Nie jesteś zalogowany! Załóż konto już teraz!

Bułgarski pościg (cz.2)

„Chcesz poprawić sobie humor? Idź na zakupy!” - tak mogłaby brzmieć nie tylko jedna z porad w magazynie dla kobiet, ale też złota myśl menedżera piłkarskiego. W przeszłości uwielbiałem tworzyć autorskie składy, lecz tym razem przyszło mi pracować na wyjątkowo wrażliwym organizmie, więc musiałem unikać gwałtownych ruchów transferowych. Mimo to, kilka pozycji wymagało natychmiastowego wzmocnienia, np. lewa obrona. Zafirov umiejętności miał nieprzeciętne, jednak w zespole brakowało jego zmiennika. Idealnie nadawał się do tej roli 31-letni Todor Yonov – duże, pierwszoligowe doświadczenie popierał determinacją, agresywnością i walecznością. Nie było dyskusji, musiałem mieć go w swoim składzie. Szybko dopiąłem swego, gdyż Yonov dostępny był z wolnego transferu, a ponieważ wyrażał sporą chęć gry w barwach Sliwenu, negocjacje zakończyły się pomyślnie.

„Przydałby się jeszcze jakiś solidny środkowy obrońca” - pomyślałem. Ani się obejrzałem, a do klubu zgłosili się działacze Dinama Bukareszt, proponując wypożyczenie swojego wychowanka - Andreia Nitu. Chłopak miał zaledwie 20 lat, ale imponował siłą i wytrzymałością, ponadto dobrze krył i świetnie grał głową. Nie wahałem się długo – młody Rumun miał zostać z nami do końca sezonu. „Przydałby się nowy samochód, willa na południu Francji i gofry z jagodami” - pomyślałem. Tym razem nie poskutkowało...

Gdy defensywa została skompletowana, zacząłem zastanawiać się nad wzmocnieniem drugiej linii. W tym wypadku obrałem kurs słoweński, gdyż moją uwagę przykuli dwaj pomocnicy z tego niewielkiego, alpejskiego państwa. Zadatki na boga lewej flanki miał Robert Najdenov – dobry technicznie, kreatywny i pracowity, a do tego… darmowy! Dwudziestosześciolatek z powodzeniem występował do tej pory w słoweńskiej ekstraklasie, ostatnio tułał się po boiskach Austrii, więc w Bułgarii też powinien dać sobie radę.

Drugim nowym nabytkiem rodem ze Słowenii był Robert Pevec - ofensywny środkowy pomocnik o wielkim potencjale. Występy w młodzieżowej reprezentacji nie biorą się przecież znikąd. Z Najdenovem łączy go nie tylko imię i narodowość, ale też fakt, że w poprzednim sezonie bronił barw austriackiego Bleiburga. I też był wolnym zawodnikiem, więc na razie nie wydałem ani grosza.

Atak bezwzględnie wymagał korekt, poza Mindevem, w Sliwenie nie występował żaden klasowy napastnik. Takim bez wątpienia był 25- letni Rumun, Christian Tudor. Kiedy zobaczyłem, co ten chłopak wyczynia z piłką, zakochałem się. Błyskotliwość, zwinność, technika – mocne strony Tudora można by mnożyć. Niegdyś gwiazda mołdawskiego Sheriffa Tiraspol, później gracz rosyjskiej ekstraklasy w barwach Ałanii Władykaukaz i FK Moskwa. Teraz był dostępny za 0 euro, więc wystarczyło, by zaakceptował kontrakt i należał do nas! Moja radość była ogromna, ale czy można się temu dziwić? Przecież właśnie ściągnąłem do zespołu rumuńskiego Ronaldo!

Nasza nowa gwiazda potrzebowała godnego partnera w napadzie i takim miał być Georgi Stoyanov. Widziałem w nim duży potencjał, dlatego nie zawahałem się wypłacić 16 tysięcy euro klubowi Widima-Rakowski, w którym Georgi grał do tej pory.

To oznaczało, że po sprowadzeniu sześciu nowych piłkarzy, wciąż miałem w kasie 16 tysięcy. Do szczęścia brakowało mi jedynie dobrego bramkarza – wydawało się, że znalezienie takowego nie będzie problemem. I tu się pomyliłem. Tani, dobry i pochodzący z Unii Europejskiej golkiper? Ten gatunek chyba jest na wymarciu. Co prawda w oko wpadł mi Nigeryjczyk z bułgarskim paszportem – Omar Yousouf Belo, ale Riłski Sportist żądał za niego tak astronomicznych sum, że z transferu nic nie wyszło. Okienko transferowe zostało zamknięte, a ja musiałem zadowolić się tymi bramkarzami, którzy byli już w składzie Sliwenu. Mimo to, mercato uznałem za udane.

Jeszcze zanim skończyłem uzupełnianie kadry, rozpoczęliśmy serię meczów sparingowych. Już na samym początku gościł u nas nie byle jaki przeciwnik, bo Juventus. Wprawdzie ten z Bukaresztu, ale spore grono kibiców łyknęło przynętę i nieświadomie przybyło na stadion, by podziwiać Del Piero, Buffona i Nedveda w akcji. Piłkarzom z Rumunii wychodzącym na murawę musiało być przykro, gdy usłyszeli głośne okrzyki w stylu: „oszukali nas, banda złodziei!”. No cóż, od tej pory fani Sliwenu wiedzieli, że należy czytać również to, co jest napisane drobnym drukiem.

Zawodnikom Juventusu daleko było do włoskiej „Starej Damy”. Słabość rywali obnażył w 28. minucie Stayko Staykov. Lewy pomocnik chciał dośrodkować, ale piłka, zamiast trafić na głowę któregoś z napastników, wpadła do bramki zaskoczonego Ilie. Gol zupełnie przypadkowy, bezlitośnie udowodnił, że bramki gości nie strzeże Gianluigi Buffon.

Mimo eksperymentalnego ustawienia i wielu roszad w drugiej połowie, zdobyliśmy jeszcze jedną bramkę. Środkowy obrońca Georgiev zapędził się pod pole karne Juventusu i mocnym strzałem ustalił wynik spotkania. Pewne zwycięstwo w debiucie zawsze cieszy – nawet, jeśli jest to tylko mecz towarzyski.

Mecz towarzyski
Sliwen – Juventus Bukareszt 2:0 (1:0)

28'- Staykov
88'- Georgiev

MoM: Staykov (8)
Widownia: 150

Zauważyłem, że w loży VIP-ów zasiada osobnik o dość podejrzanej aparycji – podejrzewałem, że ten zarośnięty brunet w ciemnych okularach i skórzanej kurtce mógł maczać palce w „aferze bukmacherskiej”, ale nie podejmowałem tego tematu w rozmowach z Yordanem. Chciałem wiedzieć jak najmniej na temat grasującej w klubie mafii, unikając w ten sposób dodatkowego stresu, który i tak miał mi towarzyszyć przez cały nadchodzący sezon. Na razie herbatka z melisą wystarczała, by normalnie funkcjonować i miałem nadzieję, że nie będę zmuszony sięgać po mocniejsze środki uspokajające. Opróżniłem więc kolejną filiżankę i mogłem pokierować zespołem w sparingu z pierwszoligowym Beroe.

Biorąc pod uwagę klasę przeciwnika, mecz był zaskakująco wyrównany. Moi chłopcy dzielnie stawiali czoła wyżej sklasyfikowanemu rywalowi i aż do 41. minuty zachowywali czyste konto. Dopiero Milcho Tanev zdołał pokonać naszego bramkarza, oddając zaskakujący, płaski strzał zza pola karnego.

Schodząc do szatni nieopatrznie zerknąłem w stronę loży vipów i to był błąd. Mimo krótkowzroczności nie miałem problemów z dostrzeżeniem wyrazu niezadowolenia na twarzy tajemniczego „vipa”. Siedział ze zwieszoną głową, posępny niczym kruk i wysyłał sms-a, prawdopodobnie zawiadamiając resztę czarnego stada o coraz większym wycieńczeniu upatrzonej ofiary. Jeśli złowieszcze ptaszyska liczyły na rychłą wyżerkę, musiały obejść się smakiem.

Podnieśliśmy się z kolan na samym początku drugiej połowy – Rahnev wykorzystał dobre podanie Miteva i pewnym uderzeniem posłał piłkę tuż pod poprzeczkę. Natarczywe krakanie zdawało się oddalać, a całkowicie umilkło w doliczonym czasie gry, kiedy Staykov zauważył nie najlepsze ustawienie golkipera gości i pokusił się o efektowny strzał, zapewniając nam zwycięstwo.

Na trybunach nie było już żadnego przedstawiciela mafijnej ornitofauny – widziałem tylko zadowolonych kibiców, wymachujących czerwonymi szalikami. I taki widok zdecydowanie bardziej mi odpowiadał.

Mecz towarzyski
Sliwen – Beroe 2:1 (0:1)

41'- Tanev (0:1)
53'- Rahnev (1:1)
90'- Staykov (2:1)

MoM: Staykov (8)
Widownia: 354

O artykule
Kategoria: Kariery
Podkategoria: FM 2008
Dodano: 26.09.2009

Liczba wyświetleń: 1536

Średnia ocen: 5.75



Komentarze
megorasz
Gratuluję wygranych dwóch pierwszych meczów :-) czekamy na początek sezonu. Oby mafia Cię nie dorwała ;-) Forza Sliwen! ;-)
27 września 2009 11:07
Dr.Strange
Pierwsze sparingi in plus. Bardzo lubię to opowiadanie i czekam na kolejne części :)
27 września 2009 14:52
Roin
Liga bułgarska to niezłe wyzwanie, oby dobra forma ze sparingów przeniosła się na ligowe podboje
3 października 2009 10:56
jarekk
czekam na nowa czesc :) , szkoda ze bramkarza nie podpisales :P
8 października 2009 23:33


 


Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany!

© Centrum FM
Mapa serwisu