Nie jesteś zalogowany! Załóż konto już teraz!

AS Saint Etienne (cz.5)

Zakończył się kolejny sezon piłkarski we Francji i tradycyjnie już, z tej okazji, mamy dla Państwa relację z rozmowy z menadżerem czołowej francuskiej drużyny AS Saint Etienne, panem Tomaszem D.

- Witam Pana. Czy miniony sezon zalicza Pan do udanych?
- Owszem. Był znacznie bardziej udany, niż poprzedni, aczkolwiek mieliśmy apetyt na jeszcze więcej.
- Wydaje się, że u progu sezonu 2005/2006 ustabilizował się skład drużyny. Zmiany w kadrze były bowiem niewielkie.
- Doszło tylko dwóch piłkarzy, ale byli to gracze kluczowi dla drużyny. Odeszło kilku więcej, ale nie były to pierwszoplanowe postacie w zespole.
- Jednak wśród zawodników, którzy odeszli, było kilku takich, którzy we wcześniejszych sezonach mieli ważny wkład w sukcesy drużyny. Uznał Pan, że są już niepotrzebni?
- Zespół cały czas się zmienia. Przychodzą nowi gracze, a skoro tak, to ktoś musi także odejść. Zawodnicy tacy jak Foussemi Diawara [5 sezonów w St-Etienne, 101 meczy, 7 goli, 8 asyst, śr. 6.87], David Hellebuyck [4 sezony, 82 mecze, 19 goli, 6 asyst, śr. 6.85], Moke [4 sezony, 71 meczy, 20 goli, 9 asyst, śr. 7,47], czy Salif Diao [3 sezony, 78 meczy, 9 goli, 9 asyst, śr. 7.00] nie mieliby już miejsca w pierwszej drużynie. W takiej sytuacji lepiej dla nich i dla klubu by odeszli.
- Ale nie zarobił Pan wiele na tych transferach.
- Dlaczego nie? Za Moke Rennes zapłaciło 3 mln euro, Diao do Troyes odszedł za 4.2 mln, Diawara kosztował Valence 550 tys., zaś Hellebuyck odszedł do Bastii za sumę 300 tys. odstępnego. Uważa Pan, że 8 mln euro to niewiele?
- Drużynę opuściło także jeszcze trzech graczy. Mickael Pontal [7 sezonów, 7 meczy, śr. 6.80] znalazł zatrudnienie w Ales, Vincent Hognon [5 sezonów, 17 spotkań, 1 asysta, śr. 6.74] do dziś szuka nowego klubu, podobnie jak Lilian Compan [5 sezonów, 13 spotkań, 1 gol, 1 asysta, śr. 6.77].
- Tak, ale byli to zawodnicy zupełnie bez znaczenia dla oblicza zespołu.
- Pomówmy więc może trochę o tym kto przybył. Dwa nazwiska. Gwiazda i potencjalna gwiazda.
- Hmm, z tą gwiazdą to ma Pan rację. To chyba najbardziej znany w Europie piłkarz St-Etienne. A co do "potencjalnej gwiazdy" to musimy jeszcze poczekać. Na razie jest piłkarzem bardzo dobrym.
- Mowa oczywiście o sprowadzonym za, rekordową dla St-Etienne sumę, 22 mln euro z Deportivo Diego Tristanie, oraz młodym golkiperze Nicolasie Penneteau ściągniętym na prawie Bosmana z Bastii. Tristan z miejsca stał się najdroższym i najlepiej zarabiającym graczem St-Etienne. Ba, razem z Edmilsonem z Lyonu są najlepiej zarabiającymi graczami ligi. Każdy za sezon dostaje 4 mln euro. Stać klub na taką gwiazdę?
- Skoro gra u nas to znaczy, że stać.
- Zobaczmy więc jak prezentował się skład St-Etienne przed tym sezonem:

Bramkarze: Nicolas Penneteau (FRA, 24), Dominique Casagrande (FRA, 34 lat), Jeremie Janot (FRA, 27).
Obrońcy: Assane N`Diaye (SEN, 30, 58/8), Sylvain Distin (FRA, 27), William Gallas (FRA, 27, 31/1), Djimi Traore (FRA, 25), Zoumana Camara (FRA/SEN, 26, 5/1), Stephane Hernandez (FRA, 25), Pierre Wome (CMR, 26, 90/3).
Pomocnicy: Radosław Kałużny (POL, 31, 55/14), Peter Luccin (FRA, 26), Julien Sable (FRA, 24), Joaquin (ESP, 23, 10/0), Tijjani Babangida (NIG, 31, 38/5), Florent Malouda (FRA, 25, 9/0), Frederic Mendy (SEN/FRA, 23, 13/0), Thomas Buffel (BEL, 24, 14/0).
Napastnicy: Diego Tristan (ESP, 29, 11/3), Louis Saha (FRA, 26), Emile Mpenza (BEL, 26, 63/28), Maciej Żurawski (POL, 28, 26/5), Marcelo Gallardo (ARG, 29, 36/11), Patrick Messina (CMR, 20), Remi Bouchet (FRA, 22).

- Sezon rozpoczęliście od tradycyjnego tygodniowego zgrupowania w Portugalii. Pod koniec lipca czekał Was mecz o Trofeum Mistrzów, czyli Superpuchar Francji, z Nantes. Dokładnie rok wcześniej, bez jednego dnia, w tym samym meczu, także z Nantes przegraliście 0:4. Chęć rewanżu była wielka?
- Ogromna. Zawodników nie trzeba było specjalnie motywować. Był to dla nas mecz bardzo prestiżowy - nie z racji pucharu, ale właśnie z racji rewanżu za tamtą porażkę.
- Mecz rozgrywany był w Nantes. To nie ułatwiało Wam zadania?
- Było to dla nas bez różnicy - liczyło się tylko zwycięstwo. Gdy w 3. minucie spotkania Mpenza strzelił bramkę po doskonałym rajdzie lewą stroną Mendy`ego wiedzieliśmy, że tego meczu nie możemy już przegrać.
- Rzeczywiście - pierwsza połowa w całości należała do St-Etienne, co potwierdzają kolejne gole: Mpenzy w 19. i Gallardo w 41. minucie. Jednak druga odsłona meczu, to dominacja Nantes.
- Owszem, prowadząc do przerwy 3:0 za bardzo się cofnęliśmy w drugiej połowie, ale doskonale grała wtedy defensywa, zwłaszcza Hernandez i Penneteau, dzięki czemu przeciwnikowi nie udało się strzelić żadnego gola. Rewanż się udał.
- Długo jednak nie świętowaliście, bowiem czekał Was już na początku sierpnia wyjazd do Włoch na Klubowe Mistrzostwa Świata.
- Byliśmy jedną z trzech, obok Juventusu i Man Utd, drużyn z Europy w tym turnieju. Trafiliśmy do grupy 3. z meksykańskim Atlasem, australijskim Marconi i mistrzem Algierii JS Kabylie.
- Pierwsze spotkanie, z Marconi, było niesamowite. Praktycznie przez całe 90. minut oblegaliście bramkę Australiczyków. St-Etienne oddało 25 strzałów i nie strzeliło żadnego gola.
- To prawda. Strzelaliśmy po wszystkim - słupkach, spojeniach, poprzeczkach, a jak już piłka wpadała do bramki, to wybijał ją doskonale broniący Martin Vella - czwarty bramkarz Marconi, który nawet nie ma podpisanego z klubem profesjonalnego kontraktu.
- Później jednak poszło lepiej. 3:1 z JS Kabylie po dwóch golach Mpenzy i jednym Gallardo oraz taki sam wynik z Atlasem - ponownie strzelali Mpenza i Gallardo, a także Joaquin - dały Wam pewne miejsce w grupie.
- W półfinale trafiliśmy jednak na Manchester United i ulegliśmy 0:2. Znów zatrzymał nas bramkarz - tym razem świetny młodzian Luke Steele.
- W drugim półfinale Atlas, który miał najlepszy bilans z zespołów, które zajęły drugie miejsca w swoich grupach, pokonał Palmeiras i zagrał w finale z Manchesterem United, oczywiście ulegając Anglikom. Wam pozostał mecz o trzecie miejsce z Brazylijczykami.
- To był taki mecz pocieszenia. Chcieliśmy się dobrze pożegnać z turniejem i udało się. Dwa gole Gallardo i bramka Messiny dały nam zwycięstwo 3:0 i trzecie miejsce na Klubowych Mistrzostwach Świata.
- Tytułem króla strzelców turnieju podzielili się Ruud Van Nistelrooy z Man Utd, Vicente Sanchez z Atlasu i Marcelo Gallardo z St-Etienne. Wszyscy strzelili po 4 bramki. Najlepszym graczem mistrzostw wybrano Gaizkę Mendietę z Man Utd.
- Gallardo prezentował się doskonale w tym turnieju. Był chyba najlepszym graczem St-Etienne.
- Zaraz po powrocie do Francji ruszyła liga. W sierpniu rozegraliście 4 spotkania. W inauguracyjnym meczu z Monaco skromne 1:0, a później porażka aż 0:3 z Lille. Co się działo?
- Monaco to bardzo silna drużyna, więc zwycięstwo 1:0 bardzo nas cieszyło. A mecz z Lille był strasznie przypadkowy. Równie dobrze mogło być 3:0 dla nas, bowiem obie drużyny grały dobrze. Zabrakło nam skuteczności i odrobiny szczęścia. Potem jednak było lepiej - zwycięstwa z Guingamp, Bastią i Troyes dały nam miejsce w czołówce tabeli.
- Tymczasem ruszyła liga mistrzów. St-Etienne trafiło do grupy D z Galatasaray, Fulham i... sensacją eliminacji białoruskim BATE Borisov, który wcześniej wyeliminował Hajduk Split i FC Zurich.
- Tegoroczną Champions League zaczęliśmy właśnie od spotkania z Białorusinami. Nie sprawili nam większych problemów i pewnie wygraliśmy 5:1. Tą honorową bramkę dla gości strzelił doskonały pomocnik Irakly Tsigalko.
- BATE było uznawane za outsidera grupy. Przed Wami były teraz prawdziwie ciężkie spotkania. Na wyjazdach z Fulham i Galatasaray.
- Spotkanie z Fulham zakończyło się wynikiem 3:3 i, trzeba przyznać, był to wynik sprawiedliwy. Hat-trickiem popisał się w tym meczu młodziutki Grek Alexandros Papadopoulos - największa gwiazda Fulham i jeden z najbardziej obiecujących napastników świata. Wystarczy wspomnieć, że w 29 meczach reprezentacji strzelił 22 gole. Mecz z Galatą, pomimo czerwonej kartki dla Luccina już w 19. minucie wygraliśmy 1:0 dzięki bramce Mpenzy. To dawało nam dobrą pozycję przed rewanżami, bo z najgroźniejszymi rywalami mieliśmy grać u siebie.
- W lidze w tym czasie nie wiodło Wam się najlepiej. Miała miejsce jakaś "plaga" remisów.
- Tak. Potrafiliśmy pokonać 4:0 Lens grając przez pół meczu w dziesiątkę, a następnie zremisować 1:1 z Metz. Zresztą remisowaliśmy zdecydowanie zbyt często. Podziałem punktów kończyły się mecze z Marsylią, Lyonem, Nantes i PSG. Dopiero zwycięstwa z Amiens 3:1 (hat-trick Sahy), Nice 4:0 i Caen 4:0 (hat-trick Gallardo) pozwoliły nam wyrównać formę.
- Nie przegrywaliście za to, ani we Francji, ani w Europejskich Pucharach. Galatasaray uległ na Stade Geoffroy Guichard 1:4 (2x Mpenza, 2x Joaquin), BATE zebrało za to baty na własnym boisku przegrywając z St-Etienne 1:6. Nie dało Wam rady w rewanżu także Fulham przegrywając 0:2.
- Zagraliśmy tak jak chcieliśmy. Pierwsze miejsce w grupie to był nasz cel i udało się go osiągnąć.
- Losowanie grup drugiej fazy nie było dla Was jednak szczęśliwe. Trafiliście do morderczej grupy z Arsenalem, Barceloną i PSV.
- Wszystkie te zespoły to czołowe drużyny swoich lig, a PSV to przecież obrońca Pucharu Europy. Tutaj nie byliśmy już faworytem.
- Pierwszy mecz na Highbury z Arsenalem to potwierdził. Przegraliście tam aż 1:4.
- Gospodarze zagrali świetne spotkanie. W obronie nie do przejścia był Wes Brown, w pomocy szaleli na skrzydłach Ljungberg i Ludovic Giuly, zaś w ataku świetnie prezentowali się Henry i Wiltord. Po prostu Anglicy mieli swój dzień.
- Swój dzień mieliście za to Wy tydzień później gromiąc na własnym stadionie Barcelonę 3:0.
- Swój dzień to miał wtedy Gallardo. W ogóle w tym sezonie ten 30-latek prezentował wyśmienitą formę. O ile w poprzednim miewałem wątpliwości kto powinien grać w pierwszej jedenastce - Żurawski, czy Gallardo, o tyle w tym sezonie nie było już złudzeń kto jest lepszy. Argentyńczyk strzelał bramkę za bramką, często w ważnych meczach, jak w tym spotkaniu z Barceloną.
- Przed przerwą zimową w tabeli grupy B Ligi Mistrzów prowadził Arsenal z 6 punktami, potem było St-Etienne i Barcelona po 3 i PSV bez punktu. Jak oceniał Pan szansę na dalszy awans?
- Nie graliśmy jeszcze w ogóle z PSV, którego forma była sporą zagadką. Wszystko mogło się jeszcze zdarzyć.
- W lidze tymczasem dość gładko wygrywaliście. Zatrzymało Was dopiero Rennes wygrywając 3:1, a dwa gole strzelił dla gospodarzy Wasz były zawodnik Moke.
- Cóż, to się zdarza. Widać był bardzo zmotywowany do pokazania nam, że zrobiliśmy błąd pozbywając się go, ale ja uważam ciągle, że to nie był błąd.
- Ta porażka nie złamała jednak morale zespołu. Dalej St-Etienne grało wyśmienicie i... doskonale w defensywie.
- Świetnie bronił Penneteau. Po tej porażce z Rennes zachował czyste konto w siedmiu kolejnych spotkaniach, a my wygraliśmy wszystkie te mecze.
- Ulegały Wam wtedy m.in. takie firmy jak Monaco i Auxerre. Dopiero Troyes zdołało Wam strzelić gola i od razu remis 1:1.
- Tak wyszło. Świetnie zagrał słowacki bramkarz Troyes Peter Duris.
- Nie szło Wam za to w krajowych pucharach.
- Może to i dobrze. Mieliśmy mniej spotkań na głowie.
- Z Pucharu Ligi odpadliście już w II rundzie przegrywając 0:2 z Marsylią na własnym stadionie. Z Pucharu Francji w X rundzie wyeliminowała Was Toulouse. Można powiedzieć, że na tym froncie słabiutko.
- Ale walczyliśmy jeszcze na innych frontach - dla nas znacznie ważniejszych. Absolutnym priorytetem było odzyskać tytuł mistrza Francji. Chcieliśmy też przynajmniej powtórzyć sukces z sezonu 2004/2005, kiedy to dotarliśmy do ćwierćfinału Champions League.
- Jednak wiosenne mecze z PSV nie należały do najbardziej udanych.
- Niestety. W dwumeczu z Holendrami liczyliśmy na co najmniej 4 punkty. Udało się zdobyć tylko 2. Najpierw u siebie tylko zremisowaliśmy 1:1, a potem na wyjeździe także remis 2:2. Barcelona grająca wtedy z Arsenalem lepiej na tym wyszła, bo zdobyła trzy punkty. Spadliśmy więc po tych meczach na trzecie miejsce w grupie, a czekały nas bardzo trudne spotkania z Arsenalem i Barcą.
- Jednak przedostatnia kolejka ułożyła się szczęśliwie.
- Tak. Udało nam się pokonać Arsenal na własnym boisku 1:0, dzięki bramce Joaquina. Barcelona przegrała na dodatek w Holandii 1:2 i dzięki temu udało nam się ją wyprzedzić. Wszystko miało rozstrzygnąć się w ostatnim, bezpośrednim spotkaniu. Nam wystarczał remis - Barca musiała wygrać. W walce nie liczyły się już ani Arsenal, który awans miał zapewniony, ani PSV, które nie miało już żadnych szans.
- Mecz w Barcelonie był jednak jednym z Waszych najgorszych spotkań w tym sezonie.
- Niestety. Nie wiem co się stało, ale zagraliśmy słabiutko. Zwłaszcza w defensywie. Traore, który miał pilnować Saviole zagrał tragicznie i młody Argentyńczyk strzelił nam aż 3 bramki. Ostatecznie przegraliśmy 1:4 i odpadliśmy z rywalizacji.
- To nie był jednak najgorszy mecz sezonu?
- Nie był. Gorzej było w lidze. Po zwycięstwie z Lyonem 3:0 i remisie z Marsylią 2:2 czekał nas mecz wyjazdowy z największym rywalem - Nantes. Zwycięstwo nad nimi powiększyłoby naszą przewagę punktową w tabeli do 12 punktów i wtedy tylko jakaś katastrofa mogłaby wydrzeć nam mistrzostwo. Porażka z kolei zmniejszyła by tą przewagę do 6 punktów. Tego dnia na Nantes nie było jednak mocnych. Z tak grającymi gospodarzami przegrałby każdy zespół na świecie. Moi zawodnicy byli na boisku minimalnie słabsi, a rozmiary porażki były maksymalne. Przy każdym golu brakowało niewiele. Jeden krok, pół sekundy, kilka milimetrów aby bramkarz musnął piłkę palcami, ale zawsze zabrakło tego czegoś. Skończyło się na katastrofalnym 0:6. Zarząd był wściekły, ale jeszcze bardziej wściekli byli kibice.
- Mówiło się nawet, że rozważał Pan po tym spotkaniu rezygnację z funkcji menadżera.
- To prawda. Ostatecznie jednak postanowiłem poczekać aż emocje opadną i dopiero podejmować wiążące decyzje.
- Kilka dni później przedstawił Pan swoje stanowisko zarządowi klubu. Jakie ono było?
- Zapowiedziałem, że poprowadzę drużynę do końca sezonu. Jeśli zdobędziemy mistrzostwo pozostanę w klubie. Jeśli nie - umowa będzie rozwiązana. Zarząd zaakceptował to stanowisko.
- Potrząsnął Pan zespołem dość mocno i najbliższe spotkanie z PSG wygraliście 2:0.
- Taki wstrząs był potrzebny. Pomógł nieco, ale morale po tej porażce z Nantes było słabiutkie. Grało nam się bardzo ciężko. Widać to zresztą po wynikach. Remisy ze słabymi drużynami jak 1:1 z Caen, czy 0:0 z Nice nie napawały optymizmem. Nantes grało wspaniale i wyprzedziło nas w tabeli. Na szczęście następne spotkania udało się wygrać - z Amiens 2:1 i z Laval aż 4:0. Tu jednak przyszły dwie porażki. Z Bordeaux 0:1 i Auxerre 2:3, które zepchnęły nas aż na trzecią pozycję w lidze. Remis z Sochaux 1:1 tylko nas jeszcze bardziej pogrążył.
- Na dwie kolejki przed końcem sytuacja w tabeli bardzo się skomplikowała. Nantes też potraciło punkty i liderem zostało Auxerre.
- Auxerre na dwie kolejki przed końcem miało 75 punktów. FC Nantes - 74. St-Etienne - 73. Czwarte PSG miało 69 punktów i już się praktycznie nie liczyło w walce o mistrzostwo. Napięcie było ogromne, ale i determinacja wielka. Przedostatnia kolejka to dla nas spotkanie z zawsze groźnym Rennes. Na jesieni przegraliśmy z nimi 1:3. Teraz musieliśmy wygrać. Tym razem Moke nie dał nam się we znaki, gdyż doskonale wyłączył go z gry Assane N`Diaye. Sable, Wome i Żurawski doskonale zdominowali środek pola, tak, że Rennes praktycznie nie istniało. Broniło się jednak bardzo dobrze i dopiero w 45. minucie świetny rajd lewą stroną Maloudy i dośrodkowanie wprost na głowę Mpenzy dało nam gola. Druga połowa była bardzo podobna. Chcieliśmy podwyższyć wynik, aby jakaś przypadkowa bramka nie odebrała nam zwycięstwa, jednak goście nie dali sobie już nic strzelić. Wygraliśmy 1:0 i oczekiwaliśmy wieści z innych boisk. A te były bardzo pomyślne. Nantes nieoczekiwanie przegrało z walczącym o pozostanie w ekstraklasie FC Metz 1:2, zaś Auxerre tylko zremisowało z Monaco 0:0. W tej sytuacji zrównaliśmy się z Auxerre mając po 76 punktów, zaś trzecie było Nantes z 74 punktami. W tym układzie prowadziliśmy, bowiem mieliśmy lepszy bilans bezpośrednich spotkań z Auxerre. Teraz, w ostatniej kolejce potrzebowaliśmy zwycięstwa, aby nie oglądając się na rywali odzyskać tytuł mistrzowski.
- W ostatniej kolejce Auxerre grało z Guingamp, Nantes z Lens, zaś St-Etienne z Lille.
- Najtrudniejszego rywala miało Nantes. Najłatwiejszego - Auxerre. My przystąpiliśmy do meczu maksymalnie skoncentrowani. Zaczęło się jednak od... gola Vlada Munteanu dla Lille w 15. minucie. W tym momencie mistrzem było Nantes, które od 16. minuty prowadziło z Lens. Na szczęście w 33. minucie świetna indywidualna akcja Gallardo przyniosła nam wyrównanie. W przerwie przekazałem zawodnikom wieści z innych boisk. Nantes wygrywało z Lens i przy naszym remisie było mistrzem. Auxerre zaskakująco przegrywało z Guingamp. Ale była przecież jeszcze druga połowa. Tuż po rozpoczęciu drugiej części gry dotarła do mnie wiadomość o drugim golu dla Nantes. Teraz było już jasne, że nie przegrają oni z Lens. Jeśli chcieliśmy być mistrzem musieliśmy wygrać. I wygraliśmy, a zwycięską bramkę strzelił w 60. minucie Diego Tristan wprawiając w szał radości cały stadion. AS Saint Etienne mistrzem Francji!!! Po raz trzeci w ciągu mojej kariery i ostatnich czterech lat.
- Nantes wygrało z Lens, zaś Auxerre przegrało ostatecznie z Guingamp i końcowa tabela wyglądała następująco:

Miejsce Drużyna Rozegrane Wygrane Remisy Przegrane Zdobyte-stracone P-kty
1st St-Etienne 38 23 10 5 75-32 79
2nd Nantes 38 22 11 5 55-20 77
3rd Auxerre 38 23 7 8 69-45 76
4th PSG 38 21 10 7 66-39 73
5th Lens 38 21 6 11 59-41 69


- Dodać można jeszcze, że do drugiej ligi ostatecznie spadły drużyny Caen, Amiens i Troyes, zaś awans wywalczyły sobie Sedan, Toulouse i Montpellier. W Europie padły także ciekawe rozstrzygnięcia. Puchar Mistrzów wywalczyli gracze Borussi Dortmund pokonując w finale Arsenal 2:0. Puchar UEFA powędrował z kolei do Parmy, która rozgromiła w finale Manchester United 4:0. W lidze belgijskiej triumfował zespół Sint-Truiden, a zeszłoroczny mistrz - Anderlecht był dopiero dziewiąty. W Anglii nie było w tym sezonie mocnych na Sunderland, który na finiszu rozgrywek miał 11 punktów przewagi nad drugim Liverpoolem. Liverpool zresztą spisuje się świetnie. Już bez Jerzego Dudka, który odszedł do Perugii, ale za to z Gianluigi Buffonem. W Niemczech supremację Bayernu Monachium przełamał VfB Stuttgart. Bawarczycy grali w tym sezonie zresztą słabiutko zajmując dopiero dziesiątą lokatę. W Holandii triumfował Feyenoord przed zespołem Vitesse. Słabiutko Ajax, który był dopiero 12. We Włoszech bezapelacyjnie najlepszy był zeszłoroczny wice-mistrz, czyli Milan. Druga Parma traciła do niego 8 punktów. W Polsce Wisła, która w zeszłym sezonie straciła mistrzostwo w ostatniej kolejce na rzecz Groclinu, teraz była dopiero 9., zaś mistrzem została Legia. W Portugalii mistrzem została drużyna Pacos de Ferreira przed Academicą, zaś w Hiszpanii po raz drugi z kolei triumfował Real Madrid przed Barceloną.
- Do listy niespodzianek można dorzucić też słabą postawę Interu - dopiero 8. w Serie A, czy Arsenalu, który był dopiero 14. w Premiership, a przecież grał w tym roku w finale Champions League.
- Wróćmy może do St-Etienne i podsumujmy grę Pańskich zawodników.

L.p. Nazwisko Średnia Mecze Gole Asysty MoM
1 Joaquin 7.88 43 11 9 3
2 Emile Mpenza 7.78 41 27 7 7
3 Diego Tristan 7.77 26 9 5 3
4 Radosław Kałużny 7.49 35 6 5 3
5 Louis Saha 7.40 33 15 5 3
6 Marcelo Gallardo 7.33 30 19 8 6
7 Assane N`Diaye 7.31 48 3 3 2
8 Florent Malouda 7.28 36 0 10 2
9 Frederic Mendy 7.26 21 0 6 1
10 William Gallas 7.24 41 2 6 1
11 Patrick Messina 7.23 13 2 0 0


- Co Pan tutaj może dodać?
- Przede wszystkim muszę pochwalić bramkarza - Nicolasa Penneteau, który zagrał we wszystkich spotkaniach St-Etienne w tym sezonie. Ani raz w bramce nie stał żaden inny bramkarz. W 59 meczach puścił on w sumie 58 bramek i zaliczył średnią ocen 7.56. To doskonały wynik i świetny prognostyk na przyszłość. Trzeba też wspomnieć, że Penneteau i Joaquin zostali wybrani do drużyny roku we Francji, zaś Diego Tristan zajął drugie, a Joaquin trzecie miejsce w plebiscycie na gracza roku wśród graczy.
- Nie można też zapomnieć, że już po raz trzeci został Pan wybrany najlepszym szkoleniowcem we Francji.
- Owszem, to bardzo miłe wyróżnienie.
- A kto wypadł w drużynie najsłabiej?
- Muszę przyznać, że słabo prezentowała się w tym sezonie defensywa. Traore, Hernandez i Distin nie przekroczyli średniej 7.00. Najgorzej jednak grali Thomas Buffel (6.84) i Pierre Wome (6.60).
- Czy to oznacza, że opuszczą oni drużynę?
- Nic jeszcze nie jest przesądzone, ale to niewykluczone.
- Przejdźmy może do drugiego dużego tematu naszej rozmowy. Z początkiem sierpnia 2005 roku, wtedy, gdy St-Etienne brało udział w Klubowych Mistrzostwach Świata został Pan także selekcjonerem reprezentacji Kamerunu. Wszystko odbyło się bardzo szybko, gdyż trwały właśnie wtedy rozgrywki o Puchar Konfederacji. Poprzedni selekcjoner Winfried Schafer został zwolniony po remisie 2:2 z Kolumbią w I meczu grupowym. Pana kandydaturę ogłoszono publicznie już dzień później. Jak to się stało, że tak szybko objął Pan tą reprezentację.
- Nie tak znowu szybko. Oficjalnie faktycznie miało to miejsce już dzień później. Ale proszę nie zapominać, że byłem wtedy z drużyną St-Etienne na turnieju we Włoszech. Drużynę Kamerunu na miejscu doglądał mój asystent Eyenga Essomba. Byliśmy w stałym kontakcie, przekazywałem mu wskazówki, ale w praktyce to on kierował drużyną w Pucharze Konfederacji.
- Korzystał Pan z tych samych zawodników, których powołał były szkoleniowiec?
- Nie było czasu na przebudowywanie drużyny. Takich rzeczy nie robi się w czasie trwania turnieju. Nową drużynę miałem zamiar budować dopiero na zbliżający się Puchar Narodów Afryki.
- W Pucharze Konfederacji tymczasem drużyna pod nadzorem Pana i Pańskiego asystenta pokonała w drugim spotkaniu grupowym Kanadę 2:0 i zremisowała bezbramkowo z Włochami. Którzy zawodnicy byli głównymi autorami tych sukcesów.
- Zapracowała na nie cała drużyna, choć nie da się ukryć, że niektórzy zawodnicy błyszczeli jaśniej niż inni. W całym turnieju doskonale grali zwłaszcza boczni obrońcy, czyli mój podopieczny z St-Etienne Wome oraz gracz Arsenalu Lauren, błyszczał pomocnik Anthony Ballah ze Slavii Praga i napastnik Samuel Eto`o z Mallorci.
- W półfinale nie daliście jednak rady Francji.
- Niestety przegraliśmy 0:2. Mecz o trzecie miejsce z Kolumbią też nie był najlepszy. Walczyliśmy, ale Juan Pablo Angel potwierdził swoją klasę strzelając dwa gole. Ostatecznie przegraliśmy 1:2.
- Był to zawód?
- Owszem. Oczekiwania były większe. Co najmniej trzecie miejsce. Ale cóż - przejąłem drużynę już w czasie trwania turnieju i niewiele można było zrobić. Teraz pozostało przygotować się do Pucharu Narodów Afryki.
- Sprawdził Pan wielu zawodników w trzech meczach towarzyskich, jakie zakontraktowała Federacja Kamerunu. Najpierw wygraliście 1:0 z Tunezją, potem 2:0 z Nigerią, aby w końcu pokonać Zambię 4:0. Forma jak widać rosnąca.
- Nie wiem czy rosnąca, bo trzeba wziąć pod uwagę klasę przeciwnika. No i nie wyniki były w tych meczach najważniejsze. Chodziło o dokonanie dobrej selekcji. Kto się nadaje do reprezentacji.
- I kogo Pan wybrał ostatecznie na turniej?
- Pierwszym bramkarzem był golkiper Tureckiego Bakirsporu Alioum Boukar, zaś jego zmiennikiem zawodnik mistrza Belgii M. Mbeng Jean. W obronie postawiłem na czwórkę Lauren (Arsenal), Rigobert Song (Lorient), Raymond Kalla (Aston Villa), Wome (St-Etienne). W rezerwie byli jeszcze Keita Amadou (Ahlen), Justice Wamfor (AA Gent) i Jean Hugues Ateba Bilayi (Nantes). W pomocy grać mieli Geremi (Auxerre), Eric Djemba-Djemba (Nantes) i po lewej stronie Serge Branco (Frankfurt). Jako zmiennicy jawili się Bertin Tokene (Marseille), Anthony Bellah (Slavia Praga) i Eugene-Claude Ekobo-N`Jom (Laval). Wśród ofensywnych pomocników pewne miejsce miał tylko Samuel Eto`o (Mallorca). O drugą pozycję walczyli Emile Mbamba (Vitesse) i Meyong (Standard Liege). W ataku pewne miejsce miał Pius N`Diefi (Guingamp), zaś jego zmiennikiem był Rudolph Douala (Varzim). Było w kadrze jeszcze kilku zawodników, jednak nie odegrali oni żadnej roli na turnieju.
- W Pucharze Narodów Afryki trafiliście do grupy 3. z Algierią, RPA i Togo. Pierwszy mecz z Togo Kamerun wygrał pewnie 2:0 po golach Geremiego i Djemby-Djemby. Spotkanie z Algierią zakończyło się identycznym wynikiem, a tym razem bramki strzelali Eto`o i Mbamba. Mecz z teoretycznie najsilniejszym rywalem - RPA - był popisem gry Kamerunu. Bramki Branco, N`Diefi`ego i Ateba Bilayi dały Kamerunowi zwycięstwo 3:0. Wygraliście więc grupę nie tracąc nawet gola.
- Dalej również szło nam doskonale. W ćwierćfinale rozgromiliśmy Egipt 4:0 dzięki golom Eto`o, Djemby-Djemby i dwóm trafieniom Mbamby. Równie dobry mecz miał miejsce w półfinale, gdzie pokonaliśmy Maroko 4:1. Tym razem to Eto`o trafił dwukrotnie, a po jednej bramce dorzucili Mbamba i Meyong. W finale trafiliśmy na Nigerię i po zaciętym spotkaniu, mimo dobrej gry przegraliśmy 0:1. Zwycięską bramkę strzelił napastnik Lens John Utaka.
- Po tym meczu podał się Pan do dymisji i zrezygnował z posady selekcjonera. Dlaczego?
- Moim zadaniem było zdobycie Pucharu Narodów Afryki. To się nie udało. Po drugie trudna sytuacja panowała w St-Etienne. Nie chciałem zaniedbać ani klubu, ani reprezentacji, którą teraz trzeba było przygotować do Mistrzostw Świata. Zrezygnowałem więc, ale Kamerun przejął mój asystent Eyenga Essomba. Będę z napięciem obserwował poczynania tej reprezentacji podczas mistrzostw świata.
- Właśnie. Reprezentacja Polski po nie zakwalifikowaniu się do Mistrzostw Europy będzie broniła tytułu Mistrza Świata na mistrzostwach w Niemczech. Przypomnijmy bowiem, że w Korei i Japonii Polacy wywalczyli Mistrzostwo Globu pokonując w finale Kostarykę 2:1. Ostatnie mecze towarzyskie nie napawają jednak optymizmem. Porażki z Niemcami i Rosją i remis z Grecją to nie jest to, czego oczekuje się od mistrzów świata.
- Wierze, że Paweł Janas wie co robi i na mistrzostwach świata Polacy pokażą się z jak najlepszej strony.
- Dziękuję Panu za rozmowę.
- Dziękuję bardzo.
O artykule
Kategoria: Kariery
Podkategoria: CM 01/02
Dodano: 02.03.2008

Liczba wyświetleń: 908

Średnia ocen: 0.00



Komentarze


Z tym materiałem nie są powiązane żadne opinie.



Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany!

© Centrum FM
Mapa serwisu