Był dość ciepły, wrześniowy wieczór. Na stole stało chilijskie wino i kilka puszek piwa. Niewielka grupka świeżo upieczonych studentów cieszyła się najdłuższymi wakacjami w życiu. Rozmowy były głośne i często towarzyszyły im salwy śmiechu. Moją uwagę przykuły jednak dwie postacie, które siedząc z boku wydawały się być kompletnie odizolowane od reszty grupy. Dwaj mężczyźni prowadzili gorącą dyskusję. Widać było żywą gestykulację i mimikę, która potwierdzała, że nastolatkowie byli bardzo zaangażowani w dysputę.
Chyba nie muszę wyjaśniać, o czym rozmawiali bohaterowie powyższej sceny. Tematem pogawędki był oczywiście Football Manager, a konkretnie długie rozgrywki i zmiany jakie zachodzą podczas wieloletniej kariery. Zgodnie stwierdziliśmy, że w wirtualnym świecie następuje dość niewiele zmian. W Lidze Mistrzów niemal ciągle dominują drużyny z najsilniejszych lig: angielskiej, włoskiej, hiszpańskiej, czy niemieckiej. Hierarchia w rozgrywkach międzynarodowych także bywa nie zachwiana, więc dość często najbardziej znane reprezentacje triumfują w Mistrzostwach Świata, czy Mistrzostwach Europy. Swoje obserwacje przeprowadziliśmy jednak na starszych wersjach gier ze stajni SI. Dziś postaram się przedstawić Wam, jaką przyszłość kreuje przed nami Football Manager 2008.
- Trochę spraw technicznych:
Zapis gry, który przysłużył mi się do głębszych analiz datowany jest na 03.07.2020 roku. Ligi, które zostały załadowane to: dwie angielskie, oraz po jednej z Włoch i Hiszpanii. Baza danych została ustalona na poziom średni i nie uległa żadnym modyfikacjom. Nie używam także dodatkowych piłkarzy. Wszystko rozgrywa się na oficjalnej łatce 8.0.2. bez żadnych uaktualnień.
Pierwszą rzecz, na którą zwróciłem uwagę były rozgrywki reprezentacyjne, a konkretnie ranking światowy, którego pierwsza dziesiątka prezentuje się tak:

Jak widać, do czołowych drużyn nie dołączyła żadna nowa ekipa. Nadal o sile światowej piłki decydują takie marki, jak Włochy, Brazylia, czy Niemcy. W czołówce rankingu brak reprezentacji z Afryki i Azji, co potwierdza moją teorię, że Football Manager nie oferuje nam wielkich zmian i zaskoczeń. Niewielką niespodzianką jest dość wysokie, czternaste miejsce Arabii Saudyjskiej, lecz niezłą pozycję Azjaci zawdzięczają głównie absolutnej dominacji na swoim kontynencie. Polska zajmuje niskie, czterdzieste pierwsze miejsce w rankingu i przez 13 lat nie udało im się odnieść żadnego spektakularnego sukcesu.
Po analizie rankingu światowego, postanowiłem lepiej przyjrzeć się zwycięzcom Mistrzostw Świata:

Tak, tak. Football Manager jest nudny, aż do bólu. Ciągle te same drużyny w czołówce i na dodatek potwierdziła się stara reguła, że poza Europą triumfują drużyny, które nie reprezentują Starego Kontynentu. Niewielkim zaskoczeniem jest udana obrona tytułu przez Argentynę, gdyż wcześniej taka sztuka udała się tylko dwukrotnie. Raz Włochom w latach 1934 i 1938 oraz Brazylii podczas Mistrzostw Świata 1958 i 1962. Były to jednak czasy dość odległe, a jak dobrze wiemy, w ostatnich latach futbol znacznie się wyrównał i o obronę tytułu w jakichkolwiek rozgrywkach jest nadzwyczaj ciężko.
Przenieśmy się teraz na nasz kontynent i zobaczmy, kto przewodził stawce podczas Mistrzostw Europy:

I tu także bez sensacji. O ile zwycięstwo Czechów podczas Mistrzostw Europy 2008 można uznać za niewielką niespodziankę, to kolejne lata potwierdzają, że żadna "egzotyczna" reprezentacja nie jest w stanie podjąć walki ze światowymi potęgami, które najwidoczniej nie miały zamiaru oddawać prymatu. Precedensem była natomiast obrona tytułu przez Włochów, którym udało się dwukrotnie z rzędu sięgnąć po puchar Henri'ego Delauney'a. Przypomnę, że wcześniej nikt nie potrafił dokonać podobnej sztuki.
Podobnie sprawa miewa się na innych kontynentach. Puchar Narodów Afryki zdominowany został przez reprezentacje Kamerunu, Nigerii i Wybrzeża Kości Słoniowej. Największym zaskoczeniem była postawa Togo, które w 2016 roku zdobyło srebrny medal. Podczas rozgrywek Copa America dwukrotnie triumfowała Brazylia, a raz uczynili to Argentyńczycy. Jeśli chodzi o niespodzianki, to musimy pogratulować reprezentacji Peru, która w 2011 roku wróciła z brązowymi medalami. Największe nudy panowały w Azji, gdzie trzykrotnie triumfowała Arabia Saudyjska, dwukrotnie srebrnymi medalami cieszyła się Australia, a na najniższym stopniu podium, trzy razy uplasowała się reprezentacja Korei Południowej.
Po analizie rozgrywek reprezentacyjnych, swoje oczy skierowałem na piłkę klubową. Rozpocząłem od sprawdzenia współczynników, jakimi są w stanie pochwalić się najlepsze ligi w Europie:

Chyba nie tylko ja zauważyłem, że hierarchia najlepszych lig pozostała nie zmieniona. Nadal na czele plasują się ligi, które w realnym świecie są najsilniejsze. Zresztą zmiany nie dotknęły także słabszych rozgrywek. Polska plasuje się na 26. miejscu i sytuacja w 2020 roku bardzo przypomina aktualną. Piłka nożna w naszej ojczyźnie kuleje...
Skoro współczynniki reprezentacji niemal nie drgnęły, postanowiłem przekonać się jak wyglądają współczynniki klubowe:

Myślę, że nikt z nas nie spodziewał się sensacji, lecz ranking klubowy przynosi nieco zmian. Oczywistą oczywistością był fakt, że w czołowej dziesiątce nie znajdziemy klubu z Polski, Czech, czy nawet Grecji, lecz duża dominacja klubów z ligi hiszpańskiej może być pewnym zaskoczeniem. W pierwszej dziesiątce brak także Manchesteru United i Chelsea, które zajmują kolejno 12. i 13. miejsce. Warto zauważyć, że aż 9 na 10 klubów należy do lig, które zostały załadowane. Duży regres zanotowały kluby niemieckie. Najwyżej sklasyfikowany Werder zajmuje dość odległe 14. miejsce, a następny w rankingu Bayern - 36. Fatalnie prezentują się polskie drużyny. 276. miejsce Wisły Kraków mówi samo za siebie...
Suche fakty zakończę przedstawieniem ostatnich zwycięzców Ligi Mistrzów:

Jeśli mowa o zwycięzcach Ligi Mistrzów to ciężko znaleźć duże zaskoczenie. Ba! Ciężko jest znaleźć nawet najmniejszą niespodziankę. No chyba, żeby uznać za nią dojście do finału Benfiki, lecz czym są srebrne medale Portugalczyków przy pamiętnym, sensacyjnym finale Porto-Monaco. Kolejne lata potwierdzają jednak, że drugie miejsce Benfiki było dość przypadkowe. Następnie wszystko wróciło do normy.Trzykrotnie triumfowały Real i Valencia, dwukrotnie Milan i Lyon, po razie wygrały Liverpool, Arsenal, Inter i Barcelona. Dwa słowa: nic nowego... Po raz kolejny Football Manager 2008 udowodnił, że w wirtualnym świecie prościej jest obronić tytuł niż w świecie rzeczywistym. Przypomnę, że w rzeczywistości nikomu nie udało się dwa razy z rzędu wygrać Ligi Mistrzów (po reformie w 1993 roku). W przeciągu trzynastu, wirtualnych edycji Champions League tytuł obronił Milan, a następnie Valencia. Wniosek nasuwa się sam: w Football Managerze prościej utrzymać świetną dyspozycję niż w rzeczywistości.
Jeśli zapoznałeś się z analizą trzynastu wirtualnych sezonów, na pewno zauważyłeś, że zmiany w hierarchii klubów i reprezentacji są bardzo niewielkie i Football Manager 2008 nie zagwarantuje nam częstych i gwałtownych zmian. Warto jednak zastanowić się, czy jest to wada gry ze stajni SI Games, czy wręcz odwrotnie - świetne odwzorowanie rzeczywistości. Według mnie prawda jak zwykle leży po środku. W piłce nożnej od dawna prymat wiodą kluby z Włoch, Anglii i Hiszpanii, a reprezentacje tych krajów również odgrywają ważną rolę w światowym futbolu. Było tak od zawsze i nic nie zapowiada, aby miało to ulec zmianie. Z drugiej strony, w świecie Football Managera brakuje sensacji. Owszem, w życiu one też zdarzają się rzadko, lecz warto zauważyć, że podczas 13. sezonów zabrakło jakiejkolwiek dużej niespodzianki pokroju triumfu Grecji w Mistrzostwach Europy, czy finału Porto-Monaco w Lidze Mistrzów. Chciałbym poznać także Wasze opinie na ten temat. Czy uważacie, że Football Manager dobrze przepowiada przyszłość? A może większa ilość niespodzianek dodałaby większego smaczku grze? Zapraszam do komentowania i dyskusji.