Nie jesteś zalogowany! Załóż konto już teraz!

Droga ku glorii - Racing Club de Lens cz.2

Obudziłem się bardzo wcześnie rano. Miałem piękny sen... Śniło mi się, że cały stadion Felixa Bollaerta skanduje łamana polszczyzna - „Sobczak, Sobczak”, trybuny przybrały żółtoczerwoną barwę, a nasz kapitan – Moriera wznosi ku niebiosom puchar za mistrzostwo Francji... Ach jaka szkoda, że był to tylko sen. Może jednak była to wizja przyszłości? Wtedy wydawało mi się to troszeczkę nierealne...
Na początku sezonu spotykaliśmy się z drużyną Ajaccio. Okres przygotowań dał mi przejrzysty obraz drużyny. Dokonałem odpowiednich roszad w taktyce oraz zmian personalnych w kadrze RC Lens. Do zespołu dołączyli jeszcze Bruno Cheyrou z klubu Jerzego Dudka – FC Liverpool oraz w późniejszym czasie Dani z Barcelony, oboje na zasadzie wypożyczenia do końca sezonu. Oto jak wyglądała optymalna na tamten czas jedenastka: Itandje – Rool, de la Cuesta, Coulibaly, Fanni – Keita – Zonneweld, Cheyrou, Kristiansen – Verpakovskis, Moreira. Oczywiście zaletą tego składu była duża różnorodność pozycji, na jakich moi podopieczni mogli grać. Na przykład Mike Zonneweld - zalicza występy jako skrajny obrońca lub pomocnik, daje sobie również radę na stoperze. Niepodważalną pozycje w ataku miał Moreira i do niego starałem się dobierać partnerów. Najpierw grał nasz łotewski nabytek – Verpakovskis, a w miarę upływu czasu dawałem szansę innym.

W tym sezonie, nie ukrywam liczyłem na miejsce w czołówce. Zarząd był jednak bardziej ostrożniejszy. Już na początku „panowie z góry” uprzedzili mnie, że zadowoli ich miejsce w europejskich pucharach. Ja zaś wierzyłem, że uda nam się zwojować więcej w 1.Ligue. Pozostawał jeszcze Puchar UEFA. Na drugim spotkaniu z prezesem uzmysłowiłem mu, iż w tym sezonie ważniejsze dla mnie są rozgrywki ligowe. Jeśli zajmiemy dobrą lokatę na koniec Ligi to w lecie pomyślimy o większych wzmocnieniach, by za rok ruszyć na podbój Europy. Z miłym zaskoczeniem przyjąłem propozycje zwiększenia budżetu transferowego za rok, jeśli drużyna wygra francuską ekstraklasę.

Tuż przed startem rozgrywek bukmacherzy ogłosili swoje typy. Za faworytów uważano drużyny Lyonu z Elberem, AS Monaco, z Morientesem oraz Auxerre z Cisse. Na następnych miejscach plasowały się teamy Marsillie, Lens, zwrócono także uwagę na ciekawie wyglądające zespoły Sochaux z Dos Santosem oraz PSG z katem reprezentacji Polski na mundialu w Korei i Japonii 2002 – Pedro Pauletą. W gazecie Paris Sports zrobiono sondę na mistrza Francji 2004. Mojej drużyny w ogóle nie wzięto pod uwagę...
Jednak pierwszy mecz sezonu miał rozwiać wątpliwości journalistów z Paryża oraz udowodnić im, że Lens nie można lekceważyć, zwłaszcza, iż Ajaccio to nie Real Madryt ani Manchester United tylko ligowy przeciętniak. Chłopaki byli jeszcze bardziej pewni siebie, bodaj Kristiansen na jednym z treningów powiedział widząc moja smutną minę – „czemu trenerze dzisiaj taka grobowa mina, jak ogolimy frajerów z Ajaccio to panu polepszy się humor”. Przez chwile stałem cicho i dopiero po jakimś czasie odrzekłem niby do siebie „obyś Janie miał racje”, a po kilku sekundach dodałem już znacznie głośniej i żwawiej - „no więc do roboty panowie w takim tempie to ślimaki chodzą, a my musimy jeszcze poćwiczyć nad stałymi fragmentami gry, ruszać się, a ty Mike przestań wreszcie gadać z Oliverem, bo jak nie to zostaniecie dłużej na treningu obaj!!!”Niestety na Korsyce zgubiła nas pewność siebie oraz zabrakło nam szczęścia. Rzeczywistość okazała się bardziej brutalna niż myślałem...

Mecz zaczął się uroczystościami, które zawsze poprzedzają start 1.Ligue. Były przemówienia i baloniki, a po chwili na placu zostało już tylko 22 piłkarzy. Od początku rozpoczęła się batalia o środek pola. Na szczęście po jakimś czasie opanowaliśmy ten sektor boiska i potem regularnie szły prostopadłe piłki do naszych napastników - Verpakovskisa oraz Moreiry, którzy pudłowali jak dzieci. Zwłaszcza ten pierwszy grał bardzo słabo. Przez pierwszą połowę zmarnowaliśmy 5 setek. Na początku drugiej odsłony meczu Keita popełnił jedyny błąd w meczu, stracił piłkę, która powędrowała na lewą flankę, gdzie spóźniony był Rool, skrzydłowy Ajaccio centruje i Dalibor Mitrovic pakuje piłkę do naszej siatki. Itandje bez szans, ograny de la Cuesta ma pretensje do Roola. Oboje zawinili. Po bramce chłopcy oklapli i team z Korsyki przejął inicjatywę, a końcowy wynik 1:0 zawdzięczam tylko przyzwoitej postawie bramkarza Itandje i Coulibaly’ego.

Po meczu pytany, jakie są moje odczucia na temat meczu odrzekłem: „Na pewno wynik ten nie wpłynie pozytywnie na morale zespołu. Przyznaje, że zgubiła nas prawdopodobnie za duża pewność siebie, zabrakło odrobiny szczęścia. Martwi mnie słaba postawa Marisa. Jedna jaskółka wiosny nie czyni, więc nadal spróbuje grać tym systemem taktycznym, może tylko poczynię drobne korekty personalne. Myślę, że porażka ostudzi troszeczkę nasze głowy i to może wpłynąć pozytywnie na drużynę, szkoda tylko 3 punktów....”

Rzeczywiście miałem racje, chłopcy na następnych treningach byli zdecydowanie mniej radośni. Przyniosło to efekt w kolejnym spotkaniu z zawsze groźnym Nantes. Był to zarazem mój debiut na Stadionie Felixa Bollaerta. Wygraliśmy 2:0, a bohaterem meczu okrzyknięto Moreirę, który najpierw sam umieścił piłkę w bramce, a następnie został faulowany w szesnastce i karnego na gola zamienił de la Cuesta. Co ciekawe wcale nie musieliśmy wygrać tego meczu. Napastnicy Nantes mieli jednak w tym dniu bardzo rozregulowane celowniki :D, a w bramce drugi mecz z rzędu dobrze zagrał Itandje.
Kiedy już miałem wchodzić do szatni by pochwalić chłopaków za wygraną zaczepiła mnie pewna pani. Była ona młodą, nie więcej niż dwudziestosiedmioletnią, miała długie czarne, proste włosy oraz przepiękne orzechowe oczy. Była bardzo zgrabna oraz posiadła kształtna figurę. Ja stanąłem jak wryty, a ona przemówiła:
„Przepraszam panie trenerze, zabiorę panu dosłownie chwilkę. Jestem przedstawicielką fanclubu Lens i zgłosiłam się do pełnienia roli łącznika z drużyną. Czy zgadza się pan na nasze spotkania, by moc bliżej porozmawiać o klubie. Aha mam na imię Nicole.
„Oczywiście mogę się z panią spotykać, zrobię to z duża przyjemnością”
„Cieszę się bardzo, zadzwonię do pana za jakiś czas, do zobaczenia”
Od początku zauważyłem, że ta osoba jest niezwykła. Na pewno za moich młodzieńczych lat oglądałem się za dziewczynami, były randki i imprezy. Jednak potem moja jedyną miłością stała się piłka nożna. Teraz wiedziałem, że ta osoba nie będzie mi obca w przyszłości, w końcu nie byłem jeszcze taki stary - miałem dopiero 35 lat.
Jednak zbliżający się mecz w Pucharze UEFA totalnie wybił mi z głowy amory. Po dwóch spotkaniach widziałem, że mogę liczyć na Moreirę. W pomocy miałem stabilny i dobry skład natomiast w obronie dużą możliwość rotacji. Najgorzej prezentowało się wolne miejsce u boku Moreiry, gdzie grał Verpakovskis. Był to mój nowy nabytek, więc nadal liczyłem na jego dobre występy.
W Lens pojawili się nasi przeciwnicy – Birkirkara. Zespól amatorów, co już wiedziałem i potwierdził mecz. 3:0 był to dla nich najmniejszy wymiar kary. Gole zdobyli Zonneweld, Moreira i Verpakovskis z jedenastki. Na uwagę zasługiwał zwłaszcza pierwszy gol. Mike popisał się pięknym uderzeniem w same widły z odległości 30m.
Po meczu apelowałem, by nie wpadać w nadmierną euforię. 2:0 i 3:0 pobudziły apetyty naszych fanów oraz zaciekawiły dziennikarzy. Tylko Paris Sports stwierdził, iż to wypadek przy pracy, a nasz zespół poniesie porażkę w następnym meczu z Lille. Niestety mieli rację...

Nasz mecz w Lille był żenujący. Nie stworzyliśmy żadnej dogodniej sytuacji do zdobycia bramki. Przeciwnik ugodził nas dwukrotnie - raz przed, a drugi raz po przerwie. Fatalnie zagrał de la Cuesta, który miał wyraźne problemy aklimatyzacyjne. Słabiutko wystąpił Maris z podobnym problemem.
Oboje nie wystąpili w następnym spotkaniu. Na ich miejsce wskoczyli Bąk i Utaka.
Zaczęło robić się bardzo gorąco. Mieliśmy walczyć o miejsce w czołówce, a tymczasem zjechaliśmy wyraźnie w dół ligowej stawki. Nasze miejsca wahały się od 13 do 15, więc nie było powodów do dumy. Próbowałem wmówić piłkarzom, że są w stanie coś zdziałać. Po meczu z Lille drastycznie opadły morale jak i zapał do pracy.
Także zarząd wydawał już ciche i nieśmiałe pomruki niezadowolenia. Co gorsza kontuzji doznał Rool po starciu z Kristiansenem. Na treningu wytworzyła się bójka. Musiałem wkroczyć pomiędzy rozgrzane temperamenty moich podopiecznych.
„Panowie proszę spokój, jeśli chcemy walczyć o najwyższe cele to nie możecie zachowywać się jak ludzie prymitywni. Taka jest piłka każdy gra z ryzykiem kontuzji w meczu, a także na treningach. Wiec Cyril nie rzucaj się na Jana, bo jak będziecie nadal na siebie warczeć to obu wyślę do rezerw. I nie życzę sobie żadnych konfliktów. Zrozumieliście?”
Piłkarze pomrukiem potwierdzili, że zrozumieli, a Rool podał rękę Kristiansenowi...
Mecz z Nice troszeczkę poprawił nam humory. Szkoda tylko, że na trybunach było tak mało ludzi jak na możliwości naszego obiektu. 20 Tys. to stanowczo za mało.
W 16 minucie Kristiansen wykonuje wolnego z 25 m, piłka odbija się jeszcze od zawodników stających w murze i wpada do bramki strzeżonej przez zdezorientowanego bramkarza gości. To był jedyny gol w tym spotkaniu. Od gazet 10 otrzymał Zonneweld, a Moreira zmarnował setkę pod koniec spotkania.
Prasa pomimo, że wystawiła piłkarzom dobre noty, to jednak dziennikarze utrzymywali, iż Lens może grać znacznie, znacznie lepiej. Maxy w swoim felietonie na temat ligi, poświęcił nam mały akapit.
„... Sobczak nieudolnie prowadzi Lens, potwierdza to słaba skuteczność zespołu. Nie wróży to wysokiej lokaty na koniec rozgrywek. Według mnie jedynym ratunkiem jest jak najszybsze zwolnienie Sobczaka...”
Na następny mecz wybieraliśmy się na trudny teren - naszym przeciwnikiem było Bordeaux. Od pierwszych minut bardzo aktywny był Utaka. Błyskawicznie objęliśmy inicjatywę. Co chwilę gorąco robiło się pod bramka Rame. W przerwie apelowałem o zimną krew. Wreszcie po pięknym prostopadłym podaniu, Utaka umieścił piłkę w bramce. Podskoczyłem z radości, lecz po sekundzie szczęście uleciało ze mnie w mgnieniu oka. Gola nie ma. Utaka był na spalonym, co z reszta potwierdziła powtórka. Do końca trwało oblężenie bramki Bordeaux, lecz gola nie zdobyliśmy. 0:0, po końcowym gwizdku ze złości kopnąłem w butelkę wody mineralnej leżącej nieopodal. Byłem wściekły, że nie uzyskaliśmy gola.
Mój zły humor opadł dopiero po rewanżowym meczu w Pucharze UEFA. Birkirkara 0:4 Lens. Łupem bramkowym podzielili się Moreira, Utaka x2 oraz Kristinasen. Obrona przeciwników przypominała ser szwajcarski, a dwaj stoperzy byli prawdopodobnie nietrzeźwi. Tak, więc odprawiliśmy amatorów.
W ostatnich tygodniach przeżywałem istną huśtawkę nastrojów. Po meczu z Birkirkarą humor zdecydowanie się mi poprawił. Miałem nadzieje, że w spotkaniu ligowym z Bastią chłopcy potwierdzą wreszcie swoją skuteczność. Niestety po raz kolejny się myliłem...

Dominowaliśmy od początku do końca. Oddaliśmy 20 strzałów w tym 17 celnych. Bastia nie oddała żadnego... Dwa razy obrońcy wybijali piłkę z linii bramkowej, trzykrotnie bramkarz rywali wykazał się genialnym refleksem. Z resztą cały mecz bronił jak w transie... W ostatniej minucie jeszcze Coulibaly uderza w poprzeczkę. No cóż, wynik 0:0 nie satysfakcjonował mnie zupełnie.
Nastrój miałem raczej grobowy zwłaszcza, że jechaliśmy do Lyonu na arcyważny mecz. Miałem jak najgorsze przeczucia. Z taka skutecznością daleko nie zajedziemy.
Na moje nieszczęście tym razem nie myliłem się.
Nie ma sensu rozpisywać się dużo o tym meczu. Można to streścić to jednym słowem: TREGEDIA. Każda nasza formacja zawiodła. Lyon panował i dzielił w tym spotkaniu. Nie mieliśmy żadnej koncepcji. Lyon 4:1 Lens. W ostatniej minucie honorową bramkę zdobył niezawodny Moreira.
Po meczu spadła na nas fala krytyki. „Lyon miażdży Lens”, „Nokaut” te tytuły mówią same za siebie. Poza tym na listę transferowa trafił Verpakovskis za fatalna grę oraz krytykowanie stylu mojej pracy. Maxy poświęcił nam osobny artykuł zatytułowany -„Bezradność Lens - efekt pracy polskiego trenera”. Zarząd także oczekiwał ode mnie wyjaśnień.

Jedynym sposobem zmycia plamy był dobry występ przeciwko Le Mans na Stade Felixa Bollaerta. Niestety był to ciąg dalszy problemów. Najpierw Cousin strzelił gola po rzucie rożnym, a gwóźdź do trumny wbił de la Cuesta faulując w polu karnym Pexrelande, który potem sam zamienił jedenastkę na gola.
Znowu zaprezentowaliśmy fatalna dyspozycję. Musiałem podjąć zdecydowane ruchy. Dwukrotnie zwiększyłem poziom intensywności ćwiczeń na treningu, zwiększyłem ilość zajęć taktycznych. Piłkarze trochę marudzili, a zwłaszcza Utaka i Moreira, do których miałem najmniejsze pretensje za ostanie wyniki, ale jak zagroziłem im listą transferową to zmiękli. Nad moja pracą niestety wisiało widmo bezrobocia...
Zarząd chciał walczyć o Europę, a tymczasem Lens jest tuż nad miejscem spadkowym. Na szczęście władze dały mi jeszcze jedną szanse, a ja obiecałem radzie nadzorczej lepsze wyniki.
Wyjeżdżaliśmy do Belgii na mecz z Lierse. Spotkanie rozgrywane było w ramach Pucharu UEFA
Reżim treningowy chyba przyniósł pożądany efekt. Zremisowaliśmy 1:1. Objęliśmy prowadzenie po kapitalnym 50 - jardowym podaniu Keity do Moreiry, który po fantastycznym strzale z woleja pokonał bramkarza. Następnie wyrównał Tanijs, ale to my do końca mięliśmy inicjatywę, a gol wisiał w powietrzu. Ostatecznie wynik ten uznałem za dobry.

Następne spotkanie miało być dla nas ostatecznym sprawdzianem. Na Stade Velodrome nie mógł wystąpić Utaka, a na lekki uraz cierpiał Moreira, który usiadł na ławce rezerwowych. Reszta pojawiła się w Marsylii w dobrym zdrowiu. Zdawałem sobie sprawę, że ewentualna porażka może pozbawić mnie pracy, więc przed meczem pozwoliłem sobie na krótką przemowę.
„Pochodzę z kraju w którym piłka nożna jest sportem lubianym, a mimo to zaniedbanym. Udając się na studia trenerskie wierzyłem, że mogę to zmienić. Teraz jestem z wami i mam szansę na zdziałanie czegoś dobrego. Kocham ten sport, dla mnie jest to religia, fascynuje mnie dramaturgia i piękno piłki. Ta dyscyplina posiada pewne predyspozycje do zyskania ponadczasowych wartości legendy. Każdy mecz to spektakl, a piłkarze to aktorzy. Jak w teatrze aktorom, tak i wam ta praca sprawia przyjemność. W tych obu zawodach potrzebna jest także niezmierna koncentracja oraz wola walki. Aby osiągnąć sukces, przedstawienie musi zostać odegrane dobrze przez każdego aktora. Tak samo w piłce - jeśli chcecie triumfów to grajcie z wolą walki dla mnie, bo ja w was strasznie wierze, ale i dla swojej przyszłości. Życzę każdemu powodzenia.”
W ataku, pod nieobecność Moreiry i Utaki zagrali Bakari oraz Verpakovskis.
Mecz przypominał walkę bokserską. Cios za cios, akcja za akcje, pierwsza połowa skończyła się bezbramkowym rezultatem. W przerwie motywowałem chłopaków jak mogłem. Niestety w 56min Bąk nie upilnował Marleta i zrobiło się 1:0. Zagrałem va banque. Na boisku pojawił się lider i kapitan Moreira. To on poderwał chłopaków do walki. Dało to efekt w 66 min kiedy Moreira podał do Bakarego, a ten spokojnie strzela bramkę. Następnie cały czas trwało oblężenie bramki Marsylii. Już w doliczonym czasie gry dalekie podanie od obrońców w pole karne, tam zamieszenie i Moreira pakuje piłkę do siatki. Ogromna radość i ulga...

Chłopcy odtańczyli taniec radości i krzyknęli:
„Ta bramka to dla pana, trenerze” W oku zakręciła mi się łezka...

W następnej części: marsz w górę tabeli Lens oraz co dalej z Nicole
O artykule
Kategoria: Kariery
Podkategoria: CM 03/04
Dodano: 27.02.2008

Liczba wyświetleń: 1146

Średnia ocen: 3.00



Komentarze


Z tym materiałem nie są powiązane żadne opinie.



Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany!

© Centrum FM
Mapa serwisu