Górnik Łęczna cz.1Garrincha - 03 marca 2008Drukuj artykułPrzejdź do komentarzy
"Wraz z zakończeniem sezonu 2005/2006 w pewnym polskim, górniczym klubie zaczęły dziać się nieprzewidywane rzeczy. Najpierw z pracy w Górniku zrezygnował odnoszący dobre rezultaty Krzysztof Chrobak i na stanowisku trenera powstał nieoczekiwany wakat. Po tym, jak Górnikowi odmówił kolejno Edward Lorens, Paweł Janas, oraz Jan Żurek działacze postanowili, że postawią na kogoś z brakiem trenerskiego doświadczenia. Nie będzie to jedyny krok Górnika w przygotowaniach przed sezonowych. Budżet klubu zostanie powiększony, jednak nie wiadomo, ile będzie on wynosił. Czyżby nadchodziła era wielkiej piłki na Lubelszczyźnie?"
Po przeczytaniu artykułu odłożyłem gazetę i zająłem się wcześniej zaplanowanymi czynnościami. Zjadłem śniadanie, w pośpiechu wypiłem ostatni łyk kawy i ruszyłem w drogę do Warszawy, swoim 13-letnim BMW. Trasa była dośc długa, bo mieszkam w Krakowie, ale na czas zameldowałem się na ulicy Miodowej 1. Wyszedłem z auta i udałem się do Siedziby Polskiego Związku Piłki Nożnej. Tuż za drzwiami stała recepcjonistka.
- W czym mogę pomóc?
- Ja w sprawie odebrania licencji trenerskiej. Gdzie znajdę wydział Szkolenia?
- Musi skierować się pan na drugie piętro. Drzwi numer 18.
- Dziękuję...
Szybkim krokiem wyszedłem na drugie piętro i zgodnie z zaleceniami recepcjonistki udałem się do pokoju numer 18. Poprawiłem swoją marynarkę i zapukałem do drzwi.
- Proszę! - usłyszałem męski głos.
Za biurkiem siedział wyraźnie znudzony swoją pracą Henryk Apostel, który wyrecytował:
- Wydział Szkolenia PZPN. W czym mogę służyć?
- Ja w sprawie odebrania licencji trenerskiej.
- Jak się pan nazywa?
- Marek Kowalik.
- Kowalik, Kowalik - powtarzał Apostel szukając czegoś wśród stert papierów - Mam! - krzyknął wyraźnie uradowany. Niech pan siada - powiedział wskazując krzesło naprzeciwko jego biurka.
- Ciężką ma Pan pracę - zagadnąłem do Apostela
- Taaa. Nie będę bawił się w gadanie tych różnych dupereli na temat licencji. Wystarczy, że podpiszę pan tutaj - wskazał na określone miejsce... - Witamy wśród Fraje... tfu, Trenerów!
Szybko schowałem swoją licencję do teczki i udałem się w kierunku drzwi. Po wyjściu z budynku udałem się wprost do samochodu i ruszyłem w drogę powrotną do Krakowa. Wieczorem, gdy siedziałem przed komputerem grając w Football Managera zadzwonił telefon.
- Słucham.
- Dzień dobry, z tej strony Marek Szczęsny, prezes Górnika Łęczna.
- Dzień dobry - odpowiedziałem, czując ogromne podniecenie.
- Jak być może pan wie, nie tak dawno z pracą pożegnał się Krzysztof Chrobak i poszukujemy kogoś na jego miejsce.
- Tak wiem, czytałem o tym w gazetach - powiedziałem, gdy serce waliło mi jak oszalałe.
- Zdaniem zarządu jest pan odpowiednim kandydatem na to miejsce. Szukamy kogoś młodego, a pan spełnia ten warunek. Na dodatek ukończył Pan Szkołę Trenerską z wyróżnieniem.
- yyaa - nie wiedziałem co odpowiedzieć - znaczy się...Tak, to byłoby spełnienie moich marzeń. Kiedy mam zameldować się w klubie?
- Jak najszybciej się da. Może jutro?
- Oczywiście, będę około 14.
- Świetnie, to do zobaczenia.
- Do zobaczenia.
Odłożyłem słuchawkę i nie mogłem uwierzyć. Mam wielką szansę zostać trenerem I ligowego klubu. Co prawda wiem, że to jeszcze nic pewnego, ale byłem ogromnie zadowolony. Wyciągnąłem piwo z lodówki i włączyłem telewizor próbując się zrelaksować.
Następnego dnia wyruszyłem odpowiednio wcześnie, żeby zdążyć na czas. Na Alei Jana Pawła II byłem już o godzinie 12.30. Korzystając z dużej ilości wolnego czasu postanowiłem przejść się wokół stadionu. Jak na niezbyt duży obiekt prezentował się naprawdę imponująco, zarówno pod względem wyglądu, jak i infrasruktury. Tuż przed 14 wszedłem do budynku klubowego i bez pomocy sekretarki znalazłem drzwi, na których widniał napis "Marek Szczęsny - prezes". Bez zastanowienia zapukałem do drzwi.
- Proszę! - rozległ się głos prezesa, który słyszałem dzień wcześniej podczas rozmowy telefonicznej. Pokój prezesa wywarł na mnie duże wrażenie. Obrazy, skórzane fotele, wszystko było zapewne warte fortunę.
- Dzień Dobry - powiedziałem niezbyt przekonującym głosem.
- Witam pana. Proszę sobie usiąść - powiedział dziarsko Szczęsny.
- Wraz z zarządem postanowiliśmy, że jest Pan najlepszym kandydatem na trenera Górnika. Mimo to, proszę przekonać mnie, żebym postawił właśnie na pana!
Byłem przygotowany na taki obrót spraw i w drodze do Łęcznej przygotowałem sobie krótkie przemówienie. Najpierw wyjąłem z teczki mój otrzymany wczoraj dyplom, później przeszedłem do mojej wizji prowadzenia zespołu. Zdecydowanie mówiłem o tym, że chce zbudować drużynę na podstawie młodych graczy, że być może nie będziemy najlepsi już teraz, lecz za jakiś czas. Przedstawiłem wstępne nazwiska piłkarzy i trenerów, których chciałbym zatrudnić. Wyraziłem chęć rozbudowy stadionu oraz stworzenie Górnika bardziej rozpoznawalnym klubem w Polsce, jak i zagranicą. Gadałem tak przez parę ładnych minut, a prezes przysłuchiwał się z zainteresowaniem. Wyglądało na to, że poszło mi całkiem nieźle.
- Można powiedzieć, że My również, wraz z zarządem pragniemy postawić na młodych graczy. Pana celem byłoby sięgnięcie po tych najbardziej utalentowanych. - Powiem wprost - dodał Prezes. Jest Pan zainteresowany funkcją trenera Górnika Łęczna?
- Oczywiście - odpowiedziałem.
- W takim razie - powiedział powoli. Proponuję panu roczny kontrakt z możliwością przedłużenia o kolejne lata. Zarabiać będzie pan dokładnie 5 tysięcy zł. tygodniowo. W zależności od wyników Górnika możemy podpisać nową umowę. Co Ty na to? - spytał.
- Zgadzam się bezwarunkowo - odpowiedziałem, lekko oszołomiony.
- Świetnie, oto cały dokument - wyjął kilka kartek z biurka - przejrzyj to sobie i przynieś podpisane.
- Dobrze.
- Kontraktem zajmiesz się później. Korzystając z chwili czasu przejdźmy się po obiekcie i ustalimy resztę szczegółów.
Wyszliśmy z budynku. Skierowaliśmy się w stronę głównego wejścia na stadion. Jak już wcześniej wspomniałem nie należy to zbyt wielkich, ale swoją urodą budzi podziw. Zbliżyliśmy się do głównego wejścia, po czym Szczęsny wyciągnął z kieszeni klucze, wręczył mi je i powiedział, żebym na nie uważał, bo nie potrzeba nam na stadionie nie proszonego gościa.
- Budynek Klubowy już mniej więcej poznałeś. Twój własny pokój, który już na Ciebie czeka znajduje się oczywiście na terenie stadionu, klucz już masz. Wszystkie są oznaczone.
Rzeczywiście, na kluczach dostrzec było można, dokąd dany klucz kieruje.
- Uważam, że obiekt jest całkiem ciekawy - ciągnął prezes - stadion jest całkiem przyzwoity, a infrastruktura polepszana będzie z dnia na dzień. Trybuny liczą 7000 tysięcy miejsc, wszystkie siedzące, zaś trybuna główna charakteryzuję się półkolistym zadaszeniem. Z chuliganami nie powinieneś mieć większych kłopotów, bo nie ma ich za wiele. Koło stadionu znajduję się hala sportowa, z której korzystać możecie w dowolnym czasie. Stadion posiada wszystko, co potrzebne, aby otrzymać licencję, więc sprawami poza sportowymi nie masz się co martwić. W budynku klubowym znajdziesz też warunki do odnowy biologicznej, oraz opieki medycznej - wyrecytował. Sytuacja z fizjoterapeutami prezentuję się okazale, ponieważ jest ich w klubie aż trzech. Nieco gorzej prezentuję się sytuacja trenerska i z tym będziesz musiał jakoś się uporać.
- Ekhm... - odkaszlnąłem - a jak wygląda sytuacja z pieniędzmi? - spytałem nieco zakłopotany. Uważam, że transfery będą konieczne.
- Dobrze, że mi przypomniałeś, bo zupełnie o tym zapomniałem. W kasie klubowej będzie około 3 miliony złotych w tym 1.3 mln. na transfery. Może nie jest to oszałamiająca kwota, ale jeśli klub będzie odnosił satysfakcjonujące zarząd wyniki, to budżet zostanie automatycznie powiększony - Aha... jeszcze sprawa twojego zakwaterowania - dodał. Będziesz mógł zamieszkać w hotelu oddalonym trzy kilometry od stadionu. W niedalekiej przyszłości, rozpoczniemy budowę twojego domu. Może nie będzie to nic nadzwyczajnego, ale powinno Ci się spodobać.
Po słowach prezesa momentalnie mnie "zatkało". Duże zarobki, własny dom, fantastyczne warunki do pracy. W ciągu jednego dnia moje życie zmieni się nie do poznania.
- Myślę, że to by było na tyle. Jutro staw się w klubie o godzinie 11. Zapoznasz się z zespołem, oraz ze sztabem szkoleniowym. Twoim asystentem będzie ... i zapozna Cię z resztą spraw - pośpiesznie dodał prezes.
Postanowiłem zrobić jeszcze raz okrążyć stadion, oraz zapoznać się zarówno z halą sportową, jak i budynkiem klubowym. Zmęczony, ale szczęśliwy udałem się do hotelu wyznaczonego przez prezesa Szczęsnego. Na miejscu okazało się, że trafiłem nie do zwykłego pokoju, ale prawdziwego apartamentu. Sypialnia, kuchnia, salon, łazienka, oraz wielki balkon. Oprócz tego w hotelu znajdował się telewizor, wieża, oraz laptop. Tuż przy nim dostrzegłem dużą teczkę wypełnioną papierami, oraz krótki list.
"W teczce znajduję się:"
- Skład Górnika, metryczki, statystyki piłkarzy itp;
- Sztab szkoleniowy oraz medyczny klubu;
- Terminarz meczowy, który rozegramy w tym sezonie;
Oraz miejsce na twoje notatki, spostrzeżenia dotyczące drużyny, oraz zawodników.
Z tym materiałem nie są powiązane żadne opinie.
W góręAby dodawać komentarze musisz być zalogowany!