Nie jesteś zalogowany! Załóż konto już teraz!

A Irlandia jest ponoć taka zielona cz.3

Są dni, których nie sposób zapomnieć. Przeszywający chłód, który z biegiem czasu coraz mocniej przeszywał moje ciało, ostre, marcowe powietrze wdzierało się do środka potęgując uczucie zimna… To wszystko jakoś nie miało znaczenia. Cel był tylko jeden – udowodnić sobie, a przede wszystkim kibicom, że jestem w stanie pchnąć ten klub na nową drogę, która miała się zacząć tu na St. Mel’s Park w Athlone.

Początkowo to gospodarze rzucili się do ataku wykorzystując skrzydła, jednak moi zawodnicy bardzo umiejętnie zagęszczali ten sektor boiska, gdzie spadało większość piłek zagrywanych zwłaszcza z lewej flanki przez Lavinea. Nasz zdecydowany atak przyszedł dopiero po 20 minutach gry, kiedy to Price prostopadłym podaniem wypuścił szarżującego na skrzydle Duffyego, a ten zakończył swój rajd celnym dośrodkowaniem wprost na Mylera. Niestety, nasz napastnik uderzył wręcz anemicznie, a do tego wprost w dobrze ustawionego Molloya, który szybkim wyrzutem uruchomił groźną kontrę. Pomocnik gospodarzy – Gavin – szybko przedarł się przez pierwsze zasieki złożone z reszty pomocników, którzy zdążyli wrócić za akcją i zagrał prostopadła piłkę pomiędzy parę stoperów do wybiegającego Fortunea. Napastnik rywali bez zastanowienia uderzył z piekielną siłą i piłka po rękawicy Murphyego zatrzepotała w siatce. Na szczęście asystent sędziego dopatrzył się w tej sytuacji spalonego, niemniej jednak było to pierwsze, poważne ostrzeżenie. Piłkarze Athlone próbowali iść za ciosem, jednak subtelne cofnięcie środkowych pomocników stosunkowo szybko ugasiło ich zapędy. Długo wiało nudą, asystent zaczął obgryzać paznokcie, a kibice rozgrzewali się za pomocą mocniejszych trunków przemyconych w wewnętrznych kieszeniach ich zimowych kurtek. Wszyscy ze zniecierpliwieniem oczekiwali już na gwizdek, kiedy nagle na boisku zawrzało… Sprawcą całego zamieszania okazał się być Duffy, który zagrał precyzyjną centrę w pole karne rywali. Tam szalał Myler, który niejednokrotnie rozbijał głowy skaczącym po piłkę rywalom i tym razem jego umiejętności okazały się cholernie przydatne. Andy zgrał piłkę wprost pod nogi nadbiegającego Rowea, który plasowanym strzałem dał nam prowadzenie. Oburzeni gracze gospodarzy od razu otoczyli sędziego domagając się spalonego, kibice Athlone z miejsca porzucili piersiówki i przeszli do ostrej retoryki. Grom gwizdów posypał się w stronę sędziego Deadyego, kiedy ten wskazał ostatecznie na wapno na środku płyty boiska. W doliczonym czasie pierwszej połowy o podwyższenie rezultatu mógł pokusić się Andy Myler, jednak jego strzał sytuacji sam na sam z bramkarzem pozostawiał wiele do życzenia i do szatni schodziliśmy z jednobramkową zaliczką.
Po wznowieniu gry gospodarze od razu rzucili się do odrabiania strat, ich pierwsza akcja była niezwykle bliska powodzenia i gdyby nie rozregulowany do granic możliwości celownik McGee pewnie byśmy remisowali. Jakiś czas później do dośrodkowania Fortunea z prawej flanki doszedł Rushe, który podobnie jak jego partner z ataku pudłował niemiłosiernie. Kilka minut później po faulu na Mylerze dostaliśmy rzut wolny w okolicach pola bramkowego i kibice na jakiś czas odłożyli butelki z piwem nabytym w trakcie przerwy w jednym z pobliskich sklepików. Precyzyjne dośrodkowanie zaadresowane było wprost na głowę Rowea, ale po jego strzale piłka powędrowała jedynie w boczną siatkę, co zrodziło owacje tej części widowni, która chwilowo miała wolne ręce. Końcówkę spotkania kto był w stanie ten oglądał na stojąco, przytłaczający momentami napór gospodarzy udało się jednak przetrzymać i z Athlone mogliśmy wrócić z poczuciem wypełnienia zakładanego planu minimum.

Tydzień później zagraliśmy pierwsze spotkanie na Tolka Park, w którym podejmowaliśmy ekipę Galway United. Kosmetyczne zmiany personalne dały pozytywny efekt. Już od pierwszych minut zepchnęliśmy przyjezdnych pod i pole karne i teraz trzeba było już tylko czekać na efekty. Z przodu szalał Rowe, który w pierwszej połowie zmarnował dogodną sytuację sam na sam z polskim bramkarzem Galway - Tomaszem Gruszką, później ten sam zawodnik oddał groźny strzał zza pola karnego, jednak ponownie na przeszkodzie stanął dobrze dysponowany Polak. Wraz z drugą połową nakazałem jeszcze bardziej ofensywną grę i efekty przyszły zaledwie sześć minut po wznowieniu. Piłka po rzucie rożnym trafiła wprost na głowę Rowea, który bez problemu umieścił ją w siatce. Z biegiem meczu powoli oddawaliśmy inicjatywę, jednak do tego czasu spokojnie powinniśmy prowadzić co najmniej trzema bramkami. Końcówka zapowiadała się nerwowo, jednak kilka zmian personalnych w środkowej strefie boiska załatwiło sprawę i można było odnotować kolejne, skromne zwycięstwo.

Miałem nadzieje, ze przy okazji kolejnego spotkania rozgrywanego na Tolka Park uda mi się wyleczyć zespół z kompleksu minimalnego zwyciężania. Nadzieja matką głupich i choć każda matka kocha swoje dziecko to ten minimalizm stał się obiektem drwin w całym Dublinie. Monaghan to w miarę solidna ekipa, która u siebie niechętnie oddaje punkty, a w tym przekonaniu utwierdzali nas do 60 minuty. Wtedy to właśnie szybką kontrę prawym skrzydłem zamknął Cassidy i skończyło się na kolejnym 1-0. Szkoda, bo w końcówce stworzyliśmy znacznie więcej sytuacji podbramkowych aniżeli rywale przez pełne 90 minut.

Przełamanie przyszło wraz z wyjazdowym spotkaniem z Dundalk. Zaledwie po 28 sekundach gry Gerard Rowe zmusił bramkarza gospodarzy do kapitulacji wykorzystując prostopadłe zagranie od Shielsa. Rywale z impetem ruszyli do odrabiania strat, jednak na przeszkodzie stawał im magik – Murphy, który pomiędzy słupkami wyczyniał istne cuda. Trzeba było oddalić zagrożenie i zaraz po sygnale wyjścia do przodu Cassidy trafił w słupek, zaś tuż przed pierwszą połową uderzona przez O’Connora piłka spadła na poprzeczkę. W 60 minucie meczu u Gerarda Rowea wreszcie obudził się instynkt strzelecki, czego efektem był mierzony strzał z półwoleja ustalający wynik spotkania na 2-0.

Po czterech kolejkach byliśmy wiceliderem, co zapewniło mi drugie miejsce w plebiscycie najlepszego menadżera miesiąca. Znacznie ważniejsze od indywidualnych trofeów było kolejne spotkanie rozgrywane w ramach pucharu ligi z ekipą Bray Wanderers. Rywale stosunkowo szybko opanowali środek pola przez co wyłączyli sprawnie współpracujący mechanizm Tracey - Perth. To zrodziło sporo sytuacji pod naszą bramka, ale otworzyło też możliwość wyprowadzania szybkich kontrataków z bocznych sektorów boiska. Kilka potężnych ciosów z naszej strony zbiło z tropu graczy Monaghan, którzy przeszli do zdecydowanej obrony i ograniczali się do kontrataków, a po jednym z nich wywalczyli rożny. W sporym zamieszaniu do piłki najwyżej wyskoczył rosły obrońca gospodarzy Byrne, który skierował piłkę do bramki. Próbowaliśmy odpowiedzieć w miarę sensowną akcją, jednak z biegiem czasu nasze atak stały się jeszcze bardziej chaotyczne i w efekcie żegnaliśmy się z pucharem już w 1 rundzie.

Gorsza gra przeniosła się także na kolejne, ligowe spotkanie ze słabiutką drużyną Kildare County. Przez całe spotkanie wiało nudą i kiedy wszyscy nastawili się na bezbramkowy remis fatalny kiks popełnił Ray Kenny, który zagrał piłkę do napastnika rywali, a później odpuścił pogoń skazując tym samym Murphyego na sytuację sam na sam. Tym razem nie było mowy o żadnym cudzie, mocny strzał w okienko dawał gospodarzom komplet punktów.

Zgubione na wyjeździe punkty trzeba było uzupełnić przy najbliższej okazji w meczu z Finn Harps. Napastnicy długo marnowali wyborne sytuacje i widząc ich nieporadność do pracy zabrali się także pomocnicy, ale im także brakowało ikry w końcowych fazach akcji. Widząc to postanowiłem w miejsce Mylera wpuścić osiemnastoletniego Amonda. Junior bez długoterminowego kontraktu przy jednym z pierwszych kontaktów z piłką oddał groźny strzał zmuszając bramkarza rywali do interwencji. Kilka minut później wpisał się na listę strzelców dobijając, toczącą się leniwie wzdłuż linii bramkowej, futbolówkę. Jednak to co piękne nigdy nie trwa wiecznie i w końcówce rywale wykorzystali stały fragment gry i tym samym uratowali remis. Moje rozgoryczenie było tym większe, kiedy zobaczyłem statystyki. Rywal oddał tylko jeden celny strzał w światło bramki i to był ten strzał, który zabrał nam dwa punkty.

Z mocno przemeblowanym składem przystąpiliśmy do jednego z najtrudniejszych spotkań w całym tegorocznym kalendarzu. Pod koniec kwietnia zameldowaliśmy się na Saint Colman’s Park by zmierzyć się z aktualnym liderem - Cobh Ramblers. Wszystko zaczęło się bardzo sennie i dopiero w końcowej fazie pierwszej połowy mecz nabrał rumieńców. Wszystko za sprawą Amonda, którego akcje znacząco wzrosły po ostatnim spotkaniu, i który tym razem również zapewnił nam prowadzenie wykorzystując prostopadłe podanie z głębi pola. Rywale szybko sprowadzili nas na Ziemię, wszystko za sprawą mocnego uderzenia z dystansu autorstwa Clifforda, które pewnie obroniłby Murphy, gdyby tylko toru lotu piłki nie zmienił O’Brien. Później na boisku miała miejsce istna wymiana ognia, a kibice (w liczbie 300) co i rusz podrywali się z krzesełek. Żadna z ekip nie wykorzystała swojej szansy na zgarnięcie całej puli, niemniej jednak pocieszał fakt, że drużyna zagrała futbol na niezłym poziomie.

Tragicznie zaczęła się kolejna ligowa potyczka z Limerick, bowiem już po 20 minutach gry na czerwień zapracował Vinny Perth i było jasne, że bez jego osoby będzie ciężko o korzystny wynik. Od razu przeszliśmy na zdecydowanie bardziej defensywne ustawienie i czekaliśmy na rozwój wypadków, ewentualnie jakąś dobrą sytuację do skontrowania rywala. Do kilku piłek wybijanych z naszego pola karnego dochodził osamotniony w ataku Myler, ale w konfrontacji z czteroosobowym blokiem defensywnym był bez szans. Tym samym w meczu z Limerick zgubiliśmy kolejne cenne punkty.

Nadszedł maj, a że w tym miesiącu wszystko budzi się do życia miałem nadzieje, że drużyna zagra z życiem. Wreszcie po kilkutygodniowej kontuzji doszedł do siebie Gerard Rowe, który zagrał pełne 90 minut od ponad miesiąca. Jego obecność wniosła sporo życia w ofensywie, a on sam wpisał się na listę strzelców tuż przed końcem pierwszej połowy. Byliśmy już w niezłych humorach, aż tu nagle powtórzyła się sytuacja z meczu z Cobh Ramblers kiedy to po rykoszecie piłka wpadła do naszej siatki. Tym razem na linii strzału znalazł się Price i po raz kolejny traciliśmy punkty w przeciętną drużyną – Kilkenny City.

Zmiana taktyki na nieco bardziej dynamiczna miała przynieść komplet punktów w domowej konfrontacji z Athlone. Zaczęło się nerwowo, bowiem w jednej z pierwszych sytuacji ponownie na linii strzału stanął Price, ale tym razem piłka minęła prawy słupek bramki Murphyego. Myler konsekwentnie szukał swojej szansy na złamanie hańbiącej dla napastnika passy 10 godzin bez bramki, nie udało się z wolnego w 60 minucie, ale powetował to sobie w 76 minucie. Wtedy to właśnie zawiązała się akcja po lewej stronie boiska, piłka trafiła najpierw do Clarka, później do Rowea, który zakręcił dwoma obrońcami i dośrodkował na dalszy słupek, a tam oczywiście znalazł się Myler i wyprowadził zespół na prowadzenie. W końcówce bezradni goście zaczęli łamać kości najpierw Calrkowi, później Duffyemu, a że limit zmian był już dawno wykorzystany to końcówka była niezwykle nerwowa. Na szczęście w dziesiątkę i w dodatku z kulawym Clarkiem udało się dowieźć wynik do końca.

Uraz Duffyego okazał się być na tyle poważny, że wyeliminował go z gry na blisko pół roku, na szczęście Clarke wróci do gry za kilka tygodni. Bez obydwu kontuzjowanych zawodników przyszło nam zmierzyć się w wyjazdowej potyczce z Galway United. Zaczęło się nieciekawie, bowiem już w 8 minucie koszmarny błąd popełnił Long, co umożliwiło Davorenowi wjazd w pole karne i delikatny strzał w przeciwległy róg dał gospodarzom prowadzenie. Kilka cierpkich słów rzuconych w przerwie meczu poskutkowało ogromem akcji z naszej strony. Kiedy wydawało się, że wyrównanie jest tylko i wyłącznie kwestią czasu brutalnego faulu dopuścił się O’Brien i za karę wleciał z boiska. W takiej sytuacji odrobienie strat było niemożliwe.

Pasmo porażek trzeba było przerwać przy okazji najbliższej konfrontacji z Monaghan, jednak obraz gry w pierwszej połowie nie utwierdzał mnie w tym przekonaniu. Nieco ożywienia wniosło wprowadzenie Brenna, ale nawet pomimo jego największych starań nie był wstanie samemu wygrać dla nas tego spotkania. Zwłaszcza, że reszta drużyny spała, a zwłaszcza Ryan, który popełnił fatalny kiks, po którym piłka potoczyła się pod nogi Lee i ten niemal z najbliższej odległości umieścił piłkę w siatce.

Następne w kalendarzu było spotkanie w ramach Pucharu Irlandii z Buncraną. Zaczęliśmy nieco nerwowo i po kilkunastu minutach gry straciliśmy bramkę po doskonale wykonanym rzucie rożnym. Wiedziałem, że najlepiej byłoby przełamać niemoc na nieco słabszym rywalu co z kolei zapewne przeniesie się na dobre nastroje w przyszłych spotkaniach. Nasza dominacja była przytłaczająca i co najważniejsze stosunkowo szybko udało na się ją przekłuć na wynik. Po jednym z dośrodkowań z prawej flanki piłka trafiła w gąszcz zawodników, z których największym sprytem wykazał się Kelly i było już 1-1. Zaledwie kilka minut później do spadającej za plecy obrońców piłki doszedł Breen i potężnym strzałem pod poprzeczkę zagwarantował nam dalszy, pucharowy byt.

Czerwiec zaczynaliśmy od spotkania z czwartą obecnie w tabeli ekipą Dundalk. Scenariusz z kilku ostatnich tygodni powtórzył się także w tym spotkaniu. Szybko dostaliśmy trafienie po solowej akcji Hughesa i długo nie mogliśmy osiągnąć odpowiedniego pułapu. Na szczęście w szeregach mieliśmy piekielnie szybkiego Brenna, który co i rusz urywał się obrońcom gości i po jednej takiej akcji umiejętnie wyciągnął bramkarza z bramki i precyzyjnym strzałem w długi kąt dał nam prowadzenie. Postawiłem wszystko na jedną kartę i nakazałem zespołowi ultraofensywną grę; to zaprocentowało w 87 minucie, kiedy to Andy Myler doszedł do dośrodkowania z lewej flanki i mocnym strzałem z główki pogrążył Dundalk.

Mniej więcej na półmetku rozgrywek trzeba było już uważać, aby w głupi sposób nie stracić punktów i nie stracić tym samym kontaktu z liderem, który odskoczył już na 9 punktów. Tak więc do wyjazdowego spotkania z Kildare County przystępowaliśmy zdeterminowani i podbudowani po ostatniej wygranej. To spotkanie od początku ułożyło się po naszej myśli, a to za sprawą genialnego ostatnimi czasy Brenna, który dał nam prowadzenie po 20 minutach gry. Przez zdecydowaną część spotkania to my dyktowaliśmy warunki, a w drugiej połowie nasze prowadzenie podwyższył Purcell, a trzecią bramkę po odważnym rajdzie dorzucił Myler. Na 5 minut przed końcem spotkania sędzia dopatrzył się jeszcze faulu na Kellym, a że cała sytuacja miała miejsce w polu karnym to wskazał wapno. Jedenastkę pewnie wykonał Myler i tym samym ustalił wynik spotkania na 4-0.

Mecz z Finn Harps był z gatunku science - fiction. Początkowo pomimo ogromnej przewagi rywale skutecznie odpierali nasze ataki, by później zepchnąć nas pod własne pole karne i zakończyć oblężenie trafieniem Walsha. W 76 minucie zdarzyło się coś dziwnego. Muprhy wznawiał grę, która spadła tu ż przed goniącym Mylerem, kozłująca piłka nie dała się opanować ani Mylerowi, ani tym bardziej wychodzącemu bramkarzowi rywali - Cullenowi, który dał się przelobować. Wyszło na to, że bramkę zdobył nasz bramkarz - Murphy! Wszyscy przecierali oczy ze zdumienia… Jak to mogło wpaść? Tak czy inaczej ten incydent ratował dla nas jeden punkt.

Czerwiec kończył się dla nas wyjazdowym spotkaniem z Kilkenny City. Początkowa faza meczu przebiegała pod nasze dyktando, jednak raziła nieskuteczność napastników, którzy seryjnie marnowali dogodne sytuacje. Dopiero z biegiem czasu obudzili się gospodarze, którzy zaczęli wypracowywać sobie sytuacje po śmiałych akcjach z wykorzystaniem skrzydeł. Z czasem tempo gry znacznie spadło i zaczęło wiać nudą. Kibiców z drzemki wyrwał jednak głośny okrzyk Mylera świętującego ustrzelenie bramki, a kilka minut później to samo uczynił Shiels wykorzystując dośrodkowanie z rzutu rożnego, ustalając tym samym stan rywalizacji.

Mniej więcej na półmetku rozgrywek sytuacja w lidze przedstawiała się w sposób następujący:

| Poz | Inf | Zespół | | M | Z | R | P | ZdG | StG | R.B. | Pkt |
| --------------------------------------------------------------------------------------------------------|
| 1. | | Cobh Ramblers | | 16 | 12 | 3 | 1 | 31 | 14 | +17 | 39 |
| --------------------------------------------------------------------------------------------------------|
| 2. | | Shamrock Rovers | | 16 | 9 | 4 | 3 | 19 | 8 | +11 | 31 |
| --------------------------------------------------------------------------------------------------------|
| 3. | | Dundalk | | 17 | 6 | 6 | 5 | 23 | 22 | +1 | 24 |
| --------------------------------------------------------------------------------------------------------|
| 4. | | Monaghan Utd | | 17 | 6 | 4 | 7 | 19 | 17 | +2 | 22 |
| --------------------------------------------------------------------------------------------------------|
| 5. | | Finn Harps | | 16 | 5 | 6 | 5 | 16 | 18 | -2 | 21 |
| --------------------------------------------------------------------------------------------------------|
| 6. | | Limerick | | 17 | 4 | 9 | 4 | 16 | 18 | -2 | 21 |
| --------------------------------------------------------------------------------------------------------|
| 7. | | Galway Utd | | 17 | 5 | 4 | 8 | 16 | 18 | -2 | 19 |
| --------------------------------------------------------------------------------------------------------|
| 8. | | Kildare County | | 16 | 5 | 4 | 7 | 21 | 26 | -5 | 19 |
| --------------------------------------------------------------------------------------------------------|
| 9. | | Athlone Town | | 17 | 3 | 6 | 8 | 17 | 27 | -10 | 15 |
| --------------------------------------------------------------------------------------------------------|
| 10. | | Kilkenny City | | 17 | 1 | 8 | 8 | 15 | 25 | -10 | 11 |
| --------------------------------------------------------------------------------------------------------|
O artykule
Kategoria: Kariery
Podkategoria: FM 2007
Dodano: 27.02.2008

Liczba wyświetleń: 1237

Średnia ocen: 0.00



Komentarze


Z tym materiałem nie są powiązane żadne opinie.



Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany!

© Centrum FM
Mapa serwisu