Kolejne dni to dalsze przygotowania do sezonu, w takcie których zabrano mi lewego skrzydłowego. Pierwszoligowa Cracovia złożyła ofertę za Macieja
Wojasa, którą podbiłem dziesięciokrotnie, ale i tak się nie wycofali.
13 lipca dowiedziałem się jak bukmacherzy typują nasze szanse w tym sezonie. Obyło się bez niespodzianek. Ciekawy jestem kto wymyślił, że w tym sezonie możemy awansować bez pieniędzy i piłkarzy na pierwszoligowym poziomie.

Za dwa dni czeka nas wyjazd do Czech na mecz sparingowy z amatorskim zespołem Hartvikovice.
Mecz towarzyski Hartvikovice – Odra Opole
15 lipca 2007r. godzina 17.00
Jako, że przeciwnikami mieli być amatorzy o grę i wynik byłem spokojny. Na skrzydle zagrać miał
Kaczorowski a w ataku szansę pokazania się z dobrej strony otrzymał Ugo.

Początek meczu niemrawy. W czwartej minucie faul
Copika, ale strzał z rzutu wolnego był niecelny. To podziałało jak płachta na mój zespół. Po wznowieniu akcja na skrzydle
Pape z
Wodniokiem, dośrodkowanie do Nigeryjczyka, ale piłka poszybowała nad poprzeczką. W 6 minucie akcja
Konopelskyego i znowu pudło
Ugo. Później jeszcze strzał
Ganowicza po rzucie rożnym, ale dalej wynik 0:0 chociaż przewaga Odry nie podlegała dyskusji. Kilka minut spokojnej gry i znowu nasze ataki. 18 minuta, po podaniu
Konopelskyego strzelał
Piegzik, w 20 minucie seria strzałów na czeską bramkę, ale
Dusek nie dawał się zaskoczyć. W końcu w 35 minucie akcja po wznowieniu z autu, podanie do Konopelskyego, Ugo urywa się obrońcy i strzela przy lewym słupku. „No w końcu” – myślę sobie. Do końca pierwszej połowy wynik nie uległ zmianie, ale okazji nie brakowało, szczególnie
Ugo i
Piegzikowi, ale obaj dzisiaj niemiłosiernie pudłowali. W przerwie nie robiłem zmian, w szatni powiedziałem chłopakom by dalej walczyli, bo 1:0 to trochę mało. Czeski szkoleniowiec wymienił środkowego obrońcę - P.
Chladka, którego Nigeryjczyk bardzo często ogrywał. Niewiele to dało, w 49 minucie kolejne świetnie podanie
Konopelskyego do
Ugo, który gubi obrońcę i strzela w środek bramki łapiąc bramkarza na wykroku. Zespoły przestały szarżować. Po 60 minucie dałem pograć rezerwowym, weszli:
Józefowicz,
Surowiak i
Pontus. I od razu akcja
Surowica po skrzydle, podanie do
Piegzika, ale kolejny strzał w niebo. Chwilę później strzał
Pontusa z 16 metrów ale piłka przelatuje minimalnie nad poprzeczką. W 77 minucie wpuściłem doświadczonych
Tracza i
Karasiaka, aby obaj powalczyli powalczyli środku boiska. Do końca meczu nic ciekawego się już nie wydarzyło. Wygrana 2:0 cieszyła, ale powinno być trochę więcej.
Za 4 dni czekał nas już ostatni sparing i później liga. Trochę się bałem, ale i czekałem na mecze o jakąś stawkę.
19 lipca zarząd podjął decyzję w sprawie współpracy z klubem patronackim. Do wyboru miałem trzy dobre kluby i nad wyborem jednego z nich musiałem się poważnie zastanowić. Zdecydowałem, że ostateczną decyzję podejmę po meczu.
Mecz towarzyski Odra Opole – FK Obilić Belgrad
19 lipca 2007r. godzina 17.00
Mecz nie będzie łatwy. Przeciwko nam wystąpi ekipa, która w 1998 r. zdobyła mistrzostwo Serbii. Jednak ich obecny skład jest zdecydowanie słabszy a sama drużyna nie radzi sobie jak kilka lat temu i obecnie występuje w 3 lidze, ale ambicja na pewno pozostała.

Początek meczu to obustronna wymiana ciosów. Z naszej strony świetnie grała defensywa nie dopuszczając rywali do oddania strzału. W ofensywie - jak zwykle zresztą - ciekawe akcje, zwody, podania a strzały w niebo. Bardzo dobrze wyglądał
Kaczorowski, jego akcje na skrzydłach mogą stanowić podstawę do napisania podręcznika na temat gry na tej pozycji. W 12 minucie
Pape pobiegł prawą stroną do linii końcowej, podanie do
Kaczorowskiego na 16 metrze, ten oddaje do
Piegzika, który zupełnie niekryty strzela płasko po ziemi do bramki. Trzy minuty później jednak dramat - wejście
Aksentica w nogi
Copika i ten na noszach opuszcza boisko. W jego miejsce wpuściłem
Tracza, doświadczony zawodnik w środku pola to podstawa sukcesu. Od tego momentu na boisku istniał tylko jeden zespół - Odra.
Tracz wniósł od razu siłę, zaangażowanie i zdecydowanie. W 20 minucie kolejna szybka akcja po skrzydle
Kaczorowskiego, ale strzał
Piegzika nad bramką. Pięć minut później znowu pudło
Piegzika, który szalał po boisku. Trzydziesta minuta, podanie
Tracza do
Filipe, który długą piłką obsługuje niepilnowanego
Piezgika i ten w końcu trafia na 2:0. Do końca pierwszej połowy wynik się nie zmienił mimo prób
Piezgika i
Konopelskyego. Zachwytów nad grą Madrina nie szczędził miejscowy komentator.
Początek drugiej połowy i pierwsza akcja już przynosi nam gola. Klasyczny przechwyt piłki po aucie rywali, podanie
Rafalskiego do
Ugo, który w akcji sam na sam z bramkarzem pakuje piłkę do bramki. 3:0 i już chyba po meczu. Dalej obraz gry nie uległ zmianie, akcje Odry po skrzydłach i strzały naszej drugiej linii, szczególnie
Tracza, powodowały, że cały czas kontrowaliśmy grę. W 66 minucie błąd
Pape, który podawał do bramkarza mało nie kosztował nas utraty bramki, ale
Feć pokazał, że na razie jego pozycja pierwszego bramkarza jest niepodważalna. Nadszedł czas na wprowadzenie do gry rezerwowych, dziesięć minut później po rozgrzewce na boisko weszli:
Pontus,
Kościukiewcz,
Karasiak i
Surowiak. Zespół zaczął grać na czas, szanować piłkę i tempo gry wyraźnie spadło. Widziałem, że rywale mają dość meczu, więc wpuściłem pozostałych rezerwowych. Wynik już nie uległ zmianie.
Po meczu prezes zaprosił mnie do siebie. Do zakomunikowania miał radosną wiadomość. Zagłębie Lubin zostało naszym klubem patronackim. Chyba nasza dyspozycja w przygotowaniach do sezonu ich przekonała, albo prezes miał lepsze układy niż sam twierdził.

Faksem też przyszła wiadomość, że Zagłębie ma zamiar podesłać nam dwóch młodych graczy. Zobaczymy, co jeszcze z tego będzie.

Nie znam żadnego z tych graczy, ale nie zostaną już na samym początku skreśleni. Na treningu okaże się czy są coś warci.
Raport fizjoterapeuty Odry na temat
Copika był niewesoły, bo przez miesiąc był wykluczony z gry. Miałem nadzieję, że
Tracz pokaże że oprócz trenerki umie jeszcze dobrze grać w piłkę.
Czas na podsumowanie naszych przygotowań do sezonu. Najbardziej jestem zadowolony z gry obronnej. Cała czwórka rozumie się coraz lepiej i ich dobra współpraca z
Feciem pozwala grać na zero z tyłu. Bardzo dobrze do zespołu wkomponowali się
Rafalski i
Kaczorowski. Nie jestem tym jednak zdziwiony. Piłkarze, którzy grali coś w Ekstraklasie, w drugiej lidze są jak gwiazdy futbolu. Skoro o gwiazdach mowa, nie wypada nie wspomnieć o
Konopelskyim - prawdziwy król asyst i środka pola. Oby nie pękał jak zacznie się liga, bo ma dopiero 19 lat. Dzięki niemu
Piegzik ma tyle wolnego miejsca i może skupić się na strzelaniu bramek. Cieszy mnie dyspozycja
Ugo, mimo że jego nonszalancja może przyprawić o palpitację serca, ale bramki strzela.
Skończyliśmy sparingi. Przygotowałem drużynę tak dobrze, jak tylko potrafiłem. Pierwszy mecz czeka nas w Płocku z aspirującą do powrotu do 1 ligi Wisłą.
21 lipca przyjechał do klubu jeden z dwóch oferowanych graczy przez Zagłębie, mianowicie Damian
Piotrkowski. Dzień później dojechał Kamil
Pilarski.
Pierwszy z nich to środkowy pomocnik, drugi to prawy obrońca. Niby nie mam na tych pozycjach braków kadrowych, ale dam im szansę się pokazać.
22 lipca wysłałem faks z gratulacjami do Zagłębia za wygrany Superpuchar Polski.

Poprosiłem też o kasetę z tego meczu. Może zauważę jakiegoś przydatnego dla mnie piłkarza, który nie będzie miał miejsca w składzie a mi będzie potrzebny.
Wybrałem też ostatecznie kapitana zespołu oraz jego zastępcę - obyło się bez niespodzianek. By nie rozbijać układów w drużynie, przynajmniej w tym sezonie, poszedłem za radą asystenta.

Wysłałem
Żymanczyka, aby zdobył jakieś materiały o grze Wisły w sparingach. Na niewiele mi się to przyda, bo i tak nie zamierzam ustawiać zespołu pod rywala tylko samemu dyktować warunki gry, ale nie zaszkodzi zobaczyć, który z graczy Wisły się wyróżnia. Może trzeba będzie go zakosić już na początku meczu, aby sobie nie pograł.
26 lipca 2007r.
Przyszedł faks z wynikami Wisły Płock.

Właściwie u siebie słabiutko grali. Nie może nas to uśpić, więc na pewno moi piłkarze tego nie zobaczą. Lepiej by uważali Wisłę za groźnego przeciwnika i cały czas byli skoncentrowani.
28 lipca 2007 r.
O 14 mój scout dostarczył mi raport o Wiśle. Świetnie, godzinę przed meczem jest trochę za późno, ale garść cennych informacji może się przydać.

II liga polska. Mecz Wisła Płock – Odra Opole
28 lipca 2007r. godzina 15.00
Trochę się denerwowałem przed debiutem, ale w szatni zgrywałem twardziela i piłkarzom zapowiedziałem, że mają grać o zwycięstwo. Sebastian podpowiedział, że
Geworian do końca nie wyleczył kontuzji, więc nasi piłkarze mieli ostro odbierać mu piłkę.

Początek meczu trochę nerwowy w wykonaniu moich piłkarzy. Piąta minuta - rzut rożny dla Wisły,
Ganowicz wybija w fatalny sposób, piłkę przejmuje
Posmyk ale
Filipe wykopuje mu ją spod nóg. Ten upada na ziemię jakby ktoś mu nogę odciął. Sędzia wskazuje na wapno. „Skur….” – pomyślałem. Do piłki podszedł Jacek
Wiśniewski i pewnie umieścił piłkę w siatce. Koszmarny początek. Na szczęście w 10 minucie faul na
Ugo i
Piegzik bezpośrednio z rzutu wolnego strzela gola. Radość na ławce Odry nie do opisania. W 15 minucie strzelał jeszcze
Konopelsky, ale niecelnie. Moi piłkarze nie przestraszyli się rywala i gra była otwarta z obu stron. W 31 minucie akcja
Zawadzkiego, który jednym zwodem gubi
Tracza,
Rafalski spóźnia się z asekuracją i zupełnie niekryty Bartosz
Wiśniewski strzela bramkę. Fatalna postawa naszej obrony i bramkarza, który na razie wpuścił oba strzały w bramkę. Mój zespół od razu odpowiedział, ale strzał
Piegzika ponad bramką. Pod koniec pierwszej połowy miała miejsce istna obrona Częstochowy w naszym wykonaniu. Interwencje
Ganowicza,
Rafalskiego i
Filipe ratują nasz tyłek. W przerwie jak burza wpadłem do szatni. Jednak nie krzyczałem, pokazałem rozczarowanie
Filipe, reszta miała powalczyć i dać z siebie więcej. Zadowolony byłem tylko z postawy
Piegzika. Postanowiłem też wzmocnić świeżym piłkarzem środek pola i miejsce
Tracza zajął młodziutki
Karasiak, któremu powiedziałem, by zaczął spokojnie, na luzie. Rozpoczęła się druga połowa. Minutę później po akcji
Piegzika sytuację zmarnował
Ugo. W 56 minucie akcja po skrzydle
Kaczorowskiego, który uciekł
Strugarkowi walcząc bark w brak i wyszedł na czysta pozycję, ale sędzia gwizdnął faul mimo braku reakcji ze strony bocznego arbitra. Żółta kartka dla
Kaczorowskiego i kolejny błąd sędziego w tym spotkaniu. Przekupiony? 61 minuta przejęcie
Karasiaka, podanie do
Ugo, który sprytnie się zastawiając wypuszcza na czystą pozycję
Wodnioka a ten przepięknym strzałem w okienko wyrównuje stan meczu. Co za akcja. I PZPN wypuścił tego chłopaka aby ten grał dla Niemców. W 66 minucie „setka”
Ugo zmarnowana. Tak się wkur… że Nigeryjczyk poszedł od razu do zmiany, szansę dostał
Pontus. W 72 minucie groźnie z rzutu wolnego strzelał
Wiśniewski, ale
Feć pewnie obronił. W 78 minucie złe wybicie bramkarza Wisły do obrońcy,
Kaczorowski przejmuje piłkę, ale strzela obok bramki… Załamałem się. Akcja za 3 punkty zmarnowana. Od razu dałem zmianę i w 83 minucie szansę debiutu dostał
Piotrkowski, który zastąpił zmęczonego
Konopelskyego. Nakazałem grę na czas z poszanowaniem piłki i grę z kontrataku. Boczni obrońcy także mieli zostawać z tyłu, bo akcje Wisły skrzydłami były coraz groźniejsze. W 85 rzut rożny dla gospodarzy, ale
Feć broni, choć na raty. W 93 minucie mało brakowało, aby
Wiśniewski strzelił bramkę, ale uderzył niecelnie. Chwilę później sędzia zakończył mecz. Nie było źle, ale mieliśmy realną szansę wygrać z Wisłą. Na pewno dam juro wycisk na treningu obrońcom.


W sumie byłem zadowolony z debiutu. Po meczu w wywiadzie pochwaliłem postawę dwóch debiutantów -
Rafalskiego i
Kaczorowskiego, ale zaznaczyłem, że na pewno będę więcej od nich wymagał jak zgrają się z zespołem. Następny mecz czeka nas ze Stalową Wolą w Opolu.