Ludzie boją się zmiany. Nawet na lepsze. - Józef Ignacy Kraszewski.
Pewnie zastanawiasz się, czemu karierę menedżerską rozpoczynam od cytatu zaczerpniętego z wypowiedzi jednego z najwybitniejszych polskich pisarzy. Odpowiedź na nurtujące Cię pytanie wydaje się być bardzo prosta, żeby nie powiedzieć banalna. Ludzie od najdawniejszych czasów dążyli do zmian. Nowe, rewolucyjne wynalazki wielokrotnie zmieniały bieg historii. Czym byłby dzisiejszy świat, gdyby nie takie odkrycia jak: maszyna parowa Jamesa Watta, żarówka Thomasa Edisona, czy chociażby penicylina Alexandra Fleminga? Oczywiście jest to początek nieskończonej wręcz wyliczanki. Kiedy dziś z podziwem patrzymy przeszłość i z niewyobrażalną dumą patrzymy na osiągnięcia innych, często zapominamy o paru przykrych faktach.
Otóż, kiedy wynalazcy czynili krok do przodu i serwowali nam kolejną porcję niesamowitych, a czasami wręcz szokujących informacji, zawsze obok wyrastała grupa zaciekłych oponentów, którzy nie zgadzali się z nowym ładem. Wiele rewolucyjnych odkryć zostało zaakceptowanych przez społeczeństwo dopiero po opublikowaniu nowości, a odkrywcy często znajdowali się w mało przyjemnych sytuacjach, gdyż zbuntowany lud głośno domagał się ukarania heretyków. Ludzie bali się zmian i śmiem twierdzić, że nadal się boją. Nawet ja, mimo młodego wieku, jestem w stanie przypomnieć sobie gorące dyskusje dotyczące wejścia Polski do Unii Europejskiej czy NATO. Brak chęci do zmian widać niemalże na każdym kroku i dotyczy to nie tylko spraw wagi państwowej czy wręcz światowej, lecz także rzeczy z pozoru błahych.
Podobnie jest ze mną i to właśnie dlatego cytat Józefa Ignacego Kraszewskiego tak bardzo przypadł mi do gustu. Żeby było jeszcze ciekawej, słowa polskiego pisarza mają bardzo wiele wspólnego z Football Managerem i moją nową przygodą. Otóż, podobnie jak gro ludzi na świecie, także i ja przywiązuje się do wielu spraw i ciężko narzucić mi pewne zmiany. I tak przez kilka lat nie chciałem uwierzyć, że istnieją nowsze, lepsze wersje niż Championship Manager 01/02, a mimo to udało mi się zabawić dłużej przy Football Managerze 2006. Na kolejną tego typu zmianę przyszło mi czekać aż do obecnej edycji gry. Najnowsze dzieło panów z SI miało być przełomowe. Co prawda FM 2009, mimo szumnych zapowiedzi, nie wypadł bardzo dobrze, lecz śmiało mogę stwierdzić, że dla mnie jest on rewolucyjny. To właśnie dzięki niemu wreszcie odstawiłem na półkę zasłużonego FM-a 2006 i mogłem zacząć wszystko od nowa. Żegnając się ze swoją ulubioną wersją, jednocześnie w zapomnienie odeszła moja kariera w Polonii Warszawa, która z każdą nową częścią zyskiwała coraz większą liczbę odwiedzin. Dla osób, którym moje poczynania w stołecznym klubie szczególnie przypadły do gustu, mam dobrą wiadomość - nie lubię zmian.
Rozgryzaniem Football Managera 2009 zająłem się już w dniu premiery wersji demonstracyjnej, gdzie mimo licznych kontuzji starałem się doprowadzić Liverpool na szczyt ligi angielskiej. Kiedy pełna wersja gry pojawiła się w Polsce, wiedziałem, że prowadzenie rozgrywki w naszym rodzimym kraju jest niemalże niemożliwe. Błąd, który źle przypisywał drużyny do Europejskich Pucharów został naprawiony w drugiej łatce, lecz ja - chyba trochę wbrew samemu sobie – zdecydowałem poszukać szczęścia gdzie indziej. Niestety, ani klimat słonecznej Hiszpanii, gorącej Brazylii, czy też zimnej jak lód Norwegii nie był w stanie spełnić moich oczekiwań. Kiedy już byłem nieco znużony bezcelową wędrówką, przypomniałem sobie o drużynie, która znaczy dla mnie dużo więcej niż tysiące innych zespołów. Kilka kliknięć myszką spowodowało, że znów poczułem się jak w domu...
***
SENSACJA NA ŁAWCE TRENERSKIEJ W POLONII WARSZAWA!

W dniu dzisiejszym rzecznik prasowy Polonii Warszawa - Adam Drygalski poinformował, że nowym menedżerem Polonii Warszawa został młodziutki, wcześniej nieznany Brazylijczyk legitymujący się także polskim paszportem - Joao Rodrigo Ribeiro de Souza.
Sezon 2008/2009 dla kibiców stołecznej Polonii miał być wyjątkowy. Fuzja z Groclinem Grodzisk Wielkopolski i automatyczny awans do najwyższej klasy rozgrywkowej były powodem wielu dyskusji wśród najbardziej zagorzałych fanów popularnych "Czarnych Koszul". Prawdziwym szokiem okazała się jednak decyzja Józefa Wojciechowskiego, który wraz z całym zarządem postanowił zaufać zaledwie 33-letniemu trenerowi - Joao Rodrigo Ribeiro de Souza – posługującemu się, jak na Brazylijczyka przystało, odpowiednim pseudonimem - Rodrigo. Zachowanie włodarzy Polonii wydaje się być bardzo ryzykowne i trudne do wytłumaczenia.
Rodrigo wychował się w Polsce i jak sprawdziliśmy - zawodnicy Polonii na pewno nie będą mieli problemów w porozumieniu się z ich nowym trenerem. Jako że świeżo upieczony menedżer Polonii Warszawa dla wielu wydaje się być osobą anonimową, postanowiliśmy nieco bardziej zagłębić się w biografii nowego bohatera brukowców. Joao Rodrigo Ribeiro de Souza urodził się 18.04.1975 roku w Warszawie. Jego ojciec - właściciel firmy cukierniczej jest Brazylijczykiem, a matka Polką. Rodrigo, jak na typowego Brazylijczyka przystało, dorastał w bliskim towarzystwie piłki nożnej i od małego pragnął być zawodowym piłkarzem, podobnie jak większość kolegów ze szkolnej ławki. Od rówieśników odróżniały go jednak barwy klubowe. Jako mały brzdąc wylądował wraz z rodziną na stadionie przy ulicy Konwiktorskiej 6 i miłość do klubowych barw pozostała mu do dzisiaj. Nauczycielki wspominają Brazylijczyka jako pilnego ucznia, lecz na każdym kroku opowiadają nam o jego piłkarskiej pasji. Dziwić może zatem fakt, że Rodrigo nie został piłkarzem, jednak z futbolem nie rozstał się ani na moment. Kiedy z bardzo dobrymi wynikami ukończył liceum, wybrał się na AWF, gdzie również świetnie sobie poradził. Z trenerskimi uprawnieniami ruszył w świat i zaczął zdobywać niezbędne doświadczenie.
Pierwsze trenerskie kroki Joao Rodrigo Ribeiro de Souza stawiał w niewielkim, podwarszawskim klubie - Amur Wilga, gdzie odpowiadał za szkolenie młodzieży. Kolejne szczeble menedżerskiej kariery przechodził w niebywałym wręcz tempie. Olbrzymi talent i zaangażowanie sprawiły, że dziś Rodrigo z czystym sumieniem może pogratulować sobie sukcesu. Mimo wielu sceptycznych opinii o braku wymaganego doświadczenia, Brazylijczyk pozostaje spokojny. Dziś o godzinie 18.00 w kawiarni "Czarna Koszula" zostanie przeprowadzona konferencja prasowa z nowym trenerem Polonii Warszawa, podczas której dowiemy się na pewno dużo więcej.
Źródło: Przegląd Sportowy
***
Sprawnym ruchem ręki wyłączyłem przeglądarkę internetową i dając dwa długie susy znalazłem się przed lustrem. Spojrzałem na zegarek - była 16.30, więc zbliżał się czas, kiedy będę musiał stanąć oko w oko z pragnącymi mnie poniżyć dziennikarzami. Poprawiłem krawat, spryskałem się perfumami, poprawiłem fryzurę i udałem się w kierunku drzwi. Na parkingu stało Audi A6, które wyraźnie czekało, abym do niego wsiadł i wyruszył w podróż. Wygodnie rozsiadłem się na skórzanym fotelu i przekręciłem kluczyki. Silnik płynnie odpalił i chwilę później poczułem, jak poruszam się przed siebie. Podróż była bardzo przyjemna. Płynąca z odtwarzacza melodia mojej ulubionej kapeli - Black Sabbath umiliła mi drogę i nie spostrzegłem, kiedy już byłem na miejscu. Była równo 17.15. Na klubowym parkingu przywitał mnie sam prezes Wojciechowski, który uścisnął mi dłoń i zaprosił do budynku klubowego.
Sala, w której zorganizowano konferencję prasową, na co dzień była skromną kawiarnią, w której regularnie odbywały się spotkania fanów miejscowej drużyny. Wygodnie rozsiadłem się w miękkim fotelu, poprawiłem marynarkę i wziąłem łyk wody, którą podał mi jeden z pracowników lokalu. Z każdą minutą w pomieszczeniu znajdowało się coraz to więcej osób. Pojawiały się postacie, które dotychczas kojarzyłem tylko z telewizji oraz radia. Punktualnie o godzinie 18.00 Józef Wojciechowski w świetle fleszy oficjalnie przedstawił mnie, jako nowego menedżera Polonii Warszawa. Po chwili posypały się pierwsze pytania.
- Jak się pan czuje, jako nowy trener Polonii Warszawa? - zapytała niska blondynka legitymująca się logiem telewizji Orange Sport.
- Muszę przyznać, że jestem niezmiernie szczęśliwy. Polonia była dla mnie bardzo ważna już w dzieciństwie i praca tutaj, to spełnienie moich marzeń. - odpowiedziałem dość stanowczo.
- Nie obawia się pan, że nie wystarczy panu doświadczenia, aby prowadzić klub z Ekstraklasy? - tym razem do głosu doszedł redaktor Canal+.
- Gdybym obawiał się tej pracy, na pewno bym jej nie wziął. Jestem w pełni świadomy zadania, którego się podjąłem. Zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby udowodnić wszystkim, że mimo młodego wieku jestem w stanie osiągnąć sukces. - oznajmiłem i jeszcze raz upiłem trochę wody.
- Mam pytanie do pana Wojciechowskiego. Czym kierował się pan zatrudniając Rodrigo na pozycji menedżera? - zapytał dziennikarz TVP Sport i wymownie spojrzał się w kierunku prezesa.
- Uważam, że Rodrigo to bardzo utalentowany menedżer. To przede wszystkim jego klasa oraz umiejętności zadecydowały o tym, że dostał tę posadę. Warto jednak wspomnieć, że Polonia to klub przyszłościowy. Potrzebna nam jest młoda krew, a Rodrigo niewątpliwie jest jej źródłem. - ze stoickim spokojem odpowiedział Józef Wojciechowski.
Konferencja prasowa potrwała jeszcze ponad godzinę. Na niezliczone ilości pytań dziennikarzy udawało mi się w miarę sprawnie odpowiadać i muszę przyznać, że byłem z siebie zadowolony. Nie dałem się wyprowadzić z równowagi, mimo że wielu dziennikarzy jasno dawało do zrozumienia, że nie jestem tu zbyt mile widziany.
Kiedy emocje związane z konferencją prasową odeszły w zapomnienie udałem się na płytę boiska, gdzie czekali już na mnie najbardziej zagorzali kibice Polonii. Kiedy pierwszy raz stanąłem na murawie boiska z trybun powitała mnie garstka osób, które brawami sprawiły, że poczułem się znacznie spokojnej. Spojrzałem się w stronę kibiców i ucałowałem godło na koszulce, którą chwilę temu wręczył mi pan Wojciechowski. Z trybun usłyszałem głośne "sto lat" i cieszyłem się, że bez żadnych problemów zostałem zaakceptowany. Ukłoniłem się nisko i machając ręką udałem się w stronę wyjścia. Pożegnałem się ze wszystkimi i godzinę później byłem już w domowym zaciszu.
Wisząca nad kominkiem koszulka Polonii Warszawa z moim nazwiskiem na plecach była czymś wyjątkowym. Była spełnieniem moich dziecięcych marzeń i jednocześnie olbrzymią nagrodą. Wynagrodzeniem za wytrwałość oraz za odwagę, gdyż dorastając nie raz musiałem się mocno tłumaczyć ze swojego zamiłowania. Ciężka praca oraz ambicja sprawiły, że wreszcie byłem tam, gdzie się wychowałem. Miłość, którą wpoił we mnie ojciec zaowocowała. Wiedziałem jednak, że był to dopiero początek drogi, która wcale nie musi być łatwa. Polonia Warszawa to klub z bardzo bogatą historią i wymagającymi kibicami. Cele na nadchodzący sezon były jasne - mieliśmy zająć miejsce w górnej części tabeli i liczyć na awans do europejskich pucharów.
Wziąłem głęboki oddech i udałem się do barku. Mój wzrok spoczął na butelce szkockiej whisky, która czekała na właśnie taką chwilę. Delikatnym ruchem ręki otworzyłem ją i wlałem nieco zawartości do szklanki. Dodałem jeszcze dwie kostki lodu i wygodnie rozsiadłem się przed telewizorem. Zamoczyłem usta. Whisky smakowało jak nigdy dotąd...