Nie jesteś zalogowany! Załóż konto już teraz!

Footballtrip (cz.1)

Od autora: Na samym wstępie chciałbym podkreślić, że to nie będzie zwykłe opowiadanie. Fabuła będzie się pojawiała w małych ilościach, ale za to będziecie mogli cieszyć swoje oko licznymi statystykami. Dodając swoje komentarze, pomagacie mi w kreowaniu nowego stylu w karierze. Stwórzcie ją razem ze mną wymyślając różne nowe kategorie, które mogę osobiście zamieścić. Na dobry początek wybrałem dość ciekawy klub: Bayern Monachium, który niestety nie cieszy się sympatią wielu kibiców na świecie. Dlatego spróbuję to zmienić. Najważniejsze to mieć przyjemność z grania i pisania. Zapraszam do lektury!

Cesarz futbolu – Franz Beckenbauer – powitał mnie z otwartymi ramionami na Allianz Arena w Monachium. Niemal 66 tysięczny obiekt stanowił wizytówkę bawarskiego klubu o ciekawej nazwie Bayern. Zespół jest najbardziej utytułowany w całych Niemczech i dlatego tak bardzo znienawidzony przez wielu kibiców na świecie. Po rezygnacji Ottmara Hitzfelda ze stanowiska trenera pierwszej drużyny, rozpoczęły się energiczne poszukiwania nowego szkoleniowca. Franz kazał zakończyć obserwowanie fachowców, kiedy natrafił na mnie – młodego trenera z papierami, który szkolił piłkarzy Ajaxu Amsterdam. Po sukcesach w Holandii przyszedł czas na zmianę otoczenia i złożyłem podpis pod dwuletnią umową z Bayernem Monachium. Cele były jasne: mam przywrócić drużynie utracony blask, dobrze spisać się w Pucharze UEFA i oczywiście wygrać Bundesligę.

Wszystkie plany już na samym starcie spaliłyby na panewce, gdyby nie głośne transfery dokonane przed moim przyjściem. Miroslav Klose, Luca Toni czy Franck Ribery to piłkarze, którzy mają wznieść klub na wyżyny. Mój skład był niestety niekompletny. Brakowało w zespole dobrego skrzydłowego na prawą flankę, solidnego obrońcy, który mógłby wchodzić z ławki i bramkarza, gdyż Oliver Kahn ogłosił koniec kariery po sezonie. Pieniędzy starczyło mi tylko na pomocnika. Wydałem 16,25 miliona euro na tureckiego piłkarza – Nihata, który do tej pory reprezentował barwy Villarreal. Zawodnik dysponuje niebywałą techniką, dryblingiem i perfekcyjnie wykonuje rzuty wolne. Z kolejnymi transferami musiałem zaczekać do końca sezonu, więc trzeba było sobie radzić z tym co się miało.

Początek pracy nie był dla mnie udany. Już w pierwszym oficjalnym meczu w Pucharze Ligi, przegraliśmy 1:2 z Werderem Bremą. To oznaczało, że pierwsza możliwość zdobycia trofeum przepadła bezpowrotnie. Musieliśmy więc ostro przepracować okres przygotowawczy, żeby nie dać plamy w lidze. I nie daliśmy, co pokazał mecz inauguracyjny z Herthą w Berlinie. Wygrana 4:2 dała wszystkim do zrozumienia, że nas trzeba się po prostu bać. Nasza seria bez porażek utrzymała się przez 18 spotkań. Trafiła kosa na kamień, a dokładniej na Borussię Dortmund. Za to nie mogłem narzekać w Pucharze UEFA. Eliminacje przeszliśmy ekspresowo, a w fazie grupowej nie przegraliśmy ani jednego meczu. Rundę jesienną w lidze skończyliśmy na pierwszym miejscu, co nie było dla nikogo niespodzianką. Musiałem zbroić się na rewanż, ale nie miałem za co, więc zimowe okienko transferowe nie przyniosło nam ani dochodów, ani wydatków.

W 1/16 finału Pucharu UEFA naszym rywalem był obrońca tych rozgrywek – Sevilla. W pierwszym spotkaniu pokonaliśmy ich w stosunku 2:1. Do Hiszpanii leciałem więc obronić ten wynik nie mając nadziei na jakiś pogrom. Zdziwiłem się jednak po kilkunastu minutach patrząc na ambitną grę moich piłkarzy. Już w 18. minucie van Bommel nie dał szans Palopowi strzałem z rzutu wolnego, po którym piłka rykoszetem odbiła się od muru. Gospodarze wiedzieli jednak doskonale, że nadal liczą się w walce o awans, a gol strzelony w Monachium może im dać przepustkę do 1/8 finału. Dlatego minutę później było już 1:1. Navas rozegrał dwójkową akcję z Luisem Fabiano, po której ten drugi skierował futbolówkę do naszej bramki. Brazylijczyk nabrał wiatru w żagle i w 22. minucie dołożył kolejne trafienie. Kibice nie mogli narzekać na emocje. Pełny stadion Ramon Sanchez Pizjuan cieszył się ze zdobycia gola próbując nas przy okazji przestraszyć. Nie było jednak mowy o jakimkolwiek ugięciu się przed Hiszpanami. Lahm po wspaniałym rajdzie lewym skrzydłem zdecydował się na dośrodkowanie w pole karne. Piłka szczęśliwie odbiła się od nadbiegającego obrońcy i spadła pod nogi Demichelisa. Pomocnik strzelił z dystansu, a futbolówka kapitalnie wpadła pod poprzeczkę. Nadzieje Hiszpanów powoli gasły, a w 33. minucie już prawie ich nie było. Ribery zagrał z rzutu rożnego, a Klose przedłużył dośrodkowanie. To spowodowało, że Palop był zdezorientowany i Schweinsteiger mógł go pokonać z najbliższej odległości. Zaczęła mnie boleć głowa patrząc na tempo tego spotkania, jeszcze nie widziałem swojego zespołu w tak morderczej formie. Ręce same składały się do oklasków, moi zawodnicy robili z rywalami co chcieli, traktowali ten mecz jak trening. Zaledwie 5 minut od zdobycia ostatniego gola dołożyliśmy kolejne trafienie. Lahm huknął z dystansu, ale Palop zdołał odbić piłkę przed siebie. I to był jego katastrofalny w skutkach błąd. Nie zauważył, że ze skrzydła nadbiega Klose, który szybko przejął bezpańską futbolówkę i skierował ją do pustej bramki. Sędzia zakończył pierwszą połowę z wynikiem 4:2. Takim rezultatem mógłby się zakończyć cały mecz, ale to był dopiero początek. Czułem, że najlepsze musi dopiero nadejść. Emocje rosły z każdą minutą, atmosfera w sektorze gości wyborna, a hiszpańscy kibice myśleli już o powrocie do domu. Zmiażdżyliśmy Sevillę, która miała 45 minut na pogodzenie się z faktem, że w 1/8 finału już nie zagrają.

Druga połowa spotkanie również zaczęła się po naszej myśli. Ribery zagrał z rzutu rożnego, a Toni, który pojawił się w przerwie na boisku, pokonał bramkarza celną główką. Widziałem rozpacz w oczach trenera hiszpańskiej drużyny, jego bezradność, wyglądał jakby szedł na ścięcie głowy. Wyrok zapadł w 63. minucie, kiedy Luca Toni odebrał rywalowi piłkę i sam pognał przez połowę boiska. Swój kapitalny rajd zakończył celnym strzałem, ale wprost w bramkarza. To jednak go nie ugięło i szybko dobił piłkę, która wpadła tuż obok Palopa. Patrząc na moich piłkarzy, którzy zaczęli sobie odpuszczać ciekawe, ofensywne akcje, myślałem, że wielkie strzelanie już zostało zakończone. Hiszpański bramkarz mógł trochę odetchnąć, ale Klose miał zamiar powiększyć swoją zdobycz bramkową akurat w 90. minucie. Nihat dośrodkował w pole karne, ale piłka po strzale głową Toniego zatrzymała się na Escude. Klose szybko odebrał bezpańską futbolówkę i mocnym strzałem ustalił wynik spotkania. Gdy sędzia gwizdał po raz ostatni, stadion w Sevilli świecił już niemal pustkami. Zostali tylko najwierniejsi kibice, którzy w jakiś sposób chcieli się pożegnać z rozgrywkami UEFA. Za to z sektora gości biła wielka radość. Nie tylko przez to, że awansowaliśmy dalej, ale również dzięki temu, że wygraliśmy aż 7:2 z obrońcą Pucharu UEFA! Nikt nigdy by się nie spodziewał tego, że któraś z drużyn zdoła tak wysoko ograć faworyta do końcowego tryumfu. Zawodnicy zasługiwali na słowa uznania, szczególnie trójka Lahm, Klose i Toni, którzy odwalili tego dnia kawał solidnej roboty.

Data: 18.02.2008
Puchar UEFA, 1/16 finału-rewanż
Stadion: Ramon Sanchez Pizjuan, Sewilla
Widzów: 45 428
Sędzia: Stefano Farina (ITA)
MoM: Miroslav Klose (9) [Bayern]

(ESP) Sevilla – (GER) Bayern Monachium 2:7 (2:4)
[Fabiano 19’, 22’ – van Bommel 18’, Demichelis 27’, Schweinsteiger 33’, Klose 38’, 90’, Toni 51’, 63’]

Następnego dnia obudziłem się z wyśmienitym humorem czytając przy okazji nagłówki niemieckich gazet, które rozpisywały się na nasz temat. Nie było żadnych zastrzeżeń, same pochwały i słowa podziwu. Z miejsca staliśmy się niepodważalnym kandydatem do zwycięstwa w rozgrywkach Pucharu UEFA. Następni rywale już mieli nogi z waty myśląc, że mogą wpaść akurat na nas. Zaragoza, Fiorentina, czy Atletico Madryt nie mogło nas zatrzymać i dlatego w finale znaleźliśmy się z francuskim Olympique Lyon. W ostatnim meczu przeżyłem horror, gdy na początku strzelili nam gola. Dopiero Podolski wykorzystał swoje nieprzeciętne umiejętności, by w 45. minucie wyrównać. Wynik 1:1 utrzymał się do końca meczu, a nawet przez półgodzinną dogrywkę zarządzoną przez sędziego. Doszło w końcu do karnych, które rozpoczęły się od dwóch kapitalnych parad bramkarzy, by skończyć na wyniku 4:2 dla Bayernu! Z dumnie wypiętą piersią wzniosłem to kluczowe w mojej karierze trofeum stając się jednocześnie ulubieńcem bawarskich kibiców.

Walka trwała także na innych frontach. Przygoda z Pucharem Niemiec skończyła się na półfinale, gdy ograł nas Stuttgart w stosunku 2:1. Zarząd miał do mnie małe pretensje, bo liczyli, że zdobędziemy potrójną koronę, ale na marzeniach się skończyło. Natomiast przez ligę przeszliśmy jak burza i już na 4 kolejki przed końcem rozgrywek zapewniliśmy sobie tytuł mistrza Niemiec.

Po skończonym sezonie na wyróżnienie zasługiwał Miroslav Klose, który zdobył w 48 spotkaniach imponującą liczbę 39 goli! Inni napastnicy również zaskakiwali skutecznością, mimo, że końcówkę sezonu grałem z jednym atakującym. Teraz czeka nas pracowity okres przygotowawczy, by równie udanie spisać się w Lidze Mistrzów.

Ważniejsze transfery do klubu:
Nihat (OP PŚ, Villarreal, 28 lat) -> € 16,25 mln
Suma: € 16,25 mln

Ważniejsze transfery z klubu:
Jan Schlaudraff (N, 24 lata) -> Schalke za € 3,9 mln
Suma: € 3,9 mln

Wyniki:
Bundesliga: 1 miejsce (24 zwycięstwa, 6 remisów, 4 porażki, bramki: 71/26; 78 punktów)
Puchar Niemiec: półfinał (porażka z VfB Stuttgart)
Puchar UEFA: finał (wygrana z Lyon)

Osiągnięcia indywidualne:
Najlepszy strzelec: Miroslav Klose – 39 goli
Najlepszy strzelec ligowy: Miroslav Klose – 22 gole
Najwięcej bramek w meczu: Luca Toni – 4 gole w meczu z Frankfurtem (4:0)
Najwięcej asyst: Bastian Schweinsteiger – 17 asyst
Najwyższa średnia ocen: Miroslav Klose – 7,35 w 48 meczach
Najwięcej nagród „piłkarz meczu”: Miroslav Klose – 15
Najgorsza dyscyplina: Martin Demichelis – 10 żółtych kartek/0 czerwonych kartek
Najmłodszy piłkarz: Toni Kroos (18 lat)
Najstarszy piłkarz: Oliver Kahn (39 lat)

Rekordy:
Najwyższe zwycięstwo: 7:2 z Sevillą w Pucharze UEFA, 1/16 finału-rewanż
Najwyższe ligowe zwycięstwo: 4:0 z Frankfurtem
Najwyższa porażka: 1:2 z Werderem
Mecz z największą ilością bramek: 7:2 z Sevillą w Pucharze UEFA, 1/16 finału-rewanż
Mecz z największą ilością bramek w lidze: 4:2 z Herthą Berlin
O artykule
Kategoria: Kariery
Podkategoria: FM 2008
Dodano: 03.05.2008

Liczba wyświetleń: 3924

Średnia ocen: 5.00



Komentarze
kadman
suuuuuuuupeeeeeeeeeer!!!
Jako fan FCB czekam na kolejne części.
A co do nowego stylu, może by tak kilka screenów, a może nagraj kilka filmików z meczy na Fm'ie i załaduj na Youtub'a, a w tekście dasz do nich linki? :)
5 maja 2008 14:17
Adidas66
króóóóóóóóóóótko!!!
Postaraj się poświęcić każdemu spotkaniu przynajmniej jedno zdanie, bo sformułowanie "nasza seria bez porażek utrzymała się przez 18 spotkań" nie pozwala czytelnikowi wczuć się w klimat, nie ma tej więzi między bohaterem a czytelnikiem. A screeny też by sie przydały np. umiejętności Nihata, tabela, skład, mecz z 7:2, to uatrakcyjnia opowiadanie.
6 maja 2008 8:10
Lukaszp
Jeśli dobrze rozszyfrowuję zamierzenia autora to ta część stanowi raczej prolog do właściwej kariery. Taki zabieg jest bardzo często stosowany, kiedy dopiero po rozegraniu całego sezonu zdecydujemy się na podjęcie opowiadania.
6 maja 2008 15:22
Michał
No nieeee, bayern : |
6 maja 2008 15:23
diego44
Łukaszp dobrze mnie rozszyfrował. Drugi sezon przyniesie ze sobą wiele screenów, więcej opisów spotkań oraz może jakieś filmiki. Michał: tytuł jasno mówi, że na Bayern'ie się nie skończy, więc nie trać nadziei ;)
6 maja 2008 18:04


 


Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany!

© Centrum FM
Mapa serwisu