Retrospekcja
Kiedy wszystkich nas ogarnął szał związany z pojawieniem się wersji demonstracyjnej Football Managera 2009, mnie naszła dziwna, może dość nostalgiczna myśl. Jako, że listopadowy wieczór często sprzyja przemyśleniom i retrospekcjom, cofnąłem się w czasie o sześć lat i ponownie znalazłem się w szóstej klasie szkoły podstawowej. Pierwsze miłości, szkolne bójki oraz międzyklasowe pojedynki na betonowym boisku ominę szerokim łukiem i od razu postaram się przejść do spraw bliżej związanych z Football Managerem. Albo nie! Przepraszam. Napiszę o miłości i to takiej od pierwszego wejrzenia. Ale najpierw cofniemy się jeszcze trochę dalej.
Kiedy miałem około trzech lat, pierwszy raz razem z ojcem kopnąłem piłkę. Następnie pojawiły się komputery i mecze na żywo przeplatałem z tymi wirtualnymi. Pierwsze gry piłkarskie funkcjonowały jeszcze pod systemem MS-DOS i były to niezbyt udane, aczkolwiek bardzo grywalne, symulatory spotkań. Prawdziwy przełom nastąpił, we wspomnianej wcześniej szóstej klasie, kiedy w moich rękach znalazł się Championship Manager 2001/2002. Szczerze mówiąc, początki były bardzo trudne, gdyż nie za bardzo wyobrażałem sobie, jak poprzez komputer można zarządzać drużyną. Po zapoznaniu się z interfejsem gry i rozegraniu kilku pierwszych spotkań, okazało się, że wcale nie jest to takie łatwe. Zwykłe ustawienie 4-4-2 i kilka poleceń dla drużyny nie wystarczyło. Na szczęście, nie poddałem się i dzielnie stawiłem opór grze, która nie chciała się mnie słuchać. I zaczęło się…
Pisząc z perspektywy kilku lat, nigdy nie spodziewałbym się, że dzień, w którym pierwszy raz wyjąłem z pudełka świeżą, jeszcze ciepłą płytę z Championship Managerem 2001/2002 stanie się w pewnym sensie przełomowy. Nocami ślęczałem nad ustawieniami taktycznymi i, odcięty jeszcze od Internetu, bez niczyjej pomocy starałem się zebrać skład, który będzie w stanie powalczyć o najwyższe laury. Jak domyślacie się, nie było to łatwe zadanie. Minęło parę dobrych miesięcy, kiedy długa i owocna praca zaczęła przynosić rezultaty, a na mojej zmęczonej od gry twarzy, coraz częściej pojawiał się uśmiech zadowolenia.
Dzieło idealne?
Według wielu Championship Manager 2001/2002 to dzieło niepowtarzalne, epokowe. Być może opinie te są przesadzone z kilku powodów. Po pierwsze w popularnym CM-ku dużo łatwiej jest o szybkie, czasami wręcz seryjne sukcesy. Wystarczało zakupić Świętochowskiego, Harasimowicza, To Madeirę, którzy w sumie nie kosztowali więcej niż 300.000 $ i najlepszy atak świata był gotów do zasypania bramkarzy naszych rywali lawiną bramek. Między słupkami stawiało się Łukasza Załuskę, w pomocy Nikiforienkę i praktycznie byliśmy nie do pokonania. No dobra, jeszcze w obronie Milevskiy z Szachtara Soligorsk i było już po zabawie. Wykupywanie ciągle tych samych zawodników zmieniały wydawane przez Sports Interactive łatki, lecz - mimo utrudnień - Championship Manager nadal pozostawał w kręgu naszych zainteresowań. Na pewno kolejnym olbrzymim plusem tejże gry jest jej prędkość. Pamiętam jak dziś ośmiogodzinne sesje, podczas których wraz ze znajomym szaleliśmy przed ekranem monitora. Dziś realia są zgoła odmienne. Aby rozegrać pełny sezon w Football Managera 2008 potrzeba co najmniej dwóch – trzech dni. Jeśli dochodzi do tego drugi menedżer, to czas rośnie dwukrotnie, przez co wspólne noce spędzone nad menedżerką powoli zaczęły odchodzić w niepamięć. Wielka szkoda, gdyż emocji związanych chociażby z rozgrywaniem finału Ligi Mistrzów na jednym komputerze było co niemiara, a finałowe spotkanie Milan - Roma, gdzie moi Rossonerri po kapitalnym strzale Serginho zdobyli tytuł, na pewno pozostanie w mojej pamięci na długo.
Championship Manager 2001/2002 zachwycił nas prostotą. Kiedy toczyliśmy zacięte boje, nikt nawet nie myślał o rozbudowanym trybie 3D. Ba! Nawet nie wspominaliśmy o zwykłym widoku 2D, który został wprowadzony dopiero w następnych wersjach. Mimo wielu braków, takich jak: brak rozbudowanych kontaktów z mediami, rozmów motywacyjnych, współpracy ze swoim asystentem, klubów filialnych, sieci scoutingu, centrum transferowego; wielu z nas nadal uwielbia włożyć do napędu starego CM-a i cieszyć się rozgrywką jak za dawnych lat. Po raz kolejny zadam pytanie: dlaczego?
Prostota Championship Managera sprawiła, że zamaskowanych zostało dużo błędów, które gołym okiem możemy ujrzeć obserwując mecz w trybie 2D lub w trójwymiarze. Z komentarza ciężko wywnioskować, że zawodnik porusza się po boisku ekscentrycznie czy nienaturalnie. Nie można było narzekać także na nudne i schematyczne rozmowy z prasą, kluby satelickie, gdyż po prostu takie opcje nie istniały. Trzeba przyznać, że CM 01/02 był mocno okrojony, lecz tym co miał nam do zaoferowania mógł nas zadowolić. Rażących błędów było zdecydowanie mniej. Lecz czy naprawdę był tak blisko ideału?
Nadal aktualizowany
Jako, że do Championship Managera 2001/2002 od dawna miałem dość specjalny stosunek, bardzo często odświeżałem swoją pamięć i podczas FM-owych kryzysów nie raz sięgnąłem po uleczającą tabletkę, jaką niewątpliwe był powrót do gry, która rozpoczęła moją przygodę z serią gier menedżerskich. Pewnego lata CM 01/02 zakręcił mi w głowie na dłużej. Mając w dłoniach potężny oręż zwany Internetem, ruszyłem w daleką i niezbadaną otchłań sieci, aby odszukać najlepsze uaktualnienia.
Jak się szybko okazało, różnego typu update’ów było mnóstwo, lecz niewiele zaspokajało moje potrzeby. Wszystko zmieniło się, kiedy całkiem przypadkowo trafiłem na pewne forum, które do dziś funkcjonuje pod adresem: www.champman0102.co.uk. Już główne motto strony: „Keeping game alive” (utrzymywanie gry przy życiu) sprawiło, że poczułem się jak odpowiednia osoba we właściwym miejscu. Nie myliłem się. Na stronie roiło się - i z tego co widzę, nadal roi się - od najróżniejszych wypowiedzi, dyskusji, a co najważniejsze pełno jest także najaktualniejszych update’ów czy patchy. Championship Manager 2001/2002 okazał się więc niezwykle dopieszczanym staruszkiem. Dzięki fanatykom nadal jest uaktualniany, dlatego ściągając zaledwie jeden plik jesteśmy w stanie cieszyć się najnowszymi i aktualnymi składami.
Doskonale wiemy jednak, że od 2001 roku w strukturach i przepisach ligowych zaszły czasem radykalne wręcz zmiany. Chyba niejeden z nas pamięta bezsensowny podział na grupy w polskiej lidze lub dwie fazy grupowe w Lidze Mistrzów. Na szczęście i na to znaleźli receptę CM-fani, którzy głównie dzięki dwóm wybitnym postaciom sceny CM, jakimi niewątpliwie są Tapani i Zozoa, mogą być dumni z olbrzymiej palety patchów, które są w stanie naprawić niemal wszystko. Istnieje również możliwość zaspokojenia użytkowników z krajów, których SI nie obdarowała posiadaniem własnej ligi. Oprócz dodanych nowych rozgrywek, warto także wspomnieć o ulepszeniach, które zagwarantowały nam najnowsze patche. Dzięki nieoficjalnym poprawkom, możemy cieszyć się z kolorowych atrybutów, a także naprawić błąd ukazujący transfery, które miały być ukryte przed światowymi mediami. Istnieje także opcja przyspieszenia rozgrywki oraz jej rozpoczęcia w wybranym przez nas roku. Fantastycznie!
Jeśli mówimy o update’ach i patchach, warto także wspomnieć o polskiej scenie, która również nie pozostaje w tyle i nadal niektórzy użytkownicy serwują nam mnóstwo danych, które pozwalają cieszyć się ulepszonym Championship Managerem 2001/2002. Bardzo dużą liczbę ciekawych porad można znaleźć na naszym serwisie pod tym adresem. Myślę, że lektura pięćdziesięciu tekstów może być bardzo długa, lecz na pewno rozwiąże Wasze niepewności i odpowie na nurtujące pytania. W poszukiwaniu najnowszych, polskich uaktualnień swoje kroki należy poczynić w stronę CM Forum, gdzie w dziale CM Retro znajdziemy kilka tematów, które mogą nas zainteresować. Według mnie, najlepszym, polskim, czynnie działającym updaterem jest użytkownik DEAN, który tworzy dla konkurencji, a jego Retro Update można ściągnąć ze strony FM Event. Wydaję mi się, że jest to najlepszy polski update, lecz - subiektywnie oceniając - uważam, że nieco odstaje od poziomu podobnych plików serwowanych z zagranicy. Największą zaletą Retro Update jest możliwość gry w niższych polskich ligach, a także uniknięcie męczarni spowodowanych podziałem na grupy w Ekstraklasie. Dość znaczącym mankamentem uaktualnienia DEANA jest fakt, że w jego dziele nieaktywne są aż dwie ligi: niemiecka i izraelska. Przy próbie uruchomienia tych rozgrywek wyskakuje błąd, który nie pozwala kontynuowania zabawy. Szkoda…
Relikt
Skoro Championship Manager nadal uważany jest za jednego z najlepszych w swoim rodzaju, posiada najaktualniejsze składy i podobno jest najmniej obciążony różnymi błędami, to dlaczego nadal nie jest najpopularniejszy wśród FM- maniaków? Wydaję się, że istnieje co najmniej kilka powodów. Po pierwsze - brak podglądu spotkania, który mimo swoich niewielkich wad pozwala lepiej poczuć meczową atmosferę, a także pomaga przy taktycznych analizach. Kolejnym plusem nowszych wersji jest ich świeżość. Ten sam interfejs oraz schemat gry mogą się dość szybko znudzić. Brakuje poza tym paru niuansów, które jednak dość znacznie wpływają na grę. Okrojony kontrakt z mediami oraz praktycznie brak jakiegokolwiek sposobu na interakcję ze swoimi piłkarzami, zdecydowanie oddala rozgrywkę od realizmu, a także zabiera nam pole do popisu, gdyż chyba doskonale wiemy, jak dużo możemy zmienić poprzez dobrze przeprowadzoną rozmowę przedmeczową czy ostre słowa w szatni. Wspominana przeze mnie prostota Championship Managera 2001/2002 sprawiła, że jednocześnie jest największą wadą i zaletą tejże gry. Oprócz pewnych braków technicznych, wielu użytkowników skarży się, że gra jest zbyt prosta. Szczerze przyznam, że jest w tym trochę prawdy. W najnowszych wersjach FM-a ciężko stworzyć taktykę, którą będziemy w stanie ograć niemal wszystkich. CM 2001/2002 stwarzał nam okazję do utworzenia killer-taktyki, przez którą mogliśmy stać się hegemonami światowej piłki. Podsumowując, to właśnie brak urozmaiceń oraz niższy poziom trudności powoduje, że CM 01/02, mimo aktualizacji, nie może rywalizować z nowszymi wersjami, będąc jedynie reliktem przeszłości, który od czasu do czasu zagości w naszym odtwarzaczu.
Epilog
Cały zgiełk spowodowany wydaniem dema spowodował, że jeszcze raz powróciłem do najstarszego CM-a w mojej kolekcji i znów cieszyłem się, jak za dawnych czasów. W przeciągu dwóch dni udało mi się rozegrać trzy sezony i francuskim Toulouse zawitałem do grona pierwszoligowców. Championship Manager 2001/2002 zachwycił tym co zawsze - swoją szybkością oraz niesamowitym klimatem. Myślę, że ta wersja na długo pozostanie zarówno w mojej pamięci, jak i na półce z grami.
| Dodatkowe informacje |
|---|
| Autor: Dr.Strange Data: 15 listopada 2008 Liczba wyświetleń: 818 Ocena: 5.50 Kategoria: Felietony |
| Zobacz inne artykuły tego autora |