Union Berlin 2003-04 (cz.5)
Kolejny sezon zaczął się niezbyt dobrze. Zarząd odrzucił propozycję rozbudowy, ze względu na brak pieniędzy. Tylko dlaczego skoro dostałem blisko $8,000 000 za transmisje telewizyjne. Co do założeń na sezon, władze chciały poprostu pozostać w I lidze. Dzięki niezłej końcówce ubiegłego sezonu zapewniłem sobie awans do Pucharu UEFA. Będzie to okazja do sprawdzenia się poraz pierwszy na arenie europejskiej. Co ważne na transfery "nazbierałem" ponad 18 milionów dolarów. Ja osobiście chciałem, aby nadchodzący sezon nie był gorszy od poprzedniego.
1 lipca rozpoczął się okres transferowy. Na prawie Bosmana doszli do mnie: Blank, Alex Alves, Scotti, Sjölund i Dudek. Odeszli: Ba do Ulm (free), Zöphel do Aalen (free), Persich do Lüneburg ($1,200 000). Na świecie z ciekawszych transferów: Panucci do Milanu z Romy za $17,750 000, Seedorf do Lazio z Interu za $23,500 000. Prawdziwym hitem na rynku było przejście Crespo (Lazio) do Juventusu, za..... $81,000 000. Ciekawe posunięcia także wykonał Real kupując z Porto Mistę za $43,500 000. Brak rezerw i kasa znowu zmusiły mnie do zerwania kontraktów. Z klubu odeszli: Finger, Zechner i Bozsik.
Odbyło się losowanie Pucharu Niemiec. Moim przeciwnikiem będzie drugoligowy Schweinfurt. Doszedł do mnie także... Marcel Desailly oraz "zaklepałem" sobie transfer Laursena (przyjdzie 1 stycznia 2004). Puchar Ligi zdobyła Hertha (czyżby znowu świetny sezon). Zakupiłem także za $150,000 Miguela Coste (obiecujący obrońca).
Przed inauguracją sezonu kontuzji nabawił się Moore i będzie pauzował miesiąc. W zespole zaszło kilka istotnych zmian. Na pierwszy mecz delegowałem do gry: DUDEK - COSTA (będzie grał Dillon, narazie kontuzjowany), HOOGMA, DESAILLY, BLANK - SJÖLUND, JOHANSSON, WUTTKE, MOLS - IBRAHIMOVIC, JEDA. Ta drużyna miała rozpocząć walkę w sezonie 2003/2004. Pierwszą okazją ku temu było spotkanie z Bielefeld.
Mecz obserwowało 22500 widzów. Pierwszą połowę można było nazwać meczem Union kontra Laux. Bramkarz gospodarzy bronił fenomenalnie. Zdołał go pokonać jedynie Jeda w 32 minucie po akcji z Ibrahimovicem. Bielefeld odpowiedziało trafieniem Estaya. W drugiej części obraz gry nie uległ zmianie. Tylko, że gospodarze zagrali skuteczniej i bramki Ebiede i Djorkaeffa dały im zwycięstwo. Rozmiary porażki zmniejszył Alex Alves po podaniu Sjölunda. Nie bardzo cieszyła mnie taka kolej rzeczy, więc trzeba było coś zmieniać.
Okazją do rewanżu był mecz z Bochum. Chcieliśmy zmazać złe wrażenie po pierwszej kolejce. Huraganowe ataki przyniosły efekt w 21 minucie. Świetne podanie Sjölunda wykorzystał Ibrahimovic i było 1:0. Kontrolowaliśmy sytuację. Druga bramka padał po akcji dwójki napastników, którą wykończył Ibrahimovic w 37 minucie. Tuż przed przerwą kontaktową bramkę zdobył Feinbier. II połowa była podobna. Słabszą dyspozycję Dudka wykorzystał Schwarz i było 2:2. Szybka odpowiedź Dillona dała nam prowadzenie 3:2, którego już nie oddaliśmy. Znowu asystą popisał się Sjölund. Nareszcie gra wyglądała przyzwoicie i mogliśmy mieć nadzieję na postępy.
Przyszła pora na Puchar Niemiec. Liczyłem na łatwe zwycięstwo i miałem rację. Goście rozpoczęli odważnie i już w 14 minucie objęli prowadzenie. Ich zapędy szybko ostudził Jeda, zdobywając bramkę minutę później po akcji z Molsem. Potem dwie bramki w ciągu 4 minut dały nam prowadzenie 3:1. Najpierw z rzutu wolnego trafił Ibrahimovic, a w 42 minucie akcję Hoogma - Sjölund zakończył ten drugi. W drugiej połowie drugą bramkę zdobył Ibrahimovic i wygraliśmy 4:1. Cieszyła wzrastająca forma zespołu, zwłaszcza obrony. Niechlubnym rekordem tego spotkania była liczba widzów, zaledwie 7500.
Czekała mnie teraz 14 dniowa przerwa. Losowanie 2 rundy przydzieliło mi za rywala regionalny zespół Fulda. Natomiast losowanie pucharu UEFA przydzieliło mi szwajcarski Aarau. Polska w eliminacjach przegrała z Holandią 0:2 i wygrała z Macedonią 2:0 (Frankowski i Żurawski). Jednak sprawa awansu jeszcze nie jest rozstrzygnięta.
Trzecia kolejka Bundesligi to spotkanie z Leverkusen. Przegrałem po bardzo słabym meczu. Wynik przesądziła praktycznie pierwsza połowa. Dwie gole młodego napastnika z Danii - Håkanssona oraz samobójcza bramka Johanssona dały gościom prowadzenie, którego nie oddali do końca. Porażka dała nam do myślenia. Fatalna postawa napastników także dała o sobie znać. Podobnie kiepsko jak ja, sezon rozpoczął Bayern przegrywając dwukrotnie i zwyciężając w jednym meczu.
W pierwszej rundzie pucharu UEFA zagrałem z Aarau. Wygraliśmy 2:1, choć należało nam się okazalsze zwycięstwo. Pierwszą bramkę zdobył Moore w 18 minucie. Potem dobrze zagrywał Desailly i Johansson podwyższył na 2:0. Niestety później nie wykorzystaliśmy kilku akcji, natomiast goście zdobyli kontaktową bramkę w 76 minucie za sprawą Cantaluppiego i mają niezłą sytuację przed rewanżem.
W lidze szło natomiast pod górę. Grałem z beniaminkiem Reutlingen. Do przerwy przegrywałem już 0:2 po dwóch katastrofalnych błędach Dudka. W drugiej połowie Ibrahimovic zdobył bramkę, której sędzia nie uznał. Doszła do tego kontuzja Blanka i kolejna porażka stała się faktem. W lidze spadłem na 17 miejsce i chyba konieczne będą przetasowania w składzie jak i zmiana taktyki.
Na mecz z Frankfurtem ustawiłem zespół taktyką 4-4-2. Mam nadzieję, że przyniesie to jakikolwiek skutek. Jednak skutek był fatalny. Jedynie dzięki przyzwoitej postawie Dudka udało mi się nie przegrać. A bezbramkowy remis i jeden celny strzał na bramkę rywala nic dobrego nie wróży.
Nadzieję przywróciło zwycięstwo w rewanżu z Aarau. Bramki zdobyli w 18 minucie Sjölund, a w 30 minucie bramkarza gospodarzy pokonał Moore. Zwycięstwo cieszyło, ale nie skuteczność. Oddaliśmy 16! celnych strzałów, zdobywając tylko dwie bramki. Kilku okazji nie wykorzystali: Wuttke, Ibrahimovic czy Moore (oddał 6 celnych strzałów). Musiałem znaleźć (i to szybko) dobrego napastnika. Fakt inny to natomiast awans do kolejnej rundy. Na losowanie drugiej rundy też nie narzekałem. Trafiłem na Żalgiris Wilno.
Na wyjazd do Schalke mobilizowałem chłopaków jak mogłem. Punkty były nam potrzebne i to bardzo. Cieszyły mnie pochlebne recenzje na temat Laursena, którego spodziewałem się w klubie od stycznia. Mecz z Schalke był fantastycznym spotkaniem. Gospodarze rozpoczęli ostrożnie co natychmiast wykorzystaliśmy. Kilka groźnych akcji wzbudziło podziw kibiców. Ale Ilgner bronił bardzo dobrze. Tuż przed przerwą Arveladse uzyskał prowadzenie dla Schalke. Po przerwie chłopcy wyszli na boisko pełni wiary w zwycięstwo. Mimo tego Arveladse poraz drugi pokonał Dudka i sytuacja stała się beznadziejna. Postanowiłem dokonać zmian. W 60 minucie na boisko weszli Singuaroli, Maertens i Mols. Cień szansy na choćby remis dał Singuaroli. Piękne uderzenie Wuttke zablokował Wałdoch, ale dobitka Singuaroliego była bezbłędna. Do końca spotkania pozostawało niespełna 4 minuty. Były chyba to najgorsze cztery minuty kibiców Schalke. W 86 minucie doskonałym podaniem popisał się Wenzel, a sytuacje wykorzystał ponownie Singuaroli. Czekałem spokojne na gwizdek, a tu, w 88 minucie Ibrahimovic przejmuje niecelne podanie, szybko odgrywa do Wuttke, który strzela nie do obrony i obejmujemy prowadzenie 3:2. Myślałem, że nic się już nie stanie. Byłem w błędzie. W 90 minucie Sand strzela niesygnalizowanie i Dudek jest bez szans. Szkoda było tego remisu, ale kilka sekund później na wysokości zadania stanął Mols, który wykorzystał podanie Jedy i wygraliśmy 4:3. Było to jedno z najbardziej dramatycznych spotkań w mojej karierze. Dzięki temu zwycięstwu udało mi się opuścić strefę spadkową.
Jechałem do Vfb liczyłem na przełamanie serii i zwycięstwo. Jednak porażka 1:3 pokrzyżowała wszystkie plany. Znowu słabo Dudek i Wenzel. Fatalna postawa linii ataku. Honor uratował wprowadzony Alex Alves. Natomiast hat-trickiem dla gospodarzy popisał się Dundee. Jedynym piłkarzem, który zagrał na swoim poziomie był Jeda. Reszta zagrała bardzo słabo. Porażka niedość, że zepchała mnie na dół tabeli to powiększyła różnicę do liderującego Werderu do 11 punktów. W Superpucharze Europy Porto po karnych pokonało Herthę.
Po porażce w Stutgarcie postanowiłem odstawić na ławkę Dudka. Zastąpi go Scotti. W ostatnim spotkaniu eliminacji Polska wygrała na wyjeździe z Maltą 3:2 (Kobylański, Frankowski, Moskalewicz). Polacy w play-off zmierzą się z Jugosławią.
W M`gladbach wyszedłem ofensywnie ustawiony. Na ławce usiadł Ibrahimovic, który nie spełniał moich oczekiwań. Zastąpił go Mols. Rozpoczęliśmy od ostrego uderzenia. W 19 minucie piękna akcja Wuttke i jeszcze piękniejsze wykończenie Jedy. Chwilę później Jeda poraz drugi wpisuje się na listę strzelców po podaniu Blanka. Wkońcu w 40 minucie dwójkowe rozegranie Jedy z Molsem kończy Brazylijczyk i do przerwy prowadzę 3:0. Druga część przyniosła nam jeszcze tylko trafienie Molsa po akcji Ibrahimovica. Co do Szweda, to prezentuje się dużo lepiej wchodząc z ławki. Zwycięstwo poprawiło nastrój w drużynie, a czekało nas spotkanie w PU.
Oglądając mecz z Żalgirisem przecierałem oczy ze zdziwienia. Union grał bajecznie. Już pierwsza akcja w 5 minucie przyniosła prowadzenie. Doskonałe podanie Jedy wykorzystał Mols i 19000 widzów cieszyło się z prowadzenia. W 24 minucie dynamicznie wszedł w pole karne Desailly i zagrał do Moore, który strzelił na 2:0. Przed zakończeniem pierwszej połowy Jeda strzelił 3 bramkę po akcji Wuttke i schodziłem na przerwę zadowolony. W II połowie goście wzięli się do odrabiania strat, ale świetnie bronił Scotti. Nareszcie cały zespół zasłużył na pochwałę.
Mecz u siebie z Werderem traktowałem w ramach "być albo nie być". Okazało się, że nareszcie drużyna złapała rytm i możemy włączyć się do walki o mistrzostwo (jesieni). Pierwsza akcja przeprowadzona przez Union miała miejsce w 10 minucie. Dobrym wyczuciem popisał się Jeda, a Wuttke takich sytuacji nie marnuje. Mecz przebiegał spokojnie. W 22 minucie kolejna akcja dała nam drugą bramkę. Szybki rajd skrzydłem Sjölunda i dośrodkowanie na bramkę zamienił Jeda. Goście jednak nie mieli zamiaru oddać meczu bez walki. Trafienia Herrlicha i Geordiadisa dały im remis. Ale czułem, że mecz możemy wygrać. Co do tych bramek, to błędy Scottiego miały duże znaczenie. Ale drugie 45 minut, to popis jednego zawodnika... Ibrahimovica. Wpuściłem go na boisko w 57 minucie za Molsa, a on... . W 67 minucie otrzymał piłkę od Wenzela, minął obrońców i strzelił na 3:2. Sześć minut potem znowu pokonał Stefana Klosa. Tym razem duża w tym zasługa Singuaroliego. Wkońcu w 79 minucie po akcji Alvesa i rajdzie środkiem boiska poraz trzeci strzelił gola. Wygrałem 5:2 i nareszcie cieszyła mnie skuteczność moich graczy.
10 kolejkę rozpoczął mój mecz z Nürnybergą. Poraz kolejny okazało się, że nie umiemy grać do końca. Gospodarze objęli prowadzenie w 35 minucie. Ale w drugie połowie szybko zdobyliśmy dwa gole. Najpierw Jeda w 59 minucie po wrzutce Wuttke, a w 63 minucie Wenzel (już 3 asysta w 6 meczu) podał do Wuttke, który dał nam prowadzenie. Niestety szybko zapał minął i Tretschok kilka sekund później wyrównał. Liczyłem na jeszcze jeden zryw lub chociaż na dowiezienie remisu. Niestety w 85 minucie Kolka strzelił na 3:2 i musiałem uznać wyższość gospodarzy.
Na szczęście w rewanżu z Żargilisem pozbieraliśmy się i zwycięstwo 2:0 pozwoliło nam na awans do kolejnej rundy. Łupem bramkowym podzielili się Moore i Mols. Moore strzelił bramkę w 36 minucie, a Mols po akcji Johanssona w 58 minucie. Nie wykorzystaliśmy kilku stuprocentowych akcji, ale cieszyło zwycięstwo. Mam cichą nadzieję, że losowanie będzie ponownie dobre. W lidze zajmuje miejsce w środku tabeli. Trzeba będzie powalczyć o wyższe cele.
Nie będę mówił, że liczyłem na dobry występ w kolejnym meczu. Tym razem miałem spotkać się z Kaiserslautern. Kibice cieszyli się już od drugiej minuty, kiedy to Sjölund strzelił bramkę. Do końca pierwszej połowy wynik nie uległ zmianie. Druga rozpoczęła się taka samo dobrze jak pierwsza. W 48 minucie Mols popisał się solową akcją i nie dał szans dla Gospodarka. Gdy w 56 minucie Jeda był faulowany w polu karnym, a jedenastkę na bramkę zamienił Sjölund byłem pewny zwycięstwa. Goście poderwali się do ataku. Udało im się za sprawą Kolsa i Svenssona doprowadzić do wyniku 3:2, ale zabrakło im czasu i wygrałem to spotkanie. Czołowe zespoły także przegrywały swoje spotkania i powoli odrabiałem straty.
Mecz drugiej rundy pucharu Niemiec traktowałem bardziej w ramach treningu niż prawdziwego spotkania. Nie pomyliłem się. Chłopcy wyszli pewni sukcesu i wygrali. Początkowo trochę się zdenerwowałem, gdy w 27 minucie Di Salvo pokonał Scottiego, ale jeszcze przed przerwą zdołaliśmy wyrównać. Pierwszą bramkę dla nas zdobył Sjölund po dośrodkowaniu Molsa. Tuż przed gwizdkiem kończącym I połowę doskonałym strzałem z dystansu popisał się Jeda. Po przerwie natychmiast opanowaliśmy środek pola. W 56 minucie ponownie asysta Molsa otworzyła drogę do bramki dla Moore, a festiwal zakończył w 71 minucie Jeda po podaniu Wuttke. Schodziliśmy bardzo uradowani zwycięstwem i awansem do kolejnej rundy.
Natychmiast po spotkaniu w telewizji podniosły się głosy na temat dobrej gry Molsa. Postanowiłem wyróżnić go po meczu. Chcę także podzielić się małą refleksją na temat występu polskich drużyn w pucharach. W pucharze UEFA zabraknie "naszych" przedstawicieli w trzeciej rundzie. Natomiast w LM zagrały 2! polskie kluby - Wisła i Widzew. Oba poległy z kretesem. Rywali miały trudnych, ale nie stawiało ich to na straconej pozycji. Widzew grał z Juventusem, Chelsea i PSG. Jedno zwycięstwo na zakończenie z PSG i 5 porażek. Wisła natomiast uległa (niespodziewanie) Milanowi, Dynamo Kijów i Wolfsburgowi. Remis z Milanem i zwycięstwo z Wolfsburgiem pozwalało myśleć o 2 rundzie.
Ale wracając do Unionu. Czeka mnie teraz kilkanaście dni przerwy przed meczem z Bayernem Monachium. W Genewie odbyło się losowanie 3 rundy pucharu UEFA. Los okazał się poraz kolejny łaskawy (teoretycznie). Trafiłem na turecki Trabzonspor. W meczach play-off do Mistrzostw Europy Polska wygrała z Jugosławią... 4:0 (2x Żurawski, Szymkowiak i Rachwał). Chyba możemy świętować już awans do ME w Portugalii. W rewanżu polegli 0:3, ale zaliczka z pierwszego meczu wystarczyła i Polska zagra w finałach ME.
Kilka dni przed meczem z Bayernem odbyło się losowanie pucharu Niemiec. Trafiłem znowu dobrze, bo na drugoligowy Freiburg. Mecz z Bayernem zakończył się sprawiedliwym remisem. Pierwsza połowa należała do nas. Świetne rajdy Wuttke i Moore budziły aplauz u kibiców. Po jednym z nich tuż przed polem karnym faulowany był Wuttke. Sam wymierzył sprawiedliwość strzelając z rzutu wolnego bramkę w 26 minucie. Szyki pokrzyżowała nam czerwona kartka Jedy w 45 minucie za uderzenie Effenberga (ja Effenberga też nie lubię, dobrze mu tak). Goście w II połowie ruszyli ostro do odrabiania strat. Udało się im to w 64 minucie po strzale Élbera. Podział punktów sprawiedliwy, tylko sędziowanie nie bardzo. Moja prośba w związku nie zdała się na wiele. Martwiła mnie też 3-tygodniowa kontuzja Singuaroliego.
Po dobrym występie w lidze jechaliśmy w niezłych nastrojach do Turcji. Liczyłem chociaż na remis. Pierwsze minuty dały nam do zrozumienia, że rywal nie jest wymagający. W 18 minucie akcję Wuttke wykończył Sjölund i objęliśmy prowadzenie. Po 6 minutach sam Wuttke popisał się technicznym strzałem i prowadziliśmy 2:0. Tym razem w roli podającego wystąpił Maertens. Do końca I połowy jak i w drugiej gra układał się po naszej myśli. Kontaktowa bramka Levanta w 76 minucie dała cień szansy dla gospodarzy, ale dobra gra obrony i fantastyczna dyspozycja Scottiego nie pozwoliły nam na stratę kolejnych bramek.
Do ostatniego zespołu ligi Mainz jechałem z myślą wywiezienia 3 punktów (bardzo potrzebnych). Zagrałem podstawowym składem, jedynie pauzującego za kartki Jedę zastąpił Alves. Nasze ataki od początku spotkania przyniosły efekt w 14 minucie. Po strzale Mols do odbitej piłki doszedł Maertens i było 1:0. Kontrolowaliśmy poczynania na boisku. Druga bramka padła dopiero w 65 minucie, a jej autorem był Moore. Zwycięstwo ucieszyło tym bardziej, że udało mi się awansować w tabeli. Cieszyła postawa Scottiego (znowu czyste konto). Zmartwiła mnie kontuzja Sjölunda, ale jak dowiedziałem się od lekarzy będzie pauzował najwyżej 10 dni.
Przed meczem w pucharze Niemiec dowiedziałem się, że Jeda będzie pauzował przez 6 spotkań. Wierzyłem w zwycięstwo w meczu z Freiburgiem. Bałem się tylko czy chłopcy nie zlekceważą przeciwnika. Moje obawy potwierdziły już pierwsze minuty. Mianowicie w 11 minucie Bruns pokonał Scottiego i przegrywałem 0:1. Ale potem na boisku istniał tylko Union. W 22 minucie atomowe uderzenie Wuttke trafia w słupek, do piłki dochodzi Moore i jest 1:1. W 33 minucie ponownie Wuttke przyczynia się do zdobycia bramki. Tym razem dokładnie podaje pod nogi Molsa, który z bliska pokonuje golkipera gości. W II połowie graliśmy swoje. Wynik już w 90 minucie ustalił Alex Alves po podaniu Maertensa. Powoli na gwiazdę wyrasta Scotti (tym razem obronił 5 strzałów i nota 8). Jeśli będzie spisywał się tak dalej mam szansę na walkę w lidze i pucharach.
W meczu z Dortmundem prowadzenie obejmowałem dwukrotnie, ale goście dwukrotnie remisowali. Już w 6 minucie akcję Blanka wykończył Mols. Kwadrans przed zakończeniem pierwszej części wyrównał Frommer. Ale kilka chwil potem było 2:1. Dillon dograł do Moore, który bez kłopotu pokonał Roberta Enke. W drugiej połowie wynik na 2:2 ustalił w 60 minucie Bobic. Mieliśmy okazję do strzelenia zwycięskiej bramki, ale goście także mieli kilka sytuacji. Remis był jak najbardziej sprawiedliwy. W kraju rządził Leverkusen. Miałem stratę do wicelidera Borusii 6 punktów, a do Leverkusen już 14.
Rewanż z Trabzonsportem traktowałem jako formalność. W międzyczasie odbyło się losowanie PN (Puchar Niemiec). Znowu szczęśliwy traf spowodował, że trafiłem na łatwego rywala. Był to zespół beniaminka I ligi Reutlingen (choć już przegrałem z nimi w tym sezonie). Co do meczu z Trabzonsportem pierwsza połowa minęła szybko. Choć pod koniec kilka akcji (szczególnie Jedy) zakręciło obroną gości. W II połowie udało się nam zdobyć 2 gole i praktycznie już po kwadransie drugich 45 minut zapewniliśmy sobie awans. W 49 minucie powracający po kontuzji Sjölund pokonał bramkarza gości, a w 67 minucie Ibrahimovic po podaniu Wuttke podwyższył na 2:0. Goście odpowiedzieli trafieniem Lange w 75 minucie, ale stać ich było tylko na tyle i mogłem świętować awans do 4 rundy. W piątek odbyło się losowanie. Trafiłem nieźle, bo na Brondby.
Po losowaniu czekaliśmy na ligową potyczkę z rywalem zza miedzy - berlińską Herthą. Do przerwy byliśmy górą. Już pierwsza nasza akcja w 5 minucie przyniosła prowadzenie. Podanie Sjölunda wykorzystał Mols i objęliśmy prowadzenie. W 11 minucie Auer minął Hoogme i Hertha wyrównała. Jednak z remisu cieszyli się tylko 4 minuty. Po kwadransie prowadziliśmy 2:1. Dokładna piłka od Wuttke pozwoliła dla Moore pokonać Aspera. W drugiej połowie bramki już nie padły i udało się nam wygrać ten ważny mecz. Poprawiło to atmosferę w klubie. Doszło też do największego transferu do mojego klubu. Nasze szeregi zasilił świetny obrońca z Włoch - Roberto Cardinale. Wydałem na niego $7,750 000.
W grudniu czekało mnie jeszcze 3 mecze. Najbliższy grałem z Biedefield. Puchar Interkontynentalny zdobyła drużyna Porto wygrywając 1:0 z Flamengo. Jeśli chodzi o mecz z Biedefield to niestety tylko zremisowałem. Wogóle dochodzę do wniosku, że mam jakiś kompleks bramkarza gości Lauxa. Wielokrotnie stawał na przeszkodzie do zdobycia bramki. Tym razem było tak samo. W pierwszej połowie bez bramek. W II części spotkania w 58 minucie uzyskaliśmy prowadzenie po strzale Maertensa. Świetne podanie Ibrahimovica. Niestety goście wyrównali za sprawą Ailtona 10 minut później (zresztą jedyny celny strzał gości). Remis trochę mnie zdenerwował, ale nie jest źle.
Teraz czeka nas spotkanie w pucharze Niemiec. 15 grudnia rozpoczął sie okres transferowy. Kluby zmienili min. Iuliano (z Juventusu do Barcelony za 19 milionów dolarów), Roberto Carlos (powrót do Realu z Lazio za 21 milinów). Zaczęły się problemy z Younesem. Zaczął na łamach prasy spekulować, że nie daję mu odejść z klubu. Postanowiłem wyjaśnić prasie, że to nasza sprawa. Szlak mnie trafił po meczu pucharowym. Przegraliśmy u siebie z Reutlingen 0:2. Goście oddali tylko 2 celne strzały. My natomiast nie wykorzystaliśmy kilku świetnych okazji. Znowu jakieś kompleksy czy co. W meczu słabo wypadł Cardinale i Jeda. Mam cichą nadzieję, że wszystko wróci do normy. Pozostała mi więc walka w lidze i pucharze UEFA.
31 grudnia był ostatnim dniem roku oraz dniem, kiedy rozgrywałem mecz 17 kolejki. Do 1.FC Köln pojechałem z marzeniem wywiezienia 3 punktów. Cel osiągnąłem wygrywając 2:0. Wynik ustaliły bramki zdobyte w ciągu 3 minut, tuż przed zakończeniem pierwszej połowy. Najpierw Ibrahimovic wpisał się na listę strzelców po akcji Wuttke, a potem już w dodanym czasie gry samobójcza bramka obrońcy gości po strzale Wuttke. W II połowie graliśmy dobrze. Świetnie zaprezentował się w bramce Scotti i mogłem cieszyć się z kolejnych punktów.
Nowy rok rozpoczął się od przyjścia Laursena. Pierwszy mecz w nowym roku miałem rozegrać u siebie z Wolfsburgiem. Nareszcie doczekałem się prawdziwego napastnika. Laursen zanotował świetny występ. Najpierw w 16 minucie odważnie wszedł w pole karne. Faulował go Winter, a jedenastkę na bramkę zamienił Sjölund. Do końca pierwszej części wynik nie uległ zmianie. Potem w 67 minucie po indywidualnej akcji pokonał bramkarza gości i było już 2:0. Goście zdobyli kontaktową bramkę za sprawą Nyarko, ale stać ich było tylko na tyle. Dzięki zwycięstwu awansowałem na 5 pozycję w tabeli (14 punktów straty do Leverkusen).
Nie obyło się bez wzmocnień. Jak zawsze przejrzałem listę wolnych strzelców. Zaklepałem sobie takich piłkarzy jak: Aldo Duscher (24-letni Argentyńczyk z Deportivo), Daniel Cruz (z Ajaxu). Kupiłem za $1,300 000 Mattiasa Moströma. Obiecujący 20-letni pomocnik z AIK`u. Na tym nie koniec. Za free przyszli jeszcze: Daniel Jensen, Bonaventure Kolou, Alfonso Conte i Aliyu (fantastyczny Nigeryjczyk z Milanu). Klubowe Mistrzostwo Świata dla Barcelony (4:1 w finale z Porto). Kilku moich piłkarzy nie nadawało się za bardzo na I ligę i opuścili szeregi mojego zespołu. Byli to: Froese, Rachwał, Okeke i Younes. Ciężko było mi się z nimi rozstać. Pamiętałem o ich zasługach dla klubu. Ale nie grali nawet już od 2 sezonów, a tak może jeszcze ich kariera rozwinie się w innym klubie.
Ucieszyła mnie również wiadomość o Wuttke. Wszyscy zachwycają się jego dobrymi występami, a szczególnie dużą ilością asyst (już 11, blisko swojego rekordu). Udało mi się także sprzedać Bobadille do Chemnitz za $2,200 000. Przejdzie tam jednak dopiero 1 lipca 2004 roku.
Do Bochum pojechałem z zamiarem zwycięstwa. Cel wykonałem i to w dobrym stylu. Pierwsze minuty należały do nas. Choć bramka padła dopiero w 26 minucie. Po podaniu Wuttke futbolówkę przejął Moore i było 1:0. Kilka minut potem było już 1:1. Wyrównał Bastruck. W II części dobrze zaprezentował się wpuszczony Alex Alves. Pierwszy kontakt z piłką przyniósł mu bramkę po akcji Laursena (dobry występ). Takim też rezultatem zakończyło się to spotkanie.
Z Vfb zremisowałem 3:3 po bardzo pechowym spotkaniu. Rozpoczęło się znakomicie. 7 minuta podanie Laursena przejmuje Sjölund i jest 1:0. Tuż przed przerwą asysta młodego Moströma i Wuttke podwyższa na 2:0. Widziałem, że jest nieźle i zmieniłem kilku piłkarzy. Znowu dobre wejście Alvesa, który 3 minuty po wejściu na boisku wykorzystał podanie Johanssona (także wprowadzony po przerwie) i było 3:0. Niestety potem na boisku istniał tylko napastnik Vfb Dundee (kolejny kompleks). Strzelił trzy gole w 11 minut (75, 78 i 86) i niestety tylko remis. Ale widać poprawę w grze Unionu i coraz lepsze zgranie. Po 20 kolejkach:
1. Leverkusen 51 (co za sezon)
------------------------------
2. Werder Breme 37
3. Dortmund 36
4. Union Berlin 35
Powoli nadrabiałem do czołówki, ale Leverkusen chyba jest poza zasięgiem. Dojdzie także do mnie od 1 lipca Frederico Balzaretti z Milanu. Do Leverkusen pojechałem bardziej, żeby nie przegrać. Okazało się, że stoczyłem świetny pojedynek i gdyby nie sędziowie to mogłem wygrać. Kovac w 26 minucie dał prowadzenie dla Bayeru. Do przerwy wynik nie uległ zmianie. Tuż na początku drugiej połowy Wuttke po indywidualnej akcji strzelił bramkę dającą nam remis. Niestety potem sędziowie nie uznali bramki Laursena i Wuttke, a gospodarze podwyższyli za sprawą Håkanssona. Porażka spowodowała, że spadłem na 7 miejsce. Ale ścisk w czołówce jest straszny i jeszcze przez kilka kolejek nie będzie wiadomo, kto może powalczyć o wicemistrzostwo.
Schalke przyjechało do mnie także nie przegrać. Jednak stanęliśmy na wysokości zadania i wygraliśmy. Skromnie bo skromnie tylko 1:0. Bramkę zdobył w 17 minucie po rajdzie lewą stroną i dośrodkowaniu Dillona Laursen. Popisał się świetnym strzałem głową i mogłem cieszyć się z prowadzenia. Utrzymaliśmy je do końca spotkania i odrobiliśmy straty w tabeli.
Czekało mnie teraz bardzo ważne spotkanie z Frankfurtem na wyjeździe. Zespół ten zajmował 3 lokatę i był moim bezpośrednim przeciwnikiem w walce o wicemistrzostwo. Do przerwy przecierałem oczy ze zdumienia. To co wyczyniał w bramce Heinen przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Obronił 7 celnych strzałów. Gospodarze natomiast dwukrotnie pokonali Scottiego za sprawą Klose i Albacka i po godzinie przegrywałem 0:2. Ożywienie do gry wnieśli zmiennicy. W 67 minucie Desailly zagrał do Wuttke, który wykorzystał okazję i było już tylko 1:2. Mecz zbliżał się do końca. Wreszcie w 90 minucie akcję Blanka rozwinął Sjölund i podał do Laursena, który wyrównał. Cieszyłem się z remisu, choć mogłem mecz wygrać.
4 marca pojechałem do Broendby na pierwszy mecz 4 rundy pucharu UEFA. Rywale zaprezentowali się bardzo słabi i tylko dzięki bramkarzowi przegrali minimalnie, bo 0:2. W 25 minucie pierwszą bramkę zdobył Moore. Potem kontrolowałem wydarzenia. W słabszej dyspozycji jest Jeda, który jakość nie może "zgrać się" z Laursenem. Natomiast młody Duńczyk wpisał się w kolejny meczu na listę strzelców. I w 67 minucie prowadziłem 2:0. Piękne podanie Molströma. Cieszyło zwycięstwo i chyba awans do kolejnej rundy, bo raczej Broendby nie powinno mi sprawić kłopotu na moim terenie.
Przyszedł czas na wyjazd do Reutlingen. Chciałem wygrać ten mecz. Moje marzenia spełniły się. Udało nam się wygrać i to po dobrym spotkaniu. W 18 minucie Laursen podał do Wuttke, a ten uzyskał prowadzenie. Niestety chwilę później gospodarze strzelili 2 gole w ciągu dwóch minut i było znowu źle. Przed przerwą zdołaliśmy jeszcze wyrównać. Piękny strzał Wuttke z wolnego odbił się od obrońcy, a dobitka Laursena znalazła drogę do bramki. W II połowie opanowaliśmy wydarzenia na boisku i pewnie wygraliśmy 5:2. Festiwal drugiej połowy rozpoczął Ibrahimovic w 62 minucie dobijając strzał Alvesa. Potem dwie bramki dwójki Sjölund - Wuttke. Najpierw w 73 minucie strzał z wolnego Wuttke trafia w słupek, ale dobitka Sjölunda jest skuteczna, a w 85 minucie to właśnie Sjölund dogrywa do Wuttke, który ustala wynik spotkania. Zwycięstwo tym bardziej zaskakujące, że od 40 minuty grałem w "10" po czerwonej kartce Desailly`ego.
W rewanżu z Broendby zagrałem podstawową jedenastką. Mecz nie był za bardzo ciekawy. Już po 20 minutach prowadziłem 2:0. Nareszcie przypomniał o sobie Jeda. Wykorzystując podania Desailly i Laursena. W II połowie wynik już nie uległ zmianie, choć zarówno my jak i goście mieli po kilka okazji. Najbardziej zdenerwowała mnie kontuzja Laursena i 3 tygodnie odpoczynku. Mogłem mu odpuścić ten mecz, a tak nie będę mógł skorzystać z niego w najważniejszych meczach sezonu. W ćwierćfinale trafiłem na Sportnig Lizbona.
Po meczu z Nürnbergą opieprzyłem moich piłkarzy jak się dało najgorzej. Przegraliśmy u siebie 1:2, mimo 12 celnych strzałów. Jedynie dla Moore udało pokonać się bramkarza gości Oskara Pereza. Natomiast oni oddali zaledwie 3 celne strzały, z czego 2 znalazły drogę do bramki. Porażka ta bardzo ostudziła nasze zapędy w walce o wicemistrzostwo. Bo mistrzostwo ma praktycznie zapewniony Bayer Leverkusen.
Do meczu ze Sportingiem przystępowałem zmobilizowany. Grałem u siebie i musiałem wygrać. Pierwsza połowa bardzo słaba. Zaledwie jeden celny strzał w naszym wykonaniu. Ale w drugiej części było już lepiej. W 57 minucie dynamicznie wchodzącego w pole karne Sjölunda faulował Quim i sam poszkodowany wykorzystał jedenastkę. Kilka minut później na listę strzelców wpisał się Ibrahimovic po podaniu Jedy. Wyjątkowo dzisiaj aktywny Sjölund zdobył swoją drugą bramkę w meczu po akcji z Wuttke w 67 minuty. Trochę zdenerwowała mnie bramka Diego Alonso w 90 minucie, ale 3:1 to dobra zaliczka przed rewanżem. Dokonałem kolejnej sprzedaży. Tym razem klub opuści Wenzel przechodząc do Chemnitz za $1,600 000.
Sporting w Lizbonie odprawiłem 2:1 i mogłem cieszyć się z awansu do półfinału tej imprezy. Mimo, że przegrywałem do przerwy 0:1 po golu w 45 minucie Diego Alonso, to w II połowie pozbieraliśmy się szybko i zdołaliśmy strzelić 2 gole. Najpierw w 56 minucie Wuttke obsłużył Moströma i było 1:1, a w 83 minucie wynik ustalił Sjölund po podaniu Meartensa. Z wielką niecierpliwością czekałem na rywala. Byli to: Lazio, Leverkusen i Olimpiakos. Chyba chciałbym zagrać z Grekami, ale losowanie przydzieliło mi... Olimpiakos. Znowu szczęście w losowaniu, ale będzie trudno.
Mecz z Kaiserslautern zakończył się bezbramkowym (sprawiedliwym) rezultatem. Oba zespoły "dostosowały się" do słabego widowiska. Żaden z zawodników nie dał rady pokonać bramkarza rywali. Zmartwiła mnie kontuzja Scottiego i 3-tygodniowa rehabilitacja. Po 26 kolejkach zajmuję 5 miejsce i mam duże szanse na wicemistrzostwo Niemiec, wszystko okaże się w najbliższych kolejkach.
4 kwietnia przyszło mi się spotkać w meczu u siebie z M`gladbach. Goście zagrali początkowo bardzo odważnie i praktycznie pierwsze pół godziny należało do nich. W ciągu tego czasu zdobyli jedną bramkę po strzale Jelica. I na przerwę schodziłem przegrywając 0:1 i grając w "10". Tym razem czerwień dla Blanka. Na drugą część wyszliśmy zmobilizowani i zagraliśmy świetnie. W 60 minucie Mols dostał piłkę od Jedy i wyrównaliśmy. Potem dwa piękne gole Laursena po akcjach z Wuttke i Singuarolim. Rozmiary porażki zmniejszył w 89 minucie Munteanu. Ale udało mi się wygrać 3:2 i zdobyć cenne 3 punkty. Znowu swoją wielkość udowodnił Laursen, który po powrocie po kontuzji zdobył 2 gole.
Nadeszła także pora na półfinał pucharu UEFA. Przyjechał do mnie grecki Olimpiakos. Bałem się czy chłopaków stać na wielki mecz z takim rywalem. Jednak bezpodstawnie. Początek zagraliśmy spokojnie. Dopiero w 31 minucie komplet widzów ujrzał pierwszą bramkę, którą zdobył Sjölund po podaniu Desailli`ego. W 38 minucie wyrównał Simao. Sędzia główny tego spotkania przedłużył pierwszą połowę aż o 6 minut. I właśnie w 51 minucie fantastyczny strzał z wolnego w wykonaniu Wuttke dał nam prowadzenie. W II połowie goście nie zdołali pokonać Dudka (świetnie zastępuje Scottiego), a nam udało się strzelić 3 bramkę za sprawą niezawodnego Laursena, który wykorzystał dośrodkowanie Johanssona. Przed rewanżem chyba jesteśmy faworytami. A jeśli wyeliminujemy Greków w finale spotkamy się najprawdopodobniej z Leverkusen, który pokonał także w stosunku 3:1 Lazio.
Do Breme jechałem pełen obaw. Werder zajmował 3 miejsce, ale nasze notowania poszły w górę i stawaliśmy się powoli silną jedenastką. Już w 1 minucie Singuaroli strzelił bramkę, tylko, że sędzia nie uznał bramki. Wogóle sędziowie "lubili" moja drużynę. Często nie uznawali bramek, a kartki pokazywali z wielką łatwością. Jednak nas to tylko zmobilizowało i w 22 minucie Sjölund strzelił bramkę. W II połowie Stalteri wyrównał i zrobiło się bardzo gorąco. Świetnie bronił Dudek, a w 72 minucie trafienie Ibrahimovica dało nam prowadzenie, którego już nie oddaliśmy do końca spotkania. Już na 6 kolejek przed końcem Bayer Leverkusen mógł świętować tytuł mistrza.
Nareszcie ktoś docenił postępy Laursena. Pochwaliłem jego za grę i ducha, którego wniósł do zespołu. Ucieszył sie bardzo, a i fani byli zadowoleni. Poprawiło to nastroje przed meczem z zamykającym tabelę Mainz. Jedno z kolejnych spotkań typu, strzeliłem jedną bramkę na 15 strzałów. Tu było podobnie. Pierwsza połowa mimo ogromnej przewagi dała nam tylko bramkę Desailly po akcji z partnerem z obrony Blankiem. W II połowie kilka groźnych akcji także nie dało rezultatu. Dopiero w 65 minucie Ibrahimiovic zdołał pokonać bramkarza gości po podaniu Cardinale, a kilku minut potem Mols strzelił 3 bramkę. Goście odpowiedzieli trafieniem Rodrigueza, ale i tak wygrałem 3:1. Co do ilości strzałów. Oddałem 22 strzały z czego 15 celnych, efekt powinien być chyba lepszy. Ale najbardziej cieszy 3 punkty i awans na 3 miejsce w tabeli. Zwycięstwo okupiłem... 3 kontuzjami. Boisko opuścili: Blank (2 tygodnie), Desailly (10 dni) i Moore (2 tygodnie).
Do Grecji jechałem bardzo skoncentrowany. Wiedziałem, że mogę pozwolić sobie nawet na jednobramkową porażkę, ale chciałem wygrać. Zaczęło się źle. Już w 9 minucie Szymkowiak pokonał Dudka i przegrywałem 0:1. Swoją drogą Szymkowiak świetnie spisuje się w Olimpiakosie. Do przerwy wynik nie uległ zmianie i mogłem cieszyć się z awansu. Ale pozostawało jeszcze 45 minut. Gdy w 53 minucie Niqui dostał czerwoną kartkę za faul na Ibrahimovicu, a Wuttke pięknie strzelił z wolnego i było 1:1 wiedziałem, że finał jest mój. Kilka minut później znowu humor popsuł mi Szymkowiak. Ale na jego trafienie odpowiedziałem dwoma bramkami. Najpierw Mols zagrał kombinacyjnie z Alvesem i było 2:2, a w 77 minucie Ibrahimovic wykorzystał dośrodkowanie Moströma i było 3:2 dla mnie. Takim też rezultatem zakończył się mecz i mogłem świętować największy sukces mojej drużyny. A w finale czeka nas potyczka z rywalem z ligi - Bayerem Leverkusen, ale to dopiero 19 maja 2004 roku.
Laursen na ustach całych Niemiec. Wszyscy zachwycają się jego grą. Oby tak dalej. Cieszy świetna forma dublerów, którzy zastępują moje gwiazdy. Teraz czas na mecz z 1.FC Köln. W towarzyskim spotkaniu Polacy wygrali z Ukrainą 3:1 (Frankowski, Kobylański, Krzynówek). Dobrze wróży to przed finałami ME w Portugalii (w grupie z Chorwacją, Francją i Grecją).
Mecz z 1.FC Köln zagrałem w najsilniejszym składzie. Cieszyły mnie opinie mojego zastępcy o postępach Costy. Stał się świetnym obrońcą. Pierwsza połowa to raczej kiepskie widowisko. Objęliśmy prowadzenie w ostatnich sekundach po strzale Moströma. Dokładne podanie Cardinale (powoli zaczyna spłacać wydaną na siebie kasę). Jednak po przerwie zagraliśmy jak przystało na finalistów pucharu UEFA. W 57 minucie Gerhard strzelił wyrównującą bramkę, ale na tym się skończyło. Potem graliśmy tylko my. Już kilka minut potem Laursen wykorzystał piłkę od Sjölunda i było 2:1. Dokonałem kilku zmian. Na boisko weszli Ibrahimovic, Singuaroli i Mols. Singuaroli w 83 minucie dokładnie podał do Moströma i młody Szwed strzelił swoją drugą bramkę w meczu. Wynik ustalił w 85 minucie Ibrahimovic dobijając strzał Laursena. Pewne 4:1 pozwoliły mi na awans na pozycję wicelidera. Jeśli w zaległym meczu nie przegram z Borusią, będę mógł już świętować.
Właśnie mecz z Dortmundem był dla mnie teraz najważniejszy. Niestety słaba postawa napastników, a może dobra gra bramkarza Borusii Enke doprowadziła do tego, że przegrałem. Mecz wogóle był bardzo słaby. Bramki Frommera i Iaschwili była raczej spowodowane błędami moich podopiecznych niż jakąś świetną grą gospodarzy. Ale nadal utrzymuję drugie miejsce i mam punkt przewagi nad... Borusią. Czekają mnie jeszcze trzy kolejki, min. spotkania z Bayernem Monachium i Wolfsburgiem.
Do Monachium pojechałem pełen obaw. Choć Bayern grał słabo, to zawsze jest Bayern. Pierwsza połowa potwierdziła moje obawy. Dwie bramki Zicklera stawiały nas w trudnej sytuacji przed drugą połową. Jednak zagraliśmy ambitnie i co ważne lepiej. Szybkie akcje siały popłoch w szykach obronnych Bayernu. Efektem była bramka Sjölunda w 52 minucie po podaniu Jedy. Potem graliśmy jeszcze lepiej. I tylko dzięki bramkarzowi Bayern nie stracił więcej bramek. Ale jeszcze raz udało nam się pokonać golkipera gospodarzy i w 85 minucie strzał Laursena dał nam remis. To końca pozostały tylko dwa spotkania. A sytuacja w tabeli napięta. Jestem drugi z 56 punktami, Kaiserslautern z Werderem mają po 55.
Przed finałem pucharu UEFA czekało mnie jeszcze spotkanie u siebie z Herthą. Powiedziałem chłopakom, że przydałoby się wygrać, ale ważniejsze jest środowe spotkanie z Leverkusen. Mecz układał się po naszej myśli. Wiele ładnych akcji, niestety bez efektu. W II połowie goście objęli prowadzenie po strzale Reicha. Ale tuż przed zakończeniem wyrównał Ibrahimovic i nadal sprawa wicemistrzostwa w Bundeslidze jest otwarta.
Sytuację przed meczem poprawiły opinie na temat 20-latka ze Szwecji - Moströma. Ale czekał mnie teraz najważniejszy mecz w mojej karierze. Postanowiłem opisać go trochę dokładniej. Do gry wystawiłem: SCOTTI - DILLON, COSTA, DESAILLY, CARDINALE - SJÖLUND, BLANK, WUTTKE, MOORE - IBRAHIMOVIC, LAURSEN.
Olimpia - Stadion, Berlin, wilgotnie 20°C, sędziuje - Christoph Hasler
4 minuta - strzela Ballack, ale Scotti spokojnie broni
10 minuta - Laursen podaje do Wuttke, ten strzela z 20 metrów, ale Butt jest na posterunku
13 minuta - zaskakujący strzał Mooer`a, ale Butt broni. Żółta kartka dla Blanka za faul
18 minuta - strzał Laursena trafia w boczną siatkę
21 minuta - Kujala przejmuje piłkę, podbiega kilka metrów i strzela nie do obrony. Bayer prowadzi
40 minuta - żółta kartka dla Dillona za faul
47 minuta - Rink przejmuje piłkę i strzela. Scotti kapituluje poraz drugi
56 minuta - Wuttke pięknie strzela z wolnego, ale Butt broni
62 minuta - Kujala zagrywa do Ballacka, a ten podwyższa na 3:0
64 minuta - natychmiastowa odpowiedź Moore`a. Dokładne podanie Wuttke
90 minuta - Laursen nie trafia w dogodnej sytuacji i przegrywam 1:3
Po meczu jeszcze przez kilkanaście minut nie schodziliśmy z murawy. Bardzo przeżyliśmy porażkę. Mieliśmy duże szanse aby wygrać. Gdyby nie świetna postawa Butta (MoM i 9). Ale cieszyłem się z i tak ogromnego sukcesu drużyny. Postanowiliśmy powetować sobie to w ostatniej ligowej kolejce.
Mecz z Wolfsburgiem niestety przegraliśmy. Nie winiłem za to chłopaków. Sam jeszcze przeżywałem finał z Leverkusen. Porażka 2:3 była o tyle niekorzystna, że rywale wykorzystali moje potknięcie i spadłem aż na 5 pozycję. Bramki zdobyli Sjölund po podaniu Laursena i Ibrahimovic także po akcji Laursena. Dla gospodarzy trafił dwukrotnie Levchenko i Sebescen. Ostatecznie zająłem 2 miejsce i zarobiłem $4,500 000. Sezon mogę uważać za udany. Dobry występ w lidze i świetna postawa w pucharach. W przyszłym sezonie mam zamiar powalczyć o wyższe cele nauczony doświadczeniami już przeszło 4 lat mojej kariery.
Na zakończenie jak za garść statystyk. W lidze zdobyłem 68 bramek tracąc 54 (za dużo). Indywidualnie wyróżnili się:
STRZELCY: Ibrahimovic i Sjölund po 17
ASYSTY: Wuttke 15
WYSTĘPY: Wuttke 51
MoM: Mols 5
AvR: Laursen 8.17 i Jeda 7.60
Nie mogłem narzekać ponownie na moje transfery. Świetnie zaprezentował się Laursen. Dobrze zagrali Desailly i Costa, który staje się powoli świetnym obrońcą. Ogólnie cały zespół zaprezentował przyzwoity poziom i mam nadzieję, że w przyszłym sezonie będziemy walczyć już o mistrzostwo wzmocnieni kilkoma świetnymi piłkarzami. Bundesligę opuściły: Mainz, M`gladbach i Bochum. Kibice na zawodnika roku wybrali Jedę.
Coroczne nagrody w Niemczech i na świecie:
W Niemczech:
GK - Butt (Leverkusen)
Sweeper - Nowotny (Leverkusen) - 4 raz.
Defender - Schneider (Nürnberga)
Midfield - Effenberg (Bayern) - tylko za co?
Striker - Frommer (Dortmund)
Player - Nowotny (Leverkusen) - Wuttke 3
Na świecie:
FIFA - Amoroso (Lazio)
WORLD - Kluivert (Barcelona)
AFRYKA - Ikpeba (PSG)
EUROPA - Mista (Real) - zakup opłacił się
AFRYKA PŁD. - Palermo (Real)
OCEANIA - Colosimo (Hertha)
W Europie:
GK - Prats (Barcelona)
Defender - Sergi (Barcelona)
Midfield - Mista (Real)
Striker - Kluivert (Barcelona)
Teraz czekam ze spokojem na rozpoczęcie nowego już 5 sezonu pod moją opieką w zespole Union Berlin. Zarówno ja, jak i chłopcy pojechaliśmy na 2 tygodniowy urlop. A potem oczywiście ciężka praca przed kolejnym sezonem. W finale LM Porto pokonało Real 2:0. W tym roku odbywają się także Mistrzostwa Europy. Kilku moich piłkarzy wyjedzie na tą imprezę, są to: Laursen (Dania), Dudek (Polska), Desailly (Francja), Sjölund (Finlandia), Mols (Holandia). Puchar Niemiec zdobył Bayern (chyba jedyne pocieszenie w tym sezonie) pokonują Herthę po rzutach karnych. Udało mi się także pozyskać Chrisa Hermansena. Starszy, ale dobry napastnik. Zająłem drugie miejsce pośród najlepszych managerów w Niemczech. Wyprzedził mnie Daum (Leverkusen). W tym roku obyło się bez spektakularnych transferów.
Mistrzostwa Europy 2004 - Portugalia
Ważna to impreza choćby z tego względu, że z Polakami. I właśnie na naszej reprezentacji skupię się w tym krótkim podsumowaniu. W pierwszym meczu pokonują Francję 2:1 (Kryszałowicz, Szymkowiak). Jedyne 2 celne strzały w meczu przy 10 Francuzów. Z Chorwacją polegli 0:1. Wszystko wyjaśni mecz z Grecją. Jak narazie same sensacje. Do 1/4 nie awansowały: Włoch, Anglia (oba zespoły wyprzedzone przez Ukrainę i Rumunię), Niemcy i Francja. A Polska ostatni mecz zremisowała z Grecją 1:1 (Radomski) i zagra w ćwierćfinale z Holandią. Polacy przegrali z Holandią 0:1 i wracają do domu. W półfinałach Holandia wygrała z Rumunia 4:2 (hat-trick Kluiverta), a Chorwacja pokonała Portugalię 1:0. Wynik finału raczej przesądzony. Mistrzem Europy został Holandia po zwycięstwie w finale 1:0. Królem strzelców oczywiście Kluivert (7 bramek).
CDN - czas wkońcu wygrać coś poważnego.