Nie jesteś zalogowany! Załóż konto już teraz!
Obrona
Lukaszp - 05 października 2008

Drukuj artykuł
Przejdź do komentarzy

Football Manager to gra, a niektórzy stwierdzą że zaawansowany program czy też symulator, który już dawno przestał być nieudaną karykaturą piłkarskiego świata. Niegdyś wystarczyło tylko kilka zabiegów taktycznych i spokojni o wynik mogliśmy rozstać się z komputerem na całe popołudnie. Nie było zaskoczenia, gdy po sezonie spędzonym na „holidayu” komputer dostawał od naszej drużyny łomot, mimo iż nasza taktyka pozostawała wciąż ta sama. Co prawda niektórzy doszukiwali się nieprawidłowości postulując, iż komputer po czasie jakby samoistnie „rozgryza” taktykę, czym usprawiedliwiano spadek formy następujący zwykle pod koniec listopada, albo z początkiem grudnia. Inni nazywali to po prostu zmęczeniem materiału. Nie zmienia to faktu, że z czasem ci, którzy przywykli do rozgrywania meczów będąc ze swoją drużyną tylko duchem, nie zaś ciałem, z czasem miewali spore problemy z odnoszeniem sukcesów. Na pewnym etapie wszyscy zaczęliśmy zdawać sobie sprawę, że elementy, które do tej pory były jedynie nieudaną kopią rzeczywistości powoli przeistoczyły się w jej realne odbicie. Realizm ten objawiał się sporą nieprzewidywalnością i tendencją do wywracania wszystkiego w mgnieniu oka. Już nikt nie mógł udać się na długi, niedzielny spacer będąc pewnym, że jego wirtualny asystent zapewni mu mistrzowską koronę. Zaczęła się mozolna dłubanina w taktyce. Na Wyspach powstało kilka teorii, z których żadna do końca nie gwarantowała długofalowego sukcesu. Ludzie oszaleli…


Oszaleli nie zdając sobie sprawy, że odpowiedzi należy szukać u źródeł. Skoro więc Football Manager ma czelność zwać się odzwierciedleniem piłkarskiego świata, więc mechanizmy, które są w nim skuteczne powinny stanowić antidotum na nasz eFeMowy ból głowy. W prawdziwym świecie zwykle najprostsze metody prowadzą do najlepszych efektów. Wobec tego warto rozważyć słowa jednego z największych trenerskich autorytetów w naszym kraju – śp. Kazimierza Górskiego. Powiedzenie „strzelić o jedną bramkę więcej niż rywal” wyraża fundamentalną zasadę niezbędną do odniesienia zwycięstwa. Wnioskując a contrario stwierdzimy, że przesłanką niezbędną do osiągnięcia sukcesu jest strata mniejszej ilości bramek aniżeli rywal. Tak, pachnie catenaccio, które przez całą piłkarską społeczność, wychowaną na populistycznym haśle „Joga bonito”, zostało obłożone istną ekskomuniką. Jednak coś w tym jest, że swego czasu Serie A została wywyższona do rangi najsilniejszej ligi na Starym Kontynencie, a piłkarskie sławy masowo rezerwowały loty w ten zakątek Europy. Oczywiście jest to pojęcie względne i nie do końca miarodajne, ale mimo wszystko jest w tym ziarenko prawdy.


Wyjdźmy zatem z założenia, że źródłem sukcesu jest typowo makaroniarska asekuracja własnego pola karnego. Perfidne catenaccio, które swoją brzydotą zniechęca do obserwowania poczynań ekip z Półwyspu Apenińskiego. Jak zatem skutecznie się bronić? Na dwojaki sposób. W pierwszym rzędzie należy zadbać o wywiązywanie się z podstawowej funkcji, którą powinna pełnić ta formacja – ot zwykłe kasowanie akcji rywala. Jednak ta filozofia gry była aktualna w chwili, gdy Ebiemu pojawiły się na czaszce pierwsze włosy a jego uśmiech zaczął wypełniać się zębami. Inaczej mówiąc… to archaizm, a potwierdzeniem mych słów niechże będą minione Mistrzostwa Świata, w których wszyscy oklaskiwali niesamowite szarże Lahma czy Grosso. Tych samych argumentów dostarczają jeszcze ciepłe Mistrzostwa Europy, których okrasę stanowiły niebagatelne wyczyny Pranjicia. Coraz częściej wymaga się aby skrajni (a niejednokrotnie i środkowi) obrońcy uczestniczyli także w akcjach ofensywnych. Taki zabieg jest pochodną manii ustawienia 4-4-2, które wykorzystuje boczne sektory boiska do stwarzania przewagi liczebnej na połowie rywala, ale znalazło także szerokie zastosowanie we wszelkich innych wariantach. To sprawia, że w drugim założeniu klasyczną ostoją defensywy jest para stoperów. Droga do sukcesu wiedzie przez odpowiednie wyważenie proporcji pomiędzy angażowaniem skrajnych obrońców w akcje ofensywne, a także odpowiednie dostrojenie indywidualnych poleceń naszych defensorów. Kończąc ten nieco przydługawy wstęp chciałem wspomnieć, że tymi kwestiami będziemy się zajmować, a żeby zaczerpnąć dodatkowych argumentów dla moich tez sięgnąłem po formę eksperymentu.


Rozpoczynając nasze rozważania należy wpierw zastanowić się nad atrybutami, zarówno tymi kluczowymi, jak i tymi o charakterze drugoplanowym, które są typowe dla zawodników tworzących blok defensywny. Za ich kręgosłup należy uznać trzy podstawowe umiejętności: odbiór, krycie i koncentrację. Pierwsze dwie są istotą tego, co składa się na pojęcie defensywy, trzeci atrybut umożliwia łapanie przeciwnika na spalonym, a także jest gwarantem niskiego współczynnika błędu. Wspomniany kościec obrasta o dodatkowe elementy, które powinniśmy brać pod uwagę zatrudniając zawodnika na pozycję libero. W tej grupie pojawia się m.in. umiejętność gry głową, która umożliwia odcięcie napastników rywala od górnych piłek. Nie bez znaczenia są też inne cechy – agresja, decyzje, przewidywanie, ustawianie się czy współpraca. Na pewnym etapie rozgrywek warto też zainwestować w stoperów o wysoko rozwiniętych atrybutach fizycznych. U potencjalnych kandydatów należy zwracać uwagę nie tylko na siłę, ale też na szybkość i przyspieszenie, zwłaszcza jeśli jesteśmy zespołem, który uwielbia dominować na boisku.


Nieco inaczej będzie kształtować się zespół umiejętności, które pozwolą naszemu bocznemu obrońcy w pełni wykorzystać jego pozycję na boisku. Tutaj bowiem, obok podstawowych cech gwarantujących realizację zadań defensywnych, pojawiają się także pewne elementy z puli ofensywnej. Coraz częściej boczni obrońcy są wykorzystywani w akcjach do przodu, toteż niebagatelne znaczenie ma tu szybkość i wytrzymałość. Rajdy zwykle kończą się dośrodkowaniami, ale istnieją też inne możliwości zakończenia szarży - uderzenie z dystansu, prostopadłe zagranie czy kombinacyjna gra z pierwszej piłki. Dlatego jeśli zamierzamy stawiać na bocznych a’la Pranjić, warto zwrócić uwagę na wspomniane atrybuty. Już w tym miejscu należy nadmienić, że rzeczone rozwiązania należy dostosowywać pod przeciwnika w zależności od umiejętności jednostek wchodzących w skład defensywy oponenta, ale o tym nieco później. Teraz musimy przedstawić naszego królika doświadczalnego…


Levante to hiszpański zespół, który w sezonie 2007/08 dostąpił tego niebywałego zaszczytu bycia kopanym przez najlepszych. Toteż od nowego sezonu panowie z Walencji dostąpią innego zaszczytu – kopania słabszych w ramach Segunda Division. Początkową rola obiektu doświadczalnego miała przypaść - bijącemu ostatnio wszelkie rekordy - Sportingowi Gijon, ale stan faktyczny (datowany na końcówkę lipca 2007 roku) to uniemożliwia, bowiem zespół w sezonie 2007/08 awansował do Premiera Division. Karda naszego zespołu prezentuje się następująco:



A) Maksymalnie cofnięta defensywa:


Wydaje się, że maksymalnie cofnięta linia defensywy powinna być doskonałym sposobem na uniknięcie blamażu podczas konfrontacji w lidze, w której stawiani jesteśmy w gronie murowanych spadkowiczów. Jest w tym sporo racji, choć samo rozwiązanie niesie ze sobą szczyptę ryzyka. Po pierwsze, decydując się na maksymalne wycofanie defensywy wzrasta dystans pomiędzy wspomnianą formacją, a drugą linią. Niesie to ze sobą dwojakie konsekwencje. Najważniejsza jest ta, że rywal dostaje od nas w prezencie skrawek wolnej przestrzeni w jednym z najbardziej newralgicznych punktów boiska. Istnieje również ryzyko stworzenia błyskawicznej przewagi liczebnej przy wejściu zawodników rywala w tzw. drugie tempo. Z drugiej strony niezwykłym atutem jest bliskość tej formacji przy bramkarzu, dzięki czemu indywidualny błąd obrońcy może zostać natychmiastowo naprawiony przez naszego golikpera. Można więc zaryzykować stwierdzenie, iż zabieg wycofania defensywy wybacza indywidualne wpadki niepewnych zawodników, choć pasywność obrońców prędzej czy później spowoduje utratę bramki. Z wycofaniem defensywy wiąże się jeszcze jeden aspekt – brak możliwości łapania rywala na spalonym. Trudno bowiem oczekiwać, że będziemy stosowali ten trick w okolicach własnego pola karnego.



Sezon spędzony na wakacjach przyniósł naszej drużynie miejsce w środku ligowej stawki (16), ale nasza defensywa spisywała się - lekko mówiąc - tragicznie. Liczba 73 straconych bramek w samej tylko lidze sprawia, że Levante przoduje w rywalizacji o miano zespołu z najbardziej dziurawą obroną w Hiszpanii. W 40 rozegranych spotkaniach nasza ekipa dała sobie strzelić łącznie 75 goli, co dało średnią 1,9 na mecz. Co ciekawe wiodącym strzelcem zespołu został środkowy obrońca, który dziewięciokrotnie zmusił bramkarzy rywali do wyciągania piłki z siatki.


Fakty:


* Charakterystyka: maksymalnie wycofana linia obrony


* Stracone – liga: 73, ogólnie: 75


* Średnia – 1,9 na mecz



B) Cofnięta defensywa:


Taktyka wykorzystującą lekkie wycofanie obrony powinna być vademecum na nasze problemy. Zachowujemy niektóre elementy z ustawienia wykorzystującego ofensywne usposobienie zawodników, tj. wysunięcie defensywy i nakaz gry na spalonego. Może się to okazać zgubne przy konfrontacji z rywalami formatu Barcelony czy Realu, ale na pewno będzie atutem w pojedynkach z niżej notowanymi klubami, którym niezwykle łatwo jest narzucić własny styl gry. Ograniczenie w nastawieniu naszej formacji dokonuje się na płaszczyźnie poleceń indywidualnych dla bocznych obrońców. Skupiamy się na ich podstawowym zadaniu – walce w destrukcji, dzięki czemu zwiększamy szanse na korzystny wynik z przeciwnikiem wykorzystującym boczne sektory boiska, a ponadto asekurujemy się na wypadek szybkiej kontry. Przecież czteroosobowy blok będzie rozliczany nie ze strzelonych, a ze straconych goli.



Rok spędzony na holidayu przyniósł zespołowi z Walencji niezłe, dwunaste miejsce, co na pewno jest powodem do zadowolenia. Niestety, drużyna straciła bardzo dużo bramek i cudem uniknęła haniebnego miana ekipy, do której bramki trafiano najczęściej. Gorzej prezentowała się tylko Saragossa, a lepiej radzili sobie nawet spadkowicze.


Fakty:


* Charakterystyka - lekko wycofana linia obrony


* Stracone – liga: 66, razem: 70


* Średnia – 1,8 na mecz.




C) Zbalansowana obrona:


Typowo ofensywna obrona charakteryzuje się dużym zaangażowaniem bocznych obrońców w kreowanie akcji. Ich polecenia indywidualne w zasadzie zbiegają się wytycznymi, jakie otrzymują od nas skrzydłowi, oczywiście z lekką dawką asekuracji w postaci zmniejszonego nastawienia. Nowoczesny „wingback” to zawodnik co i rusz szarżujący bocznymi sektorami boiska, zwiększający w ten sposób przewagę liczebną pod bramką przeciwnika. Toteż nie dziwi nakaz stosowania tych rajdów z maksymalną częstotliwością przy jednoczesnym pozostawieniu dowolności co do reszty narzędzi jakimi może posłużyć się w końcowej fazie akcji. Te powinny być dostosowywane pod konkretnego rywala. Nie ma sensu na siłę bić dośrodkowań w momencie, kiedy stoperzy przeciwnika mają atrybut gry głową rzędu 18 / 19 punktów. Wówczas warto postawić na prostopadłe podania, które są najlepszym sposobem na porozrywanie skostniałej defensywy, albo zdecydować się na strzały z dystansu, przy zastrzeżeniu że nasz zawodnik potrafi je wykonywać. Wysunięcie do przodu defensywy nie znajduje przełożenia w poleceniach indywidualnych dla środkowych obrońców, którzy dla zachowania równowagi nie mogą być przypisani do realizacji zadań ofensywnych. Ponadto w tym wariancie linia obrony nie powinna być nadmiernie wysunięta, tak aby nie dawać przeciwnikowi zbytniej przestrzeni, ale też nie powinniśmy stosować ryzykownej gry na spalonego. Taki zabieg można uznać za połowiczną realizację zasady, stanowiącej o zachowaniu pewnej proporcji pomiędzy zawodnikami o charakterze ofensywnym i defensywnym.



Wyniki zdecydowanie przemawiają za tym rozwiązaniem. W tabeli ligowej Levante uplasowało się na znakomitym, jedenastym miejscu tracąc tylko 57 bramek. We wszystkich 42 rozegranych meczach rywale 62 razy trafiali do naszej siatki. Różnica pomiędzy poprzednimi zestawieniami jest znaczna, bo w pierwszym przypadku straciliśmy o trzynaście bramek więcej, zaś w drugiej różnica uległa zmniejszeniu do ośmiu. Z tego eksperymentu można wysnuć prosty wniosek – zasady zbalansowania drużyny są jak najbardziej aktualne, a wszelkie załamania proporcji pomiędzy defensywą i ofensywą nie są zbyt korzystne.


Fakty:


* Charakterystyka: zbalansowana konstrukcja defensywy


* Stracone: liga 57, razem: 62


* Średnia: 1,5 na mecz



Inne zagadnienia związane z defensywą:


Podejmując rozważania dotyczące defensywy nie sposób przejść obok wątku utrzymywania wyniku w końcówce spotkania. Podobnie jak w przypadku charakterystyki defensywy, tak i tutaj istnieje kilka modeli zachowania. Pierwszy - bardziej asekurancki - zakłada skupienie zawodników na destrukcji i murowanie bramki, drugi to mozolna gra na czas przy ciągłym utrzymywaniu się przy piłce.


Gra wyposażyła nas w kilka narzędzi, których odpowiednie dostrojenie powinno gwarantować bezpieczne dowiezienie wyniku do końca meczu. W pierwszym przypadku ograniczamy się jedynie do destrukcji. W tym miejscu warto wspomnieć o odpowiednim momencie na wdrożenie tego trybu. Zbyt wczesne murowanie bramki może spowodować totalne oblężenie przez dłuższy czas, a to nie wróży zbytniego sukcesu. Powstaje zatem pytanie, w jakim momencie powinniśmy cofnąć nasz zespół. Najlepiej jest to uczynić w chwili, gdy o stronie rywala pojawi się kilka dogodnych sytuacji. Seria groźnych strzałów, kąśliwe podania otwierające drogę do bramki czy też niebezpieczne rajdy w pole karne. Po takich zagraniach nasz zespół niejako automatycznie zaczyna skupiać się na defensywie. Wtedy też należy ograniczyć nastawienie wszystkich zawodników z linii defensywnej, a bocznym obrońcom zredukować polecenie rajdów do minimum. Równie skutecznym zabiegiem jest nakaz ścisłego krycia dla skrzydłowych, którzy dzięki temu powinni być bardziej skorzy do pracy w defensywie. Jeśli i to nie pomaga wówczas jedynym krokiem jest wycofanie bocznego pomocnika (strzałką w tył). Dwójka zawodników odpowiedzialnych za destrukcję w tym sektorze boiska powinna wystarczyć, aby rywal nie mógł się tędy przedostać. Jeśli przeciwnik atakuje środkiem, warto pozostawić skrzydłowym możliwość przeprowadzenia rajdów przy linii końcowej, ale powinny się one kończyć dośrodkowaniem do jedynego dostępnego zawodnika – odgrywającego. Środek drugiej linii również powinien przeobrazić się w bastion obrony. Czasem warto zdjąć jednego napastnika i na to konto wprowadzić typowego defensywnego pomocnika, a przed nim ustawić dwójkę środkowych pomocników o równie defensywnym nastawieniu. W poleceniach drużynowych zaznaczamy długie podania, grę na czas i odgrywającego, którym jest napastnik. Na same końcówki spotkań warto rozpatrzyć możliwość wprowadzenia ścisłego krycia dla całej drużyny, jednak moim zdaniem nie powinno się to odbywać nie wcześniej niż na 5 – 10 minut przed upływem regulaminowego czasu gry. Murowanie dostępu do bramki jest skuteczną metodą na dowiezienie korzystnego wyniku, jednak w pewnych sytuacjach i tak jest w stanie uratować nas przed dramatem. Dzieje się tak zwykle w przypadku niezwykle istotnych spotkań - finałów, meczów o mistrzostwo. W tych sytuacjach im później będziemy się zamurowywać, tym większe mamy szanse na dowiezienie korzystnego wyniku do końca.


Bramkę można strzelić tylko posiadając piłkę. Jeśli jej nie mamy to automatycznie pozbawiamy się możliwości zmiany rezultatu. Na tej zasadzie opiera się drugi wariant dowożenia korzystnego wyniku do końca spotkania. Jest to zdecydowanie trudniejsza metoda, ponieważ przeciwnik rzuca na końcówkę spotkania niemalże wszystkie siły. Przy zmasowanym ataku prowadzenie spokojnej gry pozycyjnej jest niezwykle trudne, ale nie jest niewykonalne. Na samym początku musimy zabezpieczyć się przed atakami przeciwnika. W tym celu ograniczamy nastawianie obrońców niemalże do minimum, bowiem czteroosobowy blok defensywny jest naszym buforem bezpieczeństwa na wypadek straty piłki. Warto też wprowadzić defensywnego pomocnika, jednak musi być to zawodnik pewny, który nie straci w głupi sposób piłki i świetnie gra głową. Dlaczego? Otóż w znakomitej większości sytuacji goniący wynik posługuje się długimi zagraniami, które może przeciąć właśnie nasz pomocnik. Druga linia odpowiada za wolne rozgrywanie ataku, w tym przypadku warto wyczuć jakimi sektorami atakuje nasz rywal i skupić się na opcji przeciwnej. Jeśli niepokoi nas szarżami na skrzydle, wzmocnijmy środek np. poprzez wprowadzenie ofensywnego pomocnika. Im dalej od bramki rywala tym więcej miejsca i czasu na spokojne rozgrywanie piłki. Nutką asekuracji niech będą bezpośrednie podania dla DPŚ, zaś reszta drugiej linii powinna koncentrować się na krótkich zagraniach. Nieodzownym elementem jest ustanowienie rozgrywającego i odgrywającego. Rozgrywający powinien mieć wsparcie w postaci bliskiego usytuowania jednego z partnerów i warto aby operował przed strefą obrońców rywala. Ryzykiem byłoby powierzanie kreowania akcji defensywnemu pomocnikowi, gdyż w wypadku straty przeciwnik będzie miał przed sobą tylko blok defensywny. W poleceniach drużynowych zaznaczamy wolne tempo prowadzenia akcji, grę na czas i oczywiście wycofujemy obronę. Zdarzają się takie spotkania, w których rywal - mimo niekorzystnego wyniku - nie decyduje się podjąć rękawicy. W takich przypadkach najlepszym rozwiązaniem jest właśnie zdominowanie gry i niedopuszczenie przeciwnika do operowania piłką.


Kończąc temat końcówek spotkania warto poczynić jeszcze jedną uwagę. W obydwu opcjach należy uzbroić się na wypadek stałych fragmentów gry. Tutaj niezbędnym elementem będzie pełny, czteroosobowy blok defensywny pozostający na swoich pozycjach i jeden, dwójka zawodników operujących przed polem karnym. Jest to asekuracja na wypadek szybkiej kontry po rzucie rożnym czy stałym fragmencie gry. Zupełnie inaczej prezentuje się uczestnictwo naszych defensorów podczas rzutów rożnych w chwili, kiedy wynik pozostaje kwestią otwartą. Wówczas należy wysyłać ich w okolice pola bramkowego przeciwnika i nakazać egzekwującemu dośrodkowania w ten skrawek boiska. Dzieje się to z tej przyczyny, że to zwykle stoperzy dysponują największą wartością atrybutu gry głową spośród całej jedenastki. Musimy jednak pamiętać, żeby załatać dziurę po ich wypadzie do przodu. Ja osobiście stosuję model 2 + 1, tj. dwaj boczni obrońcy dostają polecenie pozostawania w tyle, zaś jeden zawodnik (zwykle defensywny pomocnik) operuje przed polem karnym. Takie zabezpieczenie w pełni wystarcza by poskromić oponenta, który do straszenia naszych obrońców deleguje tylko osamotnionego napastnika.


Ostatnim elementem, który chciałbym poruszyć to trening. Wierzę w zapewnienia SI jakoby trening siłowy i motoryczny najlepiej jest przeprowadzać w okresie przygotowawczym. Od niepamiętnych czasów stosuję coś na wzór długiego obozu kondycyjnego, który ma zagwarantować dobrą motorykę moich zawodników. Na kilka tygodni przed inauguracją ligi rozpoczyna się grupowanie zawodników wedle pozycji. Środkowi obrońcy są oddzieleni od bocznych z prostej przyczyny – nie mogę powstrzymać się od ich ofensywnego usposabiania.



Model treningowy dla środkowego obrońcy prezentuje się tak, jak to ukazuje powyższy obrazek. Z jednym zastrzeżeniem - wartości siły i aerobiku są stopniowo zmniejszane do grudniowej przerwy, a następnie cykl zostaje powtórzony. Skupiamy się na treningu taktycznym, który stymuluje rozwój atrybutów mentalnych takich jak decyzje i przewidywanie. Panowanie nad piłką ma na celu pozyskanie tylko podstaw techniki umożliwiającej przyjęcie piłki, toteż zostaje on nieco ograniczony. Kluczową kwestią pozostaje oczywiście trening defensywny, dzięki któremu nasz obrońca poprawi atrybuty odbioru i krycia, a podstawy ataku są uwzględnione tylko ze względu na podwyższenie współczynnika celności podań.



Wyżej mamy przedstawiony model treningowy, jakim posługuje się dla bocznych obrońców. Różni się od diametralnie od poprzedniego, bowiem kładzie nacisk na ofensywne walory takiego zawodnika. W tym przypadku skupiamy się na narzędziach, które może wykorzystać nasz obrońca do sfinalizowania swego rajdu. Z tego względu bardzo intensywnie ćwiczymy stałe fragmenty gry (zależy nam głownie na dośrodkowaniach), ale nie rezygnujemy też z alternatywnego rozwiązania – strzałów. Trzecią możliwością jest obsłużenie partnera celnym podaniem, stąd też mocno trenujemy atak.


Dochodzimy do tego miejsca, w którym możemy stwierdzić, że wyczerpaliśmy już zagadnienia związane z charakterystyką naszej obrony. W tym tekście przedstawiłem Wam kilka modeli zestawiania bloku defensywnego ze względu na ogólną charakterystykę poszczególnych jej członków. Wydaje mi się, że poparcie suchych argumentów testami pomogło choćby w najmniejszym stopniu zakreślić optymalną drogę i skłoniło Was do dalszego dłubania w poleceniach taktycznych. W końcu taktyka to nasza podstawowa broń w walce z innymi wirtualnymi menadżerami, więc siłą rzeczy musi ona być perfekcyjna w każdym calu. Tylko w ten sposób możemy sięgnąć po najwyższe laury.



Dodatkowe informacje
Autor: Lukaszp     Data: 05 października 2008     Liczba wyświetleń: 14206     Ocena: 4.69
Kategoria: Porady     Podkategoria: FM 2008
Zobacz inne artykuły tego autora


Z tym materiałem nie są powiązane żadne opinie.


W górę

Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany!

© Centrum FM
Oskryptowanie: Centrum FM Design: Łukaszp & blur
Czas generowania strony: 0.05153 s
statystyka