Nie jesteś zalogowany! Załóż konto już teraz!

Fenomen Białej Gwiazdy

Polskie drużyny na arenie międzynarodowej sukcesów nie odnosiły już od ładnych paru lat, kiedy to w połowie lat 90 Widzew i Legia zaszły wysoko w rozgrywkach Ligi Mistrzów. Od tego czasu szczytem możliwości był awans do 3 rundy Pucharu UEFA. Do Champions League nawet nie awansowaliśmy. Normalne stało się sprzedawanie najlepszych graczy przez aktualnego mistrza kraju. ŁKS sprzedał m.in. Trzeciaka i Kłosa, Polonia była po prostu za słaba na Ligę Mistrzów, Legia oddała Karwana, Murawskiego czy Mięciela. Jedynie Wisła Kraków, kiedy wygrywała ekstraklasę, nie pozbywała się najlepszych piłkarzy. Niestety na jej stawały zbyt silne zespoły jak chociażby FC Barcelona, która była także rywalem Legii w tych rozgrywkach. Przed rokiem krakowski zespół uległ drużynie z Katalonii niewielką różnicą bramek, u siebie ulegli 3:4 a na wyjeździe 0:1. Teraz „Wojskowi” nawet nie powalczyli, u siebie 0:1, na Camp Nou 0:3…

Rewolucja nastąpiła właśnie w tym sezonie. Chodzi oczywiście o zespół krakowskiej Wisły. W połowie sezonu 2001/2002 drużynę „Białej Gwiazdy” objął Henryk Kasperczak. Mistrzostwa jednak nie zdobył, tytuł powędrował do Warszawy. Kasperczak stawiał na innych graczy niż jego poprzednik. W bramce stanął Angelo Hugues, w obronie oprócz pewniaków – Arkadiusza Głowackiego i Marcina Baszczyńskiego grają: Mariusz Jop i Maciej Stolarczyk. W pomocy oglądać możemy na lewej flance Kamila Kosowskiego, z prawej strony Nigeryjczyka Kalu Uche. W środku występują: młody Paweł Strąk i na zmieniający się z Mauro Cantoro Mirosław Szymkowiak. Za strzelanie bramek odpowiadają – Maciej Żurawski i Marcin Kuźba. W lidze Wisła grała różnie, przeplatała wysokie wygrane z remisami ze słabszymi drużynami. Mimo wszystko była zdecydowanie najlepszym zespołem i dziwne, że mieli przewagę zaledwie punkt przewagi na GKS Katowice i 3 punkty nad Legią. W „Białej Gwieździe” zachwycali przede wszystkim Żurawski i Kosowski. Pierwszy strzelał bramki jak na zawołanie, drugi zdobył popularność świetnymi akcjami na lewym skrzydle i wieloma asystami. Jednak to nie występy w ekstraklasie interesują nas najbardziej. Oczywiście są to europejskie puchary a ściślej Puchar UEFA.

Jako, że rok temu tytuł mistrza Polski zdobyła warszawska Legia, Wisła skazana była tylko na Puchar UEFA. Jak wiadomo, nie cieszy się on taką popularnością jak Liga Mistrzów i przede wszystkim jest dużo „biedniejszy”. Nie ma tylu relacji telewizyjnych, zespoły, które biorą w nim udział są słabsze niż w LM, jest mniejsze zainteresowanie. Dla zespołów z lepszych lig Puchar UEFA traktowany jest jako puchar pocieszenia. Jednak dla nas niekoniecznie. Docierając, tak jak Wisłą w tym roku do 4 rundy można zarobić duże, jak na polskie realia pieniądze, stać się znaną firmą w Europie… W eliminacjach podopieczni Henryka Kasperczak trafili, jak się można było spodziewać na niezbyt silnego rywala – Glentoran Belfast, zespół z Irlandii Północnej okazał się bardzo mało wymagającym rywalem, już w pierwszym meczu na wyjeździe Polacy wygrali 2:0 po bramkach Żurawskiego i Dubickiego. To praktycznie już zapewniło awans, w rewanżu bez większych problemów wygraliśmy 4:0 po dwóch golach Kuźby i Uche. Jednak to nie te wyniki wprawiły nas w podziw dla piłkarzy z Krakowa. Nie były to także spotkania w pierwszej rundzie, gdzie Wisła wylosowała zespół Primorje Adjovscina. Ten rywal okazał się jeszcze łatwiejszy, wyniki 2:0 i 6:1, zapewniły awans do drugiej rundy. W tym samym czasie z rywalizacji odpadła już Polonia Warszawa, łatwo pokonana przez FC Porto. Inne zespoły czyli Amica i Legia, która przegrała w 3 rundzie el. Ligi Mistrzów, też nie miały problemów z awansem do drugiej rundy. Jednak zdążyliśmy się już przyzwyczaić do takiego scenariusza. Zgodnie z nim wszystkie polskie drużyny powinny wylosować mocnego przeciwnika z jednej z najlepszych lig. Tak, oczywiście się stało. Amica miała zagrać z Malagę, Legia z Schalke 04 a Wisła z Parmą. Nic dziwnego, że podchodziliśmy do tych meczów z małym entuzjazmem. Po dobrych występach w lidze największe nadzieje rozbudzała jednak krakowska Wisła. W meczu we Włoszech „Biała Gwiazda” zagrała bardzo dobrze. Wcale nie była gorsza od zdecydowanie bardziej znanego rywala, zwycięzcy Pucharu UEFA sprzed kilku lat. Niestety przegraliśmy 1:2, bramkę Frey’owi strzelił Żurawski. Przed rewanżem mieliśmy duże nadzieje, iż uda się pokonać Włochów i awansować dalej. Entuzjazm szybko nas opuścił, ponieważ już w 6 minucie Adriano wyprowadził Parmę na prowadzenie. Kiedy w 70’ cały czas utrzymywał się niekorzystny rezultat mało kto wierzył w strzelenie trzech bramek. Chwilę później pierwszego gola strzelił Kamil Kosowski a na 10 minut przed końcem stan dwumeczu wyrównał Żurawski. W dogrywce trafił on do siatki raz jeszcze a wynik na 4:1 ustalił Daniel Dubicki. Byliśmy wniebowzięci, tym bardziej, że na to zwycięstwo Wisła z pewnością zasłużyła, była po prostu zdecydowanie lepsza, pokazała bardzo dobrą grę i świetne przygotowanie do spotkania. Niestety Legia i Amika odpadły bez walki. W trzeciej rundzie „Biała Gwiazda” trafiła na… pogromców Legii – Schalke 04 Gelsenkirchen. Tym razem od razu nie staliśmy na straconej pozycji. Optymiści dawali nam równe szanse z, co ciekawe także zwycięzcami Pucharu UEFA sprzed kilku lat. Prasa i telewizja podgrzewały atmosferę, tym bardziej, że w zespole rywala grają dwaj Polacy: Tomaszowie Wałdoch i Hajto. Występ tego pierwszego był jednak niemożliwy z powodu kontuzji. Stadion na ulicy Reymonta zapełnił się do ostatniego miejsca, mecz zapowiadał się bardzo interesująco. Niestety krakowski zespół nie grał tak dobrze jak w lidze czy meczach z Parmą, mimo wszystko dopisywało nam szczęście. W 38 minucie, po dośrodkowaniu w pole karne samobójczą bramkę strzelił Poulsen. Od tego momentu Schalke miało coraz większą przewagę, jednak długo udawało się utrzymać korzystny rezultat. W 9 minut przed upływem regulaminowego czasu goście wyrównali. Fatalny błąd popełnił bramkarz „Białej Gwiazdy” – Angelo Hugues, który na ok. 20 metrze minął się z piłką, a tę do pustej bramki wpakował Emile Mpenza. Spotkanie zakończyło się wynikiem 1:1, Wisła zagrała poprawnie, ale nie bardzo dobrze, przed rewanżem mieliśmy duże obawy co do awansu. Na jednym z najnowocześniejszych stadionów świata – Arena Auf Schalke zebrało się dużo kibiców, którzy chcieli obejrzeć awans swojej drużyny do 4 rundy Pucharu UEFA. O dziwo podopieczni Henryka Kasperczak przeszli prawdziwą metamorfozę formy, jak równy z równym walczyli na wyjeździe ze znanym rywalem. W wielu sytuacjach zabrakło skuteczności i aż do 40 minuty utrzymywał się wynik bezbramkowy, kiedy to ładną bramkę strzelił po dośrodkowaniu Kosowskiego strzelił Żurawski. Z prowadzenie nie cieszyliśmy się jednak długo – zaledwie 2 minuty, ponieważ gola strzelił Tomasz Hajto. Później jednak wszystko ułożyło się jak we wspaniałym śnie, gole strzelali kolejno: Uche, Żurawski i Kosowski, który ustalił wynik spotkania na 4:1 dla Wisły! Polski zespół po raz pierwszy zagra we wiosennej edycji europejskich pucharów. Cały kraj zachwycał się wspaniałymi występami krakowskich piłkarzy i nie ma się co dziwić, zagrali naprawdę świetnie. Teraz czekaliśmy na losowanie przeciwnika w 4 rundzie. Okazało się, że będzie to jeden z najlepszych klubów włoskiej Serie A – Lazio Rzym. Nie popadaliśmy oczywiście w rozpacz, po wyeliminowaniu takich zespołów jak Parma i Schalke żaden zespół z Pucharu UEFA nie wydawał się straszny. W przerwie między rundami Wisłę mogli opuścić jej najlepsi gracze, w tym Żurawski i Kosowski. Pierwszy podpisał nowy kontrakt, dający mu najwyższe zarobki w ekstraklasie, drugi na taki krok się nie zdecydował, lecz ostatecznie nie odszedł z Krakowa, choć miał propozycje chociażby z hiszpańskiej Osasuny. Zaporowa okazała się cena, za jaką wycenieni zostali gracze Wisły, jednak uważam, że dobrze się stało, iż dalej możemy oglądać wszystkich dotychczasowych podopiecznych Kasperczaka. Nie tylko dobrze dla Wisły, ale także dla samych zainteresowanych, gdyż moim zdaniem Osasuna czy Hanover są po prostu za słabymi klubami dla tak dobrych już piłkarzy. Przed meczem na Stadio Olimpico, gospodarze byli w korzystniejszej sytuacji, ponieważ byli w trakcie rozgrywek ligowych, „Biała Gwiazda” przygotowywała się na zgrupowaniu we Francji, grając z najlepszymi zespołami z pierwszej ligi. Dla Polaków był to niezwykle ważny mecz, w dniu spotkania na przystanku dało słyszeć się faceta gadającego przez komórkę: „Kochanie, sorry, ale nie możemy się dzisiaj spotkać… no bo dzisiaj jest mecz i bardzo chciałbym go obejrzeć…”. Tymczasem we Włoszech wielkiego zainteresowania nie było, mówiło się, że Lazio wygra w rezerwowym składzie i nie ma sensu nawet przychodzić na mecz. Rzeczywiście na trybunach zgromadziło się zaledwie 17 tys. kibiców. Pojedynek rozpoczął się od przewagi Wisły i kilku niewykorzystanych przez nią sytuacji. Niestety to się zemściło, w 22 minucie bramkę strzelił Lazetic. Polacy mieli coraz większą przewagę, jednak do remisu udało się doprowadzić dopiero w 39 minucie, kiedy to świetnym zwodem popisał się Kalu Uche i posłał piłkę do bramki. Niestety na minutę przed końcem piłkę do własnej bramki posłał Mariusz Jop. Wydawało się, że to może podłamać psychicznie krakowskich graczy, ale od początku drugiej połowy grali po prostu świetnie, całkowicie panowali na boisku. 5 minut po rozpoczęciu gry bramkarz Włochów – Luca Marchegiani sfaulował w polu karnym Marcina Kuźbę a rzut karny pewnie wykorzystał Żurawski. 13 minut później po raz kolejny gola z karnego zdobył Żurawski, tym razem po faulu na samym sobie. Niestety, po raz kolejny Wisła miała pecha, mimo zdecydowanej przewagi bramkę strzelili goście. Huguesa pokonał Chiesa. Mecz zakończył się wynikiem 3:3, jednak wszyscy byli zgodni, że zasłużyliśmy na zwycięstwo. We włoskiej prasie krytykowano Lazio i zarazem chwalono Wisłę. Teraz to krakowski team był faworytem przed spotkaniem na Reymonta, jednak trener Lazio obiecał wystawić podstawowy skład. Włosi przylecieli do Krakowa w bez kontuzjowanych: Peruzziego i Stankovica. Atmosfera była w Polsce bardzo gorąca, wszyscy z utęsknieniem czekali na wieczór, kiedy to „Biała Gwiazda” miała zapewnić sobie awans do ćwierćfinału Pucharu UEFA. Jednak zdarzyła się bardzo nieprzyjemna dla nas sytuacja, mecz przełożono… Włosi skarżyli się na złą murawę, co według nich mogło doprowadzić do kontuzji. Obserwator UEFA, oczywiście nie mógł odmówić znanym i mającym duże wpływy Włochom i przełożył spotkanie na następny tydzień. Czy rzeczywiście trawa była w tak złym stanie, czy naprawdę nie dało się na niej rozegrać meczu piłkarskiego, tym bardziej, że na znak protestu w godzinie meczu piłkarze Wisły przeprowadzili tam trening? Wielu kibiców, którzy przyjechali na to spotkanie nie mogło przecież przybyć za tydzień. Dla Polaków był to skandal, a także pokazanie, że dalej nie liczymy się w Europie. Nie zdziwiłbym się gdyby w mieście rozpoczęłyby się rozróby jednak fani Wisły pokazali, że mają więcej kultury od innych klubów. Przez następny tydzień na stadionie stały specjalne namioty mające przygotować murawę do stanu używalności. Inwestycja taka kosztowała władze klubu bodajże setki tysięcy złotych. Na szczęście mecz doszedł do skutku. Już w 4 minucie po podaniu Uche gola strzelił Kuźba, w ogóle przez pierwszy kwadrans krakowianie grali po prostu świetnie, tak jak na początku drugiej połowy w Rzymie. Właśnie w 15 minucie na boisku miał miejsce dosyć rzadki przypadek – kontuzji doznał… sędzia tego spotkania i zastąpić go musiał sędzia techniczny, który jak się okazało spisał się bez zarzutu. Po kilku minutowej przerwie gra „Białej Gwiazdy” siadła, goście zdobyli znaczną przewagę i szybko ją wykorzystali, po błędzie Huguesa gola głową strzelił Couto. Później gra bardziej się wyrównała, ale w 55 minucie strzałem z 16 metrów popisał się… Enrico Chiesa. Uderzenie nie było mocne ani bardzo precyzyjne, jednak po raz kolejny Angelo Hugues potwierdził, że jest bramkarzem chyba za słabym dla takiego klubu jak Wisła. Do końca krakowianie próbowali wyrównać, ale to nie był ich dzień. Uważam też, że Kasperczak dokonał złych zmian, szczególnie dziwić może wprowadzenie Daniela Dubickiego za dobrze spisującego się Marcina Kuźbę. Spotkanie to mogło ułożyć zupełnie inaczej gdyby Żurawski podał do będącego na czystej pozycji Kuźby a nie starał się za wszelką cenę sam zdobyć gola. Niestety, przegraliśmy i odpadliśmy z dalszych rozgrywek. Szkoda, bo wcale nie byliśmy od Lazio gorsi, a nawet powiedziałbym, że lepsi. Mimo przegranej raczej nikt Wisły, jak to się zwykle w takich przypadkach dzieje nie krytykował. Myślę, że całemu zespołowi należy podziękować za wspaniałe chwile, na które czekaliśmy przecież tak długo….

Wisła Kraków chce w niedalekiej przyszłości zbudować klub na miarę Ligi Mistrzów, co z pewnością jest bardzo realne. Co decyduje o sukcesie zespołu na arenie międzynarodowej? W znacznej mierze pieniądze. „Biała Gwiazda” jest obecnie najbogatszym polskim zespołem. Główny sponsor – firma Tele Fonika, inwestuje w nich od kilku lat i są to, jak na polskie warunki wcale nie małe pieniądze. Jednak te kilka milionów rocznie jest sumą śmieszną przy funduszach najlepszych drużyn z zachodu Starego Kontynentu. Liczymy, że to się właśnie zmieni, że Wisła zdobędzie mistrzostwo Polski i zdoła awansować do Ligi Mistrzów. Za sam awans klub dostaje 1,8M… funtów (jeśli CM nie kłamie :)). Liczymy, że w Krakowie uda się zatrzymać największe gwiazdy i sprzedać je później do największych klubów Europy i nie za kilka, tylko kilkanaście (dzisiąt?) milionów. Przede wszystkim konieczna jest zmiana bramkarza. Być może spełnił by się Jakub Wierzchowisk, może Liberda, w każdym razie Francuz stojący między słupkami Wisły jest w mojej opinii za słaby. Przydałby się też dobry środkowy obrońca, który grałby wraz z Głowackim, gdyż Jop nie jest zawodnikiem na miarę Ligo Mistrzów. Takim pomocników pewnością jest Marcin Baszczyński. Nie jestem pewien co do umiejętności Stolarczyka. Skrajnych pomocników „Biała Gwiazda” ma bardzo dobrych, Kosowski i Uche brylują po swoich flankach. W środku jest Szymkowiak, wraz ze Strąkiem, atak także bez większych zarzutów. Żurawski i Kuźba potrafią rozmontować w tej chwili większość bloków defensywnych na świecie. Wszystko to przedstawia się fantastycznie, ale najpierw trzeba pokonać drużynę klasy… Barcelony.
O artykule
Kategoria: Publicystyka
Dodano: 27.02.2008

Liczba wyświetleń: 518

Średnia ocen: 0.00



Komentarze


Z tym materiałem nie są powiązane żadne opinie.



Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany!

© Centrum FM
Mapa serwisu