Gdzie się podziali ci wielcy?
Chciałbym się podzielić z graczami CM4, a przede wszystkim z tą ich częścią, która aktywnie kibicuje klubom w całej Europie swoimi spostrzeżeniami na temat tego, co się dzieje w wielu piłkarskich potęgach już od ładnych kilku sezonów. Nie chcę, by ten krótki artykuł mojego autorstwa stał się czymś w rodzaju lamentacji nad tymi zmierzchłymi gigantami. Ale w obecnej sytuacji nie może on mieć innej wymowy.
Od najmłodszych lat jestem kibicem kilku zespołów zagranicznych, wśród których są takie, którym byłbym w stanie poświęcić niemal wszystko – FC Nantes, AC Parma i FC Barcelona. O ile forma Nantes mnie nie martwi, bo klub jest w fazie ciągłej budowy i o jego sile decydują młodzi zawodnicy, a poziom Ligue 1 jest bardzo wyrównany, o tyle dwa pozostałe mnie więcej niż niepokoją. Zacznę od Włochów.
Od sezonu 98/99, gdy Parma zdobyła UEFA Cup, drużyna podąża śladami kolejnych mistrzów Polski. Jest co roku rozsprzedawana – zaczęło się od Crespo, Chiesy i Verona. Później poszli "w ruch" Buffon, Thuram, Cannavaro; aż w końcu z ekipą pożegnali się najbardziej doświadczeni piłkarze, stanowiący od podporę zespołu: Lamouchi, Di Vaio i wreszcie Mutu. Sukcesywnie pozbawiana filarów drużyna nie wytrzymała w sezonie 01/02, kiedy to prawie zleciała z Serie A. Doszło do tego, że rok temu dostała baty od krakowskiej Wisły 1:4, a wcześniej wymęczyła awans z CSKA Sofia w pucharze UEFA. W zeszłym sezonie drużyna grała na miarę swych umiejętności, z takim składem bowiem ciężko byłoby nawet Milanowi wspiąć się wyżej w tabeli. Wydawało się, że wszystko jest już na dobrej drodze, że drużyna zacznie się na nowo kształtować i za rok, dwa będzie gotowa do podboju Europy. Już widziałem oczami wyobraźni – sezon 2003/4 – półfinał pucharu UEFA i 3 miejsce w Serie A. Sezon 2004/5 – awans do Champions` League, 1/8 finału. Po roku ćwierćfinał i potem stabilizacja, aż w końcu około 2006-2007 roku Liga Mistrzów, finał i zwycięstwo. I nagle krach, marzenia szlag trafił, bo pan prezes Tanzi znów pozbył się najlepszych – odszedł Mutu, odszedł Lamouchi, odszedł Gresko, Brighi, Donati...dalej wymieniać? Nie ma po co, wystarczy wspomnieć kto zajął ich miejsce. Serić, Castellini, Morfeo, Blasi + garstka wychowanków. Mimo to drużyna pokazywała charakter, wygrywała z dużo wyżej notowanymi rywalami i wszystko jeszcze jakoś szło. Aż kilka tygodni temu przyszła wieść o bankructwie właściciela 98% akcji klubu – Parmalatu. Kolejna wyprzedaż: Adriano, Nakata, Morfeo. Z niepokojem śledzę te informacje. Prawda może być jednak dużo gorsza – jeśli nie znajdzie się jakiś "nowy Abramowicz", Parmę po prostu spotka los Fiorentiny! A co gorsza, będzie bez perspektyw na lepszą przyszłość, bo jednak Florencja to miasto o dużo lepszych perspektywach sportowych niż Parma. Momentami człowiek nie wie, czy płakać, czy bić głową w mur...oby Parma awansowała do Champions League, bo to jedyna szansa na uratowanie klubu!
Druga sprawa tyczy się Barcelony. Nie wiem dlaczego, ale nigdy nie lubiłem ich odwiecznego rywala – Realu. Coś mnie od "Królewskich" odpychało i niedawno odkryłem, co to było – klub ze stolicy Katalonii to skarb Hiszpanii. W drużynie drzemie taki potencjał, który uwolniony mógłby zmiażdżyć każdą ekipę na świecie. Ale problem polega na jednym – Barca jest niszczona przez Holendrów. I nie ma tu cienia złośliwości. Oglądając mecz z Realem na jesieni tego roku, aż nie mogłem się powstrzymać od wyzywania Franka Rijkaarda. Bo jak tu nie klnąć na niego, gdy od początku meczu wystawia do gry nic nie potrafiącego zdziałać w obronie van Bronckhorsta, na prawe skrzydło wystawia kompletnie nie nadającego się do tej roli Cocu, a przechodzący kryzys Kluivert biega na prawo i lewo nie mogąc trafić w bramkę, ani stworzyć sobie okazji strzeleckiej? I jaka jest frustracja kibica, gdy widzi, że zmiennik tego drugiego, Ricardo Quaresma, szaleje po prawej flance tak, że Salgado nie zdąży się obejrzeć gdy Portugalczyk jest 10 metrów za nim? Jak ma się rozwijać talent młodego Fernando Navarro, jeśli jego miejsce ciągle zajmuje van Bronckhorst? Ta drużyna potrafi grać naprawdę kapitalne mecze, ale jak ma odzyskać swą chwałę, kiedy parę dni po ograniu Saragossy i Levante, przez głupi błąd Reizigera dostaje na 5` przed końcem meczu gola na 1:1 z przeciętnym Bilbao? Serce się kraje patrząc, jak z tak fantastycznej drużyny trener-nieudacznik robi takie pośmiewisko, jak w meczu z Malagą (ku przypomnieniu: 1:5). Zwłaszcza serce kibica Katalończyków.
Problem nie dotyczy tylko i wyłącznie tych klubów. Pod lupę można by wziąć kilka innych drużyn, z Liverpoolem na czele. Wymienię tu chociażby fatalne postawy w swoich ligach ekip Herthy Berlin, Leeds United czy też naszych rodzimych: Widzewa i Polonii. można by te kluby mnożyć, ale sens tego jest jeden: kiedyś w tygodniku "Piłka Nożna" natrafiłem na tytuł, który doskonale pasuje do całej tej sytuacji: "PARTACZOM DZIĘKUJEMY!"
Niech za te kluby wezmą się porządni działacze, zatrudnią dobrych i znających się na swym fachu trenerów, nie szastają pieniędzmi na prawo i lewo i wreszcie powoli, ale sukcesywnie odbudują ich potęgi. Jeśli to nie będzie spełnione, to kluby te nigdy nie powrócą do dawnej chwały i należnego im miejsca w europejskiej i światowej elicie nigdy nie odzyskają!!! Inaczej cóż.... pozostanie nam – kibicom, tylko i wyłącznie odpalić CMa i w sferze wirtualnej rzeczywistości i marzeń przywrócić im utraconą godność. Ale co będzie, jeśli w świecie realnym te kluby zajdą tak nisko, że nie da się ich wyciągnąć na prostą nawet geniuszom komputerowych systemów taktycznych i politycznych?
Pozostawiając pod rozwagę życzę sobie i innym kibicom takich klubów, jak Barca czy Parma aby tak jak ja nie tracili nadziei – kiedyś będzie lepiej. Musi być lepiej...