Nie jesteś zalogowany! Załóż konto już teraz!

Droga ku glorii - Racing Club de Lens cz.7

Feta po wygraniu ligi była ogromna. Przez kilka następnych tygodni na ulicach pełno było ubranych na żółto – czerwono kibiców. Jednak zbliżający się wielkimi krokami okres wakacyjny powoli odstawił mistrzowski tytuł Lens do historii.
Piłkarska Europa zaczęła pasjonować się rozgrywanym na portugalskich boiskach EURO, zaś w Ameryce Południowej ruszyła Copa America.
W czasie tych gorących i bardzo emocjonujących dni ja spokojnie odpoczywałem sobie nad naszym polskim morzem. Wieczorami śledziłem walkę o prymat najlepszej drużyny Starego Kontynentu, zaś noc wykorzystałem na liczne wizyty w bardzo przyjaznych klubach.
Jednak wszystko, co dobre, szybko się kończy. Tuż po zakończeniu EURO powróciłem do Lens. Niezwłocznie udałem się na rozmowę z prezesem. Jak zwykle zostałem miło przywitany przez panią sekretarkę, a jeszcze milej przez mojego szefa.
- Witaj Piotrze – rzekł prezes tubalnym głosem na powitanie – jak wakacje?
- Dzień dobry, wakacje spędziłem przyjemnie, ale szkoda, że tak krótko trwały. No cóż, sądzę, iż chyba nie wakacje są głównym tematem naszej rozmowy...
- Słusznie, słusznie. Przejdę od razu do rzeczy. Tak więc w tym sezonie rada nadzorcza oczekuje przede wszystkim pozytywnego zaprezentowania się klubu na europejskich salonach. Jeśli natomiast chodzi o ligę to zadowoli nas oczywiście miejsce w czołówce, lecz liczymy na kolejne mistrzostwo. Chciałbym również uprzedzić, że w tym sezonie twoja pozycja wydaje się mniej zagrożona, wiemy, jaki posiadasz potencjał, przez ostatnie dwanaście miesięcy w pełni przekonałeś mnie do swoich bardzo wysokich umiejętności – zakończył szef, lecz po chwili dodał – Co wcale nie oznacza, że na sto procent utrzymasz posadę, obaj znamy moc przebicia fanów i prasy, więc mimo wszystko nie czuj się bezpiecznie...
- Oczywiście wszystko jasne, a jak sprawa stoi z funduszami?
- Powiem krótko, rada nadzorcza zadecydowała o udostępnieniu 13M$ plus oczywiście dodatkowe bonusy za sprzedaż piłkarzy.
- Rozumiem, dziękuje bardzo – szybko pożegnałem się z prezesem i udałem się na pierwszy trening w nowym sezonie
Cała drużyna zebrała się w komplecie. Wszyscy byli wypoczęci, z wielkim optymizmem patrzyli na grę w Lidze Mistrzów. Przecież dla wielu z nich gra w Lens nie jest szczytem marzeń, pragną grać w najbardziej uznanych ekipach, zdobywać coraz więcej trofeów. Ten sezon był doskonałą okazją do zaistnienia na rynku transferowym...
Pierwszy trening utwierdził mnie w przekonaniu, że konieczne będą wzmocnienia. Uważam także, iż kilku graczy pożegna się z Lens. Podjąłem decyzję o wyjeździe do Grecji na obóz treningowy.
Z zespołu odszedł Cheryou, który powrócił z wypożyczenia do Liverpoolu. Długo jednak nie zagrzał tam miejsca, bo po kilku dniach podpisał kontrakt z Lille.
Musiałem szukać zastępcy, bo nie wierzyłem, że Bouba Diop jest w stanie go zastąpić.
Przejrzałem rynek holenderski i już po chwili na mojej liście życzeń pojawił się Richard Knopper. Piłkarz ten zaliczał bardzo dobre występy na boiskach kraju wiatraków, gdzie zgromadził duża liczbę asyst oraz goli. Do niego dołączył jeszcze wystawiony na sprzedaż gracz Romy – Gianni Martinez Guigou.
Może nie były to wielkie europejskie gwiazdy, ale raczej przyzwoici piłkarze ciężko pracujący w środku pola.
Wzmocnień potrzebowała również obrona. Jeszcze przed zakończeniem sezonu pewne było to, że zespół opuści niespełniony Jose Julian de la Cuesta. Sprzedałem tego niezwykle zdolnego gracza do Austrii Wiedeń za 1M$. Rozpocząłem poszukiwania zastępcy. Dobry środkowy obrońca powinien być doświadczony, pewny swoich interwencji. Koniecznie musi dobrze kryć i perfekcyjnie grać głową. Wskazana jest również dobra komunikacja pomiędzy bramkarzem, jak również całym blokiem defensywnym w celu na przykład ustawienia poprawnej pułapki ofsajdowej. Na moim celowniku znalazł się bardzo zdolny, lecz w pełni nie wykorzystywany we włoskim Milanie – Fabricio Coloccini. Poprzedni sezon spędził w hiszpańskim Villarealu gdzie zbierał bardzo wysokie noty. Kolejnym plusem był fakt, iż młody Argentyńczyk miał niechroniony kontrakt. Tak więc niezwłocznie wysłałem swoich ludzi do negocjacji nowej umowy z Coloccinim. Tym czasem wokół naszego zespołu znowu rozpętał się malutki skandalik. W czasie naszego zgrupowania Bouba Diop, pytany przez greckich journalistów rozpowiadał na lewo i prawo, że martwi się o swoje miejsce w klubie, wspomniał także, iż czuje się celowo i perfidnie odsuwany od pierwszego składu Lens. Zauważył również, że podczas pobytu Cheyrou faktycznie był słabszy, ale teraz to on powinien tworzyć duet środkowych pomocników z Keitą. Padły nawet słowa, że ja „upycham” lukę w środkowej formacji podrzędnymi piłkarzami. Wywiad został zakończony stwierdzeniem: „ jeśli trener Sobczak nadal traktować mnie będzie tak samo to odejdę, a jedynym winnym będzie nasz boss”...
Trzeba przyznać, że Diop ma tupet. Jeszcze podczas rozpoczęcia mojej kariery w Lens uważałem uczestnika mundialu w Korei Południowej i Japonii za gwiazdę zespołu. Niestety cały poprzedni sezon zaprzeczył tej tezie. Cóż, miałem problem, który trzeba było szybko rozwiązać
Okazja ku temu nadarzyła się kilka dni po całym incydencie w trakcie konferencji prasowej:
- Witam, Sportowa Grecja, Angelos Miklos – przedstawił się dziennikarz z trzeciego rzędu – Jakie jest pana zdanie na temat ostatniej wypowiedzi Bouby Diopa? Wystawi pan go na listę transferową? Dziękuje.
- Uważam, że pranie prywatnych brudów nie powinno odbywać się za pośrednictwem mediów – zacząłem – lecz skoro jestem pytany to odpowiem... Po pierwsze chciałbym zaznaczyć, że w żadnym z przeprowadzonych treningów oraz meczów sparingowych Diop nie okazał się lepszy od nowowprowadzonych Knoppera oraz Guigou. Po drugie: zawodnik nie będzie stawiał warunków trenerowi, ani tym bardziej ingerował w wyjściową jedenastkę przed startem rozgrywek. Diop otrzymuje oficjalne ostrzeżenie i zostaje w klubie. Jeśli natomiast chce odejść – droga wolna, nikt go tu nie trzyma. Po trzecie: uważam, że lepiej by było gdyby zajął się pracą na treningach, aniżeli bezproduktywnym gadaniem!!! – zakończyłem niespodziewanie ostro – tyle mam do powiedzenia w tym temacie, proszę o kolejne pytanie, może pan z siódmego rzędu.....
Na odpowiedź zbuntowanego piłkarza nie musiałem długo czekać, pojawiła się w prasie już następnego dnia:

„Z tego miejsca chciałbym serdecznie przeprosić za moją postawę w ostatnich dniach całą drużynę, a zwłaszcza trenera Piotra Sobczaka, mam nadzieję, że takie incydenty już więcej się nie powtórzą, a ja skupię się na jak najlepszej grze w sparingach oraz podczas treningów, by odzyskać miejsce w wyjściowym składzie.”

Szczerze powiedziawszy byłem rad, że zawodnik potrafił ocenić trafnie swoją sytuację. Na pewno doceniłem teraz Diopa jako człowieka pokornego, ale również jako walczaka. Miejmy nadzieję, że walczyć będzie zawsze na boisku i nie będzie wdawał się w kolejne przepychanki słowne. W końcu, jeśli chcemy ponownie zdobyć mistrzowski pas i poważnie namieszać w europejskiej elicie, to w drużynie musi być idealna atmosfera...
Na kolejnym treningu dodatkowo jeszcze ze sobą szczerze porozmawialiśmy, wreszcie bez udziału mediów. Na końcu podaliśmy sobie dłonie...
Kolejnym piłkarzem, który opuścił Stade Felixa Bollaerta, po Cheyrou i de la Cuescie jest Dagui Orphie Bakari. Bardzo sympatyczny gracz, jednak nie mógł przebić się do pierwszego składu, a gdy doszedł zakupiony z Valenci John Carew stał się już on ostatecznie bezużyteczny. Kupiło go Montpellier i tym samym Bakari powędrował na wybrzeże za 1.2M$. Oto jak przedstawiały się skromne korekty w kadrze przed startem sezonu:

Doszli:
John Carew 5M$ - Valencia
Richard Knopper 2.8M$ - Ajax
Fabricio Coloccini Free – Milan
Gianni Martinez Guigou 2M$ - Roma
Odeszli:
Dagui Orphie Bakari 1.2M$ - Montpellier
Julien de la Cuesta 1M$ - Austria Wiedeń
Plus kilku słabych juniorów, nierokujących nadziei na przyszłość

Może nie były to potężne wzmocnienia, ale wychodziłem z założenia, że obecna kadra wystarczy na ligę oraz europejskie puchary. W trakcie zgrupowania w Grecji zespół mimo wszystko wchodził w rytm meczowy, nowi zawodnicy musieli się wprowadzić do zespołu, a mój konflikt z Boubą Diopem wcale sytuacji nie poprawiał. W pierwszych dwóch spotkaniach zdecydowanie nie szło, zaś później było już znacznie lepiej:
Xanthi 1:0 Lens
Aris 2:0 Lens
Aigaleo 0:2 (Lachor, Moreira)
Kallithea 1:1 (Thomert)
Lens Rezerwy 0:1 Lens (Carew)
Lens U-18 0:4 Lens (Utaka, Carew x2, Jabi)

Wróciliśmy do Lens w bardzo dobrych nastrojach. Fachowcy ocenili szansę poszczególnych drużyn na mistrzostwo. Byliśmy zdecydowanym faworytem (2:1).
Przed rozpoczęciem sezonu czekało nas jeszcze spotkanie o Superpuchar Francji, które graliśmy z zawsze groźnym zespołem Marsillie.
Po powrocie urządziliśmy w lokalu mojego przyjaciela – Mario małą imprezkę, w której podzieliliśmy się swoimi wrażeniami z minionych wakacji. Włoski szef kuchni znacznie powiększył swoją restaurację, ponieważ stała się ona jedną z lepszych w mieście. Wpadł tam również Mateusz Mogielnicki, mój bardzo dobry przyjaciel, który zrobił zawrotną karierę we Francji. Podzielił się z nami wrażeniami z EURO 2004, gdzie komentował niektóre spotkania. Następnie trochę powspominaliśmy stare, dobre lata dzieciństwa, nasze wspólne mecze, sukcesy i porażki... Ach to były czasy...

***

Naszym pierwszym poważnym sprawdzianem było zbliżające się wielkimi krokami spotkanie o Superpuchar Francji. Warto było dobrze zaprezentować się przed startem sezonu. Ten mecz miał ostatecznie pokazać naszą formę. Finał odbył się na Stade Felixa Bollaerta, więc mogliśmy liczyć na gorący doping naszych fanów, którzy głodni sukcesów po okresie wakacyjnym licznie przybyli na stadion. Trybuny zapełnione po brzegi, powoli rozpętuje się to małe piekiełko, flagi trzepoczą na wietrze, wznoszą się chóralne śpiewy, wszędzie kolorowe race. Właśnie w takiej atmosferze na płytę boiska wychodziły obie jedenastki, Marsillie i my w składzie: Itandje, Rool, Jabi, Coloccini, Fanni, Kristiansen, Knopper, Keita, Zonneweld, Utaka i Carew. Niestety nie obyło się bez osłabień, na urazy cierpieli między innymi Moreira oraz Jacek Bąk.
Od początku rządziliśmy i dzieliliśmy na placu gry. Nasze akcje były składne, środek pola ładnie rozgrywał piłki, czasami na skrzydła, czasami uruchamiał dwóch napastników prostopadłymi piłkami. Knopper wraz z Keitą rozumieli się jak bracia syjamscy. Na skrzydłach jak za starych dobrych czasów sprzed wakacji przeprowadzali błyskotliwe akcje Kristiansen i Zonneweld. Obrona zaskakująco dobrze gasiła już w zarodku próby Marsylii mające na celu przedostanie się pod nasze pole karne. Carew doskonale wychodził na pozycję i już do przerwy zaliczył dwa słupki...
Niestety ze skutecznością było znacznie gorzej. Po przerwie zejść musiał Fabricio Coloccini (uraz), a jego miejsce zajął Coulibaly. Na dwanaście minut przed końcem wszedł Thomert zmieniając nieskutecznego Utakę. Niestety wynik nie zmienił się do ostatniego gwizdka arbitra i ponad czterdzieści tysięcy ludzie było świadkami serii rzutów karnych.
Pierwszy z wapna uderzać będzie Knopper, krótki rozbieg Knopper i.... GOOL pewnie w lewy dolny róg bramki strzeżonej przez Runje.
Następnie gracz Marsillie Yahiaoui, strzela...... piłka w bramce pewnie wykonana jedenastka
Teraz młody Kristiansen, długo się nie zastanawiał i huknął w sam środek bramki gdzie broni Runje, jęk zawodu na trybunach, Marsylia przed szansą...
Skacel, wydaje się być bardzo pewny, Skacel czy Itandje, Skacel, Itandje..... Skacel i..... kapitalna parada Itandje!!!!
Dobrze dzisiaj grający Carew.... GOOL ze stoickim spokojem tuż przy słupku po ziemi...
Gracz Marsillie – Ecker, długi rozbieg...... kolejny strzał na siłę jednak tym razem futbolówka ląduje w bramce...
Holender Zonneweld.... czaruje Runje..... specjalnie przybliża piłkę bliżej bramki..... zdeprymowany bramkarz się nie rusza, a Mike uderza pewnie w okienko prawego rogu bramki...
Celestini bierze przykład ze swoich kolegów, krótki rozbieg.... piłka kieruje się z duża rotacją ku lewej stronie bramki.... Itandje broni!!!....... NIE!!! piłka po rękawicach wędruje do siatki, szkoda...
Wprowadzony przed końcem Thomert udowadnia, że w ważnych momentach nie zawodzi i wykorzystuje karnego...
Ostatni strzelec.... Perez, jeśli nie strzeli to Marsillie przegra, ogromna presja..... Kto wygra tą rywalizację, Perez czy Itandje?.. Perez, GOOL ależ wytrzymał presję
Dodatkowa seria karnych 4:4, do piłki podchodzi bardzo pewnie grający dzisiaj Jabi... Jabiiii...... bramka!!! Lens znowu na prowadzeniu...
Kolejny gracz Marsylii staje przed dużą odpowiedzialnością – Laurentini. Długo czeka, bierze rozbieg, strzela i..... Itandje wyciąga się niczym struna i wyłapuje futbolówkę!!!!
Lens zwycięża!!!

Już w następnym odcinku ujrzycie pierwsze ligowe mecze oraz do Lens powróci Liga Mistrzów...
O artykule
Kategoria: Kariery
Podkategoria: CM 03/04
Dodano: 27.02.2008

Liczba wyświetleń: 1115

Średnia ocen: 0.00



Komentarze


Z tym materiałem nie są powiązane żadne opinie.



Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany!

© Centrum FM
Mapa serwisu