Zawiodłeś nas Jurek...
Powrót Polski na piłkarskie Mistrzostwa Świata już za nami, nic dobrego nie można niestety o nim powiedzieć. Po nie lepszej niż w ostatnich sparingach grze, ulegliśmy gospodarzom turnieju - drużynie, którą w grupie chciał mieć chyba każdy finalista. Wypada się zastanowić co, wróć - kto był powodem tak słabej gry Polaków i jakie powinien on ponieść konsekwencje.
Winnych jak zwykle jest wielu - na dobry początek wymienić by można 14-kę, która dostała szansę zagrania w meczu otwarcia słynnej grupy D. Jak zwykle też ci "winni" oskarżają o utratę punktów tych, którzy z samym meczem, ba - z piłką nożną wiele wspólnego nie mają. Chodzi oczywiście o postawę PZPN-u, który zamiast doszukiwać się błędów w przygotowaniu drużyny do turnieju... zajął się sprawą "nielegalnego" występu Edyty Górniak na sekundy przed pierwszym gwizdkiem Kolumbijskiego sędziego. Wprawdzie słuchanie hymnu śpiewanego przez tysiąc polskich kibiców zebranych na stadionie w Pusan oraz "popisu" byłej uczestniczki Eurowizji nie należało do najprzyjemniejszych, to postawa PZPN-u (czyt. nieumiejętność zapięcia na ostatni guzik tak prostej sprawy) daje wiele do myślenia. Ciekawe tylko jaki wpływ na postawę piłkarzy miał "Mazurek Dąbrowskiego" zaśpiewany trzy razy wolniej od tego, do którego wszyscy chyba zdążyliśmy się przyzwyczaić. Oczywiście co bardziej skoncentrowani na meczu "olali" całą sprawę, nie mniej jednak PZPN nie miał większych problemów ze znalezieniem kozła ofiarnego.
Kolejni "winni" to piłkarze, o których już wcześniej wspomniałem. Nie ma co się specjalnie rozwodzić nad ich boiskową postawą (jednym słowem - była ona żenująca), ale ciekawe jest to co nasi "bohaterowie" powiedzieli po spotkaniu. I tak większość stwierdziła, że Koreańczycy byli od nas lepsi. Ameryki tym stwierdzeniem nie odkryli - lepszy to m.in. skuteczniejszy, a tacy przeważnie wygrywają. Nasuwa się jednak pytanie - po co w ogóle wychodzić na boisko ? Po to żeby po meczu powiedzieć "oni byli lepsi" ? Zacytuję tu wypowiedź Marka "Serie A" Kożmińskiego: "(...)Oni nas niczym nie zaskoczyli, byli po prostu lepsi (...)". Jeśli "Koza" byłby przedstawicielem polskich kibiców to rzeczywiście mógłbym się z nim zgodzić. Marek rozegrał jednak pełne 90. minut meczu, meczu przegranego przecież 0-2. Wnioskuję z tego, że skoro Korea Południowa pana K. "niczym go nie zaskoczyła" to pan K. z porażką liczył się bardziej niż ze zwycięstwem. Dla odmiany (niewielkiej wprawdzie) Piotr Świerczewski zaczął komplementować rywali, mówiąc jacy to oni byli szybsi czy agresywniejsi. I tu niestety podopieczny Bernarda Tapie ma świętą rację, szkoda tylko że nikt nie próbował tego zmienić. Tylko nieliczni stwierdzili, że to my byliśmy słabsi (wbrew pozorom jest ogromna różnica między "oni lepsi", a "my słabsi"). Pozostaje nam tylko wierzyć, że na początku przyszłego tygodnia znowu nie przyjdzie nam słuchać tej paplaniny.
Przejdźmy wreszcie do sedna sprawy - wspaniałego taktyka i motywatora, Jerzego Władysława Engela. Już po dwóch, trzech minutach wiadomo było, że Polacy zamierzają omijać środkową część boiska, posyłając długie piłki z obrony wprost do napastników. Założenie mądre jednak nie było. Dlaczego ? Pierwsza sprawa - nie mamy w drużynie żadnego Emile`a Heskey`a, który mógłby owe piłki strącać do np. wchodzących pomocników. Poza tym sporo piłek adresowanych było na głowę Radosława Kałużnego - defensywnego pomocnika. Sam Piotr Świerczewski po meczu potwierdził założenia o których wyżej napisałem. Kto więc zawinił ? Najpotężniejszy w naszej ekipie "Tata" z Cottbus, który jak nigdy dotąd seryjnie przegrywał pojedynki powietrzne, nieudolnie zagrywający piłki obrońcy (słynne już auty Żewłakowa), a może sam selekcjoner, który tak to wszystko ustawił ? Pytanie pozostanie niestety bez konkretnej odpowiedzi. Zdaje się, że dopiero poniedziałkowa potyczka z Portugalczykami wyjaśni choć część z moich wątpliwości. Z drugiej strony (piszę te słowa w przerwie meczu USA - Portugalia) może się okazać, że dzięki rodakom Fernando Couto dowiemy się tyle co... Figo z makiem.