Nie jesteś zalogowany! Załóż konto już teraz!

"The Exiles" - Newport County AFC cz.2

21 czerwca 2005 roku rozpoczynaliśmy nowy sezon. Zarząd zakomunikował, że oczekuje walki o utrzymanie się w lidze, a do osiągnięcia tego dostałem budżet transferowy w wysokości 14 tys. funtów powiększony o 2 kolejne z transferu Williamsa (60%). Dodatkowo kasę klubową zasiliło 100 tys. z tytułu praw telewizyjnych.

Na pierwszym treningu miałem do dyspozycji 16 zawodników. Ubyli tylko ci, którym nie przedłużyłem kontraktów, nowe, roczne umowy podpisali Freestone, Charles i Wright, a Gilder pozostawał na kontrakcie miesięcznym, gdyż jeszcze nie podjąłem ostatecznej decyzji dotyczącej jego osoby. Zebranym w szatni piłkarzom zakomunikowałem, że za 15 minut wszyscy mają się stawić przed budynkiem klubowym, bo mam dla nich niespodziankę. Wszyscy już się zebrali gdy podjechał autokar. Chłopaki nie ukrywali zdziwienia, dlatego też pospieszyłem z wyjaśnieniami, że na dobry początek okresu przygotowawczego pojadą na basen, gdyż pływanie dobrze wpływa zarówno na ogólną sprawność, siłę mięśni oraz na wytrzymałość. Następnego dnia w ramach ćwiczeń sprawnościowych pojechaliśmy grać w squasha. Uznałem że będzie to ciekawsze niż ganianie po lesie :).

Podczas gdy zawodnicy zasuwali pod okiem trenerów ja siedziałem w biurze i planowałem wzmocnienia. Jakieś musiały nastąpić, gdyż nie mogłem grać 16 zawodnikami. Pierwszy tydzień był właściwie nudny, wyszukałem kilku piłkarzy, którym kończyły się wkrótce kontrakty i tyle. Prawdziwy boom nastąpił z dniem 1 lipca. Tego dnia znaczna większość zawodników, z którymi nie przedłużono umów, odeszła z klubów i stali się wolnymi zawodnikami. Od samego rana przeglądałem listy tych zawodników oraz co ciekawszych zapraszałem na testy. W sumie zebrała się tego całkiem spora grupka uzdolnionej młodzieży grającej już na całkiem dobrym poziomie. Jednak pierwszy mecz sparingowy rozgrywaliśmy w 16-osobowym składzie. Mecz zakontraktowany raczej z pobudek finansowych, bo przeciwnikiem była znana szkocka ekipa – Hearts. Różnica w poziomie była aż nadto widoczna. Zostaliśmy zmiecieni 0-5, ale zarobiliśmy swoje. Poza tym, jak uczyć się to tylko od lepszych.

W następnym tygodniu mieliśmy w klubie niezły casting. Przyjechało ponad 10 nowych piłkarzy i każdemu trzeba było się bliżej przyjrzeć. Tuż po meczu z Hearts dopięliśmy pierwszego transferu w nowym sezonie. Do naszej ekipy dołączył James Smith, młody środkowy obrońca, wychowanek Liverpoolu, sprowadzony na zasadzie wolnego transferu, a kilka dni później sztab szkoleniowy zasilił Sean Dyche, 33-letni trener w ubiegłym sezonie grający w Brighton. Wszystkich nowych zawodników sprawdziłem w meczu z Barry, wygranym 6-2. Najlepiej zaprezentowali się napastink Tom Kemp oraz lewoskrzydłowy Kyle Nix. Po tym spotkaniu kontrakty podpisali: Kyle Nix (AM LC, 1986, Australijczyk), Stuart Wall (D C, 1987, Anglik) oraz Isaiah Osbourne (M C, 1987, Anglik). Dalszym etapem przygotowań przedsezonowych było spotkanie z Cardiff. Okazało się, że mam całkiem niezłą drużynę, bo ulegliśmy czołowej drużynie Championship tylko 1-2, strzelając jako pierwsi bramkę. Po tym spotkaniu dołączyło trzech kolejnych piłkarzy: Tom Kemp (F C, 1987, Anglik), Danny O’Donnell (D C, 1986, Anglik) oraz, co uważam za mój najlepszy transfer, sprowadzony za darmo z Portmore Utd, Omar Daley (AM/F RC, 1981, Jamajczyk). Następne spotkanie, Merthyr Tydfil, wygraliśmy 4-2, a wszystkie bramki zdobył Sam O’Sullivan! Kolejny sparing rozgrywaliśmy z West Browmich, i podobnie jak w przypadku Cardiff, ulegliśmy 1-2, z tym, że teraz gola zdobyliśmy w ostatniej minucie meczu, a jego autorem był Kemp. Kolejne spotkanie sparingowe graliśmy z Runcorn. Przegrywając do przerwy 1-2 w drugiej połowie daliśmy prawdziwy popis i ostateczne zwyciężyliśmy 5-2! Najlepiej wypadli Nix oraz Omar Daley. Przedostatni sparing graliśmy z kolejną szkocką drużyną – Hibernians. Ostateczny wynik, 4-2, ucieszył mnie, tak samo jak gra przednich formacji, ale bramki straciliśmy w głupi sposób. Ostatnie zaplanowane spotkanie w ramach przedsezonowych rozgrywaliśmy z B36, ekipą w Wysp Owczych. Wydawało się, że będzie to spacerek, ale nie był. Znowu dobra skuteczność i ponownie kiepska obrona, zwłaszcza przy stałych fragmentach. Końcowy wynik
4-3.

Na tydzień przed nowym sezonem w budynku klubowym odbyła się oficjalna prezentacja składu oraz połączona z nią konferencja prasowa dotycząca nadchodzącego sezonu, w której wzięli udział, oprócz prezesa i mnie, także kapitan drużyny Scott Morgan oraz najlepszy, zdaniem fanów, piłkarz poprzedniego sezonu Jonathan Coates. Pierwsze pytanie jakie padło dotyczyło szans „The Exiles” w nadchodzącym sezonie. Wart wspomnieć, że bukmacherzy ocenili nasze szanse na wygranie ligi na 25-1, dla porównania Carlisle, Halifax oraz Aldershot zostały wycenione na 6-4, a Stevenage i Hereford na 2-1.
- Co prawda zarówno zarząd jak i kibice oczekują tylko utrzymania się w lidze, ale biorąc pod uwagę to, jak drużyna grała w sparingach oraz potencjał kadrowy, śmiem twierdzić, iż sezon zakończymy co najmniej w górnej połówce tabeli – to była moja odpowiedź.
- Czy uważa pan, że młodzież, tak hurtowo sprowadzona do klubu, jest w stanie podjąć walkę w lidze?
- Wiek naprawdę nie ma znaczenia, jedyne co się liczy to umiejętności, a tych tym młodym chłopakom nie brakuje, a co najważniejsze mają jeszcze mnóstwo czasu na podnoszenie swojego poziomu. Poza tym w zespole jest też kilku doświadczonych zawodników, jak choćby tu obecni Scott i Jonathan, od których ci młodzi mogą się uczyć. Przede wszystkim jednak, gdybym uważał, że ci gracze są za słabi, nie sprowadzałbym ich.
- Kapitanem został Scott Morgan, czy to oznacza, że Roger Freestone powędruje na ławkę?
- Scott w ubiegłym sezonie był zastępcą Rogera w roli kapitana, w tym roku nastąpiła zamiana, to wszystko.
- W drużynie jest co raz więcej Anglików, a także przedstawicieli innych nacji...
- Mnie naprawdę nie interesuje narodowość, kolor skóry, czy coś tam jeszcze. Najważniejszy jest poziom prezentowany przez zawodników. A co ja na to poradzę, że Walijczycy nie prezentują odpowiedniego poziomu.
- Jednak na obozie przygotowawczym był choćby Ramon Calliste.
- Zupełnie nie rozumiem dlaczego mam się państwu tłumaczyć. To ja ponoszę całkowitą odpowiedzialność za wyniki drużyny, więc to chyba zrozumiałe, że ja decyduję kto, moim zdaniem, będzie mi w stanie pomóc w realizacji oczekiwań szefów. W przypadku niepowodzenia to ja zostanę zwolniony.
I tym zakończył się mój udział w, dość krótkiej zresztą, konferencji. Padło jeszcze tylko kilka pytań do prezesa oraz do piłkarzy i wszyscy wrócili do swoich normalnych zajęć.

Przed pierwszym spotkaniem ligowym w nowym sezonie udało mi się poważnie wzmocnić sztab szkoleniowy. Dołączyło do nas trzech świetnych fachowców: niemiecki fizjoterapeuta Oliver Niehuser poprzednio pracujący w Schalke 04, były reprezentant Szkocji, świetny trener bramkarzy Jim Blyth oraz były niemiecki internacjonał, a obecnie bardzo dobry, młody trener – Thomas Doll. Ten ostatni został mianowany menedżerem drużyny rezerw. Jeszcze tylko wizyta w Cardiff na meczu o Tarczę Środowiska, którą wywalczyła Chelsea po zwycięstwie nad Middlesbrough 2-0, i zaczynał się sezon.

Dnia 13 sierpnia rozgrywana była pierwsza kolejka nowego sezonu. Pierwsze spotkanie graliśmy u siebie, a przeciwnikiem było Canvey Island. Na pierwszy mecz desygnowałem następującą jedenastkę: Freestone – Wright, Morgan (c), Phillips, O’Donnell – Bowen, Coates, Davies, Daley – Wilson-Denis, O’Sullivan. W 15. minucie po świetnej akcji Daley’a i dośrodkowaniu Coatesa wynik spotkania ładnym strzałem głową otworzył Wilson-Denis. Niestety, tuż przed przerwą padło wyrównanie i to po ewidentnym błędzie linowego, który nie zasygnalizował spalonego, choć należy dodać, że błąd również popełniła para stoperów. Boylan mocnym strzałłem nie dał najmniejszych szans naszemu golkiperowi. Druga połowa to przewaga naszej drużyny, choć nie obyło się bez zaciętej walki w środku pola. W 67. minucie drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę obejrzał Coates, ale bynajmniej nie przeszkodziło to nam w kontunuowaniu ataków. Dziesięć minut później genialna solowa akcja Daley’a, który nawinął kilku obrońców, a następnie wycofał piłkę na szesnasty metr, a tam już na nią czekał Davies, który precyzyjnym strzałem pokonał bramkarza gości. Kilka minut przed końcem zdobyliśmy trzecia bramkę. Świetne zgranie głową Daviesa, Bowen zagrywa prostopadle do Wilsona-Denisa, a ten fantastycznym strzałem z ponad 20 metrów umieszcza piłkę w siatce. Widać, że król strzelców ubiegłego sezonu Conference South w tym roku również jest w wysokiej formie strzeleckiej. Po meczu Wilson-Denis zarządał podwyżki, bo uważał, że tak dobry zawodnik zasługuje na więcej. Gdyby nie to, że poprzedni sezon miał genialny oraz to, że zarabiał do tej pory tylko 60 funtów, pewnie bym go jeszcze opieprzył, a tak postanowiłem dać mu podwyżkę do 200 funtów. Dwa dni po meczu udało mi się bezpłatnie wypożyczyć do końca sezonu z Aston Villi bramkarza Wayne’a Hendersona (1983, Irlandczyk).

Tydzień później pierwszy wyjazd w nowym sezonie. Celem wycieczki Accrington. W składzie trzy korekty: Darren Jones w miejce Wrighta, Aherne-Evans, który już wrócił do pełni sił w miejsce O’Donnella oraz Nix w miejsce pauzującego Coatesa. W 22. minucie przypomniał o sobie O’Sullivan, który świetnie wykończył podanie Nixa zakładając bramkarzowy „siatkę”. Na przerwę schodziliśmy z prowadzeniem, ale nie minęło 10 minut drugiej połowy, gdy padło wyrównanie. Ponownie błąd stoperów i Basham zdobywa gola. Jednak 20 minut później świetny rajd Wilsona-Denisa i prowadzimy 2-1! Takim też wynikiem kończy się spotkanie. Co by nie powiedzieć nasze zwycięstwo było zasłużone, klasą dla siebie byli dwaj skrzydłowi Daley i, zwłaszcza, Nix – najlepszy piłkarz spotkania. Niestety dwa dni po meczu na treningu palec złamał Freestone, na szczęście między innymi po to właśnie wypożyczyłem Hendersona. Dodatkowo na najbliższe mecze U-21 reprezentacji Walii zostali połowani O’Sullivan, D.Jones oraz G.Jones.

W ostatnią sobotę sierpnia na własnym obiekcie podejmowaliśmy Gravesend. Przed meczem zamieniłem kilka słów z Andym Drury, który cały ubiegły sezon spędził na Newport Stadium. Andy chciał odejść z klubu i, chyba żartem, zapytał czy nie znalazłbym dla niego miejsca w moim klubie. Mecz rozpoczęła taka sama jedenastka jak tydzień wcześniej, z wyjątkiem pozycji bramkarza, gdzie kontuzjowanego Freestone’a zastępował Henderson. Sam mecz był pełen walki, ale także sytuacji podbramkowych. Dość powiedzieć, że w obu ekipach czołowe role odgrywali bramkarze. I kiedy już wydawało się, że mecz zakończy się bezbramkowym remisem udało nam się przeprowadzić tą jedyną akcję. Kilkudziesięciometrowy cross Morgana, piłkę przyjął Charles, minął dwóch rywali i dośrodkował w pole karne, gdzie celnym strzałem z woleja popisał się Daley, który oczywiście został bohaterem spotkania, a także dostał najwyższą notę za swoją grę! Po meczu spojrzałem na tabelę ligi i... czy ja mam deja-vu? Jest dokładnie jak przed rokiem: po trzech kolejkach jesteśmy liderami z dwoma punktami przewagi nad następną drużyną. Poprzedni sezon zakończył się znakomicie, więc potraktowałem to jako dobrą wróżbę na przyszłość.

Dwutygodniowa przerwa w rozgrywkach ligowych minęła dość intensywnie. Najpierw wybrałem się na spotkanie rezerw aby obejrzeć w akcji jednego z dwóch testowanych bramkarzy. Potem byłem w Cardiff na meczu Walia-Anglia, w którym gospodarze sensacyjnie wygrali 2-0 po bramkach Savage’a z karnego oraz Giggsa. Potem kolejny mecz rezerw, tym razem podpatrywałem drugiego bramkarza. W międzyczasie zostałem uhonorowany nagrodą Menedżera Miesiąca a Omar Daley Piłkarzem Miesiąca za sierpień. W meczach reprezentacyjnych udział wzięli wspomniany już Daley (2 występy oraz bramka z Kostaryką) oraz Gethyn Jones w kategorii U-21.

Niestety przerwa niezbyt dobrze wpłynęła na drużynę. 10 września graliśmy na wyjeździe a Aldershot. Mecz z naszej strony był raczej bezbarwny, nic dziwnego, że przegraliśmy 0-2. Dodatkowo na listę kontuzjowanych dopisani zostali Darren Jones (tydzień) oraz Coates (2 tygodnie). Ale pomimo porażki pozostaliśmy liderami z punktem przewagi nad Aldershot. Tydzień później podejmowaliśmy Worksop. Do przerwy gra wyglądała tak samo jak w poprzednim meczu i tylko dzięki błędowi bramkarza, który po strzale Nixa wpakował piłkę do własnej siatki, nie przegrywaliśmy. W przerwie odbyłem z chłopakami męską rozmowę i to okazało się skuteczne. Po przerwie wszyła zupełnie inna drużyna. Graliśmy z polotem, akcje były przemyślane i ciekawe. W przęciągu pierwszych 15 minut drugiej części strzelilśmy dwa gole. Najpierw świetnie zachował się O’Sullivan, który mocnym strzałem pod poprzeczkę sfinalizował podanie Nixa, a potem już sam Nix, gwiazda tego sobotniego popołudnia, po indywidualnym rajdzie przez pół boiska strzelił swoją drugą bramkę. 3-1! Po meczu potwierdziłem transfer Lee Phillipsa do Colchester za 75 tys. funtów, który dojdzie do skutku jednak dopiero po sezonie. Pomyślałem, że skoro ktoś chce zapłacić całkiem niezłą kasę oraz, że mam kilku młodych, utalentowanych obrońców to dlaczego nie skorzystać z okazji.

Ostatni mecz września graliśmy na wyjeździe z York. Przeciwnik to ciężki, drużyna walcząca, ale tego dnia byliśmy lepsi. Wynik spotkania otworzył w 28. minucie Wilson-Denis po podaniu Bowena. Jeszcze przed przerwą fantastycznym rajdem popisał się Nix, ale jego strzał obronił bramkarz. Na dobitkę w nieprzepisowy sposób bnie pozwolił obrońca i sędzia wskazał na „wapno”. Do piłki podszedł Morgan i strzałem w lewy róg nie dał szans golkiperowi gospodarzy. Do przerwy 2-0. W drugiej połowie graliśmy trochę oszczędniej, co nie znaczy, że mniej ofensywnie. Stwarzaliśmy sytuacje, ale gospodarze także chcieli coś ustrzelić, i gdyby nie dobra postawa Hendersona to mogło by im się udać. Niestety w meczu kontuzji doznał O’Sullivan i będzie musiał pauzować przez tydzień.

Tuż przed meczem wyjazdowym z Hornchurch ogłoszono wyniki plebiscytów za wrzesień. Tym razem przypadła nam tylko jedna nagroda. Bramkę miesiąca zdobył Kyle Nix, a była to druga bramka ze spotkania z Worksop. Co do samego meczu, to do pełni sił nie zdążył wrócić O’Sullivan, którego zastąpił Kemp. Mecz stał na bardzo dobrym poziomie, przypomniała się rywalizacja z poprzedniego sezonu. Długo utrzymywał się bezbramkowy remis. Po godzinie gry gospodarze zdobyli prowadzenie. „Piątkę” Hendersona świetnie głową zgrał Matthews, a Brayley minął obrońcę i widząc naszego golkipera stojącego na 11 metrze strzelił mocno w samo okienko z 25 metrów! Muszę przyznać, że sam byłem zachwycony tą bramką. Jednak gospodarzom nie było dane długo cieszyć się z prowadzenia. Tuż po wznowieniu gry akcja lewą stroną Nixa, przerzucenie na drugą stronę, gdzie Daley fantastycznie zgrywa przed pole karne gdzie już czekają na piłkę Bowen i Davies. Piłka spada pod nogi temu pierwszemu, który przymierza idealnie w okienko. 1-1! Od tego momentu zyskaliśmy przewagę psychiczną, goście dawali się co raz częściej zaskakiwać. Bliski szczęścia był wprowadzony w drugiej połowie Moralee. Na kwadrans przed końcem po kolejnej groźnej akcji wybijaliśmy rzut rożny z lewej strony. Do piłki podszedł Daley i dośrodkował idealnie na głowę wbiegającego O’Donnella, który dał na prowadzenie. Jeszcze kilka minut później idealną szansę miał Kemp, ale z kilku metrów trafił wprost w bramkarza. Ostatecznie zwyciężyliśmy 2-1.

Kolejny mecz, rozgrywany w środę 5 września, to był mecz przyjaźni. Nie tyle między klubami, co między menedżerami. Steve’a Castle poznałem jeszcze w poprzednim sezonie gdy pracował w St.Albans. Przed meczem spotkaliśmy się przy lampce wina i rozmawialiśmy długo o różnych rzeczach, nie tylko o futbolu. Na mecz desygnowałem taką samą jedenastkę jak w sobotę. Niestety, tym razem nie potrafiliśmy wygrać, nie zdobyliśmy nawet bramki, ale o obronie też zagraliśmy na zero i dlatego ostatecznie bezbramkowo zremisowaliśmy. Szkoda, ale wynik jest jak najbardziej sprawiedliwy.

W okienku przeznaczonym na mecze międzypaństwowe udział wzięli tylko Gethyn Jones (Walia U-21) oraz Daley, którzy rozegrali po 2 spotkania. Polacy polegli 0-3 na Stadium of Light i spadła na 4 miejsce. Honor ratuje jeszcze U-21, która w el.MMŚ gra z Włochami. Po przerwie graliśmy wyjazd z Halifax, jednym z faworytów ligi. Kilka zmian w składzie: D.Jones za O’Donnella i Coates za Nixa, powrócił O’Sullivan. Jednak po niespełna 30 minutach przegrywaliśmy 0-2. Na 6 minut przed końcem połowy kontaktowe trafienie zalicza O’Sullivan. Niestety, na początku drugiej połowy bezmyślne zagranie Phillipsa ręką w polu karnym i sędzie dyktuje „jedenastkę”, którą na bramkę zamienia Ingram. Dwadzieścia minut później pod drugą bramką faulowany jest Aherne-Evans i arbiter po raz kolejny dyktuje rzut karny, tym razem dla nas. Z „wapna” nie myli się Morgan i robi się 2-3, ale niestety na nic więcej nie było nas już stać. Trzy dni później podejmowaliśmy Dag & Red. W składzie pojawili się Charles, Nix i Kemp, a odpoczywali Coates, Bowen oraz Wilson-Denis. Zwłaszcza dwaj ostatni kiepsko zagrali w poprzednim meczu. W 11. minucie wynik otworzył O’Sullivan po prostopadłym podaniu Daviesa. 10 minut po przerwie goście przeprowadzili świetną kontrę, którą wykończył Skelton. Od tego momentu gra stała się bardziej wyrównana, a nawet bliżsi strzelenia zwycięskiej bramki byli goście. Skończyło się jednak na podziale punktów. Dwa słabsze występy zepchnęły nas na trzecią pozycję w tabeli, ale do lidera, Barnet, traciliśmy tylko 2 punkty.

Kolejny mecz, rozgrywany 22 września, wyjazd do Carlisle, to był prawdziwy szlagier. Grały 3 i 4 drużyna w tabeli. Mecz nie zdążył na dobre się rozpocząć, gdy przegrywaliśmy 0-1. Już w 26 sekundzie (!) wynik otworzył kapitalnym strzałem z 25 metrów Watkins. Potem cały czas przeważali gospodarze, a my usiłowaliśmy coś zdziałać, ale nic nie wychodziło. W przerwie zmieniłem słabo grającego Wilsona-Denisa. W jego miejsce wszedł Charles i kilka chwil później mógł wyrównać, ale strzelił wysoko nad poprzeczką. Kiedy w 50. minucie sędzia podyktował karnego wiedziałem, że jest po meczu. Weatherson pewnie go wykorzystał i było 0-2. Wszelkie zmiany nic nie dawały, obraz gry nie ulegał zmianie. Na dokładkę w 63. minucie tak dobrze dotąd grający Henderson popełnia fatalny błąd i robi się 0-3. Takim też wynikiem kończy się spotkanie. Widać, że przechodzimy jakiś kryzys, bo tak słabo grającego Newport to ja jeszcze nie widziałem. Dobrze, że teraz będzie trochę odpoczynku w postaci 4. Rundy Kwalifikacji do Pucharu Anglii, gdzie zagramy z Hinckley, drużyną z Conference North.

Sądząc po wyniku (6-2) wydawać by się mogło, że był to dla nas spacerek. Nic bardziej mylnego. Do przerwy było 2-2, a i to dość szczęśliwie dla nas. Po przerwie dopiero dwie szybko po sobie zdobyte bramki złamały ostatecznie przeciwnika. Ale dość powiedzieć, że 3 bramki zdobyliśmy po dobitkach, a akcje, z wyjątkiem kilku, były zupełnie przypadkowe. Pochwalić za mecz wypada O’Sullivana (3 gole, asysta), Kempa (2 gole, 2 asysty) oraz Osbourne’a, który dołożył 6 bramkę. Niestety doznał również kontuzji i będzie pauzował przez tydzień. Za zwycięstwo otrzymaliśmy 10 tys. funtów. W ostatni dzień października odbyło się losowanie pierwszej rundy FA Cup, w której mieliśmy się zmierzyć na własnym obiekcie z Cambridge. Ostatnim akcentem października było przyznanie nagród. Jak można się było spodziewać, przez słabe występy nie mieliśmy co o nich marzyć.

Spotkanie z Hereford (5.10, H) to kontynuacja naszej fatalnej serii bez zwycięstwa. Pierwsza połowa bezbarwna. Na początku drugiej w polu karnym przewracany O’Sullivan, a Morgan wykorzystuje rzut karny. Chwilę później błąd naszej obrony i jest 1-1. Pod koniec meczu jeszcze mieliśmy kilka sytuacji, ale nie potrafiliśmy ich wykorzystać. Jedyne, co cieszy, to dobra postawa O’Donnella, który został, niestety, wyłączony ze składu na 2 tygodnie przez kontuzję. Trzy dni później liczyliśmy na przerwanie złej passy. Dokonać tego mieliśmy kosztem Macclesfield. Niestety, gospodarze postawili trudne warunki. W 16. minucie objęli prowadzenie po błędzie naszej obrony. Po stracie bramki przejęliśmy inicjatywę, atakowaliśmy, stwarzaliśmy sytuacje, ale nie potrafiliśmy ich wykorzystać. Udało się dopiero po przerwie. Po świetnym krosie Coatesa gola zdobył Bowen. Ale to wszystko na co było nas stać. Kolejny remis. Cały czas jesteśmy na piątym miejscu, ale lider odjechał już na 8 punktów.

Następnym spotkaniem był mecz Pucharu Anglii z Cambridge. Przegraliśmy 0-1, po bramce zdobytej ze stałego fragmentu. Ogólnie dość pechowa porażka. Odpadliśmy, ale będzie można skupić się na lidze. Kolejny mecz ligowy graliśmy u siebie ze Scarborough. Scenariusz był taki sam jak w większości ostatnich spotkań. Błąd obrony – tracimy gola. Potem Aherne-Evans wyrównał, ale kilka minut później zawalił bramkę. Skończyło się na 1-2, a ja postanowiłem, że dość tego. Albo zaczniemy wygrywać, albo będzie nieprzyjemnie i to bynajmniej nie dla mnie. Następnego dnia po meczu udałem się do prezesa z prośbą o rozważenie unowocześnienia centrum treningowego. Już jakiś czas się z tym nosiłem, ale uznałem, że teraz będzie dobry moment, klub nie gra za dobrze, więc może część winy uda się zrzucić na nie najlepsze warunki treningowe. O dziwno prezes przyznał mi rację, że rozbudowa jest konieczna. Miałem nadzieję, że za słowami pójdą również czyny.

Przedostatnim meczem listopada był wyjazd do Farnborough. Miał to być przełom, a nie był. Remis 1-1, gra taka, jak zwykle, a moja frustracja poczynaniami drużyny sięgnęła zenitu. Postanowiłem zrobić rewolucję, a okazja nadarzała się już we wtorek wraz z meczem z Tamworth. Zdecydowałem się na dość eksperymentalny skład. W bramce doświadczony Freestone, a przed nim para młodych stoperów O’Donnell i Wall. Oprócz tego w wyjściowym składzie znalazło się miejsce dla doświadczonych Bowena, Charlesa i Moralee. Mecz był wyrównany, obie drużyny atakowały, ale to my mieliśmy niewielką przewagę, którą udokumentował wspaniałym strzałem sprzed pola karnego Moralee. W 69. minucie brak asekuracji i Keogh dobija do pustej bramki, 1-1. Nie wiedziałem jak zachowają się, zwłaszcza młodzi, do tej pory bardzo dobrze grający, zawodnicy. Okazało się, że doświadczenie starszych zawodników okazało się kluczowe. Chwilę po stracie bramki wrzutka D.Jonesa, zgranie O’Sullivana i z 3 metrów piłkę do siatki pakuje Charles. Wynik utrzymał się do końca, pomimo szans z jednej, jak i z drugiej strony. Na koniec miesiąca jeszcze nagrody. Nie dostaliśmy nic, ale O’Donnell był drugi w kategorii na Najlepszego Młodego Piłkarza.

Po prawie dwutygodniowej przerwie powróciliśmy na ligowe boiska. 10 grudnia podejmowaliśmy Stevenage. W 30. minucie wynik otworzył Daley. Jego strzał z rzutu wolnego zmienił kierunek po odbiciu od muru i zaskoczył golkipera gości. Trzy minuty później pada wyrównanie. W 65. minucie jest już 1-2, ale nie poddajemy się i 10 minut później udaje nam się wyrównać. Gola zdobył Wilson-Denis. Wynik końcowy 2-2.

Tydzień później graliśmy z Barnet na Uphill. Ten mecz to była prawdziwa tragedia. Najpierw w 3. minucie błąd Hendersona, który nie złapał dośrodkowania i piłka zatrzymała się w siatce. Po wznowieniu gry znowu w głównej roli Henderson. Tym razem wdał się w drybling z napastnikiem gospodarzy. Efekt? 0-2. Potem dobił na sędzia. Najpierw pokazał Morganowi żółtą kartkę za faul, a chwilę później za dyskusje i od 58 minuty musieliśmy grać w 10, co skutecznie wykorzystali gospodarze aplikując nam jeszcze 2 gole. Byłem niesłychanie wkurzony, ale teraz przynajmniej miałem kogo obwiniać za porażkę. Wyraziłem swoje niezadowolenie z gry Morgana wysyłając mu oficjalne ostrzeżenie. Morgan przynał mi rację, że zagrał słabo oraz dodał, że postara się poprawić swoją grę. Miałem nadzieję, że podziała to również na wyobraźnię reszty drużyny.

Na mecz z Burton wyszliśmy zupełnie nowym ustawieniem 3-4-1-2. Jedenastka: Henderson – O’Donnell, Phillips, Aherne-Evans – Bowen, Coates (c), Davies, Nix, Kemp – Wilson-Denis, O’Sullivan. Wszystko było by dobrze, gdyby przed 20 minutą sędzia na wyrzucił z boiska Kempa. A tak, musieliśmy grać w 10 i skończyło się na 0-2. A ja już kompletnie nie miałem pojęcia co mogę zmienić, aby drużyna zaczęła wygrywać. Jeszcze po meczu dowiedziałem się, że Wilson-Denis nabawił się drobnego urazu, a ponadto kontuzjowani są Charles (złamana noga, 5 miesięcy przerwy) i Moralee (złamany palec u nogi, miesiąc przerwy) okazało się, że na najbliższy mecz miałem tylko O’Sullivana. Dlatego z Crawley, w Boxing Day, z konieczności w ataku zagrał Daley. Spisał się na tyle dobrze, że zdobył 2 bramki, dołożył asystę, a cały mecz wygraliśmy 4-0! W bramce zagrał młody Olofsson i nie puścił gola. Inna sprawa, że dobrze grała obrona.

Ostatni mecz w 2005 roku (28.12) graliśmy na wyjeździe z Leigh RMI. Wyjściowa jedenastka taka sama jak ostatnio, z tym, że kontuzjowanego Daviesa zamienił Wright. Po 6 minutach było już 2-0 dla nas. Dwa fantastyczne podania Daleya wykorzystane przez Nixa i Coatesa. Kwadrans później ten drugi dośrodkowuje z narożnika boiska wprost na głowę Walla i jest 3-0! Pięć minut później, po świetnej kontrze, bramkę zdobywają gospodarze, ale to wszystko na co ich było stać tego wieczoru. Jeszcze przed końcem roku sprzedałem za tysiąc funtów do Shrewsbury Rogera Freestone’a, któremu i tak nie przedłużyłbym kontraktu, więc przynajmniej zarobiłem trochę.

Na półmetku rozgrywek ligowych tabela wyglądała następująco:
1. Aldershot 44 pkt.
2. Barnet 43 pkt.
3. Carlisle 35 pkt.
...
7. Newport Co 33 pkt.
...
20. Worksop 20 pkt.
21. Leigh 21 pkt.
22. Scarborough 21 pkt.

Na koniec roku, jak zwykle przyznano nagrody. World Footballer of the Year trafiła w ręcę van Nistelrooya, World Player of the Year przyznano Giggsowi, jak również European Footballer of the Year. Bramkarzem roku w Europie został Buffon, obrońcą Rio Ferdinand, pomocnikiem Giggs, a napastnikiem van Nistelrooy.
O artykule
Kategoria: Kariery
Podkategoria: FM 2005
Dodano: 28.02.2008

Liczba wyświetleń: 958

Średnia ocen: 0.00



Komentarze


Z tym materiałem nie są powiązane żadne opinie.



Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany!

© Centrum FM
Mapa serwisu