Nie jesteś zalogowany! Załóż konto już teraz!

Tylko Wisła (cz.1)

Zaparkowałem samochód na parkingu przed blokowiskiem i wolnym krokiem udałem się w stronę stadionu. Pogoda była upalna, więc postanowiłem wstąpić do pobliskiego sklepu po butelkę wody mineralnej. Wychodząc zerknąłem na zegarek, do meczu pozostało niecałe 20 minut. Udałem się do kas kupić bilet na trybunę wschodnią. Kolejka była mała, ledwie 10 osobowa. Po wejściu na stadion podążyłem na środek sektora. Do meczu pozostała jeszcze chwila, a ja w międzyczasie oglądałem ultrasów krzątających się przy metalowym ogrodzeniu. Przez przypadek usłyszałem też o czym rozmawiają ze sobą dwaj starsi już kibice:
- Słuchaj jak można to było spieprzyć? Tyle sukcesów, tyle osiągnięć, a tu jeden sezon i jesteśmy w drugiej lidze.
- Popatrz na to z innej strony. Trener na pewno zostanie zwolniony, klub sprowadzi jakiegoś doświadczonego szkoleniowca, drużyna się odbuduję i wrócimy do Ekstraklasy.
- Żebyś się nie zdziwił jak Ci zatrudnią fachowca, pewnie przyjdzie jakiś młokos bez doświadczenia i będziemy bliżej trzeciej, niż drugiej ligi.

Dalej nie słuchałem, bo piłkarze w końcu wyszli na murawę, chwilę później rozległ się pierwszy gwizdek. Przez pierwsze 20 minut trwała nieustanna walka w środku boiska, zero klarownych sytuacji, zero strzałów z dystansu. Dopiero po jakimś czasie gra zaczęła się rozkręcać i zaostrzać, jednak do przerwy nie padła żadna bramka. Po wyjściu piłkarzy na murawę kibice postanowili rozciągnąć transparent: "I tak wykrzykniemy: gdy wszystko nic nie warte... EVIVA L'ARTE"


Hasło idealnie pasowało do aktualnej sytuacji w Wiśle. Nafciarze byli już pewni spadku, a ten mecz był już nic nie wart. Na stadionie zebrało się ledwie ponad tysiąc kibiców. Mecz, ku zdziwieniu publiczności, zakończył się zwycięstwem gospodarzy 1:0, mimo że to Arka przeważała prawie całe spotkanie. Przypatrując się grze Nafciarzy wychwyciłem kilku piłkarzy, którzy nieźle sobie poczynali. Najlepszy na boisku po stronie płocczan był bez wątpienia Sławek Peszko – młody chłopak często szarpał lewą stroną, nieźle dryblował, do tego świetnie dośrodkowywał, co zaowocowało asystą. Poza nim można było wyróżnić też Ireneusza Kowalskiego i Krzysztofa Kretkowskiego. Ten pierwszy ustawiony na środku pomocy nie najgorzej radził sobie z rozgrywaniem akcji, ten drugi natomiast imponował przygotowaniem fizycznym i strzelił decydującego gola. Katastrofalnie sprawowała się obrona. „Arkowcy” zamiast to wykorzystać, niemiłosiernie pudłowali. Boczni obrońcy byli kompletnie bezproduktywni w akcjach ofensywnych, a środkowi kiksowali raz za razem.
Mniejsza oto - pomyślałem - i tak to nie zmieni sytuacji w tabeli. W chwili, gdy wychodziłem ze stadionu zaczepił mnie pewien człowiek:
- Dzień dobry Panie Gołębiowski – usłyszałem.
- Dzień dobry. Skąd zna pan moje nazwisko? O co chodzi?
- Przejdźmy może w inne miejsce – wskazał ręką na budynek klubu.

Weszliśmy do środka. Wnętrze może nie było supernowoczesne, ale wyglądało schludnie i ładnie. Maszerowałem korytarzem za tajemniczym jegomościem. Minęliśmy gablotę z dyplomami i pucharami klubu. Nie była ona okazała, lecz dwa trofea wyróżniały się spośród całości – Puchar Polski z 2006 roku i Superpuchar zdobyty jeszcze w tym roku na Łazienkowskiej. Stanęliśmy przed drzwiami, z tabliczki odczytałem: prezes klubu - Krzysztof Ganc. W gabinecie czekał na mnie prezes i współpracownik z Urzędu Miasta.
- Leszek zacznij. Wiesz, że ja się na tym nie znam – odparł prezes.
- A zatem proszę panie Gołębiowski niech pan usiądzie - pokornie wykonałem polecenie i usiadłem na krześle.
- Chciałbym się dowiedzieć o co chodzi - wyraz ciągłego zdziwienia nie schodził z mojej twarzy.
- Wie pan jak przedstawia się tabela Ekstraklasy? Niestety, ze względu na spadek do II ligi z naszego klubu postanowił wycofać się częściowo główny sponsor, toteż miasto przejęło niedawno Wisłę i planuję przebudowę jej struktur. Obecny trener, który nie spełnił założonego celu, czyli utrzymania w Ekstraklasie, zostanie jeszcze dzisiaj zwolniony. Zmiana polityki kadrowej w strukturach zespołu polegać ma na zatrudnieniu ludzi z miasta i jego okolic. Na stanowisku trenera chcemy widzieć osobę, która jest kibicem i nosi Wisełkę w sercu. Nie będę owijać w bawełnę, że kwestia finansowa też jest ważna, a fachowiec z prawdziwego zdarzenia nie będzie chciał przyjść za takie pieniądze do klubu, który na dodatek spadł do II ligi.
- Dobrze, lecz co to ma wspólnego ze mną? - przeczuwając co się święci zadałem nieco retoryczne pytanie.
- Po prostu przyjrzeliśmy wszystkich kandydatów z okolicy i pan znalazł się na szczycie naszej listy. Może nie ma pan doświadczenia w prowadzeniu takiej drużyny, ale ma pan ukończone wszystkie kursy i szkolenia w kilku zachodnioeuropejskich klubach. Krótko mówiąc, chcemy pana zatrudnić na stanowisku nowego trenera drużyny - po tych słowach wyciągnął z szuflady biurka kilkunastostronicowy kontrakt.

Po krótkich rozmowach wynegocjowałem, że będę też osobą odpowiedzialną za transfery – to był dla mnie priorytet. Żeby nie było tak pięknie i wspaniale to wymagania zawarte w kontrakcie były spore. Absolutnym minimum był powrót do szeregu pierwszoligowców, a budżet na nowy sezon był, jak na takie cele, nie za duży. W końcu jednak złożyłem podpis pod umową.
- Może pan zacząć już od jutra, jednak niedługo zaczynają się urlopy i piłkarze wyjeżdżają na wakacje.
- Zacznę od wstępnego przeglądu kadr – odparłem.
- Świetnie, a więc widzimy się jutro.

Wyszedłem z gabinetu, jednak nadal nie dowierzałem, że spełniły się moje marzenia i zostałem trenerem mojej ukochanej drużyny. Po chwili radości poczułem brzemię odpowiedzialności.
- A jak mi się nie uda? - pomyślałem. Szybko jednak porzuciłem tą myśl, w końcu na coś robiłem te wszystkie kursy i jeździłem na szkolenia m. in. do Madrytu. W myśl hasła: „Kto nie ryzykuję ten nie ma” odpaliłem samochód i ruszyłem w drogę powrotną do domu.

Kiedy już minęła euforia związana z objęciem przeze mnie posady menedżera Wisły postanowiłem ostro wziąć się do roboty. Uznałem, że na początek zajmę się przeglądem piłkarzy występujących w zespole. Po pierwszym dniu w klubie i dwóch treningach mogłem powoli zacząć oceniać umiejętności poszczególnych graczy:

Bramkarze:

Robert Bińkowski – nie boi się wychodzić do górnych piłek, a tak poza tym nie przedstawia nic szczególnego.
Łukasz Radliński – podobnie jak Bińkowski dobrze chwyta dośrodkowania, ale widać u niego poważne braki w wyszkoleniu.
Jakub Skrzypiec – doświadczony 31 letni bramkarz, który prezentuje się całkiem dobrze fizycznie. Przyzwoicie spisuje się w sytuacjach jeden na jeden z przeciwnikiem.

Pewniakiem do gry w bramce został Jakub Skrzypiec - najbardziej doświadczony golkiper w drużynie, a w razie jego absencji do gry desygnuję Bińkowskiego. Na listę transferową wystawiony zostanie Radliński - trzeci bramkarz.

Obrońcy:

Mateusz Żytko – może grać zarówno na środku jak i prawej stronie, wyróżnia się sporą wytrzymałością.
Jacek Wiśniewski – 33 letni obrońca reprezentujący niedawno barwy Cracovii Kraków. Bardzo wytrzymały, silny i świetny w destrukcji. Pewniak do gry w pierwszym składzie.
Rafał Lasocki – klasyczny lewy obrońca, swego czasu zaliczył trzy mecze w reprezentacji. Pewne miejsce w wyjściowej jedenastce.
Krzysztof Strugarek – młody, a jakże dobrze wyszkolony. Bardzo silny i do tego niezwykle skoczny. Czego chcieć więcej? Szybkości, która jest jego główną wadą i wyklucza go z gry w roli lewego obrońcy.
Żarko Belada – reprezentant Czarnogóry. Za późno już na doszkalanie tego zawodnika, więc na pewno będzie siedział na ławce.
Artur Wyczałkowski – kolejny dość przeciętny obrońca.
Paweł Tomczyk – może grać jako prawy obrońca lub pomocnik, szczególnie dobrze sprawdza się jako prawy wysunięty obrońca.

Na prawej stronie wywiązać się może ciekawa rywalizacja między Żytko, a Tomczykiem. Ten pierwszy radzi sobie lepiej w destrukcji, natomiast ten drugi w ofensywie. Do gry na środku pewniakami są Jacek Wiśniewsk i Artur Wyczałkowski, a do gry na lewej stronie desygnowany będzie Lasocki. Trzeba będzie sprowadzić mu zmiennika, bo jedyny lewy obrońca - Strugarek nie nadaje się do gry na tej pozycji.

Pomocnicy:

Jarosław Krzyżanowski – prawdziwy weteran w zespole, najlepiej spisuje się jako defensywny pomocnik.
Piotr Klepczarek – wypożyczony z GKS Bełchatów do końca rundy jesiennej. Ofensywny pomocnik, który jest bardzo szybki, a do tego nieźle idzie mu konstruowanie akcji po prawej stronie boiska.
Adrian Mierzejewski – młody wychowanek Wisły, sezon spędzi na ławce lub powędruję na wypożyczenie.
Sławomir Peszko – „Pecho” na treningu pokazał to, co umie najlepiej – szybkie rajdy lewą stroną. To jest jego optymalna pozycja, chociaż może grać także na środku ataku. Brakuje mu trochę umiejętności, ale i tak to materiał na gwiazdę. Niestety, zanim przyszedłem do klubu podpisał już kontrakt z „Kolejorzem”, więc w przyszłym sezonie będzie reprezentował barwy drużyny z Poznania.
Damian Staniszewski – podobnie jak Peszko może występować jako lewy pomocnik, a także snajper, jednak jest dużo słabszy od Sławka.
Ireneusz Kowalski – byłem pod wrażeniem jego zaciętości i nieustępliwości na treningu. Często bierze na siebie ciężar rozgrywania piłki chociaż musi jeszcze trochę nad tym popracować.
Dariusz Zawadzki – słabszy fizycznie od Kowalskiego, ale za to podobnie jak on ma cechy wojownicze i potrafi przejąć rolę rozgrywającego.
Wahan Gevorgyan – dostępny będzie dopiero po rundzie jesiennej, aktualnie wypożyczony do Jagiellonii Białystok.

Formacja pomocy prezentuje się całkiem nieźle. Jest dwóch rozgrywających - Zawadzki i Kowalski, po lewej stronie pewnym gry jest Sławek Peszko, a po prawej Klepczarek. Brakuje tutaj jedynie jeszcze jednego defensywnego pomocnika do wzmocnienia środka pola.

Napastnicy:

Karol Gregorek – bardzo skuteczny, nieźle podaje i jest etatowym wykonawcą rzutów karnych w zespole. Jego główne wady to słaba siła i szybkość.
Krzysztof Kretkowski – „Kreta” zauważyłem już na meczu z Arką, imponował przygotowaniem fizycznym i łatwością znajdowania się w sytuacji. Można się jedynie przyczepić do tego, że jest mało agresywny.
Paweł Sobczak – to jego czwarty powrót do płockiej drużyny. Dobrze się zastawia, imponuję przygotowaniem fizycznym i jest niezwykle doświadczonym zawodnikiem.
Bartosz Wiśniewski – najmłodszy i raczej najsłabszy z grona napastników, kandydat do gry na wypożyczeniu.

Planuję grać jednym napastnikiem, idealnie do tego nadaje się „Kreto”, a co z resztą? Jeżeli nikt nie zgłosi się do wypożyczenia „Wiśni” to do odstrzału pójdzie ktoś z dwójki – Gregorek, Sobczak.

Podsumowując, głównymi celami transferowymi będzie kupno lewego obrońcy, a także defensywnego pomocnika. Budżet jak wcześniej wspomniałem nie jest duży, ale powinienem kogoś ciekawego znaleźć.


Mając już koncepcję składu zacząłem myśleć nad taktyką. Postawiłem na grę w ustawieniu 4-2-3-1. Mam nadzieję, że piłkarze zdążą przestawić się na nowy styl gry, gdyż dotychczas grali standardowym systemem 4-4-2.


Na sam koniec dnia postanowiłem sprawdzić jeszcze kiedy gramy pierwszy mecz towarzyski:


Po urlopie szykował się pierwszy wyjazdowy mecz na Ukrainie, świetna okazja do sprawdzenia nowego ustawienia i dokładnego przyjrzenia się piłkarzom. Po tym pracowitym dniu o odpowiedź na kilka pytań poprosił mnie dziennikarz lokalnej gazety :
Dziennikarz: Czy to prawda że został pan nowym menedżerem klubu?
Marek Gołębiowski: Tak, dzisiaj rozpocząłem pracę.
D: Jakie cele postawił przed panem zarząd?
MG: Cel jest chyba każdemu znany - powrót do Ekstraklasy.
D: Nie uważa pan, że taka młoda osoba na tym stanowisku to za duże ryzyko?
MG: Jestem pełen pomysłów i chcę kilka z nich wdrożyć w życie. Poza tym sporo czasu spędziłem na szkoleniach w dużych zachodnioeuropejskich klubach.
D: Wie pan jakie błędy popełnił pański poprzednik?
MG: Nie zamierzam zajmować się krytykowaniem byłego szkoleniowca zespołu.
D: Ma pan już jakieś plany na przebudowę Wisły?
MG: Pracuję dopiero od dzisiaj, ale nie przewiduję jakichś kolosalnych wzmocnień. Już jutro piłkarze wyjeżdżają na urlopy. Dopiero 30 czerwca gramy pierwszy sparing na Ukrainie.

Tak oto zakończył się mój pierwszy dzień w klubie, teraz postanowiłem wyjechać na długi urlop aby dobrze wypocząć przed ciężkim sezonem drugiej ligi…
O artykule
Kategoria: Kariery
Podkategoria: FM 2008
Dodano: 21.06.2008

Liczba wyświetleń: 3406

Średnia ocen: 4.50

O autorze
Nick: M@RO
Napisanych artykułów: 3

Inne artykuły tego autora:
Tylko Wisła (cz.3)
Tylko Wisła (cz.2)


Komentarze
Plaszek
Opowiadanie w/g mnie nie zachwyca, ale czyta się dość przyjemnie.

Po pierwsze na wstępie pasowałoby opisać losy bohatera dotyczące kończenia kursów, stażów w zachodnioeuropejskich klubach, a może nawet motywacji wybrania zawodu trenera. Obecnie informacja, że jakiś tam gostek chodzący na trybuny niespodziewanie zostaje zaproszony do prezesa, jakby nie było pierwszoligowego klubu, jest dość futurystyczna.

Po drugie intryguje mnie osoba tego nieznanego jegomościa, który zaprosił przyszłego managera do klubu. Czy to ten pan Leszek? Kim on jest, że rozmawia o kontrakcie nowego managera? Czemu wierny kibic klubu go nie zna?

Rozmowa z prezesem dość płytka. Tu też dowiadujemy się o umiejętnościach kibica? Dla mnie szok.

Przedstawienie piłkarzy. Pierwszego dnia gość już tak dobrze orientuje się co dany zawodnik potrafi? Na kogo postawić a kogo wysłać do domu? Zadziwiające. Już pierwszego dnia ma trener taktykę? Jakoś nie chce mi się w to wierzyć.

No i rozmowa z dziennikarzem. Żadnej wzmianki o ogłoszeniu informacji w mediach, o reakcji trybun? Od razu wywiad?

Ogólnie nie jest źle, ale nad ciągłością kilku wątków bym popracował w kolejnych częściach, które mam nadzieję szybko się ukażą.
22 czerwca 2008 10:19


 


Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany!

© Centrum FM
Mapa serwisu