Nie jesteś zalogowany! Załóż konto już teraz!

Union Berlin 2000-01 (cz.1a)

W Niemczech kończyłem właśnie szkołę trenerską. Gazety w Berlinie natomiast szumiały o konflikcie w miejscowym klubie 1.FC Union Berlin. A co wiąże mnie, młodego trenera jeszcze z gorącym dyplomem z tą sytuacją. Otóż postanowiłem spróbować swoich sił w tym zespole. Tak to właśnie rozpoczęła się moja przygoda w lidze niemieckiej.
Union grał w lidze regionalnej (grupa północna). Choć jak młody trener nie miałem doświadczenie w samodzielnym prowadzeniu profesjonalnego klubu obiecałem sobie, że w przyszłym sezonie mieszkańcy będą mogli świętować awans do II ligi. Zarząd powierzył mi zespół pod warunkiem zajęcia przyzwoitej pozycji na zakończenie rozgrywek.

Na pierwszym treningu pojawiłem się 15 czerwca 2000 roku. Moi trenerzy zapoznali mnie dokładnie z drużyną i z jej potencjalnymi gwiazdami. Przyjrzałem się im dokładnie byli to: Zafirov (środkowy obrońca), Djurkovic (napastnik) i Tschiedel (stoper). Pierwszy trening był prowadzony pod kątem "rozpoznania" zawodników. Przeprowadziłem rozmowy ze wszystkimi piłkarzami, a 2 godziny lekkiego rozruchu i gry w "dziada" dały mi obraz mojego zespołu. Pod moją wodzą znaleźli się:
BRAMKARZE:
- Sven Beuckert - 26-latek. Prezentuje się nieźle. Powinien dostać swoją szansę.
- Kay Wehner - doświadczony bramkarz. Posiada świetne umiejętności jak na ligę regionalną. Chyba pierwszy GK.
- Robert Wulnikowski - sądzę, że dwa lata ostrego treningu może zrobić z niego przyzwoitego gracza.
- Rene Finger - 21-letni zawodnik. Co do niego to nie wiem. Zresztą już zainteresowana jest nim Fortuna Köln.

OBROŃCY:
- Jens Tschiedel - potencjalna gwiazda. Bezsprzecznie pierwsza "11".
- Tom Persich - prawy obrońca. Przyzwoite statystyki. Długo związany z klubem.
- Gert Müller - 22-letni środkowy obrońca. Trochę treningu i kto wie.
- Adalbert Zafirov - kolejna gwiazda. 30-letni Bułgar. Występy w CSKA Sofia.
- Ingolf Schneider - taki sobie. Ale blisko 36 lat i raczej czeka go lista transferowa.
- Daniel Ernemann - prezentuje się przyzwoicie. 24 lata i występy w drużynie amatorów Bayernu Monachium.
- Hristo Koilov - Bułgar. Defensywny pomocnika, ale już prawie 37 lat (lista transferowa).
- Marko Tredup - cienki. Słabe statsy choć grał przez 4 sezony w TeBe Berlin.
- Manuel Benthin - zapowiada się dobrze. Młody i uzdolniony.
- Jens-Uwe Zöphel - z pewnością podstawowy zawodnik. Świetna dyspozycja.

POMOCNICY:
- Christian Fährmann - trudno powiedzieć. Muszę się jeszcze jemu przyjrzeć.
- Steffen Menze - kolejny zawodnik starszej daty. Raczej zmiennik.
- Ronny Nikol - 26-letni pomocnik. Chyba pewniak na ławę.
- Aidas Preiksaitis - 30 lat. Niestety słaby (lista transferowa).
- Chibuike Okeke - perełka z Nigerii. Wielki zapał i umiejętności.
- Jini Balcarek - zawodnik rodem z Czech. Prezentuje się nieźle.
- Michael Zechner - dobrze rozwinięte umiejętności strzelecki. Jeśli będzie sumiennie trenował, to powinien grać.
- Konstantin Ognjanovic - bardzo leniwy. Ma możliwości, ale słabo się rozwija.
- Levente Bozsik- coś jak Okeke. Dopiero 20 lat i dobre predyspozycje.
- Goerge Froese - młoda nadzieja Niemiec. Powinien się "wyrobić".

NAPASTNICY:
- Harun Isa - niezły Albańczyk. Jednak 31 lat i słaba kondycja. Może będzie wchodził.
- Bozo Durkovic - słaby. 28 lat i brak perspektyw.
- Dian Popov - narazie średnio. Jednak wieżę w jego rozwój piłkarski.
- Bozo Djurkovic - gwiazda ataku. Pewniak do gry.

Skład prezentował się dobrze. Ale wzmocnienia były konieczne, zwłaszcza w linii pomocy, gdzie potrzebowałem 4 równych zawodników. Przejrzałem także mój staff. Tutaj byłem mile zaskoczony. Jak na regionalny klub 3 fizjoterapeutów, 4 scoutów i 5 trenerów to duża grupa. Niestety mój klub opuścili Uwe Freund i Ivan Tischanski. Na ich miejsce zatrudniłem: Jorgena Tidemanda, Paula Ashworta i Valdira de Moraesa.
Kolejnym krokiem było wzmocnienie drużyny. Szef Heiner Bertran "ofiarował" mi 16 000 dolarów. Dużo to nie było, więc postanowiłem się rozejrzeć za zawodnikami bez pracy. Propozycję złożyłem kilkunastu piłkarzom. Moje warunki przyjęli:
- Imed Ben Younes - będzie partnerem Djurkovica w ataku.
- Wojciech Kowalczyk - chyba nie trzeba przedstawiać. Słabe statystyki, ale ciąg na bramkę mu pozostał.
- Carlos Roberto Bobadilla - dobry prawoskrzydłowy. Podstawowy skład.
- Ibrahim Ba - nowa gwiazda. Jego historia powinna budzić strach w niejednym przeciwniku (grał w Bordeaux, Milanie).

Po podpisaniu nowych kontraktów z kilkoma zawodnikami, załatwieniu formalności w klubie mogłem powoli przygotowywać się do ligowego debiutu. Trochę przejąłem się sytuacją w drużynie. Koilov, Zafirov, Popov nie mogli się zaaklimatyzować po przyjeździe do Niemiec, a Ognjanovic tęsknił za ojczyzną. Miałem nadzieję, że jednak uda im się "rozegrać".
Ten cały zamęt związany z klubem, transferami spowodował, że nie rozegrałem spotkań sparingowych. Bałem się jak wypadną w pierwszy meczu rundy. Jednak 30 lipca nadszedł ten moment i pierwszy mecz sezonu.

Początek sezonu

Pierwszy mecz sezonu 2000/01 miałem rozegrać na wyjeździe z Lübeck. Postanowiłem zagrać ustawieniem 4-4-2, z jednym ofensywnym zawodnikiem wchodzącym pomiędzy napastników. Moi podopieczni wybiegli w składzie:
GK - Wehner
DL - Zöphel
DC - Zafirov
DC - Tschiedel
DR - Persich
MC - Zechner
MC - Okeke
MC - Bobadilla
AMC - Ba
FC - Ben Younes
FC - Djurkovic
KAPITAN: Tschiedel RZUTY ROŻNE I WOLNE: Ba KARNE: Ben Younes

Mecz rozpoczął się od huraganowych ataków Unionu. Już w 5 minucie Okeke przechwytuje piłkę i strzela nie do obrony. Gra uspokoiła się na kilkanaście minut. Jednak w 39 minucie Zechner strzelił z 25 metrów, a piłka ugrzęzła w okienku bramki gospodarzy. Świetnym podaniem popisał się Zöphel. Do przerwy wynik nie uległ zmianie. Drugie 45 minut do ogromna przewaga moich zawodników. Jednak to gospodarze za sprawą Kuliga zdobyli kontaktową bramkę w 54 minucie. Później już tylko grał mój zespół. Choć mecz zakończył się wynikiem 2:1, to cieszyło mnie to bardzo. Mieliśmy 14 celnych strzałów (gdyby napastnicy wykorzystali choć jedną akcję, mieli ich 7), a zespół zagrał świetnie.

Teraz ze spokojem mogłem czekać na mecz z Wattenscheid. Zdenerwowała mnie miesięczna kontuzja Persicha (skręcona kostka), którego zastąpił Benthin. Początek znów należał do mnie. Atakowałem całym zespołem. Niestety już w 6 minucie w zderzeniu z przeciwnikiem kontuzji nabawił sie Tschiedel (również miesiąc bez treningu). Kolejne minuty upływały pod znakiem mojej dominacji. Udał się to udokumentować dopiero w 45 minucie po golu Ben Younesa. Wykorzystał dośrodkowanie Zechnera i strzałem z woleja pokonał Jacoba. Druga połowa to popisy moich podopiecznych. Sztuczki techniczne Ba i Younesa oczarowały blisko 13 tysięcy widzów. Szkoda tylko wielu zmarnowanych sytuacji, ale 3 punkty i tak dały mi 3 miejsce.

W meczu o Puchar Ligi zwyciężył Bayer Leverkusen wygrywając z Kaiserslautern 1:0. Mnie czekał teraz wyjazdowy mecz z wiceliderem Braunschweig. Spotkanie bardzo ważne, a mi posypała się obrona. Do kontuzjowanych Tschiedla i Persicha dołączył Zöphel. Gospodarze zaczęli odważnie i już w 8 minucie Yenaya rozmontował moją obronę i było 1:0. Kolejne minuty to zwiększająca się przewaga Braunschweig. W 36 minucie nastąpił przełom. Piękną akcję całego zespołu zakończył Djurkovic. Chwilę później było już 2:1 dla mnie. Solowa akcja Ibrahima Ba przyniosła bramkę. W przerwie kilka drobnych uwag i zespół złapał dobry rytm. Sukces zwięczył gol Bobadilli w 61 minucie ustalając wynik na 3:1. Świetny występ zanotował Ba. Bramka i asysta dała mu 9 i MoM.

Tydzień minął spokojnie. Lekarze poinformowali mnie o powrocie do zdrowia Persicha. A ja czekałem na 4 kolejkę i mecz na Alte Försterei (mój stadion mający 22500 tysiąca miejsc, niestety tylko 2500 siedzących). Szturm bramki rywala przyniósł sukces już w 6 minucie. Po rzucie wolnym Tredupa piłkę dobił Zechner. Mecz uspokoił się. Jednak moi zawodnicy kontrowali sytuację, której następstwem była bramka Djurkovica w 31 minucie (asysta Okeke). Gości było stać tylko na jedną bramkę. Zdobył ją w 39 minucie Scharping. W szatni powiedziałem chłopakom, żeby trochę odpuścili. Czułem, że mamy wygrany mecz. Kolejna bramka Djurkovica i trafienie w ostatnich minutach wprowadzonego wcześniej Kowalczyka dało nam pewne 4:1. Szkoda tylko kolejnej kontuzji. Boisko musiał opuścić Ernemann (kolejny obrońca). Zarząd był zadowolona, a ja czekałem na środowe spotkanie z amatorami Werderu.

Powoli do zdrowia wracał również Zöphel. Doszło także do transferu Piotra Frankowskiego do holenderskiego Utrechtu (ciekawe ja będzie się spisywał). W spotkaniu z Werderem wystąpił Koilov (zmusiły mnie do tego kłopoty kadrowe - jego występ to: nota 5 i żółta kartka). Obawiałem się tego meczu. Nie myliłem się. Choć początek wskazywał inaczej. Przewaga i piękny gol Ba z wolnego. Jednak druga odsłona była bardzo wyrównana. Gol Batrha dał gospodarzom wyrównanie. Wtedy też boisko opuścili Okeke (nota 5) i Djurkovic. Zmiennicy okazali się świetni. Menze już podczas pierwszego kontaktu z piłką obsłużył dokładnie Ba. Ten natomiast przebiegł 30 metrów i wyłożył piłkę dla Younesa. Młody Tunezyjczyk bez problemu umieścił piłkę w siatce. Po 57 minutach 2:1 dla Unionu. Również kolejna zmiana była owocna. Słabo grającego dziś Bobadille zmienił Bozsik. Właśnie on dokładnym dośrodkowaniem umożliwił Zechnerowi zdobycie kolejnej bramki. Z Breme wywiozłem cenne 3 punkty. Dawało mi to oczywiście pierwsze miejsce. Cieszył także kolejny świetny występ Ibrahima Ba. Kalendarz przewidywał teraz 18 dni wolnego. Miałem nadzieję na powrót do gry kontuzjowanych zawodników.

Ta dłuższa przerwa wpłynęła korzystnie na moich piłkarzy. Odpoczęli trochę. A było przed czym. 6 kolejka przydzieliła mi Uerdingen - zajmujący 2 lokatę. Odbyły się także rewanże 3 rundy Ligi Mistrzów. Polonia odpadła w dwumeczu z Porto (1:2). Za to Superpuchar Europy zdobyli gracze Galatasaray pokonując w rzutach karnych Real Madryt. W trakcie tej "przerwy" dołączył do mnie Ilija Stolica, obiecujący 22-latek z Jugosławii. W meczach eliminacyjnych MŚ Polacy zremisowali bezbramkowo z Ukrainą.

Nadszedł dzień meczu z Uerdnigen. Do drużyny wrócili po kontuzjach Persicha, Zöphel. Brakowało jeszcze tylko Tschiedla. Ale obrona wyglądała już przyzwoicie. Postanowiłem także dać szansę dla Stolicy. Narazie usiadł na ławce rezerwowych. Gospodarze zagrali ofensywnie. Od początku ich ataki kończyły się jednak albo na obrońcach, albo świetnie bronił Wehner. Mecz ustawiły dwa gole Ben Younesa. Świetnie zaczynają się rozumieć z Djurkovicem, który zaliczył 2 asysty. Zagrał również Stolica. Jednak przez 35 minut nie pokazał nic godnego uwagi. Druga połowa minęła spokojnie. Dowiozłem do końca 2:0 i mogłem się cieszyć z 6 wygranej. Niestety znów kontuzja obrońcy popsuła mi szyki. Tym razem na zwolnienie musiał udać się Benthin.

Spotkania z 14 Münster nie obawiałem się. Byłem pewny umiejętności swoich podopiecznych. Tuż przed meczem na tydzień "wypadł" Persich (szkoda mi go. Gra całkiem dobrze, ale te kontuzje). Do składu powrócił Tschiedel. Ponad 12000 widzów patrzyło z niedowierzaniem. Union zmarnował 5 "setek". W przerwie nie obyło się bez ostrych słów. Dwie żółte kartki i 0 bramek, co to ma być. Chłopcy mobilizowali się jak mogli. Nie zmieniałem narazie nic. Pierwsze minuty drugiej połowy to prawdziwy "nalot". Ale ani: Ben Younes, Ba czy Bobadilla nie mogli znaleźć sposobu na Melka. Dopiero wejście Bozsika zmieniło obraz gry. Jego akcja z Zechlerem dała bramkę w 69 minucie, jak się później okazało jedyną. Niestety Stolica znowu nic nie pokazał. Świetnie za to zagrał Wehner. Staje się powoli najlepszym bramkarzem rozgrywek.

Następne dwa mecze grałem z przeciętnymi zespołami. Wyjazd do RW Essen miał umocnić mnie na pozycji lidera. Pojechałem w najsilniejszym składzie. Wreszcie gazety powoli zaczęły dostrzegać moje sukcesy. Na pierwszy ogień poszedł Ben Younes. Oczywiście wyraziłem się jak najbardziej pochlebnie o jego grze. Mecz rozpoczął się zgodnie z oczekiwaniami. Pierwszy kwadrans i 2:0. Najpierw rzut wolny Ba i dobitka Ben Younesa, a potem świetne wrzutka Djurkovica i Ben Younes płaskim strzałem daje nam 2:0. Odwdzięczył się za moją wypowiedź w prasie. Do przerwy wynik nie uległ zmianie. 57 minuta. Piłkę ustawia Ibrahim Ba. Wolny z odległości 35 metrów. Strzela i... GOL. Ta bramka kończyła praktycznie mecz. Ale moi "kopacze" nie mieli zamiaru odpuszczać. Kolejne ataki przyniosły sukces w 85 minucie. Na listę strzelców wpisał się Zechner (to już jego 5 bramka). Nie mogę pominąć Wehnera, który już od 303 minut jest niepokonany. Moja passa trwała już 8 spotkań.

Za to mecz u siebie z Fortuną Köln... zremisowałem. Wszystko za sprawą golkipera gości - Petera Martina, który zaliczył 9 i MoM. Spotkanie rozpoczęło się zgodnie z założeniami taktycznymi. Szybkie, składne akcje przyniosły skutek już w 6 minucie. Zamieszanie pod bramką gości wykorzystał Zechner i prowadziłem 1:0. Z minuty na minutę przewaga rosła. Do przerwy wynik utrzymał się. Byłem pewny kolejnych bramek, dlatego dałem odpocząć Bobadilli i Djurkovicovi. Niestety w 78 minucie błąd Wehnera wykorzystał Caruso i było 1:1. Wprowadzenie Stolicy też nic nie dało (choć wkońcu zagrał dobrze) i straciłem pierwsze punkty w rozgrywkach ligowych. Jednak porażki rywali z góry tabeli i tak dawały mi pięciopunktową przewagę. Zaraz po meczu z Fortuną, w rozgłośni radiowej pojawiły się pierwsze słuchy o możliwości awansu mojego zespołu. Odezwał się również zarząd. Pochwalili mnie za dotychczasową pracę. Na oficjalnej stronie zespołu Union Berlin zapytano mnie w wywiadzie o Ben Younesa. Pochwaliłem go za przydatność do zespołu. Również pracowitość i poświęcenie.

Środa była dniem odrabiania zaległości. Do Berlina przyjechała jedenastka Sachsen Leipzig. Mecz rozpoczął się świetnie. 9 minuta. Rzut rożny wykonuje Ba, dokładnie dogrywa i Okeke głową zdobywa prowadzenie. Na trybunach chóralne śpiewy. 15 minuta przepiękna akcja zakończona niecelnym strzałem Ba, niestety tak niefortunnie uderzył piłkę, że naciągnął mięsień (na szczęście będzie pauzował tylko tydzień). Jednak już 17 minuta przyniosła drugą bramkę. Akcję zapoczątkował Stolica (zmienił Ba). A dwójkowe rozegranie Djurkovica z Ben Younesem zakończył ten drugi. Kolejne minuty to przygniatająca przewaga. W 29 minucie solowa akcja Younesa. Mija dwóch przeciwników jednak nie ma miejsca na oddanie strzału, podaje do Bobadilli, który takich okazji nie marnuje. Do przerwy 3:0. Druga odsłona to dużo słabsze widowisko. Nadzieję dla gości przywrócił Schönberg w 69 minucie. Jednak kolejne ataki przyjezdnych nie przyniosły skutku. Za to w doliczonym czasie gry wynik ustalił dobijając strzał Zechnera Djurkovic. 12 tysięcy kibiców oklaskiwało mój zespól na stojąco, dziękują za piękną grę. Ja oczywiście także się cieszyłem z kolejnych punktów.

Jedenastodniowa przerwa przed meczem z ostatnim w lidze Verl była czasem refleksji i odpoczynku. Dzięki swoim dobrym występom w klubie powołanie do kadry otrzymał Bobadilla, reprezentujący Urugwaj. Polacy w drugim meczu eliminacji wygrali z Białorusią 2:0 (Juskowiak i Bałuszyński) i polegli w obecności 70000 widzów na "Śląskim" 0:3 z Walią. Ja spokojnie czekałem na mecz z Verl licząc po cichu na okazałe zwycięstwo. Brakowało mi bardzo drużyny rezerw. Mając w składzie 33 zawodników nie mogłem zapewnić wszystkim gry.

Niespełna 9500 widzów zagościło na trybunach stadionu. A żałować mają czego. Początek dość niemrawy w wykonaniu obu drużyn. Na zegarze 20 minuta. Przy piłce Majewski. Mija Persicha, Tschiedela i Zafiriva. Strzela w długi róg nie dając szans Wehnerowi. Kibice dobrze nie usiedli na miejscach, a Younes strzałem z dystansu wyrównuje. 26 minuta. Piłkę ma Persich. Podaje do Zöphela. Ten atakowany cofa do bramkarza. Wehner jednak pośliznął się na mokrej murawie, kiks i bramka samobójcza. Ostatnie minuty pierwszej połowy. Wychodzą obrońcy. Tschiedel w polu karnym. Podanie Zöphela. Tschiedel strzela głową i mamy remis 2:2. W przerwie zdzierałem gardło. Chłopcy pełni zapału wyszli na drugie 45 minut. 54 minuta dośrodkował Ben Younes, a Zechler strzałem z pół obrotu nie dał szans bramkarzowi. W 62 minucie wchodzi Bozsik. Mija 5 minut spotkania. Bozsik przy piłce. Mija obrońcę i podaje do Stolicy. Ten fantastyczną sztuczką ogrywa przeciwnika i strzela. Jest 4:2. 80 minuta. Bezpańską piłkę przejmuje Bozsik. Nie zastanawiając się długo oddaje groźny strzał. Piłka odbita rykoszetem wpada przy samym słupku. Kolejny atak Unionu. Stolica przedziera się w polu karnym. Nagle upada popchnięty przez Meyera. Sędzia wskazuje na jedenastkę. Do piłki podchodzi Younes. Strzela... i GOL. Pewne zwycięstwo 6:2 i bajeczny występ dwójki Younes - Stolica oraz zmiennika Bozsika.

Po tym niesamowitym spotkaniu rozdzwoniły się telefonu z gratulacjami. Jednak wraz z drużyną musieliśmy koncentrować się przed kolejnym meczem, który już w środę 18 października. Wyjazd do Dresdner SC. Chyba nikt nie spodziewał się tak zaciętego pojedynku. Rozpoczęło się od pięknej bramki Djurkovic po dokładnym podaniu Okeke. Gdy sędzia miał kończyć już pierwszą połowę szybką kontrę gospodarzy celnym strzałem zakończył Hosmang. Druga połowa to świetny mecz. Obie drużyny dostosowały sie do poziomu widowiska. Akcje zmieniały się jak w kalejdoskopie. Gdy do końca pozostawało niespełna 5 minut piłkę przejął Bobadilla. Strzela i... słupek ratuje bramkarza gości, ale do piłki dochodzi Zafirov i z najbliższej odległości podwyższa na 2:1. Chłopcy czekali cierpliwie na zakończenie spotkania gdy nagle szybka kontra gospodarzy rozbiła obronę Unionu. Cała akcję zakończył strzałem Hamel. Wynik 2:2 był jak najbardziej sprawiedliwy. Trochę wydarłem się na "swoich" o brak koncentracji w końcowych minutach, ale przeszło mi zaraz i podziękowałem wszystkim za występ. Jednak jakby nie było udał mi się zdobyć kolejny punkt i fotel lidera był nadal w moich rękach. Najbardziej żałowałem straty Wehnera. Ucierpiał w podbramkowej sytuacji (zderzył się z przeciwnikiem wybijając sobie palec) i będzie pauzował przez 3 tygodnie.

Sytuacja w tabeli była komfortowa. Czołówka wyglądała tak:

1. Union 12 33-10 32
2. Uerdingen 13 28-17 28
------------------------------------
3. Werder (A) 13 25-11 27
4. Dortmund (A) 11 25-17 21

Jak widać miałem czteropunktową przewagę i zaległy mecz do rozegrania. Mogłem ze spokojem czekać na spotkanie Wilhelmshaven, do którego pozostawało 11 dni. W meczu za kontuzjowanego Wehnera wystąpił Beuckert. Odziwo mecz wygrałem bardzo łatwo. Pierwsze minuty i doping ponad 10000 widzów niósł moich graczy. Efektem była bramka Djurkovica z podania Bobadilli. Kilka minut później, a dokładnie w 39 świetnym przeglądem pola popisał się Okeke. Dokładne podanie wykorzystał Zechner (ostatnio w świetnej dyspozycji) strzelając w górny róg bramki gości. Druga połowa przyniosła tylko jedną bramkę, której autorem był Zafirov. Wykorzystał dośrodkowanie z rogu Ibrahima Ba. Po meczu mieliśmy powody do dumy. Kolejne 3 punkty. Świetna dyspozycja zawodników i... ponad 2 miliony długu w klubowej kasie. Zarząd na moje prośby milczał.

My jednak spokojnie przygotowywaliśmy się do potyczki z przedostatnim zespołem ligi - Aue. Wyjazd był zaplanowany na 5 listopada. W bramce nadal stał Beuckert. Rozpoczęło się od bramki Djurkovica już w 2 minucie. Pokazał swoje świetne zdolności w sytuacjach podbramkowych. Jako pierwszy dobiegł do bezpańskiej piłki po strzale Younesa. Do końca I części wynik nie uległ zmianie. Początek pierwszej połowy również należał do mnie. Jednak moi podopieczni nie wykorzystywali pewnych sytuacji. Wielkie ożywienie wprowadziło wejście Kowalczyka i Stolicy. To właśnie oni wpisali się jeszcze na listę strzelców. Najpierw Stolica w 82 minucie po podaniu Ba, a 4 minuty później Kowalczyk zebrał zgubioną piłkę i plasowanym uderzeniem nie dał szans dla Kischkowa. Pewne zwycięstwo okupiliśmy kolejną kontuzją. Tym razem 3 tygodniową przerwę będzie miał Bozsik. Szkoda mi go, ponieważ tym samym stracił szansę na występ w kadrze U21 Węgrów. Cieszyły mnie opinie lekarzy o powrocie do zdrowia Wehnera. Jego powrót był tym cenniejszy, że czekał mnie teraz mecz z amatorami Dortmundu.

Przygotowania przebiegły spokojnie i mogliśmy koncentrować się przed tym ważnym spotkaniem. W meczu wystąpił podstawowy skład. Pierwsze 10 minut było bardzo słabe. Zresztą kazałem chłopakom początek zagrać ostrożnie. 14 minuta przyniosła prowadzenie po strzale Djurkovica (4 gol w 4 występie z rzędu). Znowu świetnym wyczuciem popisał się Bobadilla dokładnie dogrywając. W szatni panowała luźna atmosfera. Może dlatego właśnie na początku II połowy gospodarze za sprawą Woidke wyrównali. Mecz może ułożyłby się inaczej gdyby nie czerwona kartka dla Sahina za faul na Ba. Jedenastkę wykorzystał Younes. Kolejne minuty to coraz większa przewaga i kolejne bramki. Najpierw Younes po podaniu Kowalczyka (udana zmiana), a w 86 minucie sam Kowalczyk popisał się świetnym wyczuciem, nie dając złapać się na spalonym. Bez problemu wykorzystał sytuację sam na sam. Kolejne zwycięstwo umocniło mnie na fotelu lidera.

Mecz z 15 Düsseldorf miał być spotkaniem, w którym miałem poprawić swój dorobek punktowy (oczywiście o 3 oczka). Okazało się jednak inaczej. Sam mecz był jednym z najciekawszych za czasów mojej kadencji w Unionie. Początek to oskrzydlające akcje Berlińczyków. Jednak strzały Younesa, Djurkovica i Ba świetnie bronił De Beer. Za to w 28 minucie składną kontrę gości kończy strzałem Gensler (błąd Wehnera, który nie utrzymał piłki). Wkurzałem się na ławce niesamowicie. Sędzia nie przyznał mi dwóch ewidentnych karnych. Ale sprawiedliwość "znalazł" Tschiedel w 35 minucie, pokonując golkipera gości strzałem głową (kolejna asysta Ba z rogu). Przerwa minęła bardzo szybko. Zmobilizowałem chłopaków do cięższej pracy, co przyniosło efekty już w 51 minucie. Bohater tego meczu Ba po solowym rajdzie znalazł sposób na pokonanie De Beera i było 2:1. Weszli na boisko: Stolica, Kowalczyk i Menze. Niestety nie wnieśli do gry nic znaczącego. Natomiast w 76 minucie dokładnie bity rzut rożny wykorzystał Poutilo i był remis 2:2 (znowu błąd Wehnera, który źle wyskoczył do piłki). Do końca wynik nie uległ zmianie i musiałem zadowolić się tylko 1 punktem okupionym kontuzją Menze w... 92 minucie.

Do końca jesiennej rundy (zakończenie 10 grudnia) pozostawało 4 mecze. Przyszła pora na wyjazd do Babelsberg. Zespół ze środka tabeli, ale spisujący się świetnie na własnym stadionie. Podobnie jak ja nie poniósł jeszcze porażki na swoim obiekcie (6 zwycięstw i 2 remisy). Któraś passa musiała się jednak skończyć (chyba, że padnie remis). Rozgrywano również mecze towarzyskie. Powołanie dostał także Zafirov (debiut w reprezentacji Bułgarii). Tuż przed meczem dostałem dwie przykre wiadomości. Pierwsza to miesięczna przerwa Zöphela, a druga to problemy kondycyjne Ba. Zastąpili ich Tredup i Stolica.

Mecz oglądało blisko 12 tysięcy widzów. Pierwszą groźną akcję przeprowadzili goście. Jednak zakończona była niecelnym strzałem. Za to w 14 minucie dośrodkowanie Bobadilli na bramkę zamienił Younes. Tuż przed przerwą bajeczną sztuczką popisał się Zechner mijając wślizg obrońcy. Nie pozostało mu nic innego jak z bliskiej odległości pokonać Hanauera. W szatni panowała radosna atmosfera. W drugich 45 minutach mecz się wyrównał, choć to moi zawodnicy za sprawą Bobadilli podwyższyli na 3:0. Honorową bramkę gospodarze zdobyli w 82 minucie po strzale Civy (rozmontował moją obronę jak dzieci). Miejscowa gazeta już po raz 10 przyznała tytuł zawodnika meczu dla Ben Younesa. Cieszyła mnie skuteczność. Oddałem 3 celne strzały, z czego wszystkie znalazły drogę do siatki.

Mimo kolejnego zwycięstwa miałem wiele obaw w meczu z TeBe Berlin. Derby to przecież derby. Moje obawy potwierdziły się już w 3 minucie. Zaskoczony Wehner nie miał nic do powiedzenia przy zaskakującym strzale Weilanda. Jednak kolejne bramki to techniczne popisy moich graczy. Najpierw w 13 minucie strzałem z woleja popisał się Djurkovic, a 5 minut później Ba strzałem z przewrotki pokonał Bohne. Nie minęło nawet 4 minuty, jak Bobadilla świetnym lobem pokonał źle ustawionego bramkarza. Sekundy dzieliły nas od przerwy, gdy jedna z kontra TeBe przyniosła skutek. Atomowy strzał Hurtado odbił Wehner, ale przy dobitce Kerna był bez szans. Druga połowa to wielka nerwówka po obu stronach. Goście chcieli wyrównać, my natomiast nie stracić bramki. Na szczęście w 70 minucie niezawodny Younes ustalił wynik na 4:2 i derby miałem "do przodu". Prasa chwaliła nas za ambicję i wyniki. A my skrupulatnie zliczaliśmy punkty, których nazbierało się już 48. Mecz z TeBe był zarazem zakończeniem pierwszej rundy. Jednak wydział gier niemieckiego związku zaplanował jeszcze 2 kolejki na ten rok. Musiałem więc jeszcze czekać na spotkania z Lübeck i Wattenscheid. W meczu o Puchar Interkontynentalny Real rozgromił Palmeiras 4:0.

Mecz z Lübeck zgromadził na trybunach "Alte Försterei" blisko 13000 kibiców. W ataku obok Younesa zagrał Froese, który zastąpił kontuzjowanego Djurkovica (przeziębienie). Młody Froese zaprezentował swoje umiejętności już w pierwszych minutach. Minął 2 rywali i wystawił piłkę dla Bobadilli, który strzałem przy słupku nie dał szans dla bramkarza. Zresztą Schäfer (GK gości) musiał opuścić boisko w 22 minucie za faul na Younesie. Pewnym egzekutorem okazał się sam poszkodowany i zrobiło się 2:0. Tak też zakończyło się pierwsze 45 minut. II osłona to ciągłe ataki Unionu. Jednak to goście pokusili się o bramkę. Zdobył ją Bärwolf w 78 minucie. Jednak 3 punkty pozostały w Berlinie. Dobrze zaprezentował się Froese (nota 8). Teraz pozostawało mi jedynie czekać na zakończenie rozgrywek (rundy jesiennej) w wyjazdowym meczu z Wattenscheid. Do gry wrócił Djurkovic, a za tydzień miał być już w pełni zdrowy Zöphel. Zarząd "ofiarował" mi także $2,6M na transfery. Niestety kwota ta nie wystarczyła nawet na pokrycie wszystkich długów.

Mecz odbył się w ciężkich warunkach. Padał deszcz i był tylko 1ºC. Bałem się czy te warunki nie zmienią oblicza meczu. Okazało się, że miałem rację. I połowa to 12 celnych strzałów moich graczy, z czego 7 znalazło drogę do bramki. Ale w niej stał niesamowicie dysponowany dzisiaj Jacob. Natomiast jedyny strzał gospodarzy zakończył się bramką, której strzelcem okazał się Ebiedie. II połowa to nadal ataki Unionu. Ale żaden z zawodników nie był w stanie pokonać Jacoba. Nawet wprowadzeni Kowalczyk, Stolica i Bozsik nie dali rady. I wszystko stało się faktem. Po 90 minutach na tablicy widniał wynik 1:0 dla gospodarzy. Tym samym została przerwana moja passa 19 spotkań bez porażki. Ale tragedii z tego nie robiłem. Tabela przemawiał jak najbardziej na moją korzyść:

1. Union 20 | 16-3-1| 54-18 | 51
2. Werder (A) 20 | 12-3-5 | 36-18 | 39
--------------------------------------------
3. Dortmund (A) 20 | 11-4-5 | 47-22 | 37
4. RW Essen 20 | 12-1-7 | 32-28 | 37

Miałem 12 punktów przewagi, a do końca 16 kolejek. Ze spokojem mogłem czekać 50 dni do rozpoczęcia rundy wiosennej. Okres ten miałem zamiar przepracować, by na wiosnę bez problemu zapewnić sobie awans. Konieczne były również transfery i wzmocnienia. Chociaż zespół spisywał się doskonale musiałem wprowadzić nową krew, choćby dla rywalizacji na pozycjach. Wszystko to opiszę w kolejnej części moich przygód w Unoinie Berlin. Również w drugim odcinku opiszę wszystkie statystyki i wydarzenia na stadionach w Europie.
O artykule
Kategoria: Kariery
Podkategoria: CM 00/01
Dodano: 02.03.2008

Liczba wyświetleń: 1341

Średnia ocen: 0.00

O autorze
Nick: Perez
Napisanych artykułów: 1



Komentarze
Szczurek
"Jak na regionalny klub 3 psychoterapeutów, 4 scoutów i 5 trenerów to duża grupa."

Albo korekta coś ominęła, albo w tamtym CMie byli specjaliści od psychiki piłkarzy. ;]
9 marca 2008 13:58


 


Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany!

© Centrum FM
Mapa serwisu