Listopad rozpoczyna się od hitu kolejki, czyli spotkania obecnego Mistrza Polski - Wisły Kraków i aktualnego lidera rozgrywek - poznańskiego Lecha. Faworytem bukmacherów jest zespół gospodarzy, ale w tym sezonie nie raz już pokazaliśmy, że potrafimy wygrać z silniejszym przeciwnikiem. Trener Kasperczak na pewno nie będzie mógł skorzystać z kontuzjowanego Brasilii, natomiast my będziemy musieli radzić sobie bez zawieszonego za kartki Gajtkowskiego. W szatni kierowałem do moich piłkarzy ostatnie słowa przed wyjściem na murawę.
- Skupmy się panowie i zagrajmy tak, jak najlepiej potrafimy. Nie patrzymy na to, że gramy z Wisłą. Patrzcie na siebie i pokażcie na boisku, że wcale nie jesteście od nich gorsi. Macie wyjść i pokazać, że potraficie grać w piłkę lepiej od nich. Panowie, liczę, że każdy da dziś z siebie nie 100, ale 200%. Zrozumiano?
- Tak jest panie trenerze!
WISŁA: Wróbel (GK) - Kuzera, Głowacki, Nawotczyński, Stolarczyk - Szymkowiak, Żurawski (C), Cantoro, Manuszewski - Brożek, Frankowski
LECH: Piątek (GK) - Kaczorowski, Kaliszan, Farańczuk, Bertelsen - Lubieniecki, Goliński - Madej (C), Zelaya - Oskarsson, Reiss
Już w 25 sekundzie oddajemy pierwszy celny strzał na bramkę Wisły. Dośrodkowanie Lubienieckiego i Goliński kieruje piłkę do bramki Wróbla. Prowadzimy na Reymonta! Jednak 5 minut później w podobnych okolicznościach piłkę w naszej bramce umieszcza Szymkowiak i mamy remis. Po niespełna 30. minutach gry Wisła ma na swoim koncie zaledwie jeden celny strzał (gol Szymkowiaka), natomiast my oddaliśmy 7 celnych uderzeń. To zdecydowanie potwierdza, kto do tej pory jest stroną dominującą. Do przerwy na Reymonta w szlagierowym spotkaniu polskiej ligi Wisła remisuje z Lechem Poznań 1:1.
- Posłuchajcie mnie teraz uważnie. Ciśniemy ich niemiłosiernie, Wisła nie potrafi dobrze wyjść ze swojego pola karnego. A my co na to? Tracimy głupią bramkę. Co? Już rozluźnienie, że prowadzimy, a tu nagle bramka z niczego? Panowie, skoncentrujcie się, wyjdźcie na boisko i skopcie im tyłki! My naprawdę możemy wygrać ten mecz, tylko musicie maksymalnie skupić się na tym, co robicie. Macie po prostu wygrać ten mecz, żebyśmy mogli wrócić do Poznania z podniesionymi głowami. Jazda!
Piotr Świes oznajmia piłkarzom rozpoczęcie drugiej części gry. Świetna akcja Madeja prawą stroną boiska, drybluje, mija dwóch, trzech rywali. Dośrodkowanie, Oskarsson i… GOOOL! Tak! Lech znów prowadzi.
- Jedziemy z nimi panowie! - krzyczałem zza linii bocznej, choć wiedziałem, że oni i tak mnie nie słuchają. Ale wiedziałem, że teraz zagrają tak, jakbym sobie tego życzył.
10 minut później z rzutu rożnego dośrodkowuje Lubieniecki, najwyżej wyskakuje Oskarsson i GOOOL! 3:1… ależ emocje! W 60. minucie Zelaya daje sobie radę z kilkoma rywalami, wjeżdża w pole karne, ale strzał jest bardzo niecelny. Moi piłkarze cały czas atakują, nie dając zepchnąć się do defensywy. Każde wyjście Wiślaków na naszą połowę jest momentalnie kasowane przez obrońców. Na kwadrans przed końcem spotkania wyborną okazję na podwyższenie wyniku miał Reiss, ale posłał piłkę wysoko ponad bramką. Tymczasem w 78. minucie wskutek kontuzji boisko musiał opuścić nasz bramkarz - Waldemar Piątek. Oby tylko nie stało mu się nic groźnego. Jego miejsce między słupkami zajął Norbert Tyrajski. Piłkarze gospodarzy na tym nie poprzestają i na kilka minut przed końcem zawodów eliminują z gry Łukasza Madeja, którego zastępuje Stachowiak. Już w doliczonym czasie gry bramkę kontaktową dla Wisły zdobywa Tomasz Frankowski. Jeszcze żółta kartka dla Kaczorowskiego, który nie będzie mógł zagrać w kolejnym spotkaniu, ostatnia zmiana w mojej ekipie (boisko opuszcza Lubieniecki, a zastępuje go Świerczewski) i sędzia gwiżdże po raz ostatni. Lech wywozi z Krakowa niezwykle cenne trzy punkty. Jednak to zwycięstwo okupujemy stratami w postaci Piątka i Madeja. Po meczu dowiemy się, jak długo będą musieli pauzować. Piłkarze dziękują sobie za grę i powoli schodzą do szatni.
- Kto wygrał mecz?
- Lech!
- Kto?
- Lech!
- Kto?
- Lech!
- Lalala lalala lalala!
- Kolejorz! Kolejorz!
Tak mniej więcej fetowali zawodnicy po tym zwycięskim spotkaniu. Piłkarzem meczu został oczywiście zdobywca dwóch goli dla mojego zespołu, czyli Orri Oskarsson. W całym spotkaniu Wisła oddała ledwie 3 celne strzały (w tym 2 zakończone bramkami), przy czym mój zespół oddał ich aż 9. To pokazuje, ile dzieliło dziś na boisku obie ekipy.

Tym samym kończymy pierwszą część zmagań ligowych. Na szczęście kontuzje Piątka i Madeja nie okazały się groźne. Obaj piłkarze będą mogli zagrać w kolejnym spotkaniu, w którym naszym przeciwnikiem będzie warszawska Legia.

Liczę, że za dobre wyniki zespołu kibice odwdzięczą się w ostatnim meczu rundy jesiennej, kiedy to na własnym stadionie podejmiemy ekipę z Wronek. Świętowanie po meczu z Wisłą nie trwało długo. Od tej pory skupialiśmy się już tylko na najbliższym przeciwniku, czyli - znienawidzonej przez naszych kibiców - Legii. Mamy się czego obawiać, bowiem w poprzedniej kolejce pokonali oni na wyjeździe wicelidera rozgrywek - Amicę Wronki. Jako, że za trzy miesiące wygasała umowa z Mirosławem Okońskim, który zajmował się naszymi juniorami, postanowiłem przedłużyć ją o kolejne 3 lata. Były piłkarz Lecha bez zastanowienia złożył na niej swój podpis, z czego byłem niezmiernie zadowolony. W międzyczasie powołanie do młodzieżowej reprezentacji swego kraju otrzymał Bertelsen.
Na mecz z Legią przewidziałem tylko dwie korekty w wyjściowym składzie - zawieszonego za kartki Kaczorowskiego na prawej obronie zastąpi Wójcik, a do ataku wraca Gajtkowski kosztem Reissa, który zajął miejsce na ławce rezerwowych. Trener legionistów nie będzie mógł natomiast skorzystać z kontuzjowanych Zielińskiego i Vukovicia. Bukmacherzy jako zwycięzcę spotkania typują piłkarzy z Łazienkowskiej, jednak po tym jak nie sprawdziły się ich przewidywania w meczu z Wisłą, jakoś niezbyt im wierzę. Pora na składy, w jakich rozpoczną spotkanie obie jedenastki:
LECH: Piątek (GK) - Wójcik, Kaliszan, Farańczuk, Bertelsen - Lubieniecki, Goliński - Madej (C), Zelaya - Oskarsson, Gajtkowski
LEGIA: Boruc (GK) - Jarzębowski, Józwiak, Sokołowski, Magiera - Szala, Bandrowski, Kiełbowicz, Surma - Bański, Saganowski (C)
Sędzią dzisiejszego meczu będzie pan Mirosław Ryszka. Miejmy nadzieję, że nie odegra tutaj większej roli niż to zakłada scenariusz. Na trybunach fantastyczny doping, choć nie brakuje ostrych słów pod adresem sympatyków Lecha i samych piłkarzy z Poznania. I zaczęli… 7 minuta i… GOL! Madej! Kapitan Lecha świetnie wykańcza dośrodkowanie z lewej strony od Oskarssona i na stadionie zapada kompletna cisza. W 21. minucie Orri rozrzuca piłkę do prawej strony, gdzie jest Madej. Łukasz dorzuca futbolówkę do niepilnowanego w środku Gajtkowskiego, a ten wpisuje się na listę strzelców. Lech prowadzi z Legią 2:0. Coś niesamowitego, ale nadal trzeba uważać. Pierwszą udaną połowę dla piłkarzy z Poznania kończy niecelny strzał Oskarssona.

- Chłopaki, wiem, że prowadzimy, ale na te 45 minut musimy wyjść maksymalnie skoncentrowani. Nie chcę, żebyśmy stracili jakąś głupią bramkę, ale kontrolowali cały czas przebieg tego spotkania. Nie dajcie sobie wydrzeć tego zwycięstwa. Wygrajcie dla kibiców!
Statystyka strzałów dobitnie pokazuje, kto dzielił i rządził na boisku podczas pierwszych 45 minut. Druga połowa rozpoczyna się od niezłych uderzeń Golińskiego i Bertelsena, na co gospodarze odpowiadają celnym uderzeniem Saganowskiego. W 67 minucie błędu Boruca nie wykorzystuje Gajtkowski. Kibice Legii, nie wierząc już w zwycięstwo swojego zespołu, opuszczają stadion Wojska Polskiego. Tymczasem na 5 minut przed końcem piłkę do siatki pakuje Oskarsson, dla którego jest to już 15 trafienie w tym sezonie. W ekipie Lecha przyszła pora na pierwsze zmiany. Boisko opuszczają dwaj napastnicy, w ich miejsce pojawiają się Reiss i Stachowiak. Już w doliczonym czasie gry szansę dostaje jeszcze Grzelak, ale bardziej na zyskanie czasu niż na pokazanie czegokolwiek. W końcówce szansę na honorowe trafienie miał Saganowski, ale nie zdołał pokonać naszego golkipera. W 93. minucie sędzia kończy to jednostronne widowisko. Nie da się ukryć, że mieliśmy w tym spotkaniu dużą przewagę, toteż Legia zasłużenie przegrała. Graczem meczu został uznany Krzysztof Gajtkowski.

W szatni gości panowała niezwykle sympatyczna atmosfera.
- Panowie, przede wszystkim gratulacje! Pokazaliście naprawdę dobry futbol i zasłużenie wygraliście z Legią. Nie będę wam tu pier***** głupot o tym jak zagraliście i tak dalej. Powiem tylko jedno - jestem z Was dumny! Naprawdę dumny!
- Kto nie skacze ten z policji! - krzyknął Łukasz.
Radości nie było końca. Pokonaliśmy przecież Legię i to na ich terenie. Kibice byli wniebowzięci zarówno rezultatem, jak i stylem gry mojego zespołu. Do Poznania wracaliśmy jako bohaterowie. Teraz czekają nas dwa tygodnie przerwy. W ostatnim w tym roku meczu podejmiemy przy Bułgarskiej Amicę Wronki.

Obym po kolejnym meczu otrzymał podobną wiadomość do tej po meczu z Legionistami. Tymczasem rozegrano mecze barażowe o miejsca na nadchodzące Mistrzostwa Europy. Wielką sensacją będzie absencja na tym turnieju reprezentacji Włoch.
W niedzielne, listopadowe popołudnie piłkarze Amiki i Lecha po raz ostatni w tym roku wybiegną na boisko, aby walczyć o ligowe punkty. Mecz będzie też bardzo szczególny z innego względu - oba zespoły są na dwóch najwyższych miejscach w tabeli. Czy po tym spotkaniu wicelider zbliży się do Lecha, czy też zespół z Poznania odskoczy rywalom? Tego dowiemy się za 90 minut. W porównaniu do meczu w Warszawie tylko jedna zmiana - po zawieszeniu do pierwszego składu wraca Kaczorowski. Natomiast w zespole gości na pewno nie zagra obrońca Jarosław Bieniuk. W ataku natomiast dwa żądła: Kryszałowicz i Mielcarski.

Już pierwsza akcja piłkarzy z Wronek kończy się bramką Mielcarskiego. W 7. minucie wracamy do gry - Oskarsson dośrodkowuje, a Madej popisuje się fantastycznym wolejem i Szamotulski musi wyciągać piłkę z siatki. Kibice szaleją, a my powoli przejmujemy inicjatywę. Po chwili prowadzimy już 2:1. Bramkę zdobywa Bertelsen, korzystając z podania Madeja. W międzyczasie Piotr Świes częstuje żółtą kartką Zieńczuka, który miał za dużo pretensji do pracy arbitra. Do przerwy po zaciętym spotkaniu prowadzimy 2:1.

Ponad 20 000 kibiców zdecydowanie dodawało sił naszym piłkarzom. Doping naprawdę jest fantastyczny.
- Na razie nieźle to wygląda, ale żeby wygrać dzisiaj na boisku trzeba zostawić płuca i serce. Amica na pewno łatwo się nie podda, więc musimy szybko zdobyć trzecią bramkę, aby uspokoić grę. Potem będziecie mogli spokojnie kontrolować przebieg spotkania. Pokazaliście, że potraficie to robić przeciwko Legii, więc tutaj macie zrobić dokładnie to samo. Macie wielką szansę, aby wygrać to spotkanie, tylko musicie dać z siebie wszystko!Na koniec poklepałem wszystkich piłkarzy po ramieniu, dodając im otuchy i wiary we własne możliwości. Wierzę w nich, a oni wierzą w siebie. Nie ma mowy, abyśmy przegrali ten mecz.
Rozpoczynamy od strzału głową po dośrodkowaniu Lubienieckiego. Zaraz potem nastaje moment, w którym zespół zdecydowanie dłużej utrzymuje się przy piłce, wymieniając kilka ładnych podań w środkowej strefie boiska. W 68. minucie dośrodkowanie z rzutu rożnego Lubienieckiego wykorzystuje Oskarsson i umieszcza piłkę przy słupku bramki. Ręce wszystkich kibiców poznańskiego Lecha unoszą się ku górze. Wielka chwila. Amica nie ma teraz z nami żadnych szans. Na ostatnie minuty desygnuję do gry trzech piłkarzy, którzy będą mieli za zadanie przytrzymać piłkę przy nodze, przedryblować kilku rywali lub uderzyć w światło bramki. Kibice na stojąco żegnają Oskarssona. W ten sposób pokazują, że Orri znaczy dla nich bardzo dużo. Do końca spotkania nic nie ulega zmianie.

Zdecydowana przewaga mojego zespołu musiała przynieść taki wynik. Goście w zasadzie stworzyli tylko jedną bramkową sytuację i ją wykorzystali. Niestety, to nie wystarczyło na świetnie dysponowany zespół poznańskiego Lecha. Piłkarzom nie pozostało nic innego, jak podziękować kibicom za gorący doping.

W szatni Lecha było naprawdę głośno.
- Mamy lidera, Kolejorz mamy lidera! Mamy lidera, Kolejorz mamy lidera!
Feta na poznańskim rynku trwała do białego rana. Jednak za nami dopiero połowa drogi do sukcesu. Piłkarze zdają sobie sprawę z ciążącej na nich odpowiedzialności i z pewnością będą chcieli udowodnić, że bukmacherzy bardzo się pomylili typując nasz zespół do spadku. Gdy emocje opadły, a ja wytrzeźwiałem, odpaliłem swojego laptopa i zajrzałem na skrzynkę. Czekał na mnie list od prezesa WKP Lech Poznań - Radosława Majchrzaka.

Jednak ja nie popadałem w samozachwyt. Wiedziałem, że aby dojść do czegoś w życiu należy ciężko na to pracować, dlatego nie zamierzałem spocząć na laurach. Wiedziałem, że nawet podczas zimowej przerwy będę musiał z zespołem solidnie pracować, aby utrzymać tak wysoką formę. Na początek postanowiłem dać piłkarzom trochę wolnego, bo w końcu im się należy. Na pierwszym treningu stawią się dopiero 5 stycznia. Myślę, że będziemy mieli dużo czasu, aby przygotować się do zaczynającego się dopiero 6 marca sezonu.
W listopadzie rozegraliśmy zaledwie trzy ligowe kolejki. Graliśmy z najsilniejszymi drużynami w Ekstraklasie i każdej z nich zaaplikowaliśmy trzy bramki. Ten fakt na pewno cieszy. Trochę mniej to, że straciliśmy w sumie trzy gole. Jednak liczy się to, że w listopadzie zdobyliśmy komplet punktów i nadal jesteśmy na fotelu lidera. Prześpimy - a właściwie przetrenujemy - na nim zimę i mam nadzieję, że zostaniemy na nim już do końca rozgrywek. W grudniu rozegrano finał Klubowych Mistrzostw Świata.

W międzyczasie zarząd klubu oraz eksperci podsumowali pierwszą część sezonu w moim wykonaniu.
![]()

A oto cała lista piłkarzy, którzy w minionym roku zasłużyli się dla futbolu.

Szkoda, że wśród odbierających te nagrody nie było polskich piłkarzy. Ale cóż… Może za kilka lat? Na koniec trochę zabawna wiadomość.

Bardzo dziękuję szanownej komisji i przesyłam pozdrowienia. Tymczasem udało nam się zaklepać dwóch piłkarzy (Słoweniec i Polak), którzy dołączą do nas dopiero po zakończeniu obecnego sezonu, więc nie ma sensu się o nich szerzej rozpisywać.
Tabela drugiej ligi:

Na półmetku rozgrywek juniorskich zespół prowadzony przez Mirosława Okońskiego zajmował wysoką trzecią lokatę, a zespół rezerw Lecha Poznań zajmował czwartą pozycję. Moja piłkarska kadra, która zapracowała na świetną pozycję klubu po rundzie jesiennej prezentowała się w ten oto sposób:

Bez wątpienia obecnie najważniejszym piłkarzem, decydującym o obliczu mojego zespołu, jest Orri Oskarsson, który jak dotąd zdobył 15 bramek. Bardzo dobrze spisują się również piłkarze operujący po lewej stronie boiska, a więc Bertelsen i Zelaya. Po 15 rozegranych kolejkach zostaliśmy mistrzami jesieni.

| Dodatkowe informacje |
|---|
| Autor: Niente Data: 03 lipca 2009 Liczba wyświetleń: 718 Ocena: 6.00 Kategoria: Kariery Podkategoria: CM 03/04 |
| Zobacz inne artykuły tego autora |