"The Exiles" - Newport County AFC cz.1
2004/2005
Dzień 10 lipca 2004 roku zapamiętam do końca życia. Tego właśnie dnia złożyłem swój podpis pod umową o pracę i tym samym zostałem nowym menedżerem drużyny z miasta na południu Walii – Newport. Klub o przydomku „The Exiles” (Uchodźcy) rozgrywki sezonu 2004/2005 miał rozpocząć w nowo utworzonej Conference South. Do dziś tak naprawdę nie wiem dlaczego to właśnie ja, zupełnie nieznany, młody, niedoświadczony menedżer z Polski, dostałem tę pracę, ale cóż, może po prostu los się do mnie uśmiechnął, dał mi szansę, której nie miałem zamiaru zmarnować.
Nazajutrz zostałem oficjalnie przedstawiony jako nowy menedżer. Lokalna prasa nie ukrywała zdziwienia moją nominacją, twierdząc, że będę musiał udowodnić, że posiadam odpowiednie umiejętności. Przy okazji prezes klubu, Chris Blight, przedstawił oczekiwania zarządu wobec drużyny na nadchodzący sezon. Interesowało ich miejsce w górnej połówce tabeli.
Od razu po konferencji udałem się na trening, aby zapoznać się z, jak to się nieładnie określa, ‘materiałem ludzkim’ jakim będę dysponował. Gdy dotarłem na miejsce zawodnicy, w liczbie 18, właśnie przeprowadzali rozgrzewkę pod okiem asystenta - Glyna Jonesa. Przedstawiłem się drużynie. Krótko powiedziałem jakie są cele oraz moje oczekiwania w stosunku do piłkarzy. Przekazałem im, że preferuję grę ofensywną, szybką, kombinacyjną, ale nie zaniedbując defensywy. Następnie zaordynowałem kilka ćwiczeń oraz gierkę wewnątrz drużynową aby móc, choćby pobieżnie, ocenić umiejętności poszczególnych ‘grajków’. Po tym kazałem asystentowi kontynuować trening, a sam udałem się do mojego biura, gdzie już czekały na mnie notatki asystenta na temat poszczególnych zawodników, a także wyniki testów ich sprawnościowych. Na ich podstawie mogłem stwierdzić przydatność każdego piłkarza do drużyny. A oto jak wyglądała kadra (przy każdym nazwisku krótki komentarz):
Bramkarze:
Roger Freestone (ur. 1968) – doświadczony golkiper z przyzwoitymi umiejętnościami;
Obrońcy:
Kevin Aherne-Evans (SW/D RC, 1981) – wszechstronny obrońca, podstawowy skład;
Neil Passmore (D R, 1985) – młody, nieźle rokujący obrońca, na razie ława;
Lloyd Stone (D R, 1985) – młody, przeciętny, raczej nic z niego nie będzie;
Lee Phillips (D RC, 1979) – świetna gra głową, lider obrony;
Darren Jones (D RC, 1983) – silny, dobry obrońca, pierwsza jedenastka;
Scott Morgan (D LC, 1975, Anglik) – solidny obrońca, dobry egzekutor rzutów karnych;
Gethyn Jones (D C, 1984) – młody, dobrze rokujący obrońca;
Andy Thomas (D C 1982) – rezerwowy, raczej małe szanse na grę;
Pomocnicy:
Nathan Davies (DM C, 1982) – typ walczaka, dobry fizycznie;
Ashley Williams (M L, 1986) – młody, dość przeciętny, niezłe podanie oraz kreatywność;
Jason Bowen (AM RC, 1972) – doświadczony, z reprezentacyjnym stażem, powinien być liderem drugiej linii;
Jonathan Coates (AM L, 1975) – dobry skrzydłowy z niezłym dryblingiem;
Napastnicy:
Jamie Moralee (AM/F C, 1971, Anglik) – doświadczony, jeden z liderów drużyny;
Sam O’Sullivan (S C, 1986) – bardzo dobrze zapowiadający się zawodnik;
John Phillips (S C, 1985) – całkiem niezły, młody, dobre uzupełnienie składu;
Carl Wilson-Denis (S C, 1983, Anglik) – dość przeciętny, ale ma jeszcze czas się rozwinąć;
Abdi Ahmed (S C, 1986) – wypożyczony z Man Utd, przeciętniak.
Jak widać z powyższego obrona i atak przedstawiają się całkiem nieźle, natomiast linia środkowa wymaga poważnych wzmocnień, jak również bramka, gdzie nie ma nawet rezerwowego!
Następnie rzuciłem okiem na sytuację finansową klubu. Nie była tak źle. Co prawda nie było żadnych pieniędzy na transfery, ale za to całkiem spory budżet był przeznaczony na wypłaty dla zawodników. Niemniej jednak zadecydowałem o zwróceniu Ahmeda do Manchesteru oraz rozpocząłem renegocjacje umów najlepiej opłacanych piłkarzy. Zacząłem się zastanawiać nad umieszczeniem na liście transferowej Thomasa i Stone’a, ale postanowiłem, że przez okres przygotowawczy jeszcze im się przyjrzę i dopiero wtedy podejmę ostateczną decyzję.
W dalszej kolejności rozpocząłem uzupełnianie sztabu szkoleniowego, w tym celu zamieściłem ogłoszenia. Potrzebni mi byli trenerzy, skauci, drugi fizjoterapeuta oraz asystent z prawdziwego zdarzenia. Dopiero wtedy mogłem się całkowicie poświęcić szukaniu wzmocnień. Ponieważ klub nie posiadał drużyny rezerw (jak każda inna drużyna na tym poziomie rozgrywkowym, rezerwy i ich rozgrywki przysługują dopiero od Conference) postanowiłem, że kadra będzie liczyć około 20 zawodników, w tym co najmniej dwóch bramkarzy. Jako, że na transfery nie było pieniędzy trzeba było się rozejrzeć się za zawodnikami bądź z własną kartą, bądź takimi, których kluby zgodziłyby się oddać za darmo. W grę wchodziły jeszcze wypożyczenia, ale tylko takie, gdzie pensję zawodnika pokrywałby jego dotychczasowy klub. Pierwszą rzeczą, którą zrobiłem w kierunku wzmocnień było przejrzenie listy transferowej. Interesowali mnie tylko zawodnicy, którzy chcieliby grać w Newport. Tymczasem rozegraliśmy pierwszy mecz towarzyski. Przeciwnikiem było Grimsby, a wynik 2-4 jest tyle oddający różnicę klas, co nie do końca zasłużony. Graliśmy całkiem dobrze, choć w końcówce górę wzięło doświadczenie i większe umiejętności przyjezdnych. Bramki zdobyli dla nas Morgan, z karnego, oraz Moralee.
Trzy dni później mecz z Ipswich, który ściągnął na trybuny prawie komplet widzów. Porażka 0-2, ale po niezłej grze, zwłaszcza Coatesa i Daviesa. Przed następnym meczem, 16 lipca, udało mi się pozyskać za darmo Weymouth doświadczonego ofensywnego pomocnika, bądź napastnika Lee Charles’a (AM/F RLC, 1971, Anglik) oraz do końca sezonu bezpłatnie wypożyczyć z Gravesend wszechstronnego pomocnika Andy’ego Drury’ego (AM RLC, 1980, Anglik). Obaj zagrali w następnym, wyjazdowym spotkaniu z Chelmsford, rozegranym 18 lipca. Przegraliśmy 0-1, choć najbardziej sprawiedliwy byłby remis. Zawiodło wykończenie akcji, nie zawiedli natomiast ponownie Coates i Davies. Cztery dni później kolejny raz stadion zapełnił się po brzegi, tym razem za sprawą Derby. Nikła porażka 0-1 to zasługa głównie Freestone’a oraz Coatesa i Bowena. Jednak indolencja strzelecka zaczynała mnie martwić. Trochę lepiej było w następnym spotkaniu, które rozegraliśmy 26 lipca z Chesterfield. Wynik 2-3, bramki zdobyli Morgan, znowu z karnego, oraz O’Sullivan. Trzy dni później zagraliśmy najgorsze spotkanie ze wszystkich dotychczasowych. Przeciwnikiem było Dag & Red. Gra była wyrównana, obie drużyny stwarzały szanse, ale strzelali tylko goście. Skończyło się 0-2. Ostatnie spotkanie przedsezonowe również przyciągnęło kibiców. Po raz kolejny graliśmy z drużyną z Championship – Watfordem. Gra momentami była naprawdę dobra, udało się strzelić bramkę, jej autorem John Phillips, ale po raz siódmy w siódmym spotkaniu schodziliśmy pokonani, tym razem 1-2. Z jednej strony przegraliśmy wszystko, strzeliliśmy tylko 5 bramek w 7 meczach, ale z drugiej w większości przypadków graliśmy z naprawdę dobrymi ekipami, nie graliśmy źle, podejmowaliśmy walkę, zdobywaliśmy doświadczenie, a przede wszystkim zgrywaliśmy się. Poza tym, lepiej przegrywać teraz niż w lidze.
W trakcie okresu przygotowawczego sztab szkoleniowy powiększył się o dwóch skautów Davida Jarretta i Roba Campkina, którzy zostali wysłani w świat w poszukiwaniu ciekawych piłkarzy oraz dwóch trenerów Johna Rudkina i Kevina Moore’a. Przed rozgrywkami ligowymi wpadłem jeszcze do Cardiff, w końcu to nie daleko, na mecz o Community Shield. Manchester United pokonał Arsenal 2-1, kontrolując przez większość czasu spotkanie, choć końcówka była dość nerwowa. Jeszcze przed pierwszym meczem ligowym pozyskałem młodego prawoskrzydłowego. Phillip Gilder (AM R, 1987, Anglik) został wyszukany przez Davida Jarretta i po krótkich testach został ostatecznie zawodnikiem Newport.
Pierwszy mój oficjalny mecz jako szkoleniowca Newport County odbył się 14 sierpnia na Newport Stadium, a przeciwnikiem było Lewes. Parę dni przed spotkaniem ze składu wypadł Passmore, ale nie miało to żadnego wpływu na jedenastkę, która rozpoczęła to spotkanie: Freestone (c) – D.Jones, Morgan, L.Phillips, Aherne-Evans – Drury, Coates, Davies, Bowen – Moralee, O’Sullivan. Na ławce zasiedli Gilder, Charles, G.Jones, Wilson-Denis oraz Williams, co oznaczało, że nie miałem rezerwowego bramkarza, w związku z czym miałem nadzieję, że nic się Freestone’owi nie przytrafi. Mecz zaczął się świetnie dla nas, bo już w 6 minucie prowadziliśmy 1-0, a bramka padła w bardzo kuriozalnych okolicznościach. Otóż Bankole, bramkarz Lewes, wykonjąc rzut wolny pośredni trafił piłką w Jamiego Moralee stojącego ponad 40 metrów od bramki. Piłka odbiła się od Moralee i wpadła do siatki. Dwadzieścia minut później mogła paść dokładnie taka sama bramka, ale piłka trafiła w słupek. Jednak 3 minuty później Moralee był faulowany w polu karnym, a karnego na bramkę pewnym strzałem w prawy róg zamienił Morgan. Tuż po przerwie doskonałe dośrodkowanie Coatesa i Moralee z najbliższej odległości pakuje piłkę do siatki. Pięć minut później Morgan mógł strzelić swoją drugą bramkę, ale tym razem jego strzał z wapna obronił Bankole. Skończyło się na 3-0, a mogło i powinno być dużo wyżej. Chłopaki grali naprawdę świetnie, doskonale realizowali założenia taktyczne, praktycznie nie dopuszczali przeciwników pod naszą bramkę. Na największą pochwałę, obok strzelca dwóch bramek Moralee’ego, zasłużył Coates, który mijał na skrzydle przeciwników jak tyczki. A tuż po meczu czekała mnie jeszcze jedna dobra wiadomość, otóż kontrakt z klubem podpisał Johan Olofsson (GK, 1988, Szwed), młody bramkarz drużyny Teg, którego wyszperał Rob Campkin, i którego za kilka piłek sprowadziliśmy do klubu.
Drugi mecz ligowy również graliśmy u siebie. Odbył się on trzy dni po inauguracji sezonu. Przeciwnikiem było St.Albans. Sam mecz był bardzo wyrównany, choć to my częściej posiadaliśmy inicjatywę, ale „Święci” dobrze się bronili. Jedyną bramkę zdobył tuż przed przerwą, po podaniu Coatesa i pięknym, kilkudziesięciometrowym rajdzie zakończonym „podcinką”, Bowen.
Trzecie spotkanie i pierwszy raz o punkty musieliśmy walczyć poza domem. Mecz z Sutton zaczął się dla nas świetnie, bo już w 3. minucie bramkę zdobył Moralee. Pierwszy raz z podstawowym składzie zagrał Wilson-Denis, i to jak zagrał. W 11. minucie podwyższył na 2-0, a w 57. i 86. dołożył jeszcze dwa trafienia i skompletował hat-trick. Gospodarzom udało się dwa razy pokonać Freestone’a i mecz zakończył się wynikiem 4-2 dla nas. Wobec innych wyników tej kolejki z kompletem punktów wskoczyliśmy na pierwsze miejsce w tabeli! Tydzień później kolejny wyjazd, tym razem do Weymouth. Świetna gra, zwłaszcza w ataku i wynik końcowy 4-2 dla nas i kolejne 3 punkty na koncie.
Po dwóch tygodniach przerwy na mecze reprezentacyjne wróciliśmy do szarej ligowej rzeczywistości meczem u siebie Hornchurch, jednym z faworytów do awansu. Kilka dni przed meczem na treningu kontuzji doznał Lee Phillips, którego w podstawowym składzie zastąpił Gethyn Jones. Mecz przebiegał pod nasze dyktando, aczkolwiek goście również stwarzali groźne sytuacje pod naszą bramką. Na ich nieszczęście klasą sam dla siebie był tego dnia Coates, który równą, wysoką formę utrzymywał od początku rozgrywek. Jego dwie akcje oskrzydlające i bramki Wilsona-Denisa oraz O’Sullivana pieczętują nasze zwycięstwo. Rzut oka na tabelę, jesteśmy pierwsi z... pięcioma punktami przewagi nad drugą drużyną! Wspaniały początek sezonu!
Przed kolejnym meczem z Thurrock (18.09, wyjazd) dokonałem dwóch korekt w składzie. W miejsce Drury’ego i Daviesa wskoczyli dobrze spisujący się na treningach Charles i Andrew Wright (DM C, 1985, Anglik), którego pozyskałem z wolnego transferu przed meczem z Sutton. Niestety, okazało się, że był to wielki błąd. Obaj grali słabo, dlatego już w przerwie Gilder dostał szansę zmieniając Charlesa. On to okazał się czarnym koniem, gdyż to po jego dośrodkowaniu w 58. minucie bramkę zdobył Moralee. Niestety, nie dane nam było dowieźć tego wyniku do końca. Kilka minut przed końcem spotkania prostopadłe podanie z głębi pola, dobrze grający Gethyn Jones zostaje z tyłu łamiąc linię spalonego, i napastnik gospodarzy wychodzi sam na sam i nie daje najmniejszych szans naszemu golkiperowi.
Kolejny mecz, z Eastbourne, zaczął się świetnie. Po 10 minutach prowadziliśmy 2-0. Najpierw w 3 minucie prowadzenie uzyskał Wilson-Denis po podaniu Moralee, który 5 minut później był faulowany w polu karnym, a „jedenastkę” na bramkę zamienił Morgan. Osiemnasta minuta to świetna akcja Coatesa lewą stroną, dośrodkowanie i piłkę z 3 metrów w siatce umieszcza Bowen. W 26. minucie prostopadłe podanie Daviesa i Moralee podwyższa na 4-0. Trzy minuty po rozpoczęciu drugiej odsłony na listę strzelców wpisuję Coates, asystę ponownie zalicza Moralee, a w 65. minucie po dośrodkowaniu Bowena z rzutu rożnego piękną główką w samo okienko popisuje się Aherne-Evans. Wynik końcowy 6-0! Nawet ja nie myślałem, że będzie aż tak łatwo. Nie trudno się domyślić, że po takim spotkaniu cały zarząd był wniebowzięty. Po meczu pochwaliłem za dotychczasowe występy Coatesa, co oczywiście zostało docenione przez fanów.
Już trzy dni później gościliśmy w Weston-super-Mare. Mecz był niezwykle ciężki i wyrównany. Dość powiedzieć, że do przerwy gospodarze prowadzili 1-0, a my praktycznie byliśmy niewidoczni. Dopiero w 68. minucie Wilson-Denis zdobył wyrównującą bramkę wpychając piłkę do pustej bramki z najbliższej odległości. Prawdę mówiąc z przebiegu meczu byłbym zadowolony nawet z remisu, ale niezawodny duet Coates – Moralee w doliczonym czasie gry przesądził o naszym zwycięstwie. Może i nie zasłużyliśmy na nie, ale przecież piłka nożna nie jest grą sprawiedliwą.
Drugiego października rozgrywaliśmy mecz w drugiej rundzie eliminacyjnej Pucharu Anglii. Naszym przeciwnikiem była drużyna Chippenham. W meczu dałem zagrać w dużej mierze rezerwowym, choć było to dość ryzykowne, bo nigdy nie wiadomo na co drużyny pokroju naszych przeciwników stać. Jednak obawy okazały się bezpodstawne, gdyż końcowy rezultat to 5-1 dla nas. Jeszcze przed spotkaniem napłynęła do nas oferta kupna Lloyda Stone’a. Nie mogłem uwierzyć, że ktoś na tyle głupi i chce za niego zapłacić, więc bez zawahania wydałem zgodę na transfer, który doszedł do skutku następnego dnia po spotkaniu. Stone zasilił Salisbury a nasze konto zasiliło 1000 funtów.
Następne dwa tygodnie minęły pod znakiem treningów oraz meczów międzypaństwowych, na które, w kategorii U-19, zostali powołani Olofsson (Szwecja) oraz O’Sullivan i Gethyn Jones (obaj Walia). Byłem z nich niezmiernie dumny, zwłaszcza, że wszyscy trzej są podstawowymi zawodnikami swych reprezentacji. Niestety mecze eliminacyjne do MME zbiegły się w czasie z meczem 3. rundy kwalifikacyjne Pucharu Anglii, tak więc w spotkaniu z Lancaster nie mogłem z nich skorzystać. Był to typowy mecz walki (lubię to określenie), sędzia pokazał nam aż 5 żółtych kartek, jednak to my wyszliśmy zwycięsko z niego. Tuż przed przerwą Morgan z karnego oraz zmiennik Andy Thomas zapewnili nam awans do czwartej rundy eliminacyjnej.
Trzy dni później na mecz ligowy do Newport zawitała ekipa Havant & Waterlooville. Pomimo dobrej gry ponieśliśmy pierwszą porażkę w tym sezonie. Porażkę tym bardziej bolesną, że przed własną publicznością. Wynik końcowy 2-4. Bramki Bowena i niezawodnego egzekutora „jedenastek” Morgana okazały się niewystarczające, zwłaszcza wobec kiepskiej postawy Freestone’a. Jednakże okazja do podniesienia się nadarzyła się cztery dni później. Mecz wyjazdowy z Bognor Regis wygraliśmy 2-0 dzięki dobrej postawie całego zespołu, a zwłaszcza strzelców bramek Bowena i Moralee. Nawet niezauważalny był brak na lewej stronie Morgana, który musiał pauzować z powodu kartek.
Tydzień później odbywały się mecze czwartej rundy eliminacyjnej Pucharu Anglii. Przed meczem z Dover powiedziałbym, że będzie to łatwe zwycięstwo, ale nic bardziej mylnego. Tylko remis 1-1 przed własną publicznością, pomimo gry w prawie najsilniejszym składzie, to stanowczo słaby wynik. Co gorsza zmuszeni byliśmy rozgrywać powtórkę trzy dni później. Na szczęście tym razem udało się przypieczętować awans, choć nie było łatwo. Bramka z rzutu wolnego Gethyna Jonesa oraz trafienie niezawodnego Moralee (również zdobył bramkę 3 dni wcześniej) pozwoliły odnieść zwycięstwo 2-1 i awansować do Pierwszej Rundy Pucharu Anglii..
Trzy dni po wycieczce do Dover czekał nas kolejny pucharowy wyjazd. W ramach 1. rundy FA Trophy gościliśmy w Eastleigh. Ponownie w bramce szansę dostał Olofsson, a poza tym sami najlepsi. Wynik otworzył w 24. minucie ładnym strzałem z przed szesnastki Davies i do szatni schodziliśmy z jednobramkowym prowadzeniem. Niestety po przerwie padło wyrównanie, po którym to dosłownie założyliśmy hokejowy zamek na gospodarzy. Pękli dopiero na minutę przed końcem, kiedy to rezerwowy John Phillips posłał piłkę do siatki. Ostatecznie wygraliśmy 2-1, ale zacząłem naprawdę się martwić formą piłkarzy. Miałem wrażenie, że przechodzimy kryzys, ale przecież on nie wziął się znikąd. Doszedłem do wniosku, że mecze co 3 dni oraz intensywne treningi aplikowane piłkarzom to za wiele, dlatego też postanowiłem trochę złagodzić treningi, aby piłkarze mogli odzyskać świeżość. Jednak na jakiekolwiek efekty musieliśmy poczekać dłużej niż 3 dni, które dzieliły nas od kolejnego spotkania. Na stadionie w Newport starliśmy się Basingstoke, drużyną z czołówki. Mecz był wyrównany, obie drużyny stwarzały sytuacje, w związku z czym remis 2-2 był sprawiedliwy. Świetnie zagrała pomoc na czele z Bowenem i Coatesem, którzy wpisali się na listę strzelców. Na przeciwnym biegunie Freestone, który zalicza słaby występ.
Cztery dni później rozgrywaliśmy mecz Pierwszej Rundy Pucharu Anglii. Przeciwnikiem naszym było Blackpool, drużyna środka tabeli League One. Wszystkie przedmeczowe analizy i typy jednoznacznie wskazywały gości jako zwycięzców. Jednak piękno piłki polega na jej nieprzewidywalności. Zagraliśmy bardziej asekurancko niż zwykle, co nie znaczy, że defensywnie. Po świetnej grze całego zespołu, uwieńczonej bramką zdobytą w doliczonym czasie pierwszej połowy przez Bowena, wygraliśmy 1-0 i awansowaliśmy dalej. Po meczu na szczególne słowa uznania zasłużył Aherne-Evans, który wygrywał praktycznie wszystkie pojedynki główkowe z napastnikami drużyny przyjezdnej. Poza tym od dłuższego czasu był w dobrej formie, więc zdecydowałem się publicznie po meczu pochwalić go za grę w kilku ostatnich tygodniach.
Cztery dni później wyjazd do Welling w ramach rozgrywek ligowych. Zwycięstwo 3-1 po bramkach Aherne-Evansa, Moralee i Darrena Jonesa, a przede wszystkim fantastycznej grze kapitana, Rogera Freestone’a, który powtórzył świetny występ trzy dni później w meczu z Redbridge, który również graliśmy na wyjeździe. Odniesione w końcówce zwycięstwo 3-2 (bramka wyrównująca w 85, a zwycięska w doliczonym czasie) było bardzo szczęśliwe, ale pokazało, że drużyna walczy do końca o 3 punkty, nawet w sytuacji, gdy inni z jednego punktu byliby zadowoleni. Warto wspomnieć, że z Redbridge przebudził się Wilson-Denis, autor dwóch bramek, który poprzedni raz trafił do bramki rywali prawie 2 miesiące temu. W następnym spotkaniu spisał się jednak dwa razy lepiej. Strzelił 4 bramki, czym walnie przyczynił się do pewnego i okazałego zwycięstwa 4-1. Niestety ciągłe rozgrywanie meczów co 3 dni spowodowało, że piłkarze byli przemęczeni, dlatego starałem się tak balansować składem, aby ci najważniejsi byli wypoczęci na najważniejsze mecze, do których bez wątpienia nie należała potyczka w FA Trophy z Hitchin. Może gdyby, w efekcie dwóch żółtych kartek, nie został usunięty z boiska Aherne-Evans meczy wyglądałby inaczej, a tak tylko 1-1 i to szczęśliwie uratowane na kilka minut przed końcem po fantastycznej akcji Coatesa, ale wobec remisu za 3 dni czekała na powtórka. Powtórka była jeszcze bardziej zacięta. Do 90 minuty utrzymywał się remis 2-2, ale rzutem na taśmę udało nam się zwyciężyć. Daleki, celny wykop Olofssona, piłkę przejął O’Sullivan, minął obrońcę i mocnym uderzeniem nie dał szans golkiperowi gości. Bardzo szczęśliwe zwycięstwo. Wypada jeszcze wspomnieć, że tuż po pierwszym spotkaniu z Hitchin skład wzmocnił Dean Barrick (D/DM L, 1969, Anglik) zwolniony parę dni wcześniej z ... gdzie pełnił funkcję grającego menedżera. Podpisał kontrakt do końca sezonu i nawet zaliczył występ w drugim spotkaniu z Hitchin. Niewątpliwie przyda nam się zmiennik na pozycję lewego obrońcy.
Przed meczem drugiej rundy FA Cup specjalnie motywowałem chłopaków, mówiąc im, że skoro pokonalismy Blackpool, to i Rochdale możemy pokonać, a to, że gramy na wyjeździe to nasz atut, bo gospodarze grają pod presją, żeby wygrać z półamatorskim klubem z VI ligi. Niestety motywacja to jedno, a różnica umiejętności to drugie. Przegraliśmy zupełnie zasłużenie 0-3 po bardzo słabej grzej. Ale to i dobrze, bo po pierwsze kubeł zimnej wody się przydał, bo niektórzy zaczynali myśleć, że są naprawdę wielcy, a po drugie to teraz została tylko liga i FA Trophy.
Kolejny mecz ligowy z Margate graliśmy na wyjeździe. Do przerwy 0-1, ale po przerwie świetne dwie akcje i Moralee i Bowen wyciągnęli nas na 2-1. Co z tego, kiedy w końcówce pozwoliliśmy się dogonić? Ale uczciwie trzeba przyznać, że remis był sprawiedliwym wynikiem. Tyle tylko, że Hornchurch wygrało, w efekcie czego spadliśmy na drugą pozycję i traciliśmy 2 punkty do lidera. Trzy dni później nastroje nam nieco poprawiło okazałe zwycięstwo na własnym boisku z Bishop’s Stortford, które zresztą zapowiedziałem przed meczem. Koncertowa gra całego zespołu, a zwłaszcza dwie bramki stopera Lee Phillipsa. Podbudowani wygraną cztery dni później udaliśmy się do Dorchester. Mecz pełen napięcia, prawdziwa huśtawka nastojów. Prowadzenie zmieniało się jak w kalejdoskopie. Nieszczęśliwie dla nas najpierw sędzia podyktował dwa karne z kapelusza dla gospodarzy, potem za 2 żółte kartki wyleciał Wright, ale dzięki Wilsonowi-Denisowi oraz samobójczemu trafieniu Legga do przerwy było 2-2. Po przerwie karny dla nas (też dość wątpliwy), lecz Barrick przestrzelił. Zrehabilitował się dwie minuty później wspaniale dogrywając do O’Sullivana, ale na kilka minut przed końcem padło wyrównanie. Wynik 3-3, mecz, w którym nie brakowało niczego, ale my nie byliśmy zadowoleni, bo straciliśmy kolejne 2 punkty. Trzy dni potem mecz u siebie z Carshalton. Całkiem dobra gra, i choć do przerwy przegrywaliśmy, to ostatecznie odnieśliśmy zwycięstwo. W meczu miała miejsce jedna nietypowa rzecz. Otóż, kierownik drużyny pomylił się wypisując zmianę i na boisko zamiast Passmore’a wszedł Olofsson, który zajął pozycję prawego obrońcy. Trochę to śmieszne, ale Olofssonowi nie bardzo się spodobało, że musiał grać w polu. Dlatego następny mecz z Maidenhead, niejako w nagrodę, rozpoczął w wyjściowym składzie, na nominalnej pozycji, czyli bramkarza. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że znowu w końcówce straciliśmy bramkę. Choć prowadziliśmy od 18 minuty po trafieniu sprowadzonego z Aston Villi Stephena Cooke’a (AM RLC, 1983, Anglik), który dołączył do nas na zasadzie wypożyczenia na 3 miesiące, ostateczny wynik brzmiał 1-1. Ten regres formy, a zwłaszcza braki koncentracji w końcówkach zaczęły mnie poważnie niepokoić.
Przed końcem roku rozegraliśmy jeszcze dwa spotkania. W drugi dzień Świąt podejmowaliśmy Grays. Mecz zakończył się trochę nietypowym wynikiem 5-2, a hat-tricka ustrzelił Wilson-Denis. Dwa dni później wyjazdowe, pewne, zwycięstwo z Cambridge City 3-0, i znów w roli głównej czarnoskóry napastnik, strzelec dwóch bramek.
Wraz z początkiem nowego roku rozpoczęła się runda rewanżowa. Jest to dość umowne określenie, bo normalnym jest, że w Anglii mecze są przekładane i tak naprawdę jedyne co jest pewne to dzień rozpoczęcia i zakończenia rozgrywek. Niemniej jednak, akurat do 31.12 rozegraliśmy 21 spotkań, po jednym z każdym z naszych ligowych przeciwników.
Nowy Rok rozpoczęliśmy od remisu 1-1 na wyjeździe z St.Albans (gol będącego w świetnej formie Wilsona-Denisa), a dwa dni później zwyciężyliśmy, również poza własnym stadionem Lewes 1-0 (bramka Darrena Jonesa). Dwa następne mecze graliśmy u siebie i o ile z remisu z Weymouth (wyrównanie w 90. minucie) możemy być zadowoleni, to z porażki 0-2 z Sutton Utd już nie bardzo. 15. stycznia odpadliśmy z FA Trophy po porażce (znowu przed własną publicznością) ze Scarborough 0-1. Na nieszczęście polegliśmy również w meczu na szczycie. Hornchurch okazali się lepsi i na własnym stadionie zwyciężyli 3-1, a nasza strata do nich zaczęła się powiększać. Na szczęście ta porażka podziałała jak zimny prysznic i kolejnych 5 spotkań to same zwycięstwa. Po kolei odprawialiśmy z kwitkiem: Thurrock (H) i Eastbourne Boro (A) po 3-0, Weston-super-Mare (H) 4-2, Havant & W (A) 6-2 (świetna końcówka i dwie bramki rezerwowego O’Sullivana) oraz Bognor Regis (H) 5-1. Nasza zwycięska passa została zakończona w Hayes, gdzie po fatalnym występie formacji defensywnej zdołaliśmy ledwie zremisować 4-4. Wynik iście hokejowy, ale za tą radosną grę to powinno się komuś dostać. Na szczęście Hornchurch też zremisowało, w związku z czym nasza 5 punktowa strata do nich nie powiększyła się.
Dzięki następnym zwycięskim spotkaniom z Basingstoke (A) 2-1, Welling (H) 3-1 oraz Redbridge (H) 2-0 udało nam się zniwelować przewagę, gdyż nasi główni (i jedyni) konkurenci do tytułu zaliczyli parę potknięć. Faktu tego nie zmienił bezbramkowy remis z Margate (H), za to obudził sportową złość, dzięki której dalej zwyciężaliśmy, kolejno z: Bishop’s Stortford (A) 4-1, Dorchester (H) 3-0, Maidenhead (H) 3-1. Hornchurch było tuż za nami. Wyprzedzaliśmy ich w tabeli tylko dzięki lepszemu bilansowi bramek. W ostatnim okresie bardzo dobrze dalej sobie radził Wilson-Denis, a także O’Sullivan, który w pierwszym składzie zastąpił kontuzjowanego (na 2 miesiące) Moralee’ego. Obaj strzelali bramki niemal na zawołanie. Dodatkowo przed marcowymi meczami międzynarodowymi powołania do kadry U-21 Walii dostali dwaj obrońcy Darren Jones oraz Gethyn Jones, który wyrastał na naprawdę niezłego zawodnika. Co prawda obaj nie zagrali ani minuty, ale sam fakt powołania powinien być dla nich zachęcający do dalszej pracy. W ogóle co raz ciężej było znaleźć słabsze ogniwa w mojej ekipie. Owszem, część zawodników już została wystawiona na listę transferową, a ci, którym kontrakty kończyły się w czerwcu za wszelką cenę starali się przekonać mnie o swojej przydatności. Na wyróżnienie zasługują Andrew Wright oraz Johan Olofsson, który gdy tylko chce potrafi naprawdę pokazać, że ma wielki talent, szkoda, że tak rzadko mu się chce.
Tymczasem do końca sezonu zostały jeszcze tylko trzy kolejki, w których czekały nas dwa wyjazdy, ale na szczęście ostatnie spotkanie graliśmy u siebie.
Pierwsze z tych spotkań rozgrywaliśmy z Grays. Zwyciężyliśmy pewnie 4-1, a formą błysnął Bowen. Hornchurch również odniosło zwycięstwo, tak więc cały czas prowadziliśmy tylko różnicą bramek. Następne spotkanie, tydzień później, to mecz z Carshalton. Do przerwy 1-0 dla nas po trafieniu O’Sullivana, ale w drugiej połowie trochę przysypialiśmy, w rezultacie czego dopiero w doliczonym czasie gry, z karnego, na 3-3, remis uratował nam Morgan, który właśnie wrócił po kontuzji. Na szczęście Hornchurch też tylko remisuje!
30 kwietnia, Newport Stadium. Ostatni mecz w sezonie, przeciwnikiem grające o pietruszkę Cambridge City. Świetny początek, ładna gra całego zespołu, w 22. minucie 35 bramkę w sezonie zdobywa Wilson-Denis. Na trybunach eksplozja radości. Do przerwy prowadzimy 1-0, a nasz konkurent do mistrzostwa – Hornchurch – przegrywa 0-1! Gdy spiker podawał w przerwie wyniki publiczność ogarnęła prawdziwa euforia, jednak radość piłkarzy starałem się tonować mówiąc, ze to dopiero połowa i jeszcze wszystko może się zmienić. Na niewiele się to jednak zdało, tuż po przerwie padło wyrównanie, a ja zacząłem się co raz bardziej denerwować. W 71. minucie karny dla nas na bramkę zamienił Morgan. Gdy wszyscy w radosnych nastrojach oczekiwali na gwizdek kończący spotkanie, błąd naszej obrony i pada wyrównanie. 2-2. Publiczność zamarła. Chwilę później sędzia zagwizdał po raz ostatni, ale nikt nie ruszył się z miejsca. Piłkarze zebrali się przy ławce rezerwowych i wraz z całym stadionem w napięciu oczekiwali wieści z meczu Hornchurch. Kiedy napięcie stawało się nie do zniesienia rozległ się głos spikera, który ogłosił: Havant & Waterlooville 1, Hornchurch... tu nastąpiła chwila zawahania, która jeszcze spotęgowała zdenerwowanie u wszystkich... Hornchurch 0! W tym momencie dzika radość ogarnęła wszystkich znajdujących się na obiekcie. Nawet nie wiem kiedy znalazłem się w powietrzu podrzucany przez zawodników. Potem szampan lał się strumieniami, a z głośników popłynęło „We Are The Champions” (nie cierpię tej piosenki, ale cóż, doskonale oddawała zaistniały stan rzeczy). Kilka chwil później na płytę wtargnęli kibice, świętowanie rozpoczynało się na dobre...
Zostaliśmy mistrzami! To, co wydawało się mało realne na początku sezonu stało się faktem. Czołówka tabeli wyglądała następująco:
1. Newport Co 28 zw. 11 rem. 3 por. 114:51 95 pkt.
2. Hornchurch 29 zw. 7 rem. 6 por. 86:38 94 pkt.
3. Thurrock 19 zw. 15 rem. 8 por. 75:44 72 pkt.
To daje najlepszy obraz różnicy klas między czołowymi drużynami. Szkoda, że ostatniego meczu nie graliśmy z Hornchurch, to dopiero byłoby wydarzenie. Ale i tak najważniejszy był sukces. Hornchurch i tak ostatecznie wywalczyli awans do Conference National, ale dopiero po barażach. Z ligi spadły natomiast: Hayes, Eastbourne Boro i Bognor Regis. Królem strzelców został Carl Wilson-Denis, strzelec 35 bramek, a najlepiej podającym został Jonathan Coates, autor 24 podań, który ponadto został wybrany przez fanów na Piłkarza Roku.
Po ostatnim meczu przeanalizowałem i podsumowałem grę każdego z zawodników na przekroju sezonu. Postanowiłem, że odejdą następujący gracze: Passmore, Thomas, Barrick, Williams, John Phillips. Z nimi nie przedłużyłem umów. W stanie zawieszenia, czyli z szansą na nowe umowy w zależności od transferów znaleźli się: Freestone, Wright, Gilder oraz Charles. Reszta mogła być spokojna. Nową umowę podpisałem z Olofssonem, a także (jeszcze w grudniu) z O’Sullivanem. Z drużyny odszedł Drury, któremu skończyło się wypożyczenie oraz Williams, za którego Forest Green zaoferowało 3 tys. funtów, czyli jeszcze udało mi się na nim zarobić.
I tak mój premierowy sezon dobiegł końca. Piłkarze pojechali na zasłużony odpoczynek, ale ja pracowałem dalej. Po wakacjach czekało mnie większe wyzwanie: gra w Conference National. I zamierzałem temu wyzwaniu sprostać.