AS Saint Etienne (cz.4)
Już po raz czwarty zapraszamy na wywiad z polskim menadżerem francuskiego klubu St-Etienne panem Tomaszem D. Jesteśmy z nim od początku jego pracy we Francji. Dziś, podobnie jak co roku, rozmawiać będziemy o dokonaniach jego drużyny w minionym sezonie.
- Zakończył się właśnie Pański czwarty sezon w St-Etienne. Nie będzie przesadą jeśli powiem, że były to sezony bardzo udane. Zarówno zarząd, jak i kibice są zadowoleni z pracy jaką wykonuje Pan na Stade Geoffroy Guichard, tymczasem Pan trzyma wszystkich w niepewności.
- Jak to w niepewności. O co Panu chodzi?
- O Pański kontrakt, który wygasa za miesiąc, a Pan go jeszcze nie przedłużył. Czy ma to oznaczać, że nie będzie Pan już prowadził St-Etienne w przyszłym sezonie?
- Rozmowy w sprawie przedłużenia kontraktu są prowadzone z zarządem klubu. Jeśli wszystko pójdzie dobrze zostanę w Saint Etienne.
- Czy są jakieś problemy?
- To już wewnętrzne sprawy między mną a klubem.
- Porozmawiajmy więc o minionym sezonie. Zaczniemy może od zmian jakie zaszły w drużynie jeszcze przed startem ligi. Proszę krótko opowiedzieć jacy gracze przyszli, a jacy odeszli z Pańskiej drużyny.
- Po zdobyciu drugiego z rzędu mistrzostwa Francji i wywalczeniu Pucharu UEFA wszystkim związanym z klubem osobom apetyty jeszcze wzrosły. Chcieliśmy jeszcze bardziej wzmocnić drużynę, aby tym razem pokazać się z jak najlepszej strony w Lidze Mistrzów. Klub wydał więc na wzmocnienia rekordowe 26 milionów euro. Za tą sumę trafiło do nas 7 graczy. Po 3 miliony euro zapłaciliśmy za obrońców: Djimiego Traore z Liverpoolu i Zoumane Camarę z Lens. Dwóch graczy - Florent Malouda i Maciej Żurawski - trafiło do nas na prawie Bosmana. Za 5.5 mln euro sprowadziliśmy też z Schalke 04 Belgijskiego napastnika Emila Mpenze, ale największym hitem był kupiony za 14 mln euro z Chelsea William Gallas. Tę szóstkę uzupełnił ściągnięty z Monaco Argentyński napastnik Marcelo Gallardo. Nie zapłaciliśmy za niego ani grosza, gdyż w zamian oddaliśmy do drużyny z księstwa Brazylijczyka Washingtona [3 sezony w St-Etienne, 66 meczy, 13 bramek, 7 asyst, średnia 7.23]. Ponownie wypożyczyliśmy także na kolejny rok z Tottenhamu Belgijskiego pomocnika Jonathana Blondela.
- Kto jeszcze odszedł z drużyny?
- Za 90 tysięcy euro do Martigues odszedł obrońca Eduardo Oliveira [3 sezony, 73 mecze, 1 gol, 2 asysty, śr. 7.01], który stracił miejsce w pierwszej jedenastce po przyjściu Distina i w ostatnim sezonie w St-Etienne rozegrał tylko 4 mecze. Za darmo, z powodu wygaśnięcia kontraktów odeszli skrzydłowy Olivier Baudry [3 sezony, 9 meczy, śr. 6.56], pomocnik Alassane N`Dour [3 sezony, 71 meczy, 9 goli, 11 asyst, śr. 6.67] i także pomocnik Damien Deom [3 sezony, 6 meczy, 2 gole, śr. 6.87]. Za 550 tysięcy euro odszedł także do Valence obrońca Foussemi Diawara [3 sezony, 84 mecze, 5 goli, 8 asyst, śr. 6,87]. - Przypomnijmy więc może jak przed sezonem prezentował się skład St-Etienne. Po nazwisku, w nawiasie, narodowość, wiek, ewentualnie liczba występów i goli w reprezentacji:
Bramkarze: Dominique Casagrande (FRA, 33), Jeremie Janot (FRA, 26), Florent Perraud (FRA, 23).
Obrońcy: Assane N`Diaye (SEN, 29, 52/8), Sylvain Distin (FRA, 26), William Gallas (FRA, 26, 25/1), Djimi Traore (FRA, 24), Zoumana Camara (FRA/SEN, 25, 5/1), Stephane Hernandez (FRA, 24), Pierre Wome (CMR, 25, 78/3).
Pomocnicy: Radosław Kałużny (POL, 30, 52/14), Peter Luccin (FRA, 25), Julien Sable (FRA, 23), Salif Diao (SEN, 27, 38/6), Joaquin (ESP, 22, 9/0), Tijjani Babangida (NIG, 30, 38/5), Bernard Mendy (FRA, 22), Florent Malouda (FRA, 24, 4/0), Frederic Mendy (SEN/FRA, 22, 7/0), Thomas Buffel (BEL, 23, 11/0), Jonathan Blondel (BEL, 20, 26/5).
Napastnicy: Louis Saha (FRA, 25), Emile Mpenza (BEL, 25, 58/25), Maciej Żurawski (POL, 27, 23/4), Marcelo Gallardo (ARG, 28, 36/11), Patrick Messina (CMR, 19), Remi Bouchet (FRA, 21), Moke (DRC, 24, 9/10).
- Do zespołu rezerw cofnięci zostali Mickael Dogbe i Jeremy Denquin. Dlaczego?
- Obaj mieli trudności z wywalczeniem miejsca w pierwszej jedenastce. Dogbe przegrał z utalentowaną młodzieżą - Messiną i Bouchet, natomiast Denquin mimo najszczerszych chęci mógł być tylko zmiennikiem dla Joaquina i Babangidy na prawym skrzydle.
- Sezon rozpoczęliście tradycyjnie od zgrupowania, ale tym razem miało ono miejsce nie w Polsce, a w Portugalii. Skąd ta zmiana?
- Chodziło po prostu o pogodę, która wówczas w Polsce zupełnie nie dopisywała. Było to, jak Pan pewnie pamięta, bardzo deszczowe lato. W Portugalii nie musieliśmy się tym martwić.
- Zagraliście też 3 sparingi. Z Benficą, Boavistą i FC Porto. Żadnego nie udało się wygrać.
- Cóż, to było tylko przygotowanie do sezonu. Pierwszy mecz, z Benficą, przegraliśmy 1:2, a gola strzelił dla nas wtedy Maciek Żurawski. Z Potro był remis 2:2, a gole nadal strzelali Polacy. Po jednym Żurawski i Kałużny. Z Boavistą też zremisowaliśmy, z tym, że 1:1, a bramkę tym razem strzelił Messina.
- Tuż przed startem ligi graliście o Trofeum Mistrzów ze zdobywcą Pucharu Francji FC Nantes.
- To był koszmarny mecz. W barwach Nantes świetnie pokazali się Argentyńczycy - Hugo Morales i Cesar Carignano. Nam zabrakło dokładności i zgrania, zwłaszcza w linii obrony i stąd taki wynik. Przegraliśmy aż 0:4.
- Nie nastrajało to dobrze przed sezonem ligowym.
- Owszem, ale humor poprawiliśmy sobie bardzo szybko. Już w pierwszej kolejce rozbiliśmy Caen 5:0. Świetnie zagrali w środku pola Kałużny i Luccin, strzelając po golu, dwie bramki strzelił Żurawski, a jeszcze jedną dorzucił N`Diaye. Druga kolejka to równie doskonałe wyjazdowe zwycięstwo 4:2 z Lille. Tym razem po dwie bramki strzelili Saha i Mpenza. Jak dobrze nam wtedy szło obrazują zresztą także kolejne wyniki: 3:0 z Marsylią po bramkach Sahy i Buffela, który wchodząc z ławki wpisał się dwukrotnie na listę strzelców, a także świetne 4:1 na wyjeździe z Lyonem. W tym spotkaniu hat-trickiem popisał się Moke, a czwartą bramkę dorzucił Camara.
- Następnym meczem, jaki zagraliście było spotkanie o Superpuchar Europy z Manchesterem United rozgrywane na stadionie Luisa II w Monaco. Zarówno Wasza drużyna, jak i Manchester znane są z otwartej, ofensywnej gry i to było widać na boisku.
- Owszem, choć zaczęło się dla nas koszmarnie. W pierwszych minutach Anglicy przycisnęli nas totalnie i po kwadransie gry przegrywaliśmy już 0:2, a w 25. minucie było już 0:3. Zapowiadał się pogrom. Bardzo słabo grał Casagrande, dlatego w przerwie meczu, przy stanie 0:3, zdecydowałem, że na drugą połowę wyjdzie Janot. Było to bardzo dobre posunięcie, gdyż zagrał on znakomicie. Powiedziałem chłopakom, że muszą wziąć się w garść. Taki wynik nie może pójść w świat. Wzięli to sobie do serca, bo druga połowa wyglądała już zupełnie inaczej. To my atakowaliśmy, a Manchester się bronił. W 59. minucie kontaktowego gola, po ładnym prostopadłym podaniu Luccina strzelił Mpenza. W 77. rewelacyjną centrę Joaquina wykorzystał Saha i było już 2:3. Anglicy próbowali przejąć inicjatywę, ale już im na to nie pozwoliliśmy. Już w doliczonym czasie gry miała miejsce kopia sytuacji z 77. minuty. Joaquin dośrodkowuje prosto na głowę Sahy, ten strzela, ale tym razem broni Steele. Przy dobitce Blondela jest już jednak bezradny i jest 3:3. Koniec meczu i dogrywka, która nie przyniosła rozstrzygnięcia.
- Przypomnijmy więc może jak wyglądał konkurs rzutów karnych. W pierwszej serii zarówno Saha jak i van Nistelrooy pewnie wykorzystali swoje szanse. Podobnie w drugiej serii poradzili sobie Sable i Beckham. Trzecia seria: do piłki podszedł Malouda, strzelił, ale Steele obronił ten strzał. W odpowiedzi Veron posłał futbolówkę nad poprzeczką. Czwarta seria: pewny gol Joaquina, ale i pewna odpowiedź Solskjeara. Piąta seria: podchodzi N`Diaye i... gol. Teraz przed szansą Keane... gol. Teraz Traore... strzela... gol. Odpowiedź Thurama i... też bramka. Ciągle jeszcze wszystko się może wydarzyć. Do piłki podchodzi Kałużny i... znów bramka. Teraz Giggs... strzał... piłka odbija się od słupka i... nie ma gola. St-Etienne zdobywa Superpuchar Europy. Które to już Pańskie trofeum z St-Etienne?
- To było moje szóste trofeum po Pucharze Ligi, francuskim Trofeum Mistrzów, dwóch mistrzostwach i Pucharze UEFA.
- Dwa tygodnie po spotkaniu z Manchesterem przyszła pierwsza ligowa porażka.
- Tak, przegraliśmy 2:3 z Monaco, na tym samym stadionie, na którym zdobyliśmy Superpuchar. Obie bramki dla nas strzelił Maciek Żurawski.
- Później jednak znów zaczęliście wygrywać, choć już nie tak zdecydowanie, jak na początku sezonu.
- Zgadza się. Nie były to już tak wysokie zwycięstwa, ale przecież ważne było, że zdobywamy punkty. Wygrywaliśmy zwykle różnica jednego gola. Tak było w meczu z Nice wygranym 2:1 (Żurawski, Mpenza), podobnie w spotkaniu z Guingamp, także 2:1 (Traore, Moke). 1:0 pokonaliśmy Toulouse (Żurawski) i tylko zremisowaliśmy 1:1 z Sochaux (Mpenza). Potem było bardzo dobre 3:2 z Lens (2x Gallardo, F. Mendy) i porażka 0:1 w Nantes. Trzeba jednak pamiętać, że w międzyczasie walczyliśmy już w Lidze Mistrzów i stąd zapewne trochę słabsze wyniki.
- No właśnie. W I rundzie Champions Cup trafiliście do ciekawej grupy z Union Berlin, Panathinaikosem i Wisłą Kraków. Byliście chyba faworytami w tym gronie?
- Nie byłbym taki pewien. O ile Wisła może odstawała nieco od reszty, to pozostałe dwa zespoły prezentowały zbliżony do nas poziom. Union Berlin miał wspaniały duet napastników: Dill i Kerzhakov, którzy w poprzednim sezonie strzelili razem ponad 50 bramek w lidze niemieckiej. Z kolei Panathinaikos nie był nowicjuszem w Lidze Mistrzów, a nazwiska takie jak Nikopolidis, Konstantinou, Liberopoulos, czy Karagounis mówiły same za siebie. Byli to gracze o uznanej już Europejskiej renomie, na którą zapracowali sobie w swoim klubie.
- Pierwszy mecz graliście w Berlinie z Unionem.
- Ten mecz dobrze nam się ułożył. Niemcy byli śmiertelnie groźni w ataku, ale nie dysponowali już tak dobrą obroną. Już w 12. minucie wykorzystał to Joaquin urywając się obrońcy i wspaniałym dośrodkowaniem obsługując Mpenzę w polu karnym. Kilka minut później było już 2:0, gdy Camara wykorzystał zamieszanie w polu karnym po rzucie wolnym wykonywanym przez Kałużnego. Niemcy atakowali, ale nie mogli przebić się przez świetnie grających defensywnych pomocników Kałużnego i Diao. W 39. minucie ponownie Joaquin był autorem dośrodkowania, które tym razem wykorzystał Saha. Tuż przed przerwą bramkarz gospodarzy Steffan Wessels przypieczętował los swojej drużyny uderzając bez piłki Żurawskiego. Sędzia nie miał wątpliwości pokazując mu czerwoną kartkę. W tej sytuacji dowiezienie wyniku 3:0 do końca spotkania nie było problemem. Bohaterem meczu był Joaquin, ale świetnie zagrali też Distin i Camara, którzy wyłączyli z gry dwójkę snajperów Unionu.
- W drugim meczu nie poszło Wam już tak łatwo, choć graliście na własnym boisku.
- Przeciwnikiem był Panathinaikos, a jak mówiłem, Grecy nie byli nowicjuszami. Zagrali bardzo dojrzały, wyrafinowany futbol. W 23. minucie stały fragment gry dobrze wykorzystał Michaelsen, który znalazł w polu karnym źle pokrytego Liberopoulosa i było 0:1. Nasze ataki odpierała świetnie zorganizowana obrona gości, a i Nikopolidis w bramce grał wyśmienicie. Nie dość, że nie strzeliliśmy bramki, to jeszcze w 71. minucie dobiła nas kontra i przegraliśmy w efekcie 0:2. Ale nie załamywaliśmy się. Przed nami było spotkanie z Wisłą, która bez Żurawskiego nie była już tą Wisłą, co wcześniej. Dość powiedzieć, że Maciek w ostatnim sezonie w barwach Białej Gwiazdy w 44 meczach zdobył 40 goli, a przy 12 asystował. Na prawdę bardzo się cieszyłem, że mam tego zawodnika po swojej stronie. Wiślacy nie mieli wiele do powiedzenia w Saint Etienne. Zdołali oddać tylko dwa strzały, a i to niecelne i w efekcie przegrali 0:2 po golach Gallardo i Sahy. W rewanżu w Krakowie zaprezentowali się znacznie lepiej, ale ich plany pokrzyżował ich dawny klubowy kolega. To właśnie dzięki dwóm golom Żurawskiego w Krakowie obroniliśmy remis 2:2. Był to dobry wynik, bowiem Wisła u siebie grała świetnie. Poległy tu zarówno Panathinaikos, jak i Union Berlin.
- Rewanż z Niemcami po świetnym występie w Berlinie wydawał się formalnością.
- Nie tak do końca. Walczyliśmy o punkty i wszystkiego się można było spodziewać. Ale nie będę ukrywał, że oczekiwałem zwycięstwa. Zresztą wielkich problemów nie mieliśmy. Bramki Mpenzy i Żurawskiego dały nam wygodne prowadzenie. Szyki popsuła trochę czerwona kartka dla Camary w 54. minucie, co pozwoliło Unionowi zdobyć w 81. minucie kontaktowego gola, ale na wyrównanie było już za późno.
- Po tym meczu prowadziliście w tabeli z 10 punktami. Za Wami był Panathinaikos z 9, dalej Wisła z 7 i Union Berlin z 3. Awans mieliście więc teoretycznie w kieszeni, bo nawet w przypadku porażki z Grekami i zwycięstwa Wisły mieliście lepszy niż krakowianie bilans bezpośrednich spotkań.
- Nikt z nas nie robił takich wyliczeń. Mieliśmy coś Grekom do udowodnienia w Atenach po porażce u siebie. Moi gracze byli bardzo zmotywowani. Zaczęło się od gola gospodarzy w 21. minucie, ale strzałem do szatni wyrównał Joaquin. Druga połowa należała już jednak do nas i po bramkach Sahy i Gallardo wygraliśmy ostatecznie 3:1. Był to idealny wynik dla Wisły, która, jeśliby wygrała w Berlinie, mogła awansować dalej. Polacy jednak zremisowali tylko i zajęli trzecie miejsce w grupie.
- W Pucharze UEFA daleko nie zaszli, bo odpadli już w 3. rundzie z Hajdukiem Split. St-Etienne z kolei awansowało z pierwszego miejsca do drugiej rundy, gdzie trafiło na Juventus, Athletic Bilbao i po raz kolejny Celtic Glasgow.
- Chyba my i Celtic mieliśmy do siebie słabość. Spotykaliśmy się przecież już w Pucharze UEFA w sezonie 2002/2003, kiedy to w 4. rundzie górą był Celtic, potem w finale Pucharu UEFA rok później, gdy to my byliśmy lepsi. Teraz, trzeci sezon z rzędu przyszło nam grać z Celticiem. Tym razem w Champions League.
- Ta grupa była znacznie mocniejsza, niż poprzednia.
- To w końcu druga runda. Zdecydowanym faworytem był Juventus. My, Celtic i Athletic Bilbao mieliśmy walczyć o drugie miejsce w grupie.
- Zaczęliście od doskonałego zwycięstwa 3:0 z Athleticiem.
- To był rewelacyjny mecz. Tego dnia wszystko nam wychodziło, choć brakowało skuteczności. W posiadaniu piłki mieliśmy przewagę 80:20! W strzałach 20:0!! Znów świetnie zagrał Joaquin, który wypracował dwa gole. Jego dośrodkowania wykańczał w 35. minucie N`Diaye i w 70. Moke, który strzelił kilka minut później kolejną bramkę. Później jednak znów dali znać o sobie Szkoci. W Glasgow prowadziliśmy 1:0 po bramce Gallardo, gdy w 68. minucie pojawił się na boisku Chris Sutton. Jego dwie świetne akcje zakończone bramkami dały Celticowi zwycięstwo 2:1. Humorów nie poprawiła nam także wyprawa do Turynu. Po 20 minutach przegrywaliśmy 0:2 po trafieniach Lamouchiego i Trezegueta. Na początku drugiej połowy obudził się Joaquin, który dwukrotnie uciekł prawą stroną i dwukrotnie dośrodkowywał wprost na głowę Mpenzy. W 64. minucie było już więc 2:2. Końcówka należała jednak znów do gospodarzy i ostatecznie Lamouchi ustanowił wynik na 3:2 dla Juventusu. Postanowiliśmy odgryźć się na własnym boisku i to się udało. Choć mecz był słabszy niż ten we Włoszech wygraliśmy go 1:0 po golu Gallardo. W kolejnym spotkaniu w Bilbao przegrywaliśmy do 81. minuty 1:2 po golach Urzaiza i Etxeberrii dla Athletic i Maloudy dla nas, ale czerwona kartka dla bramkarza gospodarzy i rzut karny za faul na Mpenzie pozwoliły na wyrównanie. Na więcej nas stać już jednak nie było i skończyło się na remisie 2:2.
- Sytuacja w grupie była bardzo ciekawa i absolutnie otwarta. Wszystkie zespoły miały po 7 punktów, a w ostatnie kolejce Juventus podejmował Athletic Bilbao, zaś Celtic grał we Francji z St-Etienne. Można powiedzieć krótko. Nie daliście w tej rywalizacji szans gościom ze Szkocji.
- Owszem. Potrzebowaliśmy zwycięstwa i walczyliśmy o nie. Szkoci tylko raz zagrozili naszej bramce, my zaś wykorzystaliśmy dwie z kilku sytuacji i po golach Mpenzy i Gallardo wygraliśmy 2:0. Doskonale zagrał w tym meczu Kałużny wygrywając masę pojedynków w środku pola.
- Juventus pokonał pewnie Basków 3:0 i awansował z pierwszego miejsca w grupie dzięki lepszemu o 1 bramkę bilansowi. W ćwierćfinale trafił na Bayern Monachium i odpadł z rozgrywek. Wam los przydzielił inny włoski zespół - AC Milan. Zanim jednak doszło do ćwierćfinału toczyliście zażarte boje w lidze francuskiej.
- Tak. Jeszcze gdy graliśmy w fazie grupowej Champions League w lidze zaczęło się coś psuć. Nadal wygrywaliśmy, jak 2:1 z Lorient, czy Rennes, ale drużyna nie grała jak należy. Porażka 1:4 z PSG była tego wymownym przykładem. Grudzień i styczeń przyniosły lekką poprawę, ale nadal coś było nie tak. Pokonaliśmy wtedy Laval 3:1 po pięknym hat-tricku Żurawskiego, aby następnie zremisować 3:3 z Auxerre (Mpenza, F. Mendy, Bouchet). Potem znów. Zwycięstwo 3:0 z Lille po golach Żurawskiego, Joaquina i Mpenzy i tylko remis 1:1 z Marsylią dzięki bramce Joaquina. Wygrane aż 4:0 z Bastią po hat-tricku Messiny i bramce Babangidy i 2:1 z Montpellier po golach Sahy i Maloudy, a następnie słabiutki remis 1:1 z Nice (Messina). Nie potrafiliśmy wygrać na wyjeździe. Wszystkie spotkania kończyły się remisami. Co gorsza - zaczynaliśmy remisować i u siebie, jak w meczu z Guingamp zakończonym wynikiem 2:2 (Mpenza, B. Mendy). Taka sytuacja trwała do początku kwietnia. U siebie 4:1 z Toulouse (2x Messina, Sable, Joaquin) i 2:0 z Monaco (Malouda, Mpenza), na wyjeździe 2:4 z Bordeaux (Gallardo, Blondel) i 3:4 z Lens (Messina, Sable, Diao). Gdy wreszcie przyszło jakieś przełamanie i pokonaliśmy u siebie Sochaux 4:1 (2x Mpenza, Wome, Saha) i NA WYJEŹDZIE Lorient 4:0 (hat-trick Mpenzy, Buffel) to... zaczęliśmy przegrywać. Zbiegło się to zresztą z meczami ćwierćfinału Champions League i sprawiło, że spadliśmy na drugie miejsce w tabeli, a liderem zostało FC Nantes.
- W czterech meczach ligowych między pierwszym a rewanżowym spotkaniem z Milanem zdobyliście tylko 4 punkty. Co się stało? Tak Was pochłaniała Liga Mistrzów? Zabrakło koncentracji?
- Myślę, że składało się na to wiele czynników. Dwumecz z Milanem mógł być tylko jednym z nich. Najpierw pechowo przegraliśmy z Rennes 1:2 (Żurawski) - oczywiście na wyjeździe. Potem, również w wyjazdowym meczu, z Bastią padł remis 2:2 po golach Buffela i Sable`a. Dzięki bramce Mpenzy udało się pokonać u siebie PSG 1:0, ale porażka na własnym boisku z liderującym Nantes 1:2 (Babangida) praktycznie przekreśliła nasze szanse na mistrzostwo.
- Na 6 kolejek przed końcem Nantes miało po tym meczu aż 13 punktów przewagi nad Wami. Tymczasem graliście z Milanem. Na pierwsze spotkanie w Mediolanie trener Carlo Ancelotti desygnował następującą jedenastkę: Fiori - Simic, Nesta, Gamarra - Fusco, Ambrosini, Pirlo, Dede - Seedorf - Inzaghi, Shevchenko. Czy to było za wiele jak na St-Etienne?
- Myślę, że nie. Mogliśmy powalczyć z tymi piłkarzami i to zresztą było widać na boisku. Mecz był bardzo wyrównany. Zaczął się po naszej myśli, bo już w 22. minucie Mpenza przejął złe wybicie Fioriego, minął Nestę i strzelił bramkę. Dowieźliśmy ten wynik do przerwy, jednak w drugiej połowie napór gospodarzy był na tyle duży, że zdołali w 59. minucie wyrównać. Już w doliczonym czasie gry, w ostatnim rzucie rożnym, po którym na pewno zabrzmiałby ostatni gwizdek sędziego Ambrosini zdołał umieścić piłkę w siatce i Milan wygrał 2:1. Wielka szkoda.
- Ale wynik 1:2 na wyjeździe to nie był zły rezultat.
- Tak, dlatego byliśmy pełni nadziei przed rewanżem. Nie będę ukrywał, że były też jednak obawy. Było pewne, że Włosi zagrają swoje catenaccio i nie wiadomo było, czy będziemy potrafili sobie z tym poradzić. Dzień meczu to było wielkie święto w St-Etienne. Samo spotkanie zaczęło się jednak dla nas bardzo źle. Już w 5. minucie dośrodkowanie z rzutu rożnego wykorzystał Kaładze i przegrywaliśmy 0:1. Musieliśmy strzelić dwa gole by doprowadzić do wyrównania, co przy tak defensywnie grających Włochach niemal graniczyło z cudem. Nie udało się strzelić ani jednego i przegraliśmy 0:1.
- Po odpadnięciu z Ligi Mistrzów złapaliście jednak wspaniałą passę w lidze francuskiej. Ostatnie 6 spotkań sezonu to 6 zwycięstw.
- Może to i dziwne, ale po porażce z Milanem drużyna jakby odżyła. Zaczęło się od zwycięstwa 2:0 z Laval, na wyjeździe, po golach Buffela i Gallardo. Potem było 4:1 z Montpellier dzięki bramkom Messiny (dwukrotnie), Żurawskiego i Diao. Mecz z Bordeaux był jednym z najbardziej udanych w sezonie. Dwa trafienia Mpenzy i po jednym Joaquina i Sahy dały nam zwycięstwo 4:0. Nie oparły się nam również ani Auxerre, które uległo 1:2 (Buffel, Kałużny), ani Lyon, który pokonaliśmy 2:0 (Żurawski, Mpenza). Świetnie w końcówce sezonu prezentował się Mpenza, który strzelał gola za golem. Włączył się przez to w wyścig o koronę króla strzelców, który od jakiegoś czasu rozgrywał się między Govou z Lyonu, Florianem Maurice z Bastii i Djibrilem Cisse z Auxerre. Dwa gole strzelone przez Belga w ostatnim meczu sezonu z Caen pozwoliły mu nawet ten wyścig wygrać. W ostatnich 6 meczach zdobyliśmy komplet punktów, ale i tak nie wystarczyło to do obronienia mistrzowskiego tytułu. Mistrzem została, jak najbardziej zasłużenie, drużyna FC Nantes.
- Jak Pan oceni ten sezon? Nie udało się obronić mistrzostwa. W Lidze Mistrzów tylko, lub aż, ćwierćfinał. Brak też sukcesów w krajowych pucharach, bo nie można za sukces uznać ani ćwierćfinału Pucharu Francji, ani ćwierćfinału Pucharu Ligi.
- Cóż, w krajowych pucharach też nie poszło nam jak byśmy chcieli, choć nie one były priorytetem. W Pucharze Ligi od początku toczyliśmy zacięte boje eliminując już w 2. rundzie FC Nantes po zwycięstwie 1:0 dzięki bramce Mpenzy. Potem dzięki dwóm golom Mpenzy i jednemu Distina pokonaliśmy 3:2 Toulouse, ale w ćwierćfinale po remisie 1:1 z Bastią musieliśmy uznać wyższość rywala w rzutach karnych. W Pucharze Francji zaczęliśmy od 9. rundy i meczu z amatorami z Bethune wygranego 6:0. Klasycznym hat-trickiem popisał się Buffel, dwa gole dorzucił Mpenza, a jednego Blondel. W następnej rundzie mimo naszej ogromnej przewagi nie udało się wygrać w regulaminowym czasie gry i po remisie 1:1 z Lille o zwycięzcy zadecydowały rzuty karne. Tym razem to my byliśmy górą. 11. runda i znów trafiamy na amatorów Dole-Tavaux RC 1991. Pokonujemy ich 5:0 (2x Bouchet, Buffel, Hellebuyck, Saha). W ćwierćfinale trafiamy na Nantes i tym razem oni są lepsi. Przegraliśmy 2:3, a oba gole strzelił Messina. Zostaliśmy więc w tym sezonie bez żadnego trofeum. Cóż poradzić. Trzeba będzie się lepiej postarać w przyszłości.
- Mimo wszystko było wiele powodów do radości. Emile Mpenza został wybrany najlepszym graczem ligi, został też królem strzelców z dorobkiem 19 bramek przed Sidneyem Govou (18) i Florianem Mauricem (17). Joaquina wybrano z kolei najlepszym młodym graczem ligi. To chyba dobrze rokuje St-Etienne na przyszłość?
- Oczywiście i nikt tego nie kwestionuje. Mpenza i Joaquin to doskonali piłkarze. I obaj jeszcze mają wiele lat gry przed sobą. Klub będzie miał z nich jeszcze wiele pożytku.
- Zobaczmy więc może czołówkę tabeli po zakończeniu sezonu:
Miejsce Drużyna Rozegrane Wygrane Remisy Przegrane Zdobyte-stracone P-kty
1st Nantes 38 26 7 5 67-25 85
2nd St-Etienne 38 25 6 7 91-45 81
3rd Lens 38 18 9 11 64-56 63
4th Auxerre 38 18 8 12 64-56 62
5th Lyon 38 18 5 15 67-56 59
- Jak widać w walce o mistrzostwo liczyły się tylko dwie drużyny. Na Nantes i St-Etienne nie było po prostu w tym sezonie mocnych.
- Z bardzo dobrej strony pokazała się także Marsylia, która choć w lidze była dopiero dziewiąta, to powtórzyła nasz zeszłoroczny sukces, tj. zdobyła Puchar UEFA, jako drugi klub francuski gromiąc w finale Arsenal 4:1. To dobrze wróży całej francuskiej piłce.
- Dodajmy jeszcze tylko, że z ligi spadły Lorient, Toulouse i Montpellier, zaś awansowały z drugiej ligi Troyes, Amiens i Metz. Tradycyjnie też zatrzymajmy się na chwilę nad rozstrzygnięciami w Europie. Mistrzem Belgii został Anderlecht, Anglii Liverpool, Niemiec Bayern Monachium, Holandii PSV, Włoch Inter, Polski Groclin, Portugalii Sporting i Hiszpanii Real Madryt. Niespodzianką było wywalczenie Pucharu Mistrzów przez PSV, które pokonało w finale Man Utd 1:0.
- Tak, to rzeczywiście spora niespodzianka. Ale cieszy, zwłaszcza, że przecież 2 sezony temu byliśmy lepsi od Holendrów w Pucharze UEFA.
- Podsumujmy więc może także grę Pańskich zawodników w minionym sezonie. Na początek zestawianie:
L.p. Nazwisko Średnia Mecze Gole Asysty MoM
1 Patrick Messina 8.17 12 11 4 3
2 Emile Mpenza 7.93 45 31 8 9
3 Joaquin 7.67 48 5 17 7
4 Jonathan Blondel 7.31 13 3 2 0
5 Tijjani Babangida 7.29 21 3 5 1
6 Marcelo Gallardo 7.29 28 9 5 2
7 Zoumana Camara 7.28 39 2 1 1
8 Radosław Kałużny 7.26 35 2 8 2
9 Florent Malouda 7.26 35 4 5 3
10 William Gallas 7.25 32 0 2 0
11 Maciej Żurawski 7.22 41 17 4 3
12 Assane N`Diaye 7.22 46 2 6 1
- Może Pan coś dodać do tego co przedstawiają suche statystyki?
- Ciągle rewelacyjnie rozwija się Messina i myślę, że będzie z niego wielki piłkarz. Doskonałym trafieniem był też zakup Mpenzy. Po raz kolejny wielką klasę potwierdził Joaquin. Z graczy tu nie ukazanych dobrze zaprezentowali się także Djimi Traore (7.14, 1 gol, 3 asysty), Louis Saha (7.13, 12 goli, 2 asysty), Peter Luccin (7.09, 2 gole, 12 asyst). Poprawił się w stosunku do ostatniego sezonu Julien Sable. Nieźle zaprezentował się też Buffel (10 goli i 5 asyst w 15 meczach). Równą formę, już drugi sezon, na poziomie 7.00 trzyma Pierre Wome. Trochę spuścili z tonu Frederic Mendy, Bernard Mendy i Sylvain Distin. Mam nadzieję, że w przyszłym sezonie będą grali lepiej. Z drużyną pożegna się chyba Salif Diao, który zaliczył już drugi z rzędu niezbyt udany sezon. Co do bramkarzy, to w tym sezonie lepiej prezentował się Jeremie Janot (7.19, 35 puszczonych w 31 meczach), a nieco słabiej Dominique Casagrande (6.94, 40 puszczonych w 32 meczach).
- Wypada także dodać, że Pańska drużyna, jako jedna z trzech z Europy obok Juventusu i Manchesteru United została zaproszona do letnich Klubowych Mistrzostw Świata FIFA i zagra w grupie 3. z Meksykańskim Atlasem, Algierskim JS Kabylie i Australijskim Marconi. Czego się Pan spodziewa po tym turnieju?
- To się okaże. Jedziemy tam, aby zaprezentować się jak najlepiej. Będziemy starali się zdobyć ten tytuł, choć może to być niełatwe. Plan minimum to wyjście z grupy. Pokrzyżować go nam może chyba tylko Atlas.
- Dziękuję bardzo za rozmowę.
- Również dziękuję.