Nie jesteś zalogowany! Załóż konto już teraz!

Ewolucja (to) D(a)rwina

Dawno, dawno temu (ok. 4-5 mln. lat) w gorącej Afryce rozpoczął się proces ewolucji człowieka. Jak nas uczono na lekcji geografii, biologii i historii praprzodkiem człowieka był propliopitek, czyli nic innego jak kopalna małpa. Ewolucja trwała dalej, pojawił się kolejno prokonsul, a po nim driopitek, czyli nasz bezpośredni przodek. Wówczas w wyniku przemian geofizycznych na naszej planecie nastąpił podział, wywołany powstaniem rowu tektonicznego. Rów abisyński podzielił Afrykę na wschodnią, gdzie proces ewolucji już ustał i na zachodnią, gdzie życie rozwijało się dalej. Ewolucja to nie tylko przemiany organizmów w celu dostosowania się do odpowiadających warunków. Zmienia się świat i zgodnie z prawem dżungli przeżyją tylko najsilniejsi, czyli ci, którzy najlepiej dostosują się do warunków panujących w danym środowisku. Ewoluuje wszystko: zwierzęta, rośliny, czy broń. W starożytności chlebem powszednim podczas wojen było uzbrojenie w żelazny miecz, a teraz? Co taki Achilles mógłby zdziałać na frontach drugiej wojny światowej, albo średniowieczny hrabia Roland podczas wojny w Iraku?
W dzisiejszym świecie rozrywek elektronicznych również mamy do czynienia z procesem ewolucji. I paradoksalnie czasem pojawiają się również przeszkody owocujące podziałem. Dla fanów menagerów piłkarskich takim ostatnim driopitekiem był Championship Menager 4 2003/2004, na którym skończyła się wspólna ewolucja SI Games i Eidosu. Powstały dwie osobne, ale wywodzące się z serii CM marki. Football Manager dzieła SI, który po „rozwodzie” odziedziczył bazę danych i Championship Manager dzieła Eidosu, któremu pozostawiono prawo do używania tytułu serii.

Ale zacznijmy od początku, czyli sięgnijmy do wspólnych korzeni. Na początku gry z gatunku menagerów piłkarskich nie były atrakcyjne dla mas. Świat elektronicznej rozrywki zdominowany był przez gry, które były majstersztykiem graficznym. W serii Championship tego właśnie brakowało, ale pomimo tego ubytku produkty sygnowane logo Eidosu i SI znalazły tłumy entuzjastów, którzy cenili sobie nie tyle grafikę co możliwość sprawdzenia własnych umiejętności trenerskich w wirtualnym świecie piłkarskim. Podobnie jak nasz praprzodek- propliopitek, pierwszy Manager umiał niewiele, ale dosyć dużo, aby wypracować sobie pozycje w środowisku. Pierwszym menagerem, który odniósł niebywały sukces był CM 2000/2001. Dla nas o tyle ważny, że po raz pierwszy mogliśmy zagrać na naszym krajowym podwórku, a łączna ilość dostępnych lig sięgnęła imponującej, jak na owe czasy, liczby 26. Rozbudowano interakcję z prasą, wprowadzono edytor, pojawiły się dodatkowe informacje ułatwiające nam ocenę możliwości naszego grajka, a nawet sztab szkoleniowy zabierał głos w sprawie poszczególnych zawodników. Jednak nic co piękne nie trwa wiecznie i tak jak skończyła się epoka propliopitka tak samo skończyła się epoka ów Cm-a, który prostych przyczyn powoli odchodził w zapomnienie.

W 1859 r. Karol Darwin przedstawił światu, szokującą, ale jakże prawdziwą teorię powstawania nowych gatunków i ich naturalnej selekcji zgodnie z zasadą „przeżywają tylko najlepsi”. Analogicznie przedstawia się sytuacja na rynku gier komputerowych, a owy CM jest tylko jednym z wielu przykładów. Produkt odszedł w zapomnienie z prostych przyczyn- był nieaktualny, a rzesze rozentuzjazmowanych graczy chciało czegoś nowego, lepszego.

Kolejny rok i ku uciesze fanów serii na półki sklepowe trafia kolejny CM, tym razem opatrzony numerem 2001/2002. Czy proces ewolucji się zatrzymał? Zdecydowanie nie, co można zaobserwować chociażby poprzez wprowadzenie kilku innowacyjnych rozwiązań, które miały służyć nam w podboju piłkarskiego świata. I tak w nowym produkcie pojawiła się możliwość szczegółowego porównywania piłkarzy. Niby banał, ale przy rozterkach z ustalaniem składu, czy transferach, jest to rzecz bez której ciężko jest się obejść. W nowym produkcie można również tworzyć własne notatki odnośnie zawodników, którym np. kontrakt kończy się za miesiąc, a my chcemy takiego grajka pozyskać. Jaki problem? Ustawiany przypomnienie i za miesiąc na naszym „biurku” pojawia się „niewidzialna asystentka” i mówi „Trenejro! Przypominam, że panu XYZ wygasł kontrakt.”. Rozgrywkę ma także ułatwić praca naszego sztabu szkoleniowego, głównie scoutów, którzy mogą teraz być wysłani na przeszpiegi do naszych rywali. Kolejna gra jak nikotyna - wciągała bardzo łatwo i uzależniała na niemalże całe życie.

Nastał rok 2003, który dla przeciętnego pożeracza chleba nie różnił się od innych niczym jak tylko zmianą ostatniej cyfry przy pisaniu rozliczenia z fiskusem. Rok 2003 był przełomowy pod kilkoma względami. W świecie polityki głośnym echem odbił się amerykański atak na Irak, w Iranie trzęsienie ziemi, katastrofa Columbii, a w światku elektronicznym… zupełnie nowy CM 4. „Ewolucja czy rewolucja?- oto jest pytanie”, na które w rzeczywistości jest sobie ciężko odpowiedzieć. Niektórzy twierdzą, że jest to krok wstecz, inni wręcz przeciwnie. Najważniejszym novum, na miarę pojawienia się driopitka, był oczywiście nowy system przedstawiania meczu. Był to zdecydowanie największy i zarazem najśmielszy krok twórców gry. Typowe CM-owe „konserwy” dostały od twórców również prezencik… Stary dobry komentarz, który jak do tej pory był jedynym źródłem informacji o tym co się dzieje na boisku podczas meczu. Ale przejdźmy do rewolucyjnego trybu 2D. Był on niewątpliwie bardzo na miejscu, bo wreszcie o tym jak gra zawodnik nie mówiły nam tylko noty, ale mogliśmy obejrzeć naszych grajków w akcji i sprawdzić jak wykonują nasze polecenia. Należy wspomnieć także o rozbudowanych opcjach taktycznych, które pozwalają na dokładne zestrojenie gry naszych podopiecznych. No i oczywiście trening… Cała masa ćwiczeń, które poprawiają określone atrybuty, do wyboru do koloru. Nic oczywiście nie jest za darmo i oprócz wyżej wymienionych rozwiązań w pakiecie dostajemy także duży bukiet błędów, który psuje ostateczne wrażenie. Powraca zatem pytanie: „Ewolucja czy Rewolucja?”- ja bym to określił mianem punktu wyjścia, zwłaszcza dzisiaj, wiedząc w jaką stronę poszli twórcy gry.

Kolejna i zarazem ostatnia odsłona dzieła ludzi z SI i Eidosu była już znacznie bardziej rozważna niż poprzednia, czysto wariacka gra. Błędy poprawione, baza uaktualniona i kilka ciekawych rozwiązań. Po pierwsze wielki i entuzjastycznie przyjęty powrót edytora bazy danych, wisienka na torcie dla ludzi preferujących dłubanie w bazie danych. Następnie twórcy poprawili nieco zawiły system treningowy - ukłon w stronę mniej dociekliwych graczy, a jako prezencik dla wszystkich wreszcie możemy obserwować postępy naszych grajków na treningach. Nieco mniej entuzjastycznie przyjęty system 2D z poprzedniej wersji przeszedł mały face-lifting, poprawiono nieco silnik meczowy i już kropki biegają jak marzenie. Na deser dostajemy nasze wirtualne „ja”, czyli profil trenerski z kilkoma współczynnikami. Oczywiście w miarę postępu gry te czynniki będą ulegały zmianie, czy to na plus, czy w stronę przeciwną.

Wspólna i udana droga przez życie się skończyła. Wszyscy entuzjaści ceemowego szaleństwa w głowie mieli mętlik. Świat obiegła informacja, gorsza niż rozwód Toma Cruisa i Nicole Kidman, bo rozpadł się jeden z najlepszych i najbardziej trwałych związków w historii gier komputerowych. Panowie z SI i Eidosu zakończyli współpracę i tak skończyła się pewna era, a na horyzoncie pojawiły się Hominidy. Tak jak przed miliardoma laty Afryka została podzielona, tak i seria CM stanęła przed swoim rozłamem w ewolucji.
Tata o dostojnej godności Sports Interactive na nowo próbował ułożyć sobie życie. Za cel obrał sobie kobietę o dziwnie popularnej w świecie gier ksywie „Sega”. I dochowali się dwóch potomków, którzy dopełnili procesu ewolucji. Panowie z SI pozbierali się po rozstaniu, zeszli z drzewa i wyprostowali kości… Tak powstał homo habilis (człowiek wyprostowany), czyli zwiastun nowej serii Football Manager.
Pierwszy z potomków cechował się niezwykłym bogactwem wewnętrznym, piękna buźką i był ogromną kopalnią wiedzy, ale aby nie było przesadnie słodko był flegmatykiem. Ujmując inaczej, FM posiada ogromne ilości danych, o piłkarzach, trenerach, klubach, reszcie sztabu szkoleniowego. To wszystko niestety przekłada się na tempo gry. Przy większej liczbie aktywnych lig należy sięgnąć po grubą lekturę, albo zmniejszyć bazę danych i znaleźć sobie mniej obszerną czytankę. To jest niestety cena jaką trzeba zapłacić chociażby za rozbudowany system transferowy, w którym pojawia się sporo spekulacji obecnych w realnym świecie piłkarskim, konfrontacje medialne z innymi trenerami, czy po prostu pytania od wścibskich dziennikarzy. Telewizja oczywiście napędza całe przedsięwzięcie jakim jest piłka nożna i nie inaczej jest w FM-ie, pojawiają się transmisje w TV z najciekawszych meczy co wiąże się oczywiście z odpowiednim przełożeniem na finanse klubu. W FM 05 mamy comiesięczne i coroczne konkursy na najładniejszego gola co jest ciekawym dodatkiem. Również od strony graficznej całość prezentuje się o wiele bardziej interesująco. Oryginalny FM wyposażony jest w kilka zdjęć zawodników, czy herby klubowe.
Żeby nie było zbyt pięknie, to warto odnotować, że pojawiają się błędy, a sama gra jest ewidentnie za prosta. Bo czy na pewno nasza Wisełka jest w stanie pokonać Inter Mediolan w walce o europejskie puchary? Inna sprawa to plaga kontuzji, która zwykle przychodzi w końcówce roku, najgorsze jest jednak to, że pomimo zmniejszenia obciążeń na treningach nasi zawodnicy i tak miewają sporo takich przypadków. Odnośnie kontuzji jeszcze jedna sprawa: czemu zawodnik z pola, kiedy ma wybity palec u ręki nie może grać w meczu?
Pomimo kilku błędów debiut serii FM można uznać za udany, a nawet można snuć optymistyczne myśli odnośnie następcy z drabinki ewolucji.

W 2006 r. wyszedł kolejny FM, w drabinie ewolucji określany godnym mianem homo habilis. Znów oczywiście do dyspozycji mamy górę klubów, które można wprowadzić na drogę sukcesów. Twórcy znów poszli o krok dalej z przełożeniem naszej pracy na odpowiednie korzyści. Chodzi tu oczywiście o możliwość negocjacji z naszym pracodawcą wysokości wynagrodzenia, czy też kwoty na transfery. Dodano rozmowy w przerwie i po meczu. Z jednej strony jest to dodatkowa motywacja, z drugiej niepotrzebne klikanie myszką… Zdania oczywiście są podzielone. Standartowo poszerzono interakcje na linii media- menager, menager- zawodnicy. Do kolejnych innowacji należy oczywiście zupełnie nowy tryb treningu. Jest to kolejny ukłon twórców w stosunku do nowych graczy, ale jest zdecydowanie bardziej przejrzysty i zrozumiały. Profile piłkarzy poszerzono o informacje na temat pozycji i ulubionych zagrań. W nowym dziecku SI i Segi pojawiły się także profile sędziów i teraz będziemy mogli dowiedzieć się, czy arbiter lubi wlepiać kartki, czy pozwala grać ostro. Z ciekawszych rozwiązań, ale nie do końca udanych, należy wspomnieć o możliwości dokonywania kosmetycznych zmian w taktyce bez zatrzymywania meczu. Brzmi interesująco, ale komputer i tak robi stop, żeby te dane wprowadzić do gry.
Po burzliwym rozwodzie seria Football Manager szybko i w dosyć prosty sposób zjednała sobie rzesze fanów. Wydaje się, że w głównej mierze jest to wynikiem takiej a nie innej decyzji odnośnie podziału dorobku obu firm, które dotychczas współpracowały ze sobą. SI wysnuło pewne wnioski i na dzień dzisiejszy obierają strategię „małych kroków”, a nie „wielkiego skoku w przyszłość”. Dzięki takiej strategii mamy gwarancję, że kolejne posunięcie będzie rozważnym krokiem, a nie świadomym tańczeniem nad przepaścią.

Ale zaraz, przecież Afryka się podzieliła, z jednej strony pojawił się człowiek, a z drugiej gorylowate istoty bardzo kumate. Tylko co z tego skoro nie umieją zaparzyć sobie kawy? O co mi chodzi? Otóż, jak wiemy, obydwie firmy tworzące niegdyś legendarne CM-y postanowiły rozpocząć działalność osobno. W czasie kiedy dzieło SI szturmowało listy sprzedaży z Football Menagerem 2005, w stajni Eidosu i bliżej nieznanego Beautiful Game Studios zapanowała konsternacja. I znowu po bolesnym rozwodzie nastał mariaż, który w konsekwencji miał zaowocować kolejnymi homo habilisami i homo sapiensami. Niestety, przeszkoda okazała się nie do przeskoczenia i kontynuacja serii Championship Manager okazała się kompletnym niewypałem i w pełni zasłużyła sobie na miano gorylowatych.

Jest 18 marca 2005 na pólkach pojawia się CM 5, niby kontynuator i spadkobierca legendarnej serii, ale tylko z nazwy. Już na samym starcie panowie zaliczyli mała wpadkę z terminem, który delikatnie się opóźniał. No, ale w końcu pojawił się na rynku, rzekomo szybszy i faktycznie lżejszy od konkurenta. Lżejszy i szybszy- jest na to wytłumaczenie, mianowicie znacznie uboższa baza danych, czyli mniej statystyk do zmielenia. Trzeba jednak przyznać, że owy CM zaskoczył wszystkich łatwością z jaką wertuje kolejne dane. Niestety wszystko, poza menu głównym gry, jest bardzo zawiłe. Wśród ogromu przycisków trudno znaleźć ten odpowiedni, ale do tego można się przyzwyczaić. Ciężkim szokiem natomiast był zupełnie nowy system 3D, który miał być największym asem w rękawie. W porównaniu ze starym i sprawdzonym systemem 2D jest efektowniejszy, ale nie efektywniejszy. Jest chaotyczny a do tego bardzo nieczytelne kropki zastąpiono pionkami od szachów, a piłkę- żółtą kropką. Problem jest tylko jeden - obserwator nigdy nie wie, gdzie ta piłka w konsekwencji wyląduje, czy w siatce, czy w trybunach. Dodatkowo wyniki po 8-0, 5-0 są chlebem powszednim, a całość spina klamra niedociągnięć w bazie danych.

Seria CM nadal więc dyndała na drzewach, gdy FM był już w pełni wyprostowany, a nawet wiedział co to jest krzemień i do czego służy. Jednak CM kroczył dalej ku ewolucji, a jej pierwszym stadium miał być kolejny produkt tym razem z cyfrą 6. Baza danych, zdecydowanie poszerzona, co niezmiernie cieszy. Lecz już na początku pojawiają się kwiatki w postaci ogromnej ilości błędów nawet na poziomie 1 ligi, nie mówiąc słowem o reprezentacjach. Składy zaktualizowane są na sezon 2005/06, czyli są już w głównej mierze nieaktualne, a edytora brak. Mocnym punktem w rywalizacji z FM-em miał być dopracowany system transferowy, ale i tutaj realizm jest jakby to lekko powiedzieć „skopany”. Jeśli masz odpowiednio dużo kasy, a jesteś trenerem klubu z Pcimia Dolnego - nie wahaj się! Giggs na pewno do Ciebie przejdzie! I jeszcze interakcja na linii: media- klub, której zdecydowanie brakuje, pociesza dobrze rozbudowana interakcja z zawodnikami.

Koniec z tym pesymizmem, teraz ciekawe rozwiązania, a takich znalazłem dwa. Pierwszy to opcje taktyczne, a mówiąc bardziej szczegółowo mamy możliwość ustalenia do którego momentu na boisku zawodnicy mają holować piłkę przy nodze, bardzo pomocne zwłaszcza dla skrzydłowych. Dalej, w ekranie drużyny można skomponować własny tryb wyświetlania zawodników i cechy jakie będą uwzględniane. Niestety nie wszystkie atrybuty, które są dostępne w standardowych trybach można samemu ustalić, a szkoda. Nie bez przyczyny CM dostało plakietkę tego gorszego, zarówno ze strony fanów serii jak i recenzentów wielu stron o tematyce gier komputerowych. Pomimo tego faktu produkt sprzedaje się w szokująco dobrym tempie, co może być efektem tytułu, albo zapowiedzi rewolucyjnych zmian.

Wspólną linię rozwojową SI i Eidosu cechowało jedno - pełna świadomość popełnionych czynów i chęć stania się jeszcze lepszym. Współpraca owocowała bardzo dobrymi produktami, które były bezkonkurencyjne na rynku tego typu gier. Finalny produkt był esencją tego, co każdy fan piłki nożnej oczekiwał od symulatora. Pamiętam jak po raz pierwszy włożyłem płytę z CM-em 00/01 do napędu i na dobrą sprawę nie wiedziałem o co w tym wszystkim chodzi. Jednak po tygodniu odpaliłem po raz kolejny i płyta rzadko opuszczała swoje miejsce w CD. To nie były tygodnie, ale miesiące przed komputerem i niezwykła satysfakcja, której nie jest w stanie dostarczyć nawet takie cacko jak FIFA 200X. Oczywiście zdarzały się wpadki pokroju tej z CM 4, ale stanowiły one punkt wyjścia do dalszych działań i do doskonalenia kolejnych części. Rozwiązanie, które na początku spędzały sen z powiek graczom (choćby system 2D w CM 4) w kolejnych wersjach były już dopracowane, a co za tym idzie bardziej akceptowane przez graczy. Po „rozwodzie” obu ekip palmę pierwszeństwa przejął tytuł Football Menager, który wydaje się być bliższy realizmowi, a także zdecydowanie bardziej dopracowany. Seria CM zaczyna tak naprawdę naukę chodzenia od nowa. Niestety w dwóch przypadkach niektóre błędy zostały powielone, a to nie rokuje dobrze na przyszłość. Przed ekipą Beautiful Game Studios jest jeszcze sporo pracy, żeby dorównać serii Football Manager, która zdecydowanie zebrała wokół siebie większą rzeszę zwolenników.
O artykule
Kategoria: Publicystyka
Dodano: 27.02.2008

Liczba wyświetleń: 713

Średnia ocen: 0.00



Komentarze


Z tym materiałem nie są powiązane żadne opinie.



Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany!

© Centrum FM
Mapa serwisu