Nie jesteś zalogowany! Załóż konto już teraz!

Bułgarski pościg (cz.1)

Ludzie związani z piłką nożną w Bułgarii obawiają się o swoje życie. W kraju jest bardzo niebezpiecznie. W ciągu czterech dni doszło do drugiego zabójstwa na zlecenie. Nieznani sprawcy zastrzelili właściciela Lokomotiwu Płowdiw.

Do morderstwa doszło w luksusowej dzielnicy willowej pod Sofią. Aleksander Tasew, właściciel klubu Lokomotiw Płowdiw, nie miał szans na przeżycie - dostał dwa strzały w głowę. Nad klubem wisi fatum - to trzeci z kolei właściciel tego klubu zabity od 2005 roku.

W ubiegłym tygodniu w podobny sposób zamordowano Dymitra Jankowa - bogatego biznesmena i bliskiego kolegę poprzedniego właściciela Lokomotiwu Georgi Ilijewa. On z kolei został zabity w lipcu 2005 roku. Kilka miesięcy wcześniej - w marcu - zastrzelono Nikołaja Popowa, ówczesnego prezesa tej samej drużyny piłkarskiej.

Dlaczego w Bułgarii dochodzi do tylu zabójstw powiązanych z futbolem? W kraju w sport inwestowane są ogromne pieniądze, często pochodzące z nielegalnych źródeł jak hazard czy przemyt. Gdy dochodzi do jakichkolwiek kłótni - przestępcy nie wahają się sięgnąć po broń.

(źródło: dziennik.pl z 14 maja 2007)

* * *

Tak, zajmowanie się piłką nożną nie jest w Bułgarii łatwym kawałkiem chleba. Jeśli marzysz o spokojnym sączeniu Sofii nad Morzem Czarnym w towarzystwie długonogich brunetek, to oczywiście jest to możliwe, pod jednym wszakże warunkiem: trzymaj się z dala od krajowego futbolu! W przeciwnym razie możesz mieć na karku postawnego bruneta, czerwona plama na twojej koszuli nie będzie sprawką rozlanego wina, a czarnomorskie odmęty zwiedzisz w charakterze pokarmu dla rybek... Mimo to, piłka cieszy się w Bułgarii niesłabnącą popularnością, co dowodzi, że żyją tu ludzie obdarzeni stalowymi nerwami i jajami wykonanymi z tego samego materiału. Podać przykład? A chociażby, nie chwaląc się, ja. Świadomy i w pełni władz umysłowych, podjąłem się ryzykownego zadania, by ratować przyjaciela, znajdującego się w szponach śmiertelnego niebezpieczeństwa. Ale po kolei...

Był koniec maja, gdy otrzymałem zaskakujące zaproszenie od mojego kumpla z dawnych, dobrych czasów - Yordana Lechkova. Tak, tego Lechkova. Tego, który jest wymieniany jednym tchem, obok Stoichkova i Balakova, jako architekt sukcesu kadry narodowej na Mistrzostwach Świata w 1994 roku. Tego, który podczas amerykańskiego Mundialu wyeliminował Niemców przepięknym strzałem łysą głową, wprawiając w ekstazę 90% mieszkańców Ziemii.

Zapewne jesteście ciekawi, w jakich okolicznościach poznałem niekwestionowaną gwiazdę światowej piłki? Cóż, jeszcze przyjdzie czas, by wam to wyjaśnić. Zresztą, w mojej opowieści nie to jest najważniejsze.

Najważniejsze, że kilka dni po otrzymaniu zaproszenia zameldowałem się w Sliwenie – rodzinnej miejscowości Yordana. Sliwen jest miastem średniej, jak na bułgarskie warunki, wielkości. Położone na południowym wschodzie kraju, u podnóża Bałkanów, słynie z rozwiniętego przemysłu włókienniczego oraz bardzo znanego burmistrza nazwiskiem... Lechkov. Tak, ten Lechkov. Yordan tutaj się urodził, tutaj rozpoczynał piłkarską karierę i nigdy nie zapomniał o swoich korzeniach. W wywiadach podkreślał przywiązanie do ukochanej, małej ojczyzny i zgodnie z zapowiedzią, po zakończeniu kariery zawodniczej powrócił do swego pierwszego klubu – Sliwenu 2000, w charakterze prezesa.

Drugoligowy Sliwen 2000 był, obok prężnie rozwijającego się włókiennictwa, największą chlubą miasta. To w strojach tego klubu biegali kiedyś po ligowych boiskach tacy zawodnicy jak Nikołaj Arabov, Stojan Kolev, czy wspominany już wielokrotnie Lechkov. Obecnie próżno było szukać w składzie drużyny reprezentantów kraju, ale ładny, 19-tysięczny stadion w połączeniu z dobrą bazą treningową i ubóstwianym przez kibiców prezesem sprawiały, że w przyszłość klubu patrzono z optymizmem. Wszystko zdawało się zmierzać w dobrym kierunku, ale nie dajcie się zwieść – pozory mylą...

* * *

Mój bułgarski przyjaciel nie próżnował i gdy tylko przekroczyłem próg jego domu, powitał mnie widok suto zastawionego stołu. Yordan rozlał, co miał rozlać i od razu wyłożył kawę na ławę:
- Słuchaj stary, nie będę owijał w bawełnę. Ściągnąłem cię tutaj, bo potrzebuję twojej pomocy. Czuję, że tylko ty jesteś w stanie wyciągnąć mnie z tego bagna, w jakie wpadłem.
- Cieszę się, że mnie doceniasz, ale sam dobrze wiesz, że od kilku lat nie bawię się w trenerkę i nie mam zamiaru do tego wracać. Jakoś nie ciągnie mnie na ławkę...
- W to akurat nie uwierzę. To tak jakbym powiedział, że nie mam ochoty wrócić na boisko i zagrać w meczu o stawkę. Natura ciągnie wilka do lasu, widzę, że tego chcesz. Zresztą, nie prosiłbym cię, gdybym nie miał ważnego powodu. Napij się, a ja opowiem w czym rzecz. Słyszałeś pewnie o ostatnich zabójstwach w bułgarskim futbolu?
- Słyszałem, ale chyba nie... Kto by chciał ciebie...? Przecież jesteś bohaterem narodowym, prezesem ukochanego klubu i burmistrzem rodzinnego miasta! Tutaj wszyscy noszą cię na rękach, w Sliwenie jesteś bogiem!
- Mafia nie patrzy na nazwiska, zwraca uwagę jedynie na stan swoich finansów. Jeśli uważasz, że polską piłką rządzą przestępcy, to zapraszam do Bułgarii. Pajęczyna mafijnych powiązań zrobiła się tak gęsta, że każdy doskonale wie o jej istnieniu, ale nikt nawet nie próbuje temu przeciwdziałać, bo byłaby to walka z wiatrakami. W końcu panowie z naszej słowiańskiej camorry postanowili położyć swoje brudne łapy na Sliwenie... Nie krępuj się, nalewaj!

Opowieść Yordana zaczynała mrozić krew w żyłach, więc musiałem się rozgrzać kolejnym kieliszkiem. I dodać sobie odwagi, bo przeczuwałem do czego zmierza słynny piłkarz.
- Oczywiście mafiozi trzymają w garści wszystkie krajowe zakłady bukmacherskie, w tym ten największy – Bet & Death. Ponieważ kursy na awans Sliwenu do pierwszej ligi są naprawdę atrakcyjne (nie oszukujmy się, potentatami nie jesteśmy), przemili członkowie tej nielegalnej bandy zdecydowali się postawić na nas spore pieniądze. A teraz żądają ode mnie, żebym doprowadził zespół do awansu, bo w przeciwnym razie... Sam wiesz. Dlatego, przez wzgląd na dawne czasy, chciałbym, żebyś został trenerem Sliwenu i pomógł mi spełnić ich żądania. Mam żonę, dzieci, psa – nie zostawiaj przyjaciela na lodzie!

Historia Lechkova poruszyła mnie do głębi, aż musiałem się napić. Oczyma wyobraźni widziałem rodzinę, płaczącą po stracie Yordana – wzorowego obywatela, czułego męża i opiekuńczego ojca. Serce mi się krajało, więc podjąłem jedyną słuszną decyzję. Taką, którą podjąłby każdy trzeźwo myślący człowiek:
- Nie ma mowy! Stary, lubię cię, ale bez przesady! Mam trenować zespół z nożem na gardle? Chyba lepiej, żeby chociaż jeden z naszej dwójki mógł dalej cieszyć się życiem? W razie czego, zaopiekuję się twoją rodziną, bez obaw.
- Napij się i pomyśl – czemu chcę powierzyć to zadanie właśnie tobie?
- Bo chcesz mnie pociągnąć do grobu wraz ze sobą?
- Ponieważ ogromnie cenię twoje umiejętności trenerskie. Nie znam nikogo, kto stosowałby tak nieszablonowe techniki motywacyjne i kto potrafiłby równie trafnie ocenić potencjał zawodników. Jeśli ktokolwiek jest w stanie wywindować Sliwen do ekstraklasy, to tylko ty. Poza tym, najczęściej zlecane są morderstwa prezesów, trenerzy zazwyczaj uchodzą z życiem.
- No nie wiem, nie wiem... - muszę przyznać, że słowa przyjaciela spełniły swoje zadanie, tzn. podłechtały moje ego i nieco mnie uspokoiły. A może była to sprawka alkoholu?
- Wiesz co, dokończ tę butelkę i wtedy powiesz mi, co zdecydowałeś. - zaproponował Lechkov.

Następnego dnia obudziłem się w nowej rzeczywistości. Po latach przerwy wróciłem na ławkę trenerską, by wywalczyć awans do pierwszej ligi z drużyną skazywaną na sromotną klęskę. Yordan miał rację – po cichu marzyłem o powrocie do menedżerki. A teraz byłem jak rekin, który poczuł krew. Pozostawało mieć nadzieję, że „krew” będzie tylko metaforą.

* * *

FM 2008, 8.0.2
Baza: Średnia
Ligi: Bułgaria (Grupa „B” i wyższe), Chorwacja (2. liga i wyższe), Rumunia (2. liga i wyższe), Serbia (1. liga i wyższe), Słowenia (2. liga i wyższe)
Klub: Sliwen

* * *

„Każda sytuacja ma swoje dobre strony” - zwykłem mawiać, gdy dopadały mnie kłopoty. Słowa te sprawdziły się nawet w Sliwenie. Dzięki temu, że naszym klubem „zaopiekowali” się gangsterzy, nie musiałem martwić się o budżet transferowy. Kwota 30 tysięcy euro nie była może oszałamiająca, ale jak na bułgarskie realia, całkiem przyzwoita. Poza tym, w swojej trenerskiej karierze najczęściej otrzymywałem okrągłe zero i zmuszony byłem szukać wolnych zawodników, więc warunki w Sliwenie wydały mi się iście luksusowe. Zanim jednak rzuciłem się w wir zakupów, zapoznałem się z obecnym składem zespołu.

Żaden z trzech bramkarzy nie zachwycił mnie swoimi umiejętnościami. Dotychczas numerem jeden był 30-letni Miroslav Markov, ale poza dobrymi warunkami fizycznymi nie posiadał zalet. Nieco bardziej spodobał mi się jego zmiennik, trzy lata młodszy Stoyko Yorgov, którym interesowało się podobno Beroe Stara Zagora. Najmłodszy golkiper – Yevgeni Karamanov może i miał potencjał, ale mnie nie przekonywał.

Obrona wyglądała całkiem ciekawie. Na lewej stronie mógł grać tylko jeden zawodnik, ale za to jaki! Vladimir Zafirov był talentem czystej wody – stosunkowo młody, świetny w odbiorze, zdeterminowany, szybki i pozytywnie agresywny. Takich ludzi było nam trzeba, widziałem w nim gwiazdę drugiej ligi.
Prawa defensywa prezentowała się równie okazale. 27-letni Vladislav Yamukov miał zadatki na wielkiego piłkarza i zamierzałem wycisnąć z niego cały talent, niczym sok z pomarańczy. Byłem w szoku, że tak wybitny gracz błąkał się po drugoligowych boiskach. Na jego następcę mógł wyrosnąć zdolny młodzian – Andrey Atanasov. Chłopak miał potencjał i znakomitego mentora.
O ile na poziom bocznych obrońców nie mogłem narzekać, o tyle środkowi trochę mnie rozczarowali. Stanislav Radev i Kostadin Stoyanov wyglądali przyzwoicie, ale obaj byli bardzo młodzi, podczas gdy na tej pozycji cenię sobie doświadczenie. To samo tyczyło się najsłabszego z grona środkowych defensorów – Georgia Georgieva.

Lewa pomoc należała do Stayko Staykova, chociaż był to typ szybkiego „jeźdźca bez głowy”. Dwudziestoletni Dobrin Kisyov mógł w przyszłości wygryźć ze składu starszego kolegę.
Na prawej flance operowali bardziej utalentowani zawodnicy – przede wszystkim Marin Tsenov. Niezły technicznie, silny mentalnie, z pierwszoligowym doświadczeniem, krótko mówiąc: istny skarb. Wypożyczony z Naftexu Burgas, Stoyko Kolev zapowiadał się na solidnego zmiennika.
Największy urodzaj był na środku. Duże nadzieje wiązałem z niedocenianym przez moich poprzedników Petarem Petrovem – błyskotliwym i przyzwoitym technicznie. Jego uzupełnieniem mógł być pracowity Kosta Yanev lub ofensywnie usposobiony Ivan Mitev. Słabiej prezentowali się Dimitar Andonov oraz filigranowy Vladimir Ivanov.

Zdaniem Valkova (mojego asystenta), najsłabszą formacją Sliwenu był atak. I faktycznie, poza najlepszym strzelcem ubiegłego sezonu – Miroslavem Mindevem (20 goli w 26 meczach), napastnicy nie przedstwiali sobą nic szczególnego. Dimo Bakalov był szybki, ale potwornie nieskuteczny, zaś Petar Rahnev nawet szybkością nie mógł się poszczycić.

Mając już pewne rozeznanie w temacie, ruszyłem do ofensywy transferowej.

O artykule
Kategoria: Kariery
Podkategoria: FM 2008
Dodano: 23.08.2009

Liczba wyświetleń: 2307

Średnia ocen: 5.83



Komentarze
jarekk
swietna robota czekam na karuzele transferowa :)
26 sierpnia 2009 22:45
megorasz
Zapowiada się bardzo ciekawie. Powodzenia w walce o awans :-)
28 sierpnia 2009 16:45
YOUdasz
Świetnie się czytało
29 sierpnia 2009 14:47


 


Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany!

© Centrum FM
Mapa serwisu