Droga ku glorii - Racing Club de Lens cz.6
DOPING W LENS?
Francuska 1.Ligue powili wchodzi w decydującą fazę. Wielu ekspertów i fanów zadaje sobie pytanie: "Kto wygra ligę, kto będzie mistrzem?" Wśród fachowców można znaleźć przekonanie, że na finiszu liczą się już tylko zespoły z pierwszej trójki: sensacja tego sezonu Sochaux, równie zaskakującą grę prezentuje drugi zespół: Lens oraz obecny jeszcze mistrz kraju - Lyon. Jednak na ten pasjonujący finisz pada cień związany z rzekomym dopingiem w ekipie polskiego trenera - Piotra Sobczaka. Nasza gazeta przeprowadziła dochodzenie po meczu pucharowym z trzecioligowym Chaterurox. Trener Sobczak dał odpocząć kluczowym zawodnikom i szansę mieli zmiennicy. Po meczu w próbkach moczu dwóch graczy wykryto niedozwolone środki dopingujące. Wiadomo, poziom kontroli był niewystarczający by mieć stu procentową pewność co do winy graczy Lens. Mimo wszystko rzuca to duży cień na bez kompleksowo grającą ekipę z Lens. Może warto przyjrzeć się także innym piłkarzom, może warto zbadać lepiej próbki moczu dwóch podejrzanych? Przed sezonem nikt nie obstawiał podopiecznych Sobczaka w gronie faworytów. Może właśnie niedozwolone środki dopingowe są przyczyną kapitalnej i zaskakującej formy Lens? Sądzę, że jeśli afera się nie wyjaśni, jeśli podejrzani nie zostaną ukarani, bądź też oczyszczeni z wszelkich zarzutów to ewentualne zdobycie przez "żółtych" mistrzostwa kraju będzie stało pod dużym znakiem zapytania oraz pojawi się skandal na ogromną skalę...
Pierre Maxy
Siedziałem w biurze prezesa i oczom niedowierzałem...
- Mam dość... Co ten Maxy wypisuje za brednie - wykrztusiłem po dwukrotnym przeczytaniu artykułu - on chce za wszelką cenę pozbawić nas mistrzostwa!
- Słuchaj Piotr, liczę, że ta sprawa się wyjaśni pozytywnie, porozmawiaj z piłkarzami na temat tego rzekomego "koksowania". Muszą być szczerzy, bo inaczej klub straci bardzo wiele, przede wszystkim zaufanie medialne, a zwłaszcza pieniądze...
- Panie prezesie zrobię wszystko co w mojej mocy, aby rozwikłać kto snuje intrygi wokół Lens. To granda!!!
- Liczę na dyskrecję i delikatność, jeśli jednak to prawda to...
- Niemożliwe - przerwałem zdecydowanie - a może jednak to prawda - zawahałem się
- Cóż, w interesie nas obu jest poznanie prawdy - rzekł szef
- Jasne, ale sądzę, że mistrzostwo nie rozegra się tylko na boisku...
Sprawa nabrała dużego rozgłosu, media trąbiły o nowych przekrętach i skandalach. W lidze nagle ni stąd, ni zowąd kluby walczące o utrzymanie wygrywały z zespołami z czołówki. Musieliśmy za wszelką cenę odciąć się od afer. Próbowałem dojść kto wchodzi w skład podejrzanej dwójki. Musiałem działać. Po jednym z treningów zadzwoniła moja komórka.
- Zombert cześć to ja, Matti. Mam informacje, które mogą Ci się przydać.
- Matti witam, spadłeś mi z nieba, mów słucham.
- Moi znajomi mocno zainteresowali się sprawą rzekomego "koksu". Jeszcze przed wyjściem sprawy na jaw, podczas waszego meczu w Pucharze Francji nasz człowiek znalazł na trybunach znajomego francuskiego fachowca od środków wspomagających. Korzystając z okazji doktorek wyjawił nam prawdę o kontrolach przed spotkaniami w ramach mniej prestiżowych rozgrywek jakimi są na przykład gry właśnie o Puchar Francji. Wyznał, że warunki w jakich pracują eksperci oraz warunki pobierania próbek są urągające. Bez problemu do moczu zawodników może dostać się jakiś "syf". A teraz słuchaj coś jeszcze ciekawszego, gość dał nam namiary na doktora z Nimes, który ma dowody na branie łapówek przez transportujących próbki do ośrodka badań. Wystarczy kilka tysięcy euro i masz dostęp do moczu zawodników, możesz mu wsypać co chcesz...
- Matti ratujesz nam skórę, dzięki prześlij mi jeszcze jak możesz zapis rozmowy z tym doktorkiem, przecież na przykład jakiś koleżka Maxy`ego, a nawet sam żurnalista z Paryża mógł coś dosypać.
- Niewykluczone, mam jeszcze coś, po waszym następnym meczu Paris Sport szykuje artykuł, w którym poda nazwiska podejrzanych... mamy zaufany cynk, że są to Abdoulaye Diagne - Faye i genialnie ostatnio grający Oliver Thomert.
Przed meczem z Metz w naszej jedenastce zaszła zmiana. Nie wystawiłem Thomerta, mimo, że szczerze z nim porozmawiałem. Przyrzekł mi, że nie bierze koksu. Uwierzyłem mu, jednak wolałem nie ryzykować. Wbrew pozorom większy był problem z Diagne - Faye. Wielce prawdopodobne było, że chłopak, który nie znalazł w moich oczach uznania, przesiadywał ciągle na ławce mógł się jakoś wspomagać. Według mnie była też druga strona medalu. Jeśli nawet Abdoulaye coś łykał to nie można oskarżać całej drużyny i karać całej ekipy za występki kopacza, który grał zaledwie kilkanaście minut w sezonie...
Na lewą flankę przesunąłem Kristiansena, a na prawą stronę wskoczył Charles Coridon.
Nie graliśmy dobrze, dużo niedokładności, fauli, zespół Metz stawiał dość silny opór. Na szczęście tuż po rozpoczęciu drugiej odsłony Coridon płasko dośrodkował piłkę, a obrońca gości tak niefortunnie interweniował, że futbolówka zatrzepotała w siatce. Ciężko wywalczone trzy punkty...
Na kolejny mecz wybieramy się do Paryża, trudne spotkanie z lokalnym PSG.
Na konferencji prasowej pytany o sprawę z dopingiem zacząłem szybko przedstawiać warunki pracy lekarzy oraz sposób transportu. Następnego dnia z czołówek gazet krzyczały nagłówki "Sobczak oskarża, Lens zwycięża", "Nowe oblicze badań antydopingowych"
Właśnie w atmosferze zawieruchy medialnej, my wyjeżdżaliśmy do Paryża. Stało się to czego się obawiałem najbardziej. Nadszedł kryzys formy... Na pewno zmęczenie sezonem powoli dawało się we znaki, do tego doszły skandale i wszystko dało w rezultacie żałosne widowisko jakie Lens stworzyło z PSG. Już po czterech minutach po pięknej szybkiej akcji lewym skrzydłem Sorin pokonuje Itandje. Przez następne 86 minut przeciwnik nie schodził z naszej połowy boiska, aż dziw bierze, że gospodarze zaaplikowali nam tylko jedną bramkę. Klasę sam dla siebie w tym meczu był nasz bramkarz - Itandje.
Mając 21 lat chłopak emanował stoickim spokojem, obdarzony jest przy tym fenomenalnym refleksem, jest również niesamowicie gibki i zwinny. Wyprzedzając może wydarzenia wyjawię, że w późniejszych czasach to on właśnie dostawał powołania na reprezentacyjne mecze Trójkolorowych.
Jedyną rzeczą, która mnie ogromnie cieszyła to fakt, iż przeprowadzono wreszcie dokładne profesjonalne badania na WSZYSTKICH, bez wyjątku graczach Lens. U żadnego nie stwierdzono niedozwolonych substancji w organizmie, co więcej wykluczono także by ktokolwiek łykał "coś" wcześniej.
Tak więc afera zakończyła się szybciej niż się zaczęła. Miałem nadzieję, że to już koniec kładzenia kłód pod nogi maszerującego po ostateczny triumf Racingu.
Jak się okazało nie tylko my przezywaliśmy kryzysy, zespół lidera - Sochaux nagle nie mógł sobie poradzić z zdecydowanie gorszymy rywalami. Niespodziewanie drużyny walczące o utrzymanie pokonywały znacznie mocniejszych rywali. Niestety my także doświadczyliśmy ciężkich przepraw z outsiderami.
Naszym świętym obowiązkiem było pokonanie w następnym meczu Guingamp, tym bardziej, że do zespołu wrócił Thomert. Byliśmy również gospodarzami. Na nasze nieszczęście kryzys nie przeszedł, waliliśmy jak głową w mur w skomasowaną obronę przeciwnika. Remis, a co najgorsze słabiutka forma...
Wyjazd do Strasbourga był naszym ostatnim sprawdzianem przed ostatecznymi bataliami z Monaco, a potem jeszcze trudniejszą przeprawą z Sochaux.
Zaczęło się dobrze, bo już w pierwszej minucie z drugiej linii ładnie na piłkę nabiegł Cheyrou i pokonał bramkarza gości. Niestety później ogarnęło nas rozprężenie i efektem braku koncentracji była szybko stracona bramka, bo już po czterech minutach. Po przerwie piłkarze chyba jeszcze nie wyszli myślami z szatni i Strasboug objął prowadzenie. Na szczęście zaczątek genialnej dyspozycji pokazał Utaka, doprowadzając do wyrównania na dziesięć minut przed końcowym gwizdkiem arbitra.
W ekipie pełna mobilizacja, szkoda, iż Moreira nie jest tak skuteczny jak na początku sezonu, ważne przynajmniej są jego genialne krótkie podania do Utaki, który teraz przejął pałeczkę super snajpera Lens.
Swój nieprzeciętny talent pokazał w meczu z Monaco, wyjeżdżaliśmy do księstwa w umiarkowanych nastrojach.
Komplet publiczności, książę Monaco w loży honorowej, na ławce trenerskiej drużyny z księstwa mistrz świata i mistrz Europy - Didier Deschamps. Już po pierwszym kwadransie widać było, że czeka nas cudowne widowisko. Niestety już w 17. minucie Adebayour pokonuje Itandje, naszą odpowiedzią było wyrównanie Utaki po pięknej solowej akcji, na kolejnego gola kibice czekali do 70. minuty, kiedy to znów Utaka wykorzystał dokładne dośrodkowanie Kristiansena kierując piłkę do siatki głową, teraz to Monaco przejęło inicjatywę, na szczęście tuż przed końcem spotkania wybitną kontrę wyprowadził Moreira, dokładanie wypuścił Utakę sam na sam z Romą, następnie na pełnej szybkości Nigeryjczyk minął bramkarza gospodarzy i z najbliższej odległości skierował piłkę do pustej bramki. Monaco 1:3 Lens!!! Utaka bohaterem!!!
Prasa piała z zachwytu, bardzo chwalono styl w jakimś odprawiliśmy ekipę z księstwa.
Sam zdecydowałem, że na mecz z liderem wystawię taką samą jedenastkę, w końcu jak coś dobrze funkcjonuje, to należy nie poprawiać.
Na Stade Felixa Bollaerta, podobnie jak na spotkaniu z Lyonem nadkomplet publiczności, atmosfera wielkiego święta piłkarskiego, flagi, serpentyny, chóralne śpiewy, a przede wszystkim mocny, niezwyciężony doping. Nie ukrywam, że przydał się niezmiernie.
Na początku byliśmy troszeczkę spięci, jednak w momencie zdobycia pierwszej bramki przez Moreiry zdenerwowanie ustąpiło. Sochaux nie było w stanie zatrzymać niesionych dopingiem moich podopiecznych. Wreszcie bezradnych gości w 84. minucie dobił genialnie ostatnio dysponowany Utaka. Po meczu ogromna fiesta, fani razem z graczami stworzyli jedno z najpiękniejszych widowisk jakie w swoim życiu widziałem. Byłem dumny, że brałem w nim udział...
Nasza strata do nadal liderującego Sochaux stopniała tylko do jednego punktu. Do końca sezonu jeszcze tylko cztery kolejki...
My gramy z Toulouse (Wyjazd), Rennes (Dom), Montpellier (Wyjazd), Ajaccio (Dom). Natomiast Sochaux: Metz (Dom), Nantes (Wyjazd), Le Mans (Dom), Lyon (Wyjazd). Tak więc walczyliśmy do końca, liczyliśmy przede wszystkim na potknięcia lidera w meczach z Nantes i Lyonem.
Kolejnym spotkaniem była gra z zawsze niewygodnym rywalem, jakim jest Toulouse. Po pół godzinie gry było 1:1, dla nas trafił Utaka, a dla gospodarzy gola strzelił Faure. W drugiej połowie przypuściliśmy mocną ofensywę, po raz drugi cieszył się Utaka, a później Thomert (59. minuta). Gdy wydawało się, że wywieziemy z trudnego terenu trzy punkty stała się tragedia. Akpa-Akpo pogrążył nas w 86. min i wyrównał sto dwadzieścia sekund później. Byłem rozżalony, zły. Wymknęły nam się dwa ważne punkty, ale przecież nikt nigdy nie mówił, że piłka nożna jest grą sprawiedliwą, o tym przekonało się już wielu rozpoczynając na Złotej Jedenastce Kazimierza Górskiego z 1974 roku (kiedy mecz z Niemcami toczyliśmy w katastroficznych warunkach pogodowych), po przez piękne EURO 1996 w wykonaniu Anglii, która powinna wygrać tą imprezę (przegrali po serii jedenastek w półfinale z późniejszymi triumfatorami - Niemcami), kończąc na Bayernie Monachium (cudowny finisz Czerwonych Diabłów z Manchesteru na Camp Nou w finale Ligi Mistrzów). Ku zaskoczeniu wszystkich Sochaux tylko remisuje z Metz 0:0. Jednak szczęście chociaż trochę nam sprzyja.
Kolejne spotkanie to łatwa przeprawa z Rennes, dwie bramki Thomerta (54 min i 70). Sochaux także łatwo pokonuje Nantes, idziemy łeb w łeb, do końca jeszcze tylko dwie kolejki.
Następnym mecz to prawdziwy horror, już po pół godzinie gry gwiazda Montpellier - Moke wyprowadza gości na prowadzenie. Do nas dochodzą mało korzystne wieści, a mianowicie Sochaux remisuje z Le Mans, czyli jeśli przegramy będziemy tracić już dwa punkty przed ostatnią kolejką. Na nasze szczęście, rzutem na taśmę, Thomert strzela gola (doliczony czas gry) i wracamy naprawdę z dalekiej podróży. W szatni wielka ulga, wszystko wyjaśni się w ostatniej kolejce.
Na nasze szczęście Lyon musi się postarać ponieważ jeśli doznają porażki, to Monaco może wskoczyć na ich miejsce.
Przyznam się szczerze, że nie miałem obaw co do naszego spotkania z Ajaccio. Ach, historia zatacza koła, przecież to właśnie mecz z korsykańskim teamem był moim debiutem we francuskiej lidze.
Nie wiem czemu, ale miałem dziwne przeczucie, że będzie dzień ostatecznego triumfu Lens...
Nie minęło wiele minut, konkretnie siedem, a Stade Felixa Bollaerta wybuchł euforią. Za golem Moreiry posypały się kolejne. Właściwie na boisku błyszczał potem tylko jeden zawodnik. Utaka, bo to o nim mowa pokonuje bramkarza rywali odpowiednio w 35, 54, 82 i 87 minucie. Szał radości na trybunach, na tablicy świetlnej napis: Lens 5:0 Ajaccio, a po chwili na dole wyświetlił się kolejny rezultat: Lyon 2:0 Sochaux...
Racing Club de Lens Mistrzem Francji 2004!!!
Nikt już nie dbał o nic, na murawę wlała się żółto - czerwona plama złożona z rezerwowych, trenerów, fizjoterapeutów oraz wbiegłem ja...
Wszyscy razem cieszyliśmy się, niektórzy skakali, skandowali razem z uradowanymi fanami "VIVA LENS", jeszcze inni płakali ze szczęścia jak bobry. Sam byłem jednym z nich, kiedy cała drużyna porwała mnie na swoje plecy i zaczęła mną podrzucać byłem przekonany, że jest to jedna z najpiękniejszych i najwspanialszych chwil w moim życiu.
Wreszcie gdy cała ekipa zgromadziła się na ogromnym podium, a Moreira uniósł trofeum ku niebiosom, wśród gromkich bram, zdawałem sobie sprawę, że moje marzenia, sny wreszcie się urzeczywistniają.
Następnie wszyscy wsiedliśmy do ogromnego busa dzięki, któremu przedostaliśmy się na rynek. Tam odbyły się cudowne fajerwerki, w tle brzmiał utwór Vangelisa - Chariots of Fire, ja przyglądając się tym ludziom - naszym wiernym na dobre i na złe kibicom, wiedziałem, że ich nie zawiodłem, czułem się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie...
Co się stanie w kolejnych odsłonach? Sami zobaczycie...