Nie jesteś zalogowany! Załóż konto już teraz!

Plymouth Argyle (cz. 4)

Plymouth Argyle - sezon 2004/2005

Jesteśmy w Premiership - w pierwszej lidze angielskiej. Po raz pierwszy w ponad stuletniej historii klubu. I już się postaramy, żebyśmy w tej lidze zostali. Nie liczyłem na wiele więcej niż utrzymanie. Podobnie myślał zarząd i kibice. Byliśmy kopciuszkiem wśród potęg Premier League, ale to nie skazywało nas z góry na porażkę. W tym sezonie mieliśmy być niewygodnym przeciwnikiem dla wszystkich.

Mimo wywalczenia awansu i dobrej gry w zeszłym sezonie udało się zatrzymać wszystkie ważne postacie drużyny oprócz Jodiego Morrisa, który odszedł jeszcze w grudniu 2003 r. Odeszło za to kilku graczy, którzy stanowili wsparcie pierwszej drużyny:

- Jason Bent, D/DM RLC (pod moją wodzą 3 sezony, 120 meczy, 11 asyst, śr. 6.70) do Brentford za 800 tys. euro;
- Orlando Trustful, AM RC (pod moją wodzą 3 sezony) do Ipswich za darmo, ale zaraz potem zakończył karierę;
- Chris Beech, AM C (2 sezony, 40 meczy, 8 goli, 6 asyst, 6 MoM, śr. 7.20) do Preston za darmo;
- Mickey Evans, S C (3 sezony, 52 mecze, 20 goli, 5 asyst, 3 MoM, śr. 7.45) do Wimbledonu za darmo.

Dodatkowo w wieku 35 lat Neil Ruddock, obrońca, zawiesił buty na kołku i przyjął posadę trenera w Plymouth. Na podobny krok, czyli emeryturę, zdecydował się Slavisa Jokanovic. Nie mogło się jednak obejść bez wzmocnień, bo to, co wystarczało na Division One nie było atutem w Premiership. Pierwszą drużynę wzmocniło więc pięciu nowych graczy, jeśli nie liczyć Macieja Żurawskiego, który pojawił się jeszcze w końcówce zeszłego sezonu i pomógł nam w awansie. Byli to:

- Rhys Evans (ENG), GK, za 525 tys. euro z Cambridge Utd.;
- Haruna Babangida (NIG), AM/F R, na prawie Bosmana z Barcelony;
- Richard Naylor (ENG), S C, za 775 tys. euro z Ipswich;
- Andrzej Niedzielan (POL), S C, za 7.25 mln euro z Manchester City;
- Jody Morris !!! (ENG), M C, za 3.5 mln z Aston Villi.

Tak, tak. Do Plymouth powrócił Jody Morris po ledwie ośmiu miesiącach nieobecności. Jak się okazało nie zrobił on furory w Aston Villi i zdecydował się po raz kolejny na grę dla Pielgrzymów. Zrobiliśmy zresztą na tym dobry interes, bo w grudniu sprzedaliśmy go Villi za 7.75 mln euro, a już w lipcu przyszedł z powrotem za 3.5 mln. Młody Rhys Evans na razie będzie walczył o miano drugiego bramkarza z Simonem Royce`m, bowiem pozycja Carlo Nasha jest niezagrożona. Co ciekawe od momentu zjawienia się w klubie największą gwiazdą Pielgrzymów stał się drugi z Polaków - Andrzej Niedzielan, który 2 lata wcześniej został kupiony z NEC Nijmegen przez Man City za 12.25 mln i w 65 spotkaniach strzelił dla tego klubu 24 gole.

Skład Plymouth w sezonie 2004/2005 prezentował się więc następująco:

Bramkarze:
- Nash, Carlo (ENG), 31 lat
- Royce, Simon (ENG), 32
- Evans, Rhys (ENG), 22

Obrońcy:
- Coughlan, Graham (IRL), 29, D C
- Lassissi, Saliou (CIV), 25, D RC
- Upson, Matthew (ENG), 24, D LC
- Lovering, Paul (SCO), 29, D L
- Robinson, Paul (ENG), 26, D/DM LC
- Powell, Darren (ENG), 28, D C
- Lawrence, Matt (ENG), 30, D/DM RC
- Balde, Dianbobo (GUI), 28, D C

Pomocnicy:
- Walker, Justin (ENG), 29, M C
- Johnson, Seth (ENG), 25, DM LC
- Morris, Jody (ENG), 26, M C
- Bart-Williams, Chris (ENG), 30, DM RLC
- Babangida, Haruna (NIG), 21, AM/F R

Napastnicy:
- Morris, Lee (ENG), 23, F LC
- Tudor, Shane (ENG), 21, F RC
- Graulund, Peter (DEN), 28, F LC
- Vachousek, Stepan (CZE), 25, F LC
- Żurawski, Maciej (POL), 28, F RLC
- Niedzielan, Andrzej (POL), 25, S C
- Allback, Marcus (SWE), 31, S C
- Naylor, Richard (ENG), 27 S C

Sezon rozpoczęliśmy od tournee po Szkocji. Wystarczy powiedzieć, że wszystkie mecze towarzyskie wygraliśmy, a ukoronowaniem przygotowań było zwycięstwo nad Falkirk 5:1. Przyszedł czas na ligę. Nasz pierwszy w historii mecz w Premiership graliśmy na wyjeździe z Newcastle. Na boisko delegowałem taką oto historyczną jedenastkę: Nash - Lassissi, Balde, Upson, Lovering - J. Morris, Walker - Babangida, Vachousek, Żurawski - Allback. Newcastle straszyło Marletem i Shearerem w ataku, Dyer`em, Jenasem i DaMarcusem Beasley w pomocy oraz Bramblem i Melchiotem w obronie. Rozpoczęliśmy ostrożnie usiłując wybadać przeciwnika w tych pierwszych minutach. Gospodarze pewni siebie ruszyli od razu ostro do przodu. Zepchnęli nas trochę i przyniosło to efekt w 12. minucie, gdy bramkę strzelił Hamers. 10 minut później było już jednak 1:1 po doskonałym rzucie wolnym w wykonaniu Justina Walkera. Nie minęły 3 minuty a uszczęśliwił nas Upson, który w zamieszaniu po rzucie rożnym wbił piłkę do bramki Newcastle. Nasza radość trwała jednak dokładnie 10 minut. Błąd popełnił Balde i Shearer strzelił na 2:2. Do przerwy wynik się nie zmienił, choć gospodarze ostro naciskali. W szatni było gorąco. Nie muszę chyba tłumaczyć jak bardzo chcieliśmy osiągnąć w tym meczu dobry wynik. Druga połowa zaczęła się od naszych ataków. Dobrą sytuację miał Żurawski, ale świetnie bronił Simon Jentzsch. Na początku drugiej odsłony całkowicie zepchnęliśmy Sroki do defensywy. Mimo to nie potrafiliśmy strzelić bramki. Końcówka meczu należała już do gospodarzy, ale i im nie dopisywało tego dnia szczęście, wobec czego mecz zakończył się sprawiedliwym wynikiem 2:2, a graczem spotkania został Alan Shearer.

Już trzy dni później czekał nas wyjazdowy mecz I rundy Pucharu Ligi z trzecioligowym Wycombe Wanderers. Na to spotkanie wyszła rezerwowa jedenastka i... Całkowicie dała ciała. Wtopiliśmy mimo bramek Graulunda i Bart-Williamsa 2:3, a jednego z goli dla gospodarzy strzelił nasz były zawodnik Paul Wotton. Puchar mieliśmy więc od razu z głowy. W lidze czekały nas z kolei dwa trudne wyjazdowe spotkania z Middlesbrough i Boltonem. Spotkanie z The Boro zaczęliśmy bardzo dobrze. Od bramki Graulunda w 15. minucie. Gdy tuż przed przerwą drugiego gola strzelił Allback cały stadion zamilkł i tylko w jednym niewielkim sektorze wybuchł szał radości. Dwubramkowe prowadzenie dawało nam nadzieję na zwycięstwo. Jednak nie było tak łatwo. Gospodarze naciskali. W 59. minucie Lovering faulował w polu karnym Juninho i wapno pewnie wykorzystał Kevin Cooper. Nie minęło 7 minut, a Brazylijczyk ponownie dał nam się we znaki. Wykorzystał świetne podanie Rickettsa i strzelił wyrównującego gola. Byłem wściekły. Fatalnie w obronie grali Lovering i Lassissi. Gospodarze tymczasem ciągle byli na gazie. W 75. minucie znów Juninho oszukał właśnie Lassissiego i strzelił swojego drugiego gola zapewniając, jak się później okazało, swojej drużynie zwycięstwo 3:2.

Mecz z Boltonem nie miał być wcale łatwiejszy. Od początku zagraliśmy ofensywnie i udało nam się zdobyć inicjatywę. Przez całą pierwszą połowę cisnęliśmy gospodarzy jak pęcherz po kilku piwach. Dogodne sytuacje marnowali Allback, Żurawski, Vachousek i Naylor. Perfekcyjnie bronił Ricardo, który grał chyba swój mecz życia. Skończyło się na tym, że do przerwy ciągle było 0:0. W drugiej połowie gospodarze wzięli się już do roboty i zaczęli przeprowadzać jakieś ataki. Po jednym z nich, wyprowadzanym przez Nolana piłkę przejął Balde, dograł do Walkera, ten świetnie wypuścił Setha Johnsona i było 1:0. Nasza radość trwała raptem kilka minut. Partridge zabrał piłkę Vachousek`owi, ograł Żurawskiego i Tudora i strzelił obok bezradnego Nasha. Na szczęście moi gracze nie załamali się. Przycisnęliśmy jeszcze mocniej i w 75. minucie gola strzelił Allback. I tym razem jednak radość nie trwała długo. Cztery minuty później świetny rajd skrzydłem zaprezentował Ricardo Gardner, dograł do Armstronga i było 2:2. Takim też wynikiem zakończyło się to spotkanie. Cóż, na zwycięstwo w Premiership przyjdzie nam jeszcze poczekać. Ale 2 punkty w 3 meczach to mało. Zgodnie z moją prywatną teorią średnia 1 punkt na mecz wystarcza do utrzymania się, zaś 2 punkty na mecz pozwala na walkę o mistrzostwo. My oczywiście mierzyliśmy w tą pierwszą średnią.

Tydzień później nadszedł czas na pierwszy mecz w Premiership na swoim stadionie, z którego notabene byliśmy bardzo dumni. Nowoczesny obiekt po rozbudowie mógł pomieścić teraz nieco ponad 33 tysiące kibiców. Na spotkanie z Wrexham przyszło ich 26 tysięcy. Mecz miał przebieg dość jednostronny. Od pierwszej do ostatniej minuty to my atakowaliśmy. W porównaniu do gości graliśmy szybko i z polotem. Opłaciło nam się to w 27. minucie, kiedy to gola strzelił Vachousek. Nasze dalsze ataki nie przynosiły jednak rezultatów i dopiero w 90. minucie drugą bramkę wbił Balde. Tym samym osiągnęliśmy nasze wymarzone zwycięstwo. Naszą radość przyćmiła jednak porażka, jakiej doznaliśmy tydzień później. Co prawda nie przegraliśmy z byle kim, bo z samą Chelsea i to na wyjeździe, ale jednak nie musieliśmy ulec aż 0:3. Słabiutko spisał się w obronie Lassissi, zaś w ataku cieniem samego siebie był Allback. Zresztą cała drużyna zagrała tak jakoś niemrawo w przeciwieństwie do gospodarzy, u których błyszczeli Arjen Robben i Gaetano Vasari. Niewiele lepiej było też w meczu z Aston Villą. Pełen stadion oglądał mało ciekawe spotkanie, bowiem goście grali typowo "wyspiarski" futbol. Mimo to taka gra przyniosła im zwycięstwo. W 75. minucie po rzucie rożnym Nasha pokonał Heggem, zaś w 88. drugą bramkę dołożył Anders Svensson. Gol Bart-Williamsa już w doliczonym czasie gry nie mógł nam dać już nic poza obroną honoru.

Zaczął się październik, ale w naszej grze niewiele się zmieniło. Na spotkanie do Plymouth przyjechał Tottenham i po bardzo wyrównanym spotkaniu wyjechał ze zwycięstwem 1:0 po bramce Keane`a. Słaba forma nie pozwalała nam mieć nadziei na dobry wynik na Old Trafford. Tymczasem okazało się, że nie taki Diabeł straszny jak go malują. Świetny początek meczu w naszym wykonaniu, ostry pressing i po 15. minutach prowadziliśmy 1:0 dzięki bramce Macieja Żurawskiego. Wraz z upływem czasu nacisk Czerwonych Diabłów niepokojąco jednak wzrastał. Mimo to udało nam się utrzymać czyste konto... Aż do 79. minuty, kiedy to wyrównał Forlan. Gospodarze jeszcze próbowali, ale skończyło się na 1:1. Mogę sobie tylko wyobrazić jak byliśmy przeklinani przez tysiące grających u bukmacherów, bowiem wyrwanie jednego punktu na takim terenie było nie lada wyczynem.
Co z tego jednak, ze remisujemy na Old Trafford z Man Utd 1:1, skoro u siebie nie potrafimy wygrać z dużo słabszą drużyną. Dokładnie tydzień po meczu z Diabłami upokorzyło nas dwóch byłych graczy tej drużyny grających teraz dla Blackburn. Andy Cole zaliczył w tym spotkaniu 3 asysty, a Dwight Yorke strzelił 3 gole. W tej sytuacji bramka Allbacka była tylko kroplą w morzu potrzeb. Po tym spotkaniu ostatecznie pożegnałem Paula Loveringa, który udał się na zesłanie do zespołu rezerw. Co ciekawe - to posunięcie pomogło. Następny mecz był już znacznie lepszy w naszym wykonaniu. Strzeliliśmy aż 5 bramek, a dokonali tego Żurawski, dwukrotnie Niedzielan (dwa razy z karnego) i Tudor. Piątego gola - samobójczego - strzelił Wes Brown. A zespołem, który miał pecha trafić na nas w tym dniu był Sunderland. Co prawda zawsze groźny Jermaine Defoe strzelił nam 2 gole, ale było to zbyt mało.

Naszą dobrą formę potwierdziliśmy w wyjazdowym meczu z Evertonem, który wygraliśmy 4:1. Tym razem na listę strzelców dwa razy wpisał się Naylor, a po bramce dorzucili Tudor i Vachousek. Gol Watsona dla gospodarzy nie miał w tej sytuacji znaczenia. Po takich wynikach z dobrymi humorami podchodziliśmy do meczu z Leeds. I być może po meczu także mielibyśmy dobre humory, bo byliśmy drużyną zdecydowanie lepszą, gdyby nie koszmarny dzień Carlo Nasha w naszej bramce i mecz życia Paula Robinsona w bramce gości. Efektem była porażka 1:4, a honorową bramkę strzelił Niedzielan (jego pierwszy gol z akcji). W następnych dwóch meczach nie było już jednak nikogo chętnego do strzelania bramek i sromotnie przegraliśmy z Southampton 0:2 i z Arsenalem 0:3. Odmiana przyszła w meczu z Leicester (wreszcie przeciwnik na naszym poziomie), który sprawnie wygraliśmy 4:1 po dwóch golach Tudora i dwóch Allbacka. W meczu wyjazdowym z Charltonem musieliśmy się jednak zadowolić już tylko remisem 1:1 po golu Jodiego Morrisa, podobnie zresztą jak w spotkaniu z Fulham, gdzie strzelcem gola był Tudor. Serię remisów kontynuowaliśmy w meczu z Newcastle, z którym przegrywaliśmy już 0:2, by zremisować 3:3 po golach strzelanych w drugiej połowie przez Żurawskiego, Tudora i Walkera. Nie mieliśmy niestety już takiego szczęścia w meczu z Liverpoolem. Co prawda swoją debiutancką bramkę strzelił Babangida, ale w zespole gości błyszczał Pablo Aimar, który zapewnił im zwycięstwo 2:1. W spotkaniu z Birmingham w drużynie gospodarzy cały mecz błyszczał Arek Głowacki, ale i tak wygraliśmy 3:2 po golach Niedzielana, Johnsona i Naylora i koszmarnych błędach Richarda Wrighta. Liczyliśmy na podobny scenariusz w meczu z Blackburn, ale okazało się, że Friedel to nie Wright. Udało nam się strzelić tylko jednego gola (Naylor), a że znów straciliśmy dwa, to wynik był jasny.

Mecz z Boltonem był bardzo ciężki (wiadomo - pierwszy stycznia) i znów zakończył się tylko remisem. Tym razem było 1:1 po golu Niedzielana. Straciliśmy jednak w tym spotkaniu Nasha, który nabawił się kontuzji. Nie było go w meczu III rundy FA Cup wygranym przez nas 2:0 po golach Graulunda i Żurawskiego, ale zdążył wrócić na spotkanie ligowe z Wrexham. Wrócił i zagrał najgorszy mecz w karierze. Przegraliśmy 0:4, a czerwoną kartkę otrzymał jeszcze Lassissi. Tydzień później zrewanżowaliśmy się Middlesbrough wygrywając 2:0 po golach Jodiego i Lee Morrisa. W międzyczasie dołączył do nas wypożyczony do końca sezonu z Man City Shaun Wright-Phillips, który miał być alternatywą na prawą obronę dla słabo grającego Lawrence`a.

W IV rundzie FA Cup trafiliśmy na Arsenal i nasze marzenia o dalszej grze rozwiali pospołu Wiltord, który strzelił dwa gole i Bart-Williams, który dostał idiotyczną czerwoną kartkę. Honorową bramkę strzelił jeszcze Allback, ale nic więcej nie byliśmy w stanie pokazać. Dodatkowo kontuzji nabawiła się dwójka naszych środkowych pomocników - Walker i Jody Morris. Mecz z Tottenhamem miał być podobnie jak z The Boro rewanżem za jesień, ale nie wyszło. Zaczęło się bowiem od bramki Keane`a dla gospodarzy. Wyrównał co prawda Johnson, ale w końcówce Simon Davies zrobił idiotę z Lassissiego i zapewnił Kogutom zwycięstwo 2:1. Ten sam Lassissi już na początku następnego meczu dostał czerwień i przez ponad godzinę spotkania z Evertonem graliśmy w dziesiątkę. Mimo to udało się wygrać dzięki dobrej grze w obronie (nie było Lassissiego) i bramce Żurawskiego. Z nadzieją czekaliśmy na spotkanie z Aston Villą, ale jak wiadomo nadzieja matką głupich. Zaczęliśmy fenomenalnie, bo już w 6. minucie Walker strzelił bramkę. Spowodowało to jakieś przepychanki między zawodnikami, czego efektem była czerwona kartka dla Niedzielana. Na wyrównanie nie trzeba było długo czekać, a gdy w 54. minucie także czerwień ujrzał Nash było już po meczu. Ostatecznie skończyło się na 1:4. Wraz z końcem lutego podejmowaliśmy Chelsea. Przezornie nie wpuściłem na boisko Lassissiego, którego zastąpił Powell. Okazało się jednak, że musiał on otrzymać jakieś instrukcje na temat "jak grać" od reprezentanta Wybrzeża Kości Słoniowej, bo zagrał równie źle jak Lassissi efektem czego były dwa gole Hasselbainka i porażka 0:2.

W marcu czekały nas tylko dwa mecze. Oba wyjazdowe - z Sunderlandem i Southampton. Wszystko przez terminy zarezerwowane na gry reprezentacji narodowych. Jak się okazało całkiem spora część moich zawodników otrzymała powołania. Na mecze swoich kadr pojechali Vachousek, Graulund, Żurawski i Niedzielan, a także Seth Johnson. Powołania dostali też gracze z Afryki - Balde, Lassissi (nie wiem, za co) i Babangida. Nadszedł jednak czas na spotkanie na Stadionie Światła. Zaczęliśmy rewelacyjnie. W 19. minucie Wright-Phillips strzelił bramkę. Trzy minuty później gola dorzucił Allback, a pięć minut później... czerwień dostał Robinson. Mimo to chwilę później drugą swoją bramkę strzelił Allback i było już 3:0. Jeszcze przed przerwą jednak kontaktowego gola zdobył Defoe. W drugiej połowie Sunderland przycisnął i w okolicy 70. minuty w Defoe strzelił kolejne dwie bramki ustalając wynik na 3:3. Byłem wściekły. Kazałem wynosić się z boiska Żurawskiemu, a w jego miejsce wszedł Tudor. I był to strzał w dziesiątkę. Już w doliczonym czasie gry młody Anglik perfekcyjnie minął Wesa Browna i zdobył zwycięskiego gola. Sunderland - Plymouth 3:4. Spotkanie z Southampton było jeszcze lepsze. Tym razem nikt nie dostał czerwonej kartki i skończyło się na wyniku 5:3 dla Plymouth. Dwa gole strzelił Lee Morris, a po jednym dorzucili jeszcze Walker, Tudor i Allback. Te dwa spotkania dały mi tytuł Menadżera Miesiąca w Premiership!!! Okazało się także, że na początku kwietnia do Jedenastki Sezonu Graczy załapał się Carlo Nash.

Te krótkie chwile radości odebrał nam mecz z Leeds. Znów graliśmy w dziesiątkę. Tym razem w 26. minucie czerwień ujrzał Johnson. efektem była porażka 1:2 (Allback). Rewanżowy mecz z Man Utd przegraliśmy 0:2, a kolejną czerwień dostał Coughlan. Cholera, jak tak dalej pójdzie nie będę miał, kim grać pomijając już fakt, że klub otrzymał karę za dużą ilość kartek, no i to, że pobiliśmy rekord Premiership wynikiem (jak na razie) 56 żółtych kartoników i 7 czerwonych. Wychodzimy na największych brutali i drewniaków najbardziej brutalnej i drewnianej ligi w rozwiniętej Europie! Porozmawiałem sobie o tym z graczami i efekt był taki, że w następnym spotkaniu, z Charltonem, czerwień dostał Walker, przez co znów przegraliśmy, tym razem 2:3 (Niedzielan, Johnson). Co ciekawe w drużynie z The Valley czołową rolę odgrywa były gracz Wisły Kraków Martins Ekwueme. Zaczęło się robić niebezpiecznie. Po 33 meczach mieliśmy 34 punkty i strefa spadkowa zaczęła się niebezpiecznie zbliżać. Zbliżała się jednak także okazja do zarobienia trzech punktów, bo mieliśmy grać z Leicester - ostatnią drużyną ligi. Biorąc jednak pod uwagę, że dopiero co przegraliśmy z Charltonem, który był przedostatni to nic nie było jasne. Zaczęliśmy jednak świetnie i po 28 minutach było 2:0 po dwóch bramkach Żurawskiego. Po raz kolejny jednak moi gracze przy dwubramkowym prowadzeniu przestali grać i efekt był taki, że na przerwę schodziliśmy z wynikiem 2:2. W drugiej połowie lepsi byli gospodarze i skończyło się naszą porażką 2:3. Wrzałem! Osiągnęliśmy minimum potrzebne do utrzymania wynikające z mojej teorii - 34 punkty w 34 meczach. Zajmowaliśmy 16. pozycję i mieliśmy tylko punkt przewagi nad strefą spadkową. Na klubowym koncie było ponad 4 mln euro długu i spadek w takiej sytuacji mógł oznaczać poważne kłopoty. Koniecznie musieliśmy szukać punktów, co mogło być trudne, bowiem czekał nas mecz z Arsenalem. Zaczęło się od przypadkowego gola Parloura w 11. minucie. Gra jednak była wyrównana, Arsenal nie czuł się pewnie na naszym terenie. Po stracie gola przycisnęliśmy i efekt było widać w 39. minucie, kiedy to wyrównał Niedzielan. W drugiej połowie mieliśmy kilka sytuacji, ale świetnie bronił Lehmann. Niestety Nashowi tak dobrze nie szło i choć nie można winić go za stratę kolejnych goli, to trochę szkoda. W drugiej połowie dobił nas Henry, a gdy całkiem odsłoniliśmy się, aby zaatakować ostateczny cios zadał Wiltord. Skończyło się na 1:3.

Teraz przed nami spotkanie z Fulham, które może wiele wyjaśnić, bowiem zespół z Loftus Road zajmuje 18. miejsce i traci do nas 1 punkt. Tuż za nami jest Charlton mający, jak my, 34 punkty. Zaczyna się tragicznie. W 18. minucie Davis zdobywa bramkę dla Fulham. Gospodarze cisną coraz bardziej, a moi gracze zachowują się jakby nie wiedzieli, po co są na boisku. Kompletny chaos. Kończy się to utratą drugiego gola w 33. minucie. Nie mamy już nic do stracenia. Do przerwy gra ciągle jest chaotyczna, ale później ruszamy do ataku. Niestety. 68. minuta, kontra i jest już 3:0 dla Fulham. Takim też wynikiem kończy się spotkanie i teraz mamy prawdziwy problem. Tragicznie zagrali Nash, Żurawski i Bart-Williams. Zresztą reszta nie była wiele lepsza. To była nasza szósta porażka z rzędu i skutek jest taki, że jesteśmy w strefie spadkowej. Charlton tuż nad strefą spadkową ma tyle samo punktów, co my. Birmingham i Fulham o dwa punkty więcej. Nie ma wyjścia! Trzeba pokonać Birmingham, bo później może już być za późno.

Od początku zagraliśmy bardzo ofensywnie. Liczyło się dla nas tylko zwycięstwo. Były trudności z przebiciem się w pobliże pola karnego, a jak już się tam dostaliśmy nie do przejścia był Arek Głowacki. Zrobiło raz się nawet groźnie po kontrze wyprowadzonej przez Pures`a, ale Nash był w pogotowiu. W 19. minucie stadion rozbrzmiał krzykiem radości, gdy Marcus Allback zdobył bramkę. Od tej pory z każdą minutą nasza przewaga rosła. W przypieczętowaniu zwycięstwa przeszkadzał nam najbardziej Richard Wright, który tym razem grał wyśmienicie. Do przerwy było 1:0 i nasza gra mogła się podobać. Po raz pierwszy chyba od początku sezonu dobrze grali obaj boczni obrońcy. Do tej pory było zawsze jakoś tak, że jak grał jeden dobrze, to drugi tragicznie. Noo, zdarzało się też, że obaj grali tragicznie. Druga połowa nie przyniosła zmiany w obrazie gry. Ciągle my mieliśmy inicjatywę i wreszcie w 52. minucie padł drugi gol. Ponownie strzelcem był Allback. Teraz graliśmy już spokojnie, ale nie beztrosko. Nie mogliśmy sobie pozwolić już na utracenie tej przewagi. I nie pozwoliliśmy. Zwycięstwo 2:0 wyciągnęło nas na 16. miejsce w lidze z dorobkiem 37 punktów przed Birmingham (36 pkt) i Charlton (34 pkt). Ostatnia kolejka wszystko rozstrzygnie. My gramy z Liverpoolem, Birmingham z Southampton, a Charlton z Fulham.

Liverpool wyszedł w najmocniejszym składzie z Cannavaro i Aimarem. Początek meczu był jeszcze w miarę wyrównany, ale im dłużej trwała gra, tym gospodarze mieli większą przewagę. Pierwszy gol padł w 17. minucie po strzale Biscana. Wtedy jeszcze mieliśmy nadzieję na wyrównanie. Jednak do przerwy żadna bramka nie padła. Na drugą połowę za słabo grających Balde i Johnsona wpuściłem Lassissiego i Bart-Williamsa, ale nie zmieniło to zbytnio obrazu gry. Inicjatywę miał Liverpool, co udokumentował w końcówce. W 80. minucie drugiego gola strzelił Fowler, a pięć minut później raz jeszcze na listę strzelców wpisał się Biscan. Przegraliśmy 0:3 i z niepokojem nasłuchiwaliśmy wieści z innych boisk. Okazało się, że Birmingham zremisowało 0:0 z Southampton i wyprzedziło nas w tabeli. Na szczęście dla nas Charlton przegrał z Fulham 0:3 i to Londyńczycy spadną z ligi. My ostatecznie zakończyliśmy rozgrywki na 17. miejscu z dorobkiem 37 punktów. Do mojego teoretycznego minimum zabrakło punktu, ale okazało się, że to jednak wystarczyło. Mistrzem Anglii zostało bezsprzecznie Leeds, które wyprzedziło drugi Man Utd aż o 10 punktów.

Tabela wyglądała następująco:

1. Leeds 91 pkt (Mistrz)
------------------------------
2. Man Utd 81 pkt
3. Liverpool 79 pkt
4. Sunderland 78 pkt
5. Chelsea 76 pkt
6. Blackburn 62 pkt
...
15. Newcastle 40 pkt
16. Birmingham 37 pkt
17. Plymouth 37 pkt
------------------------------
18. Charlton 34 pkt (spadek)
19. Wrexham 34 pkt (spadek)
20. Leicester 34 pkt (spadek)

Tytułem króla strzelców podzielili się Hernan Crespo (Chelsea) i Ruud van Nistelrooy (Man Utd) z dorobkiem 27 bramek. Trzecie miejsce i 23 gole przypadło Dwight`owi Yorke`owi (Blackburn). Nasz najlepszy strzelec - Marcus Allback był 24. (11 goli). Najlepiej podającymi byli Laurent Robert (Southampton) i Julio Arca (Sunderland) - po 12 asyst. Graczem ligi został Ruud van Nistelrooy ze śr. 8.46 przed Hernanem Crespo (śr. 8.26) i Markiem Viduka (śr. 8.07). Żaden z moich zawodników nie zmieścił się w pierwszej siedemdziesiątce piątce graczy.

Najlepszymi graczami Plymouth w sezonie 2004/2005 byli:

1. Marcus Allback, S C, 31 meczy, 12 goli, 5 asyst, 1 MoM, śr. 7.23
2. Carlo Nash, GK, 36 meczy, 71 puszczonych bramek, śr. 7.22
3. Seth Johnson, DM LC, 30 meczy, 4 gole, 4 asysty, 1 MoM, śr. 7.07
4. Haruna Babangida, AM/F R, 16 meczy, 1 gol, 1 asysta, śr. 7.06
5. Shane Tudor, F RC, 30 meczy, 8 goli, 6 asyst, 1 MoM, śr. 7.03
6. Lee Morris, F LC, 17 meczy, 3 gole, 6 asyst, 1 MoM, śr. 7.00
Maciej Żurawski, F RLC, 34 mecze, 7 goli, 4 asysty, śr. 7.00
8. Andrzej Niedzielan, S C, 24 mecze, 7 goli, 1 asysta, 1 MoM, śr. 6.92
9. Peter Graulund, F LC, 12 meczy, 3 gole, 2 asysty, 1 MoM, śr. 6.91
10. Matthew Upson, D LC, 21 meczy, 1 gol, 1 asysta, śr. 6.90
Justin Walker, M C, 29 meczy, 4 gole, 7 asyst, 2 MoM, śr. 6.90

Jak widać gra moich zawodników w przekroju sezonu nie była zachwycająca. Najsłabiej spisywali się Paul Lovering (6.25), Saliou Lassissi (6.32), Matt Lawrence (6.42) i Graham Coughlan (6.55). Dziwi i smuci zwłaszcza kompletne załamanie formy Loveringa, który przecież w minionym sezonie był najlepszym graczem Plymouth, jeśli nie liczyć Marcusa Allbacka. Nie zachwycił też Jody Morris ze średnią tylko 6.74. Nie zdecydowałem jednakże jeszcze czy i ilu graczy opuści zespół. Będzie na to czas w przerwie między sezonami.

Dodatek 1. Największe transfery 2004 (w euro):

1. Christoph Metzelder (Dortmund -> Roma) 58 mln
2. Lucio (Leverkusen -> Inter) 47 mln
3. Patrick Vieira (Arsenal -> Barcelona) 45 mln
4. Rio Ferdinand (Man Utd -> Barcelona) 35 mln
5. Mourad Meghni (Bologna -> Lazio) 19.5 mln
6. Fredrik Ljungberg (Arsenal -> Celtic) 19.25 mln
7. Pablo Aimar (River -> Liverpool) 18.75 mln
8. Jaap Stam (Barcelona -> Man Utd) 18.75 mln
9. Jan Simak (Dortmund -> VfB Stuttgart) 18.25 mln
10. Igor Tudor (Juventus -> Inter) 17.5 mln
11. Jens Nowotny (Leverkusen -> Barcelona) 17.5 mln

Dodatek 2. Mistrzowie 2004/2005:

Anglia: Leeds przed Man Utd
Francja: Strasbourg przed Guingamp
Hiszpania: Deportivo przed Valencią
Niemcy: Dortmund przed Bayernem
Włochy: Roma przed Interem

Dodatek 3. Puchary 2004/2005:

Liga Mistrzów: Barcelona (pokonała Man Utd)
Puchar UEFA: Dortmund (pokonał Aston Ville)
Superpuchar: Barcelona
O artykule
Kategoria: Kariery
Podkategoria: CM 01/02
Dodano: 02.03.2008

Liczba wyświetleń: 672

Średnia ocen: 0.00



Komentarze


Z tym materiałem nie są powiązane żadne opinie.



Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany!

© Centrum FM
Mapa serwisu