Nie jesteś zalogowany! Załóż konto już teraz!

"The Exiles" - Newport County AFC cz.3

W Nowy Rok graliśmy wyjazd z Canvey Island. Mecz był dość nijaki, niemniej jednak wygrany przez nas. W doliczonym czasie pierwszej połowy bramkę z rzutu wolnego zdobył Bowen, a 45 minut później po kombinacyjnej akcji wynik ustalił Daley. Bardzo dobrze wypadł Olofsson, który obornił kilka trudnych piłek. Tydzień później mecz u siebie z Accrington. Gra dużo lepsza, momentami naprawdę fantastyczna. Po kwadransie pierwszą bramkę zdobywa Mogan (karny, za faul na Wilsonie-Denisie), a chwilę później drugą dokłada Wilson-Denis. Kilka minut przed przerwą błąd Olofssona i jest 2-1, a na początku drugiej połowy, po okresie naszej przewagi, fantastyczny strzał z 20 metrów i jest 2-2. Od tego momentu nie schodziliśmy praktycznie z połowy przeciwnika. Bramki jednak padły dopiero w końcówce. Najpierw rezerwowy Kemp, a potem Davies dopełniają dzieła zniszczenia. 4-2, choć mecz mógł się inaczej potoczyć, gdyż po strzale Nixa piłka odbiła się od słupka i przeszła wzdłuż bramki, a po którymś rzucie rożnym z linii bramkowej piłkę wybił obrońca. Niemniej jednak początek roku jest na wielki plus.

Trzy dni później grające od 15 minuty w dziesiątkę Gravesend nie stanowiło dla nas żadnej przeszkody. Zostali zdemolowani 5-0. Dwa trafienia uzyskał Kemp (znowu wszedł z ławki), dwie asysty Wilson-Denis, a co ciekawe asystą popisał się nawet Olofsson! Nasza passa została powstrzymana 3 dni później, gdy graliśmy w FA Trophy z Bedford. Tylko remis 1-1, i to dość pechowy, bo po samobójczym trafieniu Aherne-Evansa. Trudno, będziemy zmuszeni grać potwórkę. W powtórce tylko dzięki Hendersonowi i jego „fantastycznej” postawie męczyliśmy się w rzutach karnych. W normalnym czasie było 3-3 (wyrównująca bramka z karnego w doliczonym czasie), ale za to karne wygraliśmy 4-2, a Henderson zrehabilitował się broniąc dwa strzały. W następnej rundzie zagramy z Leyton.

W kolejnym meczu ligowym podejmowaliśmy wicelidera z Aldershot. O dziwo mecz był dla nas dość łatwy, panowaliśmy nad wydarzeniami prawie przez 90 minut. Najpierw, już w 7. minucie dośrodkował z narożnika Daley, a piękną główką popisał się O’Donnell. Nie całe pół godziny później ponownie Daley otwiera drogę do bramki, tym razem wykańcza wszystko Kemp. Na 20 minut przed końcem rozprężyliśmy się i goście strzelili nam gola, ale kwadrans później swoje drugie trafienie uzyskał, będący ostatnio w świetnej formie strzeleckiej, Kemp. Wicelider ograny 3-1. Teraz tracimy do nich tylko 6, a do lidera 8 punktów, ale mamy jeszcze zaległy mecz.

Mecz z York, rozgrywany u siebie, był tylko trochę ciekawszy niż sugeruje wynik (0-0). Obie drużyny stwarzały zagrożenie pod bramką, ale brakowało wykończenia. Pod koniec spotkania świetną okazję mieli goście, ale Leadbitter (swoją drogą chciałbym tego zawodnika pozyskać, ale nie wiem czy fundusze pozwolą) nie wykorzystał karnego, świetnie obronił Olofsson. Warto jeszcze powiedzieć, że piłkarzem meczu wybrano Stockdale’a – bramkarza gości. Tyle szczęścia nie mieliśmy z Worksop (wyjazd). Mecz wyrównany, pełen dramaturgii, zakończył się wynikiem 3-4. Porażka i to na dokładkę we frajerski sposób. Na plus tylko Moralee, który przy pierwszym kontakcie z piłką zdobył bramkę i powracający po kontuzji, Coates, który był bezsprzecznie najlepszy na placu. Ostatni mecz stycznia to porażka na wyjeździe z Yeovil 0-1. Mecz był wyrównany, ale gospodarze wykorzystali przewagę własnego boiska. W naszej drużynie najlepsi byli Coates (MoM) oraz Henderson. Ten pierwszy swoimi świetnymi występami zapracował na nagrodę dla najlepszego piłkarza stycznia. Nagrodę dla młodego piłkarza dostał Tom Kemp.

Kemp potwierdził świetną formę w meczu pucharowym z Leyton. Co prawda do przerwy było 1-1 (bramka Kempa właśnie), ale cały mecz wygraliśmy 3-1, pomimo, że ponad pół godziny musieliśmy grać w dziesiątkę, bo za dwa „żółtka” wyleciał Morgan. Drugą bramkę zdobył również Kemp, a trzecią dołożył Aherne-Evans. Trzy dni później graliśmy z Hornchurch i znowu w roli głównej wystąpił Kemp. Ponownie dwie bramki, obie tuż na początku drugiej części, i odnieśliśmy zwycięstwo 3-1. Pod koniec meczu mogliśmy podwyższyć, ale Wall nie wykorzystał jedenastki za faul bramkarza na Aherne-Evansie. Również dobrą formę młody napastnik zaprezentował z Halifax. Mecz był bardzo emocjonujący, a zwłaszcza pierwsze 20 minut, kiedy to padło 5 bramek. W 3. minucie wynik otworzył Wright, potem podwyższył Kemp. Co z tego, kiedy obrona dała się ogrywać jak dzieci, a bramkarz gra strasznie nierówno. Ostateczny wynik to 3-3, ale powinniśmy byli to wygrać, ale wszystko było przeciwko nam. Nawet Morgan nie potrafił karnego zamienić na bramkę.

Tydzień później ważny mecz, z szóstym w tabeli, Dag & Red (my byliśmy na 3 miejscu). Przez cały mecz gospodarze przeważali, byli bliscy strzelenia bramki (strzał w słupek), ale ostatecznie to my zadaliśmy decydujący cios. Na 4minuty przed końcem świetna kontra, którą zakończył celnym strzałem Coates. Trzy dni później tylko zremisowaliśmy na wyjeździe z Hereford. Graliśmy raczej słabo, choć pewnie wszystko potoczyłoby się inaczej, gdyby po 30 sekundach nie musiał zejść, z powodu kontuzji, Nix.

W sobotę graliśmy mecz w FA Trophy z Southport. Kompromitacja, to jedyne pasujące określenie. Porażka 0-4, słaba gra, czerwona kartka dla O’Donnella, czwarta bramka sprezentowana przez Olofssona... Można wymieniać w nieskończoność. Ale przynajmniej ten mecz uzmysłowił mi kilka rzeczy. Przede wszystkim nasza kadra była za mała, zwłaszcza, jeśli chodzi o przednie formacje. Poza tym słabym występem wyrok na siebie podpisał Wilson-Denis. Kontrakt kończy mu się w czerwcu, ale choćby stawał na rzęsach i klaskał uszami, to nie dostanie przedłużenia.

Marzec zaczęliśmy od porażki u siebie z Macclesfield. W 2 minucie błąd Hendersona, który nie łapie dośrodkowania i goście prowadzą 1-0. Potem zaczęliśmy przeważać, zamknęliśmy przeciwników na własnej połowie. Ale co z tego, skoro marnowaliśmy takie okazje, że dzieciaki na wuefie strzelają z tego bramki. W środę było znacznie lepiej. Również u siebie, przeciwnikiem Carlisle, ale wynik 2-1 dla nas. Bramki zdobyli Kemp oraz O’Donnell z rzutu wolnego. Ogólnie dość udany występ, choć końcówka była nerwowa. Kolejny mecz, z ostatnim w tabeli Scarborough, zaczęliśmy fatalnie. Już w 1. minucie straciliśmy gola. Co z tego, że potem mieliśmy przewagę, jak długo nie potrafiliśmy jej udokumentować. Udało się na niecałe 20 minut przed końcem, kiedy to Kemp pewnie wykorzystał rzut karny podyktowany za faul na O’Sullivanie. Ale tylko 1-1, bo słabej grze prawie całego zespołu. Wyjątkiem Coates, który wyraźnie odstaje poziomem od reszty. Pozytywnie oczywiście. Podobnie rzecz się miała w zremisowanym 2-2 meczu z Farnborough. Choć przy okazji tego spotkania przez ponad godzinę graliśmy w 10, to mogliśmy i powinniśmy go wygrać. Mecz ten ważny był jeszcze z dwóch powodów: Jamesa O’Connora (D RC, 1984, Anglik) oraz Jamala Campbell-Ryce’a (AM RL, 1983, Jamajczyk), którzy na zasadzie wypożyczeń dołączyli do nas przed tym spotkaniem odpowiednio z Aston Villi i Charltonu. Obaj spisali się dobrze. Transfer Campbell-Ryce’a miał na celu wzmocnienie linii środkowej, natomiast O’Connorowi chciałem się bliżej przyjrzeć. Jako, że w czerwcu kończy mu się kontrakt i chciałbym go pozyskać na zasadzie wolnego transferu, postanowiłem, że sprawdzę jego przydatność do drużyny w ten właśnie sposób. Marzec kończyliśmy w bardzo dobrych nastrojach, bo w ostatnim meczu w tym miesiącu pokonaliśmy Tamworth 3-0 po dwóch bramkach O’Donnella i jednej Daley’a. Tradycyjnie, pod koniec miesiąca, przyszedł czas na wyróżnienia. W kategorii Piłkarza Miesiąca pierwsze miejsce zostało przyznane Jonathanowi Coatesowi, trzecie zajął natomiast Kevin Aherne-Evans. Nagrodę dla Młodego Piłkarza zgarnął również nasz zawodnik – Danny O’Donnell.

W April Fool’s Day, czyli Prima Aprilis, podejmowaliśmy na własnym obiekcie lidera tabeli - Barnet. Mecz był jednym z najlepszych spotkań, jakie miałem okazję oglądać, ale po kolei. Rozpoczyna się fantastycznie dla nas. W 4. minucie akcja lewym skrzydłem Coatesa, dośrodkowanie wprost na głowę wbiegającego Kempa i jest 1-0. Kilkanaście minut później akcja prawą stroną. Campbell-Ryce ścina w kierunku pola karnego, mija obrońcę, wykłada piłkę Kempowi stojącemu na szesnastym metrze. Ten przyjmuje, podciąga dwa metry i strzela nie do obrony po „długim” rogu, piłka odbija się jeszcze od słupka i robi się 2-0. Niestety potem nastąpiło rozprężenie w naszych szeregach i goście zdobywają kontaktową bramkę w 20. minucie, a po kwadransie pada wyrównanie. W obu tych przypadkach fatalnie zagrali obrońcy. Do końca pierwszej części przeważali goście, ale dowieźliśmy remis. W szatni było gorąco, opieprzyłem chłopaków, na czym świat stoi. Właściwie to dopiero pierwszy raz tak się zachowałem, ale i też pierwszy raz w tak ważnym meczu tak się rozprężyli, więc trzeba im było na nowo załadować akumulatory. Terapia szokowa okazała się skuteczna. Trzy minuty po rozpoczęciu połowy mieliśmy rzut rożny. Dośrodkowanie Coatesa na dalszy słupek, zgranie Aherne-Evansa i strzał z woleja O’Donnella znajduje drogę do bramki, 3-2! Niecały kwadrans później jest 4-2 dla nas. Kontrę wyprowadził O’Sullivan, podanie do Kempa, ten przebiegł z piłką kilkadziesiąt metrów i mocnym strzałem pod poprzeczkę nie dał szans golkiperowi gości. Niestety na 10 minut przed końcem goście mieli rzut wolny z około 20 metrów. Piłka tak nieszczęśliwie odbiła się od muru, że wpadła do siatki. Zaczęliśmy grać na czas. Na 5 minut przed końcem zdjąłem Kempa, który dostał „standing ovation”. Nie daliśmy sobie strzelić już gola, za to sami jeszcze raz pokonaliśmy bramkarza gości. W doliczonym czasie piłkę wykłada Coates, a do siatki trafia O’Sullivan. Wynik końcowy 5-3 i awans na 3 lokatę w tabeli, ale strata 8 punktów do Barnet jest chyba zbyt duża, zwłaszcza, że następny mecz, który graliśmy z Burton, przegraliśmy 0-1. Dość powiedzieć, że bohaterem spotkania został ich bramkarz.

Tydzień później, z wyjazdu do Crawley, przywieźliśmy trzy punkty, choć nie było o nie łatwo. Wynik końcowy, 3-2, ustalił dopiero na minutę przed końcem Kemp. Oprócz jego dwóch trafień, gola zdobył Coates. W kolejnym spotkaniu pokonaliśmy Stevenage 3-1 po bramkach O’Sullivana, Kempa (z karnego) i Daviesa. Dzięki temu odskoczyliśmy na 4 punkty od czwartego Stevenage tym samym zapewniając sobie co najmniej trzecie miejsce na finiszu rozgrywek. Ponadto dzięki porażce Aldershot zbliżyliśmy się do nich na 1 punkt, a ostatni mecz graliśmy ze zdegradowanym Leigh RMI i to w dodatku u siebie. Pozycja na koniec sezonu jest ważna, gdyż drużyny z miejsc 2-5 grają baraże o awans. Im wyższa pozycja z tym słabszą ekipą gra się w półfinale, poza tym drużyny z miejsc 2 i 3 rewanż grają u siebie.

Ostatni mecz „regularnego” sezonu graliśmy u siebie z Leigh. Choć dałem zagrać głównie rezerwowym, to graliśmy naprawdę pięknie, choć wynik o tym nie świadczy. W 26. minucie przepiękny strzał Bowena z rzutu wolnego ląduje w siatce. Do przerwy 1-0. Po przerwie dalej bardzo dobra i ładna gra naszej drużyny, ale na 7 minut przed końcem goście wyprowadzają zabójczą kontrę i robi się 1-1, a jak podawał spiker Aldershot remisowało z Hornchurch, czyli przy naszym zwycięstwie zajęlibyśmy drugą lokatę. Tuż przed ostatnim gwizdkiem arbitra faulowany w polu karnym był Moralee. Ten doświadczony napastnik sam postanowił wymierzyć sprawiedliwość. Podszedł do piłki, ustawił ją dokładnie na 11 metrze od bramki gości, wziął krótki rozbieg i... Strzelił tuż przy słupku, tzw. „półgórną piłkę”! 2-1! Tym samym zajęliśmy 2 miejsce na koniec sezonu, a w Playoffach trafiliśmy na Stevenage, drugą parę tworzyli Yeovil i Aldershot. Ale zanim doszło do tych spotkań przyznano nagrody za kwiecień. Piłkarz Miesiąca trafił w ręce Jonathana Coatesa (3 raz w sezonie, w tym drugi raz z rzędu!), drugie miejsce dla Kempa. Młody Piłkarz dla Kempa (drugi raz), a drugie miejsce dla O’Donnella.

Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem pierwszego spotkania barażowego, i tak gorącą, atmosferę podgrzewaliśmy wraz z menedżerem Stevenage. Najpierw stwierdziłem, że gładko ich pokonamy, na co on odpowiedział, że nie wierzy, że jesteśmy w stanie awansować, na co ja oczywiście odpowiedziałem, że nie tylko jesteśmy, ale też jak najbardziej to zrobimy. Jak się okazało ta cała wojna psychologiczna najlepiej wpłynęła na moich chłopaków. Roznieśliśmy przeciwników na ich terenie aż 4-0! Trafienia zaliczyli O’Sullivan, Daley, Campbell-Ryce oraz Kemp. Jeszcze tylko powiem gwoli informacji, że w drugim meczu Yeovil zremisowało u siebie z Aldershot 2-2.

Na rewanż przyszło ponad 2500 ludzi. Choć mecz był naprawdę dobry, szczególnie z naszej strony, gra płynna i efektowna, to jednak bramki nie padły. Skończyło się na 0-0, ale też zaliczka z pierwszego spotkania pozwoliła nam zagrać na luzie. Przed praktycznie cała drugą połowę nie milkły śpiewy na trybunach. Kibice wiedzieli, że tego dwumeczu nie jesteśmy w stanie przegrać. Poza tym był to ostatni mecz na własnym obiekcie i kibicie naprawdę pięknie podziękowali nam za cały sezon. W drugim meczu Aldershot przegrało u siebie z Yeovil 2-3, i to właśnie z drużyną Steve’a Castle’a spotkamy się walce o League Two na Britannia Stadium w Stoke.

Zanim doszło to najważniejszego dla nas meczu w sezonie padły rozstrzygnięcia na innych frontach. Mistrzem kraju został Man Utd, który o 25 punktów wyprzedził drugi w tabeli Liverpool. Czerwone Diabły zdobyły również Puchar Ligi. Puchar UEFA trafił w ręce Interu, który po dogrywce pokonał Parmę 2-1. Do rozegrania zostały jeszcze finały Ligi Mistrzów oraz FA Cup.

Nadszedł wielki dzień. Było piękne, słoneczne, niedzielne popołudnie. Pogoda wprost idealna do gry. Tuż przed 15 na Britannia Stadium wyszły obie jedenastki wyprowadzone przez Iana Andersona, arbitra tego spotkania. Desygnowałem następującą jedenastkę:
Olofsson – Phillips, Morgan (c), O’Donnell, Aherne-Evans – Campbell-Ryce, Coates, Davies, Daley – Kemp, O’Sullivan.
Na ławce zasiedli: Henderson, Osbourne, Bowen, O’Connor oraz Wilson-Denis. Jeszcze przed gwizdkiem przywitaliśmy się ze Stevem, życzyliśmy sobie powodzenia i udaliśmy się w stronę swoich ławek. Punktualnie o 15:00 sędzia dał znak do rozpoczęcia gry. Mecz rozpoczęli, występujący w roli gości, zawodnicy Yeovil. W 11. została przeprowadzona pierwsza ciekawa akcja meczu. Lewym skrzydłem pociągnął Coates, dośrodkował na dalszy słupek, a tam akcję zamykał zupełnie niepilnowany Campbell-Ryce. Uderzenie głową i jest 1-0! Wynik do przerwy się nie zmienił. 10 minut po wznowieniu gry Daley zagrywa na 16 metr do Kempa, ten mija obrońcę i strzela mocno, i co najważniejsze celnie. 2-0! Ale 4 minuty później błąd popełnia nasza obrona. Z kontrą wychodzą goście. Strzał Jevonsa paruje Olofsson, ale brak asekuracji powoduje, że Tarachulski pakuje piłkę do pustej siatki. Od tego moment Yeovil zaczęło przeważać, aż w końcu, w 78, minucie zdobyli wyrównanie. Strzał sprzed pola karnego Watersa znalazł drogę do siatki. 2-2. Wynik się już nie zmienił, więc sędzia zarządził dogrywkę. Pierwsza połowa dogrywki to raczej walka w środku pola, próba zyskania przewagi przez każdą z ekip. Powoli zaczynałem myśleć o konkursie jedenastek. Aż nadeszła 109. minuta. Rzut wolny z około 20 metrów od braki Yeovil. Piłkę uderzył O’Sullivan, ta odbiła się od muru i wtoczyła się do bramki przy bliższym słupki, podczas gdy bramkarz leżał przy drugim. 3-2! W tym momencie zawołałem, najbliżej stojącego, Daviesa i przekazałem mu uwagi, jakie on miał przekazać reszcie drużyny, czyli obrona totalna i szybkie kontry. Jedna z takich kontr zakończyła się sukcesem. Tuż przed końcem dogrywki podanie Bowena przejmuje Daley, ściąga uwagę obrońcy i bramkarza, a następnie wykłada piłkę na 5 metr do O’Sullivana, który nie marnuje okazji 4-2! Witaj 4 ligo! Chwilę później sędzia zakończył spotkanie. Chwilę później podszedł do mnie Steve Castle i pogratulował sukcesu. Podziękowałem i życzyłem sukcesu w przyszłym sezonie, dodając, że już na pewno mu nie przeszkodzę w tym. A potem zaczęła się wielka feta, choć na prawdziwe świętowanie przyjdzie czas, kiedy wrócimy do Newport.

Po meczu podszedł do mnie dziennikarz ogólnokrajowej gazety i zapytał, czy w związku z dobrą formą Kevina Aherne-Evansa i zainteresowaniem ze strony kilku silniejszych klubów będę w stanie zatrzymać zawodnika w klubie. Odpowiedziałem, że Kevin grał bardzo dobrze i że nie jest na sprzedaż. Jakby na potwierdzenie tego zaraz po meczu zaproponowałem mu nowy kontrakt, gdyż aktualny wygasał w czerwcu. Podobnie jeszcze kilku innych zawodników dostało propozycję przedłużenia umowy z „The Exiles”. Wszyscy podpisali nowe umowy: Morgan na 1 rok, Aherne-Evans na 2, Bowen na 1, Coates na 2 , a Davies na 4 lata. Co ciekawe wszyscy chcieli nawet mniejszą pensję niż dotychczas.

Na koniec sezonu czekały mnie jeszcze dwa miłe akcenty. Otóż zostałem wybrany Menedżerem Roku! Drugie miejsce zajął Steve Castle, co też mnie ucieszyło. Będę trzymał kciuki za niego w przyszłym sezonie. Ponadto Tom Kemp został trzecim strzelcem ligi, a 3 najlepiej podających to Coates (16 asyst), O’Sullivan (15) i Daley (14). Tą drugą sprawą było zakończenie rozbudowy bazy treningowej, o którą prosiłem na początku sezonu.

W rozgrywkach na najwyższym poziomie Ligę Mistrzów wygrał Milan, który w finale pokonał Man Utd 2-0. A w Pucharze Anglii po karnych Arsenal pokonał Liverpool.
A oto zestaw reprezentantów Anglii w europejskich pucharach na przyszły sezon:
LM: Newcastle, Man Utd, Liverpool, Chelsea
UEFA: Arsenal, Charlton, Tottenham
Intertoto: Southampton, Blackburn.

Ostatnią rzeczą w kończącym się sezonie było przyznanie nagrody dla Najlepszego Piłkarza Zdaniem Fanów. Odebrał ją Tom Kemp. I na tym zakończył się mój drugi sezon pracy w Newport County.

7 czerwca rozpoczynały się MŚ 2006. Oto skład poszczególnych grup:
Grupa A: Niemcy, Japonia, Korea Płd., ZEA;
Grupa B: Meksyk, Portugalia, Szkocja, Senegal;
Grupa C: Argentyna, Kamerun, Finlandia, Szwecja;
Grupa D: Bahrajn, Anglia, Arabia Saudyjska, USA;
Grupa E: Bułgaria, Holandia, Maroko, Paragwaj;
Grupa F: Francja, Włochy, Serbia i Cz., Walia;
Grupa G: Angola, Brazylia, Kostaryka, Ekwador;
Grupa H: Burkina Faso, Dania, Peru, Hiszpania.

W fazie grupowej doszło do kilku niespodzianek. Z grupy C nie wyszła ani Argentyna, ani Szwecja, a w grupie F podobny los spotkał Francję. W drugiej rundzie największą niespodzianką było wyeliminowanie Anglii przez Kamerun. Do półfinałów awansowały Portugalia, Brazylia, Niemcy oraz Hiszpania. W finale spotkały się Brazylia z Hiszpanią, padł wynik 2-0. Trzecie miejsce dla gospodarzy, którzy po dogrywce pokonali Portugalczyków. Koroną króla strzelców podzielili się Raul oraz Mikael Forssell. Bramkarzem mistrzostw został wybrany Tim Howard, a piłkarzem jego kolega z drużyny Carlos Bocanegra.

A tak wyglądała drużyna mistrzostw: T Howard (USA) – Dede (Brazylia), M Krstajic (SiC), C Bocanegra (USA), D Basta (SiC) – C Seedorf (Holandia), Deco (Portugalia), Ronaldinho (Brazylia), D Stankovic (SiC) – M Klose (Niemcy), D Kovaceivc (SiC). Rezerwowi: O Kahn (Niemcy), J Andrade (Portugalia), I Helguera (Hiszpania), L Donovan (USA), Raul (Hiszpania).
O artykule
Kategoria: Kariery
Podkategoria: FM 2005
Dodano: 28.02.2008

Liczba wyświetleń: 914

Średnia ocen: 0.00



Komentarze


Z tym materiałem nie są powiązane żadne opinie.



Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany!

© Centrum FM
Mapa serwisu