Nie jesteś zalogowany! Załóż konto już teraz!

Real Sociedad 2005-06 (cz.6)

Witam w szóstym odcinku moich zmagań z ligą hiszpańską, w której jak na razie bezskutecznie próbuje zdobyć mistrzostwo. Co prawda w poprzednim sezonie zabrakło mi naprawde niewiele (byłem drugi), ale nie wydaje mi się abym mógł ten niezły wynik poprawić lub chociaż powtórzyć. Po pierwsze dlatego, że teraz, w odróżnieniu od poprzedniego roku, będę obciążony meczami w Lidze Mistrzów, co zapewne nie pozwoli mi się skupić tylko na lidze. Druga rzecz to moi zawodnicy. Otóż kilku graczy, którzy przez tyle lat stanowili trzon mojego zespołu, ma już po 32 lata i obawiam się, że może to zaowocować spadkiem formy. Ci gracze to kapitan mojego zespołu Francisco Javier De Pedro, mózg środka pola Tayfun i panujący po lewej stronie obrońca Augustin Aranzabal. Kto śledził moje przygody od początku, ten wie, że są to kluczowi gracze w Realu Sociedad. Nie ma jednak co narzekać, bo być może "staruszkowie" pokażą mi jeszcze na co ich stać. Przecież oni, zanim skończą karierę, też chcieliby posmakować mistrzostwa.

Zarząd w tym sezonie postawił przede mną jasny cel. W lidze mam zająć miejscę uprawniające mnie do występów w europejskich pucharach. Prezes jednak w prywatnej rozmowie wyraził także opinię, że przydałby nam się jakiś sukces, jeśli nie na arenie europejskiej, to może przynajmniej Puchar Hiszpanii. Zapewniłem go, że zrobię co się da, ale nie sądze, abyśmy dali radę sięgnąć po Puchar Mistrzów (cóż, jestem sceptykiem).

W tym sezonie nie było jakichś wielkich przetasowań w kadrze. Przybył tylko jeden gracz - Adrian Falemi, 24-letni Rumun, obrońca, mogący grać zarówno na skrzydłach, jak i w środku defensywy. Więcej graczy odeszło, głównie z rezerw. Do Albacete na prawie Bosmana przeniósł się Joseba Llorente (25 lat, Hiszpan/Bask, napastnik), Espanyol za 6.5M otrzymał ofensywnego pomocnika Dmitry Khokhlova (Rosjanin / Hiszpan, 29 lat), natomiast barwy Racingu Santander przywdział Portugalczyk Costinha (30 lat, D/DM C).

Jeszcze przed rozpoczęciem sezonu zarząd rozbudował stadion o dodatkowe 3000 krzesełek, dzięki czemu już w pierwszym ligowym spotkaniu z Deportivo pobity został rekord klubu, gdy na stadion przyszło 33210 kibiców.

Zanim jednak rozpoczęły się rozgrywki ligowe rozegraliśmy cztery spotkania towarzyskie z drużynami z Włoch (chciałem sprawdzić nowe warianty taktyczne). Pierwsze dwa mecze graliśmy na własnym boisku z Parmą 1:0 (Tayfun) i Interem 0:0. Potem to my pojechaliśmy do słonecznej Italii na spotkania z aktualnym mistrzem Włoch zespołem Genoa 1:3 (Saviola) i do Florencji na mecz z Fiorntiną 0:3.

Na pierwszy mecz ligowy z Deportivo wyszliśmy w nowym ustawieniu 4-2-3-1. Słońce świeciło, a 33 tysiące kibiców na Anoeta oczekiwało na piłkarski spektakl. Wyjściowa jedenastka wyglądała tak:

GK: Mattias Asper
DL: Augustin Aranzabal
DC: Samy Hyypia
DC: Philippe Christanval
DR: Serri
MC: Idrissa Keita
MC: Simon Davies
AM L: Francisco Javier De Pedro (c)
AM C: Pablo Aimar
AM R: Emmanuel Olisadebe
S C: Javier Saviola


Od początku spotkania, to moi gracze byli stroną przeważającą, aż do 7 minuty, kiedy to czerwoną kartkę ze bezmyślne wejście dwiema nogami w Eto`o ujrzał Serri. Mecz się wyrównał, ale nie daliśmy się zepchnąć do defensywy. Nadal to my byliśmy stroną częściej atakującą co w 40 minucie zakończyło się bramką strzeloną przez Javiera Saviolę. Schodząc do szatni cieszyliśmy się jednobramkowym prowadzeniem. Po przerwie moi gracze nie atakowali, ale i umiejętnie się bronili nie dopuszczając do sytuacji strzeleckich. I przyszła 53 minuta, kiedy to Christanval fauluje Capdevillę w polu karnym i otrzymuje czerwoną kartkę. Diego Tristan pewnie egzekwuje jedenastkę i jest 1:1, a my gramy w 9. Zmieniłem ustawienie na bardziej defensywne (4 obrońców w linii, 3 centralnych pomocników, 1 napastnik), pokazując moim graczom, aby grali z kontry i skupiali się raczej na defensywie. Działało to nawet nieźle, gdyż gracze Deportivo mieli niewiele sytuacji, a kilka wyprowadzonych przez moich podopiecznych kontr, choć nie skończyło się bramkami pokazało, że w dziewiątke też można grać. Jednak w 87 minucie Hyypia nie upilnował Guede i Asper musiał wyjmować piłkę z siatki. Mecz zakończył się moją porażką 1:2, a obaj "czerwonokartkowicze" pożegnali się z tygodniową pensją. 24 sierpnia otrzymałem od Recreativo ofertę 550 tyś. za Jose Antonio Pikabeę - 34-letniego obrońcę grającego w moich rezerwach. Zgodziłem się jednak Pikabea odrzucił ofertę. Niedługo potem zgłosił się po niego Hercules C.F. oferując 775K. Przystałem na to, a i sam zainteresowany nie miał nic przeciwko i transfer został ustalony na 15 grudnia.

Następnie było wyjazdowe spotkanie z Ossasuną. Postanowiłem w nim wypróbować moją nową taktykę wzorowaną na komputerowym ustawieniu "defensive counter", ale w zamierzeniu bardziej ofensywną. Wygląda ona w ten sposób, że czwórka obrońców gra w linii (boczni strzałki do góry), dalej, trójka centralnych pomocników (MRC i MLC biegają do pozycji AM), dwójka ofensywnych pomocników i jeden klasyczny napastnik. Chodziło mi o dobre zabezpieczenie tyłów (czwórka obrońców powinna sobie poradzić) i jednocześnie panowanie w środku pola (pięciu pomocników) z możliwością szybkiego wyprowadzenia ataku. Muszę przyznać, żę nie zawiodłem się na niej, gdyż pozwoliła moim graczom na spokojne rozgrywanie piłki w środkowej strefie boiska. Jednak pierwsza bramka w meczu z Ossasuną padła dopiero w 45 minucie po wykorzystanym przez Javiera Francisco De Pedro rzucie karnym. Moja radość nie trwała jednak długo, gdyż tuż po przerwie wyrównał Ismael Urzaiz. Ciągłe ataki moich graczy musiały jednak w końcu przynieść efekt w postaci bramki. Tak się stało w 71 minucie, kiedy to dogodną sytuację strzelecką wykorzystał Javier Saviola. Mecz zakończył się moim zwycięstwem 2:1.

Kolejne spotkanie, to mecz na własnym stadionie z Mallorcą. Grałem nadal ustawieniem 4-3-2-1 (nazwałem je piramida) bo chciałem sprawdzić jego przydatność w meczach "u siebie". Mecz ten to całkowite panowanie mojej drużyny na boisku (60% czasu gry moi gracze byli przy piłce) i zasłużone zwycięstwo 3:0 po golach De Pedro, Gallardo i Mihalcei.

Potem czekał mnie spotkanie z włoskim Torino w pierwszej fazie grupowej Ligi Mistrzów. Trafiłem do grupy G, gdzie oprócz Włochów byli jeszcze turecki Galatasaray i izraelski Hapoel Haifa. Z Turynu udało mi się wywieźć cenne zwycięstwo 1:0, głównie dzięki wspaniałej postawiem mojego bramkarza Mattiasa Aspera. W kolejnych meczach tej fazy Champions League pokonałem na własnym boisku H.Haifę 3:0 (2x De Pedro, Saviola - obej noty 10) i następnie dwukrotnie Galatasaray: 2:0 u siebie (Serri, De Pedro) i 2:1 w Turcji (Saviola, De Pedro). Ostatnie dwa spotkania również wygrałem. Najpierw z Torino u siebie 2:1 (Olisadebe, Davies), potem z H. Haifa na wyjeździe również 2:1 (Mihalcea, Gallardo) i z kompletem zwycięstw awansowałem z pierwszego miejsca w grupie.

W międzyczasie w lidze spotkałem się z Numancią (A) 1:0 (Keita) i Atletico Madrid (H) 2:0 (2x De Pedro). Następny mecz ligowy to potyczka z bezspornie najlepszym od ok. 5 lat zespołem w Hiszpanii, czyli z Barceloną na Nou Camp. Postanowiłem zmienić nieco ustawienie zespołu na bardziej ofensywne, gdyż z doświadczenia wiem, że Barca potrafi zdominować w zasadzie każdy zespół w środku pola. Wiedziałem również, że niemal na pewno stracę przynajmniej jedną bramkę, więc musiałem też strzelić bramkę. Moi gracze wyszli więc na boisko w nieco zmodyfikowanym ustawieniu 5-3-2 Attacking. Podam tutaj tę pamiętną jedenastkę: Asper (GK) - Hyypia, Christanval (DC), Aranzabal (DM L), Keita (DM C), Serri (DM R), De Pedro, Tayfun (MC), Gallardo (AMC) - Saviola, Olisadebe (FC). Mecz był bardzo zaciekły i ku mojemu zdziwieniu dość wyrównany jednakże to Barca pierwsza strzeliła bramkę, a dokonał tego Rivaldo w 11 minucie. Jednak w 45 minucie Emmanuel Olisadebe wyrównuje, a kilkadziesiąt sekund później Philippe Christanval strzela drugą bramkę i na przerwę schodzimy z prowadzeniem 2:1. Wynik ten utrzymał się do końca, choć kilkakrotnie Barca była bliska wyrównania. Mecz ten przesedł do historii, gdyż było to moje pierwsze zwycięstwo nad Barceloną na Nou Camp.

W kolejnych meczach postanowiłem pozostać przy taktyce, która pozwoliła mi odnieść zwycięstwo nad Barceloną i udało mi się pokonać słabo spisującą się w tym sezonie Valencię (H) 3:1 (Saviola, Mihalcea, De Pedro). Kolejny mecz to najwyższe na razie zwycięstwo na własnym boisku ze Sportingiem Gijon 5:0 (Aranzabal, Aimar, Saviola, Mihalcea i samobójczy Teny).Potem jechałem do Zaragozy na spotkanie z tamtejszym Realem. Napisze krótko. Pokonało mnie dwóch graczy: pomocnik gospodarzy Ivan De La Pena (nota 10, 2 gole) i mój bramkarz Iker Alvarez (nota 5, puścił 4 bramki na 5 strzałów). Przegrałem 3:4 (dla mnie strzlali Aimar, Serri, Mihalcea) pomimo, że oddałem na bramkę gospodarzy trzykrotnie więcej strzałów. Cóż, zdarza się. Odbiłem to sobie w dwóch kolejnych spotkaniach pokonując Virrareal (A) 1:0 (Gallardo) i Alaves (H) 2:0 (Aimar, Saviola).

No i nadszedł czas na pierwsze spotkanie drugiej fazy grupowej Champions League. Trafiłem do trudnej grupy z Bayernem Monachium, Lazio i Feyenoordem. Mój pierwszy mecz w tej grupie to spotkanie z Bayernem w Monachium. Mecz był bardzo zacięty i choć toczył się pod dyktando mojej drużyny nie zakończył się tak jak bym sobie tego życzył. 61 tysięcy kibiców pierwszą bramkę ujrzało już w 4 minucie, kiedy to Emmanuel Olisadebe wykorzystał sytuację sam na sam. Bayern wyrównał w 15 minucie dzięki wspaniałej główce Patricka Vieiry. Ten wynik utrzymał się do przerwy. Już na początku drugiej połowy (49 minuta) padła kolejna bramka dająca prowadzenie mistrzowi Niemiec po wspaniałej indywidualnej akcji Luisa Figo. Rozpaczliwe ataki moich graczy rozbijały się o rządzącego tego dnia w środku pola Vieirę lub królującego na bramce Oliviera Kahna. W 80 minucie ponownie Luis Figo i jest 3:1. Bramka Adriana Mihalcei w 90 minucie pozwoliła mi już tylko zmniejszyć rozmiary porażki. Bayrn Munchen - Real Sociedad 3:2.

Cztery z kolejnych pięciu meczy ligowych wygrałem. Ulegli mi Betis (A) 2:0 (Mihalcea, Keita), Celta (H) 3:1 (Saviola, Mihalcea, Svensson), Espanyol (H) 4:1 (Serri, Olisadebe, Svensson, Keita) i Levante (A) 2:1 (Mihalcea, Serri). W piątym meczu niestety uległem na wyjeździe Realowi Madryt 0:3 (głównie za sprawą mojego bramkarza - nota 5). Do półmetka sezonu zostały mi jeszcze trzy mecze. Pierwszy z nich z Oviedo (A) wygrałem 1:0 (Saviola), w kolejnym uległem po raz kolejny (ale tym razem na wyjeździe) Deportivo La Coruna 3:4 (Mihalcea, Olisadebe, Aimar). Zawiniła ponownie słaba dyspozycja bramkarza (puścił 4 bramki na 6 strzałów). W ostatnim meczu rundy jesiennej pokonałem na własnym boisku Ossasunę 5:1.

Na półmetku sezonu fotel lidera zajmowała Barcelona z dorobkiem 47 punktów i jednym zaległym meczem. Mój Real Sociedad był drugi ze stratą 2 punktów do lidera. Trzeci Real Madryd miał 40 punktów, ale już po 20 meczach. Jak na razie zanosiło się na powtórkę poprzedniego sezonu. Miałem jednak nadzieję przynajmniej na Puchar Hiszpanii, którego mecze rozegrałem w międzyczasie.

Najpierw w 2 rundzie wylosowałem Hercules C.F., gdzie grało dwóch świeżo kupionych ode mnie graczy: Jose Antonio Pikabea i Paolo Ramora. Wygrałem 2:0 po dwóch bramkach Simone Barile`a - 22-letniego Włocha, którego awansowałem z rezerw do pierwszego zespołu. W trzeciej rundzie trafiłem na Oviedo. W pierwszym meczu w San Sebastian wygrałem 3:1 po bramkach Daviesa, Orbaiza i Mihalcei. W rewanżu ponownie pokonałem zespół z Oviedo 2:1 (Davies, Aimar).

Chciałbym jeszcze wspomnieć o pewnym wydarzeniu, które zmusiło mnie do uważnego rozglądania się po rynkach transferowych. Mniej więcej w listopadzie lub grudniu trzech moich graczy: Samy Hyypia, Philippe Christanval i Simon Davies zarządali wystawienia na listę transferową. Jako powód wszyscy podali, że potrzebują nowego wyzwania w karierze. Zgodziłem się, bo nie lubie mieć w drużynie niezadowolonych graczy. Hyypi i tak kończył się po sezonie kontrakt, z czego skwapliwie skorzystało holenderskie PSV angażując Fina na mocy prawa Bosmana.

W pierwszym meczu rundy wiosennej podejmowałem na własnym stadionie C.D. Tenerife. Wygrałem pewnie 2:0 panując w środku pola (bramki strzelali: najpierw w 25 min. samobójczą Suarez, potem w 53 min Svensson). Kolejne, wyjazdowe spotkanie z Mallorcą było chyba jednym z najsłabszych występów mojej drużyny w tym sezonie. Oddaliśmy tylko 1 celny strzał na bramkę gospodarzy (Mallorca - 3) i mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Potem były jeszcze spotkania z Numancią (H) 2:0 (Pauleta samobójcza, Gallardo) i Atletico Madrid (A) 2:1 (dwie bramki Olisadebe).

W międzyczasie odbył się arcyciekawy dwumecz z Realem Betis Balompie w ramach ćwierćfinału Pucharu Hiszpanii. Pierwsze spotkanie rozgrywane było na stadionie Manuela Ruiz de Lopera w Sevilli w obecności ponad 48 tysięcy kibiców. Oba zespoły zagrały bardzo ofensywnie, co pozwoliło stworzyć piękny piłkarski spektakl (Betis strzelał 16 razy, w tym 8 razy celnie, moi gracze strzelali 12 razy, w tym 11 celnie). Pierwsze dwie bramki padły w odstępstwie niespełna minuty. Pierwsza w 7. druga w 8. Obie strzelił Saviola, co dawało mi już prowadzenie 2:0. Wynik ten utrzymał się jednak tylko do 19 minuty, kiedy to boisko opuścił Christanvall po obunożnym wejściu w Gastona Casasa, a sędzia podyktował jedenastkę, którą na bramkę zamienił Cellay. Pomimo tego, że od tej pory grałem w dziesiątkę nie dałem się zepchnąć do obrony, dzięki czemu udało się utrzymać prowadzenie 2:1 do przerwy. Po wznowieniu gry w 51 minucie po ładnej akcji i prostopadłym dograniu dogodną sytuację wykorzystał Mihalcea i było 3:1. W 62 min. było już 4:1, a to dzięki Francisco Javier`owi de Pedro. Co prawda dwie minuty później Asper wyjmował piłkę z siatki po golu De Lucasa, ale i tak końcówka należała do Realu Sociedad. Kolejne dwie bramki Savioli w 73 i 86 minucie ustaliły wynik na 6:2. To dopiero niezła zaliczka na rewanż. A ten odbył się tydzień później na Anoeta w San Sebastian. Na ten mecz wydelegowałem skład rezerwowy. Goście przyjechali bardzo zmobilizowani i po 20 minutach prowadzili już 2:0 po golach Victora i Quinoneza. Taki wynik utrzymał się do przerwy. W drugiej części spotkania goście jeszcze mocniej rzucili się do ataku, co zaowocowało w 51 minucie trzecią bramką strzeloną przez Zarate. Tego było już za wiele. Zdjąłem trzech moich graczy i na boisku pojawili się Saviola, Gallardo i Keita. Poskutkowało, bo już w 62 minucie Saviola zdobył swoją pierwszą bramkę w tym meczu. Drugą dołożył w 82. Co prawda w 73 minucie po raz czwary Asper wyjmował piłkę z siatki po strzale Arellano, ale to już nie mogło zmienić znacząco wyniku tej rywalizacji. Przegrałem 2:4, zwyciężając jednak w dwumeczu 8:6.

Tymczasem w lidze odnotowałem dwie kolejne porażki, które pozbawiły mnie już praktycznych szans na mistrzostwo Hiszpanii. Najpierw na własnym boisku uległem Barcelonie 0:1, potem w Valencji przegrałem 1:2 (Saviola) pomimo znaczącej przewagi w strzałach na bramkę. Potem były dwa spotkania z Las Palmas. Na wyjeździe było 1:1 (Aimar), a w domu 3:1 (Zepeda, Olisadebe, Aimar). Kolejna ligowa potyczka to wyjazdowy remis 0:0 ze Sportingiem Gijon.

W czasie, gdy w lidze traciłem punkty remisując i przegrywając rozegrałem też 4 ostatnie mecze drugiej fazy grupowej Ligi Mistrzów. Najpierw czekały mnie dwa spotkania z Lazio. Pierwsze we Włoszech i drugie u siebie. W Italii nie zdziałałem wiele i przegrałem 0:3. Lepiej było u siebie. Po emocjonującym meczu pokonałem Włochów 4:1 (hat-trick Savioli, Gallardo). Czekały mnie jeszcze spotkania z Bayernem Monachium u siebie i Feyenoordem na wyjeździe. Aby awansować potrzebowałem zwycięstwa z Niemcami i przynajmniej remisu w Holandii. Gości z Bawarii udało mi się pokonać 2:1 (De Pedro, Hyypia) i pozostało mi jeszcze tylko uzyskać jakiś remis z Feyenoordem. Na stadionie De Kuip w Rotterdamie przywitało mnie z trybun 50 tysięcy holenderskich gardeł i lejące się z nieba strugi deszczu. I już wtedy wiedziałem, że nie będzie łatwo. Jednak zaczęło się dobrze. W 35 minucie uzyskałem prowadzenie po golu Savioli. Jednak już 3 minuty później wyrównał van der Doelen. Remis 1:1 utrzymał się do końca pierwszej połowy. Tuż po przerwie w 47 minucie na 2:1 dla mnie podwyższył Aimar, ale wyrównał w 56 minucie Luizao. Holendrzy jednak tylko do 64 minuty cieszą się z remisu. Wtedy to swoją drugą bramkę w tym meczu strzela Aimar. Dziesięć minut później na 4:2 podwyższa Saviola. Gol de Windta w 77 minucie dał jeszcze nadzieje graczom Feyenoordu, ale moi podopieczni zagrali bardzo mądrze i nie dopuścili do straty bramki. Wygrałem 4:3 i z drugiego miejsca w grupie awansowałem do ćwierćfinału Champions League.

W lidze pokonałem pewnie na własnym stadionie Zaragozę 4:1 (hat-trick Savioli, Svensson), potem również u siebie zremisowałem z Virrarealem 1:1 (Saviola) i pokonałem na wyjeździe Alaves 2:0 (De Pedro, Olisadebe). Kolejne mecze to zwycięstwo z Betisem (H) 2:1 (obie bramki Olisadebe), Celtą (A) 1:0 (Olisadebe), Realem Madrid (H) 3:1 (Gallardo, Saviola, Mihalcea) i wyjazdowa porażka 0:1 z Espanyolem. Trzy ostatnie ligowe mecze sezonu to porażka rezerwowym składem na własnym boisku z Levante 2:4 (Davies, Stasiak), wyjazdowe zwycięstwo z Tenerifą 2:1 (Tonton Zola Mokouko, Barile) i na koniec bezbramkowy remis z Oviedo (H). Ostatnie mecze ligowe grałem w większości przypadków rezerwowymi składami. Na mistrzostwo Hiszpanii i tak nie miałem szans, za to drugie miejsce w lidze było niemal pewne, więc niezbyt miałem o co walczyć. Graczy z pierwszej jedenastki oszczędzałem więc na mecze Ligi Mistrzów i Pucharu Hiszpanii, które odbywały się w międzyczasie.

W ćwierćfinale ligi mistrzów trafiłem na Manchester United. Pierwsze spotkanie na Old Trafford było bardzo wyrównane (obie drużyny po 14 strzałów), ale to MU był skuteczniejszy i wygrał 2:1. Rewanż na moim stadionie był bardzo zacięty. Dużo walki, mnóstwo fauli i wiele kartek - tak można by opisać to spotkanie. Wygrałem je 2:0. Obie bramki padły z rzutów karnych i strzelcem obu był Olisadebe. W półfinale Champions League sezonu 2005/2006 znalazły się więc zespoły: Real Sociedad, Ajax Amsterdam, Bayer Leverkusen i AC Milan. Ja oczywiście w półfinale wylosowałem tego ostatniego. Pierwszy mecz rozgrywany był na Giuseppe Meazza w Mediolanie. 75 tysięcy gardeł chyba wystraszyło moich graczy, bo zagrali fatalnie. Oddali tylko jeden strzał na bramkę Abbiatiego, przy 10 strzałach Milanu. Przegrałem 0:3 i raczej nie miałem już nadzieji na awans do finału. Rewanż odbył się tydzień później. Milan się bronił, a robił to na tyle skutecznie, że moi gracze nie zdołali strzelić żadnej bramki w dodatku tracąc jedną po kontrze wykończonej przez Szewczenkę. Przegrałem 0:1. W drugim półfinale Ajax bezproblemowo poradził sobie z Bayerem pokonując go w dwumeczu 3:0. W finale Włosi musieli uznać wyższość Holendrów ulegając 0:2. Ajax po 11 latach ponownie zdobył Puchar Mistrzów.

Tymczasem moją ostatnią szansą na jakikolwiek sukces w mojej sześcioletniej karierze menadżera zespołu z San Sebastian był Puchar Hiszpanii. W półfinale tych rozgrywak wylosowałem Valencię. Pierwszy mecz odbył się na Anoeta. Przez całe spotkanie moi gracze przeważali pomimo tego, że od 45 minuty graliśmy w dziesiątkę. Nie udało się jednak żadnemu z nich pokonać bramkarza gości Palopa, który był tego dnia bezkonkurencyjny. Skończyło się na wynkiu 0:0. Cóż, wiedziałem, że w rewanżu będzie ciężko, ale pocieszałem się, że wynik bezbramkowy to najlepszy z remisów. W rewanżu moi gracze zagrali jednak nieskutecznie, jakby załamani dwiema wcześniejszymi porażkami z AC Milanem w Lidze Mistrzów. Przegrałem 1:2 i odpadłem z rywalizacji o Puchar Hiszpanii.

Następnego dnia przedstawiłem prezesowi klubu moją nieodwołalną decyzję o rezygnacji. Prowadząc przez 6 lat Real Sociedad San Sebastian zrobiłem z zespołu walczącego o utrzymanie w Primera Division drużynę liczącą się w Hiszpanii i znaną w Europie (znaną m.in. z tego, że przegrywa w najważniejszych momentach). Nie odniosłem jednak żadnego sukcesu. W lidze hiszpańskiej począwszy od sezonu 2000/2001 byłem 3, potem 4, potem znów 3. W sezonie 2003/2004 na skutek słabszej dyspozycji drużyny dopiero 7, ale w dwóch ostatnich latach 2. Nigdy jednak nie udało mi się zdobyć mistrzostwa. Tu monopol miała Barcelona, która bezsprzecznie rządziła w lidze (6 tytułów mistrzowskich w 6 lat - 100% skuteczności). Nigdy nie udało mi się też zdobyć Pucharu Hiszpanii. Co prawda tak poważnie to próbowałem tylko dwa razy: w sezonie 2001/2002, gdy dotarłem do finału i 2005/2006, gdy odpadłem w półfinale. We wszystkich pozostałych latach odpadałem już w drugiej rundzie, nie martwiąc się tym zresztą specjalnie, gdyż nie chciałem się obciążać walką na wszystkich frontach. Jeśli chodzi o ligę mistrzów to brałem w niej udział czterokrotnie. W sezonie 2001/2002 dotarłem do drugiej fazy grupowej, w roku następnym odpadłem już w pierwszej i trafiłem do Pucharu UEFA, gdzie dotarłem do 4. rundy (był to mój jedyny występ w tym Pucharze). W sezonie 2003/2004 w ćwierćfinale LM wyeliminował mnie Liverpool, a w sezonie 2005/2006 jak już wiecie odpadłem w półfinale z Milanem. Biorąc to wszystko pod uwagę postanowiłem zrezygnować. Co prawda zarówno prezes jak i fankluby kibiców próbowały mnie odwieść od tej decyzji, jednak zapadła ona ostatecznie.

Na koniec chciałem jeszcze tylko podsumować te 6 lat w kwestiach personalnych. Otóż z pierwszej drużyny, którą zastałem w roku 2000 przychodząc do klubu do dnia dzisiejszego ostali się tylko: Mattias Asper (GK), Iker Alvarez (GK), Javier Francisco De Pedro (AM LC), Augustin Aranzabal (D/M L), Tayfun (M RC), Igor Jauregi (DM LC). Wszystkich tych graczy (no, może poza Jauregim) mogę z czystym sercem polecić każdemu. Inni, których sprowadziłem i sprawdzili się to: Emmanuel Olisadebe (FC), Javier Saviola (SC), Juan Jose Serrizuela (nazwany przeze mnie Serri - D/M R), Paul Dillon (D LC), Samy Hyypia (D C), Anders Svensson (AM RLC), Marcelo Gallardo (AM RLC), Pablo Aimar (AM C), Gustavo Lopez (F LC) i Adrian Mihalcea (S C). Wszyscy oni osiągali śrenie powyżej 7 (w okolicach 7.50, a niektórzy nawet więcej). Nie sprawdzili się natomiast (przynajmniej do tego czasu): Phillipe Christanval (D C), Tonton Zola Mokouko (AM/F C), Richard Spong (SW/D RC), Miguel Angel Zepeda (D/DM C), Michał Stasiak (D/DM RC), Costinha (D/DM C). Nie sprawdzili się to znaczy, że mieli średnie poniżej 7.00 (choć czasem mogło się zdarzyć, że mieli wyższe). Nie znaczy to, że są to źli gracze. Po prostu u mnie w zespole nie zdołali nic wielkiego pokazać.

Jeszcze tylko trochę moich statystyk menadżerskich z sześcioletniej przygody z Realem Sociedad. Rozegrałem łącznie 306 spotkań, wygrywając 167, 66 remisując i 73 przegrywając. Moi gracze we wszystkich tych meczach strzelili 533 bramki tracąc 322. W ciągu tych 6. lat kupiłem 34 graczy za łączną sumę 150 milionów dolarów i sprzedałem 30. za kwotę 123 milionów. Nie wygrałem żadnej ligi ani żadnego pucharu. Zdobyłem dwie nagrody (dwukrotnie byłem drugi w plebiscycie na najlepszego szkoleniowca w Hiszpanii).

To wszystko!
Nie mówię żegnam, a do widzenia, bo się jeszcze spotkamy, choć już nie w San Sebastian i nie z drużyną Realu Sociedad (przynajmniej nie w najbliższym czasie).
ByE!
O artykule
Kategoria: Kariery
Podkategoria: CM 00/01
Dodano: 03.03.2008

Liczba wyświetleń: 1676

Średnia ocen: 0.00



Komentarze


Z tym materiałem nie są powiązane żadne opinie.



Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany!

© Centrum FM
Mapa serwisu

statystyka