być typowym egzekutorem, jednak w grach kontrolnych umiał też dobrze asystować.
Grzegorz Rasiak: S C, 24 lata, do 2004. Nominalnie drugi napastnik w klubie, jednak o miejsce rywalizować będzie z Moskałą. Dobra skuteczność i świetna gra głową to jego zalety. Odniosłem jednak wrażanie, że niezbyt mnie lubi. Za rok kończy mu się kontrakt i nie wiem co z nim zrobić. W końcu można zgarnąć niezłą kasę, ale z nią przecież kłopotów nie mam...
Tomasz Moskała: F RCL, 26 lat, do 2004. Bardzo dobry napastnik. Na początku jednak będzie pierwszym zmiennikiem. Świetnie prezentował się na treningach, o miejsce w składzie będzie walczył z Rasiakiem. Liczę na jego szybkość i wszechstronność.
Jak widać, mój skład prezentował się całkiem nieźle, powiedziałbym że nawet bardzo dobrze. Niestety nie miałem dobrych rezerwowych graczy na ofensywne pozycję. Planowałem jednak kupić jeszcze kilku graczy. Głównie młodych, których wpuszczać będę na końcówki meczów. Zależało to jednak od mojej taktyki. Prawdę mówiąc, to w spotkaniach towarzyskich chciałem trochę poeksperymentować z ustawieniem zespołu, starając się znaleźć optymalne rozwiązanie.
Nadchodził pierwszy mecz z Legią na wyjeździe. Nie byłem zbytnio zdenerwowany i liczyłem się nawet z porażką, gdyż moi gracze w takiej taktyce i ustawieniu grać mieli po raz pierwszy. Nie robiłem tradycyjnej przemowy, powiedziałem jednak, że radzę się wszystkim starać, bo na podstawie tych spotkań uzupełnię pierwszy skład i zadecyduje o wszystkich decyzjach personalnych. Postanowiłem zagrać tylko jednym napastnikiem – Niedzielanem, oraz 5 pomocnikami, z czego trzech było nastawionych prawie tylko na ofensywę. Ku mojemu zdziwieniu na Łazienkowskiej pojawiło się aż ponad 6,5 tysiąca widzów. Chyba chcieli zobaczyć jak sprawdzi się ich drużyna w pierwszym meczu, oraz po prostu obejrzeć dobre spotkanie, bo rywal, czyli my do najłatwiejszych nie należy. Niestety srogo się oni przeliczyli. Mecz był nudny jak flaki z olejem. Obie drużyny oddały tylko po 3 strzały, padły jednak bramki. W 67 minucie faulowany w polu karnym był Mila a jedenastkę pewnie wykorzystał Łatka. Był to jego pierwszy i ostatni strzał z „wapna”, ponieważ chciałem żeby dobrze wprowadził się do zespołu a bramka mogłaby to przybliżyć. Niestety na 10 minut przed ostatnim gwizdkiem, straciliśmy gola po dośrodkowaniu z rzutu rożnego i główce rezerwowego nastolatka – Przemysława Czelenia. Tak więc wynik 1:1 był całkiem niezły, niestety zdecydowanie lepszy niż gra. Trzeba będzie jeszcze wiele pracować.
Kolejny sparing rozegraliśmy cztery dni później, czyli 20 lipca na swoim boisku z RKS Radomsko. Tym razem liczyłem na co najmniej zwycięstwo a po cichu liczyłem na wbicie rywalom kilku bramek. I teraz nic takiego nie miało miejsca, po raz kolejny zremisowaliśmy 1:1. Gole zdobyli: Ivica Kriżanac dla Groclinu w 29 minucie oraz Przemysław Węgier dla Radomska na 15 min przed końcem spotkania. Najgorsze jest to, że był to ich jedyny strzał na bramkę Liberdy w tym meczu. My oddaliśmy ich 6, w tym 5 celnych, jednak brakowało skuteczności. Pocieszające było jednak to, że Dariusz Łatka tym razem zaliczył asystę.
Nie przejmowałem się zbytnio tymi niepowodzeniami, ponieważ cały czas próbowałem zmieniać skład i taktykę a do rozpoczęcia meczów o stawkę zostało jeszcze dużo czasu. Trzy dni po meczu z RKS dołączył do nas kolejny zawodnik. Tym razem był to 20 – letni napastnik sprowadzony z Górnika Zabrze – Paweł Buśkiewicz. Określony przez jednego z moich scoutów jako „talent czystej wody”, także na mnie sprawił bardzo dobre wrażenie. Na tyle dobre, że prawdopodobnie występować będzie w meczowej osiemnastce. Niestety rodzina Koźmińskich, która rządzi klubem z Zabrza, zna się na swojej robocie i zapłacić musiałem aż 400K. Paweł mógł się sprawdzić już następnego dnia, ponieważ graliśmy sparing w Lublinie z Zagłębiem. Aż 11000 widzów obejrzało kolejny beznadziejny mecz w wykonaniu Groclinu. Zakończył się wynikiem 0:0, z czego musieliśmy się cieszyć, bo rywale mieli więcej okazji do zdobycia bramki. Świetnie zagrał Sedlacek, nieźle Buśkiewicz, który wszedł na drugą połowę.
Ostatnie spotkanie towarzyskie graliśmy na 4 dni przed nierozlosowaną jeszcze drugą rundą Pucharu Polski. Naszym przeciwnikiem był łódzki Widzew. Nieco rozczarowany poprzednimi remisami postanowiłem całkowicie zmienić poprzednią taktykę. Tym razem wystawiłem dwóch napastników (Niedzielan i Buśkiewicz), dwóch skrzydłowych (Mila i Zając), środkowego pomocnika (Łatka), dwóch defensywnych pomocników (Sobolewski i Kozioł) oraz trzech obrońców (Szala, Kriżanac, Sedlacek). Efekt okazał się bardzo dobry, bo po golach Kozioła i Sedlacka wygraliśmy 2:0. Stworzyliśmy sobie zdecydowanie więcej sytuacji, jednak jak zwykle brakowało skuteczności, nad którą będę musiał mocno popracować na treningach.
2 dni później udałem się na losowanie drugiej rundy piłkarskiego Pucharu Polski. Dzięki dobrym występom w poprzednim sezonie, nie musieliśmy grać w poprzedniej rundzie. Los okazał się dosyć szczęśliwy, gdyż padło na Błękitnych Stargard Szczeciński, beniaminka drugiej ligi, borykającego się ze sporymi problemami finansowymi. Niestety, jak się później okazało, wcale nie był to łatwy rywal – wręcz przeciwnie, spotkanie było prawdziwą katorgą. W 37 minucie gospodarze meczu przeprowadzili oskrzydlającą akcję lewą stroną. Adamski wrzucił w pole karne, gdzie najwyżej wyskoczył Kozioł... i skierował w stronę własnej bramki. Na dodatek Liberda interweniował tak nieporadnie, że to jemu został uznany gol samobójczy. Następne minuty przypominały walenie głową w mur. Cofnięci właściwie na własne pole karne rywale ograniczali się do wybijania piłki jak najdalej do przodu i czekanie na ewentualny kontratak. Minuty mijały jak szalone, a my wciąż nie mogliśmy wyrównać. Dokonałem dwóch zmian, które miały poprawić naszą ofensywę. Przede wszystkim Moskała wszedł za Buśkiewicza i jak się okazało, była to bardzo cenna zmiana. Zaczynałem rwać włosy z głowy, kiedy w 80 minucie, wciąż przegrywaliśmy z Błękitnymi. Na szczęście 4 minuty później padła wyrównująca bramka. Niedzielan dośrodkował z lewej strony a w polu karnym z całej siły uderzył Marcin Zając, nie dając żadnych szans bramkarzowi. Oznaczało to dogrywkę, gdyż do końca regulaminowego czasu nic ciekawego już się nie zdarzyło. W 98 minucie wyprowadziliśmy idealną kontrę, po prostopadłym podaniu Sobolewskiego, w sytuacji sam na sam z bramkarzem rywali znalazł się Moskała. Dostrzegł jednak świetnie wychodzącego Niedzielana i zamiast samemu próbować strzelać, podał do kolegi, który nie miał najmniejszych problemów z umieszczeniem piłki w siatce. Wiedziałem już, że nie damy wydrzeć sobie zwycięstwa, jednak spotkanie to przysporzyło mi naprawdę dużo nerwów. Na dodatek po czterech minutach prowadziliśmy już 3:1. Mila podał do wychodzącego Niedzielana, a ten miał bardzo podobną sytuację, do tej sprzed kilku chwil. Zachował się jednak inaczej niż Moskała i sam strzelił na bramkę. Piłka odbiła się jednak od dalszego słupka i powoli opuszczała boisko. Dopadł jednak do niej właśnie Moskała i strzałem z prawie zerowego kąta, umieścił w bramce Błękitnych. Wygraliśmy 3:1 i awansowaliśmy do kolejnej rundy. Nie byłem jednak z moich podopiecznych zbytnio zadowolony, ponieważ z takimi rywalami powinniśmy wygrywać co najmniej różnicą kilku bramek a nie po dogrywce. Już niedługo czeka nas pierwsze ligowe spotkanie – na wyjeździe z Legią...