„Wybudowałem pomnik trwalszy niż ze spiżu
strzelający nad ogrom królewskich piramid
nie naruszą go deszcze gryzące nie zburzy
oszalały Akwilon oszczędzi go nawet…”
Quintus Horatius Flaccus
Ideały Horacego niestety nie przetrwały próby czasu. Nie przetrwały, bo ludzie nie potrafią zrobić nic trwałego, nic wspaniałego i nic ponadczasowego. Zastanawiacie się, co mam na myśli? Mam nadzieję, bo refleksja, która mnie naszła jest smutna i – co mnie najbardziej uderzyło – słuszna. Może Wam się również wydawać, że przytoczenie we wstępie Horacego to przerost formy nad treścią, ale zapewniam Was, że nie. Spieszę tłumaczyć dlaczego… Otóż dzieło rzymskiego poety ma charakter uniwersalny, zatem mam absolutne prawo odnieść go do wszystkiego, co tworzy człowiek, jak tworzy i przede wszystkim, po co tworzy. Nadal nie widzicie związku, drodzy Scenowicze?
Idea była prosta – przez ludzi dla ludzi. To jest pasja. Nie zależy nam na pieniądzach i sławie, więc na czym nam zależy. Zależało? Chcieliśmy pomagać innym, dzielić się własną wiedzą i z pasją wykonywać swoje obowiązki. Udawało i udaje się, ale coraz rzadziej. Co potrafiło zniszczyć te wzniosłe ideały, ideały bezinteresownego poświęcenia się tworzeniu rzeczywistości? Przyczyn tego upadku jest z pewnością wiele – charakter ludzi, brak motywacji, sprzeczki. Jednak czy czasy się tak zmieniły? Czemu kiedyś garstka ludzi potrafiła stworzyć coś idealnego, a teraz podobna garstka nie potrafi? Co się wydarzyło przez te kilka lat? Wiele pytań, mało odpowiedzi… Jeśli teraz wymienię nazwę jakiejś strony internetowej, to będziecie zaskoczeni, a może nawet rozbawieni. Czemu? Bo uznacie, że biorę to zbyt poważnie i zamiast się bawić, plotę wzniosłe farmazony. Macie do tego pełne prawo, jednak zaskoczę Was i nie wymienię żadnej nazwy, nie wspomnę niczyjego przezwiska … Nie dam Wam tej satysfakcji! W zamian przytoczę pewną opowieść, chyba mogę…
Istniały kiedyś dwie firmy, które nieźle sobie radziły.
Przynosiły zyski, szefowie byli zadowoleni. Jednak widząc,
że pojawia się konkurencja, postanowili się połączyć. Mieli
wszystko – technologię, ludzi, charyzmatycznego szefa.
Świat stał dla nich otworem. Nowy twór, żądny pieniędzy
i władzy, rozpoczął stopniowe podbijanie rynku. Wszystko
szło idealnie, kiedy ni stąd, ni zowąd, wspomniany szef
odszedł. Wybrał inną, lepszą jego zdaniem firmę. Jego
dziecko zaczęło umierać, konać, rozkładać się… Przykry to
koniec!
No to teraz trochę analizy, drodzy poloniści. Utwór łatwy, dacie radę. Pomogę. Na bohatera negatywnego wykreował się Szef, który zdradził swoje dotychczasowe ideały i wybrał posadę, która gwarantowała mu pewną pracę i mało stresu. Rozsądnie i zarazem zupełnie bez sensu. Jednak nie znęcajmy się nad biedakiem. Przecież nie tylko on tam pracował i nie tylko on mógł sprawować władzę. Faktycznie, bezkrólewie nie trwało długo. Nowy Szef dumnie wstąpił na tron i… równie szybko ogłosił bezwarunkową kapitulację. Najgorsze, że firma dogorywała, a pracownicy twardo twierdzili, że wszystko jest w najlepszym porządku. Wmawiali nam, szaraczkom, że mają mały kryzys, ale już niedługo ich doskonałe produkty zaleją rynek i podbiją go w mgnieniu oka. Jaki z tego morał? Horacjańskie ideały już nie istnieją. Znów pojawia się masa pytań, na które nie znam odpowiedzi. Przykre jest, że przestano już nawet szanować potencjalnych odbiorców, licząc, że kupią każdy kit… głupki. Jeszcze bardziej zaskakujące jest to, że pracownicy obu firm postanowili ponownie się rozdzielić i próbować dalej swoich sił w innych, stworzonych przez siebie, placówkach. Zapowiedzi są tak hurraoptymistyczne, że już się doczekać nie mogę. Będzie wszystko, czego dusza zechce… za darmo, oni to dla nas zrobią! Chcę widzieć jak to wszystko umrze szybciej niż powstało. Upadnie pomnik z kartonu, bo spiżu nie ma i już nie będzie. Huk będzie ogromny, ale nie to jest najlepsze. Za jakiś czas po raz kolejny odezwie się słomiany zapał owych zapaleńców i stworzą coś nowego, lepszego i doskonalszego, coś czego świat jeszcze nie widział. Proceder będzie się powtarzał, nie mam pojęcia jak długo, ale to będzie w końcu… przykre. Choć może już jest?
Jednak firma, to tylko wierzchołek góry lodowej. Jak przystało na prawdziwego narratora, muszę wskazać Wam kolejne problemy, które powinny nas wszystkich martwić. Odwołam się do kolejnej historii, równie smutnej…
Żył sobie chłopiec, który zawsze był nieco dziwny. Nie
chciał bawić się w jednej piaskownic z rówieśnikami.
Stworzył własną, przyniósł zabawki i postanowił się odciąć
od innych. Często mu dogryzano i traktowano jak
odmieńca. Mimo wszystko był twardy i ciągle się rozwijał.
Kiedy wyrósł na przystojnego młodzieńca, coś w nim
pękło, popsuło się. Zanim to nastąpiło był podziwiany
przez innych, traktowano go jak kogoś wyjątkowego, ale
tym razem w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Jednak
kryzys okazał się bardzo poważny, wyszło na jaw, że jest
chory… Niedługo jak się o tym dowiedział, zapadł w
śpiączkę. Lekarze nie wiedzą, czy się kiedyś obudzi.
Najtragiczniejszy w tej historii, moi mili, jest fakt, że ów młodzieniec zamiast dbać o siebie, toczył wewnętrzną walkę. Nie mógł dojść do ładu ze swój psychiką, co zaowocowało chorobą i śpiączką. Są jednak osoby, które będą o niego dbały, które zrobią wszystko, aby się obudził i mógł być pomocny dla innych. Jednak nasuwa się pewne pytanie – czy po ewentualnym przebudzeniu będzie on tym samym młodzieńcem, co kiedyś? Energicznym, ambitnym i mającym własny plan na życie? Mam poważne wątpliwości. Walka z samym sobą i jak dotychczas nieodpowiednie osoby w otoczeniu mogą doprowadzić do najgorszego. Zwłaszcza, że te osoby w jego życiu już się pojawiały i nie przynosiło to nic dobrego. Zadanie, które wykonywał jakościowo stało na niższym poziomie, stawiał często na ilość, nie na jakość. Miał przez to sporo problemów i nieprzyjemności. Często wpływało to na jego pozycję społeczną, wracały lata młodości, kiedy był wyśmiewany i nieakceptowany. Mimo wszystko to jest człowiek, który łatwo ulega wpływom i stara się podobać innym, dlatego jego psychika jest krucha i nieodporna na krytykę. Z tej tragicznej historii płynie dość jasne przesłanie – po przebudzeniu młodzieniec musi znaleźć odpowiednią grupę przyjaciół, którzy pomogą mu dobrze funkcjonować i odnosić sukcesy. Jeśli śpiączka się powtórzy, on już nigdy się nie obudzi. Zadbajmy o jego potencjał, bo on może kiedyś postawić pomnik. Nie wiem tylko czy będzie on spiżowy…
Przykro mi, że serwuję Wam dziś same smutne opowieści, ale nastał moment, kiedy po prostu muszę je przytoczyć. Pozostaje mieć nadzieję, że wszyscy wyciągną wnioski z tych słów. Skoro już tutaj jesteście, to posłuchajcie tego:
Istnieje państwo, które przez kilka wieków stało się
mocarstwem. Przez te wszystkie lata budowało swoją
pozycję solidną i ciężką pracą. Ludzie byli szczęśliwi, prawie
nie prowadzono wojen. Byli członkami porozumienia, które
zrzeszało najpotężniejsze państwa na kontynencie. Każdy
musiał dać coś od siebie, ale w razie potrzeby zawsze
otrzymywał pomoc – zyski były obustronne. Ich
współpraca układała się idealnie, wszyscy byli zadowoleni.
Jednak król zaczął się zastanawiać czy nie stworzyć
własnego porozumienia lub dołączyć do innego,
konkurencyjnego. Sugerował, że to on stworzył potęgę
tego pierwszego i może odejść kiedy mu się tylko podoba i
nie interesował się innymi państwami, a nawet samym
porozumieniem.
Mimo że pozornie sytuacja nie jest najgorsza, to budzi pewne obawy. Najbardziej zaskakujące jest, że głosy o ewentualnym odłączeniu są coraz głośniejsze i konkretne. Dziwi mnie nieco taka postawa, gdyż owo państwo zawsze walczyło o jedność porozumienia, które współtworzyło od wielu lat i czasem nawet atakowało państwa, które chciały się odłączyć. Taka postawa jest co najmniej niepokojąca – zarówno dla innych państw, jak i dla samego porozumienia. Co prawda sekretarz generalny wcale nie boi się osłabienia pozycji swojej organizacji, ale na pewno całą sytuacją nie jest zachwycony. Niepokoi mnie również, że w mocarstwie ostatnio spada poziom i jakość życia, co odbija się na jego mieszkańcach. Sprawa jest o tyle elektryzująca, że porusza coraz więcej ważnych osób, które nie mogą jednak odpowiednio zareagować. W każdym razie, byłoby to z pewnością zamknięcie pewnego ważnego rozdziału w historii ludzkości. Zamknięcie o tyle spektakularne, co dla mnie niezrozumiałe. Od jakiegoś czasu krążyły plotki, że owo państwo buduje swoje własne wewnętrzne porozumienie i używa go w tajemnicy przed innymi, ale te informacje nigdy nie zostały potwierdzone i udowodnione. Jednak nie do tego zmierzam. Po raz kolejny odniosę się do tego, o czym wspominałem na wstępie – pamiętacie coś o zatracaniu ideałów? A o lekceważeniu innych ludzi? Z pewnością! Może to i spiż, ale niestety pozbawiony odpowiednich proporcji.
Na koniec tego wywodu chciałem jeszcze zaprezentować jedną, dającą do myślenia, opowieść. A… może tym razem bajkę.
W pewnym mrowisku żyły mrówki. Świetnie sobie radziły,
ich dom było najwspanialszy w całym lesie. Wszystko było
dobrze zorganizowane. Ustalono zasady, które musiały
być przestrzegane, bo za ich złamanie groziły kary – ze
śmiercią włącznie. Mrówki były zastraszone, ale pracowały
jak w zegarku. Jednak sielanka nie trwała długo, co
sprytniejsze owady uciekały z mrowiska i przenosiły się do
innych. Ostatecznie w mrowisku został tylko wymagający
król, kilku jego starych współpracowników i grupka
zastraszonych poddanych. Atmosfera nie była wesoła, ale
król i tak był przekonany, że włada potęgą, a jego metody
przywódcze są najlepsze.
Jak na bajkę przystało, musi być łatwa w odbiorze. Tutaj sprawa jest nader prosta do zrozumienia – może i powstał spiżowy pomnik, ale jego twórca systematycznie go niszczy, co doprowadziło go do osobistej klęski i powolnego tracenia własnego, wspaniałego dzieła. Co prawda wszystko da się naprawić, ale zaślepiony król nie widzi żadnego problemu i brnie w ciemność pogłębiając kryzys. Nawet jeśli znajdzie się mrówka, która chce pomóc i wskazać problem, to szybko zostaje wyeliminowana. Ten bardzo prosty przykład unaocznił nam, jak łatwo można zniszczyć własny, doskonały pomnik.
Proszę Państwa, mam nadzieję, że powyższe przykłady pokazały, iż horacjańskie rozumienie dzieła, jako czegoś trwałego i ponadczasowego, jest zupełnie nieprzyswajalne. Jedni nie potrafią nawet rozpocząć pracy nad pomnikiem, inni tworzą go, ale błędnymi decyzjami niszczą, a jeszcze inni doprowadzają do stanu doskonałego i nie potrafią o niego dbać. Niestety, we wszystkich przypadkach efekt jest taki sam – klęska. A teraz kochani Scenowicze – pomyślcie głęboko.
Dziwne jest to, że tak dużo zależy od jednego człowieka ... gdyby chociaż był by to autorytet jakiś?!?