Nie jesteś zalogowany! Załóż konto już teraz!
S.D. Compostela (cz.6)
Vafloo - 02 marca 2008

Drukuj artykuł
Przejdź do komentarzy

Świętowanie mistrzostwa trwało długo. Nadszedł jednak czas przygotowań do nowego sezonu i trzeba było wziąć się do roboty. Przed nami stało arcytrudne zadanie obronienia mistrzowskiego tytułu. Teraz nie mogliśmy już liczyć na to, że rywale nas zlekceważą. Pokazaliśmy na co nas stać i w tym sezonie walka będzie jeszcze bardziej zacięta. Zarząd rozumiał to i nie stawiał wygórowanych wymagań. Naszym zadaniem miało być zakwalifikowanie się do europejskich pucharów oraz dobry występ w lidze mistrzów. Musieliśmy podreperować kulejący budżet, gdyż właśnie z braku funduszy nie udało się rozbudować stadionu. W związku z tym nie szalałem ze wzmocnieniami. Starałem się szukać graczy z kartą zawodniczą w ręku, lub takich, którzy dołączyliby na prawie Bosmana. Udało się sprowadzić w ten sposób czterech zawodników. Z Rennes przybył do nas młodziutki obrońca Jacques Faty (FRA - 21 lat), który na razie będzie grał w rezerwach. Pierwszą drużynę wzmocnili Jose Antonio Guayre - napastnik, gwiazda Villarrealu (ESP - 26 lat), także napastnik Javier Ernesto Chevanton z Lecce (URU - 25 lat) oraz chyba najgłośniejsze nazwisko, były gracz Juventusu i Milanu - Paolo Montero (URU - 34 lata). Ci trzej gracze stanowili dość poważne wzmocnienie ataku i defensywy. Środek pola musiał sobie poradzić w takim składzie jak w poprzednim sezonie. Miałem nadzieję, że po słabszych występach w tamtym roku obudzi się Arek Radomski i razem z Galcą stworzą mocną parę defensywnych pomocników. Zespół opuściło też kilku graczy, ale nie była to wielka strata, bowiem nie stanowili oni o obliczu drużyny. Odeszli Oscar Alvarez (obrońca, 4 sezony w Composteli, 79 meczy, 1 gol, 2 asysty) za symboliczne 190 tys. euro do Valladolidu oraz Cotrofe (lewy skrzydłowy, 5 sezonów w Composteli, 107 meczy, 2 gole, 12 asyst) za 22 tys. euro do Levante. Dwóm graczom z rezerw - Jose Carlos Carrasco i Carlosowi Bueno - skończyły się kontrakty. Nie uznałem za stosowne je przedłużać, więc i oni opuścili Compostelę.

Kilku graczy jak Chicha, Peixe, Jordi Prats, czy Angel Luis trafili do rezerw, bądź na listę transferową.

S.D. Compostela 2006/2007

Bramkarze:
1. Mattias Asper (SWE), 32 lata
13. Dionisis Chiotis (GRE), 29 lat

Obrońcy:
2. Emilio Damian Martinez (PAR), 25 lat, D RC
5. Gonza (ESP), 22 lata, D C
6. Espin (ESP), 27 lat, Sw/D LC
12. Loren (ESP/BAS), 27 lat, D/DM C
18. Ivan Javier Cuadrado (ESP), 27 lat, D C
23. Paolo Montero (URU), 34 lata, Sw/D C
25. Angel Luis (ESP), 25 lat, D RC

Pomocnicy:
3. German Rivarola (ARG/ESP), 27 lat, D/M L
4. Arek Radomski (POL/ESP), 29 lat, DM LC
7. Toni Amoros (ESP), 28 lat, AM/F R
8. Constantin Galca (ROM/ESP), 34 lata, DM C
9. Jandro (ESP), 27 lat, F C
11. Jose Maria Caballero (ESP), 22 lata, F RLC
14. Adilson (POR), 23 lata, D/DM C
20. Felipe (BRA), 28 lat, D/AM L
21. Phillip Cocu (HOL), 35 lat, DM LC
37. Txusta (ESP), 21 lat, AM R

Napastnicy:
10. Guiza (ESP), 26 lat, S C
15. To Madeira (POR), 27 lat, S C
16. Ignacio Arteaga (ESP), 34 lata, S C
19. Jose Antonio Guayre (ESP), 26 lat, F C
26. Javier Ernesto Chevanton (URU), 25 lat, F C
30. Helder Postiga (POR), 24 lata, S C

Przygotowania do sezonu rozpoczęliśmy tym razem nieco wcześniej zgrupowaniem we Włoszech. Wszystko dlatego, że 20. i 27. sierpnia czekały nas mecze o Superpuchar Hiszpanii z Herculesem. Wcześniej zagraliśmy trzy sparingi. Z Sampdorią wygrany 3:1 (bramki Caballero, Guayre, Jordi Prats), z Palermo przegrany 1:2 (gol Martineza z karnego) i z Bologną wygrany 1:0 (bramka Guayre).

Nadszedł czas pierwszego meczu o Superpuchar Hiszpanii. Graliśmy u siebie i wyszliśmy w następującym składzie: Asper, w obronie od lewej Espin, Montero, Gonza, w pomocy Felipe, Galca, Adilson, Amoros, ofensywny pomocnik Guayre i w ataku To Madeira, Guiza. Mecz miał bardzo jednostronny przebieg, gdyż niemal zmiażdżyliśmy rywala. Gracze Herculesa zdołali tylko raz wyprowadzić kontrę zakończoną niecelnym strzałem. My atakowaliśmy cały czas. Pierwszego gola strzelił w 16. minucie Espin, który nie wiadomo skąd znalazł się w polu karnym rywala. Na 2:0 podwyższył w 31. minucie To Madeira i takim wynikiem zakończyła się pierwsza połowa. W drugiej również padły dwie bramki - w 62. minucie Amoros i w 84. Guiza praktycznie rozstrzygnęli losy rewanżu. Wydawało się niemal niemożliwe, aby Hercules zdołał pokonać nas w Alicante 5:0. I nie zdołał. Po dość nudnawym meczu w wykonaniu najsilniejszej jedenastki Herculesa i moich zmienników padł remis 0:0. Compostela po raz drugi zdobywcą Superpucharu Hiszpanii.

Podbudowani sukcesem oczekiwaliśmy na inauguracyjne ligowe spotkanie z Atletico w Madrycie. Zaczęliśmy bardzo dobrze, ale to gospodarze zdobyli w 17. minucie bramkę po strzale Vagnera. 10 minut później przegrywaliśmy już 0:2 po przepięknym rajdzie lewym skrzydłem Pule. Ruszyliśmy do ataku, ale znakomicie bronił Danrlei, a Atletico wyprowadzało raz po raz groźne kontry. W drugiej połowie obraz meczu niewiele się zmienił. My ciągle atakowaliśmy, ciągle wspaniale bronił bramkarz Atletico i ciągle narażeni byliśmy na mordercze kontry. W 51. minucie czerwoną kartkę za faul na Capim zobaczył Adilson i w zasadzie było po meczu. W 63. minucie piłkę po dośrodkowaniu Movilli we własnej bramce umieścił Espin. Było 0:3. Ostatecznie wynik ustalił w 82. minucie Changui z rzutu karnego podyktowanego za faul Martineza. Porażka 0:4 mocno dała nam się we znaki. Nie ma co. Wspaniały początek sezonu.

Nie było jednak co rozpaczać, bo już trzy dni później graliśmy w lidze mistrzów. Trafiliśmy do grupy D z Milanem, PAO i Dynamem Kijów. W pierwszym spotkaniu podejmowaliśmy Greków. W pierwszej połowie gra była dość nudnawa. Obie drużyny bały się zbytnio odsłonić, przez co do przerwy było 0:0. W drugiej części meczu zaatakowaliśmy bardziej zdecydowanie, co przyniosło efekt bramkowy w 62. minucie po strzale Guarye. W 69. minucie ostro zaatakowany w polu karnym został Radomski i sędzia nie zawahał się podyktować jedenastki, którą na bramkę pewnie zamienił Martinez. PAO odpowiedział bramką Liberopoulosa w 75. minucie, ale na więcej gości nie było już stać. Odnieśliśmy pierwsze, historyczne, zwycięstwo w lidze mistrzów.

Cztery dni później czekał nas arcyważny mecz w lidze. Derby Galicji z Celtą potraktowaliśmy bardzo poważnie. Doskonała gra pary napastników zaowocowała dwoma bramkami (Guiza i Helder Postiga) i zwycięstwem 2:0, co uszczęśliwiło fanów. W lidze mistrzów czekał nas wyjazd (a raczej wylot) do Kijowa. Dynamo dobrze zaczęło - strzeliło gola w 12. minucie, ale później już tylko się broniło. Robiło to bardzo dobrze, aż do 73. minuty, gdy wyrównał To Madeira. Gdy wydawało się, że skończy się remisem, tuż przed ostatnim gwizdkiem sędziego piłkę do bramki skierował Adilson. Drugie zwycięstwo 2:1 dawało nam pierwsze miejsce w grupie obok Milanu. Awans do drugiej fazy przybliżał się coraz bardziej. Tymczasem w lidze bardzo zacięte spotkanie z Alaves. Zaczęło się doskonale. Bramki Postigi w 19. i Jandro w 22. minucie, wydawało się, ustawiły mecz. Ale rzeczywistość była inna. Dwie szybkie akcje Koreańczyka Ko Jong-Soo i jeszcze przed przerwą było 2:2. Wszystko zaczynało się od początku. Druga połowa była spokojniejsza aż do 78. minuty, gdy prowadzenie ponownie dał nam Postiga. Odpowiedź Alaves była natychmiastowa. N`Tsunda i 3:3. Takim też wynikiem spotkanie się zakończyło. Cztery punkty w trzech ligowym meczach to trochę mało jak na obrońcę tytułu.

W lidze mistrzów czas na wielki sprawdzian. Do Composteli przyjeżdża Milan. Goście wyszli w ustawieniu 5-3-2 i w składzie: Abbiati - Cannavaro, Laursen, Bonera - Kaladze, Contra - Albertini, Mendieta - Fiore - Schevchenko, Diego Tristan. Już w 9. minucie Mendieta strzelił bramkę i rozpoczęło się słynne włoskie catennacio. Aż do 64. minuty moi gracze byli bezsilni. Wtedy to wyrównał Guarye, ale odpowiedź Włochów była natychmiastowa i już 5 minut później ponownie przegrywaliśmy po golu Diego Tristana. Już w doliczonym czasie gry złe wybicie Abbiatiego przejął Martinez, zagrał na prawe skrzydło do Amorosa, ten dośrodkował prosto na głowę To Madeiry i... jeeest. Remis 2:2. Włosi zaczynają, sędzia jeszcze nie kończy, Alberitini, Kaładze, Albertini... nieeeeee. Gol i przegrywamy 2:3. Bardzo pechowo.

Wracamy do ligi hiszpańskiej. Porażkę z Milanem odbiliśmy sobie na Villarrealu. Pewne zwycięstwo 3:0 po golach Galci, Martineza i Radomskiego mogło być jeszcze pewniejsze, gdyby Martinez wykorzystał drugi rzut karny. Ważne jednak, że mamy trzy punkty. Tydzień później spotkanie z Malagą i znów zwycięstwo. Tym razem po bramkach To Madeiry i Caballero wygrywamy 2:1. Czas na rewanż z Milanem. W Mediolanie Włosi jednak grają swoje i spokojnie wygrywają 1:0. Po czterech meczach mamy więc 6 punktów, ale przed nami spotkania teoretycznie łatwiejsze - na wyjeździe z PAO i u siebie z Dynamem Kijów.

Paolo Montero dla Galici: "[...] Zgodziłem się na kontrakt z Compostelą, gdyż jest to obecnie bardzo mocna drużyna. Mistrz Hiszpanii. Granie w takim klubie to przyjemność. Mam nadzieję wspomagać drużynę moim doświadczeniem i zdobyć jeszcze jakieś trofeum."
W lidze czeka już na nas Barcelona. Zaczęliśmy dobrze. W 24. minucie karnego po faulu na Guarye wykorzystuje Martinez, a tuż po przerwie na 2:0 podwyższa Postiga. Potem jednak wszystko zaczyna się sypać. W 58. minucie bramkę strzela Rivaldo. 10 minut później wyrównuje Gerard, a podłamanie moich graczy natychmiast wykorzystuje Dani. Barcelona wygrywa 3:2. Kolejny słaby występ Aspera. W meczu z PAO zastąpi go chyba Chiotis.

W Atenach dochodzi do niesamowitego spotkania. Prasa obwołała go najlepszym meczem pierwszej fazy grupowej ligi mistrzów. Zaczęło się od bramki Guizy w 3. minucie. W 24. wyrównał Konstantinou, ale tuż przed przerwą prowadzenie ponownie dał nam Postiga. Druga połowa należała jednak do gospodarzy. Ponownie Konstantinou i w 52. minucie jest już 2:2, a w 78. przegrywamy już 2:3 po golu Ameobiego. Nie dajemy jednak za wygraną i w doliczonym czasie gry Postiga zdobywa wyrównującego gola. Mecz był bardzo szybki i widowiskowy. Gospodarze oddali na bramkę Chiotisa 21 strzałów w tym 13 celnych, my zaś strzelaliśmy na bramkę Ioannou 15 razy w tym 11 celnie. Podobne spotkanie miało miejsce w lidze, z tym, że przeciwnik, czyli Valencia oddała tylko 3 celne strzały, a mecz zakończył się wynikiem 3:3. Tragicznie zagrał Asper, który otrzymał oficjalne upomnienie i karę finansową, a remis zawdzięczamy tylko strzelcom bramek: Caballero, Montero i Jandro. Sześć dni później sprawiliśmy "krwawą łaźnię" graczom Realu Sociedad i tylko fenomenalna dyspozycja bramkarza Pablo Llorci (obronił 11 strzałów) sprawiła, że przegrali 0:1. Jedynym, który zdołał pokonać golkipera gości był tego dnia Postiga.

Nadszedł czas ostatniego spotkania pierwszej fazy ligi mistrzów. W grupie prowadził Milan, który z dorobkiem 12 punktów już zapewnił sobie awans. My, podobnie jak PAO, mieliśmy na koncie 7 punktów, a tabelę z 3 punktami zamykało Dynamo. Właśnie Ukraińcy byli naszym ostatnim przeciwnikiem, co nas stawiało w roli faworytów do awansu, bowiem PAO musiał zmierzyć się z Włochami w Mediolanie. Przez cały mecz gracze z Kijowa praktycznie się bronili. Tylko raz zagrozili bramce Chiotisa, ale Grek był w pogotowiu. Doskonale bronił Nikitin, ale przy strzale Guizy z 70. minuty był bezradny. Wygraliśmy 1:0 i awansowaliśmy do drugiej fazy. Grecy zremisowali z Milanem 1:1.

W lidze dwa spotkania i dwa zwycięstwa 2:0. Najpierw pomimo czerwonej kartki dla Galci z Betisem po golach Caballero i Postigi, a potem pewnie ze Sportingiem Gijon dzięki bramkom Amorosa i Caballero. Nadszedł czas na druga fazę ligi mistrzów. Trafiliśmy tym razem do grupy B. Faworytami były tam zespoły Romy i Borussi Dortmund, natomiast my i Sporting Lizbona robiliśmy za przeszkadzajki. Pierwszy mecz ze Sportingiem był bardzo udany. Czerwona kartka dla Ronildo już w 18. minucie dała nam przewagę. Prowadziliśmy już wtedy 1:0 po bramce Txusty z 5. minuty. W 19. karnego wykorzystał Cuadrado i wszystko było już jasne. W 67. minucie na 3:0 podwyższył jeszcze Guiza. Goście odpowiedzieli w 74. minucie strzelając honorowego gola. Jego zdobywcą był brylujący od 4 lat w Portugalii Olisadebe. W końcówce meczu dałem odpocząć moim graczom, gdyż w lidze czekał nas wyjazd do Madrytu na mecz z Realem.

Real słabo spisywał się w tym sezonie, ale ciągle była to drużyna światowej klasy. To właśnie gospodarze pierwsi zdobyli bramkę, a dokonał tego Solari. W 37. minucie wyrównał jednak Txusta, a 3 minuty później prowadzenie dał nam Guayre, ale tuż przed przerwą remis wywalczył Davids. W drugiej połowie Real grał mądrze. Bramka Morientesa w 57. minucie miała dać im zwycięstwo. Ale nie dała. W 84. jeszcze raz klasę pokazał Guayre, a dwie minuty później zwycięskiego gola strzelił Gonza. W kolejnym meczu podejmowaliśmy u siebie Ossasunę. Mało brakowało, a słaba dyspozycja Chiotisa byłaby przyczyną naszej porażki. Do przerwy przegrywaliśmy bowiem 0:2. Na drugą połowę na boisko wszedł jednak Asper, który spisał się znacznie lepiej, a i napastnicy zrobili swoje. W 64. minucie kontaktowego gola zdobył Chevanton. Na wyrównanie musieliśmy czekać jednak aż do 87. minuty, kiedy to bramkarza gości pokonał Adilson, zaś 3 minuty później ponownie na listę strzelców wpisał się Chevanton dając na zwycięstwo.

Nadszedł czas na ligę mistrzów i brazylijsko-europejską mieszankę z Dortmundu. Gospodarze zagrali w składzie: Meyer - Yepes, Kałużny, Marinho - Dede, Zambrotta - Nedved, Ricken, Averladze - Palermo, Luizao. Jak się okazało była to mieszanka zabójcza. Zdominowali nas całkowicie i po 30 minutach przegrywaliśmy 0:3. W drugiej połowie cofnęli się trochę do obrony i dzięki temu w 74. minucie Caballero zdołał zdobyć honorowego gola. Bez przesady mogłem stwierdzić, że była to najmocniejsza drużyna, z jaką przyszło nam się do tej pory spotkać. Następny mecz ligi mistrzów dopiero w lutym, ale my nie mamy wytchnienia, gdyż startuje Puchar Hiszpanii. W I rundzie trafiliśmy na trzecioligowe Getafe, ale w międzyczasie zagraliśmy jeszcze w lidze w stolicy Galicji z Deportivo. Zaczęliśmy doskonale od bramek Radomskiego i Guayre, ale z czasem gospodarze zdobywali przewagę i ostatecznie skończyło się na remisie 2:2. Nie mieliśmy za to problemów w Pucharze Króla, gdzie nasza rezerwowa jedenastka pewnie pokonała Getafe 5:1. Hat-trickiem pochwalił się To Madeira, a po bramce dorzucili Adilson i Chevanton.

Czekała nas teraz serie czterech meczów ligowych pod rząd. Najpierw po dość zaciętym meczu pokonaliśmy Tenerifę 2:1. Wszystkie trzy bramki padły w przeciągu ośmiu minut. Najpierw w 64. prowadzenie dał nam Caballero, trzy minuty później na 2:0 podwyższył Guayre, a w 72. bramkę dla gości zdobył Ojeda. Kolejny mecz był już dużo spokojniejszy. Bramka Cocu w 2. i Jandro w 9. minucie ustawiły spotkanie i pozwoliły nam wygrać 2:0. Ciężko było za to w Valladolidzie. Mecz ten był popisem obu bramkarzy: Bizzarriego po stronie gospodarzy i Aspera u nas. Ostatecznie bramkarze wygrali ze wszystkimi i mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Odbiliśmy sobie ten brak bramek w Saragossie, gdzie pokonaliśmy tamtejszy Real 5:1. Bramki strzelali Felipe, Jandro, Gonza i dwukrotnie Caballero, a honorowego gola dla gospodarzy zdobył Aranburu.

W drugiej rundzie Pucharu Króla próbowała dorównać nam drugoligowa Mallorca. Tylko próbowała. Bramki Postigi, Guayre, Radomskiego i Chevantona nie dały jej wielkich szans. Potrafiła odpowiedzieć tylko raz - trafieniem Luque w 87. minucie. W lidze przyszła tymczasem porażka, która zakończyła naszą serię 11 nie przegranych meczy pod rząd. Drużyną, która przerwała naszą dobrą passę był zespół Athletic Bilbao, a w szczególności ich bramkarz Daniel Aranzubia. Obronił 12 strzałów wpuszczając tylko jednego gola, dzięki czemu goście wygrali 2:1. Podobny wynik padł w III rundzie Pucharu Króla, gdzie los skojarzył nas z Herculesem. Czerwona kartka dla Chiotisa pozwoliła odnieść gospodarzom zwycięstwo 2:1. Zanim doszło do rewanżu graliśmy w lidze z Sevillą. Mecz spokojnie mógłby pojawić się na w wypożyczalniach kaset wideo w dziale z horrorami. W 5. minucie prowadzenie dla gospodarzy zdobył Gallardo. Aż do 51. minuty nie potrafiliśmy wyrównać. Dopiero wtedy udało się to Postidze. W 68. prowadzenie dał nam Espin, a w 72. na 3:1 podwyższył Galca i wydawało się, że jest po meczu. Nic z tego. W 86. minucie Parra, a trzy minuty później znów Gallardo i mamy remis. Ale zanim zabrzmiał ostatni gwizdek sędziego coś do powiedzenia miał jeszcze Adilson. Jego gol w doliczonym czasie gry dał nam zwycięstwo 4:3. Kolejna wojna nerwów miała miejsce w rewanżu z Herculesem. Zaczęło się od prowadzenia gości po golu Maldonado w 19. minucie. W 38. wyrównał jednak Txusta, a w 63. prowadzenie 2:1 dał nam Guiza. Ten wynik nie promował jednak nikogo. Pomimo prób nie udało się nikomu nic więcej strzelić przed upływem 90 minut. Dogrywka także nie przyniosła rezultatu i czekał nas konkurs rzutów karnych. Po pierwszych dwóch kolejkach, kiedy swoje szanse wykorzystali Cuadrado i Martinez wydawało się, że wszystko jest rozstrzygnięte, gdyż ani Munoz, ani Pons ze strony Herculesa nie strzelili bramki. W trzeciej kolejce trafili zarówno Rivarola jak i Moreno. Oznaczało to, że wystarczy jeden celny strzał moich graczy, aby wygrać. Niestety - zarówno Guiza, jak i Radomski spudłowali, natomiast Campano i Camacho z Herculesa strzelili. Po pięciu kolejkach było 3:3. Wszystko wyjaśnił szósta kolejka. Gol Adilsona i pudło Juanmy ostateczenie dało nam awans do ćwierćfinału.

Znacznie mniej nerwów było w meczach ligowych. Pewne zwycięstwo 4:0 z Oviedo po golach Guayre, Felipe, To Madeiry i Lorena oraz pokonanie Atletico Madryt 3:0, dzięki bramkom Txusty, To Madeiry i Postigi walnie przyczyniło się do poprawy humorów. Nie zepsuło nam ich losowanie par ćwierćfinałowych Pucharu Króla, bowiem trafiliśmy tam na Ossasunę, którą w pierwszym meczu bez wielkich problemów pokonaliśmy 3:1 dzięki golom Amorosa, Jandro i Guayre. Takim samym wynikiem skończył się derbowy mecz ligowy z Celtą (bramki Caballero i dwa razy Guiza) i to pomimo czerwonego kartonika dla Cuadrado. W rewanżu z Ossasuną było 1:1 dzięki bramce Felipe, co dało nam awans do półfinału.

W wygranym 2:0 meczu ligowym z Alaves, w którym dałem szanse zmiennikom, zabłysnął Jandro strzelając obie bramki. Nie minęły trzy dni a my byliśmy już w Rzymie rozpoczynając spotkanie drugiej fazy grupowej ligi mistrzów z Romą. Gospodarze w składzie Pelizzoli - Cesar, Samuel, Neville, Thuram - Van Bronckhorst, Ze Elias, Emerson, Figo - Totti, Di Vaio rozpoczęli doskonale, gdyż już w 2. minucie Aspera pokonał Van Bronckhorst. Walczyliśmy jednak dzielnie i w 29. minucie strzał Felipe dał nam wyrównanie. Wynik 1:1 utrzymał się aż do 83. minuty. Wtedy to dośrodkowanie z rzutu rożnego Luisa Figo wykorzystał Thuram i gospodarze znów objęli prowadzenie. Końcówka należała jednak do nas. Przycisnęliśmy i w 88. minucie wyrównującego gola strzelił Guayre. Po trzech meczach mieliśmy więc cztery punkty i trzecie miejsce w grupie za Romą i Borussią Dortmund.

W ligowym meczu, który nadszedł trzy dni później podstawowi gracze odpoczywali po trudach boju w Rzymie. Zmiennicy nie zawiedli jednak pokonali gładko na El Madrigal Villarreal aż 4:0. Świetną grą popisał się Chevanton. Doskonale prowadził grę mojego zespołu i wpisał się raz na listę strzelców. Pozostałe trafienia należały do Guizy, Amorosa i Adilsona. Poprawiło nam to znacznie humory przed zbliżającym się rewanżem z Romą. Potrzebowaliśmy tu zwycięstwa i walczyliśmy o nie. Włosi jednak wiedzieli co się święci i nie chcieli tanio oddać skóry. Mecz był bardzo zacięty i momentami wręcz brutalny, bowiem Jugosłowiański sędzia Dragan Cicvaric pozwalał czasami na zbyt wiele. Skutkiem była chociażby kontuzja Arka Radomskiego. Mimo to mecz zaczął się nieźle, bo już w 4. minucie Pelizzoliego pokonał Caballero. Nasza radość trwała jednak zaledwie 7 minut. Złe zagranie Gonzy do Txusty przechwycił Samuel, podał do Thurama, ten długim podaniem uruchomił Figo, który wspaniale przelobował zaskoczonego Aspera. Na tym w zasadzie mecz się zakończył. Włosi zamurowali bramkę i na boisku do pooglądania było już tylko kopanina. Remis 1:1 z Włochami stawiał nas w trudnej sytuacji. Potrzebowaliśmy teraz zwycięstw w obu ostatnich meczach drugiej fazy grupowej - w Lizbonie ze Sportingiem i u siebie z Niemcami.

Jose Antonio Guayre dla Galici: "[...] Doskonale czuje się w drużynie. Sprawy organizacyjne w klubie stoją na naprawde wysokim poziomie. Przydałby się tylko większy stadion, gdyż niemal na każdym meczu mamy komplet widzów. Granie dla takiej widowni to naprawdę wielki zaszczyt."
Tymczasem w lidze czekały nas dwa spotkania. Najpierw ze słabiutką Malagą, a następnie z zawsze niebezpieczną Barceloną i to w dodatku na Nou Camp. Gości z Malagi potraktowaliśmy mało przyjaźnie powiększając ich bagaż o trzy bramki. Świetnie grał Guayre zaliczając trafienie i asystę przy golu Postigi. Formalności dopełnił Caballero. Bardziej zaskakujący był przebieg drugiego ze spotkań - z Barceloną. Już od 4. minuty prowadziliśmy po bramce Caballero. Graliśmy bardzo rozważnie, co pozwoliło nam dowieźć ten wynik do końca pierwszej połowy. W drugiej Barca zaatakowała jeszcze rozpaczliwiej, ale to znów my strzeliliśmy bramkę, a dokonał tego w 57. minucie Espin wykorzystując dobrze wykonany przez Galcę rzut wolny. Rozwścieczyło to gospodarzy, którzy rzucili się do ataku i... 5 minut później zostali bezlitośnie skontrowani. Swojego drugiego gola strzelił Caballero i prowadziliśmy już na Nou Camp 3:0. Rozluźnienie spowodowało, że bramkę kontaktową dla Barcy zdobył Quintana, ale na więcej gospodarzom już nie pozwoliliśmy i zwycięstwo 3:1 zbliżające nas do fotela lidera stało się faktem.

Horror miał miejsce za to na stadionie Jose de Alvalade w Lizbonie. Aby myśleć o awansie do ćwierćfinału ligi mistrzów musieliśmy wygrać z grającymi już tylko o prestiż Portugalczykami. Zaczęło się dobrze, bo już w 13. minucie prowadzenie dał nam Guayre. Ten wynik utrzymywał się bardzo długo - do 83. minuty, kiedy to wyrównał Assuncao. Gracze Sportingu wykorzystali chwilowe podłamanie moich zawodników i w 89. minucie strzelili drugą bramkę. W doliczonym czasie gry Gonza zdołał wykorzystać jeszcze dośrodkowanie z rzutu rożnego i doprowadzić do wyrównania, ale nic więcej nie można już było zrobić. Nie straciliśmy mimo to szans na awans, bowiem Borussia przegrała niespodziewanie u siebie z Romą 0:2. Wszystko miało się więc rozstrzygnąć w bezpośrednim pojedynku Compostela - Dortmund. Traciliśmy do Niemców 3 punkty i mieliśmy gorszy bilans bramkowy, więc aby awansować potrzebne nam było co najmniej dwubramkowe zwycięstwo. Zanim jednak nadszedł czas pojedynku z Borussią graliśmy ciężkie ligowe spotkanie z Valencią. Mecz ten przerodził się w prawdziwą wojnę, nad którą sędzia Bracigliano nie był w stanie zapanować. Zaczęło się dobrze. Gole Radomskiego w 5. i Caballero w 10. minucie wydawało się, że rozstrzygnęły już mecz. Jakże dalekie było to od prawdy. W 23. minucie Asper fauluje w polu karnym Nagore i zostaje wyrzucony z boiska. Wchodzi za niego Chiotis i... broni rzut karny wykonywany przez Salvę. Podbudowało to moich zawodników, ale sfrustrowało graczy Valencii, którzy zaczęli grać bardzo ostro. Moi podopieczni nie pozostali im dłużni. W 43. minucie wylatuje z boiska Varela za brutalny faul na To Madeirze. Chwilę później w odwecie Galca fauluje Claudio Lopeza i Argentyńczyk musi być zniesiony z boiska na noszach. Druga połowa trochę się uspokoiła i Valencia w 81. minucie zdobywa bramkę po strzale Zidane`a. Jednak końcówka znów jest nerwowa. W 85. minucie z boiska wylatuje Radomski za faul na Vicente. Chwilę później Zidane ostro ścina Cuadrado, co kończy się kontuzją mojego obrońcy. Ostatecznie wygrywamy 2:1, ale ze składu wypadają Asper, Radomski i Cuadrado. A trzy dni później mecz z Borussią Dortmund o nasze być albo nie być w lidze mistrzów. Zaczyna się fatalnie. Już w 5. minucie Radomski nie daje rady Palermo w pojedynku główkowym i przegrywamy 0:1. Od tego momentu zaczynają się mozolne ataki mojej drużyny rozbijane przez Niemców w okolicy 40 metrów od bramki Neumanna. Dopiero w 70. minucie Adilson wyrównuje, co dodaje mojej drużynie skrzydeł. Niestety - szybka kontra Niemców w 80. minucie kończy się bramką Palermo. Stać nas jeszcze tylko na strzelenie w 89. minucie wyrównującego gola, a dokonuje tego Jandro. Remisujemy 2:2 i żegnamy się z tegorocznymi rozgrywkami o Puchar Mistrzów.

Powrót do ligi. W arcytrudnym meczu z Realem Sociedad w San Sebastian polegliśmy 0:1, co zakończyło naszą niesamowitą serię 16 spotkań bez porażki. Odbiliśmy to sobie w następnym meczu pokonując gładko Betis 3:0. Dwukrotnie na listę strzelców wpisał się Radomski, a raz Adilson. Bardzo dramatyczny przebieg miało spotkanie w Gijon ze Sportingiem. Po 32 minutach prowadziliśmy 3:0 po bramkach Jandro, Rivaroli i To Madeiry, aby ostatecznie tylko zremisować 3:3.

Pierwszy półfinał Pucharu Króla rozgrywany na Nou Camp z Barceloną zakończył się wynikiem 2:2. Prowadzenie dla gospodarzy zdobył w 32. minucie Saviola, ale tuż po przerwie wyrównał Radomski. Remis utrzymywał się do 81. minuty kiedy to Bonano pokonał Postiga. Długo jednak nie cieszyliśmy się prowadzeniem, bo już 3 minuty później wyrównującego gola strzelił Kluivert. Takim samym rezultatem skończyło się ligowe spotkanie z Realem Madrid. Wynik otworzył w 11. minucie Pires, jednak schodząc na przerwę to już my prowadziliśmy po golach Caballero i Guizy. Fatalną okazała się sama końcówka. W 89. minucie czerwoną kartkę za przytrzymywanie Morientesa otrzymał Cuadrado, a minutę później to właśnie Morientes wykorzystał gapiostwo Adilsona i zdobył wyrównującego gola.

Więcej szczęścia mieliśmy w spotkaniu z Ossasuną. Dwa szybko strzelone gole (Caballero, Postiga) ustawiły spotkanie i pozwoliły nam wygrać 2:0. Jeszcze lepiej wypadł derbowy mecz z Deportivo. Podobnie jak z Ossasuną zaczęło się od dwóch szybkich bramek (Jandro, Gonza). W 32. minucie gości dobił jeszcze Guiza. Co prawda strzelili oni kontaktowego gola do szatni, ale w drugiej połowie bramkę strzelił jeszcze raz Jandro i skończyło się wynikiem 4:1.

Javier Ernesto Chevanton dla Galici: "[...] Rywalizacja wśród graczy ofensywnych jest naprawde bardzo ostra. W klubie jest wielu świetnych zawodników na te pozycje i na treningach trzeba bardzo mocno pracować, aby zmieścić się w wyjściowym składzie. Każdy jednak ma szansę, bowiem rozgrywamy bardzo dużo spotkań.s"
Nadszedł czas na rewanżowe spotkanie w Pucharze Króla. Tym razem nie daliśmy graczom Barcelony żadnych szans i pewnie wygraliśmy 3:0 po bramkach Caballero, Galci i Postigi. Tym sposobem już po raz drugi zapewniliśmy sobie występ w finale. Tutaj wszystko się rozstrzygnęło, ale w lidze ciągle walczyliśmy jeszcze z Barceloną właśnie o mistrzostwo. Dwa, skromne bo skromne, ale jednak, zwycięstwa 1:0 z Teneryfą (Guayre) i Valladolid (Caballero) wydatnie przybliżyły nas do tego celu. Bardzo emocjonujące było spotkanie z Realem Saragossą. Zaczęło się od gola Jandro w 22. minucie. W 31. wyrównał Caceres, ale w 50. ponownie Jandro dał nam prowadzenie. Na 3:1 podwyższył w 68. Cuadrado i było niemal po meczu. W 85. kontaktowego gola strzelił Calado, ale końcówka należała do nas. Gole Caballero i Chevantona już w doliczonym czasie gry dały nam zwycięstwo 5:2.

Na dwie kolejki przed końcem rozgrywek mieliśmy na koncie 84 punkty. Goniąca nas Barcelona miała o punkt mniej. Zajmujące trzecią pozycję Atletico Madryt już nie liczyło się w walce o tytuł. Zanim jednak wszystko się rozstrzygnęło czekał nas finał Pucharu Króla z Burgos. Rywale zaskoczyli nas już w 3. minucie strzelając pierwszego gola. Prowadzili do 31. kiedy to czerwoną kartkę dostał bramkarz Burgos, a karnego pewnie wykonał Radomski. Tuż przed przerwą prowadzenie dał nam Galca, a w drugiej połowie wynik ustalił na 3:1 ponownie Radomski. Puchar Króla po raz drugi powędrował do Composteli. Ze zgrozą patrzyłem za to na spotkanie ligowe z Athletic Bilbao. Gospodarze objęli prowadzenie już w 5. minucie. W 13. wyrównał To Madeira, ale potem gra kompletnie się nie układała. Skończyło się na 1:1. Na szczęście Barcelona także zremisowała - z Realem Sociedad 2:2. Ciągle zachowaliśmy więc punkt przewagi.

Ostatni mecz sezonu, w którym podejmowaliśmy Sevillę był prawdziwą ucztą dla kibiców. Takich emocji dawno nie zaznałem. W 8. minucie prowadzenie dał nam Caballero. W 16. wyrównał Zaniratto, a 6 minut później prowadzenie dla gości zdobył Revivo. W 47. wyrównał Guayre i ruszyliśmy do przodu, ale goście pokazali pazury. W 69. Pablo Box i w 79. Antonio strzelili gole, które ustawiały wynik na 2:4. Moi gracze nie dali jednak za wygraną. Gole Jandro w 86. i Amorosa w 90. minucie uratowały nam jeden punkt. Wydawało się, że nie pomoże nam to zbytnio, ale Barcelona sensacyjnie przegrała swoje ostatnie spotkanie z Betisem 1:2 i po raz drugi z rzędu zostaliśmy mistrzami Hiszpanii. Śpiewy kibiców jeszcze długo w nocy słychać było na ulicach Santiago de Compostela.

W 38 meczach zgromadziliśmy 86 punktów, czyli o dwa więcej niż rok temu. Strzeliliśmy 93 bramki tracąc 46 i zanotowaliśmy 26 zwycięstw, 8 remisów i 4 porażki. Był to bardzo udany sezon. Zdobyliśmy podwójną koronę, a jest szansa na potrójną, gdyż przed rozpoczęciem następnego sezonu rozegramy jeszcze spotkanie o Superpuchar Hiszpanii.

Najlepsi gracze Composteli w sezonie 2006/2007:

1. Jose Maria Caballero, śr. 7.89, 45 meczy, 20 goli, 10 asyst, 8 razy gracz meczu, F RLC
2. Espin, śr. 7.80, 44 mecze, 3 gole, 3 asysty, 2 razy gracz meczu, Sw/D LC
3. To Madeira, śr. 7.74, 27 meczy, 11 goli, 7 asyst, 2 razy gracz meczu, S C
4. Jose Antonio Guayre, śr. 7.63, 38 meczy, 13 goli, 8 asyst, 2 razy gracz meczu, F C
5. Helder Postiga, śr. 7.51, 39 meczy, 16 goli, 7 asyst, 4 razy gracz meczu, S C
6. Jandro, śr. 7.48, 29 meczy, 14 goli, 2 asysty, 4 razy gracz meczu, F C
7. Ivan Javier Cuadrado, śr. 7.44, 39 meczy, 3 gole, 3 asysty, 1 raz gracz meczu, D C
8. Javier Ernesto Chevanton, śr. 7.42, 24 mecze, 6 goli, 4 asysty, 2 razy gracz meczu, F C
9. Guiza, śr. 7.39, 33 mecze, 11 goli, 3 asysty, 5 razy gracz meczu, S C
10. Txusta, śr. 7.33, 39 meczy, 4 gole, 10 asyst, 2 razy gracz meczu, AM R
11. Mattias Asper, śr. 7.31, 49 meczy, 56 puszczonych bramek, GK


Dobrze spisywali się także Gonza (7.25), Chiotis (7.12), Montero (7.09) i Galca (7.07). Najsłabiej zaprezentowali się Cocu (6.73) i Rivarola (6.77). Lepiej także mogliby grać Radomski (6.95), Amoros i Loren (obaj 6.96), Adilson i Martinez (obaj 7.00).

Mistrzami swoich krajach zostali:

Anglia: Liverpool
Francja: Lorient
Niemcy: Bayern Monachium
Włochy: Roma (trzeci raz z rzędu)
Polska: Wisła (po raz 7 z rzędu)
Portugalia: Maritimo

Puchar Mistrzów wywalczyła Borussia Dortmund pokonując w finale w karnych Celtic po bezbramkowym remisie. Puchar UEFA trafił do Londynu, a wywalczył go Arsenal pokonując w finale Athletic Bilbao 3:2. Wreszcie doceniono moje działania i po raz pierwszy zostałem wybrany szkoleniowcem roku w Hiszpanii. Był to bardzo udany sezon i miejmy nadzieję uda nam się utrzymać taki poziom gry w następnym roku. Będziemy walczyć teraz o jak najlepsze pokazanie się w Europie. Szykują się spore zmiany kadrowe, ale o tym... w następnym odcinku.


Dodatkowe informacje
Autor: Vafloo     Data: 02 marca 2008     Liczba wyświetleń: 725     Ocena: 0.00
Kategoria: Kariery     Podkategoria: CM 01/02
Zobacz inne artykuły tego autora


Z tym materiałem nie są powiązane żadne opinie.


W górę

Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany!

© Centrum FM
Oskryptowanie: Centrum FM Design: Łukaszp & blur
Czas generowania strony: 0.05767 s
statystyka