Nie jesteś zalogowany! Załóż konto już teraz!
Poznańska Lokomotywa (cz.1)
Niente - 08 czerwca 2009

Drukuj artykuł
Przejdź do komentarzy

Lech Poznań sezonu 2002/2003 na pewno nie mógł zaliczyć do udanych. Dotychczasowy trener Bohumil Panik zajmując z klubem jedenastą pozycję w ligowej tabeli właściwie przekreślił swoje szanse na przedłużenie kontraktu. I rzeczywiście – z dniem 30 czerwca 2003 roku czeski szkoleniowiec przestał być menedżerem poznańskiego klubu. 3 lipca zarząd Lecha podał do informacji publicznej sensacyjną wręcz wiadomość.

Baza danych: duża
Wersja gry: 4.1.1
Początek rozgrywki: 3 lipca 2003r.
Wybrane ligi: Polska (2 liga i wyższe)

***

Pierwsze decyzje, które podjąłem w klubie, dotyczyły sztabu szkoleniowego. Już po kilku dniach udało mi się skompletować dobrą według mnie kadrę, która w dużej mierze zajmie się przygotowaniem zespołu do nadchodzącego sezonu ligowego.

Asystentowi powierzyłem organizację treningów i sparingów. Będzie on również odpowiadał za kontrakty zawodników, a także zajmie się drużyną rezerw. Natomiast prowadzenie zespołu juniorów powierzyłem Mirosławowi Okońskiemu – prawdziwej legendzie poznańskiego Lecha.

Rozgrywki ligowe rozpoczynaliśmy 9 sierpnia – do tego czasu mieliśmy rozegrać cztery sparingi, których celem było jak najlepsze przygotowanie chłopaków do dobrej gry na przestrzeni całego sezonu. Kadra zespołu prezentowała się całkiem nieźle, ale niektóre pozycje wymagały wzmocnienia. Trzon drużyny mieli zaś stanowić następujący piłkarze:
Waldemar Piątek - liczę, że będzie pewnym punktem mojej drużyny. Posiada wysokie umiejętności, dzięki którym nie muszę się martwić o obsadę bramki.
Paweł Kaczorowski - mający za sobą kilka występów w reprezentacji Polski prawy obrońca. Żadnemu przeciwnikowi na pewno nie będzie łatwo wpuścić go w maliny.
Arkadiusz Kaliszan – stoper niemal nie do przejścia. Silny, dobrze grający głową, świetnie odbierający piłkę. Człowiek-orkiestra.
Piotr Świerczewski - świetne podanie, dobry strzał i odbiór, a do tego niezła technika i kreatywność. Zdecydowany lider środka pola.

Po przejrzeniu kadry zanotowałem sobie pozycje, na których mieliśmy wakat i które należało bezzwłocznie wzmocnić. Po pierwsze, potrzebny nam lewy obrońca do gry od zaraz; następnie rozgrywający; przydaliby się także środkowy obrońca i napastnik.

Niestety, pierwszy sparing - z Mladą Boleslav - przegraliśmy 2:1. Honorowe trafienie dla mojego zespołu uzyskał w 90. minucie Dariusz Stachowiak z rzutu karnego. Tymczasem na listę transferową powędrowali Pilch i Magdziarz, gdyż w żaden sposób nie byli w stanie pomóc klubowi w walce o trofea. Nasz kolejny sparingpartner, Jablonec, również okazał się dla nas za silny i ulegliśmy Czechom w takim samym stosunku jak w poprzednim spotkaniu. Honorowe trafienie zaliczył ponownie Stachowiak.

W międzyczasie udało mi się zakontraktować dwóch polskich piłkarzy grających do tej pory w norweskiej Sparcie Saprsborg. Pierwszy z nich to środkowy pomocnik - Daniel Lubieniecki, kupiony za 50 tys. złotych, co przy jego umiejętnościach było naprawdę niczym.

Drugi z norweskiej dwójki - Artur Farańczuk – był środkowym obrońcą i kosztował mnie jedyne 10 tys. zł. Jestem pewien, że razem z Kaliszanem stworzą parę stoperów nie do przejścia.

Po rozegraniu spotkań kontrolnych w Czechach wróciliśmy do Polski. Tutaj czekał na nas rywal zza miedzy, czyli poznańska Warta. Jednak przez 90 minut moim piłkarzom nie udało się sforsować defensywy rywali, toteż mecz zakończył się – niestety – bezbramkowym remisem. Pocieszenie po tym rozczarowującym wyniku znalazłem dopiero na drugi dzień, gdy sekretarka powiadomiła mnie, że mój dobry przyjaciel ze studiów – Wojtek – z niecierpliwością oczekuje na mnie w klubowym gabinecie. Jak się okazało, w zeszycie, który ze sobą przywiózł, miał zapisane nazwiska kilkunastu osób, które mogłyby mnie zainteresować. I wcale nie chodziło tutaj o dziewczyny.

Listę otwierał Nehemias Zelaya. Od Wojtka dowiedziałem się tylko tyle, że jest to 17-letni lewoskrzydłowy, który pierwsze kroki w dorosłej piłce stawiał w lidze salwadorskiej. Z miejsca wyłożyłem na niego 100 tys. złotych, a kilka dni później młodziutki piłkarz, złożywszy podpis pod kontraktem, stał się piłkarzem Lecha Poznań.

Jak widać na pierwszy rzut oka, Zelaya - jak na swój wiek - prezentował się bardzo dobrze. Świetna technika połączona z szybkością i dryblingiem na pewno zaprocentuje na polskich boiskach. Widać, że chłopak w piłkę grać potrafi – ale czy w tak młodym wieku jest w stanie grać na wysokim poziomie, to się dopiero okaże. Tymczasem ja z magicznym notatnikiem wyruszyłem się na poszukiwania lewego obrońcy i rasowego snajpera.

23 lipca odbyło się losowanie drugiej rundy Pucharu Polski. Los okazał się dla nas łaskawy i 2 sierpnia przyjdzie nam zmierzyć się z drużyną Włókniarza Kietrz. Będzie to dobre przetarcie przed rozgrywkami ligowymi, a także mój oficjalny debiut w roli szkoleniowca Lecha Poznań. Do tego czasu miałem nadzieję pozyskać jeszcze kilku wartościowych graczy. Udało mi się także przedłużyć kontrakty z piłkarzami, na których zamierzałem oprzeć grę mojego zespołu w przyszłych latach.

W międzyczasie bukmacherzy obwieścili, kto ich zdaniem ma największe szanse na Mistrzostwo Polski.

Mimo iż niemal nikt nie dawał nam dużych – a właściwie żadnych – szans na zdobycie majstra, ja wierzyłem w swój zespół. Konkurencja była silna, ale, wbrew wszystkim przeciwnościom, postaramy się sprawić niespodziankę.

Pod koniec lipca gościliśmy jeszcze w Gnieźnie na meczu z tamtejszym Mieszkiem. Pomimo tego, że spotkanie kończyliśmy w dziesiątkę – czerwoną kartkę dostał Topolski – a gospodarzom podarowano rzut karny, po 90 minutach utrzymywał się wynik bezbramkowy. Meczem tym zakończyliśmy nasz okres przygotowawczy. Niestety, nie mogłem być zadowolony z postawy moich podopiecznych. W czterech spotkaniach zdobyliśmy zaledwie dwa gole, tracąc przy tym aż cztery.

30 lipca krakowska Wisła rozegrała swój mecz kwalifikacyjny w ramach Ligi Mistrzów. Mistrz Polski strzelił przy Reymonta dwie bramki, ale zespół Rosenborga zdołał odpowiedzieć dwoma trafieniami w drugiej połowie i Białą Gwiazdę czeka w Norwegii bardzo ciężkie spotkanie rewanżowe.

Tymczasem 2 sierpnia czekał mnie oficjalny debiut w roli szkoleniowca wielkopolskiego klubu. Przeciwnik nie był zbyt wymagający, ale mimo tego czułem denerwujące ukłucia zdenerwowania. Zdecydowałem, że na razie nie będę mącił piłkarzom w głowach szczegółowymi instrukcjami taktycznymi. Zagramy na pewno ofensywnie, będziemy starać się odbierać piłkę już na połowie rywala. Szczegóły, a także wykonawców stałych fragmentów, ustalę, jak już będę miał skompletowaną kadrę. Tak więc na spotkanie z Kietrzem wyszliśmy w formacji 4-4-2 z szeroko ustawionymi skrzydłowymi. Wyjściowy skład przedstawiał się następująco: Piątek - Kaczorowski, Kaliszan, Farańczuk, Lasocki - Świerczewski, Lubieniecki - Madej, Zelaya - Gajtkowski, Reiss. Jak widać, nie przygotowałem większych niespodzianek. Natomiast na ławce usiedli Goliński, Grzelak, Stachowiak i Ślusarski. Gospodarze ubrani na biało, Lech, oczywiście, na niebiesko.

No to jedziem.

Od początku przeważamy. Dogodne sytuacje marnują Kaliszan i Madej. W 35. minucie fantastyczne crossowe podanie dociera do Nehemiasa Zelayi, ten podaje do Reissa. Piotrek natychmiast strzela, a piłka odbija się do słupka i Gajtkowski, który zdołał dopaść do piłki jako pierwszy, ma przed sobą pustą bramkę. GOOOL! Mimo starań, do przerwy wynik nie uległ zmianie. W drugiej połowie zdecydowałem się wprowadzić Golińskiego, który miał za zadanie ożywić środek pola. Zobaczymy, czy mu się to uda. W 50. minucie zimną krew w sytuacji sam na sam zachowuje Lubieniecki i podwyższamy wynik spotkania. Na kwadrans przed zakończeniem spotkania postanowiłem zdjąć obu napastników. W ich miejsce weszli Ślusarski i Stachowiak. Na 10 minut przed ostatnim gwizdkiem sędziego ten ostatni przegrał pojedynek jeden na jeden z bramkarzem Kietrza. Jak się okazało, była to ostatnia ciekawa akcja tego meczu. Wygraliśmy 2:0 po golach Gajtkowskiego i Lubienieckiego. Jestem zadowolony z moich piłkarzy, którzy zdecydowanie przeważali w całym spotkaniu.

Dzień później odbyło się losowanie kolejnej rundy Pucharu Polski. Tym razem los skonfliktował nas z Błękitnymi Stargard Szczeciński, z którymi zmierzymy się już za 3 dni na własnym stadionie. Warto wspomnieć, że w poprzedniej rundzie wyeliminowali oni pierwszoligową Polonię Warszawa. Mimo niezłej gry piłkarzy nie rezygnowaliśmy z przeprowadzania kolejnych transferów - kontrakt z klubem podpisał Norweg Trond Erik Bertelsen, który był bardzo uniwersalnym zawodnikiem i mógł grać zarówno na lewej obronie, jak i w pomocy. Jestem pewien, że razem z Zelayą stworzą oni najgroźniejsze lewe skrzydło w lidze. Na zakup Norwega przeznaczyłem 240 tys. złotych.

W porównaniu do poprzedniego spotkania wielkiej rewolucji w kadrze na mecz Pucharu Polski nie było. Na ławce usiadł Bertelsen, a miejsce Świerczewskiego w środku pola zajął Goliński. W pierwszej połowie kibice oglądali bardziej usypiającą dobranockę aniżeli mecz.
- K****, panowie, co się z Wami dzieje? Kompletnie nic nie gracie. Rozumiem, że jest ciepło, że nie chce się wam biegać. Ale zagrajcie dla tych 9000 kibiców, którzy przyszli was dzisiaj dopingować. Tak więc wychodzimy teraz na drugą połowę, gramy ostro, pressingiem i co najważniejsze - do przodu. Zrozumiano?
- Tak jest, panie trenerze!

Czułem, że podziałało. Postanowiłem nie przeprowadzać żadnych zmian w przerwie, dając tym samym piłkarzom, którzy grali w pierwszej części, szansę, by się zrehabilitowali. Druga połowa rozpoczęła się od naszych szturmów na bramkę gości. Kolejno uderzali: Goliński, Gajtkowski i ponownie Goliński. Jednak bez rezultatów. Wreszcie w 71. minucie dośrodkowanie Madeja z rzutu rożnego na bramkę zamienia Farańczuk.
- Dawać, dawać, panowie! Ciśniemy ich! - krzyczałem głośno z linii bocznej boiska.

Po strzeleniu gola zdecydowałem się na pierwsze roszady w składzie. Boisko opuścili Zelaya i Reiss, a w ich miejsce Stachowiak i debiutujący Bertelsen. Po zaledwie 5 minutach świetną dwójkową akcję przeprowadzają Gajtkowski ze Stachowiakiem i po celnym strzale tego ostatniego prowadzimy już 2:0. Po sennej pierwszej części spotkania i porywających drugich czterdziestu pięciu minutach pokonujemy Błękitnych i pewnie awansujemy do następnej rundy PP.

W równolegle rozgrywanym spotkaniu Wisła nie dała rady norweskiemu Rosenborgowi i ostatecznie przegrała 4:3. W innym ciekawym spotkaniu grający u siebie Piast Gliwice pokonał 5:4 warszawską Legię. Warto zaznaczyć, iż w regulaminowym czasie gry był remis 1:1, a aż siedem goli padło w dogrywce.

Tymczasem ekipę Lecha Poznań zasilił niejaki Remigiusz Chajewski, były piłkarz Sparty Sarpsborg. Miał 28 lat i, mam nadzieję, będzie dobrą alternatywą dla grającego na prawej flance Łukasza Madeja.

Jak widać, główną zaletą Chajewskiego jest jego szybkość. Mam nadzieję, że wykorzysta ją dobrze podczas rozgrywek ligowych.

Po losowaniu okazało się, że w ćwierćfinale Pucharu Polski przyjdzie nam zmierzyć się z drugoligową Cracovią. Pierwsze spotkanie zostanie rozegrane 1 października na stadionie w Poznaniu. Jednak teraz nie zaprzątałem sobie głowy tym meczem, gdyż w najbliższy weekend mieliśmy zainaugurować rozgrywki ligowe spotkaniem w Płocku z tamtejszą Wisłą. Nie ukrywałem, że naszym celem jest wywiezienie stamtąd trzech punktów. Desygnowany przeze mnie skład nikogo nie zaskoczył. Na ławce zasiadł nasz najnowszy nabytek - Chajewski.

Po pierwszych 45 minutach kibice mieli prawo zastanawiać się, czy był to mecz pierwszoligowy, czy może rozgrzewka przed takowym. Moi piłkarze grali podobnie jak w spotkaniu przeciwko Błękitnym. Nie ukrywałem, że jestem na nich wściekły.
- Nie gracie kompletnie nic, zero, null. Musimy ostro wziąć się do pracy, jeżeli chcemy wygrać. Chcemy?
- Chcemy! - odpowiedzieli zgodnie piłkarze.
- Macie teraz wyjść na boisko i pokazać im swoje prawdziwe oblicza. Ofensywnie, panowie! Agresywnie! Doskakujemy do nich i spokojnie aplikujemy im kilka bramek. Naprawdę, oni nie grają piłki z kosmosu. Jeżeli zagramy twardo, to – uwierzcie mi - wygramy ten mecz różnicą co najmniej trzech bramek.

Nastała cisza, a ja zastanawiałem się, co powiedzieć dalej.
- Kto wygra mecz?- krzyknąłem ile sił.
- Lech! – Odzew był jeszcze głośniejszy
- Kto?
- Lech!!!
- Kto?
- Lech! Lech! Lech!

W oczach wychodzących na boisko facetów widziałem chęć do gry i wolę walki, wiarę we własne umiejętności. Patrząc na ich twarze mogłoby się wydawać, że każdy z nich chciał dzisiaj strzelić bramkę. Najszybciej dokonał tego Gajtkowski, który w 52. minucie rozerwał obronę gospodarzy. Choć cieszyłem się jak małe dziecko, wiedziałem, że to jeszcze nie koniec spotkania. Pięć minut później czerwoną kartką został ukarany piłkarz Wisły i gospodarze zmuszeni byli grać w osłabieniu przez pozostałe pół godziny. Teraz byłem pewny tego, że ich stukiemy. W 65. minucie podanie Zelayi na gola zamienia ponownie Gajtkowski. Do końca meczu działo się niewiele. Kontrolowaliśmy grę, a Wisła się broniła. Efektem tego były 3 punkty, jakie wywozimy z Płocka. Choć pierwsza połowa wcale na to nie wskazywała, zdołaliśmy zaliczyć solidny debiut w lidze. Za tydzień do Poznania przyjedzie ekipa z Łazienkowskiej - Legia Warszawa. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że będzie to prawdziwy hit tej kolejki.

Przed spotkaniem z Legią udało nam się pozyskać kolejnego napastnika - Orri Freyr Oskarsson to 23-letni Islandczyk sprowadzony do Poznania za 120 tys. złotych.

Tak więc cele transferowe, jakie sobie założyłem w tym okienku, zostały wykonane z nadwyżką. Jednak jeśli na horyzoncie pojawi się jeszcze jakiś ciekawy piłkarz, na pewno rozważę jego zakup. Tymczasem już od kilku dni byliśmy skupieni na przygotowaniach do meczu z Legią. Wojskowi na pewno byli do ogrania (na co wskazywał remis w poprzedniej kolejce z nie za silnym Górnikiem Łęczna), ale byłem pewien, że tanio skóry nie sprzedadzą. W tym spotkaniu naszym dwunastym zawodnikiem będą kibice, gdyż jak każdy wie, kluby z Warszawy i Poznania nie pałają do siebie szczególną miłością. Atmosfera zdążyła się już udzielić każdemu szanującemu się mieszkańcowi Poznania. Tłumy zmierzały w kierunku Bułgarskiej, aby dopingować swoich piłkarzy. Oprawa przedmeczowa była znakomita.

Piętnaście tysięcy kibiców wspólnie odśpiewało hymn Lech Poznań. Tymczasem w szatni klubu z Poznania trwała przedmeczowa odprawa.
- Przez cały tydzień dużo czasu poświęciliśmy na trening stałych fragmentów gry. Liczę, że wykorzystacie to w praktyce. Jako że każdy zna swoje zadania na boisku, nie będę wam tłumaczył, co macie robić. Macie tam po prostu wyjść i wygrać. Nie chcę, powtarzam: nie chcę widzieć takiej gry jak w pierwszej połowie przeciwko Wiśle. Gramy u siebie więc zagramy ofensywnie, bez długich piłek. Wychodzimy ostro i wysokim pressingiem nie pozwalając Legii na wyjście z własnej połowy. Skład? W bramce oczywiście Waldemar Piątek. W linii obronnej z prawej strony Kaczorowski, z lewej Bertelsen. Right?- zwróciłem się po angielsku do Norwega.
- Okey - odpowiedział nie wiedząc chyba za bardzo, o co chodzi.
- W środku Kaliszan i Farańczuk. Z prawej strony Madej, z lewej Zelaya. Parę dwóch środkowych pomocników tworzyć będą Lubieniecki i Goliński. W ataku Reiss i Gajtkowski. Na ławce Tyrajski, Lasocki, Wójcik, Świerczewski, Chajewski, Stachowiak i Oskarsson. Wszystko jasne?
- Tak - odpowiedzieli zgodnie piłkarze, w których powoli wzbierała nienawiść do Legii, by móc w pełni wybuchnąć na murawie.
- Tak więc, kto wygra mecz?
- LECH!
- Kto?
- LECH!
- Kto?
- LECH! LECH! LECH!
- Jazda, panowie, na boisko i dajcie z siebie dzisiaj wszystko! - krzyknąłem na pożegnanie.

Piłkarze Lecha zostali gorąco przywitani podczas wejścia drużyn na boisko. Sędzią spotkania miał być pan Mirosław Ryszka. Pierwszy gwizdek i… zaczęli. Lech tradycyjnie na niebiesko, Legia na biało.

Moi zawodnicy od początku nie odpuszczają ani kępka trawy, grają agresywnie, co kończy się jednak żółtą kartką dla Golińskiego. Zaś w 9. minucie spotkania, cholernej 9. minucie spotkania, Marek Saganowski wyprowadza Legię na prowadzenie. Od tej pory doping na trybunach wzmaga się jeszcze bardziej.
- Jeden do zera, Legia j**** frajera! – krzyczy tych kilku kibiców gości obecnych na stadionie.
Ale zaraz zagłuszają ich gospodarze:
- J**** k**** z Łazienkowskiej, hej, hej!

Pierwsza dogoda okazja pojawiła się w 24. minucie. Rzut wolny z 18 metrów dla Lecha dawał nadzieję, na otwarcie wyniku, ale Lubieniecki trafił minimalnie obok słupka. Kilka minut później kibice poderwali się z miejsc, obserwując szaleńczy rajd Reissa. Mija jednego rywala, drugiego… Kolejny piłkarz Legii jest już za nim. Składa się do strzału i… GOOOOOOOOOL! Ku radości kibiców zgromadzonych na stadionie przy ulicy Bułgarskiej Reiss pakuje piłkę do siatki! Ależ wrzawa na stadionie! Ledwo dało się tylko słyszeć spikera krzyczącego:
- Bramkę dla Lecha zdobył Piotr…
- Reiss! - odpowiedzieli chórem kibice.
- Piotr…
- Reiss!
- Piotr…
- Reiss!‼
- Lech - Legia 1:1!

Niesamowite ożywienie na trybunach.
- Jeszcze jeden, jeszcze jeden! - wołali kibice.

Lech nie składał broni, na 5 minut przed zakonczeniem pierwszej połowy na ostre ośrodkowanie zdecydował się Zelayi i… GOOOOOOL! Stadion eksplodował!... Tym razem lepszy od Artura Boruca okazał się „Gajtek”. Do szatni oba zespoły schodziły przy wyniku 2:1 dla gospodarzy.
- Panowie, mamy ich! Teraz musimy przycisnąć i strzelić im trzecią bramkę. Tylko spokojnie, tylko spokojnie! Mamy na to 45 minut. Zagrajmy rozsądnie, nie traćmy niepotrzebnie piłki, nie wywalajmy jej bezmyślnie do przodu. Szeroko, panowie! Nie możemy teraz spocząć na laurach. Piotrek, Krzysiek – was się to też tyczy! Do boju!

Wychodząc z szatni nogi trzęsły mi się niemiłosiernie. Wiedziałem, że nie możemy przegrać tego meczu. Kibice na pewno by mi tego nie wybaczyli. Sędzia gwiżdże, obwieszczając początek drugiej części spotkania. Od początku to my atakujemy. W 60. minucie doskonałą okazję marnuje Reiss. Dostał naprawdę świetne prostopadłe podanie od Gajtkowskiego i mógł rozstrzygnąć losy tego pojedynku, ale jego strzał nie trafił w światło bramki. Kibice na trybunach głośno śpiewali. Chwilę potem groźnie było pod naszą bramką, ale ostatecznie Legia nie zdołała doprowadzić do wyrównania. Zespół szybko odpowiedział - genialna piłka do Reissa, ten wychodzi sam na sam z Borucem...
- Szlag! - krzyknąłem ze złości, kiedy ikona Lecha zmarnowała kolejną dogodną sytuację.

Lubieniecki i… ach, w ostatniej chwili interweniują obrońcy Legii. Zamknęliśmy zespół z Łazienkowskiej na ich własnej połowie. Legia po prostu nie istnieje. Ale my mimo wszystko nie możemy znaleźć drogi do bramki strzeżonej przez Boruca. Strzał Cieślińskiego… wysoko ponad bramką. Spokojnie rozgrywamy piłkę na tyłach, staramy się wciągnąć Legię na naszą połowę, w końcu długa piła do Gajtkowskiego, który jednak pudłuje. Pressing na przestrzeni całego boiska w końcu przynosi efekty. Na 15 minut przed końcem spotkania po raz kolejny świetnej sytuacji nie wykorzystuje Piotrek Reiss. Cały czas atakujemy, wydaje się, że bramka jest kwestią czasu.

- K**** mać! - przeklinam w myślach, gdy Reiss marnował już czwartą „setkę”. Nie czekałem zbyt długo i posadziłem go na ławce. W jego miejsce  wszedł Oskarsson. Miał on w końcówce swoją szansę, ale, podobnie jak Reiss, nie trafił.

90. minuta…

I KONIEC!

Kibice żegnali piłkarzy Legii gromkim:
- Wyp********! Wyp********!

Natomiast moim zawodnikom należało się głośne i zasłużone:
- Dziękujemy! Dziękujemy!

Po tym meczu Poznań świętował do białego rana. Co tu dużo mówić… Takich meczów po prostu się nie komentuje. Wyszliśmy, zagraliśmy, wygraliśmy. Tak można było śmiało podsumować ten mecz. Kibice na pewno przeżyli niezapomniane emocje, szczególnie, że zwycięstwo nad największym rywalem zawsze smakuje najlepiej.

W następnej kolejce przyszło nam mierzyć się z naszym bezpośrednim sąsiadem w tabeli, czyli Amicą Wronki. Wiedziałem, że Małe Derby Wielkopolski będą dla nas ciężkim sprawdzianem – zwłaszcza po trudnych meczu z Legią – ale wierzyłem w swoich chłopaków. W porównaniu do meczu z Legią tylko jedna zmiana – nieskutecznego Piotra Reissa zastąpił Oskarsson.

Już w 3. minucie po pierwszej składnej akcji, jaką wyprowadziliśmy, Gajtkowski trafia w poprzeczkę. W odpowiedzi równie groźne uderzenie Kryszałowicza, ale dobrze spisuje się Piątek. Dośrodkowanie z rzutu rożnego, strzał któregoś z moich piłkarzy wyłapuje Szamotulski. Bardzo żywy, widowiskowy i prowadzony w świetnym tempie mecz. Akcja za akcją, ale jak na razie nie doczekaliśmy się bramek. W 24. minucie Zelaya mija dwóch rywala, wykłada piłkę Gajtkowskiemu, ale jego strzał nie trafia w światło bramki.

25. minuta. Rzut rożny. Dośrodkowanie Zieńczuka, Kryszałowicz tylko dokłada nogę i golkiper Lecha musi wyciągać piłkę z siatki. Nie minęło pięć minut, a po raz drugi ugodził nas Mielcarski. 2:0… Gospodarze przejmują inicjatywę. Kolejny groźny strzał, ale Bąk przenosi piłkę nad poprzeczką. Na kilka minut przed zakończeniem pierwszej połowy do siatki Szamotulskiego trafia jednak Oskarsson! TAK!... Walczymy dalej! Kolejna akcja piłkarzy z Poznania. Zelaya dośrodkowuje, Oskarsson strzela, ale minimalnie obok słupka. Do przerwy przegrywamy 2:1.
- Dacie radę, panowie! Oni mieli dwie dobre sytuacje i je wykorzystali. W drugiej połowie musicie zagrać bardziej agresywnie, atakować piłkę już na ich połowie. Tak samo jak graliśmy z Legią. Ten mecz naprawdę jest do wygrania!

Gwizdek sędziego oznaczający początek drugiej części meczu przyniósł pierwszą akcję i nadspodziewanie szybkie trafienie. Gajtkowski zachował zimną krew w zamieszaniu podbramkowym i skierował piłkę do pustej bramki. Znakomicie rozpoczynamy drugą połowę, Amica nie może się pozbierać. Zdejmuję z boiska Madeja, w jego miejsce wprowadzam Chajewskiego. Oskarsson… ach, obok słupka! Chwilę później fantastycznie wyprowadzamy piłkę z własnej połowy. Chajewski holuje futbolówkę aż do pola karnego Amiki, następnie wykłada ją Gajtkowskiemu jak na tacy i… TAAAAK! 3:2! Wreszcie prowadzimy!... Jednak minutę później Amica za sprawą Dembińskiego doprowadza do wyniku 3:3. Cholera jasna! Decyduję się na wprowadzenie Świerczewskiego i Reissa. Zmiany nie przyniosły jednak spodziewanych rezultatów i po fantastycznym i dramatycznym spotkaniu remisujemy na wyjeździe z Amicą Wronki 3:3. Po trzech kolejkach zajmujemy trzecią pozycję, mając tyle samo punktów co nasz dzisiejszy rywal. Do lidera z Katowic tracimy dwa oczka.

W środku tygodnia kibice emocjonowali się meczami polskich klubów w Pucharze UEFA. Do drugiej rundy zdołały awansować dwie ekipy z naszej ligi - Groclin i GKS Katowice. Natomiast z rozgrywkami pożegnała się płocka Wisła. Tymczasem Grzelak, Madej i Bertelsen otrzymali powołania do reprezentacji młodzieżowych swoich krajów.

W czwartej ligowej kolejce graliśmy na własnym stadionie z Górnikiem Łęczna. Warto wspomnieć, że nasi przeciwnicy w dotychczasowych trzech spotkaniach zgromadzili zaledwie jeden punkt. W takim meczu każdy inny wynik niż wysokie zwycięstwo był traktowany niemal jak porażka. W stosunku do meczu z Amicą skład nie uległ zmianie. Mimo ogromnej przewagi, prowadzenie uzyskaliśmy dopiero w 43. minucie za sprawą niezawodnego Gajtkowskiego. Na kwadrans przed zakończeniem spotkania zdecydowałem się na wprowadzenie Reissa i Chajewskiego. Na trybunach ponownie słychać kibiców. Ostatecznie mecz zakończył się naszym skromnym zwycięstwem 1:0. Bohaterem Kolejorza został Gajtkowski, który zdobył jedyną bramkę. W tym spotkaniu na boisku istniała tylko jedna ekipa.

W tym samym czasie w Monako zostało rozegrane spotkanie o Superpuchar Europy. W pojedynku pomiędzy Mialnem i Porto lepsza okazała się ekipa ze stolicy Lombardii, zaś zwycięstwo zagwarantowały trafienia Cafu oraz Inzaghiego.

Jako że zakończył się pierwszy miesiąc ligowego sezonu, władze ligi przyznały nam kilka nagród za dobre wyniki sportowe. Cztery zwycięstwa w miesiącu wystarczyły, by nagroda dla menedżera miesiąca powędrowała do stolicy Wielkopolski. Osiągnięcia drużyny nie uszły uwadze zarządu, który wystosował do mnie wiadomość, w której wyraził nadzieję, iż moja kadencja w klubie będzie długa i pełna sukcesów.

Podsumowanie transferów do klubu:

Dzięki stracie punktów przez GKS Katowice wskoczyliśmy na drugie miejsce w tabeli po czterech kolejkach:

 



Dodatkowe informacje
Autor: Niente     Data: 08 czerwca 2009     Liczba wyświetleń: 1829     Ocena: 4.80
Kategoria: Kariery     Podkategoria: CM 03/04
Zobacz inne artykuły tego autora
vv0ytekk
Świetny opek;] Czekam na dalsze części!:)
8 czerwca 2009 16:20
AdriM
Bardzo dobre transfery. Ale musisz uważać, aby pewnego dnia do domu Piotra R nie weszli panowie ubrani na czarno :):):)
8 czerwca 2009 18:08
niente
Ciiicho.. :)
8 czerwca 2009 18:15
vv0ytekk
Hehe transfery dobre, bo podpowiadałem;]!:)
8 czerwca 2009 20:12
vv0ytekk
W sumie Nietne, możesz mnie jako 'Wojciech Soszyńskiego' zrobić w opku jako jakiegoś konsultanta od wyszukiwania talentów i współpracy ze skautami;] lepiej to będzie brzmiało, niż kolega ze studiów;]
9 czerwca 2009 11:44
niente
Musiałem się jakoś postarzeć ;]
9 czerwca 2009 15:35
vv0ytekk
Spoko spoko, to potem możesz nanieść taką korektę jak właśnie mówię :) to nie koliduje ze sobą, mozę być przecież tak, że studiowaliśmy ze sobą ;]
9 czerwca 2009 18:22
SEJU
Naprawdę Panie vv0ytekk'u Pana pomoc jest fascynująca. Nie pochwalił się nią Pan jeszcze na Forum CM, dlaczego? Warto się poszczycić czymś takim. Taką wspaniałomyślnością. Podziw, szacun, rispekt. Naprawdę.

Tekst bardzo przyjemny. Z doświadczenia wiem, ze początki są najciekawsze, dlatego zobaczymy ile sił starczy autorowi. Powodzenia.
10 czerwca 2009 16:07
vv0ytekk
SEJU napisał:

Naprawdę Panie vv0ytekk'u Pana pomoc jest fascynująca. Nie pochwalił się nią Pan jeszcze na Forum CM, dlaczego? Warto się poszczycić czymś takim. Taką wspaniałomyślnością. Podziw, szacun, rispekt. Naprawdę.

Tekst bardzo przyjemny. Z doświadczenia wiem, ze początki są najciekawsze, dlatego zobaczymy ile sił starczy autorowi. Powodzenia.



Myślę kolego, że takie komentarze powinieneś zachowac dla siebie, gdyż współpraca związana z talentami pomiędzy mną a Niente, to tylko wyłącznie nasza sprawa :) A Twoja opinia kompletnie nikogo nie interesuje w tej sprawie - przynajmniej raczej nie nas. Dziękuję i gorąco pozdrawiam :)
12 czerwca 2009 3:09
CikenPL
chłopaki wyluzujcie :]

nie kłóćcie się :ppp
12 czerwca 2009 3:25
niente
No właśnie, nie kłócić mi się tutaj:P Pomoc Wojtka przy talentach to jest tylko i wyłącznie nasza sprawa i nikomu nic do tego.
12 czerwca 2009 12:45
jose77
niente napisał:

No właśnie, nie kłócić mi się tutaj:P


Dokładnie.

A kolega Seju pomylił działy, zamiast tekstów powinien bardziej przyglądać się Plikotece ... bo jeszcze coś mu umknie :P
12 czerwca 2009 13:18
vv0ytekk
Panowie nikt się nie kłóci ;) Ale nie pozwolę sobie na jakieś bezpodstawne, i najzwyczajniej głupie komentarza, które wycelowane są w moją osobę :)
12 czerwca 2009 13:40
SEJU
Mojej uwadze nic nie umknie. Uwierz :*.

I żeby nie było off-topu. Czekam na kolejne części.
13 czerwca 2009 4:16
niente
Spokojnie, obiecuję, że kolejne części będą się pojawiać regularnie:)
13 czerwca 2009 10:57
vv0ytekk
Pewnie, że będą pojawiać się regularnie - Niente to pracowity chłopak ! ;]
13 czerwca 2009 11:25
niente
Boże Wojtek, zaczerwieniłem się:)
14 czerwca 2009 11:01
piotr9ek
eeeeno widzę taktyka oparta na Piotrze (świrze) Świerczewskim.. to musi być hit ;p
13 lipca 2009 9:39
niente
Akurat tutaj Piotrek (jeszcze) gra na przyzwoitym poziomie:)
16 lipca 2009 10:54


 

W górę

Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany!

© Centrum FM
Oskryptowanie: Centrum FM Design: Łukaszp & blur
Czas generowania strony: 1.17888 s
statystyka