Nie jesteś zalogowany! Załóż konto już teraz!

Pierwszy dzień reszty życia cz.3

- Brawo panie Adamie… brawo… - mówił lekarz – Mój roczny syn ma więcej rozsądku niż pan. Pan zdaje sobie sprawę, w jakim stanie pan do nas trafił…? – zapytał.
- No cóż, pewnie…
- Proszę mi nie przerywać!! Mało brakowało, a wykrwawiłby się pan na śmierć! Czy panu się wydaje, że jak mówimy, że trzeba zostać w szpitalu do sobie ot tak gadamy…? Dla żartu? – mówił dalej wściekły lekarz. – Mógł pan ściągnąć na siebie i na nas całą masę problemów, pomyślał pan o tym…?
- No cóż, może…
- Proszę mi nie przerywać!! Dla pana wiadomości, człowiek, który panu to ułatwił już tu nie pracuje i mam nadzieję, że przyjdzie panu podziękować… Tak...- doktor powoli się uspokajał – Na koniec chciałem panu pogratulować… hmm… tak… do widzenia.. i proszę już nam takich numerów nie robić. – w tym momencie wyszedł trzaskając drzwiami. Adam został sam w szpitalnym pokoju, który zdążył już parę dni temu poznać. Szukając jakiegoś zajęcia z niechęcią stwierdził, że jedyne, co pozostaje mu robić to gapić się w telewizor. Chwycił za pilota i zaczął przerzucać kanały w poszukiwaniu sportu, bo kolejnych politycznych gadek miał już powyżej uszu. O sport… BBC… będzie pewnie rugby czy coś, ale trudno…
„(…) In a Brazylian Cup Juventude beats BC Juniors 4:1. That was great play by Midfielder Ze Redolpho who gain 2 goals and 2 assist. In final juventude(…)”.
Juventude… Ze Redolpho… trzeba dać znać naszym obserwatorom, a nuż dałoby się takiego zawodnika ściągnąć. – pomyślał Adam i w tym momencie rozpoczęła się seria informacji na temat Rugby, Polo tudzież podobnych sportach typowych dla Wysp. Adam poszukał następnych kanałów. Oooo… powtórka orange ekstraklasy.. Może być – zazwyczaj nie oglądał programów dotyczących ligi Polskiej, sporadycznie był do nich zapraszany zazwyczaj przy okazji meczów z Wisła, Legia a także w przypadku zdobycia mistrzostwa. No, tak... Pewnie zaraz się zgłoszą do mnie z TVN-u, po tym meczu z Wisłą… jasna cholera jakie oni czasem zadają debilne pytania... – pomyślał.
W tym momencie wszedł do pokoju Marek.
- Witaj Adam.
- Witaj, witaj, tylko proszę, nie pytaj mnie o zdrówko ok?
- Jasne, jasne. –odparł Marek szybko przeszedł do sedna – Tak jak myśleliśmy, wywalili mnie za to. – powiedział smutno – Żona mnie zabije…
- Gdzie tam za raz zabije…
- Przyzwyczaiłem się do tej roboty, nie wiem czy dam sobie radę w nowej sytuacji.
- Jasne, że dasz. –pocieszał go Adam – Przecież nie rzucimy Cię zaraz ma głębokie wody, przejdziesz szkolenie u boku naszych fizjoterapeutów, później zaczniesz od doglądanie młodzików, bo obecnie brakuje nam do tego specjalistów. – kontynuował - No a żonie powiedz, że na wstępie zarabiasz więcej niż w karetce.
- No niby tak, tylko wiesz, młody to ja już nie jestem, nie lubię zmian.
- Dasz radę, dasz radę… poza tym. – Adam chciał coś jeszcze dodać ale drzwi od pokoju znów się otworzyły. Stał w nich Anglik Tommy Lee pełniący obecnie funkcję asystenta w klubie z Chorzowa, za nim pojawił się Ryszard Kołodziejczak, szef zespołu fizjoterapeutów.
- Hello… cziendobry. – Tommy nie mówił zbyt dobrze po polsku, ale robił szybkie postępy.
- Cześć Adam… dzień dobry panie Marku. – Ryszard wyciągnął rękę ku siedzącemu Markowi.
- Cześć, cześć – odparł Adam
Marek przywitał się z przybyszami których zdążył już wcześniej poznać.
- To ja już lecę wobec tego.
- Czekaj, czekaj. - wtrącił Rysiek – Ja tylko na parę słów i zabieram Cię do klubu. – skierował te słowa do Marka – Musisz się zapoznać z kilkoma sprawami, poznać współpracowników itd.
Markowi ucieszyły się oczy ale nic nie powiedział, nie chciał pokazać im, że cieszy się jak dziecko które dostało nową zabawkę. W tym momencie Adam zapytał.
- Rysiek, pewnie nie będę zbyt zachwycony tym co chcesz powiedzieć?
- No pewnie nie, ale tragedii powiedzmy, że też nie ma… mianowicie… - nie wiedział, od czego ma zacząć – Mecz z Tottenhamem mamy za 3 dni… może inaczej wiadomość dobra czy zła?
- Dawaj złą. – odparł z rezygnacją w głosie Adam.
- W ciągu 3 dni nikt się chyba nie wyleczy i… mamy do dyspozycji 15 zawodników, czyli na ławce usiądzie zaledwie 4, problem jest ze środkiem obrony na którą możemy wystawić tylko Strąka…
- Reszta nie da rady, poważnie…? – pytał z niedowierzaniem Adam.
- Poważnie, a teraz dobra wiadomość. Jeśli chodzi o pomoc i atak jesteśmy w pełni sił, w obronie poza środkiem jest ok. Więc jeśli chodzi o podstawową 11 z poprzednich spotkań to nie ma problemów ze zdrowiem. Szczęściem w nieszczęściu jest to, że kontuzje dotknęły głównie zawodników z ławki i rezerw.
- Yhmmm, no nie jest to cudowna wiadomość, ale zawsze lepsze niż poprzednia.
- Dobra, to ja zabieram Marka i lecimy. Czołem. – i Rysiek zabrał nowego fizjoterapeutę klubu Ruch Chorzów i wyszedł ze szpitalnego pokoju, w którym został Adam i Tommy.
- Więc Tommy, masz jakiś pomysł na Tottenham?
- Może tak, oglądałem ich ostatnich kilka meczów i zauważyłem jedną wadę: mają problem ze zmotywowaniem się na słabszego rywala.
- To wszystko? – zapytał Adam w sumie zadowolony, że pojawiła się jakakolwiek słabość u przeciwnika.
- Nie, oni mają problem w defensywie z szybkimi i zwrotnymi napastnikami, gdyż mają dwie wieże w środku defensywy, oni nie są wolni, ale wydaje mi się, że Alonso będzie dla nich za szybki i sugerowałbym grę krótkimi podaniami. - widać było, że Tommy bardzo przejął się koniecznością kilkudniowego zastąpienia Adama na stanowisku trenera, chciał się wykazać najlepiej jak potrafi, więc przyłożył się do rozpracowania przeciwnika z sumienną dokładnością. I kontynuował:
- Wydaje mi się, że nasi pomocnicy będą mieli więcej miejsca na długie strzały, choć często się mylą na 20-30 metrze. Ale, co ważniejsze, kiedy opuścisz szpital?
- Doktor powiedział, że w niedzielę rano, on przyjdzie do szpitala tylko dla mnie, by zobaczyć, co z moimi nogami, i wtedy zadecyduje, że mogę iść.
- Mam nadzieję. Do zobaczenia na treningu w niedzielę. –Rzekł dość optymistycznie Tommy i pomknął na trening.
Adam był w sumie zadowolony z raportu Tommego, słabe strony Tottenhamu będą musiały stawić czoła najmocniejszym Ruchu, więc jest szansa może nie na awans, ale na rozegranie finału „z twarzą”, Alonso może mieszać w polu karnym a Wachowicz, czy Giza może znajdą miejsce do mocnego strzału. Wiele osób zarzucało Adamowi, że porażka 2:0 w Londynie była konsekwencją ultra - defensywnej gry jaką zarządził Adam, że można było wywieźć lepszy wynik. Adam się z tym nie zgadza mówiąc, że inne ustawienia mogło spowodować porażkę kilkoma bramkami i brak perspektyw na rewanż u siebie gdyż Tottenham był w znakomitej formie. Można by trochę pokombinować z ustawieniem, jedno jest pewne, Nawet jeśli nie pojadę na mecz muszę pogadać z chłopakami przed meczem.. Nie wiem, może uda się zorganizować jakąś videokonferencję? Ale to może zostawię na później. – myślał Adam.

W niedzielę, gdy pojawił się lekarz postawił tylko jeden warunek.
- Nie ma pan prawa zejść z łóżka.
I tyle, żadna videokonferencja nie okazała się potrzebna. Adam pojechał do klubu i czekał na przybycie zawodników. W tym czasie Tottenham trenował lekko na murawie stadionu. Są cholernie pewni siebie, pewnie myślą, że ten puchar już jest ich. Myślał Adam patrząc na rozluźnionych Passiego, Sullivana, Kerzhakova i Maccarone grających w dziada. Chwilę jeszcze poobserwował przeciwników i schował się w swoim biurze, by poczekać na zespół.

- Dobra chłopaki, gramy za 20 minut, co miałem do powiedzenia w kwestii taktyki to już powiedziałem ale mam w zapasie jeszcze kilka słów odnośnie tego, czego od Was oczekuję. Mamy pełen stadion, nie oczekuję na pewno rozgromienia tej drużyny, ale pokażcie tym ludziom, że chcecie zostawić serce na boisku, po tym meczu macie nie mieć siły na przebiegnięcie choćby 10 metrów! Strzelcie dla nich choć jedną bramkę… To tyle. Rysiek możesz zanieść kartę meczową do sędziego…? Albo sam to zrobię Ty ich tu jeszcze przygotuj.
Adam zmierzał do sędziego technicznego w celu zaniesienia ostatecznego formularza ze zgłoszonymi do wyjściowej 11 zawodnikami. Pavlovic, Dorobek, Ceballos Strąk i z konieczności Romańczuk na środku obrony – mówił do siebie Adam. Brożek , Giza, Vukovic, Frimpong… Wachowicz Alonso…zobaczymy.- Dojechał (na wózku) do miejsca składania dokumentów.

Ostatnie minuty były dość nerwowe, zawodnicy z Anglii pewnie patrzyli w oczy zawodnikom Ruchu. Potem wyjście na murawa, celebracja, powitanie i… pierwszy gwizdek.
Początek dość bojaźliwy, kilka rajdów zawodników z Londynu i żadnej reakcji obrony, Adam krzyczał z za linii niemal spadając z wózka. I oto nadeszła 9 minuta, lewą stroną popędził Strąk podał do środka wychodzącemu Wachowiczowi, który krótkim podaniem zagrał w prawo do Alonso i BRAMKA!!! Co za radość, kibice na trybunach zwariowali ze szczęścia. Podobnie jak ławka. Ale na tym się nie skończyło, wygranie finału stało się niezwykle realne, gdy w 17 minucie Alonso dostał długie podanie znakomicie ograł Passiego oraz minął bramkarza Robinsona, dograł do Wachowicza, który spokojnie zwiódł Maccarone i strzelił do pustej bramki!!! Euforia na trybunach, niespodzianka wisiała w powietrzu. Gra się uspokoiła, Tottenham zaczął coraz bardziej naciskać, ale swoją okazję zmarnował Lennon. Przyszedł czas na przerwę.
- No panowie, nie widzę dzisiaj innej możliwości jak tylko wygranie tego finału. Myślę, że możemy się szykować do pucharu UEFA. – rzucił gdy tylko wjechał do szatni Adam. – Tylko przed tym, strzelmy bramkę. I nie straćmy ani jednej. Pamiętajcie zwłaszcza o tym ostatnim. Miłego grania chłopcy.- skończył z uśmiechem
Atmosfera była fantastyczna, zawodnicy wyszli jako pierwsi ma murawę i czekali na graczy z Londynu, którzy pewnie jeszcze wysłuchiwali kazania od trenera.
Druga połowa to dramat Tottenhamu, który nie stworzył ani jednej (!) sytuacji podbramkowej. Za to Ruch w 64 minucie przeprowadził wzorcową akcję, Brożek dośrodkował przed pole karne do Alonso, który zgasił piłkę zostawiając ją wbiegającemu Vukoviciowi ten wypuścił sobie piłkę na metr, by zaraz do niej doskoczyć i pięknym strzałem pokonać Robinsona. Do końca spotkania Ruch dominował, a Tottenham wyglądał, jakby miał się położyć i płakać. I końcowy gwizdek! Masa ludzi pojawiła się na murawie, kibice na trybunach świętowali. Przyszedł czas na dekorację a zaraz potem na dziennikarzy..
- Gratulację panie trenerze, znakomity mecz otwierający drogę do pucharu UEFA mimo zajęcia w zeszłym roku dopiero 6 miejsca i szczęśliwego awansu do PL, pokazaliście, że można wiele wywalczyć na boisku wbrew opinii „znawców” futbolu. W czym tkwi tajemnica na pokonanie tak utytułowanego i silnego przeciwnika jak Tottenham Londyn? – pytał dziennikarz TVP
- Najlepiej to pytanie zadać naszym zawodnikom, którzy zrealizowali wszelkie założenia taktyczne i włożyli w ten mecz 200% zaangażowania i zdrowia. Z mojej strony mogę tylko im podziękować za rozegranie takiego spotkania. Przepraszam, ale muszę już iść. –odpowiedział nie kryjąc radości Adam, i schował się w tunelu prowadzącym do szatni.
Po wygraniu pucharu lata trener pozwolił piłkarzom na dwa dni świętowania… tylko dwa dni, bo zbliżały się kolejne mecze 1 ligi, której Ruch, dzięki zaprezentowaniu takiej formy, stał się jednym z faworytów…
O artykule
Kategoria: Kariery
Podkategoria: FM 2006
Dodano: 29.02.2008

Liczba wyświetleń: 940

Średnia ocen: 0.00

O autorze
Nick: Adam Swiniarski
Napisanych artykułów: 3

Inne artykuły tego autora:
Pierwszy dzień reszty życia cz.2
Pierwszy dzień reszty życia cz.1


Komentarze


Z tym materiałem nie są powiązane żadne opinie.



Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany!

© Centrum FM
Mapa serwisu