Nie jesteś zalogowany! Załóż konto już teraz!

Eduardo Flores (cz.1)

Tym razem podjąłem się trenerki w Atletico Madryt – klubie z tradycjami i ambicjami sięgającymi europejskich pucharów, a nawet tytułu mistrza kraju. W pierwszym sezonie mojej pracy na Estadio Vicente Calderón, zarząd zażądał bezpiecznej pozycji w lidze, więc nie uznałem tego zadania za trudne. Nie kupowałem zbyt wielu piłkarzy i nie szastałem pieniędzmi na lewo i prawo. Praktycznie cały okres przygotowawczy rozegrałem jednym składem, zmieniając tylko piłkarzy w 45. minucie. Raczej obyło się bez sensacji:

(W) Extremadura 0-0
(D) Sporting 2-3 [Nikolaidis, Ibagaza]
(W) Sanse 0-2 [Nikolaidis 2]
(W) Palencia 1-4 [Torres 3, Nikolaidis]
(W) Conquense 0-3 [Nikolaidis 3]

Tak w skrócie rozegrałem mecze towarzyskie. Byłem bardzo zadowolony z pracy moich napastników i pomocników, ale zawodziła defensywa. Po tych meczach kupiłem za 3,5 miliona euro Fernando Nino z Mallorki. Trzeba przyznać, że był to niesamowicie dobry zakup, stoper ten nie dawał nikomu dużego pola do popisu. To pozwoliło wykrystalizować pierwszą jedenastkę, która miała zagwarantować bezpieczną pozycję w lidze, a w miarę możliwości powalczyć o coś więcej. Skład wybrany przeze mnie wyglądał następująco:

Burgos - Contra, Lequi, Fernando Nino, Gaspar – Nano, Musampa, Ibagaza, Alvaro Novo - Nikolaidis, Fernando Torres (k)

Oczywiście wyjściowa jedenastka zmieniała się niejednokrotnie, ale to był szkielet, którego się trzymałem. Naszą taktyczną bronią miało być klasyczne ustawienie 4-4-2 z nieco defensywnym nastawieniem.

Na inaugurację sezonu pojechaliśmy do Pampeluny, gdzie czekała na nas miejscowa Osasuna. Przywitał nas stadion wypełniony po brzegi i zimna atmosfera. Prawdziwy chłód poczułem w 52. minucie, kiedy Ivan Rosado strzelił bramkę po pięknej akcji. Osasuna prawie trafiła do siatki Burogsa w 70. minucie, ale fantastycznie interweniował Fernando Nino. Szybka kontra i Juan Manuel Mateo fauluje Fernando Torresa w polu karnym. Sędzia podyktował jedenastkę i pożegnał brutala czerwoną kartką. Fernando Torres bezproblemowo wykorzystał jedenastkę. Dalej już nie było większej akcji i utrzymałem remis do końca. Uznałem ten wynik za dobry i zacząłem myśleć o kolejnym rywalu.

Było o czym myśleć, bo była to Valencia. Nie miałem w tym meczu za wiele do powiedzenia 0-1 i koniec zabawy. Trochę się tym wynikiem przejąłem, bowiem była to porażka u siebie, a przecież na własnym stadionie nie należało zbytnio rozdawać punktów rywalom. Później dopiero okazało się, że moi gracze są nieco chimeryczni i w zależności od aktualnej dyspozycji mogą wygrać z każdym i to zarówno u siebie, jak i na wyjeździe.

Kolejny mecz z Barceloną! Na Camp Nou przywitało mnie 100 tysięcy ryczących gardeł i deszczowa aura. Byłem w szoku, gdy Ariel Miguel Ibagaza strzelał swoją drugą bramkę dla Atletico. Barcelona nie miała potem już nic do powiedzenia. Zagraliśmy solidnie w obronie, co mnie bardzo ucieszyło. Również i kolejne wyniki pozwalały patrzeć z optymizmem w przyszłość. Remis na własnym stadionie z Betisem był dla nas przygrywką przed serią zwycięstw. Pierwsze z nich zapewniły trafienia Ibagazy i Nikolaidisa, dzięki czemu odprawiliśmy Albacete, znacznie awansując w ligowej tabeli. Ten sam duet napastników zapewnił wyjazdową wygraną 2-0 z Athletic Bilbao.

Po tych fantastycznych spotkaniach Atletico zajmowało drugą pozycję w lidze, tuż za Realem Madryt. Zarząd był zachwycony, ponieważ miałem zająć tylko pozycję w środku ligowej stawki. Sam też byłem wielce zadowolony, ale w meczu z Bilbao kontuzji doznał Nano i musiałem go zastąpić Rodrigo Fabrim - Brazylijczykiem z portugalskim paszportem.

Osobistym priorytetem w tym sezonie stało się zdobycie Pucharu Hiszpanii. Wiedziałem, że forma w lidze może odejść w jednej chwili. Potyczka z Cacereno, trzecioligową ekipą była bardzo sensacyjna. Strasznie wietrzna pogoda, stadion rywala i dwie bramki outsiderów w pierwszych 15. minutach dały mi niewyobrażalny lęk przed rozstaniem z Pucharem i to już w pierwszej rundzie. Humoru nie poprawiła mi nawet Valencia przegrywająca z Eibarem 1-0. Ustawiłem taktykę na bardziej ofensywną i opartą na pressingu, dało mi to gola na 1-2, którego strzelił Nikolaidis w 43. minucie po cudownym dośrodkowaniu Fabriego. Po przerwie zagraliśmy już o wiele pewniej i amatorzy nie mieli dużo do powiedzenie. Jeszcze jedna bramka Nikolaidisa z woleja, dwa piękne gole Torresa i strzał z rzutu wolnego Ibagazy, dały mi piękne zwycięstwo, a wspomniana Valencia odpadła z rozgrywek.

Następnie wróciłem do ligowego podwórka, na którym odnotowaliśmy trzy zwycięstwa: na wyjeździe z Racingiem Santander 0-1 i u siebie z Valadoid i Sarragosą 1-0 i 2-0. Świetnie dysponowany był Nikolaidis, który strzelał ile się dało. Potem przeszła przez mój zespół plaga kontuzji, co zmusiło mnie do sięgnięcia do rezerw. Przez to zremisowałem na wyjeździe z Mallorcą 0-0 i przegrałem u siebie na Vincente Calderon z Deportivo 0-1, następnie przyszła porażka 1-2 z Espanyolem na stadionie Lluis Companyis. Gdy myślałem, że gorzej być nie może, przyszło kolejne słabe spotkanie z Sevillą przegrane ponownie na naszym stadionie 2-3.

Wtedy to właśnie zrozumiałem czemu stawki na nasz zespół wynosiły 200/1. Spadliśmy na 13 miejsce i najwyraźniej trzeba było się szykować na ciężki sezon. Jak na złość w terminarzu pojawił się mecz z Realem Madryt i wcale nie było mi do śmiechu, bowiem wiedziałem, że nie jestem w stanie wygrać ani zremisować tego spotkania mocno rezerwowym składem. Na bramce postawiłem Sergio Sancheza, bo Burgos, który do tej pory był fantastycznie dysponowany, doznał kontuzji, która wyeliminowała go z gry na miesiąc! Na Santiago Bernabeu przywitało mnie 75 000 widzów. Na pewno nie lubili menedżera, który szkoli ich największych rywali. Atmosfera nie była zbyt miła, zwłaszcza gdy Michel Salgado na dzień dobry strzelił nam gola. Lepiej nie było. Miałem już wyobrażenia miny prezesa po tak dotkliwych derbach. W 28. minucie Raul postanowił pobawić się z moimi stoperami w kotka i myszkę, a Sergio Sanchez tylko odprowadził piłkę wzrokiem. Piłka w tym meczu rzeczywiście szukała Raula - 58. minuta i snajper Królewskich strzela już trzecią bramkę dla Realu. Fernando Torres ucieszył mnie, ośmieszając Francisco Pavona i trafiając do bramki Casilasa. Jednak pogrążył nas zmiennik Santiago Hernan Solari, strzelając dwie bramki i dobijając nas do końca. Mój rezerwowy bramkarz schodził z boiska z oceną 2. Nie wiem, czy to tragicznie, czy bardzo tragicznie. Do swojego notatnika dopisałem jednak kupno drugiego golkipera, który byłby lepszym zmiennikiem.

Prezes nie był zły. Chciałem mu to jakoś wynagrodzić, ale dwa remisy u siebie z Sociedad 3-3 i z Villareal 1-1 nie były odpowiednią rekompensatą. Humor poprawił mi mecz rozgrywany w ramach Pucharu Hiszpanii z trzecioligowym Badajoz, ale zwycięstwo 1-0 to na pewno nie było to, na co czekałem. Tym bardziej, że wygraliśmy po samobóju, ale było zwycięstwo, jest awans do trzeciej rundy… jest ok.

W lidze ponownie zanotowaliśmy remis, tym razem na wyjeździe z Malagą 2-2. Trzeba jednak przyznać, że zwycięstwa – choć do tej pory były rzadkością – jak już się trafiały, to z nie byle kim. Odczuła to Celta Vigo, która po trafieniu Nikolaidisa z karnego w 54. minucie, musiała pogodzić się ze stratą punktów na własnym terenie. Mogło być jeszcze więcej, bo rozegraliśmy bardzo dobre spotkanie, cały czas stwarzając sobie dogodne sytuacje.

Ponownie graliśmy w Pucharze Hiszpanii, który obiecywałem sobie wygrać. W trzeciej rundzie czekała nas potyczka z Tenerife. Pierwszy mecz u nich udało nam się wygrać 2-1 po bramkach Torresa i Musampy. Jeszcze szybkie zwycięstwo z Murcią 3-0 w Madrycie, a zaraz po nim zremisowany rewanż z Tenerife u siebie 2-2. Ponownie mieliśmy szczęście w losowaniu, wpadliśmy na Cordobę i zamierzałem wygrać pewnie. Na wyjeździe jednak przegraliśmy po zażartym boju 3-4, a u siebie… sensacja, porażka 0-2. Wolę nie komentować tego spotkania. Przygoda z Pucharem Hiszpanii skończona, dlatego nie pozostało nic innego, jak skoncentrować się na lidze, gdzie - mimo skromniejszych wymagań ze strony zarządu - chciałem zająć miejsce premiowane grą w europejskich pucharach.

Tym razem na Estadio Mestalla stanęliśmy oko w oko z Valencią. W pechowym meczu z Cordobą straciłem mózg drużyny, a więc Ibagazę i to na 3 miesiące. Jego miejsce zajął Jose Maria Movilla, ale jako że prezentował się strasznie słabo, to w przeciągu tych trzech miesięcy dosyć często korzystałem z usług innych piłkarzy grających na tej pozycji. Plan zakładał wywiezienie z konfrontacji z Valencią przynajmniej jednego punktu. Dlatego też ustawiłem się defensywnie i czekałem na obrót spraw. Valencia grała jakoś niepewnie, ich ataki rozbijały się to o Fernando Nino, to o Garcię Calvo, który zmienił na stałe Gaspara. W 35. minucie gola strzelił Kizito Musampa pięknym strzałem z rzutu wolnego. Pierwsze ostrzeżenie dla gospodarzy zostało zignorowane, Valencia nadal grała bez polotu, na czym w 73. minucie skorzystał Nikolaidis. Zaledwie dwie minuty później Daniel Albelda zakończył udział w tym spotkaniu ze względu na kontuzję. Tymczasem szturm na bramkę Valencii trwał w najlepsze, a jego zwieńczeniem było trafienie Fernando Torresa z 78. minuty. Hiszpan dobił rywali potężnym uderzeniem zza pola karnego. Canizares zobaczył piłkę dopiero wtedy, gdy ta zatrzepotała w siatce. Pewne zwycięstwo 3-0 i moja drużyna wraca do domu w glorii zwycięzców.

Następnie wygraliśmy 4-0 u siebie z Osasuną, zremisowaliśmy 1-1 z Betisem na ich stadionie i przegraliśmy na Vincente Calderon z Barceloną 0-1. Po serii kiepskich wyników przyszedł okres znacznie lepszej gry, dzięki czemu wyciąg z terminarza wzbogacił się o następujące wyniki:

(W) Albacete 2-0 [Torres, Nikolaidis]
(D) Bilbao 2-0 [Torres, Nikolaidis]
(W) Sarragosa 0-0

W tym czasie do bramki rywali często strzelali Nikolaidis i Torres. Dlatego po meczu Athletic Bilbao obydwaj wysunęli się na dwa pierwsze miejsca w klasyfikacji strzelców. Nikolaidis miał najlepszą średnią ocenę w lidze, co też bardzo mnie cieszyło. W międzyczasie polowałem na graczy z kończącymi się kontraktami. Problemem okazał się limit obcokrajowców. W składzie Atletico miałem aż sześciu piłkarzy, którzy nie byli z Unii Europejskiej. To zasadniczo ograniczało pole manewru w kontekście przyszłych wzmocnień. Tym bardziej, że dwóch zostało wypożyczonych i nie mogłem ich sprzedać, ale za to czterech z podstawowego składu natychmiast odprawiłem do innych klubów. Na szczęście udało mi się upolować niezłych graczy z kończącymi się kontraktami, ale o tym opowiem w kolejnej części.

Sezon powoli dobiegał końca. Zostało 12 kolejek i wiedziałem, że o Ligę Mistrzów nie ma co walczyć, ale w strefie Pucharu UEFA było bardzo ciasno. Potrzeba nam było wielu dobrych spotkań, aby móc się cieszyć z Pucharu UEFA. Tyle, że kolejne potyczki nie wyszły dobrze i zaczynałem się obawiać:

(D) Santander 0-0
(W) Valadoid 1-2[Nikolaidis]
(D) Mallorca 5-0 [Torres 2, Musampa 2, Nikolaidis]

Dopiero ostatnie spotkanie dodało mi otuchy i pewności siebie. Byliśmy na 7. miejscu, co oznaczało strefę Pucharu Intertoto, ale mi zależało na innych rozgrywkach kontynentalnych. Do końca pozostawało jeszcze kilka trudnych spotkań. W pierwszym z nich zanotowaliśmy porażkę 3-4 na wyjeździe z Deportivo - mecz przegrany, ale byłem dumny z moich piłkarzy. Dwa gole Torresa, jedno trafienie Nikolaidisa i… czerwona kartka Garcii Calvo, który zaprzepaścił nasze szanse na punkty. Nie byłem na niego zły i zrozumiałem tę frustrację.

Do rozegrania pozostał jeszcze mecz z Sevillą na wyjeździe, który okazał się dla nas niezwykle udany. Zwycięstwo 3-1 znacząco upewniło nas w przekonaniu, że udział w Pucharze UEFA jest do osiągnięcia. Nadchodził mecz sezonu Atletico Madryt - Real Madryt. Tym razem szykowałem się na ten pojedynek - chciałem wygrać, mimo że Real prowadził w lidze, a ja byłem dopiero szósty. Królewscy grali pewnie, jednak tym razem zdecydowałem się na defensywne ustawienie 5-3-2 libero, dzięki któremu długo utrzymywaliśmy bezbramkowy remis. Real naciskał, ale ja się broniłem. Moje ataki były proste i bezskuteczne, to Michel Salgado, to Francisco Pavon przerywali akcje. Obraz gry utrzymywał się i nie byłem zadowolony, gdyż w każdej chwili Królewscy mogli nam strzelić gola. Nerwy puściły mi, gdy Garcia Calvo faulował Raula w polu karnym. Szok był jeszcze większy, gdy Zidane przestrzelił karnego. Musieliśmy to wykorzystać - ustawiłem zespół ostrożnie ofensywnie i zacząłem naciskać. W 87. minucie mój grecki supersnajper Nikolaidis minął Salgado, Helguerę, a potem Casilasa. Strzał do pustej bramki był formalnością. Gol i nie było mowy o odrobieniu strat. Trzy punkty trafiły do nas!

Dalsze mecze nie były proste, a wciąż nie było pewne czy zagramy w Pucharze UEFA. Do tych spotkań podszedłem poważnie, ale nie wszystkie udało się wygrać:

(D) Espanyol 1-0 [Torres]
(W) Sociedad 2-3 [Torres, Nikolaidis]
(D) Celta 1-2 [Torres]
(W) Villareal 2-2[Nikolaidis 2]

Przegrane w fatalny sposób mecze skutkowały emocjonującą końcówką sezonu. Trzeba mi było dwóch zwycięstw, aby bez oglądania się na rywali zakwalifikować się do Pucharu UEFA. Pierwszy mecz u siebie z Malagą wygraliśmy 3-2, a zwycięstwo zapewnił jak zwykle duet Torres Nikolaidis. Ostatni mecz sezonu był już tylko formalnością. Pewnie ograliśmy Murcię 3-0, a zwycięstwo ponownie zagwarantowali: Nikolaidis, zdobywając w tym spotkaniu dwie bramki, i Fernando Torres.

W ostatecznym rozrachunku zająłem piąte miejsce. Teraz przyszedł czas na rozliczenia z piłkarzami. Kontraktu nie otrzymał Burgos, a z kilkoma trenerami nie udało się ich przedłużyć. Atletico czekało zatem kilka roszad personalnych, ale o tym powiem dokładnie w następnej części, w której opiszę mój podbój Europy.

Do zobaczenia!

O artykule
Kategoria: Kariery
Podkategoria: CM 03/04
Dodano: 07.09.2009

Liczba wyświetleń: 1965

Średnia ocen: 5.20

O autorze
Nick: Patrykos
Napisanych artykułów: 1



Komentarze
vv0ytekk
Interesujący opek ;) Z uwagii uwielbienia do tej części, będę śledził to opowiadanie :) Pozdrrawiam :)
16 września 2009 7:32
Piter1981
fajnie, że ktoś jeszcze gra w wersje 03/04 :)
nawiązując do porównań między FM 08,09 a seria CM wczoraj nastąpiło u mnie"Przemęczenie " FM i odpaliłem 03
czekam na 2ga część życzę powodzenia!!
p.s. czy ktoś wie gdzie znaleźć uaktualnienia do CM 03/04?
z góry dzięki za info
24 października 2009 14:57
Patrykos
Niedługo ukaże się druga część.
16 kwietnia 2010 13:25


 


Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany!

© Centrum FM
Mapa serwisu

statystyka