Zbawienie czy stagnacja - nowe oblicze Atletico de Madryt (cz.1)
W stacji CANAR- dużą popularnością cieszył się program SPORT-, w którym jak to zwykle bywa dominował futbol. Był czerwiec 2005, a gdyby rok temu ktoś mi powiedział, że wezmę udział w tym programie jako gość to bym mu kazał chyba policzyć ziarenka piasku w Ustce, jak mu się nudzi. Ale fakt był faktem, po zakończonym sezonie 2004/05 zawitałem do studia, w którym ugościli mnie Tomasz Smok-ovski i Andrew Twarożek. Jak zwykle czołówka poleciała i nagle zaczęli mi zadawać pytania, a ja początkowo nie wiedziałem co się dzieje i co ja w ogóle tutaj robię.
Smok-ovski: Dobry wieczór państwu, witamy w specjalnym wydaniu magazynu Sport-. Naszym gościem jest trener Atletico Madryt, pan Piotr Wilczyński. Dobry wieczór panie trenerze
PW(czyli ja): Dobry wieczór
Smok-ovski: Panie trenerze, sezon się zakończył, plany na najbliższy już zapewne są, ale... niewielu kibiców w Polsce wie, jak to się w zasadzie stało, że został pan trenerem słynnego Atletico?
PW: Niegdyś z Enrique Cerezo , prezesem madryckiego klubu, nie łączyło mnie niemal nic poza jednym telefonem. Kiedyś bowiem Jose, mój przyjaciel z Valencii, jeszcze ze starych dobrych czasów stażu w Levante, skontaktował mnie z nim po meczu Levante – Atletico, kiedy to gospodarze dostali srogie lanie 0:3 w towarzyskim meczu na Nou Estadi. Cerezo bowiem chciał mi zakomunikować, że jeśli już mam się uczyć trenerki, to nie w tak słabym klubie i proponowałby mi wyjazd na wschód. Nie dziwne, że go wówczas nie polubiłem. Sytuacja nieco się zmieniła na początku czerwca 2004. Oto bowiem Jose zaprosił mnie do siebie na wakacje, a że akurat Dinamo Zagrzeb(w którym kończyłem kolejny staż) zamknęło sezon, nie wahałem się ani chwili. Któregoś dnia po imprezie poszliśmy na spacer po Valencii. Krótka rozmowa z hiszpańskim kumplem wyglądała mniej więcej tak: on do mnie, że w Atletico polecą głowy, jeśli odpadną z Intertoto, a ja że fajnie i co z tego. Na co Jose odparł, że nie zdziwiłby się gdyby prezes zadzwonił do mnie, bo będzie szukał kogoś spoza hiszpańskiego środowiska, najlepiej młodego i nieznanego szerszej publiczności coacha. Gdy niemal zaśmiałem mu się prosto w twarz, odparł: ”Dobra dobra, wspomnisz moje słowa”
I wspomniałem bo oto w lipcu rozpoczęły się rozgrywki Intertoto. Atletico się po prostu skompromitowało przegrywając w nich ze Slovanem Liberec 0:0 i 1:2. Pomyślałem : ‘hehe, no to mamy wpadkę zobaczymy co dalej’. Dalej odezwała się moja komórka, w której usłyszałem jakże odmieniony głos pana Cerezo. Co było dalej – wszyscy wiedzą, parę dni potem już byłem trenerem jednego z najsłynniejszych hiszpańskich klubów! Choć sercem jestem z Barceloną, to jednak moje losy splotły się z losami Club Atletico de Madrid.
Twarożek: Chyba to co zastał pan na Vicente Calderon nie napawało optymizmem?
PW: Tak to prawda, krótki przegląd sytuacji jakiego dokonałem od razu po przyjściu nie napawał mnie zbytnim optymizmem – szczerze mówiąc nie dziwiłem się czemu drużyna odpadła z Intertoto. Po kolei:
BRAMKA – tu w zasadzie istniał tylko Leo Franco, Aragoneses po prostu mnie zadziwiał wyszkoleniem technicznym i beznadziejną koncentracją. Jak można było to nie obronił, jak nie dało się to wyjmował najcięższe piłki. Do poprawki.
OBRONA – masakra! Aguilera i Santi lata świetności już dawno mieli za sobą, Garcia Calvo nie za bardzo się nadawał na lidera formacji, a jedyni, którym nie można było nic zarzucić to Pablo i Antonio Lopez (choć i ci mocno przeciętni)
POMOC – skrzydło lewe: Nano i Musampa, jakoś ujdzie. Skrzydło prawe: Novo i Paunović. Powiedzmy... Środek: Luccin, Colsa, Ibagaza i Sosa, od biedy Simeone. Tu koniecznie trzeba było zmiennika dla Ibagazy i dobrego na pozycję defensywnego
ATAK – Torres, gwiazda nr 1. Salva, wypożyczony z Valencii jako partner do gry w ataku dla naszego snajpera. I... I nikogo więcej, w tym problem! Dysponowałem DWOMA napastnikami!
Smok-ovski: No właśnie, miał pan dwójkę napastników i zdecydował się pan zakupić Xisco z Villarreal. Pamiętam co napisała wtedy ‘Marca’, że ”Cerezo gratulujemy trenera”.
PW: Tak, Xisco nie cieszył się zbytnim zaufaniem ani sympatią tak klubu, jak i kibiców i pozbyto się go bez żalu, a że wydałem na niego około 6 milionów Euro to tylko ich ucieszyło.
Twarożek: Ale szczęka musiała im opaść jak Xisco zdobył 19 goli w lidze?
PW.: Oczywiście, dla mnie to była tym większa satysfakcja, bo chłopak strzelił tylko 5 goli mniej niż Fernando Torres. To było jedno z trzech moich odkryć transferowych
Smok-ovski: A dwa pozostałe to ma pan na myśli kogo?
PW: Kranjcar to raz i Paulsen Hangeland to dwa. Pierwszego z nich kupiłem w charakterze zmiennika Ibagazy, no to, co widziałem za czasów stażu w Dinamie, to, co ten chłopak wyprawiał na treningach to mnie po prostu zdumiało. Genialne podanie, nienaganna technika – tego nam było trzeba! I jak się okazało, nie tylko miałem nosa, ale również Niko wygryzł na pewien czas ze składu Ibagazę! 10 bramek w lidze naprawdę robi wrażenie, jak na pomocnika. To więcej niż miał czołowy strzelec zdegradowanej Numancii!
Twarożek: O Kranjcarze w trakcie sezonu powiedział pan już sporo, a niech nam pan przybliży skąd w ogóle wziął się w zespole Brede Paulsen Hangeland?
PW: Moi skauci wypatrzyli go w Norwegii wraz z Mariusem Johnsenem. Obydwaj trafili do nas w zimie, ale z dwiema zupełnie różnymi rolami. Drugi z nich miał się ogrywać w drużynie B, by za sezon-dwa być dobrym zmiennikiem Antonio Lopeza, czy też na skrzydle Nano, względnie Musampy. Natomiast Brede miał być zmiennikiem na środku pola, bo w tym okresie tę pozycję w klubie trapiły kontuzje. Okazał się na tyle skutecznym w destrukcji, że ofensywni pomocnicy rywali nie mieli przy nim życia.
Smok-ovski: Panie trenerze, co spowodowało, że ściągnął pan do Atletico Christiana Panucciego? Ten obrońca miał już sporo lat na karku, a grał w niezachwycającej swą formą Romie...
PW: Panie redaktorze – nie ocenia się piłkarza przez pryzmat całej ekipy. Nam był potrzebny dobry, prawy obrońca, bo jak się niestety okazało w trakcie jesieni, jedyny na tej pozycji Velasco był za słaby i miewał katastrofalne wahania formy. Potrzebowałem doświadczonego obrońcy, by był w stanie uspokoić grę drużyny, bo oprócz tego, że strzelaliśmy mnóstwo goli, również sporo ich traciliśmy. Najbardziej wkurzające to było w meczach, praktycznie już wygranych, z Levante na wyjeździe i z Sevillą na Vicente Calderon, przed świętami Bożego Narodzenia. Mieliśmy ich w garści, wygrywaliśmy 1:0...i oba mecze przegraliśmy 1:2. Trzeba było coś z tym zrobić, a Panucci już kiedyś grał w Hiszpanii, więc zaufałem mu... Nie przeliczyłem się
Smok-ovski: No dobrze, ale nie zawodziła tylko obrona...
PW: Owszem, bo poza obroną ostre słowa dostawały się Leo Franco. Chłopak mnie dobijał, po genialnym występie z Espanyolem na początku roku, gdzie uratował nam 2:0, a obronił chyba z 15 strzałów rywali, w następnych spotkaniach każdy celny strzał rywali to była bramka! Ogólnie mieliśmy przecież taką serię, że w trzech kolejnych meczach sześć kolejnych strzałów rywali to były gole! Najpierw z Realem 0:3, potem z Malagą 6:2, a na końcu z Albacete 1:1. Początek roku był w miarę, a potem skończyliśmy styczeń takimi właśnie wynikami! Spadliśmy wtedy chyba na 9 miejsce i stwierdziłem: Dosyć tego, ściągamy bramkarza.
Twarożek: No i wybór golkipera Fulham, van der Sara, był dość zaskakujący bo przecież trzeba mu było sporo płacić, a gwarancji na formę żadnych... Do tego ściągnął go pan w trybie awaryjnym na dwa dni przed końcem okienka transferowego...
PW: Owszem, ale to była najlepsza moja pochopna decyzja, jaką w życiu podjąłem. Edwin do końca sezonu nie oddał miejsca w bramce, bronił naprawdę dobrze, zdarzały mu się naprawdę nieliczne błędy i wielokrotnie nas ratował przed utratą goli...
Smok-ovski: A nie lepiej było w ramach lokalnego patriotyzmu ściągnąć Jurka Dudka??
PW: Jurka bardzo cenię i szanuję, ale on niestety nie figuruje w moich planach z prostej przyczyny: Liverpool żądał za niego ponad 10milionów Euro, za Van der Sara dałem około 4. Nie stać mnie było po prostu
Smok-ovski: Dobrze, więc zostawmy Jurka w spokoju, chyba sam Andrzej (zwrot do A.T.) wiesz ile angielskie gazety się rozpisują, kto to ma nie przyjść na jego miejsce.
Twarożek: Tak, pojawiały się już nazwiska Canizaresa, ponoć nawet Jose Reiny z Villarreal... Zostawmy go.
Smok-ovski: Dobrze, kontynuując naszą rozmowę o piłkarzach przybyłych do Atletico w trakcie sezonu: słów kilka o Danielu Bierofce. Leverkusen oddało go bez żalu, za marne kilkaset tysięcy Euro, a tymczasem w ekipie z Vicente Calderon sporo namieszał i nawet parę razy trafił do jedenastki kolejki...
PW: Tak, ale ja bym się nad nim aż tak nie zachwycał. Owszem, porządnej klasy piłkarz, ale wiązałem z nim dużo większe nadzieje, a to, co pokazał niestety stawia go w gronie mocno przeciętnych, choć solidnych graczy.
Smok-ovski: W trakcie sezonu jakoś niespecjalnie udzielał pan wywiadów, czy to dlatego, że nie lubi pan mediów?
PW: Nie, po prostu jestem jeszcze za dużym żółtodziobem w Primera Liga by udzielać się w prasie.
Smok-ovski: Ale po chwili triumfu nad trzecim w tabeli Betisem nie mógł pan się powstrzymać od paru cierpkich słów.
PW: Drużyna była wtedy na fali. Nie wspomniał pan o tym, że to 4:0 nad rywalem z Sewilli miało miejsce po 9:0 na Calderon, które zaaplikowaliśmy Athletic Bilbao.
Smok-ovski: Tak, racja. Pamiętam, bo komentowałem ten mecz z Mirosławem Trzeciakiem i żartowaliśmy wtedy, że Salva który wszedł na boisko po przerwie stwierdził, że nie będzie gorszy od Torresa i Xisco i też sobie strzeli 3 gole .
PW: Też mu to powiedziałem w szatni, ale wracając do tematu: owszem, trochę mi wtedy odbiła palma, bo wznieśliśmy się na 5 miejsce i do innego klubu z Andaluzji, Sevilli, traciliśmy już tylko 4 punkty a myślałem, że będziemy tracić 7... Wątpiłem w możliwość wygrania tego meczu, ale chłopaki pokazali, na co ich stać. No a Serra Ferrer dobrze zareagował na moje ataki w prasie, potem się przeprosiliśmy i teraz jest ok.
Twarożek: Proponuję teraz małą zgadywankę dla pana trenera. 1:3 i 0:5 – czy te dwa wyniki ustawione pod rząd coś panu mówią?
PW: Heh, niestety mówią. Pierwszy to odpadnięcie z Copa Del Rey, w żałosnym stylu z Almerią. Następny to kolejny mecz ligowy z Osasuną na wyjeździe, i wtedy stwierdziłem, że sięgnęliśmy dna. Po meczu kazałem Leo Franco zapłacić grzywnę dwutygodniową, bo te dwa mecze ewidentnie zawalił. Od dna odbiliśmy się na chwilę, wygrywając 4 mecze pod rząd no, ale potem te wspomniane 1:2 z Levante i Sevillą...
Smok-ovski: Zapewne o te mecze najbardziej ma pretensje do zawodników...
PW: Dziwnym nie jest...
Twarożek: Czy kiedykolwiek w tym sezonie miał pan jakąś poważniejszą rozmowę z zarządem? Wie pan, co mam na myśli...
PW: Domyślam się, ale chyba nie. Miałem natomiast chwile, w których sam chciałem odejść. Między innymi po meczu z Barceloną, przegranym na Nou Camp 1:4. Wtedy znowu wypadliśmy poza strefę pucharową no i cóż... Poszedłem wtedy do pana Cerezo i powiedziałem: ‘Mam dość, odchodzę’. Ale ten, i to autentycznie miało miejsce, walnął mnie w tył głowy i powiedział: ‘ Ani mi się waż! Zostajesz, daję Ci kasę na wzmocnienia i możliwość pracy w następnych latach. Tylko ja mam prawo Cię zwolnić’. Solidny cios, ale pomógł. Choć byłem nieco przybity, to jednak zaraz odzyskałem humor. Następne mecze wygraliśmy przecież 2:0 z Mallorcą i 6:0 z Getafe u siebie, więc wróciliśmy do batalii o 4 miejsce.
Twarożek: Ale szanse na obejście Sevilli czy Valencii, czy choćby Villarrealu były iluzoryczne, zwłaszcza jeśli spojrzeć na bilans spotkań z tymi drużynami. O, popatrzmy( w tym momencie na monitorze ukazała się plansza z wynikami meczów). Atletico - Sevilla 1:2 i 3:3, Atletico - Valencia 2:3 i 1:1 i Atletico - Villarreal 4:1 i 1:2. Na 18 pkt. z bezpośrednimi rywalami ugrał pan zaledwie... 5.
PW: No niestety, drużyna jeszcze była w fazie tworzenia, miała duże wahania formy i niestety na niektóre mecze przypadała forma wyższa, a na niektóre niższa. Teraz bardziej zgrana i doświadczona, jestem pewien że ugrałaby co najmniej 5-6 punktów więcej.
Smok-ovski: No i tych 5-6 punktów na finiszu zabrakło.
PW: Taka jest piłka niestety.
Smok-ovski: W zasadzie to można je było nawet pominąć, gdyby nie dwie rzeczy. Zremisowany 3:3 już wygrany mecz z Sevillą... Oraz to nieszczęsne 1:4 z Realem Madryt...
PW: Po meczu na Santiago Bernabeu miałem naprawdę ochotę zapaść się pod ziemię i płakać. Przed spotkaniem znajdowaliśmy się punkt przed Valencią i byliśmy w niebie, potem lokalni rywale wtrącili nas do piekła... Niestety, nie pomogło 3:0 w ostatniej kolejce z Santander, bo Ches wygrali 1:0 z Villarreal no i cóż... Wyprzedzili nas na finiszu o marne 2 punkty...
Twarożek: No i teraz to Valencia zagra w Champions’ League, a Atletico zostaje ten puchar pocieszenia
PW.: Puchar pocieszenia, ale trzeba w nim zajść jak najdalej by się pokazać z jak najlepszej strony. Celujemy w ćwierćfinał, jak się uda to będzie dobrze
Smok-ovski: W tym celu ma Atletico pomóc kto? Słyszy się o van Bommelu, Crespo...
PW: Nie tylko się słyszy, ale oni przyjdą. Są już zakontraktowani i mają się stawić za dwa tygodnie na Vicente Calderon. Do tego jesteśmy bliscy podpisania umowy z Dede z Borussii Dortmund, mam nadzieję, że wzmocnią nas także piłkarze wracający z wypożyczeń. Poza tym liczę, że w ataku konkurencję zrobi błyszczący w drużynie U-18 Alejandro Fernandez, o którym nie wspomniałem w trakcie programu a warto, bo chłopak ma naprawdę nieprzeciętne umiejętności...
Twarożek: Czy jest szansa, że w Atletico zobaczymy jakiegoś Polaka?
PW: Nie mam pojęcia, czas pokaże.
Smok-ovski: Atletico dołączyło do grona klubów, które w Primera Liga zdobyły 100 goli... Ale jakie poza skutecznością największe plusy, a jakie poza grą w obronie największe minusy potrafi pan, trenerze, wskazać w ekipie z Madrytu?
PW: Plusy to przede wszystkim zgranie i waleczność, w tym indywidualne wyróżnienie dla Niko Kranjcara. Do tego znakomita atmosfera w klubie i spora konkurencja o miejsce w składzie – to sprzyja rozwojowi sytuacji i polepszeniu warunków rozwoju drużyny. Minusy to w zasadzie tylko ta nieszczęsna obrona, ale mam nadzieję, że jeden-dwa zakupy coś zmienią w tej materii. No i nienajlepsze operowanie na skrzydłach, ale to da się opanować na treningach bo piłkarzy na tych pozycjach mamy naprawdę dobrych.
Twarożek: Ostatnie pytanie panie trenerze... Gdyby nie Atletico... To kto?
PW: Ciężkie pytanie, nie chcę być potem posądzony o to że sprzedaję mecze tym drużynom. Ale tak na serio, to oczywiście Barcelona i z sentymentu Levante. A poza Hiszpanią rzecz jasna Legia i Dinamo Zagrzeb, jeśli trafiłbym kiedyś do Serie A, to tylko do Parmy, a we Francji do Nantes. W swojej pracy będę omijał szerokim łukiem Anglię i Niemcy, choć niczego wykluczyć się nie da...
Smok-ovski: O tak, Nantes popieram... Jakby co to się tam za panem wstawię.
Twarożek: Co tu dużo mówić, życzymy dalszych sukcesów w nadchodzącym sezonie no i przede wszystkim wyższej niż w tym pozycji w tabeli. I zrealizowania marzeń.
Wszyscy: To na pewno
PW: Zobaczymy jak to wyjdzie, mam nadzieję, że następnego wywiadu dla Canar- udzielę w lepszym nastroju, niż obecnie.
Smok-ovski: I my również. Drodzy państwo na tym kończymy specjalne wydanie programu Sport-, w którym naszym gościem był trener madryckiego Atletico, pan Piotr Wilczyński
PW: Ja również dziękuje, dobranoc
Smok-ovski: ... a za uwagę dziękują...
Twarożek: ...Andrew Twarożek...
Smok-ovski: ... i Tomasz Smok-ovski, do usłyszenia!
Logout...
Po spotkaniu zostały mi jeszcze 3 dni urlopu i powrót do Madrytu. Dwa dni potem drużyna miała mi się zaprezentować w składzie z Dede, van Bommelem i Crespo. A gazety już przebąkiwały o transferze bardzo utalentowanego pomocnika z Bilbao, Francisco Yeste, do Sevilli...