Nie jesteś zalogowany! Załóż konto już teraz!

S.D. Compostela (cz.5)

Okres przedsezonowy obfitował w wydarzenia. Chyba najważniejszym była rozbudowa stadionu o dodatkowe 4800 krzesełek. Teraz pomieści się na nim prawie 18 tys. kibiców. Nie jest to wiele, jak na Primera Division, ale zawsze coś. Prezes zainwestował także w szkółkę piłkarską i zaplecze treningowe. Od strony organizacyjnej stoimy doskonale. Świetnie jest też jeśli idzie o pieniądze. Poprzedni sezon zamknęliśmy co prawda 9 mln euro długu, ale zmiana właściciela klubu i "dotacja" w wysokości 21 mln euro w pełni te straty pokryła. Stąd nawet po rozbudowach mamy na koncie 15 mln.

Szykuje się ciężki sezon. Zarząd wymaga co prawda tylko miejsca w środku tabeli, ale kibice liczą na więcej. Nic dziwnego, skoro przyzwyczaiłem ich, że w każdym sezonie coś udaje nam się osiągnąć. Jak nie dobrą pozycję w lidze (awans) to świetne występy w pucharach. A w tym sezonie czeka na nas przecież Puchar UEFA i mecze o Superpuchar Hiszpanii. Jest o co walczyć.





S.D. Compostela 2004/2005

Bramkarze:

1. Mattias Asper (SWE), 31 lat
13. Dionisis Chiotis (GRE), 28 lat

Obrońcy:
2. Emilio Damian Martinez (PAR), 24 lata, D RC
5. Loren (ESP/BAS), 26 lat, D/DM C
6. Espin (ESP), 26 lat, Sw/D LC
18. Angel Luis (ESP), 24 lata, D RC
20. Oscar Alvarez (ESP), 28 lat, D C
23. Ivan Javier Cuadrado (ESP), 26 lat, D C
33. Gonza (ESP), 21 lat, D C

Pomocnicy:
3. German Rivarola (ARG/ESP), 26 lat, D/M L
4. Arek Radomski (POL/ESP), 28 lat, DM LC
7. Toni Amoros (ESP), 27 lat, AM/F R
8. Chicha (ESP), 29 lat, DM C
11. Jose Maria Caballero (ESP), 21 lat, F RLC
12. Constantin Galca (ROM/ESP), 33 lata, DM C
17. Phillip Cocu (HOL), 34 lata, DM LC
19. Jandro (ESP), 26 lat, F C
21. Emilio Peixe (POR), 32 lata, DM C
26. Jordi Prats (ESP), 24 lata, AM R
38. Txusta (ESP), 20 lat, AM R

Napastnicy:
9. Guiza (ESP), 25 lat, S C
10. Ignacio Arteaga (ESP), 33 lata, S C
16. To Madeira (POR), 26 lat, S C
27. Anxo (ESP), 23 lata, S C
28. Helder Postiga (POR), 23 lata, S C



Biorąc to pod uwagę postanowiłem wzmocnić zespół. Przybyło czterech graczy - wszyscy na prawie Bosmana. Z zakupami na razie poczekam. Z Cerro Porteno przybył 24-letni Paragwajski obrońca
Emilio Damian Martinez. Z Porto ściągnąłem utalentowanego 23-letniego napastnika
Heldera Postige. Pozostałe wzmocnienia dotyczyły środka pola. Postawiłem na ogranie i doświadczenie i tak trafili do Composteli
Phillip Cocu (34 lata) z Barcelony i Constantin Galca (33 lata) z Villarrealu. Mam nadzieję, że wprowadzą oni potrzebny spokój i opanowanie w nasz zespół.
Arkadiusz Radomski zdecydował się na przyjęcie hiszpańskiego obywatelstwa, co zwolniło jedno miejsce dla gracza z poza unii. Niewykluczone, że dzięki temu trafi do Composteli jeszcze jeden Polak.

Kilku graczy opuściło także naszą drużynę, ale nie osłabili oni zespołu, gdyż nie należeli do czołówki. Za 350 tys. euro do Racingu Santander przeniósł
się Tonito (w Composteli przez 4 sezony, 74 mecze, 11 goli, 9 asyst, raz gracz meczu). 100 tys. Elche zapłaciło za
Pablo Pinillosa (4 sezony, 65 meczy, 2 gole, 5 asyst), a 625 tys. zapłacił Villarreal za
Sergio Larę (3 sezony, 48 meczy, 2 gole, 2 asysty). Adolfo (4 sezony, 57 spotkań, 27 bramek, 9 asyst, 8 razy gracz meczu) przeniósł się na prawie Bosmana do Figueruelas, natomiast
Oliver Groth (2 sezony, 42 mecze w rezerwach) przeszedł za 16 tys. do At. Baleares.
Grzegorz Mielcarski nie przedłużył kontraktu i zakończył piłkarską karierę.

Na listę transferową trafili Mino, Cotrofe, Benja, Paredes i Rafa. Byli oni albo zbyt słabi by grać w Composteli
(Rafa, Benja), albo niezadowoleni z różnych powodów (Cotrofe, Mino) lub też nie pasowali do mojej koncepcji gry
(Paredes). Po Mino zgłosiła się Numancia oferując żałosne 40 tys. euro, ale mimo to przyjąłem ofertę, gdyż nie chcę na siłę trzymać tego gracza w klubie, a nie widzę szansy na lepszą cenę. Gdybym go nie puścił zapewne pozostałby w klubie do końca kontraktu, co ani jemu, ani mi nie jest na rękę.

Przygotowania do sezonu rozpoczęliśmy jak zwykle od zgrupowania w Portugalii. Naszymi rywalami w meczach kontrolnych były zespoły Martimo
4:3 (Amoros, Radomski, Jordi Prats, Jandro), Leixoes 2:1
(Cocu, Jandro) i Braga 2:0 (Arteaga, Txusta). Rozegraliśmy też jeden mecz towarzyski na własnym boisku z Toledo wygrywając
2:0 (Radomski, Guiza).

Z końcem sierpnia czekały nas dwa pojedynki o Superpuchar Hiszpanii z Barceloną. Pierwszy mecz na Nou Camp dzięki świetnej postawie
Caballero (dwa gole) zremisowaliśmy 2:2, co stawiało nas w niezłej sytuacji przed rewanżem. Mimo tego wyniku to nadal Barcelona była jednak faworytem. Jednak to, co stało się tydzień później na San Lazaro w Composteli na długo pozostanie w pamięci fanów. Zespół rozegrał chyba najlepsze spotkanie odkąd objąłem klub i zwyciężyliśmy wysoko
4:1. Strzelcami tych arcyważnych bramek byli Cocu, Caballero i dwukrotnie
Jandro. Zdobyliśmy po raz pierwszy w historii Superpuchar. Sezon zaczynał się wyśmienicie.









Constantin Galca dla Galici: "[...] Zaaklimatyzowałem się już w Composteli i muszę powiedzieć, że bardzo mi się tu podoba. W klubie jest świetna atmosfera, przyjęto mnie tu bardzo ciepło. Wiele się ode mnie oczekuje, licząc na moje doświadczenie, ale nie mam statusu gwiazdy, podobnie zresztą jak Phillip (Cocu - przyp. red.). Wszyscy razem ciężko pracujemy na sukces."



Dwa tygodnie później inaugurowaliśmy sezon na własnym boisku z... no właśnie... z Barceloną. Nie wiem kto układa kalendarz rozgrywek, ale powinien jakoś to uwzględnić, bo znów gramy pod rząd z Barcą i to trzykrotnie. Debiut wypadł doskonale biorąc pod uwagę klasę rywala. 17 tys. widzów obejrzało wspaniały spektakl, a mecz ostatecznie zakończył się sprawiedliwym
3:3. Strzelcami bramek byli Galca, Caballero i Loren.

Od razu rzucono nas w wir rozgrywek, gdyż już trzy dni później graliśmy pierwszy mecz pierwszej rundy Pucharu UEFA z litewskim Zalgirisem Wilno. Już w tym pierwszym spotkaniu na własnym stadionie rozstrzygnęliśmy w zasadzie kwestię awansu pokonując Litwinów
4:0 (Postiga, Chicha, To Madeira, Txusta). Nie było to zaskoczenie, bowiem Zalgris nie należy do potęg. Trzy dni później zrobiliśmy jednak niemal to samo i to ze znacznie silniejszym zespołem. Pokonaliśmy Valencię
4:1 i to w dodatku na wyjeździe. Prowadzenie dał nam Caballero, jednak w 45 minucie bramką do szatni wyrównał
Salva. Druga połowa należała jednak do jednego piłkarza. Guiza i klasyczny hat-trick (bramki w 60, 80 i 90 minucie). Był to nie lada wyczyn. Prasa rozpisywała się o nas, mieliśmy być czarnym koniem i niespodzianką tego sezonu. Zresztą już w poprzednim sezonie pokazaliśmy na co nas stać. W końcu w zeszłym roku nikt na nas nie stawiał, a my zdołaliśmy się utrzymać i jeszcze świetnie zagraliśmy w Pucharze.

Tymczasem jednak nasza passa trwała dalej. Dwa zwycięstwa na własnym boisku z Rayo
2:0 (Cocu, To Madeira) i Realem Sociedad 1:0 (Radomski) pokazały, że w takiej formie możemy być naprawdę groźni. Zwycięstwo w rewanżowym meczu z Zalgrisem
3:0 (Jandro, To Madeira, Amoros) przypieczętowało nasz awans do drugiej rundy, w której wylosowaliśmy już drużynę nieporównanie silniejszą - chorwackie NK Dinamo. Tymczasem w lidze zremisowaliśmy bezbramkowo z Atletico Madryt grając przez 55 minut w dziesiątkę. Bardzo nieodpowiedzialnie zachował się
Guiza, który uderzył "z bańki" Yepesa. Po meczu poważnie sobie z nim porozmawiałem. Musi wiedzieć, że nie będę tolerował takiego zachowania. Podobnego zdania była komisja dyscyplinarna wlepiając mu zakaz gry na 8 spotkań.


Guiza poszedł więc na jakiś czas w odstawkę, ale my nie zwalnialiśmy tempa. Zwycięstwo
4:0 z Sevillą ponownie zwróciło na nas uwagę mediów. Trzy gole strzelił prezentujący od początku sezonu fenomenalną formę
To Madeira, a czwartego dorzucił Arteaga, który pomimo 33 lat nie zapomniał jak się strzela gole. Był to nasz piąty mecz bez straty bramki. Niestety nie udało się tej serii przedłużyć. W spotkaniu drugiej rundy Pucharu UEFA pokonaliśmy u siebie co prawda Dinamo, ale tylko
2:1 (To Madeira, Radmoski) i w rewanżu wszystko jeszcze może się zdarzyć. W lidze pomimo plagi kontuzji (nie mogli grać
Radomski, Postiga, Caballero, Rivarola, Espin, Amoros i zawieszony Guiza) ciągle szło nam doskonale. Pokonaliśmy u siebie rywala Deportivo
2:1 (Cocu, Jordi Prats) i zremisowaliśmy bezbramkowo na wyjeździe z silną Ossasuną. W dziewiątej kolejce pokonaliśmy w wyjazdowym spotkaniu Real Zaragozę
2:0 (Jandro, Arteaga) i po raz pierwszy w historii zostaliśmy liderem La Liga. Był to nasz 14 mecz od początku sezonu (licząc ligę i puchary) i ani razu nie odnieśliśmy porażki. Dawały się jednak we znaki mecze co trzy dni i trochę za krótka ławka. Co to będzie jak dojdzie jeszcze Puchar Króla?

Przyszedł czas na rewanż w Zagrzebiu z Dinamem w Pucharze UEFA. Gospodarze mieli wspaniały dzień. Zagrali na maksimum swoich możliwości i po bramkach
Pilipovicia i Drpicia awansowali dalej wygrywając 2:0. Moi gracze popełniali niestety zbyt wiele prostych błędów. Cóż - jako debiutanci musieliśmy nabrać dopiero doświadczenia. Może następnym razem będzie lepiej (w przyszłym sezonie). Odpadliśmy z Pucharu UEFA, ale w lidze nasza świetna passa trwała dalej. Zwycięstwo w Vigo z Celtą
4:2 po bramkach Postigi, Jandro i dwóch Arteagi sprawiło, że znów w Hiszpanii było głośno o Composteli. Potem był mecz z Mallorką. W spotkaniu tym
Caballero popisał się najszybciej strzeloną bramką w historii naszego klubu. Pokonał bramkarza gości jeszcze przed upływem 1 minuty meczu. Drugiego gola dołożył
Cocu i zwyciężyliśmy 2:0. Przyhamowała nas trochę Malaga, z którą tylko zremisowaliśmy
2:2 (Caballero, Espin), ale potem już gromiliśmy. Najpierw Sporting Gijon
4:2 (Martinez, To Madeira, Jandro, Rivarola), potem Valladolid 2:0
(Postiga, Chicha) i skromne 1:0 z zawsze silnym Athletic Bilbao
(Jandro).

W I rundzie Pucharu Króla z kwitkiem odprawiliśmy Leganez wygrywając 2:1 po dwóch bramkach
Guizy, a 4 dni później ponownie zadziwiliśmy całą Hiszpanię (i nie tylko) pokonując u siebie wielki Real Madryt
1:0. Zwycięskiego gola strzelił z rzutu karnego Martinez. Po tym spotkaniu moi podopieczni chyba za bardzo uwierzyli w siebie i zapomnieli, że zwycięstwa nie przychodzą same, gdyż przegraliśmy dwa następne spotkania. Najpierw w lidze czerwona kartka dla
Aspera i 1:3 z Betisem (Jandro), a następnie w II rundzie Pucharu Króla
1:3 z Athletic Bilbao. Honorową bramkę w tym spotkaniu strzelił debiutant w barwach Composteli, Portugalczyk
Adilson, były gracz Romy, który przybył do nas dwa dni wcześniej z wolnego transferu. Trzeba było wziąć się w garść. Na szczęście udało mi się zmobilizować drużynę i w spotkaniu z Leganes pewnie zwyciężyliśmy
2:0 (Jandro, Cuadrado), a następnie rozgromiliśmy Alaves aż 6:1
(Jandro, Txusta, 2x Arteaga, Amoros, Adilson).

W następnym spotkaniu z Rayo zadebiutował nasz kolejny nowy nabytek: sprowadzony za 7 mln Euro z Vitorii brazylijski lewoskrzydłowy
Felipe. Niestety niewiele pomógł drużynie, która w tym meczu zagrała słabo. Odbiło się to na wyniku.
1:3 i (dopiero) druga ligowa porażka w sezonie. Honorowego gola strzelił
To Madeira.

Ta przegrana sprawiła, że straciliśmy dystans, jaki mieliśmy do innych drużyn i choć ciągle zajmowaliśmy fotel lidera, to po piętach deptała nam już Barcelona, która miała tylko 1 punkt straty. Trzecią pozycję zajmował Real Madrid ze stratą 3 punktów. Na szczęście na tym kończyła się "grupa pościgowa" bowiem czwarty Betis tracił aż 10 punktów. Mimo tego byłem zadowolony z postawy mojej drużyny. Świetną formę prezentowali kryjący obrońcy
Espin i Martinez, bramkarz Asper, z którym podpisałem nowy kontrakt opiewający na 1.2 mln Euro rocznie oraz
Caballero, który wyrastał na naprawdę wielką gwiazdę.

22 stycznia pokonaliśmy Ossasunę 3:1 (Martinez, Adilson, Galca) i cała piłkarska Hiszpania oczekiwała z niecierpliwością na spotkanie następnej kolejki, które miało się odbyć sześć dni później. Absolutny hit, w który jeszcze przed sezonem nikt by nie uwierzył. Lider tabeli (czyli my) jechał na mecz do wicelidera (czyli Barcelony). Na słynnym Camp Nou przywitało nas prawie 85 tysięcy widzów. Mecz nie zaczął się po naszej myśli, bowiem już w 7 minucie
Txusta faulował Giggsa i sędzia wskazał na jedenasty metr. Karnego pewnie wykorzystał
Kluivert i było 1:0 dla gospodarzy. Nie zraziliśmy się tym jednak i graliśmy swoje. Udało nam się nawet zepchnąć wielką Barcę do rozpaczliwej obrony i w 38 minucie wyrównał
Felipe strzelając swojego pierwszego gola w Primera Division. Gospodarze próbowali odzyskać przewagę w polu, ale im się to nie udało. My jednak także nie potrafiliśmy pokonać już świetnie broniącego
Dutruela i mecz zakończył się sprawiedliwym 1:1. Tak więc po spotkaniu na szczycie nadal prowadziliśmy z przewagą 1 punktu nad Barceloną.

Po tym meczu odbyłem poważną rozmowę z zawodnikami. Mówiłem im, że mamy szansę nawet na tytuł mistrzowski, choć nikt się tego po nas nie spodziewa. Musimy tylko grać swoje i do końca być skoncentrowanymi. Nie możemy pozwolić sobie na żadne potknięcia, bo goniąca nas Barcelona zapewne zechce je wykorzystać. Rozmowa odniosła pozytywny skutek, bowiem następne mecze były doskonałe w wykonaniu moich graczy. Jeszcze lepiej (choć myślałem, że to już niemożliwe) grał
Asper wyczyniając cuda między słupkami. Skutkiem tego były zwycięstwa
2:0 z Valencią (To Madeira, Posstiga), 3:0 z Realem Sociedad
(Espin, Caballero, Gonza) i 2:0 z Atletico Madrid (Rivarola,
Amoros).

Potem trafił nam się jednak słabszy dzień, który wykorzystała Sevilla pokonując nas na włsnym stadionie
2:0. Zwycięstwo Barcelony sprawiło, że to ona została nowym liderem. Usiłowaliśmy odgryźć się w następnym spotkaniu ze Sportingiem Gijon, ale moi zawodnicy mieli dołek formy. Mecz był bardzo zacięty. Ostatecznie jednak wygraliśmy
5:2 (Galca, Arteaga, 2x Guiza, Martinez), ale to nie poprawiło naszej sytuacji w tabeli. Poza tym nadal graliśmy słabo. Porażka z rywalem zza miedzy, Deportivo, bolała podwójnie. Przegraliśmy
1:2, a honorową bramkę strzelił Jandro. Następnego meczu też nie mogliśmy zaliczyć do udanych, głównie ze względu na problemy z bramkarzami. W pierwszej jedenastce między słupkami stanął
Chiotis, bo Asper miał problemy z morale i formą. Jednak w 30 minucie Grek doznał kontuzji i byłem zmuszony wstawić do gry Szweda. Ten zagrał beznadziejnie i sprezentował Realowi Zaragoza trzy punkty. Ulegliśmy
2:3 (Jandro, Guiza) i spadliśmy w tabeli na trzecie miejsce za Real Madrid.

Tego było za wiele. Musieliśmy wziąć się w garść. Na zbliżające się spotkanie z Celtą zmobilizowałem drużynę najlepiej jak potrafiłem. Zaczęło się jednak niezbyt szczęśliwie. W 18 minucie gola dla gości strzelił
Catanha. Co prawda w 22 wyrównał Angel Luis, ale w 27 czerwoną kartkę zobaczył
Txusta za spóźniony wślizg. Mimo gry w dziesiątkę radziliśmy sobie doskonale i ostatecznie pokonaliśmy Celtę
5:3. Kolejne bramki strzelali Arteaga (dwukrotnie), Caballero i
Guiza. Spotkanie z Mallorcą też nie było łatwe, bo gospodarze dobrze się bronili, ale udało nam się ich pokonać
2:1 (Radomski, To Madeira). Trudne warunki postawiła na naszym własnym boisku Malaga, z którą tylko zremisowaliśmy po golu
Caballero 1:1. Potem jednak moi gracze powrócili do dawnego rytmu. Nie daliśmy szans na wyjeździe Valladolidowi wygrywając
4:0 (Guiza, Arteaga, Martinez, Cocu). Później z kwitkiem odprawiliśmy Athletic Bilbao zwyciężając
3:0 (Arteaga, Caballero, Amoros) i zaskakująco dla wszystkich w meczu na szczycie pokonaliśmy na Santiago Bernabeu wielki Real Madrid
3:1 (2x Caballero, Radomski), choć okupiliśmy to zwycięstwo kontuzjami właśnie
Caballero oraz Felipe. To zwycięstwo dało nam znów awans na fotel lidera,
bowiem Barcelona w dwóch ostatnich meczach nie potrafiła poradzić sobie z Realem Zaragozą i Ossasuną.

Na trzy kolejki przed końcem mieliśmy jeden punkt przewagi nad Barceloną i dwa nad Realem Madrid. Czekał nas teraz mecz z Realem Betis Balompie. Wiedziałem, że będzie to ciężkie spotkanie, bo jeszcze nigdy nie udało nam się zdobyć z tą drużyną nawet jednego punktu. Ta niechlubna tradycja została niestety podtrzymana. Przegraliśmy u siebie
0:1, ale na szczęście i Barcelona i Real Madrid zremisowały. Ostatnie dwa spotkania musieliśmy wygrać i dodatkowo liczyć na potknięcie Barcelony. Mecz z Alaves był bardzo zacięty, choć początkowo nic na to nie wskazywało. Wydawało się wręcz, że będzie szybko, łatwo i przyjemnie. Do 20 minuty prowadziliśmy
3:0 po golach Gonzy, Txusty i Guizy. W 74 było już 3:2 i gospodarze ciągle naciskali. Na szczęście udało nam się dowieźć ten rezultat. Te trzy punkty były podwójnie cenne bowiem Barcelona tylko zremisowała z Atletico Madrid i na kolejkę przed końcem byliśmy na pierwszym miejscu z dwoma punktami przewagi. W perspektywie mieliśmy spotkanie z Leganes - ostatnią drużyną Primera Division, której spadek do drugiej ligi był już przesądzony. Niewykorzystanie takiej szansy wołałoby o pomstę do nieba. W meczu z Leganes mieliśmy pokazać się z jak najlepszej strony. I tak było. Goście tylko się bronili i choć robili to bardzo dobrze nie mogli zapobiec wpadnięciu dwóch bramek po strzałach
Jandro i Postigi. Wygrywając ten mecz 2:0 jednocześnie wygraliśmy ligę!!! Zostaliśmy, po raz pierwszy w historii klubu
Mistrzami Hiszpanii i to zaledwie po 4 latach od awansu z trzeciej ligi.










Phillip Cocu dla Galici: "[...] Cieszę się bardzo z tego mistrzowskiego tytułu. Dla mnie jest on już kolejnym, szóstym pod rząd, ale mimo to bardzo szczególnym bo po raz pierwszy zdobytym z inną drużyną niż Barcelona. Jestem bardzo zadowolony. Nie chcę jeszcze kończyć kariery. Myślę, że mogę przydać się jeszcze trenerowi i drużynie."




Największym przegranym tego sezonu była Barcelona, która miała chrapkę na wszystkie tytuły, a nie zdobyła nic. W lidze ubiegliśmy ją my, w Pucharze Hiszpanii przegrała w finale z Herculesem, a w finale Champions League uległa Celticowi Glasgow. Po pięciu latach sukcesów był to więc wyjątkowo nieurodzajny sezon dla wielkiej Barcy.

Najlepsi gracze Composteli w sezonie 2005/2006:



1. Espin, śr. 7.91, 33 mecze, 2 gole, 1 asysta, 2 razy gracz meczu, Sw/D LC

2. Jose Maria Caballero, śr. 7.89, 27 meczy, 13 goli, 6 asyst, 4 razy gracz meczu, F RLC

3. Mattias Asper, śr. 7.58, 36 meczy, 34 puszczone bramki, GK

4. Jandro, śr. 7.56, 32 meczy, 13 goli, 7 asyst, 3 razy gracz meczu, F C

Gonza, śr. 7.56, 18 meczy, 2 gole, 2 asysty, 1 raz gracz meczu, D C

6. Emilio Damian Martinez, śr. 7.50, 36 meczy, 5 goli, 1 asysta, 2 razy gracz meczu, D RC

7. Ignacio Arteaga, śr. 7.48, 29 meczy, 11 goli, 4 asysty, 2 razy gracz meczu, S C

8. Txusta, śr. 7.46, 28 meczy, 3 gole, 12 asyst, AM R

Felipe, śr. 7.46, 13 meczy, 1 gol, 7 asyst, 1 raz gracz meczu, D/AM L

10. Guiza, śr. 7.41, 29 meczy, 11 goli, 4 razy gracz meczu, S C

11. Helder Postiga, śr. 7.38, 21 meczy, 5 goli, 3 asysty, S C



Słabiej w tym sezonie zaprezentował się Arkadiusz Radomski (śr. 6.86) i
Jordi Prats (śr. 6.88). Nie zachwyciły także do końca nowe nabytki. Phillip Cocu ma już swoje lata i raczej w przyszłym sezonie swojej średniej (6.92) już nie poprawi, ale
Adilson to dopiero 23-letni chłopak i mam nadzieję, że będzie grał lepiej niż w tym roku (6.93). Ciągle nie mogą rozkręcić się na skrzydłach
Toni Amoros (7.03) i German Rivarola (7.08). Po raz kolejny słabe sezony (poniżej 7.00) zanotowali
Loren, Chicha i Angel Luis. Jeśli się nie poprawią to może być koniec ich kariery w Composteli.








Arkadiusz Radomski dla Galici: "[...] Jestem niezmiernie szczęśliwy z mistrzostwa i pomimo tego, że nie był to mój najlepszy sezon jestem pełen optymizmu. Mamy bardzo zgraną i dobrze rozumiejącą się drużynę. To może zaprocentować w przyszłości. Nikt nie wie na co nas stać."





Mistrzami swoich krajach zostali:


Anglia: Manchester United

Francja: PSG

Niemcy: Borussia Dortmund

Włochy: Roma (drugi raz z rzędu)

Polska: Wisła (po raz 6)

Portugalia: Sporting Lizbona



Puchar Mistrzów wywalczył Celtic Glasgow po zwycięstwie 2:0 nad Barceloną, a Puchar UEFA powędrował do Rzymu, gdyż Lazio pokonało w finale Panathinaikos
2:1.



Podsumowując dla Composteli był to bardzo udany sezon. Nikt nie spodziewał się mistrzostwa, ale nie znaczy to wcale, że było ono niezasłużone. Zabrakło w naszej drużynie indywidualnie brylujących gwiazd. Nikt nie został królem strzelców ligi, ani nic takiego. Drużyna grała jako kolektyw. Siła tkwiła w zespole. I ten zespół zwyciężył. Najlepsze było to, że w posezonowych podsumowaniach i nagrodach mnie i mój zespół całkowicie pominięto. Ani jeden z moich graczy nie dostał żadnej nagrody, choć np.
Mattias Asper był w minionym sezonie nie tylko najlepszym bramkarzem w Hiszpanii (ten tytuł przypadł
Casillasowi), ale w całej Europie (a ten tytuł otrzymał Toldo). Mnie także pominięto przy rozdawaniu nagród. To był po prostu cyrk. Najlepszym menadżerem został
Rexach, który w tym sezonie z Barceloną nie wywalczył nic, natomiast drugim menadżerem był
Juup Heycknes - szkoleniowiec Athletic Bilbao, które także nic nie wywalczyło i zajęło w dodatku dopiero 5 miejsce w lidze. Ciekawi mnie co trzeba zrobić w takim razie, by ktoś inny niż
Rexach otrzymał te nagrodę.
O artykule
Kategoria: Kariery
Podkategoria: CM 01/02
Dodano: 02.03.2008

Liczba wyświetleń: 1325

Średnia ocen: 0.00



Komentarze


Z tym materiałem nie są powiązane żadne opinie.



Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany!

© Centrum FM
Mapa serwisu