Football Manager to gra, która od wielu lat sprawia, że serca wirtualnych menedżerów biją mocniej. Patrząc z boku na człowieka, który męczy się ustalając taktykę, wybierając skład czy podpisując kontrakty z nowymi nabytkami, to cały ten proceder niezbyt nas zaciekawia. Co więc sprawia, że FM jest grą, która przyciąga wielu nowych fanów, a także nie pozbawia przyjemności gry starej gwardii? Czemu rozgrywka nie nudzi nam się po kilku sezonach i mimo sukcesów, nadal dążymy do czegoś więcej? Według mnie, głównym powodem olbrzymiego sukcesu Football Managera jest jego elastyczność i różnorodność. W gąszczu klubów i lig można znaleźć mnóstwo zespołów, które odpowiadają naszym wymaganiom. Najważniejsze jest jednak to, że mimo usilnych starań i poszukiwań, bodaj nikomu nie udało się stworzyć idealnej taktyki, która by doskonale funkcjonowała w każdym zespole. Owszem, można skonstruować killer-taktykę, którą będziemy siali popłoch np. w Hiszpanii. Jednak istnieje duże prawdopodobieństwo, że grając tym samym ustawieniem w Anglii, nie będziemy błyszczeć tak, jak na Półwyspie Iberyjskim. Komputerowy przeciwnik jest ciężki do ogrania i chyba właśnie to sprawia, że FM nie nudzi się nam po kilku dobrych sezonach.
Przyglądając się innym, pokrewnym grom komputerowym zauważamy, że sprawy wyglądają nieco inaczej. Co prawda najnowsze wersje symulatorów piłki nożnej, jak FIFA czy Pro Evolution Soccer, zdają się być nieco bardziej skomplikowane, to starsze rocznikowo gry były do bólu schematyczne. Pamiętam jak dziś, jeśli chciałeś ograć Brazylię w FIFIE 1998, wystarczyło strzelać z daleka, gdyż golkiper Canarinhos nie był piłkarskim wirtuozem i prędzej czy później dawał się pokonać. FIFA 2001 przyniosła ze sobą kolejne schematy. Piłka do skrzydła, wrzutka, przewrotka i gol – tak w skrócie wygrywało się spotkania. Football Manager takich atrakcji nam nie zapewnia, więc to, co przeczytacie na pewno nie będzie mogło być traktowane, jak religia dla każdego FM-maniaka. Postaram się jednak zawrzeć kilka wartościowych informacji dotyczących taktyki oraz paru ciekawych posunięć, które mogą spowodować, że nasz dorobek punktowy powiększy się o kilka oczek.
Zmieniać, czy nie zmieniać? Oto jest pytanie…
Na wielu forach, a także podczas różnych rozmów spotkałem się z pytaniem zawartym w podtytule. Wielu do dziś się głowi, czy należy zmieniać taktykę między kolejnymi spotkaniami. Czy mecze na wyjeździe powinno się traktować inaczej niż te u siebie? A może przed pojedynkiem derbowym także należy wszystko zmienić i zaskoczyć przeciwnika? Postaram się przybliżyć Wam parę sposobów, które mogą się przydać w rozgrywce. Pamiętajcie jednak, że wybór należy do Was. Z FM-em nie jest tak łatwo, z moich menedżerskich doświadczeń wynika, że zbyt częsta zabawa taktyką źle wpływa na drużynę. Używanie jednak ciągle tego samego ustawienia także nie wpływało pozytywnie na postawę moich podopiecznych. Trzeba więc znaleźć złoty środek. Wydaje się, że najrozsądniejszym rozwiązaniem jest pozostawanie przy wyćwiczonym ustawieniu, a ewentualne korekty nanosić w poleceniach drużynowych. Szczególnie warto mieć przygotowane dwa warianty: domowy i wyjazdowy. Jednak bardzo ważne jest to, aby modyfikować je biorąc pod uwagę kolejnego rywala, ale o tym będzie traktować kolejna część poradnika. W telegraficznym skrócie: u siebie powinniśmy starać się przejąć inicjatywę i zepchnąć rywala do defensywny, a na wyjeździe liczyć na szybkie kontrataki. Wszystko jednak zależy od tego, jaką gramy drużyną oraz kto jest naszym przeciwnikiem. Warto wziąć też pod uwagę wagę spotkania, a także warunki atmosferyczne. Nieźle, co?
Jeśli chodzi o rotację, to uważam, że zmiany ustawienia nie powinny być zbyt częste i pochopne. Oczywiście, jeśli Twoja drużyna przeżywa wyraźny kryzys i notuje porażkę za porażką, czasami warto przeprowadzić rewolucję i zacząć budować wszystko od nowa. Taki manewr można także stosować przy pladze kontuzji lub innych sytuacjach, które wymuszają na nas takie zachowanie. Zmiana ustawienia, jako element zaskoczenia raczej odpada. W taki sposób możemy ewentualnie zaskoczyć samych siebie, a chyba nie o to w tym wszystkim chodzi.
Analiza przeciwnika
Raport scouta, który otrzymujemy na dzień przed spotkaniem, wbrew pozorom wydaje się być bardzo ważny. Na pewno warto zwrócić uwagę na listę graczy zawieszonych i kontuzjowanych, a także na słowa naszego pomocnika, który zawsze próbuje rozgryźć rywala i znaleźć jego czułe punkty. Mimo że raport jest dość długi, nie powinniśmy na tym poprzestawać. Za pomocą kilku kliknięć myszką należy znaleźć się w ekranie naszego kolejnego rywala i rozpocząć analizę i wyszukiwanie słabych punktów. Przeglądnięcie profilów zawodników zapewne zajmie Ci trochę czasu, więc spróbuję wskazać elementy, które mogą odegrać ważną rolę. Na pewno warto zwrócić uwagę na warunki fizyczne naszych przeciwników. Przeciwko silnym i potężnym obrońcom lepiej jest dobrać równie dobrze zbudowanego zawodnika, który podejmie walkę z defensorami rywala. Bez wątpienia należy także rzucić okiem na napastników. Jeśli są szybcy, cofnięcie linii defensywy wydaje się być rozsądnym pomysłem, natomiast jeśli są wysocy i silni, warto wystawić przeciw nim podobnie zbudowanych obrońców. Ważna jest także wytrzymałość. Zawodnicy o niskiej wartości tego atrybutu szybko się męczą, więc poprzez wzmożony pressing i ostry odbiór piłki możemy sprawić, że już po kilkudziesięciu minutach naszemu przeciwnikowi odechce się biegać i walczyć. Przyglądając się kadrze rywala należy zwrócić uwagę na psychiczne cechy naszych oponentów. Zawodnikom z wysokim atrybutem agresji można przydzielić zawodnika najlepiej z dobrą techniką i dryblingiem, który swoim zachowaniem będzie irytował boiskowego hultaja. Takie poczynania mogą sprokurować jego wykluczenie, a przecież łatwiej gra się przeciwko dziesięciu zawodnikom.
Oprócz poszukiwań wśród zawodników, warto także przyjrzeć się ustawieniu, w którym nasi rywale rozgrywali ostatnie mecze. Jeśli mecz jest bardzo ważny, rozważnym posunięciem byłoby także obejrzenie ostatniego spotkania i wyszukania słabych punktów naszych przeciwników. Zespołów idealnych nie ma i każdy ma swoje najsłabsze ogniwo. Ważne jest to, żeby umieć je zauważyć, a następnie wykorzystać. Czy jest sens, żeby atakować środkiem, skoro boczni obrońcy rywala prezentują się bardzo słabo?
Teraz spójrz w lustro…
… i spróbuj postawić się w miejscu przeciwnika. Swoją drużynę każdy menedżer powinien znać jak własną kieszeń. Jak już wspomniałem wcześniej, każda drużyna ma swoje słabe punkty i Twoim zadaniem jest tak je zamaskować, aby na boisku były one jak najmniej widoczne. Nie można popełniać kilku błędów, które zdarzają się bardzo często i mogą być przyczyną fatalnych pomyłek. Prawdziwym gwoździem do trumny mogą być niektóre z wymienionych decyzji: wysunięcie obrony, kiedy w jej skład wchodzą wolni i ociężali zawodnicy, ustawienie wysokiego pressingu środkowym obrońcom, ustawienie nieograniczonej swobody taktycznej golkiperowi itd. Można by tak wymieniać długo, lecz nie o to w tym chodzi. Chciałem tylko zwrócić uwagę, że ustalając taktykę należy zwrócić uwagę na potencjał swoich zawodników i dopasować taktykę do nich. Nigdy odwrotnie! Jaki jest sens gry ustawieniem 4-3-3, mając dwóch napastników w kadrze? Poczynania naszych podopiecznych powinni być także zmieniane wraz ze szczeblem rozgrywek. Od zespołu grającego w angielskiej Conference nie możemy wymagać płynnej gry krótkimi podaniami. Kiedy nasi piłkarze są przeraźliwie słabi, należy postawić na taktyczny minimalizm. Inaczej będzie w przypadku większych zespołów. Tam mamy znaczne większe pole do popisu i łatwiej skonstruować lepszą taktykę. Nie zdziwcie się jednak, jeśli Wasze ustawienie z Realu Madryt okaże się kompletnym niewypałem, kiedy obejmiecie słabiutki, prowincjonalny klubik.
Przy dobieraniu taktyki warto także przyjrzeć się stylowi gry, który panuje w danym kraju. Wolne, długie rozgrywanie piłki okraszone sztuczkami technicznymi i zabawą z piłką na pewno nie przyniesie fali sukcesów na Wyspach Brytyjskich, gdzie futbol jest dużo szybszy, pełen agresji i pressingu. U Włochów z pewnością nie przyjmie się natomiast ofensywny futbol, w którego słowniku nie istnieje słowo obrona. Podobnych przykładów można by mnożyć i mnożyć. Wniosek jest jednak prosty - co kraj, to obyczaj. Nie inaczej jest z piłką nożną.
Cwaniactwa nigdy za wiele
W tym rozdziale postanowiłem skupić się na fragmentach gry, które mogą pomóc nam dowieźć upragnione zwycięstwo do końca lub uchronić się przed atakami naszych rywali. Nasze cwaniactwo nie będzie jednak polegać na wykorzystywaniu błędów gry, lecz na odpowiednim wykorzystaniu poleceń drużynowych. Na samym początku skupmy się na suwaku gry na czas, który wbrew pozorom odgrywa w grze bardzo ważną rolę. Pozostawiając go po środku spowodujemy, że zawodnicy sami będą decydowali kiedy należy grać na czas. Komputerowy zawodnik myli się jednak bardzo często i dzięki temu, kiedy np. obejmujesz prowadzenie w 5. minucie meczu, podczas którego jesteś skazany na przegraną, Twoi podopieczni najczęściej od razu przejdą do gry na czas. Według mnie, niezależnie od rywala, powinniśmy ustawić grę na czas na rzadko. Jeśli wynik jest niepewny, a Twoi rywale zaczynają przeprowadzać ostateczny szturm na bramkę, wtedy należy nieco podenerwować naszych przeciwników i pograć na czas. Nie róbmy tego wcześniej niż dziesięć minut przed końcem meczu. Football Manager dobrze zna rzeczywistość i wie, że rozpaczliwa obrona wyniku od 60. minuty spotkania najczęściej kończy się klapą. Na ostatnie minuty warto zostawić sobie możliwość zmiany zawodnika. Gdy pasek gry na czas ustawiony jest na często, wtedy podczas takiego zabiegu można zaoszczędzić nawet 2-3 minuty! Może to mieć kardynalne znaczenie jeśli chodzi o końcowy rezultat.
Kolejną rzeczą, którą warto wypróbować jest możliwość wymuszania rzutów wolnych i karnych. Oczywiście Football Manager nie daje nam opcji nakazywania symulacji faulów, lecz tę kwestię możemy rozegrać inaczej. Wystarczy znaleźć zawodnika dobrze wyszkolonego technicznie, o wysokich atrybutach techniki i dryblingu. W poleceniach indywidualnych rajdy oraz rajdy z piłką ustawić na często, a także zaznaczyć przetrzymywanie piłki. Nasz zawodnik będzie narażony na agresywne zagrania ze strony przeciwników, lecz oprócz kontuzji naszego wirtuoza, nie tracimy nic. A ile możemy zyskać! Rzut karny to niemalże bramka, rzut wolny z bliskiej odległości także stanowi olbrzymie zagrożenie dla bramki przeciwnika, a jeśli sędzia nie przepada za ostrą grą, w wielu przypadkach brutalna gra naszych rywali może zakończyć się wykluczeniem. Pamiętajcie jednak, że te ustawienia dotyczą zawodników naprawdę dobrze wyszkolonych technicznie. W niższych ligach taka zabawa najczęściej kończy się stratą i szybką kontrą. Znów wszystko zależy od sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy.
Mecze towarzyskie
Okres przygotowawczy dla wielu wirtualnych menedżerów kojarzy się głównie z nudnym i niezbyt przyjemnym czasem spędzonym przed monitorem. Rzeczywistość wydaje się być jednak zgoła odmienna. Dobrze przepracowany okres przedsezonowy to klucz do sukcesów w rozgrywkach o punkty. Bardzo ważny jest także dobór sparingpartnerów, a także ich ilość. Według mnie, liczba spotkań towarzyskich, które powinniśmy rozegrać przed sezonem, waha się między 5 - 10. Różnica jest bardzo duża, lecz już tłumaczę dlaczego. Jeśli dopiero co objąłeś swoją drużynę, powinieneś zaaranżować jak najwięcej spotkań towarzyskich. Jest to świetny sposób na przetestowanie kolejnych ustawień, a także na wyłapanie i korektę taktycznych błędów. Oczywiście jeśli spotkań towarzyskich będzie dużo, wzrasta szansa na złapanie niepotrzebnej kontuzji, lecz uważam, że sparingi w pierwszym sezonie powinny zostać potraktowane szczególnie priorytetowo.
Kiedy swoją drużynę znamy już dużo lepiej, przed sezonem nie musimy męczyć się zbyt dużą liczbą sparingów. Pięć, sześć powinno wystarczyć. Dobór sparingpartnerów nie powinien być jednak przypadkowy. Dla mniejszych klubów wspaniałym sposobem na zarobienie pokaźnej sumy pieniędzy jest organizacja meczów towarzyskich z zasłużonymi klubami z zagranicy. Kiedy na arenę Twojego klubu przyjeżdża sławny Real Madryt, czy chociażby CSKA Moskwa, to najczęściej na trybunach znajduje się komplet widzów, a problem mają jedynie panie księgowe, które muszą dokładnie przeliczyć pieniądze, które napłynęły ze sprzedaży biletów. Mecze towarzyskie mogą być także świetną okazją do poprawienia morale. Kiedy po nieudanym sezonie nastroje w drużynie są fatalne, warto zorganizować kilka sparingów z amatorskimi drużynami i postarać się o kanonadę bramek. Atmosfera w szatni na pewno się poprawi, a każdy dobrze wie, jak ważny jest odpowiedni klimat w klubie.
W sparingach możemy także dowolnie zmieniać ustawienie i przeprowadzać nieograniczoną liczbę zmian w składzie. Jest to niewątpliwy plus, ale należy umieć z niego korzystać. Jeśli na stanowisku menedżera jesteśmy nowi i dopiero zaczynamy przygodę z klubem, pierwsze 3-4 sparingi możemy potraktować mocno eksperymentalnie. Kolejne mecze powinny być już rozgrywane najlepszym ustawieniem. Taka decyzja pozwoli naszym zawodnikom przyzwyczaić się do formacji, w której będą występować w rozgrywkach ligowych. Ważna jest także rotacja zawodników. Według mnie, pierwszą jedenastkę warto trzymać przez około sześćdziesiąt minut, a dopiero później wprowadzać zmienników. Ma to swoje dwa ogromne plusy. Po pierwsze, zawodnicy pierwszego składu będą mogli się zgrać, a po drugie, ich zmiennicy także będą dobrze przygotowani do sezonu zarówno kondycyjnie, jak i taktycznie.
Rotacje w składzie
Dzisiejsza piłka nożna to najczęściej napięty terminarz i mecze rozgrywane co trzy dni. Taki problem najczęściej spotyka nas podczas gry na Wyspach Brytyjskich, gdzie od różnego typu pucharów aż się roi. W takich okolicznościach warto pomyśleć o rotacji składu, gdyż wielu zawodników nie wytrzyma kondycyjnie gry co kilka dni. Zmiany w wyjściowej jedenastce powinny być jednak dokładnie przemyślane, co wcale nie jest takie łatwe. Najpierw powinniśmy dokładnie przestudiować terminarz i dokładnie przyjrzeć się, jak najlepiej rozłożyć siły. Bez sensu jest wystawiać pierwszy skład w pucharowym meczu z jakimś słabeuszem, kiedy następnie czeka nas pojedynek z ligowym potentatem. Mówiąc o rotacji, ciężko jest podać jeden niezawodny sposób. Wszystko zależy od kondycji i od naszego logicznego rozumowania. Mimo wszystko istnieje kilka reguł, od których nie powinniśmy odchodzić. Zmiana całej jedenastki to najczęściej nie najlepszy pomysł, chyba że gramy z drużyną, która nie pokonałaby nas nawet, gdybyśmy zagrali bez bramkarza. Kiedy chcemy jednak dać odpocząć naszym podstawowym zawodnikom, powinniśmy się kierować następującą zasadą: im dalej od własnej bramki, tym na większe zmiany możemy sobie pozwolić. Nasi obrońcy męczą się zazwyczaj mniej niż pomocnicy czy napastnicy. Rotacja w defensywnie powinna być zatem mniejsza. Zapewni to nam spokój, który w grze obronnej jest wręcz kluczowy. Największych zmian możemy dokonywać w linii ataku, gdyż nawet niezbyt dobry napastnik w końcu wykorzysta sytuację, o ile ktoś mu ją wcześniej stworzy. Tak więc przypominam: im dalej od własnej bramki, tym nasze korekty składu są znacznie bardziej bezpieczne.
Podsumowanie
Mam nadzieję, że słowa, które zawarłem w poradniku przydadzą się w Waszych karierach. Jak zdążyliście zapewne zauważyć, w żadnym z rozdziałów nie byłem w stanie podać jednej niezawodnej metody na pokonanie naszych rywali. Wszystko zależy od rodzaju przeciwnika, terminarzu i wielu innych czynników, które sprawiają, że Football Manager nie popada w schematy. Dzięki temu cały czas wymagana jest od nas kreatywność i logiczne myślenie. Wyżej wymienione porady nie muszą być skuteczne zawsze i wszędzie, lecz w określonych sytuacjach na pewno będą w stanie pomóc. Wszystko zależy jednak od Waszej inwencji twórczej i decyzji, które podejmować trzeba często w ułamku sekundy. Ja podzieliłem się z Wami swoimi spostrzeżeniami, które możecie wykorzystać w swoich poczynaniach. Oczywiście możecie się z nimi także nie zgodzić, dlatego właśnie zapraszam do dyskusji.
oprócz kontuzji naszego wirtuoza, nie tracimy nic.
Dr.Strange napisał:
oprócz kontuzji naszego wirtuoza, nie tracimy nic.Straszny cynizm i wyrachowanie ;P