Union Berlin 2006-07 (cz.8)
Sezon rozpoczynałem z nadziejami na rozbudowę stadionu (teraz nie powiedzą, że nie ma kasy, bo 20 milionów zielonych powinno na coś wystarczyć). Jak zawsze $8,000 000 z transmisji. Zarząd szczęśliwy i chce (żąda) walki o puchary. Cel jak najbardziej realny. Początek sezonu jak zawsze przyniósł kilka ciekawych transferów. Do Romy wrócił z Realu Totti (za $32,000 000, tutaj widzę totalny bezsens. Real kupił go za 63 miliony, sprzedał 2 razy taniej, a Totti ma 20 not między 19-20). Zmienił klub także Szymkowiak. Przeszedł za... $20,000 000 do Herthy.
Doszedł Mills i Davids (musiałem zwolnić jednego z trenerów, bo nie było miejsca dla Holendra. Ale zresztą jakie on ma statystyki trenerskie, coś pięknego). Jak zawsze odbyły się losowania. W pucharze Niemiec wyjazd w I rundzie do regionalnego Babelsberg, a w pucharze ligi u siebie z Herthą.
Jako, że skład nie uległ żadnym rewolucyjnym zmianom, w pierwszym meczu sezonu postanowiłem zagrać następującą jedenastką: TOMIC - DILLON, COSTA, MENDEZ, CARDINALE - SJÖLUND, DAVIDS, LUQUE, RIVALDO - LAURSEN, SANDOVAL. Nie ma zabardzo o czym mówić. Zagraliśmy w swoim, niepowtarzalnym stylu. Błysną Luque. W 11 minucie wykorzystał podanie Sandovala, a po przerwie w 50 dobił strzał Rivaldo. Jeszcze wcześniej (I połowa) bramkę zdobył Davids. Piękny strzał z przewrotki po dośrodkowaniu Laursena. Wynik w 70 minucie na 4:1 (honorowe trafienie dla Herthy Auera) ustalił Sandoval po podaniu Jensena. Jeśli utrzymamy formę z poprzedniego sezonu (dużo na to wskazuje), to będzie bardzo dobrze.
Kolejnym meczem, który może potwierdzić naszą dyspozycję będzie konfrontacja z Bayernem. Z Bayernem było dużo trudniej, ale także zwycięsko. Prowadzenie objęli goście po golu Denilsona w 7 minucie. Ale po 5 minutach był już remis. Sandoval wykorzystał podanie od Davidsa i 1:1. Tuż przed gwizdkiem kończącym I połowę podwyższył Davids. Piękne podanie z rożnego Rivaldo. W 66 minucie Sjölund przejął zgubioną piłkę i płaskim strzałem zdobył 3 gola. Mecz był niesamowicie ciekawy. Nasza przewaga stawała się coraz wyraźna (20 strzałów, z czego 13 celnych). Jednak to goście zdobyli bramkę. Uczynił to Elber w 88 minucie, ale 3:2 to wynik oczywiście dla nas korzystny i zagramy w finale pucharu ligi.
Wielki finał miałem rozegrać z Werderem. Wyszedłem w podstawowym składzie. Mecz obserwowało 76 tysięcy widzów. Zaczął groźnie Werder. Po pierwszej połowie prowadził 1:0. Werder miał wyraźną przewagę, ale dobrze bronił Tomic. Po przerwie jednak to my doszliśmy do głosu. W 48 minucie groźny strzał Luque trafił w słupek. Pierwszy do piłki doszedł Sjölund i było 1:1. W 55 minucie świetnie grający Luque wykorzystał podanie Laursena i objęliśmy prowadzenie. Na nasze nieszczęście w 61 minucie Mendez dostał drugą żółtą kartkę i musiał opuścić boisko. Niespełna 5 minut przed zakończeniem meczu Komorodia wyrównał. Gdy czekałem na dogrywkę, pięknym technicznym lobem popisał się Sjölund i po 3 minutach mogliśmy cieszyć się z pierwszego trofeum a naszej gablocie. Radość była ogromna. A początek sezonu wyśmienity.
Pierwsza ligowa kolejka zaplanowana była na 12 sierpnia. Miałem wyjazd do 1.FC Köln. Bałem się trochę tego meczu, bo moi rywale potrafili grać z "wielkimi" drużynami. Ale wynik 4:0 mówi wszystko. Pierwszy strzelił w 17 minucie Sjölund (początek bajeczny, 23 lata, a już wielka forma). Potem atakowaliśmy cały czas. Dało nam to bramki: Laursena (podawał Luque) oraz Rivaldo (fantastyczne uderzenie z wolnego). I po 23 minutach było 3:0. Wynik na 4:0 ustalił ponownie Laursen. W 45 minucie popisał się znakomitym strzałem z woleja po podaniu Rivaldo. W II połowie poziom trochę osłab. Mimo jeszcze kilku sytuacji nie udało się nam pokonać bramkarza gospodarzy. Ale dzięki efektownej wygranej zostałem po pierwszej kolejce sezonu 2006/07 pierwszym liderem (może by tak do końca?!). Jak narazie wyśmienicie. W 4 meczach zdobyliśmy 14 bramek, tracąc tylko 5.
Kolejne spotkanie miałem rozegrać z Hansą Rostock. Niestety (dla gości) znowu bardzo łatwo wygrałem to spotkanie. Choć to chyba powinno cieszyć. W 27 minucie Sjölund dograł do Sandovala, a ten zdobył prowadzenie. Ale przed przerwą wyrównał jeszcze Burchill. Po przerwie znowu zyskaliśmy ogromną przewagę. Świetnie współpracują Davids z Rivaldo. Tym razem było podobnie. W 48 minucie Brazylijczyk podawał, a Holender wykończył. Kolejne minuty to zwiększająca się przewaga. Efekt to dwa gole Sandovala. W 60 minucie dobijał strzał Rivaldo, a w 70 minucie wykorzystał podanie Sjölunda. Formą błysną Sandoval, co bardzo mnie cieszy.
Zakończyły się także eliminacje II rundy LM. W losowaniu grup trafiłem nieźle. Arsenal, Dynamo i Liteks są w zasięgu i tym razem nie powinienem mieć problemów z awansem. Superpuchar Europy dla Interu (2:0 w finale z Ajaxem). Mnie zmartwiła kontuzja Davidsa, ale będzie pauzował tylko tydzień.
Bez Davidsa pojechaliśmy do Babelsberga na mecz I rundy pucharu Niemiec. W tym roku nie mam zamiaru oddać tak łatwo tych rozgrywek. Znowu sprawdziła się zasada (chyba tylko CeeMa), że im gorszy bramkarz tym lepiej broni. Jednak, aż taki dobry nie był i gospodarze przegrali 0:3. Pierwsza połowa to prawdziwe oblężenie. Ale dopiero w 40 minucie Baggio wykorzystał podanie Costy i było 1:0. W II połowie to samo. Akcja za akcją, ale cały czas górą Eckstein. Dopiero wejście Ojanena wniosło sporo ożywienia. Najpierw wykorzystał podanie Duschera, a w 83 minucie wykończył akcję Laursena. Warto też powiedzieć, że od 60 minuty grałem w "10". Czerwona kartka Sjölunda. Ale kolejne zwycięstwo poprawiło i tak już znakomite morale w drużynie. Znowu czyste konto Tomica.
Teraz 2 tygodnie przerwy przed kolejnym meczem. Losowanie II rundy PN przydzieliło mi Wolfsburg (mecz u siebie). Polacy rozpoczęli eliminacje ME. W pierwszym meczu wygrali łatwo 3:0 z Węgrami (2x Masłowski i Kot). W 2 kolejce z Łotwą 1:1 (Kałużny).
Mnie czeka teraz spotkanie z beniaminkiem SC Siegen. Gospodarze wyszli na boisko przerażeni (wkońcu z byle kim nie grają). To był ich gwóźdź do trumny. Zagrali bardzo zachowawczo. A my spokojnie, swoje. W 25 minucie Luque dośrodkował prosto na głowę Laursena. Temu pozostało tylko umieścić piłkę w siatce. Do przerwy było 1:0. Zaraz po przerwie było już 2:0. Podawał Davids, a Luque minął 3 obrońców i strzelił obok słupka. Wynik na 3:0 ustalił Dillon po podaniu Sandovala. Mówiąc krótko, co więcej chcieć. Gramy jak z nut. Wszystko układa się bardzo dobrze. Znakomicie gra Luque, który zaczął wreszcie spłacać pieniądze wydane na niego.
Przyszedł czas na inauguracje LM. Moi piłkarze z precyzją szwajcarskiego zegarka "obcykali" przeciwników. Dynamo nie miało cienia szans, choćby przez moment. Wygraliśmy... 3:0 (już trzeci raz z rzędu). Początek trochę chaotyczny. Do przerwy nie udało nam się pokonać golkipera rywali. Ale w II połowie wszystko wróciło do normy. Rozpoczął Sjölund w 55 minucie po podaniu Davidsa. W 67 minucie akcję Cardinale zakończył Sandoval, a na 3:0 podwyższył Jensen w 87 minucie. LM zainaugurowaliśmy dobrze. Cieszy mnie porażka Arsenalu 4:5 z Liteksem. A my czekamy spokojnie na kolejny mecz.
Kiedyś musiał nadejść dzień, kiedy moja passa zakończy się. Ale, że trafi to akurat na Reutlingen, tego bym się nie spodziewał. Goście w 5 minut zdobyli dwa gole i do przerwy miałem nieciekawą sytuację. Jednak zaraz na początku wyrównał Rivaldo po podaniu Harasimowicza (Laursen złapał kontuzję i zszedł już w 30 minucie). Atakowaliśmy, ale bez efekty. Gdy już pogodziłem się z pierwszą w sezonie porażka, Harasimowicz pięknym strzałem dał nam drugą bramkę, a co za tym idzie wyrównanie. Duża zasługa Ojanena. W tabeli nadal jednak lideruję.
Kolejna potyczka to mecz z Arsenalem. Nie mam pojęcia jak Reutlingen udało się z nami zremisować (kupili chyba mecz?). Arsenal dostał swoje 3:0 i po sprawie. Obawiałem się tego meczu. Wkońcu skład nie lada (Taylor - bramkarz same "20", Henry, Lopez, Saviola), a tak łatwo. Jednak sukces okupiłem kontuzją Rivaldo już w 4 minucie. Mecz gościom "załatwił" fenomenalny Sjölund. Najpierw w 19 minucie wykorzystał piłkę od Sandovala, a w 26 minucie wykończył akcję Costy. My graliśmy konsekwentnie (szczególnie w obronie, Arsenal oddał tylko 1!!! celny strzał). Wynik ustalił Gaitan w 62 minucie po podaniu Jensena. W grupie sytuacja znakomita i jeśli wygram u siebie z Liteksem, awans prawie pewny.
Przed meczem z Wolfsburgiem (liga) na łamach prasy rozpisywano się o Sjölundzie. Podpisałem się pod tymi pochwałami, bo faktycznie gra znakomicie. Mój doradca McKeever mówił mi też o postępach Cuadrado. Wszystko układa się znakomicie.
Z Wolfsburgiem także wygrałem (niespodzianka?!). Gospodarze stworzyli kilka groźnych sytuacji, ale Tomic spisywał się znakomicie. Prowadzenie uzyskaliśmy po golu Sandovala w 30 minucie. Piękne podanie Sjölunda. W II połowie na 2:0 strzelił Jensen po akcji z Davidsem. W tabeli lideruję z 13 punktami. Ze spokojem mogę czekać na kolejne spotkania. Martwi mnie tylko postawa zarządu wobec moich próśb rozbudowania stadionu. Kasa pełna, wszystko jest, a oni nic.
Wrzesień kończyłem meczem z Liteksem w 3 kolejce LM. Znowu byliśmy górą, a 3:0 (ile można?) to najmniejszy wymiar kary. Fantastycznie zagrał Dillon, który asystował przy wszystkich bramkach. Najpierw w 6 minucie podał do Sjölunda, który strzelił bramkę. Potem w 10 minucie obsłużył Rivaldo, a wkońcu w 40 minucie asystował dla Gaitana. W II połowie odpuściliśmy. Goście jednak nawet nie próbowali zmniejszyć strat. Dopiero w 90 minucie rzut karny wykorzystał Zlatkovic. A czerwoną kartkę obejrzał Tomic. Jednak 12 spotkań bez porażki to znakomity wynik, a co do Tomica nie mam zastrzeżeń.
Sensacyjnie zakończył się mecz z Werderem. Poraz pierwszy zaznałem goryczy porażki. Dodatkowo mecz rozgrywałem u siebie. Mogę winić za to jedynie Tomica. Puścił 4 bramki i przy wszystkich miał "udział". W 25 minucie Sandoval strzelił bramkę, ale sędzia odgwizdał spalonego. A 10 minut potem przegrywałem już 0:2. Przed przerwą kontaktową bramkę zdobył Dillon po podaniu Sjölunda. Po przerwie wzięliśmy się do roboty. Wyrównał w 65 minucie Gaitan po akcji Sandovala. Niestety minutę później Jorgensen odzyskał prowadzenie dla Werderu, a wynik na 2:4 ustalił ponownie Jorgensen. Straciłem pozycję lidera na rzecz Schalke. Mam nadzieję, że Tomic nie będzie miał już więcej takich wpadek.
Kolejny mecz z potyczka z Dortmundem. Przed meczem udało mi się sfinalizować przejście Zanchiego do Schalke, za które dostałem $4,300 000. Porażkę z Werderem powetowaliśmy sobie w tym meczu. Oddaliśmy 24 strzały, z czego 16 celnych. Jednak Enke skapitulował tylko 3 razy. Najpierw Sandoval dobił strzał Rivaldo i od 30 minuty 1:0. Goście wyrównali przed przerwą za sprawą Duaha. Po wznowieniu gry, w II połowie znowu błysną Sandoval. Ponownie wykończył akcję Rivaldo. Kilka minut potem, to Sandoval wystąpił w roli podającego, a podanie na bramkę zamienił Laursen. Było 3:1. Goście zdołali zmniejszyć rozmiary porażki w 88 minucie po golu Stavridisa. Podbudowało to nasze morale, ale Tomic znowu słabo. Mam nadzieję, że szybko minie jego kryzys.
Polacy w swoim kolejnym występie zremisowali z Maltą na wyjeździe 4:4 (2x Harasimowicz i 2x Masłowski). Jak narazie zajmują 3 miejsce z 5 punktami. Ale za to wygrali u siebie z Niemcami 2:1 (Kałużny i Szymkowiak) i objęli prowadzenie w tabeli po 4 kolejkach.
Przyszła pora na mecz z M`gladbach. Gospodarze zajmowali 16 miejsce, więc o porażce nawet nie myślałem. Rozpoczął Rivaldo w 25 minucie po podaniu Mendeza. 5 minut później znowu Brazylijczyk w głównej roli. Tym razem jego piekielnie silny strzał bramkarz gości tylko odbija, a dobitka Laursena jest już skuteczna. Po przerwie mecz przebiega podobnie. Cały czas atakujemy. I znowu swoją obecność zaznacza Rivaldo. Tym razem dokładnie podaje z rożnego, wprost na głowę Sandovala i 3:0. Bakircioglü daje nadzieje gospodarzom strzelając bramkę. Ale ostatnie dwie minuty to nasz popis. Tutaj swój udział ma wprowadzony Harasimowicz. Najpierw w 89 minucie wykorzystuje podanie Jensena, a w 90 minucie dogrywa do Luque. Mecz kończy się rezultatem 5:1. Poprawiło nam o nastroje przed ważnym meczem w LM z Liteksem. Watro wspomnieć, że znowu kończyłem w "10". Czerwona kartka dla Costy.
Union w II rundzie!!!. Co tu dużo mówić, jesteśmy wielcy. Jako pierwsi (razem z nami awansował Leverkusen) awansowaliśmy do II rundy, ale w jakim stylu. Do Łowecza jechałem po zwycięstwo i tego nie ukrywałem, choćby w wypowiedziach prasowych. Ale to w jakim stylu pokonaliśmy rywali jest godne najlepszych klubów świata. Pierwsze 20 minut, 3:0 i hat-trick Sandovala. Najpierw 9 minuta podaje Laursen, potem 12 minuta i akcja Mendeza i wkońcu 19 minuta dośrodkowanie Cardinale. Kwadrans przed końcem 3:1. Dudek skapitulował po strzale Todorova. Do przerwy wynik utrzymał się. Drugie 45 minut, to popis... Davidsa. Najpierw w 48 minucie wykorzystał akcję z Rivaldo (świetny duet), a w 86 minucie kapitalnie wykonał rzut wolny. Zwycięstwo nie pozostawiło żadnych złudzeń. Gdyby nie ta głupia wpadka z Werderem, mógłbym powiedzieć śmiało, że prezentujemy najwyższy poziom gry.
Dziewiąty mecz w lidze grałem u siebie z Kaiserslautern. "Bohaterem" pierwszych minut był... obrońca gości Li. Najpierw w 6 minucie strzelił samobójczą bramkę, a w 22 minucie dostał czerwoną kartkę. Wykorzystaliśmy to skrzętnie. Bajecznie prezentował się Rivaldo. W 36 minucie pięknym strzałem próbował pokonać golkipera gości, ale trafił w poprzeczkę. Na szczęście pierwszy do piłki doszedł Sandoval i 2:0. W 43 minucie znowu Brazylijczyk w głównej roli. Piękna wrzutka na pole karne do Luque i prowadzę 3:0. W II połowie tylko raz udało się nam pokonać bramkarza gości. Uczynił to w 76 minucie Harasimowicz. Ostatnie mecze potwierdziły naszą świetną formę. Ostatnie 3 mecze: 14 bramek strzelonych i 2!!! stracone.
Dinamo także nie dało nam rady i po jednostronnym widowisko poległo 1:4. 20 minuta w polu karnym szarżuje Laursen, podaje do lepiej ustawionego Sandovala i 1:0. Gospodarze wyrównują w 25 minucie. Po 45 minutach 1:1. Drugą połowę rozpoczynamy od ostrego uderzenia. Sandoval podaje to Rivaldo, a ten z 25 metrów płaskim strzałem podwyższa na 2:1. Jednak to nie koniec popisów. 56 minuta. W pole karne wbiega Davids i jest faulowany. Jedenastkę wykorzystuje Sandoval i 3:1. Wynik w 88 minucie ustala Harasimowicz. Co mogę powiedzieć. Wyniki mówią same za siebie. Świetnie spisuje się Harasimowicz. Wchodzi w każdym meczu i często zdobywa bramki. Nie mówię już o postawie Sandovala. Wreszcie mam napastnika klasy światowej (może nawet najlepszego!!!).
Wszystko do jednak blednie przed konfrontacją w 10 kolejce Bundesligi. Mecz na szczycie SCHALKE - UNION. Mecz przez wielu nazwany konfrontacją dwóch najlepszych bramkarzy w Niemczech (może nawet w Europie). Nigmatullin kontra Tomic. Mówi się, że to od nich zależy kto wygra ten mecz. Union jest wielki, największy. Tylko tak mogę podsumować to spotkanie. Już w 5 minucie Sjölund kopie piłkę w pole karne. Dobiega do niej Luque i potężnym strzałem pokonuje Nigmatullina. 31 minuta. Rivaldo mija 2 rywali wypuszcza Sandovala, ten jeszcze jeden zwód i staje sam na sam z golkiperem gospodarzy. Mały balans ciałem i 2:0. 45 minuta. Dośrodkowanie Davidsa. Piłka w polu karnym, wielkie zamieszanie, nagle strzał i Cardinale wpisuje się na listę strzelców. Do przerwy 3:0. Lepiej być nie może. Ale Schalke także gra do końca. 69 minuta Arveladse i jest 1:3. Nadchodzi 85 minuta. Bowyer wpada w pole karne, mija Tomica, a ten podcina go!!!. Czerwona kartka i rzut karny, a ja nie ma... więcej zmian. Na bramce Davids. Bugera wykorzystuje karnego i już tylko 2:3. Na ławce wielkie napięcie. 90 minuta akcja Schalke, jednak Rivaldo przejmuje, podaje do Harasimowicza, a ten sprytnie do Gaitana. Gaitan strzela, piłka odbija się od słupka i wpada do bramki. 4:2. Ale to nie koniec. Gospodarze atakują. Już 3 minuty po czasie. Van der Vaart strzela i 3:4. Na zegarze 95 minuta przy piłce Arveladse, strzela i... piękna parada Davidsa. Koniec, wygrywamy po fantastycznym pojedynku 4:3.
Kolejne spotkanie to konfrontacja z Bayernem Monachium. Wierzyłem w zespół po ostatnich sukcesach. Zdeklasowaliśmy rywali. W 30 minucie Sandoval minął 2 obrońców i wyłożył piłkę dla nadbiegającego Laursena. Ten bez kłopotu wykorzystał okazje. W II połowie prowadziliśmy nadal otwartą grę. Przyniosło to rezultat dopiero w 90 minucie. Wchodzącego w pole karne Jensena, faulował Fuente (dostał czerwoną kartkę), a rzut karny skutecznie wykorzystał Rivaldo. Wspomnę także, o tym, że Harasimowicz wygrał plebiscyt na piłkarza października.
Przyszła pora na ostatni mecz I rundy Ligi Mistrzów. W Berlinie pojawił się Arsenal. Mówiłem chłopakom, że jeśli nawet przegrają to nic się nie stanie. Jednak wyszli na boisko z wielką determinacją i wolą walki. Jedyną bramkę meczu zdobył Luque w 56 minucie spotkania. Mieliśmy kilka sytuacji. Głównym powodem tak nikłej wygranej była skuteczność. Na 15 strzałów tylko 4 znalazło drogę w światło bramki. Jednak było znakomicie, tabela mówi wszystko:
1. Union 6 6-0-0 19-3 18
2. Arsenal 6 1-2-3 7-10 5
--------------------------------
3. Dinamo 6 1-2-3 4-10 5
4. Liteks 6 1-2-3 9-16 5
Losowanie II rundy nie było już takie łaskawe. Trafiłem do grupy D z IFK, Interem i Realem.
12 listopada przyszło mi grać wyjazdowe spotkanie z Leverkusen. Za pauzującego Tomica zagrał Dudek. Był to jego najlepszy mecz w Unionie (niestety dużo nie gra). W 20 minucie Davids dostrzegło Sandovala, a ten z zimną krwią wykorzystał okazję. W 38 minucie Laursen dostrzegł wbiegającego w pole karne Luque i jest 2:0. W 45 minucie na listę strzelców wpisał się Davids i znowu asystował Laursen. W II połowie nikt już bramki, nie zdobył, co było zasługą obu bramkarzy. Dudek nie skapitulował przy 7 celnych strzałach Bayeru. Tylko cieszyć się z takiego zmiennika. Teraz jeszcze spotkanie ligowe, a potem...
Sachsen Leipzig to zespół z dołu tabeli. Przyjeżdżając do mnie chyba myślał o tym, by przegrać jak najmniej. Po zwycięstwie z Leverkusen rozbrzmiały komentarze, na temat ewentualnego sukcesu w Bundeslidze. Postanowiłem narazie nie komentować tych spekulacji. Jest dopiero 12 kolejek, a do końca jeszcze długo. Marzenie Sachsen spełniło się. Przegrali tylko 1:2. W 16 minucie Sjölund dograł do Laursena, a ten zdobył bramkę. Mieliśmy jeszcze kilka sytuacji, ale jakość nie udało nam się pokonać golkipera gości. W 64 minucie znowu dwójka Laursen - Sjölund zdobyła bramkę. Tym razem podawał Laursen, a młody Fin wykończył akcję. Gościom udało się strzelić kontaktową bramkę, ale na więcej nie było ich stać. Zwycięstwo ucieszyło mnie z kilku powodów. W tabeli mam już 9 punktów przewagi, podtrzymałem passę, a co najważniejsze poprawiłem rekord zwycięskich spotkań z rzędu (teraz 10).
W Berlinie na stadionie Unionu pojawił się... Real Madryt. Mecz można było skomentować tylko jednym słowem... BAJKA. Fantastyczne widowisko stworzone przez najlepszych piłkarzy świata. Tylko jeden zawodnik nie dostosował się do poziomu spotkania - Tomic. Chyba przestraszył się gwiazd Realu po drugiej stronie. 7 minuta Mista i 1:0. 18 minuta Raul strzela z wolnego, źle ustawiony Tomic nie ma szans. Myślałem już, że nic nie możemy zrobić. Moje przemyślenia potwierdził w 30 minucie Raul strzela i jest 3:0. Ale 3 minuty później Sjölund ośmieszył pomoc Realu, dogrywa do Sandovala i jest 1:3. Ale to jeszcze nic. 42 minuta. Luque serią zwodów dostaje się pod pole karne, wykłada piłkę dla Laursena, a ten z 20 metrów trafia w samo okienko bramki Casillasa. Na przerwę schodziliśmy w kiepskich nastrojach. Wypuściłem chłopaków kilka minut wcześniej. Chciałem porozmawiać z Tomicem, powiedział, że postara się bronić lepiej. Jednak w 48 minucie Kiko strzela nie do obrony i jest 2:4. Straciłem wszelkie nadzieje. Ale to co zaprezentowali moi podopieczni później było wielkie. W 62 minucie Gaitan ubiegł w pojedynku powietrznym Casillasa i dograł do Laursena, ten zdobył 3 bramkę. W 74 minucie aktywny Luque znowu "zakręcił" obrońców Realu i dograł do Sjölunda. Ten z zimną krwią pokonał golkipera. Było 4:4 i tak też zakończyło się to spotkanie. Komplet widzów (tylko 25000, bo zarząd do rozbudowy się nie kwapi) jeszcze długo wspominał walkę na boisku. Jedynie Tomic zagrał słabo (fatalnie wręcz, nota 3 i 4 puszczone bramki, na 4 strzały). Pocieszył mnie fakt, że Inter także zremisował z IFK i wszyscy mieli po jednym punkcie.
W meczu z Arminią wyszliśmy jeszcze pod wpływem emocji meczu z Realem. Samobójczą bramkę Dardai dał nam prowadzenie. Przed przerwą Rivaldo zdobył jeszcze bramkę po podaniu Sjölunda. Druga część to także nasza przewaga i gol w 74 minucie Jensena po podaniu Davidsa. Poprawiło to nam humory po meczu z Realem, którego jakoś nie mogłem odżałować. W lidze po 14 kolejkach miałem 9 punktów przewagi nad Schalke.
Pochwaliłem za ostanie występy Luque. Spodobało się to kibicom, a nawet prezesowi. Czekałem spokojnie na mecz z Wolfsburgiem w PN. Już po 20 minutach pucharowego spotkania wiedziałem, że zagram w 3 rundzie. 8 minuta bramka Rivaldo z wolnego. 3 minuty potem 2:0 po golu Davidsa (podawał Sandoval). W 19 minucie strzela Sjölund i jest 3:0. Do przerwy mieliśmy kilka sytuacji, choćby nieuznana bramka Sandovala, ale skończyło się na 3:0. W II połowie goście za sprawą Gao zdobyli bramkę. Ale w 80 minucie pogrążył ich Laursen po akcji z Duscherem. Zwycięstwo zapewniło mi awans do 3 rundy, gdzie czeka na mnie Reutlingen (jadę do nich).
Przed meczem z Vfb Stuttgart wydarzyło się dwie rzeczy. Davids wygrał klasyfikację na piłkarza listopada, a ja sprzedałem do Barcelony Luque za... $18,000 000. Oddawałem go z wielkim żalem, ale tyle kasy może wkońcu "zmusić" zarząd do inwestycji w stadion. Luque był mi bardzo wdzięczny za to, że pozwoliłem mu odejść. Obiecał pełną mobilizację w kolejnych spotkaniach (zagra jeszcze 4 mecze do 15 grudnia). Już z Vfb zagrał wyśmienicie, a kibice zgotowali mu owację na stojąco. Dwa piękne gole w 6 i 17 minucie dały nam prowadzenie 2:0. Autorem obu był oczywiście Luque. W II połowie, a dokładnie w 53 minucie Rivaldo podawał do Sandovala, a ten strzelił 3 bramkę. Honor gości uratował Deisler. Ale wygrana 3:1 nie pozostawiła cienia złudzeń co do najlepszego klubu w Niemczech.
Przyszła pora na drugi mecz LM i wyjazd do Mediolanu. Zabrałem ze sobą wszystkich zawodników (oprócz 3-go bramkarza Arnaua). Z Mediolanu wywiozłem cenny remis. Choć mogłem spokojnie wygrać to spotkanie. 20 minuta Rivaldo podaje do Davidsa i 1:0. 21 minuta Rivaldo podaje do Sandovala i 2:0. Niestety w 49! minucie (I połowy) Ronaldinho zdobywa kontaktową bramkę. W II połowie mimo kilku okazji na posterunku cały czas Frey, a na nasze nieszczęście w 80 minucie Ronaldo zdobywa bramkę. Nie mogę narzekać z najgroźniejszymi rywalami remisy (choć oba spotkania jak najbardziej było do wygrania) i w perspektywie mecz z IFK.
Kolejny mecz to już 11 derby Berlina. Jako, że w tym sezonie mało kto daje nam radę, także nasz lokalny rywal nie sprostał Unionowi. Pierwsza groźna akcja meczu miał miejsce w 13 minucie. Zakończyła się kapitalnym golem Rivaldo z wolnego. W 20 minucie dwójkowa akcja napastników. Laursen podaje do Sandovala, a ten zdobywa drugą bramkę. Lampi przywrócił gościom nadzieję na remis. Ale kwadrans przed zakończeniem Laursen wykorzystał podanie Davidsa i odzyskaliśmy dwubramkową przewagę. Po przerwie obraz gry był identyczny. Opanowaliśmy środek boiska, a goście sporadycznie atakowali. W 60 minucie Sandoval oddaje piłkę do lepiej ustawionego Davidsa, a Holender bez problemu zdobywa bramkę. Jednak emocji jeszcze nie koniec. W 90 minucie Laursen wykorzystuje podanie Harasimowicza i ustala wynik na 5:1. Zarząd wniebowzięty, ja również, zawodnicy świętują, a zaraz przerwa i święta. Czego chcieć więcej?
Mecz pucharowy z Reutlingen traktowałem bardzo poważnie. Gospodarze tego meczu jako jedyni odebrali mi punkty w tym sezonie (była jeszcze porażka z Werderem). Mają jakiś patent na mnie. Okazało się, że było to jedno z najbardziej emocjonujących spotkań w tym roku. Zaczęło się dobrze. 11 minuta, dośrodkowanie Sandovala i Sjölund zdobywa bramkę (zarazem 50 trafienie dla Unionu w czasie 4 sezonów). Wyrównał w 30 minucie Elmander. Po przerwie szok. 46 minuta i Tomic "profesjonalnie" fauluje Runstroma i jest rzut karny oraz "czerwień". Co robić, Rivaldo na ławę, a na bramkę Dudek. Do piłki podchodzi Klingbeil, strzela... Dudek broni. Odetchnąłem z ulgą. Do końca meczu bramki nie padły. 5 minut przerwy i dogrywka. Pierwsza część dogrywki bez bramek. Początek II części dogrywki. 108 minuta. Costa wykonuje rzut rożny, piłka spada na głowę Jensena i jest 2:1. Czekamy spokojnie na zakończenie, a tu w 119 minucie Xie pokonuje Dudka i jest remis. Jeszcze kilka sekund i KARNE. Loterie lubię różne, ale tą najmniej. Zaczynają gospodarze 1:0, Sandoval 1:1. Podchodzi Grabowski i... przestrzelił. Davids pewnie 2:1. Potem 2:2, 3:2 (Sjölund), 3:3 i 4:3 (Jensen). Ostatnia kolejka. Do piłki podchodzi Xie, strzela... Dudek górą. Union lepszy, jesteśmy w finale. Po meczu odbyło się wielkie pożegnanie Luque, który wyjeżdża do Barcelony. My gramy jeszcze tylko jedno ligowe spotkanie i udajemy się na zasłużony odpoczynek.
Moja radość okazała się przedwczesna. Związek zaplanował bowiem ćwierćfinały pucharu Niemiec jeszcze na ten rok. Zmierzę się w nim z drugoligowym TSV 1860 Monachium.
Jednak wcześniej czeka mnie ligowa konfrontacja z 1.FC Köln. Za Luque wstawiłem Jensena (już na stałe). Do przerwy trochę sensacyjnie, bowiem przegrywam 0:1. Ale potem, wszystko w normie. 50 minuta Sandoval do Rivaldo i remisujemy. Niespełna 3 minuty później Cardinale przeprowadza rajd prawą stroną, dośrodkowanie i Jensen strzela bramkę. 67 minuta rzut wolny Rivaldo. Miękka piłka w pole karne, główkuje Harasimowicz i jest 3:1. Znowu kilka sekund i podwyższamy na 4:1. Ponownie Rivaldo podaje, ale tym razem strzela Sandoval. Rozmiary porażki zmniejsza jeszcze Mor. Ostatecznie więc wygrywam 4:2 i nadal pozycja lidera niezagrożona. Jedynym minusem była miesięczna kontuzja Costy.
Ostatni mecz roku 2006 (20 grudnia) rozgrywałem z TSV 1860 w ramach PN. Chciałem wygrać (i to dużo) i zrobić prezent sobie, zawodnikom i oczywiście kibicom. Jak się okazało Jensen wspaniale zastąpił Luque. W 8 minucie miał duży udział przy bramce Laursena. Potem już tylko Sandoval. W 36 minucie podaje Sjölund, a Argentyńczyk strzela bramkę. Potem w II połowie w 56 minucie po rożnym Rivaldo i w 84 minucie po akcji z Duscherem. Goście zdołali tylko raz pokonać Dudka i mecz zakończył się rezultatem 4:1. Szkoda znowu kontuzji, tym razem miesięczny "urlop" będzie miał Cardinale. Wspaniały prezent zrobił sobie Sandoval. Tomic skończył karę (choć to pewny ewenement - 3 czerwone kartki dla bramkarza!!!). Wszyscy czują się znakomicie. Teraz mamy kilka dni przerwy, ale od 28 grudnia wznawiamy znowu treningi. Będę musiał rozejrzeć się za ewentualnymi wzmocnieniami na przyszły sezon, bo coraz więcej osób wróży nam sukces, a i ja powoli o tym myślę.
Desailly postanowił zakończyć karierę na koniec tego sezonu. Cardinale i Costa kurują się narazie po kontuzjach. Tuż przed Sylwestrem sprzedałem Antonie Conte do Bayernu Monachium za $1,500 000. Natomiast udało mi się "zaklepać" transfery: Baba Musa (młody zdolny ofensywny pomocnik), Christian Diaz (obrońca z Realu) i Jero Shakpoke (obrońca z PSG). Nie miałem zamiaru sprowadzać kilkunastu zawodników, bo po co. Chciałem koniecznie uzupełnić obronę (Desailly odchodzi, Baggio także jest ssary i mam tylko 6 obrońców, a tu tyle rozgrywek).
Wszyscy zachwycali się Sjölundem. Co miałem robić, sam go pochwaliłem, bo warto. Dopiero 23 lata, a już 50 występów w reprezentacji i 33!!! gole. Oby tak dalej. Dosłownie kilka godzin po pochwałach jakie posypały się na stronach internetowych zgłosił się do mnie Milan z ofertą kupna Sjölunda za... $23,500 000. Zastanawiałem się chwilę i nie sprzedałem go. Jest za dużym skarbem. A zresztą pierwszy raz mogę powiedzieć, że kasy mi nie trzeba (ponad 45 milionów w kasie!!!).
Przyszła pora na pierwszy noworoczny mecz. Odrabiałem zaległości ligowe z Frankfurtem. Mówią, że jak zacznie się nowy rok, cały będzie podobny (oby). Frankfurt odprawiłem 4:1. W 10 minucie Sandoval pierwszy pokonał Ludwikowskiego. Potem Jensen po podaniu Baggio. Jeszcze przed przerwą Sandoval przeprowadził piękną akcję z Rivaldo i było 3:0 (strzelił Argentyńczyk). W 55 minucie Baggio dogrywał do Lursena i na tablicy świetlnej było już 4:0. Goście strzelili honorową bramkę, ale na więcej nie było czasu. Kontuzji w tym meczu doznał Sjölund, na szczęście tylko 2 tygodnie. Teraz mam znowu trochę "wolnego", bo rozgrywki wznawiamy dopiero za 18 dni, czyli 28 stycznia. Wielką niespodzianką był dla mnie występ Baggio. Wstawiłem go dla tego, że Davids pauzował za kartki, a Duscher był trochę przemęczony. A ten ma 2 asysty i zostaje zawodnikiem meczu. Co znaczy klasa i doświadczenie.
Okres 18 dni przed wznowieniem rozgrywek minął spokojnie. Wszystko przebiegało zgodnie z planem i do meczu z SF Siegen przystępowaliśmy w świetnych nastrojach. Blisko 20 tysięcy widzów oklaskiwało naszą grę. Odwdzięczyliśmy się już w 5 minucie. Akcję Jensena zakończył świetnie grający w tym sezonie Sandoval. 10 minut później Argentyńczyk podawał do partnera z ataku - Laursena. Duńczyk ze spokojem wykorzystał sytuację i prowadziliśmy 2:0. Huraganowe ataki przyniosły nam jeszcze efekt w 40 minucie. Sjölund podawał do Laursena, a Duńczyk poraz kolejny wpisał się na listę strzelców. W II połowie gra uspokoiła się. Bramka w 52 minucie Sandovala po akcji lewą flanką Sjölunda uspokoiła nas i pozwoliła na kontrolowanie przebiegu gry. Do końca wynik nie uległ zmianie i kolejne 3 oczka mogłem dopisać do tabeli.
Do Dortmundu jechałem jako zespół niepokonany od 13 spotkań ligowych. Jak okazało się po zakończeniu meczu passa wzrosła o kolejne spotkanie. W 25 minucie Laursen wykorzystał precyzyjne podanie Rivaldo z rzutu rożnego. Potem cały czas mieliśmy wyraźną przewagę. Dopiero w 84 minucie Sjölund wykorzystał podanie Cardinale. Gospodarze tylko sporadycznie atakowali, ale Tomic bronił znakomicie. Nareszcie wrócił do znakomitej formy. W lidze mamy już 17!!! punktów przewagi nad drugim Bayernem. I choć mówię to może wcześnie, ale naprawdę jakiś kataklizm jest tylko w stanie odebrać nam tytuł (pierwszy!!!). Morale w zespole znakomite.
Kolejnym sprawdzianem będzie potyczka z lokalnym rywalem - Herthą - w półfinale pucharu Niemiec. Nie mógł tylko zagrać pauzujący za kartki Tomic, ale mam nadzieję, że Dudek poradzi sobie. Mecz ułożył się po naszej myśli. Już w 5 minucie dośrodkowanie z rożnego Rivaldo na bramkę zamienił Davids. W 40 minucie znowu Brazylijczyk w głównej roli, tym razem podawał dla Laursena. Swój fantastyczny występ uhonorował bramka zdobytą w 64 minucie po akcji z Davidsem (nie spodziewałem się, że dwie takie gwiazdy są w stanie nawiązać taką współpracę). Przyszło nam teraz tylko czekać na rywala w finale PN. Pierwszy cel miałem prawie osiągnięty. Pozostało mistrzostwo i dobry występ (czytaj minimum półfinał) w LM. Okazało się, że naszym rywalem w finale będzie Borusia Dortmund.
Do Rostock jechałem po trzy punkty. Hansa zajmowała przedostanie miejsce, w trzech wcześniejszych konfrontacjach przegrywała. Miałem zamiar podtrzymać tą passę. Jednak postawa gości zaskoczyła nas niesamowicie. Na boisko wyszli prawie jak... faworyci. Swój cel osiągnęli w 16 minucie po golu Beinlicha. Jednak okazało się to ich największym... błędem. Moi podopieczni zaszokowani takim obrotem sprawy postanowili dać nauczkę dla Hansy. Do przerwy zdobyliśmy 2 gole, przy których znaczny udział miała dwójka Sandoval i Rivaldo. W 38 minucie Rivaldo dokładnie dośrodkował z rożnego i dla Sandovala pozostało tylko wepchnąć piłkę do bramki, a w 45 minucie szarżującego w polu karnym Rivaldo faulował Vujevic, a jedenastkę wykorzystał Sandoval. Po przerwie nie odstępowaliśmy gospodarzy na krok. Zdobyliśmy jeszcze dwie bramki. W 87 minucie ponownie Rivaldo podawał, tylko tym razem strzelił Gaitan. Ten za to obsłużył w 90 minucie Harasimowicza i po końcowym gwizdku na tablicy widniał wynik 4:1 dla Unionu. Powodów do narzekań nie mam, bo niby co?. Nadal prowadzę burzliwe negocjacje z zarządem na temat rozbudowy stadionu. Wstępne projekty zapowiadają rozbudowę po zakończeniu rozgrywek. Tuż po meczu moi statystycy zawiadomili mnie o nowym rekordzie asyst. Ustanowił go Rivaldo i ma ich 18, a do końca sezonu jeszcze długo.
Czekało mnie teraz bardzo ważne spotkanie z IFK w ramach LM. Był to teoretycznie najsłabszy rywal w grupie i w meczach z nim szukałem punktów. Niestety słabo wypadła formacja ataku i do przerwy mimo 5 okazji bez bramek. W II połowie zbawienne okazało się wprowadzenie na boisko Harasimowicza. W 70 minucie wykorzystał podanie od Jensena. Na 2:0 podwyższył w 81 minucie Costa, a wynik na 3:0 ustalił ponownie Harasimowicz. Tym razem podawał Davids. Real wygrał 1:0 z Interem. Sytuacja w grupie znakomita. Kluczowy będzie rewanż z IFK.
W lidze przyszła pora na mój nieulubiony zespół, czyli Reutlingen. Wyjazd do nich traktowałem bardzo poważnie. Pierwsza połowa pokazała, że tym razem nie będzie inaczej. Na bramkę Laursena w 22 minucie gospodarze odpowiedzieli natychmiastowo i do przerwy było 1:1. Duże znaczenie miała czerwona kartka obrońcy Reutlingen. Pozwoliło nam to na opanowanie środka pola i na swobodną grę. Efektem dwa gole. W 66 minucie Mendez, a w 75 minucie Sjölund. Po meczu mogłem z ulgą odetchnąć. To co robimy powoli przechodzi do annałów niemieckiej piłki. W lidze po 22 kolejkach 20!!! zwycięstw, porażka (z Werderem) i remis (z Reutlingen).
Do Goeteborga pojechałem pełen nadziei. Wiedziałem, że zwycięstwo może dać mi awans. Pozwoli mi osiągnąć 6-punktową przewagę nad trzecim Interem. Już w 3 minucie Laursen sprytnie podaje do Sandovala, a ten pięknym strzałem daje nam prowadzenie. W 33 minucie ta sama dwójka zamienia się rolami i to Laursen strzela bramkę. Gospodarze praktycznie nie istnieją. Mecz przesądza w 77 bramka wprowadzonego na boisku duetu Harasimowicz - Duscher. Polak wykorzystał podanie i mogłem unieść ręce w geście triumfu. Spotkanie to było zarazem 27 meczem bez porażki (i tylko 3 remisy).
W 23 kolejce gości u mnie M`gladbach. W meczu nie mogłem skorzystać tylko z Dillona (kartki) i Mendeza (drobny uraz). Ale pozostali byli w pełni sił. Widać było to na boisku. W 3 minucie Jensen podaje do Sandovala i 1:0. 5 minuta Rivaldo dokładnie dogrywa do Sjölunda i 2:0. Potem jeszcze dwie "szybkie" bramki i do przerwy 4:0. Autorami trafieni byli Laursen i ponownie Sandoval. Po przerwie zmieniłem moje gwiazdy. Chciałem dać im odpocząć przed kolejnym spotkaniem. Dublerzy zagrali przyzwoicie, ale bez bramek.
Wyjazd do Breme wiele uważało za pretekst do zakończenie mojej serii. Gospodarze grali znakomicie i 4 miejsce w lidze nie było przypadkiem. Faktycznie mecz był bardzo wyrównany, tylko że ja mam Tomica. Ten jeszcze młody chłopak (jak na bramkarza) spisywał się fenomenalnie. Obronił kilka niesamowitych strzałów. Został także wybrany zawodnikiem meczu. A że ostatni raz mecz zakończyłem z zerowym kontem bramkowym jeszcze w tamtym sezonie, 7 maja z... Werderem (0:1), to nie bałem się i byłem pewny, że coś strzelimy. W 29 minucie Sjölund wykorzystał podanie Costy i prowadziliśmy 1:0. W II połowie na 2:0 podwyższył Rivaldo z wolnego. Bardzo zmartwiły mnie kontuzje Dillona (3 tygodnie) i Laursena (miesiąc). Tym bardziej, że czekają mnie tak ważne spotkania (choćby najbliższe wyjazdowe z Realem).
Do Madrytu jechałem bardzo podbudowany. I muszę się przyznać, że to co moi chłopcy zrobili w ciągu pierwszych 10 minut zrobiło ze mnie najszczęśliwszego człowieka na świecie. W 3 minucie Sandoval objechał obrońców i 1:0. W 7 minucie rzut wolny. Rivaldo i 2:0. Pierwsza połowa pod nasze dyktando. W II części kontaktowa bramka Raula. Ale my walczymy nadal i w 85 minucie Sandoval podaje do Costy. 3:1 dla Unionu tłumaczy wszystko. Piękny mecz moich podopiecznych.
Ale to co stało się później załamało mnie na długo i to bardzo. Zaraz po meczu postanowiłem zrobić save`a (wkońcu z Realem na wyjeździe codziennie się nie wygrywa) Zdarz się, że nieraz gaśnie mi światło, więc szkoda byłoby tego meczu. Postanowiłem zrobić save`a. No nic save game i leci. Poszedłem coś zjeść, wracam a tam jeszcze nie koniec. Nic poczekam. Minęło 30 minut i nic. Crtl+Alt+Delete. Patrzę nie czyta mi Champa. Zgroza. Zakończyłem pracę programu. Ponawiam save`a poszedł. Czekam, wyskoczył jakiś błąd, ale nic OK i dalej. Patrzę dochodzi do końca i jest. Proszę wyciągnąć płytę z CM. OK i jest. Choć po drodze jakieś błędy. Ale pierwszy news wyjaśnił wszystko. Drużyny które zakwalifikowały się do pucharów (w marcu?!). Patrzę na skałd, niby wszystko dobrze. Następny mecz, a tam NIC. Terminarz pusty. Wciskam OK i KOOOOOOONNNNNNNIIIIIIEEEEEECCCC!!!!!!!!!
Padł mi całkowicie save i cała praca na marne (prawie jak w życiu!!!). A dodam tylko, że:
Sandoval 36 bramek w 43 meczach. Rivaldo 20 asyst, trzech podstawowych piłkarzy średnia powyżej 8.10. 30!!! spotkań bez porażki (i tylko 3 remisy). Miał być to najlepszy sezon w mojej karierze w Unionie. Ale nic KOMPUTER tym razem górą.
Postanowiłem, że w Niemczech już nie zagram. A gdzie poniesie mnie los zobaczycie niedługo. Do zobaczenia!!!. Niedługo Perez powraca z nowymi perypetiami managerskimi.