Nie jesteś zalogowany! Załóż konto już teraz!

Koniec potęgi włoskiej...

Pomysł na napisanie tego arta przyszedł mi do głowy, gdy oglądałem kolejny mecz włoskiej Serie A. Mniejsza o to kto z kim grał. Wnioski można śmiało zastosować do wszystkich drużyn włoskich. Jakie wnioski? Za chwilę do nich przejdę.
Ostatni wielki sukces Italii to niewątpliwie udział i gra w finale EURO 2000. Wszyscy sympatycy piłki na pewno pamiętają ten żywy, obfitujący w sytuacje podbramkowe mecz. Mimo znakomitej gry to jednak Francuzi wygrali i zdobyli puchar. Czemu? Przyczyn jest wiele. Ale nie chcę się tu stawiać na miejscu Dino Zoffa i wytykać mu jego błędy, lecz pomyśleć i wysnuć jaka według mnie szara przyszłość grozi temu państwu i tamtejszej piłce.

Kilka lat temu włoskie zespoły dominowały w europejskich pucharach. Ich liga była uważana za najsilniejszą, a kluby wzbudzały podziw pięknym technicznym i ładnym dla oka futbolem. Niestety z biegiem czasu można było zauważyć pierwsze oznaki poważniejszego kryzysu, jednak przełom nastąpił w poprzednim sezonie. Mam na myśli fakt, iż żaden zespół z półwyspu Apenińskiego nie awansował do ćwierćfinału jakiegokolwiek europejskiego pucharu (a`la LM i PU)!. Tak źle już dawno nie było, żeby przez dwa lata z rzędu ta sztuka się nikomu nie powiodła. Główną przyczyną, jaka może ich pozbawić "szczęścia" są na pewno pieniądze. Czyż nie w tym kraju odbywają się najgłośniejsze ruchy na rynku transferowym? Dla przykładu podam jedynie kilka nazwisk, które nawet przeciętnemu fanatykowi piłki kopanej powinny być znane. I proszę nie mówcie, iż: Ronaldo, Crespo, Batistuta, Vieri, Recoba kosztowali "grosze". Kluby Serie A dokonują "zakupów" za miliony dolarów. Może nie byłoby w tym nic złego, ale zazwyczaj są to ruchy zupełnie nieprzemyślane. No bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że Lazio ma nadmiar znakomitych napastników, a w obronie widać poważne luki. Podobnie ma się rzecz w Interze. Obecnie w ataku brylują Recoba i Alvaro. Wszyscy wiedzą jednak, iż po wyleczeniu swych kontuzji w pierwszej jedenastce będą wybiegać zawsze Vieri i Ronaldo. Czyż zarząd nie mógł zainwestować w jakiegoś "tańszego" zawodnika na okres nieobecności tych dwóch gwiazd? Mają to być tylko zastępstwa, więc dlaczego Recoba zgarnia rekordową gażę? A jeśli sobie później takiej zażyczą nasi "chwilowo nieobecni"? Prezydent na pewno podwyższy im zarobki, ale chyba lepszym rozwiązaniem byłoby w tym wypadku zainwestowanie w mniej znane (co nie znaczy gorsze) nazwisko, albo chociaż młodzież.

Jak się patrzy to nie widać zbytnio następców Baggio, Toldo czy Del Piero. Wszyscy się spieszą i pragną natychmiastowego sukcesu. Mało drużyn stawia już na wychowanie młodzieży. Najlepsze zespoły kupują tylko młode talenty nie pozwalając im na rozwinięcie się. I tak, np. jeśli Milan, Roma czy jakiś inny gigant zakupi młodego reprezentanta Włoch (chodzi mi o U-21 itp.) to nie może mu zapewnić żadnej dalszej drogi rozwoju. Wiadomo że w przeciwieństwie do klubów słabszych nikt mu nie zagwarantuje częstego występowania i ciągłej gry. W pierwszej kolejności grają nazwiska. I nie przekonujcie mnie, że ktoś wystawi w ataku zamiast Batistuty czy Tottiego, jakąś młodą nadzieję Italii. To byłby już zupełny absurd. Jeżeli zawodnik będzie kilka latek siedział i czekał na swoją szansę w takim klubie to może się bardzo przeliczyć. Najlepszą nauką jest metoda prób i błędów, ale gdzie on miał chociaż ją próbować? Na treningach? Na pewno nie. W końcu potrzebne jest także ligowe doświadczenie, a wypożyczenia polegające na tym, iż w każdym sezonie gra się w innej drużynie także nie jest najlepsze. Głównym problemem jest pośpiech i chęć natychmiastowego sukcesu. Co stanie się jednak, jeśli i trenerzy zaczną zawodzić? Skutkiem są liczne zwolnienia i wyrzucenia z pracy. Wszyscy muszą obawiać się o swoją posadę i nikt nie może być pewny, że za rok będzie pracował w tym samym miejscu dalej. Eriksson, Lippi, Malesani, Zeman, Zaccheroni to ścisła światowa czołówka trenerska. Łączy ich jednak jedna wspólna cecha. Wszyscy zostali w tym sezonie zwolnieni! Oczywiście są to tylko głośne nazwiska, gdyż takich osób jest zdecydowanie więcej. Obecnie najdłuższym stażem może się pochwalić szkoleniowiec "Starej Damy", bo pracuje w niej już około dwóch lat. Ale co można w tak krótkim czasie z drużyną osiągnąć? Widać teraz jak na palcu, że oczekiwania są ogromne.

Niewątpliwie do obniżenia włoskiego futbolu przyczyniła się zbyt duża ilość obcokrajowców. Jest ich tam zdecydowanie za dużo i nie wiem czy w ogóle ich liga nie ma ich najwięcej w porównaniu z innymi. Nie dość że odbierają miejsca w składzie rodzimym zawodnikom, to nie zawsze wiedzą, czy czynią dobrze przeprowadzając się do Italii. Prezydenci klubów sięgają także często po przeciętniaków mając na pewno lepszych zawodników w niższych włoskich ligach, ale w końcu fakt, że jest cudzoziemcem przemawia za nim. Tymczasem jeśli klub kupi kogoś za dużą sumkę to zarazem oczekuje od niego niewiarygodnych rzeczy. Nie zawsze udaje się jednak każdemu szybko zaaklimatyzować i prezentować swą prawdziwą formą. Włoscy kibice także nie są zbyt wytrwali w oczekiwaniu i mogą takiego zawodnika po prostu niezbyt ciepło przyjąć. Efektem tego u młodej osoby jest całkowita niechęć do piłki, a u "seniora" poważny kryzys. Takie różne gorsze dni mogą powodować niesmaki i awantury w zespole. Frustracja ta prowadzi do otwartej wojny na boisku. Piłkarz może nawet udawać, że nie widzi lepiej ustawionego kolegi i nie podawać mu piłki. Samolubne akcje w "zlepkowym" zespole (a`la Inter) nie mogą dobrze oddziaływać na wyniki. Z kolei tu mamy kolejny dowód, że ogromne transfery nie zawsze idą w parze z wynikami.
Ostatnim problemem jest według mnie, taktyka obierana przez trenerów. Zawodnicy muszą według niej przestrzegać ściśle określonych zasad. Na boisku nie ma miejsca na solowe, własne akcje, które wcześniej nie były planowane, testowane. Szkoleniowcy nie pozwalają swym podopiecznym na szaleństwo, wykazanie się. Jest to niewątpliwie duży błąd, gdyż takie zagrania niewątpliwie nie raz przesądzają o rozstrzygnięciu meczu na korzyść drużyny. Wszystkie gwiazdy i gwiazdeczki tkwią w schematach, nie mogąc podejmować własnych decyzji. Jest to jeden z bodźców, dla których zawodnicy czasem opuszczają krajową ligę lub omijają ją szerokim łukiem. Najważniejsza jest przecież czerpanie radości z gry, a tej brakuje w Serie A.

Powodów składających się na coraz gorsze widowisko i znacząco wpływających na spadek włoskiej Serie A jest dużo. "Calcio" toczy się na dno i jeśli nie nastąpią żadne zmiany mogące temu zapobiec to włoski futbol wyląduje tam, gdzie dzisiaj jest Holandia i Belgia.
O artykule
Kategoria: Publicystyka
Dodano: 27.02.2008

Liczba wyświetleń: 809

Średnia ocen: 0.00



Komentarze


Z tym materiałem nie są powiązane żadne opinie.



Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany!

© Centrum FM
Mapa serwisu