Real Sociedad 2001-02 (cz.2)
Witam ponownie! Oto część dalsza moich przygód w Primiera Division!
Zarząd chciał awansu do europejskich pucharów. Moje plany były podobne. Szykował się trudny sezon, w dodatku gęsto przetykany meczami pucharowymi (LM i Spanish Cup). Konieczne były więc wzmocnienia:
Przed sezonem przybyli (nazwisko, pozycja, skąd, za ile, wiek, narodowość):
- Akinori Nishizawa, S C, Espanyol, Bosman, 25 lat, Japończyk
- Tonton Zola Mokouko, AM/F C, Derby, 60K, 18 lat, Szwed/Ghanijczyk - na przyszłość
- Richard Spong, Sw/D RC, Coventry, 200K, 18 lat, Szwed - na przyszłość
- Costinha, D/DM C, Monaco, Bosman, 27 lat, Portugalczyk
- Manuel Battaglia, GK, Free, 18 lat, Włoch - na przyszłość
- Miguel Angel Zepeda, D/DM C, Atlas, 1M, 26 lat, Meksykanin
- Javier Saviola, S C, River, 23.5M, 19 lat, Argentyńczyk
W trakcie sezonu dołączył jeszcze:
- Simon Davies, M RC, Tottenham, 2.4M, 21 lat, Walijczyk
Odeszli zaś (kto, pozycja, gdzie, za ile, wiek, narodowość):
- Alberto, GK, Rayo, Bos, 33 lata, Hiszpan/Bask
- Mikel Antia, Sw/D C, Sevilla, Bos, 29 lat, Hiszpan/Bask
- Stephane Collet, M R, Caen, 4.4M, 29 lat, Francuz
- Loren, D/S C, free, 35 lat, Hiszpan/Bask
Postanowiłem grać nadal ustawieniem 2-3-2-1-2. Pierwsza jedenastka wyglądała więc tak:
GK: Asper
2xDC: Dillon, Costinha
DM L: Aranzabal
DM C: Guerrero
DM R: Serri
2xMC: De Pedro, Tayfun
AM C: Khokhlov
2xSC: rotacja pomiędzy Saviola, Nishizawa, Olisadebe
Na początek zagrałem sparing z Bayerem Leverkusen (zeszłoroczym triumfatorem LM) na BayArena ulegając 1:2 (Saviola). Potem był pierwszy mecz trzeciej rundy kwalifikacyjnej do Ligi Mistrzów. Nie wiem czy mogę mówić o szczęściu czy o pechu, ale wylosowałem... Wisłę Kraków. Pierwszy mecz na Reymonta zakończył się bezbramkowym remisem - wszystko miało się więc rozstrzygnąć w rewanżu na Anoeta w San Sebastian. Następnie zaprosiłem do siebie na mecz towarzyski Galatasaray, z którym zremisowałem 1:1 (Saviola). Na inauguracje ligi przegrałem z Ossasuną (A) 1:2 (Nishizawa). Nadszedł czas rewanżowego spotkania z Wisełką. Goście wyszli na murawę w ustawieniu 4-4-2 grając Defensive i Man Behind Ball. Wygrałem ten mecz 3:1 (Nishizawa, Saviola, De Paula, dla Wisły Brożek). Jestem więc w Lidze Mistrzów. Trafiłem do grupy E wraz z Borussią Dortmund, Spartą Praga i... znienawidzonym Manchester Utd (chociaż jakbym mógł to chętnie uszczupliłbym ich o paru graczy np. Scholes`a, Keane`a czy Giggs`a). Tak na marginesie dodam, że na początku poprzedniego sezonu Man Utd pobił wszystkie rekordy kupując z Romy niejakiego Francesco Totti`ego za... bagatelka 70 milionów zielonych!
Ale wróćmy do tematu. Najbliższe dwa ligowe spotkania wygrałem. Najpierw (H) z Las Palmas 3:2 (hat-trick Savioli), potem z Numancią (A) 3:1 (Deguerville, Costinha, De Paula). Następne cztery ligowe spotkania to trzy porażki: z Realem Madryt (H) 1:2 (Costinha), Barceloną (A) 0:1 i Oviedo (H) 2:4 (De Paula, Vega) oraz remis z Villarrealem (H) 1:1 (Idiakez). Potem były zwycięstwa z Valencią (H) 3:2 (Vega, Nishizawa, De Paula) i Deportivo (A) 1:0 (Vega), porażka z Mallorką (H) 0:2 i wyjazdowa wygrana z Betisem 2:1 (2x Olisadebe).
W międzyczasie rozegrałem też wszystkie 6 spotkań grupowych w Lidze Mistrzów. Najpierw podejmowałem u siebie Man Utd (1:1, bramki Idiakez dla mnie / Totti dla Manchesteru). Potem wyjeżdżałem do Pragi na mecz ze Spartą (1:1, Ohen / Nishizawa) i do Dortmundu na mecz z Borussią (1:1, Ikpeba / Nishizawa). Tak więc po trzech meczach miałem 3 punkty, 3 strzelone i 3 stracone bramki. Następnie gościłem u siebie Borussię (2:0, Zepeda, Saviola / - ) i jechałem na wycieczkę do Manchesteru (0:1, - / Keane). Został mi jeszcze tylko ostatni mecz ze Spartą Praga na własnym boisku. Aby być pewnym awansu musiałem go wygrać, albo modlić się, aby Manchester pokonał Niemców na ich ziemi. Moi piłkarze, na szczęście dla nich, nie zawiodli mnie i wygrali to spotkanie 5:0 (2x Olisadebe - nota 10, Costinha, De Pedro - nota 10, Deguerville). Jestem więc w drugiej rundzie grupowej LM, a tam już czeka grupa C, czyli Ajax, Parma i Boavista. Trudna grupa, bo o ile Boavista była zespołem w moim zasięgu, o tyle Parma, nie mówiąc już o Ajaksie były "nieco" lepszymi zespołami (Ajax w tym sezonie szalał, czego dowodem było rozgromienie w I rundzie LM, Bayernu Monachium 6:2).
Pierwsze spotkanie w tej grupie z Parmą (H) zremisowałem bezbramkowo. Następnie czekał już na mnie Ajax w Amsterdamie. Moi gracze zagrali zadziwiająco dobrze i tylko niekompetencji sędziego zawdzięczają Holendrzy trzy punkty (2:3, Serri, De Pedro / van der Gun, Machlas, Knopper).
Tymczasem w lidze w 12 spotkaniach uzyskałem 6 zwycięstw (Rayo, Sporting Gijon, Atletic Bilbao, Valladolid, Celta, Numancia), 4 remisy (Espanyol, Las Palmas, Ossasuna i Barcelona) i 2 porażki (Salamanca, Real Madrid), co pozwoliło mi podskoczyć z 9 na 4 miejsce.
W międzyczasie ruszyły rozgrywki Spanish Cup. W 2 rundzie pokonałem Getafe (A) 2:1 (De Pedro, Olisadebe), potem trafiłem na Oviedo wygrywając 2:0 (Olisadebe, Nishizawa) w San Sebastian i ulegając 1:2 (De Pedro) na wyjeździe. W ćwierćfinale wylosowałem Valencię. W pierwszym meczu na Mestalla było 2:2 (Saviola, Nishizawa). Niezła zaliczka na rewanż. Na Anoeta po 90 minutach na tablicy widniał wynik 1:1 (Jauregi), a więc jestem w półfinale Pucharu Hiszpanii dzięki away goals!!!
I znów Liga Mistrzów. Najbliższe dwa mecze to boje z Boavistą najpierw u mnie potem w Porto. Pierwsze z tych spotkań wygrałem 3:0 (2x Saviola, Serri), drugie 2:1 (Nishizawa, Zepeda) przedłużając tym samym swoje nadzieje na awans. Zostało mi jeszcze wyjazdowe spotkanie z Parmą i mecz u siebie z Ajaxem, a sytuacja w grupie nie wyglądała najlepiej. Prowadził Ajax z 10 punktami. Ja miałem 7, a Parma 5. Boavista nie zdołała zdobyć żadnego punktu. Ale z 3 liczących się jeszcze drużyn ja miałem najgorszy kalendarz. Ajax grał ze mną na wyjeździe i Boavistą u siebie. Parma, ze mną u siebie i Boavistą w Porto. Liczyłem, że zarówno Ajax jak i Parma pokonają Boavistę. Potrzebne mi więc było zwycięstwo w bezpośrednim spotkaniu z Włochami. Jednak nic z tego. Włosi walczyli o swoje i w Parmie poległem 1:2 (Saviola). Ajax tak jak podejrzewałem pokonał Boavistę (3:0). Nie pozostało mi więc nic innego jak pokonać Holendrów na własnej ziemi. Ale nawet to nie gwarantowało mi awansu. Parma musiała przegrać, lub co najwyżej zremisować z Portugalczykami. Czarno to widziałem. I tak też czarno się skończyło. Ajax pokazał klasę (a raczej klasę pokazał bramkarz Ajaxu Lobont broniąc 9 moich strzałów). Pierwszą bramkę straciłem w 21 min. po prawidłowo przeprowadzonej kontrze. Drugą (znowu) podarował Holendrom sędzia dyktując rzut karny za zagranie ręką (nawet komentator zauważył, że była to delikatnie mówiąc "wątpliwa" decyzja). Real Sociedad : Ajax Amsterdam 0:2. Na pocieszenie zostało mi tylko to, że nawet gdybym wygrał to nic by mi to nie dało, bowiem Parma rozbiła Boavistę 4:1.
Do następnego razu LM!
Tymczasem w lidze w 9 spotkaniach zanotowałem 4 zwycięstwa, 2 remisy i 3 porażki (w tym rekordowa 0:5 z Valencią na własnym stadionie - czyżby zemścili się za Puchar Hiszpanii?). A do rozgrywek półfinałowych Pucharu Hiszpanii oprócz mnie dotarły jeszcze Real Madryt, Barcelona i Rayo. Moje ciche nadzieje związane z losowaniem poszły w cholerę, gdy zobaczyłem na kogo trafiłem: Real Madryt! Pierwszy mecz rozgrywany był na Anoeta. Nie cieszyło mnie to zbytnio, gdyż nie podzielam opinii, że łatwiej jest później bronić korzystnego rezultatu niż odrabiać straty. Ale cóż, zrobiłem wszystko co mogłem, aby ten mecz wypadł dobrze. I wypadł, gdyż wygrałem go (dość niespodziewanie) 2:0 (De Pedro, Serri). Pozostało tylko obronić ten wynik w Madrycie. Ale powiedzieć to jedno, a zrobić to, to już coś zupełnie innego. Pierwszą bramkę straciłem w 28 minucie. Następną w 64 min. Jedyne co udało mi się uczynić, to dowieźć ten wynik do 90 minuty. 2:0 w San Sebastian, 0:2 w Madrycie, a więc dogrywka. W dogrywce moi gracze wzięli się w końcu do roboty (lepiej późno, niż wcale) i zaczęli atakować, ale to Real w 115 minucie zdobył trzecią bramkę. Tego było za wiele. Do przodu poszli wszyscy łącznie z bramkarzem. I poskutkowało. W trzy minuty później było już 3:3. Takim wynikiem skończyła się dogrywka i już cieszyłem się, że jestem w finale dzięki away goals, ale... zaraz, zaraz, dlaczego ten komentator mówi, że będą karne? jakie qrna karne? Przecież wygrałem nie? Away goals itd. Qrwa! Karne. (jak nie naprawią tego błędu to się wkurzę)
Zaczynał Real: Hierro podbiegł do piłki, strzał... broni Asper. Piłkę ustawił Serri. Strzał i gool! Tak trzymać, oby znów spudłowali, a ja trafił. Ivan Ania: Gool! Cholera, teraz Dillon [strzel to]: broni Cassillas. Qrde! Wszystkie pozostałe strzały trafiały w siatkę. A strzelali dla Realu: Munitis, Conte, Ognjenovic, a dla mnie: De Pedro, Khokhlov, De Paula.
Druga seria: do piłki podchodzi Raul [pudło, no, już kiedyś spudłowałeś, teraz też spudłuj]: strzał... broni Asper. Teraz tylko strzelić. Pikabea (obrońca 30 lat, doświadczony): GOOOL!!! Real Sociedad w finale Pucharu Hiszpanii (ostatnio dotarł tu w 1988 r.), a tam już czeka nie kto inny tylko Barcelona!
Wróćmy do ligi. Zaangażowanie w mecze pucharowe i LM spowodowało, że zaniedbałem trochę ligę i na 6 kolejek przed końcem sezonu byłem 8, czyli tuż za miejscami dającymi występy w europejskich pucharach. Trzeba było się trochę podciągnąć. Najbliższe spotkanie z Espanyolem (H) wygrałem 2:1 (Costinha, Khokhlov). Potem były mecze z Sportingiem Gijon (A) 1:0 (Peiremans); Atletic Bilbao (H) 3:0 (Saviola, De Paula, Peiremans); Valladolidem (A) 2:1 (De Pedro, Idiakez) i Racingiem Santander (H) 1:0 (Tayfun). I tak przed ostatnią kolejką byłem czwarty tuż za Valencią (1 punkt straty), a przed Atletic Bilbao (7 punktów przewagi). Ostatni mecz grałem na wyjeździe z Celtą (Valencia (A) z Valladolidem). Z Celtą przegrałem 0:2 i zakończyłem rozgrywki na 4 miejscu.
Mistrzem została Barcelona z przewagą 18 punktów nad drugim Realem Madryt (qrde, czy nie podobnie było sezon wcześniej?), który wyprzedzał jednak trzecią Valencię tylko bilansem bramkowym. Ja na czwartym traciłem do nich 4 punkty.
Sezon był już przeszłością, ale mi pozostał jeszcze jeden mecz. Finał Pucharu Hiszpanii na Santiago Bernabeu w Madrycie z Barceloną. Napiszę krótko: nie miałem szans. Moi gracze byli cieniami samych siebie z początku sezonu. Przegrałem 1:3 (Jankauskas) i cieszę się, że na takim (rozsądnym) wyniku się skończyło. Cóż, może innym razem!
Najlepszym strzelcem ligi został (deja vu) Patrick Kluivert (26 goli). Mój najlepszy strzelec ligowy to Olisadebe (8 goli). Również Kluivert został wybrany najlepszym graczem ligi (średnia 8.47 i 13 razy MoM).
W finale LM Inter pokonał Ajax 4:0. Puchar UEFA powędrował zaś do Milanu, który pokonał w finale Fiorentinę (po karnych).
Moimi najlepszymi graczami byli:
L.p. Nazwisko Średnia Gole Asysty MoM
1 De Pedro 7.64 8 19 7
2 Dillon 7.49 0 1 5
3 Serri 7.40 6 8 2
4 Nishizawa 7.37 11 8 3
5 Aranzabal 7.35 3 2 0
I tradycyjnie mój GK: Asper, 7.47, 5 razy MoM, puścił jednak aż 71 goli w 54 meczach!
Jedyne co złe to to, że moi gracze się rozwydrzyli. Jeden za drugim wołają o większe kontrakty. A niech ich...
Do następnego sezonu!