Pierwszy dzień reszty życia cz.2
Streszczenie: Adam dochodził do siebie po tym jak trafił do szpitala, szybko odzyskiwał siły, lecz lekarze kategorycznie zabronili opuszczać szpital w ciągu kilku najbliższych dni. Drużyna miała z asystentem rozegrać arcytrudny mecz z Wisłą, po serii nieudanych spotkań oraz przykrych wydarzeń morale w szatni było gorzej niż złe i trzeba było na to szybko znaleźć lekarstwo, a czasu i możliwości było niewiele.
Adam obudził się po krótkiej poobiedniej drzemce. Dochodzenie do zdrowia okazało się czynnością bardzo męczącą toteż bardzo łatwo zasnął jak tylko dogadał się z p. Mariuszem z pogotowia. Rano wyciągnięto mu z nóg wszystkie dreny, dlatego czuł się mniej skrępowany, chociaż ból w nogach odzywający się, gdy tylko przestawały działać środki przeciwbólowe, skutecznie zniechęcał go do wykonywania jakichkolwiek ruchów, czy to jedną, czy drugą nogą Rozejrzał się po pokoju, na stoliku leżał zeszyt i długopis, o który wcześniej prosił personel -
Świetnie- pomyślał – można się wziąć do jakiejś konstruktywnej pracy. Mam teraz cały dzień na rozpracowanie Wisły... Rany... Ledwo jeden dzień... –
Adam nie raz narzekał na zbyt ciasno upchany terminarz, czasami zdarzało się, że z uwagi na mecze PP, ligowe i puchary europejskie drużyna rozgrywała serię kilku spotkań w ciągu zaledwie dwóch tygodni, co rzecz jasna odbijało się na zdrowiu piłkarzy oraz na możliwościach przygotowania drużyny.-
Gdzie ten cholerny komputer? A, prawda, pod łóżkiem...- z trudem, bo z trudem sięgnął po laptopa i zaczął oglądać ostatnie spotkania Wisły Kraków... Po dwóch obejrzanych spotkaniach miał w zeszycie 30 stron dodatkowych notatek na temat gry tej drużyny-
Ok., teraz spróbujmy zająć się naszymi chłopakami... - Trzeba było ustawić wyjściowy skład i dać instrukcje asystentowi i chłopakom-
Nie będzie żadnych rewolucji, zaczniemy grać swoje i narzucimy im nasz styl gry, zawsze wtedy się gubią...- Znowu zaczął coś notować
W bramce widzę Pavlovica, nasz najlepszy bramkarz pod warunkiem, że nie walczy z kontuzjami, drugi Janicki który jest kontuzjowany zatem na ławce usiądzie najsłabszy Kościukiewicz... Najsłabszy, ale bardzo pracowity... Będą z niego ludzie.
Obrona... Jest z czego wybierać, ale też jest też czasami nad kim ręce załamywać. Środek to niewątpliwie DP Paweł Strąk, niedawno zaliczył debiut w reprezentacji mimo dość zaawansowanego wieku jak na piłkarza, który znakomicie sprawdza się w nowej roli, na którą został przeze mnie mozolnie przekwalifikowany, czyli środkowego obrońcę. Ponadto znakomicie nadaje się na kapitana i taką też pełni funkcję. Obok niego jako stoper może zagrać Pekovic, naturalizowany Polak, który rozwinął się w świetnego obrońcę, ale zdarzają mu się fatalne kiksy... Jest też Benkowski, do niedawna pewny punkt, ale ostatnio walczy z kontuzją, oraz Wasiluk, seria dobrych występów może skłaniać, by mu zaufać, mimo że nie jest jeszcze dobrze zgrany z drużyną gdyż to nabytek z początku sezonu. Prawa obrona to Dorobek, Stawowy i nowy gracz Celeban. Do niedawna taka była hierarchia, jaka kolejność wymieniania tych nazwisk, ale ostatnio Dorobek gra poniżej krytyki, Stawowy średnio, a Celeban... Nie został jeszcze sprawdzony jak należy... Na razie ich zostawmy i przejdźmy dalej. Lewa pomoc to zdecydowanie Brazylijczyk Ceballos, który zastąpił innego świetnego gracza na tej pozycji Guilherme, Ceballos bardzo przypomina Roberto Carlosa, jeśli chodzi o szybkość i zdolność włączania się w akcje ofensywne. Świetnie dośrodkowuje, potrafi minąć przeciwników dograć i strzelić, no i przede wszystkim nie odpuszcza w obronie. Jego rywalem na tą pozycję jest Dai Lin, Chińczyk który ponad 50 (!) razy reprezentował kraj, nie ma może tego błysku i umiejętności co Ceballos, ale jest jeszcze solidniejszy w obronie i naprawdę dobry.
Pomoc jest najbardziej stabilna, w środku fantastyczny Giza układający grę, mim, że trochę lat ma na karku, warunki fizyczne ma bardzo dobre i bez problemu znosi trudy spotkań. Fantastyczne podania, strzał, bardzo wartościowy zawodnik. Równie dobrze uzupełnia go Vuković, nie dysponuje tak dobrym uderzeniem ani błyskotliwością, ale potrafi zmieniać tempo akcji nie załamując jej jednocześnie, oraz przytrzymać piłkę. Obaj są kompletnym środkiem pomocy. Razem ze Strąkiem stanowią żelazny kręgosłup drużyny. Na lewej pomocy Piotr Brożek. Znakomite podania, rajdy, strzały i rzuty wolne, w każdym sezonie znajduje się w pierwszej trójce najlepszych zawodników ligi. Potrafi sam zmienić losy meczu. Na prawej stronie zawodnik z Afryki Kwamele Frimpong, bardzo ofensywny zawodnik ale czasami wybiera te gorsze warianty rozwiązywania akcji. Ale trzeba przyznać, że jest dobry, najlepszy na tej pozycji w klubie. Zmiennikami na pewno będą Romaczuk- alternatywa dla Brożka, choć nie tak dobry, oraz Alejandro Bernal, już Polak, ale ściągnięty przeze mnie z Kolumbii w wieku 15 lat jeszcze za czasów gdy trenowałem Lecha Poznań. Teraz trafił znowu do mnie i liczę, że zacznie grać na miarę pierwszej jedenastki, bo warunki ma fenomenalne do bycia liderem drużyny. Na prawej stronie można jeszcze wspomnieć o Marcinie Kikucie, który gdy przyszedł do drużyny prezentował się nie gorzej niż Piotr Brożek, niestety dwie ciężkie kontuzje, jedna po drugiej kompletnie załamały karierę tego piłkarza. Obecnie jeżeli w ogóle wchodzi na boisko to z ławki... Jeżeli znajdzie się na ławce.
Na koniec atak, podstawa to niedoceniany kiedyś Wachowicz, mimo 31 już lat w znakomitej formie, jeśli chodzi o szybkość i ogólną motorykę. Bardzo skuteczny w wykańczaniu akcji, docenił to nawet selekcjoner reprezentacji powołując go do drużyny. Znakomite mocne strzały i rzuty wolne. Potrafi wziąć na siebie odpowiedzialność w najtrudniejszych momentach. Jest tylko jeden problem... To czy będzie zdrowy... Często bowiem ma problemy z drobnymi kontuzjami, dlatego trafił do nas Ibrahima Cisse, młody napastnik który już pokazał co potrafi i gra wymiennie z Wachowiczem na tej pozycji. Jest także Urugwajczyk Alonso, w tym roku skończy 22lata, świetna technika, strzał, szybkość... Oby tylko udało mi się zatrzymać go na dłużej... Gdyby coś nie poszło to jest jeszcze Socha... Ale w żadnym meczu, w którym się pokazał nie potrafił pokazać nic dobrego... Przez 2 lata zdobył jedynie 2 gole w meczu pucharu polski.
No tak...- pomyślał Adam - nie ustawię ich dopóki nie będę wiedział w jakiej są formie po powrocie z Londynu... Hmm... Zatem ostateczną decyzję podejmę przed meczem... Jedno jest pewne, że zagramy naszym 4-4-2, bez zbędnego cofania się. Zobaczymy, kogo Wisła ustawi na szpicy ataku, jeżeli będzie to ten rewelacyjny Kolumbijczyk... czy Wenezuelczyk... Jak mu było...? Mniejsza o to, jeśli się pojawi będziemy go kryli indywidualnie, ale tym się zajmę jutro jutro... A tymczasem utnę sobie jeszcze jedną drzemkę...
Tego dnia Adam nie czuł się już zbyt dobrze, toteż drzemka trwała z małymi przerwami do następnego poranka, czyli do dnia, w którym Ruch Chorzów miał się zmierzyć z Wisłą Kraków.
O godzinie 12 pod szpital podjechał stary Fiat 125p kombi, kremowo-niebieski z krzyżem na drzwiach. Wyskoczył z niego p. Marek i skierował się w kierunku oddziału chirurgii pourazowej. Po drodze zaczepił młodego chłopaka.
- Dzień dobry Panie Doktorze!- Krzyknął do chłopaka, który rozejrzał się zdezorientowany
- Pan mówi do mnie?
- No a do kogo by innego, hehe. I jak się Panu podoba w naszym szpitalu, już się Pan przyzwyczaił?
- A nie... Musiał mnie Pan z kimś pomylić... Jestem na razie jeszcze tylko studentem - odparł chłopak, wyraźnie zadowolony faktem, że wzięto go za poważnego „doktora”. A na to właśnie liczył p. Marek.
- Och przepraszam najmocniej! Myślałem, że Pan jest tym nowym! - Mówił udając zdziwienie- No ale pewnie jeszcze trochę i będziemy się już tu widywać bardziej hm... że tak powiem służbowo?
- No ja mam nadzieję, w sumie jeszcze 3 lata... – Zaczął opowiadać chłopak wciągnięty w dyskusję, porozmawiali tak parę minut, a w zasadzie student się rozgadał, lecz w końcu Pan Marek mu przerwał.
- http://w8.grono.net/users/64820/detail/Przepraszam Cię najmocniej kolego – mówił - ale muszę już pędzić. Wiesz może gdzie znajdę wózki, bo muszę zawieźć pacjenta na operacyjną, a na oddziale się skończyły.
- Ale.. to chyba musi Pan pójść do oddziałowej, ona musi panu wydać wózek.
- Eeeetam, nie będzie się tu nikt bawił w biurokrację - starał się wyminąć p. Marek - musisz się jeszcze nauczyć paru naszych zwyczajów zanim zadomowisz się tu na dobre, hehe... Gdzie znajdę te wózki?
- W drugim korytarzu, mały magazynek zaraz za WC, tam jest otwarte - odparł rozentuzjazmowany student.
- Dzięki chłopie! Na razie! - i pan Marek poszedł szukać magazynku koło WC rad, że nie musi już słuchać o obowiązkowych praktykach, złym rozkładzie zajęć i marudnych salowych.
Dobra - pomyślał - teraz możemy zawinąć stąd trenera.
Szybko dostał się do sali Adama, tam zastał managera przygotowanego do wyjścia... Przygotowanego to za dużo powiedziane. Miał on bowiem na sobie pidżame, szlafrok zarzucił jeszcze na siebie prześcieradło.
- Witaj Marek.... Jak to znalazłeś?
- Ma się swoje sposoby, panie trenerze.
- Ile razy Ci mówiłem wczoraj żebyś mówił do mnie po imieniu?
- Nie wiem, pewnie z dziesięć, ale nie mogę się jakoś przyzwyczaić... Adam.
- Ok. - odparł z uśmiechem - kiedy wychodzimy?
- Zaraz jak tylko się upewnię, że jest czysto, dobrze, że dyżurka jest z drugiej strony korytarza, będziemy mogli wyjść niezauważeni... Na pewno jak się wszystko wyda nie będę musiał tego żałować?
- Masz to jak w banku- odpowiedział Adam- Musimy jeszcze przerzucić mnie na ten wózek, sam nie dam rady.
- Jasne, jasne...
Po chwili jechali już przez szpitalne korytarze, by dotrzeć na parking dla szpitalnych karetek.
- Chcesz zwinąć karetkę... I to jeszcze takiego gruchota...- Zapytał zaskoczony trener.
- Nie tam zaraz zawinąć, to mój samochód, kupiłem go za bezcen gdy pogotowie wymieniało park maszyn jakiś czas temu - odpowiedział Mariusz - A, że gruchot to fakt, ale jeździ, nie opłaca się przy nim nic robić, a jego kolory dodadzą nam autentyczności przy wyjeździe .
- To fakt, to fakt... Wrzuć mnie tam jakoś tylko AAAAAA!!!... Ostrożnie...
- Nie jest Pan... Nie jesteś za lekki, sorry- odparł z rozbrajającym półuśmiechem Mariusz.
- Ni za szto...
Fiat ruszył i bez problemów wyjechał z terenu szpitala kierując się w stronę stadionu...
Po dojechaniu na miejsce próbowali jak najszybciej dostać się do gabinetu Adama, by znaleźć numer telefonu do asystenta – Wieczorka, który powinien się w tym momencie znajdować w autokarze wiozącym drużynę do Krakowa na potyczkę z tamtejszą Wisłą.
- Nie masz tego numeru w telefonie? - zapytał Mariusz
- Pewnie że mam, problem polega na tym, że nie mam telefonu. Musiał zapodziać się gdzieś podczas wypadku. Dobra mam notes, podaj telefon inwalidzie, jak możesz.
Adam wykręcił numer by po chwili usłyszeć znajomy głos w słuchawce.
- Wieczorek słucham?
- Witaj Wieczorek - tak się jakoś utarło, że wszyscy zwracali się do niego po nazwisku - jesteście już w drodze?
- Witaj trenerze! Jesteśmy w drodze, powinniśmy być na miejscu za ok. pół godziny. Jak tam zdrowie?
- Nie będziemy teraz dyskutować o moim zdrowiu. Posłuchaj uważnie, co mam Ci do powiedzenia, a jak skończę to posłuchaj mnie dalej, bo będę miał coś jeszcze bardziej ważnego ok?
- Ok....- odparł zdziwiony Wieczorek
- Wyjdziemy na boisko takim ustawieniem Pavlovic-Ceballos,Strąk, Wasiluk i... Dorobek- Brożek, Giza, Vukovic, Frimpong- Wachowicz, Alonso. Jeśli chodzi o zmienników...- Tu Wieczorek przerwał
- Jeśli chodzi o zmienników mamy tu plagę drobnych kontuzji i... grypy...
- Grypy? O tej porze roku? - Zapytał wytrącony z równowagi Adam
- Grypy żołądkowej... Na ławce będziemy mieć jedynie Janickiego, Dai Lina, Sochę i Bernala...
- Dupa zbita k***a mać! Czyli nie mamy żadnego środkowego obrońcy na zmianę?! Cholera... A Cisse.. Co z nim?
- Z nim trochę gorzej, zanosi się na naciągnięte ścięgno i wypadnie pewnie gdzieś na 2 tygodnie z gry..
- No trudno... - Odsapnął Adam - musimy tak zagrać... W każdym razie dajcie Wiśle trochę pola, niech poczują, że mogą nas atakować, niech sobie trochę poklepią... A teraz druga sprawa, słuchaj uważnie. Słuchasz?
- Jasne, jasne...
- Dojadę do Krakowa tuż przed meczem lub w trakcie jego trwania, załatw kogoś, kto będzie mógł nas wpuścić za bramy stadionu ok?
- To znaczy, że już Cię wypuścili trenerze? - Zapytał Wieczorek
- Wypuścili, nie wypuścili, mniejsza o to, tylko nie mów nic na razie chłopakom, jak oni wyglądają tak w ogóle?
- Wyglądają tak na 6:0 w plecy.
- Aha.. nic więcej nie musisz mówić, oczekuj mnie na stadionie.- Odłożył słuchawkę i zwrócił się do Marka - dojedzie to Twoje cudo do Krakowa?
- Musi dojechać! - Odparł Marek i obaj skierowali się w stronę samochodu.
Adamowi podróż dłużyła się niemiłosiernie, co chwila miał wrażenie, że wysłużony Fiat za chwilę odmówi posłuszeństwa. Co gorsza zdał sobie sprawę, że w końcu przestaną działać środki przeciwbólowe i zacznie czuć niemiłosierne pieczenie w nogach zamieniające się w ból porównywalny do powolnego miażdżenia nóg. Zaczął rozglądać się po samochodzie, nerwowo spoglądał na zegarek. W końcu zapytał Mariusza:
- Czemu nie masz w tej bryce radia, co?
- Ależ mam, sięgnij pod swój fotel tam leży „jamnik”.
I faktycznie, był jamnik, do tego sprawny! Teraz największym problemem było odnalezienie jakiejś lokalnej stacji, która nadawałaby na żywo ze stadionu w Krakowie. W końcu znalazł, trochę szumiało, ale było słychać. Jeszcze raz sprawdził czas, jeszcze 15 minut i kawał drogi przed nimi. W radiu odezwał się głos.
„Dobry wieczór, Michał Soćko będzie wraz z byłym Wiślakiem Tomkiem Frankowskim relacjonował dla Państwa mecz pomiędzy naszą Wisłą, a gośćmi z Chorzowa. Zdecydowanym faworytem spotkania jest Wisła, wystąpi ona w optymalnym składzie. Po krótkiej przerwie znów zobaczymy na środku pomocy Nowickiego, który jest filarem tej drużyny i ważnym ogniwem w rozwiązywaniu akcji. Ruch natomiast nie może znaleźć formy, podobno nękany jest kontuzjami, ponadto wiemy, ze Adam Swinarski leży w szpitalu i nie może być ze swoją drużyną. Na stadionie zasiądzie ok. 15000 widzów w tym ok. 500 z Chorzowa, wygrana Ruchu byłaby tu olbrzymią niespodzianką...”
Tak samo też myślał Adam- Tak... To będzie niespodzianką.. Musimy sprawić im niespodziankę...-W tym momencie spostrzegł, że wjeżdżają do Krakowa...
„I rozpoczęli - odezwał się głos w radiu - Wisła od razy przesuwa się do przodu, Ruch cofnięty...”
Samochód podjechał pod stadion, słychać było okrzyki wydobywające się z kilkunastu tysięcy gardeł fanów Wisły, obsługa stadionu otworzyła bramę... Nagle okrzyki ucichły... Co jest? - zdziwił się Adam i zrobił głośniej radio.
„No i niestety proszę państwa, po znakomicie rozegranej kontrze przegrywamy z Ruchem 0:1, a strzelcem bramki jest Alonso! Przeanalizujmy jeszcze raz, szybkie podanie trafia do Gizy, on błyskawicznie odgrywa do Frimponga na prawej stronie, Frimpong ponownie do Gizy i wysuwa się na pozycję, jednak Giza dostrzega po lewej stronie Brożka który również na jeden kontakt wypuszcza wpadającego w pole karne Wachowicza. Ten oddaje mocny strzał który trafia w słupek lecz piłke „z woleja” kieruje do bramki Alonso który biegł za całą tą akcją i znalazł się w polu karnym w najwłaściwszym dla jego drużyny momencie...”
Świetnie pomyślał Adam - lecz zanim zaczął się cieszyć w aucie rozległ się krzyk..
- JEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEST, JEST, JEST!!! - Wrzeszczał Marek zapominając o kierowaniu samochodem, w ostatniej chwili Adam chwycił za kierownicę i zaciągnął ręczny... Lecz samochód nadal toczył się na bramę... Gwałtownie skręcił, więc kierownicą, w tym momencie Marek zorientował się w sytuacji i nacisnął hamulec... Samochód stanął.
- Jak dla mnie - wydusił Adam - powinni zawiesić radiowe transmisje...
Wygramolili się z samochodu i Mariusz wiózł Adama do szatni. Było z tym trochę problemów gdyż korytarze nie były przystosowane do wózków inwalidzkich i co rusz znajdywały się tam stopnie i progi. Nadal nasłuchiwali meczu. Lecz gdy weszli do szatni wisiał tam telewizor. Włączyli zatem mecz.
- Nie będę wchodził na boisko na razie, to ich zdekoncentruje... Poczekamy na nich w szatni.
Obaj obserwowali wydarzenia na boisku, ku ich zdumieniu to Ruch zdecydowanie przeważał, Wisła nie mogła się otrząsnąć ze straconej bramki, aż do 35 minuty, gdy znakomitym strzałem zza pola karnego Nowicki pokonał Pavlovica. Potem gra stała się wręcz nudna, jakby obie drużyny czekały na przerwę. Gdy ta nastąpiła, drużyna Ruchu zmierzała do szatni.
Pierwsze wszedł do szatni Brożek, za nim następni.
- Trener!!! Co trener tu robi??
- Przyjechałem popatrzeć na dobrym mecz - odparł Adam - i muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem! Doskonale sobie radzicie.
- Oj trener... To jest Wisła - odparł Giza - władują nam zaraz bramkę i będzie po wszystkim!
- Że co? Że co? - Pytał niedowierzając Adam - Gracie jak z nut, a mimo wszystko czekacie na bramkę? Słuchajcie, jadę z Wami na drugą połowę i jak zobaczę choć cień rezygnacji na twarzy któregoś z Was to obiecuję, że mnie popamiętacie! Mamy szanse wywieźć stąd dobry wynik i skopać tyłki Wiślakom! Nie po to tłukłem się tu tyle czasu zabytkiem PRL-u, żeby wysłuchiwać takich rzeczy. Teraz odpocznijcie, wracamy tym samym składem, gramy ciut bardziej agresywnie. Będę co parę minut dawał Pawłowi znak, wtedy on Wam przekaże, że kilka akcji z rzędu przeciwnika bronimy mocnym pressingiem. Wszystko jasne?
- TAK JEST!- Krzyknęła drużyna, w którą trener chcąc nie chcąc wpompował całe litry wiary swym przybyciem.
Pierwsza na boisku pojawiła się drużyna Wisły, kibice powoli zajmowali swoje miejsca... gdy nagle z sektora zajmowanego przez kibiców Ruchu wydobył się ogłuszający okrzyk radości, kibice wydobyli z siebie więcej decybeli niż cały stadion podczas 1 połowy. Po chwili było jasne co było tego przyczyną, na boisko wchodził Ruch na czele z... Trenerem, który miał leżeć w szpitalu... Mariusz siedział wówczas w szatni i śledził wydarzenia na ekranie telewizora.
„Proszę państwa stało się coś niesamowitego, Adam Swinarski pojawił się na meczu, wychodzi, a w zasadzie wyjeżdża właśnie na czele swojej drużyny na płytę boiska, a co jest w tym najbardziej niesamowitego jest oklaskiwany na stojąco przez cały krakowski stadion. Przypomnijmy, że dwa dni temu...”
Tak, było to coś wielkiego, że ten człowiek nie zważając na stan zdrowia przybył na stadion by być ze swoją drużyną. Rozpoczął się mecz...
Przez pierwsze 10 minut optyczną przewagę miał Ruch, ataki sunęły do lewą to prawą stroną, Wisła nie mogła utrzymać się długo przy piłce. Po jednej z akcji Ruchu piłka wylądowała na rzucie rożnym, do piłki podszedł Brożek. Obrońcy Wisły blisko obstawiali Wachowicza, Alonso, Strąka, Wasiluka czyli wszystkich dobrze grających głową. Gdy Brożek mocno dośrodkował piłkę w akcję z impetem wmieszał się wbiegając zza pola karnego Dorobek i efektownym strzałem głową skierował piłkę do bramki. Sektor Ruchu szalał.
Po tek akcji ataki nie ustały, lecz obrona Wisły spisywała się już nienagannie, z czasem Ruch słabł. Wisła zaczęła kąsić.
- 74 minuta, Wachowicz się napracował dzisiaj... Dajmy mu odpocząć... BARTEK WCHODZISZ! - Krzyknął Adam do Bartłomieja Sochy, jedynego napastnika, jakim obecnie dysponował do zmiany - Wchodzisz, pamiętaj jesteś wypoczęty, przeszkadzaj im z przodu jak możesz, daj odsapnąć naszym obrońcom.
- Ok., trener... A bramkę też mogę strzelić?- Zapytał z uśmiechem
- Jak najbardziej, leć do arbitra.
Wejście Sochy nie poprawiło znacząco obrazu gry, po paru minutach Frimponga, który słaniał się na nogach zmienił Bernal, a Ceballosa Dai Lin. Wisła zaczęła naciskać, ale niewiele wynikało z jej akcji. Sędzia doliczył 3 minuty.
„... Socha wyskakuje do dośrodkowania, strzela... POPRZECZKA!”
Szkoda - pomyślał Adam - miałby chłopak wreszcie powody do radości. Wreszcie sędzia zakończył spotkanie! Cała ławka rezerwowych wyskoczyła na płytę boiska, za nimi na wózku jechał krzycząc ze szczęścia Adam, nie wiadomo jakim cudem znalazł się tan również Marek. W całym tym zamieszaniu Adam chciał wstać z wózka i cieszyć się z drużyną, biec do sektora ich kibiców. I zrobił tak, stanął na zagipsowanych nogach. Podbiegli inni trenerzy w tym Wieczorek.
- Wygraliśmy, wygraliśmy!!!
- A jakże, w końcu nie na darmo tu przyjechałem!
- Weź Ty usiądź, co? Zwycięstwo zwycięstwem, ale dbaj no Ty trochę o siebie... Spójrz na...
W tym momencie obaj, Wieczorek i Adam spojrzeli na nogi. Na gipsie pojawiły się czerwone plamy, a po chwili krew strużką popłynęła po stopie i Adam padł na murawę...
W następnej części powrót do zdrowia, wyjaśnianie sprawy ucieczki ze szpitala i przede wszystkim rewanżowy mecz z Tottenhamem o puchar lata i szansę gry w pucharze uefa.