Tak to jest na tym świecie, że wszystko ma swój koniec, w każdej dziedzinie życia i nie inaczej jest w futbolu. Mimo, że w tej profesji siedzę od niedawna to - jako jeden z asystentów w mało znanych, europejskich klubach - sporo zdążyłem się już nauczyć. Nie inaczej było w przypadku mojego aktualnego pracodawcy. Po tym jak ukochany klub Leo Theyskensa spadł z najwyższej klasy rozgrywkowej w Belgii, panu prezesowi nie pozostało nic innego jak zwolnić dotychczasowego menedżera. Klub popadł w długi i sięgnął dna. A jeszcze w poprzedniej dekadzie zespół ten zdobył mistrzostwo kraju i walczył na międzynarodowej arenie z najlepszymi drużynami Starego Kontynentu. Teraz nie można było żyć wspomnieniami, a trzeba było wziąć się do działania. Przychodząc tutaj nie miałem przylepionej etykiety zbawcy z jasnego powodu - nie byłem nikim znanym i nie miałem wyrobionego nazwiska, ale to właśnie mojej osobie Leo postanowił zaufać i to ja miałem być tym, który wyciągnie Lierse z kryzysu.
Lierse SK to zawodowy klub założony w magicznym 1906 roku, w którym powstały dwa kluby z mojego rodzinnego miasta - Krakowa. Stadion nie jest imponujący, bowiem nie były na nim rozgrywane mecze Euro 2000 i nie ulegał on pracom modernizacyjnym. Niemniej jednak prawie 15 tysięcy ludzi może oglądać nasze spotkania, a 2/3 z nich ma komfort w postaci plastikowych krzesełek. W Polsce nie toleruje się ich praktykowania wśród najwierniejszych fanów, ale na zachodzie - zwłaszcza w krajach Beneluksu - jest to na porządku dziennym, więc skoro już są te krzesełka…to niech sobie będą. Gorzej było z zapleczem treningowym, a także młodzieżowym. Były one przeciętne, a klub od kilku lat nie ma skąd brać funduszy na ich rozbudowę i dotychczas polityka kadrowa opierała się raczej na sprowadzaniu ukształtowanych zawodników, aniżeli wydawaniu groszy i szkoleniu ich niemalże od podstaw, co w moim mniemaniu jest o wiele bardziej opłacalnym interesem, dającym przy tym niemałą satysfakcję.
Prezes klubu wywarł na mnie duże wrażenie. Jest to ambitny człowiek, który pragnie powrócić na salony belgijskiej piłki. Klub jest zadłużony na ponad 2 miliony euro, ale mimo to Leo postanowił wyżebrać od sponsorów 70 tysięcy na wzmocnienia. Te pieniądze nie są porażającą ilością, ale jestem przekonany, że znajdziemy kilku interesujących zawodników z odleglejszych zakątków świata, którzy zechcą reprezentować barwy Lierse w zamian za zwrot kosztów przelotu. Ucieszył mnie fakt, iż tutaj nie ma limitów dotyczących zawodników UE, więc praktycznie od razu rozpoczniemy poszukiwania wzmocnień poza Europą. Belgowie mają jednak bardzo utalentowaną młodzież, która w przyszłości będzie stanowić o sile dorosłej reprezentacji i w składzie na mecze ligowe musi się znaleźć dwóch juniorów, a także przynajmniej czterech rodowitych Belgów. Teraz u nas nie będzie z tym kłopotów, ale jeżeli kiedyś powrócimy na szczyt to możliwe jest, że o naszej sile nie będą stanowili krajowi zawodnicy. Tym jednak martwić się będziemy późnej, gdyż teraz mamy inne sprawy na głowie. Eksperci oczekują od nas awansu do Jupiter League, a ja zobowiązałem się to zadanie wykonać. Na płace dla zawodników mam do rozdysponowania 30 tysięcy euro tygodniowo i praktycznie cała kwota jest wykorzystywana. Trochę mnie to niepokoi, ponieważ w przypadku przekroczenia limitu płac możemy popaść w jeszcze większe długi. Już teraz swoim wierzycielom co miesiąc musimy oddawać 185 tysięcy euro, co jak na klubowe warunki jest bardzo dużą kwotą. Jestem jednak pełen nadziei, że uda się wyjść spod kreski i odzyskać płynność finansową.
Gdy patrzyłem na sztab szkoleniowy zorientowałem się, że w tym klubie bardzo liczą na młodzież. Tylko jak można na nich polegać przy tak tragicznych obiektach, jakie dzieci mają do dyspozycji? Sztab składał się z aż dziewięciu trenerów odpowiadających za przygotowanie młodych adeptów piłki nożnej. Gorszej było z moją seniorską kadrą, która nie miała żadnego trenera do dyspozycji i zakontraktowanie takiej persony stało się dla mnie sprawą priorytetową. Swojemu asystentowi - Ericowi Van Meirowi nakazałem zastępowanie mnie w meczach towarzyskich, ponieważ ja w tym czasie chciałem zająć się polityką transferową klubu. Było oczywiste, iż musimy wykazać się dużą aktywnością na rynku, pomimo braków finansowych.
Z kadrą nie było tak źle, ponieważ była dosyć liczna, ale większość zawodników była już po 30-stce i niedługo zamierza zawiesić buty na kołku. Dodatkowo liczna część mojej grupy była kontuzjowana jeszcze przez jakiś czas i nie mogłem im się dokładnie przyjrzeć. Gdy jednak poznałem drużynę nie dostrzegłem w niej pozytywów i pierwszą myślą jaka przeszła mi przez głowę była wielka wyprzedaż. Kilku zawodników musze jednak zostawić z konieczności, ale byłem bardzo zamartwiony umiejętnościami graczy drużyny, która jest podobno najlepsza w tej lidze.
Po zapoznaniu się ze strukturą klubu poprosiłem zarząd, aby poczynił starania w poszukiwaniu klubu patronackiego, który wypożyczy nam może jakiś dobrych zawodników i zasili nasz budżet drobnymi funduszami, a także klubu filialnego, gdzie mógłbym odsyłać utalentowanych juniorów by nabierali zawodowego doświadczenia.
W pierwszym meczu towarzyskim zremisowaliśmy bezbramkowo na wyjeździe z Herne 1:1, a bramkę dla nas zdobył Tomasz Radziński, który jest najlepiej opłacanym zawodnikiem. Z tego powodu został wystawiony na listę transferową, bowiem jego usługami interesuje się kilka klubów, mam nadzieję, że zarobimy na tym zawodniku, który ma już 33 lata na karku. W Lierse jest od kilku tygodni, bowiem przyszedł z wolnego transferu jeszcze przed zatrudnieniem mnie na stanowisko menedżera.
Niestety, zatrudnienie trenera nie było takie łatwe jak myślałem, bowiem zarząd nie godził się na to, motywując swoje przekonanie posiadaniem wielu trenerów od zaplecza pierwszej drużyny. Nie pozostało mi nic innego jak przekontraktować niektórych z szkoleniowców na „coachów” od pierwszego składu.
Moim pierwszym kadrowym wzmocnieniem został zawodnik Vitesse - Jaime Bruinier, którego bardzo sobie ceniłem i wierzyłem, że wyrośnie z niego bardzo dobry defensor, bo właśnie na tej pozycji widziałem tego młodego Holendra.

Kolejnym nabytkiem okazał się wychowanek wielkiego Interu, który się nie sprawdził i dołączył do nas z wolnego transferu. John Livinston Ocoro - bo o nim mowa - dysponuje świetnymi warunkami fizycznymi - mierzy 192 cm wzrostu. Jeżeli wywalczy sobie miejsce w pierwszym składzie to z pewnością będzie postrachem defensywy rywali w lidze.
W drugim meczu towarzyskim z Harelbeke znowu padł remis 1:1, a bramkę dla nas zdobył nowicjusz Ocoro, co mnie bardzo ucieszyło. Zaraz po tym spotkaniu do drużyny dołączył Jonatan Cristaldo z Velezu za 7.000 euro. Również jest to napastnik, który ma wzmocnić konkurencję w ataku. Kilka godzin później zespół zasilił Argentyńczyk, którym był defensor Maximiliano Machuca. Za tego zawodnika zapłaciliśmy 6.000 euro, które zostało przelane na konto Newell’s Old Boys. To nie był jednak koniec zaciągu Argentyńczyków do drużyny i kolejnym młodzianem z tego kraju w naszej ekipie został Enzo Bruno, ofensywny pomocnik ściągnięty z Independiente. Za usługi tego 20-latka musieliśmy wyłożyć 9.000 euro.
Wydawane sumy były jednak niczym w porównaniu do tego, co otrzymaliśmy za Tomasza Radzińskiego, który po krótkich negocjacjach odszedł do Le Havre za 350.000 euro. Niestety, z pieniędzy od sprzedanych zawodników tylko 10% zasiliło budżet transferowy, więc nasze możliwości finansowe niewiele się zmieniły, ale za to na chwilę zredukowaliśmy klubowe zadłużenie i przez najbliższe dwa miesiące możemy spać spokojnie.
Czwartym Argentyńczykiem, który dołączył do zespołu został Ivan Nadal z Huraganu, który kosztował nas 8.000 euro, a w Lierse będzie grywał na lewej stronie defensywy.
Prawdziwy hit transferowy nastąpił jednak dzień później, bowiem pozyskaliśmy jednego z największych talentów argentyńskiej piłki. Za 24.000 euro z River Plate, kupiliśmy ofensywnego pomocnika – 19- letniego Diego Buonanotte, który jest świetnie wyszkolonym technicznie zawodnikiem. Gorzej u niego z przygotowaniem fizycznym, ale oczywiście będziemy nad tym mozolnie pracowali by uległo ono poprawie.

Mimo tych wzmocnień nie udało nam się wygrać towarzysko z Metz. Co więcej, doznaliśmy sromotnej porażki 0:3 i to mnie bardzo zaniepokoiło. Także zarząd wyraził swoje niezadowolenie z wyników osiąganych przez zespół w okresie przygotowawczym. Uspokoiłem jednak prezesa, że wyniki przyjdą w momencie, gdy zaczniemy grać w lidze. Osobiście nie byłem tego taki pewien, ale przecież nie będę podważał swoich umiejętności trenerskich jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywek.
Po tej porażce sprowadziłem bramkarza, który miał być lekarstwem na stracone bramki. Wydałem cały pozostały budżet transferowy (60.000 euro) i dodatkowo 35% dla byłego klubu zawodnika od kolejnego transferu, tylko po to by sprawdzić czy Miguel Angel Fraga z Meksyku faktycznie ma taki talent, jaki przypisują mu moi skauci. Po tych wzmocnieniach zamknąłem dla nas okienko transferowe, bowiem klub niestety szybko po wyjściu na prostą popadł w długi i już nie mogliśmy pozwolić sobie na kolejne wzmocnienia. Ostatecznie nasz skład na sezon 2007/ 2008 prezentował się następująco:

Przed towarzyskim meczem nr 4 z Hasselt dowiedziałem się, iż poszukiwania klubu patronackiego zakończyły się niepowodzeniem i nie udało się znaleźć żadnego odpowiedniego kandydata. Będziemy musieli sobie radzić bez tej dogodności, ale widać sprawy idą w dobrym kierunku, ponieważ nareszcie wygraliśmy 3:1, a bramki zdobywali Cristaldo, Dreesen i Jatta.
Z poszukiwaniami klubu filialnego poszło nam znacznie łatwiej i po krótkich negocjacjach nawiązaliśmy współpracę z półzawodowym klubem KVC Willebroek. Póki co nie zamierzam tam oddawać żadnego ze swoich zawodników, ale jestem przekonany, iż w przyszłości powędrują tam nasi młodzi adepci piłkarscy i nabędą doświadczenie.
Po ostatnim meczu towarzyskim myślałem, że nasza forma zwyżkowała, ale znowu dostaliśmy tęgie lanie w wysokości 0:3. Rywal nie był z górnej półki, bowiem Pacos de Ferreira to drużyna w naszym zasięgu, a tymczasem znowu musieliśmy wyciągać wnioski z kolejnej przedsezonowej porażki. Brak wyników trochę mnie niepokoił, ale w końcu wszystko zweryfikują rozgrywki ligowe.
Ostatnim naszym sparingowym partnerem było włoskie Rimini, z którym zremisowaliśmy 1:1 po golu Buonanotte.
Inauguracja rozgrywek ligowych przypadła na dzień 15 sierpnia i niestety miałem problem ze skompletowaniem wyjściowej jedenastki. Kilku zawodników było kontuzjowanych i na pozycję pivota, zmuszony byłem wystawić ofensywnego pomocnika, a na prawym skrzydle zagra niedoświadczony 16-latek. Dodatkowo był to mecz wyjazdowy z inną bardzo silną drużyną, która również obok nas typowana była jako faworyt do awansu. Mowa tutaj o FC Bruksela. Wobec braków kadrowych i ciężkiego startu rozgrywek, ewentualny remis przyjmę z otwartymi ramionami, ale jak to będzie w rzeczywistości dowiemy się po 90 minutach walki. To jest mój pierwszy raz jako główny trener drużyny i właśnie dzisiaj rozpoczyna się moja kariera…