As Saint Etienne (cz.3)
Tradycyjnie już prezentujemy Państwu zapis rozmowy przeprowadzonej przez naszego dziennikarza z trenerem AS Saint Etienne panem Tomaszem D., w której podsumowuje on dokonania swojego zespołu w minionym sezonie 2003/2004.
- Sezon 2002/2003 był dla Pańskiej drużyny bardzo udany. Jakie były oczekiwania na następny rok?
- Zarząd oczekiwał zajęcia w lidze miejsca dającego prawo gry w europejskich pucharach, a także dobrego zaprezentowania się w lidze mistrzów. Kibice oczekiwali oczywiście jeszcze więcej. Ja sam miałem ambicje by obronić tytuł mistrzowski, choć wiedziałem, że nie będzie łatwo, bowiem mimo wielkiej niespodzianki jaką sprawiliśmy w sezonie 2002/2003 nie byliśmy faworytem do mistrzowskiej korony. Szanse jednak mieliśmy, bowiem zespół, w porównaniu z poprzednim rokiem jeszcze się wzmocnił.
- No właśnie. Może Pan coś powiedzieć o nowych graczach, którzy pojawili się w St-Etienne?
- Wzmocnienia były bardzo poważne. Przyszło bowiem pięciu graczy, z których czterech od razu wdarło się przebojem do pierwszej jedenastki. Była to bardzo istotna zmiana wpływająca zarówno na styl gry, jak i oblicze zespołu. Pierwszym, który dołączył był sprowadzony za 4.5 miliona euro z Fulham napastnik Louis Saha. To świetny zawodnik, bardzo szybki, pracowity i dobrze grający głową. Miał być bardzo pożyteczny w linii ataku. Kolejni gracze to pozyskani na prawie Bosmana Radosław Kałużny, którego chyba nie muszę przedstawiać, oraz drugi z zawodników Fulham, Kameruńczyk Pierre Wome, który miał być zmiennikiem dla Assane N`Diaye. Następnym istotnym wzmocnieniem środka pomocy było sprowadzenie za 3.5 miliona euro z Celty Vigo Petera Bernarda Luccina, ale największym hitem był transfer do St-Etienne gwiazdora reprezentacji młodzieżowej Hiszpanii i zespołu Betisu Sevilla Joaquina za rekordowe 19 milionów euro. Był to najwyższy transfer w historii klubu i wielki sukces mój i prezesa Alaina Bomparda. Wierzyliśmy, że ten prawy skrzydłowy będzie siłą napędową zespołu przez wiele lat. Wypożyczyliśmy także z Tottenhamu młodego belgijskiego pomocnika Jonathana Blondela.
- Wzmocnienia rzeczywiście imponujące, ale nie obyło się też bez strat. Kto odszedł przed tym sezonem?
- W czerwcu, lipcu i sierpniu odeszło kilku graczy, jednak nie byli to zawodnicy, którzy decydowali o obliczu drużyny. Część z nich to byli młodzi gracze z rezerw, a część, jak np. Patrick Mboma [2 sezony w St-Etienne, 50 meczy, 17 goli, 3 asysty, średnia 7.21], Ousmane Soumah [2 sezony, 15 meczy, 3 gole, 3 asysty, śr. 6.58], Patrick Guillou [2 sezony, 44 mecze, 3 asysty, śr. 6.78], czy Allan Olesen [2 sezony, 14 meczy, 1 gol, 1 asysta, śr. 7.25] to zmiennicy dla graczy z pierwszej jedenastki. Wszyscy oni odeszli za darmo, gdyż nie zdecydowałem się przedłużać z nimi kontraktów. Z wypożyczenia wrócił także do Sunderlandu David Bellion [37 meczy, 16 goli, 2 asysty, śr. 7.24]. W październiku nasz zespół opuściło jeszcze dwóch graczy. Najpierw odszedł Paulo Nunes [2 sezony, 67 meczy, 24 gole, 12 asyst, śr. 7.53], który po przyjściu Sahy już nie miał pewnego miejsca w pierwszej jedenastce. Zgłosił się po niego Sedan i za 2.6 miliona euro został on piłkarzem tego zespołu. Druga strata była o wiele dotkliwsza. Didier Martel [2 sezony, 75 meczy, 22 gole, 28 asyst, śr. 7.84] oświadczył, że dość już ma biegania po skrzydle i chce grać na pozycji napastnika. Byłem niezmiernie zdziwiony. Coś takiego nie wchodziło w grę, więc odmówiłem. Potrzebowałem go na lewym skrzydle. Poza tym w ataku miałem innych graczy. On jednak obraził się, zaczął wypłakiwać się prasie. Zachowywał się bardzo nieprofesjonalnie, więc musiał odejść z drużyny. Zainteresowanie wyraziło kilka klubów, jednak ostatecznie trafił on za 2.5 miliona euro do Nicei. Zostaliśmy więc bez podstawowego lewego pomocnika, ale na szukanie zastępcy nie było już czasu. Lewe skrzydło mieli zająć więc Frederic Mendy, bądź Thomas Buffel.
- Jak wyglądał okres przygotowawczy do sezonu?
- Przygotowywaliśmy się w Polsce i w Niemczech. Zagraliśmy kilka sparingów, między innymi z Chorzowskim Ruchem wygrany 3:0, Wisłą Kraków wygrany 2:0 i 1860 Munchen przegrany 0:2. Tuż przed rozpoczęciem ligowych rozgrywek graliśmy też z zaproszonym do Saint Etienne Hutnikiem, który pokonaliśmy 4:0.
- Początek sezonu mieliście imponujący...
- Udało się dobrze zacząć. Tydzień po zwycięstwie nad Hutnikiem 4:0 w takim samym stosunku pokonaliśmy Lorient na wyjeździe mimo czerwonej kartki dla Eduardo Oliveiry oraz kontuzji Diawary i Blondela. Doskonale wypadli w debiucie Saha, Kałużny i Blondel strzelając po golu. Czwartą bramkę dorzucił Babangida. Z rozpędu zdobyliśmy Trofeum Mistrzów pokonując zeszłorocznego zdobywcę Pucharu Francji Niceę 4:2 po pięknym meczu. Potem jednak nie stać nas było już na tak spektakularne zwycięstwa. Dwa dni po meczu z Niceą pokonaliśmy Monaco 2:1 po trafieniach Moke i Eduardo Oliveiry, zaś w trzeciej kolejce tylko zremisowaliśmy z Lille 3:3 po bramkach Martela i dwóch Blondela. Czerwony kartonik w tym spotkaniu zobaczył Babangida i to właśnie ten fakt pozwolił gospodarzom wyrównać w końcówce spotkania. Zarząd i kibiców bardzo uradowało zwycięstwo z lokalnym rywalem FC Nantes 2:1, dzięki golom Martela i Blondela, jednak już tydzień później doznaliśmy pierwszej porażki w lidze. Na wyjeździe ulegliśmy Guingamp 1:3, a honorowego gola zdobył Luccin.
- Nadszedł czas na spotkania w lidze mistrzów.
- Tak. Trafiliśmy do grupy G z Rangersami, Liverpoolem i Spartakiem Moskwa. Była to bardzo wyrównana grupa i trzeba przyznać w naszym zasięgu. Zdecydowanym faworytem był obrońca tytułu najlepszej klubowej drużyny europy Liverpool, jednak o drugie miejsce mogliśmy spokojnie powalczyć. Zaczęliśmy jednak bardzo źle. Na Ibrox Stadium w Glasgow ulegliśmy Rangersom 0:2. W tym meczu w barwach St-Etienne zadebiutował Joaquin, który wcześniej leczył kontuzję. Zagrał bardzo dobrze, ale to nie wystarczyło na mistrzów Szkocji. Liczyliśmy, że odrobimy tą stratę pokonując u siebie w drugiej kolejce Liverpool, ale niestety się nie udało. Prowadziliśmy od 6. minuty po golu Babangidy, jednak Anglicy zdołali wyrównać i skończyło się remisem 1:1. Komplet punktów zdobyliśmy dopiero w spotkaniu ze Spartakiem Moskwa zwyciężając na Stade Geoffroy Guichard 4:2 po golach Diawary, Blondela, Buffela i Hellebuycka. W rewanżu w Moskwie Spartak nie powitał nas jednak przyjaźnie. Świetna gra bramkarza Levitskiego i napastnika Budunova w połączeniu z niezdecydowaniem moich graczy dała wynik 2:0 dla gospodarzy. Ta porażka mocna skomplikowała naszą sytuację. Zostały nam jeszcze dwa spotkania - u siebie z Rangersami i na wyjeździe z Liverpoolem. Jeśli chcieliśmy awansować, musieliśmy wygrać oba, bowiem zarówno Liverpool, jak i Rangersi wyprzedzali nas w tabeli. Z mistrzami Szkocji się udało. Pewne 2:0 po golach Kałużnego i Blondela przedłużyło nasze nadzieje na awans. Liverpool, który po porażce Szkotów miał już awans w kieszeni nie zamierzał jednak łatwo się poddać. Bronił się doskonale i w Anglii skończyło się na bezbramkowym remisie. Rangersi oczywiście pokonali Rosjan i awansowali z drugiego miejsca. Nam na pocieszenie pozostało trzecie miejsce w grupie i występy w Pucharze UEFA.
- Czy w klubie pozostał niedosyt?
- Na pewno. Tak jak mówiłem drugie miejsce było w naszym zasięgu. Szkoda. Zabrakło trochę szczęścia i może doświadczenia. - W lidze w tym czasie graliście bezkompromisowo większość meczów rozstrzygając na swoją korzyść, choć zdarzały się też wpadki.
- Owszem. Staraliśmy się w każdym meczu grać "na tak", co powodowało, że albo wygrywaliśmy, albo przegrywaliśmy. Remisy niemal się nie zdarzały. Wygraliśmy 3:2 z Lens po golach Joaquina, Dogbe i Buffela, aby tydzień później przegrać 1:3 z Rennes. Po tym spotkaniu ustawiłem zespół nieco bardziej defensywnie. Mieliśmy lekki kryzys. Słabeuszy i średniaków udawało się pokonać, jak np. Sedan 2:0, Laval 1:0, czy Amiens 1:0, jednak z silniejszymi drużynami nie mogliśmy dać sobie rady, jak w przypadku meczu z PSG przegranego 1:2. Wydawało się, że zwycięstwo z Auxerre 1:0 doda nam skrzydeł, ale porażka 2:4 z Bastią tydzień później pokazała, że to jeszcze nie teraz. Coś się zaczynało ruszać, ale szło to bardzo powoli. Były zwiastuny jak zwycięstwo 5:0 w lidze z Montpellier, ale były to krótkotrwałe zrywy, bo później przychodziły porażki, czy remisy jak 0:0 z Monaco, czy 2:2 z Lille. Dopiero zwycięstwo z Marsylią 2:1, a nade wszystko pokonanie w drugiej rundzie Pucharu Ligi Troyes aż 7:3 ujawniły nasz prawdziwy potencjał. Co ciekawe, w bramce Troyes podczas tego rekordowego zwycięstwa stał Radosław Majdan. Nagle posypały się zwycięstwa. 3:0 z Guingamp, 4:1 z Lens, 3:1 z Rennes i taki sam wynik z PSG. W międzyczasie też 5:0 z Manosque w 9. rundzie Pucharu Francji. Jedyną skazą była porażka 0:3 z Marsylią w 3. rundzie Pucharu Ligi, ale wtedy mecz życia zagrała para środkowych obrońców gospodarzy Van Buyten i Tuzzio.
- Przez pozostałe puchary szliście jednak jak burza.
- Rzeczywiście. W pucharach szło nam jeszcze lepiej niż w lidze. W Pucharze Francji pokonaliśmy jeszcze Montpellier 2:1 i dopiero w 11. rundzie zatrzymało nas Auxerre, które po remisie 2:2 wygrało w rzutach karnych. Strzał Wome obronił wtedy Fabien Cool.
- A jeszcze lepiej było w Pucharze UEFA.
- Po odpadnięciu z ligi mistrzów w trzeciej rundzie trafiliśmy na FC Koeln. Mecz w Niemczech był bardzo zacięty, choć niezbyt widowiskowy. Wiele walki w środku boiska, mało sytuacji podbramkowych i tylko jeden gol - z rzutu karnego. W 41. minucie Francisco Maciel faulował w polu karnym Dogbe, a wapno na bramkę zamienił Moke. Zwycięstwo na wyjeździe 1:0 to był doskonały wynik. Rewanż we Francji był bardzo podobny do pierwszego spotkania tyle, że tym razem nie padł żaden gol. Awansowaliśmy więc do czwartej rundy po skromnym zwycięstwie w dwumeczu 1:0. Tam trafiliśmy na znajomego z ligi francuskiej - Lyon. Podopieczni Paula Le Guena mieli chyba wtedy ciężki okres bowiem w pierwszym meczu przegrali aż 1:5. Rewelacyjnie zagrali Saha i młody Kameruńczyk Messina, który przebojem wdarł się z rezerw do pierwszego zespołu - obaj strzelili po dwa gole. Nie lada wyczynem popisał się też Luccin strzelając bramkę już w 1. minucie spotkania. Takiej zaliczki nie mogliśmy roztrwonić. W Lyonie już w 9. minucie kontuzji doznał Casagrande, ale zastępujący go Janot zagrał wyśmienicie. Zresztą za to spotkanie całej drużynie należały się brawa. Trzy kontry, trzy gole i wszystko było jasne. Wygraliśmy 3:1 po dwóch bramkach Frederica Mendy i jednej Luccina.
- Tymczasem w lidze ciągle szło Wam doskonale.
- Tylko Marsylii udało się nas pokonać. Wygrała u siebie 1:0 po golu Van Buytena. Pozostali rywale nie mieli szans na zdobycie punktów. Pewnie zwyciężaliśmy Bordeaux 3:1, Ajaccio AC 3:0, Sedan 2:1 i Nice 3:2. Ukoronowaniem było zwycięstwo 5:1 nad Amiens. Po dwa gole strzelili wtedy Luccin i młodziutki Messina. Okupiliśmy to jednak wielką stratą. Kontuzji doznał Jeremie Janot. Trzy dni wcześniej w spotkaniu Pucharu UEFA z Lyonem uszkodził sobie kolano Casagrande. Jeden wypadł z gry na 2, drugi na 3 tygodnie, co oznaczało, że przed ćwierćfinałowym dwumeczem Pucharu UEFA z Lokomotivem Moskwa zostałem bez doświadczonego bramkarza. Teraz wszystko spoczywało na barkach 21-letniego Florenta Perraud, który po raz pierwszy w seniorskiej drużynie zadebiutował właśnie w meczu z Amiens zmieniając kontuzjowanego Janota. Do tej pory grał tylko w rezerwach. Ten fakt momentalnie sprawił, że przestaliśmy być faworytami w dwumeczu z Rosjanami. Nie miałem jednak wyjścia. Zatrudnienie nowego golkipera w ciągu czterech dni jakie pozostały do meczu z Lokomotivem nie wchodziło w rachubę.
- Odpowiedzialność jaką musiał wziąć na siebie Perraud była ogromna.
- Tak, dlatego starałem się pomóc mu jak tylko się dało. Musiał oswoić się z myślą, że wystąpi w ćwierćfinale wielkiej europejskiej imprezy. Zorganizowaliśmy nawet sesje z udziałem psychologa, które miały mu pomóc się uspokoić i skoncentrować, choć wiedziałem, że w cztery dni niewiele można zrobić.
- Pierwszy mecz z Lokomotivem graliście na własnym boisku.
- Tak i to było pocieszające. Kibice zachowali się wspaniale. Wiedzieli doskonale jaka jest sytuacja i jednogłośnie wspierali młodego bramkarza. To było wspaniałe. Mimo to kazałem moim graczom grać jak najdalej od własnego pola karnego. Nie wolno było dopuszczać Rosjan do strzałów. To wszystko się udało. Przez całe spotkanie goście oddali tylko 5 strzałów na bramkę Perrauda, ale żaden nie był celny. My wykorzystaliśmy to bezlitośnie. Dwa gole Sahy i jeden Sable`a dały nam zwycięstwo 3:0. Jednak nic jeszcze nie było przesądzone. Rewanż w Moskwie mógł być bardzo ciężki, a ja w bramce wciąż miałem tylko tego młodzieńca.
- W międzyczasie zagrał on jeszcze w ligowym spotkaniu z Laval wygranym 2:1.
- Tak. Było to dobre posunięcie. Miał bowiem w tym meczu kilka dobrych interwencji i choć puścił bramkę, to nabrał pewności siebie. Zagrał dobrze, a skoro może grać dobrze w pierwszej lidze francuskiej to może zagrać dobrze również w Moskwie.
- Lokomotiv na własnym boisku zaczął od zmasowanego ataku.
- To było do przewidzenia. Miałem nadzieję, że jeśli przetrzymamy pierwsze 20 minut, to później gra się trochę uspokoi. I to się sprawdziło. Udawało nam się utrzymać grę z dala od własnej bramki. Dwukrotnie Rosjanie zdołali oddać celny strzał, ale Perraud był w stanie sobie z tym poradzić. Do przerwy dowieźliśmy bezbramkowy wynik, co dobrze wróżyło na przyszłość. W drugiej połowie Lokomotiv zaatakował jednak ze zdwojoną siłą. W 54. minucie Mor strzelił pierwszego gola dla gospodarzy. Na szczęście wreszcie wyszła nam jakaś kontra i w 65. minucie było już 1:1 po golu młodziutkiego napastnika Boucheta. W 75. minucie na 2:1 gola strzelił Bużykin, ale dziesięć minut później znów był remis. Wyrównującą bramkę strzelił Saha. Do końca meczu kontrolowaliśmy już przebieg spotkania i wynik się nie zmienił. Awansowaliśmy do półfinału Ligi Mistrzów pokonując w dwumeczu Lokomotiv 5:2. Perraud spisał się na medal.
- Szczęście w losowaniu się do Was uśmiechało, gdyż w półfinale trafiliście na grecki Olimpiakos, a do wylosowania były jeszcze drużyny Celticu i Romy.
- Cieszyliśmy się, że trafiliśmy akurat na Greków. Olympiakos to dobry zespół, ale podobnie jak my jeszcze niezbyt doświadczony. Przebojem wdarł się aż do półfinału pokonując po drodze Torino, Klimarnock i Mallorcę. Był jak najbardziej w naszym zasięgu i mieliśmy wielką ochotę go pokonać. Największymi gwiazdami Olympiakosu byli obrońca Venetidis, pomocnik Zetterberg i napastnik Machlas. Pierwszy mecz w Atenach nie zaczął się po naszej myśli. Chcieliśmy grać z kontry, ale bramka stracona już w 7. minucie pokrzyżowała nam te plany. Grecy nie naciskali jednak zbytnio i udało nam się wyrównać, choć dopiero w 70. minucie, a dokonał tego Messina. Remis 1:1 wywieziony z Grecji był bardzo korzystnym wynikiem. Rewanż przebiegał już bardziej po naszej myśli. Dwa gole Sahy w 12. i 55. minucie dały nam komfort gry, a kontaktowy gol Vorobeya dla Greków w 80. minucie niewiele już mógł zmienić, choć spowodował nerwową końcówkę. Udało się jednak dowieźć wynik do końca i awansowaliśmy do finału.
- W drugim z półfinałów Celtic pokonał w dwumeczu Romę 2:1 i to właśnie ze Szkotami miała się zmierzyć w finale Pańska drużyna.
- Nie mieliśmy do tej pory szczęścia do Szkockich drużyn. W zeszłym sezonie to właśnie Celtic wyeliminował nas w 4. rundzie Pucharu UEFA. W tym sezonie w lidze mistrzów wyprzedził nas w tabeli zespół Rangers. Wierzyliśmy jednak, że zła passa się odwróci i tym razem to my będziemy górą.
- W lidze graliście w międzyczasie bardzo dobrze. Tylko spotkanie w Auxerre można było zaliczyć do nieudanych. Tym razem nie udało się wyłączyć z gry Cisse i gospodarze wygrali 2:0. Inne drużyny nie mogły znaleźć jednak na Was sposobu. W Nantes padł wynik 3:1 dla St-Etienne dzięki trafieniom Messiny, Sahy i Kałużnego, w takim samym stosunku przegrało Ajaccio AC, a Bastię rozbiliście aż 5:1.
- Świetnie w tym meczu zagrał Dogbe strzelając dwa gole. Mieliśmy wtedy dobrą passę, prowadziliśmy w tabeli i potrzebny nam był jeden punkt, aby obronić mistrzowski tytuł. Ten punkt znaleźliśmy w wyjazdowym spotkaniu z Lyonem. Mimo, że zaczęło się wręcz tragicznie, bo po 5 minutach przegrywaliśmy 0:2 po dwóch bramkach Govou, to jednak udało się wyrównać i na 4 kolejki przed końcem zostaliśmy po raz kolejny Mistrzami Francji. Spowodowało to, że w końcówce spuściliśmy nieco z tonu i ulegliśmy Bordeaux 1:4 i nieoczekiwanie Montpellier 0:1. Udało się jednak do końca pognębić Lyon zwycięstwem 2:0 po golach Sahy i Diao, a na zakończenie ligi sprawiliśmy swoim kibicom piękny prezent pokonując Lorient 4:0 po dwóch bramkach Dogbe, jednej N`Diaye i jednej Blondela.
- W międzyczasie miał miejsce jednak mecz, który znacznie bardziej elektryzował kibiców niż końcówka ligi - finał Pucharu UEFA z Celticiem.
- Tak. Mieliśmy ten komfort, że już wcześniej zapewniliśmy sobie mistrzostwo Francji i mogliśmy spokojnie przygotowywać się do tego meczu, zaś Celtic do końca walczył o pozycję w lidze szkockiej.
- Mecz rozgrywano na Stade de France w Saind Denis. Mogliście się więc poczuć niemal jak gospodarze.
- Noo, bez przesady. W końcu kibiców Celticu było niemal tylu co naszych.
- Celtic wyszedł w ustawieniu 5-3-2 w składzie Langfield - Balde, Mjallby, Valgaeren - Parnaby, Butt, Thompson, Babayaro - Larsson - Salas, Hartson. Pan delegował do gry następujący skład: Casagrande - Hernandez, Wome, Distin - Joaquin, Luccin, Diao, Buffel - Saha - Moke, Messina. Nie było N`Diaye i Kałużnego.
- Brakowało mi trochę tych zawodników, ale niestety z powodów kontuzji i kartek nie mogłem z nich skorzystać.
- Czy może Pan krótko skomentować to spotkanie?
- Celtic miał chyba przez cały mecz optyczną przewagę. My staraliśmy się grać z kontry, jednak nie było to łatwe, gdyż Szkoci doskonale stawiali pułapki ofsajdowe. Łapali nas tak może z 15 razy. Prawdę powiedziawszy nie był to jakiś szczególnie ciekawy mecz. Przełomowa była 35. minuta. Prawym skrzydłem uciekł Joaquin i precyzyjnie dośrodkował na głowę Moke, któremu nie pozostało nic innego jak tylko umieścić piłkę w siatce. Szkoci atakowali, ale rewelacyjnie zagrali Stephane Hernandez, który wyłączył z gry Marcelo Salasa, Distin, który nie dawał żyć Hartsonowi oraz Dominique Casagrande, który wspaniale spisywał się między słupkami. Mecz zakończył się wynikiem 1:0 i St-Etienne zdobyło Puchar UEFA.
- Tego trofeum jeszcze klub nie wywalczył.
- Tak, był to pierwszy puchar UEFA dla St-Etienne i w ogóle pierwszy dla drużyny z Francji. Do tej pory największym sukcesem drużyn francuskich był finał tych rozgrywek. W 1978 dotarła tu Bastia, w 1996 Bordeaux, a w 1999 Marsylia.
- Był to więc jak na razie najbardziej udany sezon St-Etienne pod Pańskim przewodem i jeden z najbardziej udanych w ogóle w historii klubu.
- Udało się wywalczyć mistrzostwo i Puchar UEFA. To na prawdę wielki sukces. Zasłużyliśmy sobie na niego.
- Podsumujmy. St-Etienne zakończyło rozgrywki ligowe na pierwszym miejscu z dorobkiem 82 punktów i bilansem 26 zwycięstw, 4 remisów i 8 porażek, w bramkach 85-44. Drugie FC Nantes zgromadziło 75 punktów, a trzecie Auxerre 73. Do drugiej ligi spadły Sedan, Amiens i Ajaccio AC. Puchar Mistrzów wywalczył Manchester United, który pokonał w finale Milan. Nie było niespodzianek w ligach europejskich. Tytuł mistrza Belgii odzyskał Anderlecht, w Anglii triumfował Man Utd, w Niemczech Bayern Monachium, w Holandii PSV, we Włoszech Juventus, w Polsce Wisła, w Portugalii, tu niespodzianka, Farense i w Hiszpanii Barcelona.
- Tym razem nie było wielkich niespodzianek. Może tylko mistrzostwo Portugalii dla Farense po raz pierwszy w historii tego klubu, noo i nasz sukces w Pucharze UEFA.
- Przygotowaliśmy małe podsumowanie dyspozycji Pańskich zawodników w ostatnim sezonie. Coś może Pan doda jako trener?
L.p. Nazwisko Średnia Mecze Gole Asysty MoM
1 Patrick Messina 7.94 17 7 0 2
2 Joaquin 7.69 29 3 9 5
3 Louis Saha 7.62 42 20 8 3
4 Radosław Kałużny 7.55 38 8 7 2
5 Tijjani Babangida 7.48 25 4 12 4
6 Jonathan Blondel 7.47 30 17 3 2
7 Asanne N`Diaye 7.41 41 6 9 2
8 Stephane Hernandez 7.34 44 0 0 5
9 Remi Bouchet 7.25 34 10 2 2
10 Peter Luccin 7.22 40 9 14 2
- Jak widać świetnie wprowadzili się do drużyny z rezerw dwaj młodzi napastnicy Patrik Messina i Remi Bouchet. Bardzo dobrze zaprezentowały się nowe nabytki - Joaquin, Saha, Kałużny. Znacznie poprawił się Stephane Hernandez, który teraz jest na prawdę dobrym obrońcą. Słabszy sezon zaliczyli za to Julien Sable (6.74), Sylvain Distin (7.00), Thomas Buffel (7.00) - on jak widać woli grać na środku, niż po lewej stronie pomocy. Nie najlepiej radzili też sobie Foussemi Diawara (7.00), Mickael Dogbe (6.97) i David Hellebuyck (6.70). Zawiódł też trochę Moke (7.12) strzelając tylko 7 bramek i Pierre Wome (7.03). Niewiele pokazał Washington (7.21) z tylko 2 trafieniami na koncie w tym sezonie. Świetnie prezentował się za to Dominique Casagrande. Miał średnią ocen 7.33 i w 45 meczach puścił 50 bramek. Janot był trochę słabszy (6.92, w 13 meczach 14 bramek puszczonych), a mile zaskoczył trzeci golkiper Perraud (7.25, 4 puszczone w 4 meczach).
- Czy przed najbliższym sezonem szykują się jakieś większe zmiany?
- Na pewno, choć na razie trudno jeszcze mówić o konkretach. Chcemy ciągle iść do przodu, dlatego niektórzy zawodnicy na pewno pożegnają się z pierwszym zespołem. Będą też wzmocnienia. O tym porozmawiamy jednak następnym razem.
- Czy to prawda, że przymierzacie się do ściągnięcia Diego Tristana z Deportivo?
- Skąd takie informacje?
- Powszechnie wiadomo, że nie od dziś scouci St-Etienne oglądali tego piłkarza na meczach i treningach klubu z Galicji.
- Macieja Żurawskiego i Heldera Postigę też oglądali, co nie znaczy, że zobaczymy ich w St-Etienne.
- Rozumiem. Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę dalszych sukcesów.
- Również dziękuję i pozdrawiam wszystkich czytelników CCM. ;-)