Nie jesteś zalogowany! Załóż konto już teraz!
Poznańska Lokomotywa (cz.2)
Niente - 27 czerwca 2009

Drukuj artykuł
Przejdź do komentarzy

Początek września rozpoczął się od oświadczenia jednego z piłkarzy Lecha Poznań.

Mimo 34 lat Waldemar Krygier całkiem nieźle się prezentował. Nie był podstawowym zawodnikiem, ale na treningach służył swoją pomocą młodszym kolegom. Porozmawiałem z nim trochę i zgodził się przemyśleć decyzję o emeryturze. Zobaczymy, jak dalej potoczą się jego losy. Tymczasem powołanie do narodowej reprezentacji otrzymał Piotr Świerczewski. Przyznam, że liczyłem na to, iż Piotrek będzie naszym kluczowym piłkarzem, tym który będzie potrafił dobrze podać, czy oddać celny strzał. Jednak na razie to młody Goliński wygrywa z popularnym Świrem rywalizację w środku pola. Jako że mamy chwilę oddechu ze względu na mecze reprezentacji, chciałbym wspomnieć jeszcze o moich celach na obecny sezon. A prezentują się one w ten sposób:
- zajęcie miejsca gwarantującego w następnym sezonie start w europejskich pucharach (min. 3 pozycja);
- zdobycie Pucharu Polski.

Jestem pewien, że jeżeli w dalszej części sezonu będziemy prezentować się jak dotychczas, to spokojnie wypełnimy te założenia. Tymczasem w Rydze reprezentacja Polski przegrała z Łotwą 1:2 w ramach eliminacji do Mistrzostw Europy. Honorowe trafienie dla Biało-Czerwonych zaliczył Maciej Żurawski. Trzy dni później przegraliśmy w takim samym stosunku z liderami naszej grupy - Szwedami. Trzeba przyznać, że przegraliśmy trochę pechowo, ponieważ prawie całą drugą połowę graliśmy w osłabieniu (czerwona kartka dla Jacka Bąka), a decydujący cios Szwedzi zadali nam w 90 minucie.

13 września nadszedł czas kontynuacji dalszych zmagań ligowych. Mój zespół udał się do Katowic na mecz z miejscowym GKS-em. Obie drużyny dzieli w tabeli tylko 1 punkt, więc z pewnością jeden i drugi zespół będzie chciał walczyć o zwycięstwo. Desygnowany przeze mnie skład był identyczny jak w poprzednim spotkaniu: Piątek - Kaczorowski, Kaliszan, Farańczuk, Bertelsen - Lubieniecki, Goliński - Madej, Zelaya - Oskarsson, Gajtkowski. Już w czwartej minucie gry, ku rozpaczy lokalnych fanów, Oskarsson zdobył bramkę. Cały czas napieraliśmy, ale ni w ząb nie mogliśmy zdobyć kolejnych bramek. GKS praktycznie nie wychodził z własnej połowy. Do przerwy prowadziliśmy zaledwie 1:0, choć w grze widać naszą masakryczną przewagę. Gospodarze pierwszy strzał oddali dopiero po 30 minutach spotkania. Liczyłem, że w drugiej połowie również zaprezentujemy tak ofensywny, ale skuteczniejszy futbol. Moje oczekiwania zostały wypełnione w 70 minucie. Dośrodkowanie Gajtkowskiego wykończył Oskarsson i prowadziliśmy już 2:0. W miarę spokojny o wynik dałem szansę gry Świerczewskiemu, który zmienił Golińskiego. Utrzymanie korzystnego wyniku było teraz priorytetem dla mojej drużyny. Na 10 minut przed zakończeniem spotkania na murawie zameldowali się Chajewski i Reiss. Do końca piłkarze z Katowic próbowali zdobyć honorową bramkę, ale moi podopieczni pokazali, że są w bardzo wysokiej formie i pewnie pokonali na wyjeździe GKS Katowice 2:0 po bramkach Oskarssona. W końcówce spotkania mięsień grzbietu naciągnął Bertelsen i czekało go kilka dni przerwy. Po zwycięskim meczu swojego zadowolenia nie krył prezes wielkopolskiego klubu.

Po kilkudniowym namyśle Waldemar Krygier postanowił ostatecznie po zakończeniu sezonu zawiesić buty na kołku. Lech po udanej wyprawie do Katowic wskoczył na pierwsze miejsce w tabeli. Aby je utrzymać musieliśmy liczyć na stratę punktów przez Amicę w spotkaniu z Górnikiem Zabrze. Jednak piłkarze z Wronek pewnie wygrali 3:1 i musieliśmy zadowolić się drugą lokatą.

W następnej kolejce czekał nas mecz przy Bułgarskiej z trzecim w tabeli Groclinem. Postanowiłem nie przeprowadzać żadnych korekt i zagrać kolejne spotkanie w niezmienionym składzie. Zaczęliśmy odważnie, od samego początku zdecydowanie atakując gości. W 30 minucie dośrodkowanie z rzutu rożnego, wykorzystał Farańczuk i otworzył wynik spotkania. Trybuny oszalały. W 40. minucie spotkania doskonałą okazję zmarnował Niedzielan. Dzięki temu na przerwę schodziliśmy z jednobramkowym prowadzeniem. W 66. minucie piłkę w naszej bramę umieścił Grzegorz Rasiak. Musieliśmy się sprężyć, aby wygrać ten mecz. Na kilka minut przed zakończeniem spotkania zdecydowałem się na grę czterema napastnikami i tylko dwoma pomocnikami. Postawiłem wszystko na jedną kartę, ale mecz zakończył się podziałem punktów. Mimo iż przez całe spotkanie to my byliśmy stroną przeważającą, to bramkę zdobyli goście. Szkoda, bo mieliśmy ich na widelcu, a tak Amica odskoczyła nam na 2 punkty. Za tydzień czekał nas wyjazd do Polkowic na mecz z Górnikiem. Jedyny scenariusz tego meczu to nasze 3 punkty. Dobrze byłoby, gdybyśmy strzelili kilka bramek, co na pewno podniosłoby morale po ostatnim remisie.

Zdecydowałem się na żelazną jedenastkę, która grała w poprzednich spotkaniach. Mecz od samego początku toczył się według naszych reguł. Problemem była skuteczność, bo mimo iż posiadaliśmy inicjatywę, to napastnicy seryjnie marnowali doskonałe okazje. Dopiero na kilka minut przed końcem pierwszej połowy gola do szatni zdobył Bertelsen. Do przerwy zgodnie z przewidywaniami prowadziliśmy 1:0, ale to zdecydowanie za mało. W drugiej części musieliśmy wykazać się znacznie większą skutecznością. Na szczęście w 62. minucie dośrodkowanie Lubienieckiego na bramkę zamienia skuteczny ostatnio Oskarsson. W tym momencie zdecydowałem się na pierwszą zmianę. Boisko opuścił Madej, a w jego miejsce wprowadziłem Chajewskiego. Na placu gry pojawił się także Reiss, gdyż urazu nabawił się Gajtkowski. Miejmy nadzieję, że to nic groźnego. W 68. minucie fenomenalnym „rogalem” popisał się Remigiusz Chajewski i piłka wylądowała w siatce bezradnego Banaszyńskiego. Na 4:0 podwyższył Farańczuk, który wykorzystał rzut rożny wykonywany przez Lubienieckiego. Wynik nie uległ zmianie. Pewne zwycięstwo w pojedynku ze zdecydowanie słabszym rywalem było tym, czego było nam trzeba. Takie obrazki mógłbym oglądać w każdym meczu.

W innym ciekawym meczu w Derbach Warszawy lepsza okazała się Polonia, która pokonała stołeczną Legię 3:0. To właśnie z piłkarzami Czarnych Koszul przyjdzie nam się zmierzyć w następnej ligowej kolejce. Tymczasem na moją skrzynkę mailową dostałem taką informację od prezesa klubu.

Myślę, że ten kwadrans sławy potrwa trochę dłużej niż 15 minut. W obecnej formie jesteśmy w stanie pokonać każdego rywala. Pierwsza okazja nadarzy się już 1 października, kiedy w Pucharze Polski zagramy z Cracovią. Jako że kolejny ligowy miesiąc dobiegł końca, czas na małe podsumowanie.

We wrześniu rozegraliśmy tylko trzy spotkania. Dwa z nich wygraliśmy, a jeden zakończył się remisem. Zdobyliśmy 7 bramek, tracąc przy tym tylko jedną. Mam nadzieję, że następny miesiąc będzie równie obfity w gole, dzięki którym będziemy wygrywać. Po 7 kolejkach ligowa tabela przedstawiała się następująco:

Oprócz najbliższej ligowej konfrontacji z Polonią, w następnych czterech tygodniach czekają nas spotkania z niżej notowanymi rywalami.

Jednak teraz skupiałem się już tylko na ćwierćfinałowym meczu z Cracovią. Piłkarze z Krakowa w drugoligowej tabeli zajmowali dopiero dziesiątą pozycję. To utwierdzało wszystkich w przekonaniu, że to Lech jest zdecydowanym faworytem tego spotkania. Postanowiłem dać szansę Norbertowi Tyrajskiemu, sadzając na ławce Waldemara Piątka. Od samego początku atakowaliśmy, ale nic z tego nie wynikało. Statystyki po pierwszych 45. minutach wyraźnie wskazywały na miażdżącą przewagę nad rywalem.

Trzeba było coś zmienić w grze zespołu, dlatego w miejsce Gajtkowskiego i Madeja wprowadziłem Stachowiaka i Chajewskiego. Liczyłem, że ożywią nasze poczynania w drugiej części meczu. Jednak nadal nic się nie zmieniło. W 60. minucie za zmęczonego Lubienieckiego wprowadziłem Świerczewskiego. Może on zmieni oblicze mojego zespołu. Mimo naszych kolejnych zmasowanych ataków kibice zgromadzeni na stadionie przy Bułgarskiej nie doczekali się goli i mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Warto odnotować, że piłkarze gości w całym spotkaniu nie oddali nawet jednego strzału. Tak więc niemożliwe stało się realne i zamiast już w pierwszym meczu zapewnić sobie awans do półfinału, czekały nas dodatkowe emocje w drugim spotkaniu. Lekkiej kontuzji nabawił się Remigiusz Chajewski i czekał go tydzień przerwy. W międzyczasie powołania do reprezentacji młodzieżowych otrzymali Bertelsen, Madej i Grzelak.

W najbliższym meczu przyjdzie nam się zmierzyć z drużyną Polonii Warszawa. Czarne Koszule po 7. kolejkach zajmują czwartą lokatę. To znacznie silniejszy rywal od Cracovii, dlatego też postanowiłem, że do bramki wróci Piątek, a miejsce na ławce rezerwowych zajmie Grzelak. W 37. minucie za sprawą Oskarssona wyszliśmy na prowadzenie. To jedyna sytuacja godna uwagi w pierwszej części spotkania. Do szatni oba zespoły schodziły przy wyniku 1:0 dla gospodarzy. W 53. minucie kibice ponownie wstali z miejsc. Dośrodkowanie Oskarssona wykorzystał Gajtkowski, który skierował piłkę do pustej bramki. W 71. minucie zespół podwyższył, tym razem do kajetu sędziego trafił Farańczuk. W 84 minucie ten sam piłkarz ponownie trafił do siatki rywali. Kibice na trybunach oszaleli. Byłem pewnien zdobycia kompletu punktów w tym spotkaniu, dlatego na kilka ostatnich minut na boisku zameldowali się Stachowiak i Świerczewski. W 92. minucie sędzia zagwizdał po raz ostatni. Lech potwierdził swoją wysoką dyspozycję gromiąc Polonię na stadionie przy ulicy Bułgarskiej.

Kibice dziękowali mojemu zespołowi na stojąco. Fantastyczna chwila. Tym spotkaniem pokazaliśmy wszystkim, że remis z Cracovią był tylko wypadkiem przy pracy. Teraz czekają nas cztery mecze, w których realnym celem jest zdobycie 12 punktów. Dobrą postawę zespołu docenił zarząd klubu.

W następnym meczu podejmiemy w Wodzisławiu Śląskim Odrę, która zajmuje 7. miejsce w tabeli. Będzie na pewno ciężko, ale naszym celem jest wywiezienie 3 punktów i będziemy się starali osiągnąć ten cel. Niestety, nie będę mógł skorzystać z zawieszonego za kartki Golińskiego. Jest też dobra wiadomość - do składu wraca Chajewski, który jednak usiądzie na ławce rezerwowych, zaś miejsce w środku pomocy zajmie Świerczewski. Odra rozpoczęła mecz od zdecydowanego ataku i już w 10. minucie spotkania piłka - po kapitalnym uderzeniu Radzewicza z rzutu wolnego - ląduje w naszej siatce. Niemrawo zaczęliśmy to spotkanie. W 17. minucie rajd Madeja zakończył się dośrodkowaniem na jedenasty metr, do piłki doskoczył Gajtkowski, ale piłka po jego strzale wylądowała na poprzeczce. Na szczęście dobitka Oskarssona okazała się zwieńczeniem całej akcji. Lech doprowadził do remisu i do przerwy wynik nie uległ zmianie. Wiedziałem, że mamy szansę na komplet punktów, ale w drugiej połowie musieliśmy zagrać bardziej odpowiedzialnie. W 72. minucie kontuzja Zelayi zmusiła mnie do dokonania zmiany. W jego miejsce wprowadziłem Rafała Grzelaka. Na dziesięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry straciliśmy drugą bramkę. Ku radości lokalnych fanów do siatki Piątka trafił Myszor. Przeszliśmy na grę czterema napastnikami. Do natychmiast dało oczekiwany efekt. Wprowadzony kilka minut wcześniej Piotr Reiss doprowadził do wyrównania. Po prostu nie mógł zmarnować takiej okazji. Odra nie dała sobie odebrać jakże cennego dla nich remisu. Szkoda, że znów w głupi sposób straciliśmy 2 punkty. Na szczęście kontuzja Nehemiasa nie okazała się bardzo groźna. To tylko skręcenie kostki.

W międzyczasie nadszedł czas na dokończenie eliminacji Mistrzostw Europy. Niestety, ale Polacy w Budapeszcie przegrali z Węgrami 3:2. Nasi piłkarze zasługiwali co najmniej na remis, zwłaszcza, że prowadzili nawet 2:1. Tym samym zajęliśmy 4. miejsce w grupie. Jednak na tym nie koniec złych informacji. Zarówno Groclin jak i GKS Katowice nie zdołały awansować do kolejnej rundy Pucharu UEFA.

W następnym spotkaniu przyjdzie nam zmierzyć się na wyjeździe ze Świtem Lukullus, okupującym w ligowej tabeli ostatnią pozycję. Nie zamierzałem lekceważyć przeciwnika i posłałem na boisko najlepszą jedenastkę. W 13. minucie arbiter spotkania podyktował dla naszego zespołu jedenastkę. Do piłki podszedł Kaczorowski i pewnie strzelił w prawy róg bramki. W ten sposób objęliśmy prowadzenie. Zaledwie trzy minuty później Malarz wypluwa piłkę przed siebie, dopada do niej Gajtkowski i podwyższa wynik spotkania. W 20. minucie spotkania dośrodkowanie Zelayi na bramkę zamienia Oskarsson. W 34. minucie podanie Oskarssona wzdłuż bramki trafia do Gajtkowskiego, a ten nie ma problemu z wpakowaniem jej do siatki rywala. Do przerwy prowadzimy ze Świtem 4:0. 62 minuta spotkania - strzał Zelayi i kolejna bramka dla gości. Jedziemy po gospodarzach jak po maśle. Postanowiłem zdjąć zmęczonych Golińskiego i Bertelsena, a w ich miejsce wprowadziłem Świerczewskiego i Lasockiego. Na ostatni kwadrans pojawił się Reiss, który zmienił Gajtkowskiego. Mecz zgodnie z przewidywaniami zakończył się naszym wysokim zwycięstwem. Zaaplikowaliśmy rywalom aż 5 goli, nie tracąc przy tym żadnego.

Po meczu po raz kolejny swoje zadowolenie wyraził prezes Majchrzak.

Po 10 ligowych kolejkach zajmujemy bardzo dobre drugie miejsce. Mamy cztery punkty przewagi nad Białą Gwiazdą, a do prowadzącej Amiki tracimy jedynie dwa oczka. W tygodniu czeka nas wyjazd do Krakowa, jednak nie na Reymonta, a na stadion przy ulicy Józefa Kałuży i nie po to, by walczyć o kolejne punkty, ale żeby stoczyć rewanżowy pojedynek w Pucharze Polski. Wychodzimy w najsilniejszym składzie, bowiem to my musimy w tym meczu zdobyć bramkę, a Cracovia z pewnością nastawi się na kontry. Już w pierwszych 10. minutach gospodarze tracą Łukasza Kubika, który musiał opuścić boisko ze względu na kontuzję. Jednak w 17. minucie to my mieliśmy powody do zmartwienia. Czerwoną kartką został bowiem ukarany Krzysiu Gajtkowski. Od tej chwili w ataku grał osamotniony Oskarsson. W 29. minucie Islandczyk wykłada Golińskiemu piłkę na jedenasty metr, a ten kieruje ją do siatki. Mimo iż to Cracovia gra z przewagą jednego piłkarza, na boisku zupełnie tego nie widać. To moi piłkarze cały czas atakują i stwarzają groźne sytuacje pod bramką gospodarzy. Fantastycznie rozpoczyna się dla nas druga część spotkania. Dośrodkowanie Zelayi i piłkę do bramki głową kieruje Oskarsson. W 58. minucie świetny, trzydziestometrowy rajd Salwadorczyka, który pewnym strzałem umieszcza piłkę w górnym rogu bramki strzeżonej przez Marcina Cabaja. W miejsce Lubienieckiego wprowadzam Świerczewskiego. Kolejna fantastyczna akcja Zelayi lewym skrzydłem zakończona podaniem do Madeja, który płaskim strzałem po ziemi po raz kolejny pokonuje Cabaja. Na ostatni kwadrans daję szansę Stachowiakowi i Grzelakowi, który zmienia genialnego dzisiaj Zelayę. W końcówce spotkania mieliśmy niecodzienną sytuację. Bramkarz Cracovii - Cabaj, nabawił się kontuzji i musiał opuścić boisko na noszach. Jako że gospodarze wykorzystali już limit zmian, między słupkami stanął piłkarz z pola - Łukasz Szczoczarz. W doliczonym czasie gry pięknym uderzeniem z ponad 30 metrów popisał się wprowadzony z ławki Świerczewski i piłka wylądowała w okienku bramki Szczoczarza. Po świetnym spotkaniu Lech Poznań awansuje do półfinału Pucharu Polski.

Oto jeszcze pomeczowe oceny piłkarzy mojej drużyny.

Po meczu zdecydowałem się na odwołanie od decyzji sędziego, której efektem była czerwona kartka dla Gajtka. W najgorszym wypadku Krzysiek nie zagra w kolejnym ligowym meczu. Tymczasem Lech, Wisła, Amika i drugoligowy Piast z niecierpliwością czekały na losowanie kolejnej rudny w Pucharze Polski. Nie ukrywam, że najłatwiejszym przeciwnikiem byłby gliwicki Piast, ale jesteśmy przygotowani na każdą ewentualność.

A jednak! Teoretycznie trafiliśmy na najłatwiejszego rywala, ale przykład Cracovii (przynajmniej w pierwszym spotkaniu) pokazał, że nawet klub z zaplecza Ekstraklasy może sprawić dużą niespodziankę. Jednak ten mecz dopiero w kwietniu, więc do tego czasu rozegramy jeszcze masę innych spotkań.

W ciągu najbliższych ośmiu dni rozegramy trzy spotkania. Dwa mecze u siebie ze słabszymi rywalami, a w Święto Zmarłych będzie czekał na nas Mistrz Polski, czyli krakowska Wisła. Na pewno będzie ciężko rozegrać wszystkie spotkania w tym samym składzie, więc z pewnością przed meczem z Wisłą będę chciał dać odpocząć kluczowym piłkarzom. W meczu z Górnikiem Zabrze nie będę mógł skorzystać pauzującego za czerwoną kartkę Gajtkowskiego. Jego miejsce w ataku zajmie Piotr Reiss. Już w 17. sekundzie meczu, po serii fatalnych błędów piłkarzy z Zabrza, genialnym lobem popisuje się Oskarsson i piłka ląduje w bramce. Kolejną dobrą okazję do zdobycia gola mieliśmy jednak dopiero w 41. minucie! Do przerwy nic się nie zmieniło i prowadziliśmy z Górnikiem 1:0. W 66. minucie Oskarsson podaje do Reissa, a ten podwyższa wynik spotkania. Ależ wrzawa na stadionie. Decyduję się na pierwszą zmianę. W miejsce zmęczonego Golińskiego wchodzi Piotrek Świerczewski. W 72. Minucie, po dośrodkowaniu Lubienieckiego z rzutu rożnego, piłkę w siatce umieszcza Bertelsen. To drugie trafienie norweskiego zawodnika dla Lecha Poznań. Tymczasem 6 minut później Norweg podaje do Oskarssona, a ten ustala wynik spotkania na 4:0. Boisko opuszczają główni inicjatorzy ostatniej akcji, czyli Norweg i Islandczyk. W ich miejsce wchodzą odpowiednio Lasocki i Ślusarski. W końcówce spotkania niezłym strzałem z rzutu wolnego popisał się Lubieniecki, ale jego uderzenie zatrzymało się na poprzeczce zabrzan. Nasza przewaga w tym spotkaniu była tak miażdżąca, że wynik nie do końca ją odzwierciedla.

Również oceny moich piłkarzy kolosalnie różniły się od ocen piłkarzy ze Śląska. Przebywający na boisku 10 minut Ślusarski otrzymał „szóstkę”, podczas gdy grający całe spotkanie Buśkiewicz otrzymał zaledwie „3”. Końcowy wynik spotkania: 4:0. Świetny mecz mojego zespołu docenił prezes Radosław Majchrzak.

Tymczasem nasz kolejny przeciwnik (Widzew) ograł na wyjeździe Wisłę Kraków 1:0. Czy zatem mamy się obawiać następnego spotkania z łódzką ekipą? W wieczornym spotkaniu lider 1 ligi - Amica podejmowała na własnym stadionie zespół Groclinu Grodzisk Wielkopolski. Zwycięstwo gościom zapewnił w doliczonym czasie gry Marcin Zając. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że właśnie zostaliśmy liderami tabeli z przewagą 1 punktu nad drugą w tabeli ekipą z Wronek. Dodatkowo jesteśmy jedynym niepokonanym zespołem w lidze. W międzyczasie do klubu przyszedł faks odnośnie czerwonej kartki dla Gajtkowskiego. Niestety, ale popularny Gajtek nie zagra jeszcze w dwóch najbliższych meczach (z Widzewem i Wisłą). Zdecydowałem, że w meczu z Widzewem dam szansę pokazania się zawodnikom rezerwowym, dlatego nasz skład prezentował się następująco: Piątek - Kaczorowski, Bosacki, Farańczuk, Lasocki - Lubieniecki, Świerczewski - Chajewski, Grzelak - Ślusarski, Stachowiak. Na ławce rezerwowych zasiedli Tyrajski, Kaliszan, Telichowski, Scherfchen, Zelaya, Madej i Oskarsson. Do przerwy 16 tysięcy kibiców zgromadzonych na stadionie przy ulicy Bułgarskiej mogło czuć się lekko zawiedzionym. Już w drugiej połowie na boisku zameldował się Oskarsson, który zmienił kompletnie niewidocznego w tym meczu Stachowiaka. Drugą połowę zaczęliśmy od trafienia. Z prawej strony świetnym podaniem na 17 metr popisał się Zakrzewski, niepilnowany Lubieniecki potężnie uderzył na bramkę gości, Robakiewicz nie daje rady jej złapać, a takich sytuacji nie zwykł marnować niezawodny ostatnio Oskarsson.

 

W 72. minucie świetna dwójkowa akcja Świerczewskiego i Oskarssona zakończona bramką tego drugiego. Trybuny ponownie eksplodowały.

Bardziej na zyskanie czasu wprowadzam na boisko dwóch piłkarzy: Scherfchena i Madeja, którzy zmieniają odpowiednio Lubienieckiego i Chajewskiego. Kibice wstają, bowiem sędzia zakończył spotkanie. W lekko rezerwowym składzie pewnie pokonujemy Widzew Łódź po dwóch bramkach wprowadzonego w przerwie Oskarssona. To pokazuje, ile Islandczyk jest dla nas wart. W ciągu kilku miesięcy Orri stał się ulubieńcem kibiców z Bułgarskiej, których zyskać sympatię jest bardzo ciężko. Teraz czas na podsumowanie kolejnych 31 dni mojej pracy w Lechu.

W październiku rozegraliśmy aż 7 spotkań. Przede wszystkim udało nam się awansować do półfinału Pucharu Polski i to po efektownym zwycięstwie nad Cracovią (5:0). Odnotowaliśmy dwa remisy (z Cracovią i Odrą), a także 5 zwycięstw. Straciliśmy tylko 2 bramki, zdobywając przy tym aż 23 gole, co daje ponad trzy bramki na mecz w naszym wykonaniu!

Do meczu z szóstą w tabeli Wisłą Kraków będziemy przystępować z pozycji lidera.

 



Dodatkowe informacje
Autor: Niente     Data: 27 czerwca 2009     Liczba wyświetleń: 1081     Ocena: 6.00
Kategoria: Kariery     Podkategoria: CM 03/04
Zobacz inne artykuły tego autora
Redlucas
Nie ma to jak dobra promocja poznańskiej piłki. I tej od strony czysto sportowej jak i "zaplecza fanów".

Ja niestety nie uczęszczam na mecze Lecha od 0,5 roku z uwagi na to, że zburzyli mi moją trybunę. i nie będę dopóki mi jej nie odbudują.

P.S. W tej chwili stadion wygląda jak jeden Wielki Plac Budowy. Zielonej murawy tam nie ma.
28 czerwca 2009 21:01
LEWY_FTF
Lubieniecki Faranczuk i Chajewski są z mojego miasta :D
29 czerwca 2009 10:23
kacper12217
czekam na kolejne częsci!!
29 czerwca 2009 11:22
jarekk
Dawno niewchodzilem na stronke a artykuly niente nadal pierwszej klasy czekam na wiecej... a moze ktos sie skusi na podobny wyczyn druzyna Bialej gwiazdy..? :)
1 lipca 2009 16:35
niente
Cieszę się, że Wam się podoba. Kolejne części są już w natarciu:P
3 lipca 2009 14:12


 

W górę

Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany!

© Centrum FM
Oskryptowanie: Centrum FM Design: Łukaszp & blur
Czas generowania strony: 0.08988 s
statystyka