Nie jesteś zalogowany! Załóż konto już teraz!

Greckie wakacje (cz.1)

Grecja – Ateny

Siedzę właśnie na ławce trenerskiej w Grecji i przygotowuję moich chłopaków do inauguracyjnego spotkania ligowego. Wydawać by się mogło, że nie wygląda to wcale ciekawie, ale to tylko złudzenia. Wydarzenia, które miały miejsce przez ostatnie kilka dni są tak nieprawdopodobne, że sam nie jestem w stanie w nie uwierzyć. Sami zobaczcie.

Polska – Poznań – 19.08.2007

Wyobraźcie sobie Państwo, że jeszcze tydzień temu siedziałem sobie spokojnie we własnym mieszkaniu w Poznaniu i sączyłem zimną herbatę. Dzień nie zapowiadał żadnych niespodzianek, z resztą w moim życiu od pewnego czasu wiele się nie działo – żona się ode mnie wyprowadziła już bardzo dawno temu, dzieci wyjechały, a ja korzystałem z uroków życia, choć tanim kosztem, bo moja policyjna emerytura nie starczała na wiele. Wspominałem przyjemne chwile, kiedy większość mojego wolnego czasu spędzałem w szkółce Warty Poznań i trenowałem małych chłopców. Futbol był moim drugim życiem, choć zupełnie nic w tej materii nie osiągnąłem.
W to przyjemne popołudnie przeglądałem sobie nieskończone zasoby Internetu, którego użytkowanie było dla mnie czarną magią – skupiałem się z zasady na wiadomościach, bo zdecydowanie za stary jestem na zakładanie konta na Naszej-Klasie. W moim wieku to częściej chadza się na pogrzeby, niż potańcówki – już zaznaczałem niemalże 60 kreskę na mojej ścianie życia i wcale mnie to nie bawiło. Ale wracając do rzeczy… Zaglądam sobie zupełnie nieświadom na Onet.pl i w rubryce sportowej, pogrubionym tekstem widzę tytuł: Żurawski wreszcie zmienił klub! Byłem nieco skonsternowany i bez zastanowienia kliknąłem w link, podrapałem się w prawie siwą czuprynę i po paru sekundach mym oczom ukazały się następujący tekst:



Byłem raczej zadowolony z decyzji Maćka, bo to jedyna droga do pewnego miejsca w narodowej reprezentacji i gra na EURO. Zmartwiłem się, że nie odezwał się do mnie. Zawsze jak działo się coś w jego życiu, to zwracał się z tym do mnie – byliśmy dobrymi kumplami, bo znaliśmy się kilkanaście ładnych lat. W końcu to ja pierwszy odkryłem jego talent i już wtedy mówiłem, że ten drobny wówczas chłopaczek zrobi prawdziwą karierę… Miałem rację. Zawsze z zapartym tchem śledziłem jego postępy piłkarskie, jego wzloty i upadki – choć tych pierwszych było o wiele więcej. Gdy Maciek przeszedł do Celticu, to rozpierała mnie duma. Pamiętam wszystkie bramki, bo śledziłem je na bieżąco i za każdym razem gratulowałem Magicowi. Ostatnio nie układało mu się w klubie i koniecznie chciał odejść, dobrze, że w końcu to zrobił i chyba obrał dobry kierunek. Postanowiłem do niego zadzwonić, bo zasłużył na naganę, że się do mnie nie odezwał, a powinien. Chwyciłem za telefon, wybrałem odpowiedni numer, kilka sygnałów i:

- Słucham? – usłyszałem głos Maćka.
- Nie, ‘słucham’, tylko się tłumacz. Czemu o twoich przenosinach dowiaduję się z mediów, a nie od ciebie? Tak się nie robi. – chciałem zabrzmieć groźnie, ale chyba się nie udało, bo mój rozmówca zaśmiał się.
- Oj, stary druhu, wybacz. Miałem straszne urwanie głowy. Najpierw kierunek USA, później Belgia, Izrael… Sam się już w tym wszystkim gubiłem. Teraz jestem w Grecji, podpisałem kontrakt i od jutra zaczynam treningi z nową drużyną.
- Rozumiem, nic się nie stało, ale ma się to więcej nie powtórzyć! – obaj zaśmialiśmy się, a ja dalej ciągnąłem: – Cieszę się, że ci się udało tak to dogadać, bo to na pewno krok w dobrą stronę, a Gordon S. niech spada. – zaśmiałem się.
- Wiele mu zawdzięczam, podobnie jak tobie. Słuchaj, a może przyjechałbyś zobaczyć mój pierwszy mecz? Może się uda i w nim zagram. Zrobisz sobie małe wakacje, tu jest wspaniała pogoda. – zasugerował.
- Piękny pomysł, ale dobrze wiesz, że to kosztuje.
- Mam duże klubowe mieszkanie, więc przekimasz u mnie, a biletem na samolot już się zajmę. Nie ma problemu.
- Miło z twojej strony, ale nie chce cię narażać na koszta. – odparłem zgodnie z prawdą.
- Czuj się zaproszony. Dawno się nie widzieliśmy, Michał. Powspominamy stare czasy, pozwiedzasz sobie miasto i w ogóle się rozerwiesz. Przyda ci się to.
- Ok, umowa stoi, ale ja zapraszam zaraz po przyjeździe na greckie piwko, oczywiście bezalkoholowe, sportowcu. – zaśmialiśmy się i odparł:
- Super! Zgadamy się jutro i ustalimy szczegóły. Ja tymczasem muszę kończyć. Trzymaj się i do zobaczenia.
- Cześć Maciuś. – zakończyłem.


Głupio mi było, że musi być moim sponsorem, ale w końcu trochę funciaków w tej Szkocji zarobił, więc nie zbiednieje. Cieszyłem się na ten wyjazd, bo siedzenie w tym cholernym mieście i wszechobecna nuda mnie zwyczajnie dobijały. Właśnie sobie uzmysłowiłem, że ostatni raz byłem za granicą w 1984 i był to malowniczy wyjazd za naszą wschodnią granicę. W moim wieku trzeba zacząć zwiedzać świat, bo za kilka lat może być już za późno na wojaże i pozostanie tylko pokerek z bezzębnymi kolegami, gadanie o chorobach, a w najgorszym wypadku przerost prostaty. Starość nie radość – jak to mówią.

Grecja – Larisa – 22.08.2007

Podróż minęła mi bardzo przyjemnie, nie ma to jak samolot – szybko i komfortowo. Maciek odebrał mnie z lotniska, zawiózł do siebie i musiał lecieć na trening. Mieszkanie miał faktycznie bardzo ładne – jasne, duże i świetnie urządzone. Jakby mnie było stać to zamieszkałbym w Grecji bez wahania. Rozpakowałem kilka rzeczy osobistych, wziąłem prysznic, przebrałem się w hawajską koszulę – tak, stary i głupi – i poszedłem w miasto. Wyglądało dokładnie tak jak sobie wyobrażałem. Dużo niskich budynków, wiele wąskich uliczek, to miało swój klimat, choć oczywiście nie uchroniło się przed napływem nowoczesności – kilka wielkich biurowców, supermarkety. Podobało mi się tutaj. Przez miasto płynie rzeka – Pinios, która uchodzi do morza egejskiego, sama miejscowość liczy ponad 100 tysięcy mieszkańców, tak… w sam raz. Ludzie wydali mi się niezwykle sympatyczni, a ile pięknych kobiet… Palce lizać. Spędziłem na takim zwiedzaniu, spacerowaniu i ogólnie na samych przyjemnościach dobre kilka godzin. Jakoś udało mi się znaleźć moje lokum. Maciek odpoczywał po treningu, ale już na wejściu rzucił do mnie:

- Nie zgadniesz co się stało?! – uśmiechnął się, ale jakoś niepewnie.
- Nie zgadnę, co? – zapytałem zaciekawiony.
- Nasz trener, Giorgis Donis, którego widziałem zaledwie drugi raz, został wyrzucony dyscyplinarnie z roboty – zamyślił się na chwilę. – Był bardzo znanym piłkarzem, a prowadził Larisie ładne kilka lat i to z sukcesami.
- Fatalna sprawa, zwłaszcza na kilka dni przed inauguracją sezonu. A co się właściwie stało, że go wyrzucili? – zapytałem i usiadłem na skórzanym fotelu.
- Chodzą plotki, że prezes go złapał pijanego, jak szedł na trening. Wtedy zaczęła się prawdziwa wojna, która zakończyła się jego zwolnieniem. Dziś mieliśmy trening z asystentem, Angelinasem. Wszystko trzyma się kupy.
- Uuu… Fatalna sprawa, ale jeśli to prawda, to prezes miał absolutną rację. Ma teraz mało czasu na znalezienie solidnego następcy – powiedziałem zamyślony.
- Owszem. W końcu mamy walczyć o wysokie cele w tym sezonie, więc sprawa wydaje się ciężka. Mam jednak nadzieję, ze jakoś sobie poradzi. Asystent jeszcze pozostaje, ale chyba nie ma za dużo doświadczenia w samodzielnym prowadzeniu zespołu.
- No tak. To musi być klasowy trener, a nie byle chłystek z ulicy. Zwiedziłem miasto, jest bardzo ładne – zmieniłem temat.
- No widzisz! A ty nie chciałeś przyjechać. Na starość robisz się uparty – uśmiechnął się do mnie.
- Taa… Ja ci dam ‘stary’, jestem w kwiecie wieku – odparłem i zaśmiałem się.


Rozmawialiśmy jeszcze długo o wszystkim i o niczym, powspominaliśmy dobre czasy, mieliśmy wypić po piwku, ale jakoś ostatnie wydarzenia nam ten pomysł obrzydziły, przynajmniej na dziś. Myślałem o sytuacji tego prezesa i przyznaję, że jest nie do pozazdroszczenia. To jest cios zarówno dla niego, jak i całej drużyny. Byłem jednak przekonany, że się ułoży. Martwić mogło jedynie, że już za 4 dni mecz inauguracyjny z Panathinaikosem, co gorsza na wyjeździe. Usnąłem zamyślony…

Grecja – Larisa – 25.08.2007

Ostatnie dni nie przyniosły rozwiązania problemu trenera miejscowej drużyny, a jedynie burzę w mediach, zdenerwowanie prezesa i nerwowość zawodników. Ja jednak się tym nie przejmowałem, choć chciałem, aby Maciek miał jak najlepszego trenera, ale moje nerwy i tak nic by nie pomogły. Ponieważ nie znam greckiego, a jedynie angielski i oczywiście polski, to cała ta zawierucha związana z klubem mnie nie dotknęła, a sam Żuraw mówił o tym niewiele, ja nie wypytywałem. Poświęcałem swój czas na wypoczynek absolutny – największym wysiłkiem jaki w te dni wykonywałem były spacery i podnoszenie kieliszka z miejscowym winem, które tak na marginesie jest wyśmienite. Maciek nie bywał za często w mieszkaniu, bo bardzo przykładał się do treningów, widać było, że mu zależy – dobre podejście. Było już dobrze po 21 jak wszedłem do domu, było pusto. Zrobiłem sobie jakieś jedzonko i zasiadłem przed telewizorem. Oczywiście, jak miałem w zwyczaju, zasnąłem na siedząco przy jakimś greckim serialu. Obudził mnie dzwonek telefonu, odebrałem.

- Słucham – zapytałem po polsku.
- Dobry wieczór – powiedział do mnie męski głos po angielsku, miał dziwny akcent.
- Witam – również przeszedłem na angielski. – W czym mogę panu pomóc.
- Z tej strony Kostas Piladakis, czy rozmawiam z panem Michałem Grzybowskim? – napocił się żeby wypowiedzieć moje imię i nazwisko, ale jakoś się udało. Byłem nieco zaskoczony, bo to był prezes miejscowego klubu, widziałem go kilka razy w telewizji.
- Tak, to ja. W czym mogę panu służyć?
- Nie będę owijał w bawełnę. Czy jest pan zainteresowany objęciem funkcji menedżera klubu AE Larisa?
- Że co proszę?! – wrzasnąłem do słuchawki. To było jak grom z jasnego nieba, ale brzmiało to niemalże komicznie.
- Zarekomendował pana Maciej Żurawski, powiedział, że jest pan wyśmienitym specjalistą i już z panem kiedyś współpracował. Ja nie znam pańskiego nazwiska, ale przyznam, że nie znam się na polskim futbolu. Maciej mówił o panu w samych superlatywach – rzekł. Ja natomiast miałem natłok myśli, a przyświecała jedna ‘Żurawski, zabiję cię!’. Teraz już zdecydowanie przesadził i to nawet nie jest śmieszne. Usłyszałem głos w słuchawce:
- Halo, jest tam pan?
- Tak, przepraszam, zamyśliłem się. Muszę jednak sprostować pewne sprawy. Mój związek z futbolem ograniczał się do trenowania młodzieży i to kilka ładnych lat temu. Teraz jestem jedynie kibicem. Został pan wprowadzony w błąd. Przykro mi – powiedziałem stanowczo.
- Hmm… - zamyślił się prezesunio. – Nie wiem czemu Maciej miałby wprowadzać mnie w błąd, brzmiał niezwykle przekonywująco. To jednak nie jest rozmowa na telefon. Spotka się pan ze mną u mnie w gabinecie, jeszcze dziś.
- Nie widzę takiej potrzeby proszę pana. Nie ma o czym rozmawiać – odparłem.
- Nalegam. Żurawski też będzie przy tej rozmowie. Trafi pan do mnie?
- Tak, mogę być za godzinę, ale nie rozumiem celu tego spotkania.
- Zrozumie pan. Dziękuję i czekam na pana. Do widzenia.
- Do widzenia – odparłem i odłożyłem telefon.
Śmiech na sali – pomyślałem. Zastanawiało mnie tylko, czemu Maciek zrobił mi taki numer, mnie i prezesowi. To jest poważna sprawa i nie ma czasu na takie głupie żarty. Pójdę tam i wyłożę kawę na ławę, choć to wszystko wygląda jak jakaś farsa, a może lepiej powiedzieć – tragifarsa.


***

Wszedłem do budynku klubowego, odnalazłem drzwi prezesa, były na najwyższym piętrze. Sauron cholerny. Na drzwiach była złota tabliczka ‘Kostas Piladakis – PREZES’. Zapukałem. Usłyszałem coś po grecku, co miałem nadzieję znaczyło ‘proszę wejść’. Nacisnąłem na klamkę i za moment znalazłem się w środku. Pomieszczenie było bardzo obszerne, na ścianach wisiały różne zdjęcia z historii klubu, była również pokaźna gablota z pucharami i medalami. Naprzeciw drzwi wisiało godło klubu wyszywane złotymi nićmi. Wnętrze było ładnie urządzone, kolor ścian stonowany. Na dębowym stole paliła się lampka, która dawała dość dużo światła. Za biurkiem siedział prezes, trzymał w dłoni tlące się cygaro, drugą ręką wskazał mi skórzany fotel. Był starszym mężczyzną, niewysokim, miał ciemną karnację i siwe, zaczesane do tyły włosy. Na fotelu obok siedziała nasza gwiazda i etatowy kiepski żartowniś, Maciuś. Zastanawiałem się czy spocząć, czy od razu rzucić mu się do gardła. Wstrzymałem jednak konie i usiadłem. Prezes wstał i zaczął:

- Panowie, obaj wiecie, jaka jest moja sytuacja – przytaknęliśmy, a on kontynuował. – Nie ma tutaj czasu na żarty, a widzę, że obaj gracie ze mną w kotka i myszkę – chciałem się wtrącić i sprostować, ale nie dopuścił mnie do słowa. Kontynuował. – Nie mogę sobie pozwolić na takie zachowanie, ale nie mam też czasu na wyciąganie z tego konsekwencji. Stawiam sprawę jasno. Pan Grzybowski wsiada jutro do autokaru razem z panem Żurawskim, i całą drużyną, i prowadzi Lerisę do zwycięstwa. Wyraziłem się jasno? – niemalże krzyknął. Za kogo on się ma? Skurwiel.
- Pan sobie chyba kpi! – wrzasnąłem. – To jest niedorzeczne. Po pierwsze ja się nie znam na trenerce, a po drugie, nie będzie mi pan rozkazywał. Piłkarzom pan może, ale mnie nie. Nie zgadzam się i nie widzę powodu, aby ciągnąć tą rozmowę dalej! – wstałem i ruszyłem w stronę drzwi. Usłyszałem głos Maćka:
- Poczekaj, to nie jest takie proste – zatrzymałem się.
- Zgadza się, nie jest – znów nasz Pan i Władca zabrał głos. – Jeśli pan nie podejmie się tego zadania, to Maciej Żurawski kończy swoją przygodę z moją drużyną i będzie mógł odlecieć do Polski razem z panem. Może przyjmą was w budzie z hot-dogami, bo ja nie wystawię mu pochlebnej opinii – mówił to niemalże obojętnym tonem. Zdębiałem, nie wiedziałem, co zrobić. Ten prezes grał twardziela, ale miał nas w garści, musiałem to przyznać. Maciek nas w to wkopał własną lekkomyślnością, ale teraz nie ma co rozpamiętywać. Wróciłem do biurka, oparłem się o nie rękoma i zapytałem:
- Jak pan to sobie wyobraża, prezesie?
- To bardzo proste, jutro rano jedzie pan z ekipą do Aten. Przeprowadzi pan krótki trening przedmeczowy, nieco rozezna się w sytuacji. W odpowiednim doborze zawodników pomoże panu asystent. I cóż. Ma pan wygrać ten mecz.
- Taaak… To faktycznie niezwykle proste. A co się stanie, jeśli nie wygram meczu? Bo co się stanie jak odmówię już wiem.
- Zobaczymy, mam w tej kwestii wolną rękę, ale lepiej dla pana i Żurawskiego, żeby pan wygrał ten mecz. Podpiszemy jutro z rana prostą umowę, żeby wszystko w papierach się zgadzało. Czy to wszystko? – zapytał. Maciek milczał, ja powiedziałem na pożegnanie:
- Jest pan skurwielem i dobrze pan o tym wie. Widzimy się jutro przed wyjazdem. Żegnam – powiedziałem.

Odwróciłem się na pięcie i wyszedłem. Maciek wstał z fotela, pożegnał się i również wyszedł. Szedł za mną, ale nie odzywaliśmy się obaj. Byłem wściekły, myślę, że on też, ale sam nawarzył sobie tego piwa. Byłem absolutnie przekonany, że sobie nie poradzę, ale musiałem to zrobić dla niego, choć jego lekkomyślności nie było granic w tej sytuacji. Ja nie miałem nic do stracenia, ale on miał – może się zrehabilituje i sam strzeli Panathinaikosowi hat-tricka? Oby, bo to nas może tylko uratować. Wsiedliśmy bez słowa do jego samochodu i ruszyliśmy w stronę mieszkania.
- Wybacz, stary - powiedział Maciek po kilku minutach, ściszonym głosem. Łatwo powiedzieć.

Dotarliśmy na miejsce, było już dość późno. Z tego, co wspominał Magic, wyjazd mamy o godzinie 10:00 jutro. Muszę koło 8:00 zgłosić się do tego cholernego szantażysty i podpisać ten kontrakt, a może lepiej od razu go zabije? To chyba nie byłoby jednak najrozsądniejsze rozwiązanie. Zamieniliśmy z Maćkiem jeszcze kilka zdań, ale nie chciałem poruszać tego tematu, bo byłem wściekły. Gdy kładłem się spać, myślałem jeszcze dlaczego prezesowi zależy tak bardzo na zatrudnieniu mnie i doszedłem do wniosku, że on nic na tym nie traci - jak wygram mecz, to będzie mógł śmiało powiedzieć, że zrobił na mnie interes życia, a jak przegram, to może się do woli na mnie wyżyć, a publicznie powiedzieć, że był pod ścianą, bo czas go naglił. Dobrze to sobie wykombinował, skurwiel…
O artykule
Kategoria: Kariery
Podkategoria: FM 2008
Dodano: 03.03.2008

Liczba wyświetleń: 3341

Średnia ocen: 4.81



Komentarze
Żyłek
Pomyśl nad wrzuceniem czasem jakiś screenów ;]
3 marca 2008 20:10
danielinho
Ciekawy wątek z Żurawskim, na początek 4 ode mnie ale po jednym odcinku jest ciężko ocenić. Pisz dalej :P
3 marca 2008 20:46
Karpin
Bardzo ciekawy pomysł. Opowiadanie z lekkim akcentem humorystycznym - podoba mi się, po komentarzu na temat prezesa, aż się uśmiechnąłem. Co do screenów, na razie chyba nie za dużo jest o czym. Chyba, ze byś znalazł budynek klubowy, twarz prezesa, albo wystrój jego gabinetu. Może trochę greckiego wprowadzić? hmm... Ocena? 5.
PS. Znalazłem pewien błąd, mianowicie - Maciek zrobił mi NATKI numer, ale zdarza się :)
3 marca 2008 21:34
krzysfiol
Nie znasz innego określenia niż "skurwiel"? :P
3 marca 2008 22:37
Dapsz
Żyłek, nie bardzo jest co zamieszczać na tych screenach. Jak będzie potrzeba, to na pewno się pojawią.

Karpin, dzięki - lubię dodać nieco humoru. Sorry za błąd, już został zlikwidowany.

Krzysfiol, znam bardzo wiele równie miłych określeń, ale to lubie najbardziej ;)
3 marca 2008 22:44
Tomash
Bardzo ciekawy tekst. Ciekawe jak rozwinie się akcja. Czekam z niecierpliwością na następne części !
4 marca 2008 12:52
Sol
Pozytywnie zaskakujący pomysł na zawiązanie akcji, napisane też całkiem nieźle:), do tego tekst z jednej z moich ulubionych lig i to z drużyną wcale nie z najwyższej półki, czyli - może być ciekawie. Ode mnie 4. `Tylko` 4 bo: uwaga, teraz się `czepiam`, ale proszę to potraktować jako tzw. konstruktywną krytykę`: 1. mogłeś trochę rozwinąć wstęp, zeby telefon od prezesa wydawał się trochę bardziej `realistyczny`. Już tłumaczę o co chodzi: po prostu wydaje mi się, że to trochę zbyt mało prawdopodobne, że prezes klubu ni stąd ni zowąd dzwoni do emerytowanego policjanta z ofertą pracy. Ktoś powie: `ok ale przecież Autor pisze o trenowaniu juniorów w Poznaniu i o znajomości z Żurawiem`. I dobrze, to dobry start, tyle ze szkoda, ze tego fragmentu trochę nie dopracowałeś, tak, żeby telefon od bossa był jakąś logiczną konkluzją pewnego ciągu zdarzeń, a w tym wypadku chyba nie do końca tak było.

Koniec czepiania się:) Czas na PLUSY:

- dialogi (dzięki nim opowiadanie nie jest mdłe ani `suche`)
- emocje(nerwy, mordercze myśli nt prezesa, fajie to wyszło) opisane z punktu widzenia bohatera,
-ogólnie dobrze się czyta
-formuła dziennika/pamiętnika

Zachęcam do pisania i czekam na następne odcinki. Pozdrawiam

4 marca 2008 15:51
arko1224
Fajny tekścik, mi się podobał bardziej niż bardzo
8 marca 2008 22:24
Plaszek
Całkiem nieźle się zapowiada, ale ja bym oczekiwał więcej wątków eFeMowych ;-)
9 marca 2008 22:58
Ramol2603
Z tym szantażem to przesadziłeś ale całość generalnie dobrze sie czytało...
13 marca 2008 3:16


 


Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany!

© Centrum FM
Mapa serwisu