Nie jesteś zalogowany! Załóż konto już teraz!

Koledzy po fachu

Piłka nożna to prawdopodobnie najpopularniejszy sport na świecie. Niejednokrotnie ekscytowaliśmy się – i ekscytujemy – poczynaniami naszych ulubionych drużyn. Któż z nas w młodości nie chciał zostać piłkarzem? Pewnie każdy. I części z tych marzycieli się udało, lepiej lub gorzej.

Dużo mniej osób marzyło jednak, by pracować jako menadżer piłkarski – decydować o tym, jak drużyna będzie grać, przeprowadzać spektakularne transfery, zdobywać trofea i przeżywać wiele fantastycznych chwil w tym fachu. Jak już wspomniałem, ilość chętnych podjęcia tej drogi była i jest zdecydowanie mniejsza od ilości osób pragnących zostać piłkarzem. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Nie wszyscy są wystarczająco dobrzy, by zostać menadżerem piłkarskim. To trudny kawałek chleba.

Zapewne dlatego powstała seria Championship, a później Football Managera. Dzięki niej możemy dać upust niezrealizowanym marzeniom. Wielu z nas pragnie tego, aby FM był jak najbardziej realistyczny. Czy jest taki w rzeczywistości? Nie odpowiem Wam na to pytanie. Odpowiedzi możecie udzielić sami – i pewnie niejeden z Was już to zrobił. Ale jeśli nie zastanawialiście się dotąd na ten temat, być może pomoże Wam rozmowa dwóch panów. Mimo że na świecie dzieją się rzeczy, które się filozofom nie śniły, nawet gdyby jakimś cudem PZPN wysłuchał wreszcie woli kibiców, do takiej rozmowy nie mogłoby dojść – nigdzie i nigdy. Ale w mojej głowie zrodziła się wizja podobnego spotkania i postanowiłem ją Wam przedstawić.

Kim są rozmówcy? Stereotypowy menedżer ze świata rzeczywistego i menedżer, który „żyje” w świecie FM-a.

- Zacznijmy od początku. Jak zaczynałeś? Mnie mama urodziła, a jakiś czas później zdobyłem licencję trenerską.
- Mnie z kolei stworzyli panowie z Sports Interactive. To długa historia. A jeśli chodzi o początki kariery menedżerskiej, cóż… różnie bywało. Czasami wybierałem klub, który chcę poprowadzić, i po prostu podejmowałem w nim pracę. Bez żadnych problemów. Byłem tam, gdzie chciałem być. Mały klubik? Proszę bardzo. Real? Nie ma sprawy. Nawet Florentyno nie miał nic do gadania.
- To ty fajnie miałeś.
- Jeśli chciałem, mogłem się też w masochistę pobawić. Zaczynałem jako bezrobotny i musiałem wypatrywać ofert od podrzędnych drużyn. Wtedy nie miałem wielkiego wyboru i byłem zdany na czyjąś łaskę.
- Myślałem, że już mnie nie zrozumiesz. Ja też nie miałem wyboru. O wielkich klubach mogłem zapomnieć. Przynajmniej na początku. Żaden prezes nie chciał uwierzyć, że jestem utalentowany i poprowadzę jego zespół do sukcesów. Zainteresowani mną byli tylko ci, którzy nie mieli już nic do stracenia.
- Ale w końcu dostałeś pracę. Potem było chyba łatwiej.
- Posadę dostałem, ale łatwiej w dalszym ciągu nie było. Ba, szło mi nawet ciężej, mimo że pierwsze dni tego nie zwiastowały.
- Za to mój początek pracy w klubie był bardzo przyjemny. Prezes serdecznie mnie powitał, przedstawił kibicom i zarządowi. Jakoś specjalnie nie narzucał zadań na sezon, tylko zapytał, jak ja to widzę. Potem dostałem kilka informacji od asystenta na temat zawodników. Najtrudniejsza była pierwsza konferencja prasowa. Chociaż też się jakoś specjalnie nie wysilałem. Zadawali dużo pytań, ale odpowiedzi nie musiałem wymyślać sam: wystarczało tylko wybrać spośród podanych.
- W takim razie, nawet nie wiesz, w jakim raju żyjesz. Ja, nie dość, że spotykałem się twarzą w twarz z prezesem, musiałem też znieść jego nieprzychylne zachowanie. Wyznaczył mi ambitny i trudny do osiągnięcia cel. Dał do zrozumienia, że nie mam czasu na testy i drużyna od razu ma się pozytywnie prezentować. Rozmowa z asystentem też nie należała do najprzyjemniejszych. Zżył się z poprzednim trenerem, więc, co zrozumiałe, nieprzychylnie zareagował na zatrudnienie mnie. Ale nie mogłem go zwolnić. Znaczy się: mogłem, ale nie chciałem. Wierzyłem, że się jakoś dogadamy. Jego wiedza o zawodnikach mogła mi się przydać. Ale o tym potem, miałem mówić o tej nieszczęsnej konferencji prasowej. Straszne przeżycie. Sala wypełniona fanami, dziennikarzami i sam Bóg wie kim jeszcze. I wszyscy patrzeli w moją stronę. Musiałem odpowiadać na ich pytania, długo i wyczerpująco. Ale jakoś to przeżyłem. Wtedy nie wyobrażałem sobie przeżycia kolejnych konferencji.
- Współczuję ci… szczerze mówiąc, cieszę się, że nie jestem tobą.
- Czekaj, to jeszcze nie wszystko. Bywało gorzej…
- Chyba wiem, co masz na myśli. Taktyka?
- Tak. Może nie była taka najgorsza. Lubiłem rozpracowywać przeciwnika, wymyślać schematy taktyczne lub sposoby wykonywania stałych fragmentów. Jednak niejednokrotnie serce mi się krajało, gdy obmyślona przeze mnie taktyka nie była skuteczna.
- Zawsze mogłeś zwalić winę na zawodników.
- Jak to? Moim zadaniem było właśnie stworzenie taktyki pod dostępnych zawodników
- Więc najpierw musiałeś ich poznać. To chyba nic trudnego. Po prostu wchodzisz w profil zawodnika i widzisz, co i jak. No, może nie tak od razu, bo skuteczność gry na danej pozycji nie zależy od jednego atrybutu, tylko od kilku lub kilkunastu… Ale po jakimś czasie można wszystko ogarnąć.. Z resztą, w oknie taktyki podświetlają się atrybuty potrzebne do gry na danej pozycji. I zawsze możesz zapytać asystenta, co sądzi o zawodniku. Nawet nie musiał ich jakoś szczególnie poznawać. Wystarczyło, że był dobry w swojej pracy.
- O swoich problemach z asystentem już wspominałem. Z piłkarzami też nie szło mi łatwo. Pierwszego dnia mogłem poznać jedynie ich inteligentne gęby, a nie umiejętności – poznanie tych ostatnich wymagało obserwacji przez kilka, a nawet kilkanaście treningów. A i tak moje opinie na temat poszczególnych zawodników ciągle się zmieniały. Rzeczywiście, asystent sporo o nich wiedział. Jego informacje bardzo mi pomogły. Tak jak przeglądanie starych spotkań z udziałem tego zespołu. Dopiero wtedy mogłem się tak naprawdę wziąć za tworzenie taktyki.
- Czekaj. Co z tym treningiem?
- Nie było łatwo. Stworzenie jakiegokolwiek planu treningowego, który dawałby efekty, kwadrans nie zajmuje. Wykonywanie tych samych ćwiczeń w kółko też nie jest najlepszym pomysłem. Piłkarze nie roboty, ciężką pracę zniosą, ale wtedy, gdy nie będzie strasznie nudna.
- Ale mogłeś chociaż poprzydzielać im różne ćwiczenia i planować, co będą robić w ciągu dnia. Mnie ograniczono do przeciągania suwaków. Mogłem być katem i kazać piłkarzom ciężko ćwiczyć, co przynosiło efekty, ale także powodowało liczne kontuzje. Mogłem być też dla nich dobry i nie przeciążać ich zbytnio. To rozwiązania minimalizowało ryzyko kontuzji, ale hamowało rozwój graczy. Znalezienie złotego środka wcale nie było takie łatwe. Wolałbym wypełnić im dzień różnymi ćwiczeniami, tak jak ty. Przynajmniej wiedziałbym, nad czym pracują. No dobra, zaspokoiłem swoją ciekawość, dam ci kontynuować. Miałeś mówić o taktyce.
- Zawsze była ona ważna, a już szczególnie na początku sezonu, gdy trzeba było ją dostosować do drużyny. Starałem się poświęcać jej każdą chwilę, ale musiałem zajmować się też innymi pierdółkami. Po co, pytam, transfery? Dobra taktyka obeszłaby się bez gwiazdeczek. Ale prezes chciał nowych twarzy w zespole. Podobno mieli wzmocnić zespół i wypełnić klubową kasę.
- Kupować zawodników nie lubiłeś? To przecież moja miłość! Przede wszystkim, odnajdywanie młodych talentów. Sprowadzić takiego młodziana, zaufać mu i cieszyć się z jego gry – to dopiero radocha. Jednak znalezienie podobnego talentu proste nie jest. Chociaż i tak mogłem skorzystać z wyszukiwarki i wpisać tam te atrybuty, których potrzebuję, z wartością na odpowiednim poziomie. Lepsze to niż wysyłanie scouta. Z jego pomocy zazwyczaj korzystałem już wtedy, gdy odnalazłem kogoś godnego uwagi – a i tak zwykle uważał, że nie będzie z niego pożytku. Nie wyobrażasz sobie, jak bardzo się cieszyłem, gdy po kilku latach okazywało się, że nie miał racji. Chociaż zdarzało się, że jego opinie były prorocze. Scout ograniczał się tylko do odrzucania moich propozycji – sam również potrafił wyłowić perełkę. W końcu od tego był. Bywało też, że ktoś wpadł mi w oko podczas meczu z moją drużyną. Ogólnie rzecz ujmując, utalentowanych młokosów spotkałem mnóstwo. Niektórzy z większym talentem, inni z mniejszym. Jednak wszystkich nie mogłem kupić. Mimo że ci zawodnicy rzadko odgrywali ważne role w swoich zespołach, ich kluby stawiały wygórowane ceny, aby tylko zatrzymać ich u siebie. W ogóle pieniądze to trudna sprawa.
- Nie zaczynaj kolejnego tematu. Jak już opowiedziałeś o swoich doświadczeniach w kwestii transferów, daj mi coś dopowiedzieć.
- Proszę bardzo.
- Poszukiwanie zawodników na własna rękę nie było raczej możliwe. Może gdybym zachwycił się kimś podczas meczu... tyle że zakup kogoś znalezionego nie jest najtańszy. Przeznaczenie wielkich pieniędzy na niesprawdzonego młodziana byłoby dość ryzykowne, ale nie ograniczałem się przecież do kupna samych juniorów. Nowa stara krew również była potrzebna.
- Też zdarzyło mi się kupić kogoś starszego, ale zdecydowanie wolałem sprowadzać piłkarzy młodszych.
- Jak już mówiłem kupno doświadczonego, rozwiniętego zawodnika może i jest bardziej kosztowne, ale pewniejsze i prostsze.
- Jednak wiele klubów nie zgadzało się na transfery kluczowych graczy, mimo że oferowałem spore pieniądze.
- Żaden problem… chyba, że piłkarz zwraca dużą uwagę na życie rodzinne. Zdarzają się tacy, co mruczą, że ich dzieciom jest dobrze tam, gdzie teraz mieszkają. A tak to wszystko da się załatwić. Tajemne spotkania, bankiety, wiesz, o co chodzi. Rozmawiało się z tym i tamtym. Właściwie nie powinienem wszystkiego zdradzać, ale skuteczne sposoby na przekonanie zawodnika miałem.
- Tu też plus dla Ciebie. Ja mogłem w mediach tylko się podlizać, powiedzieć, że pragnę go mieć u siebie i że bardzo cenię jego umiejętności. Niestety, tylko tyle.
- Lepszy rydz niż nic. Szukanie utalentowanych zawodników to z kolei zadanie dla scouta. Czasochłonne zadanie. Muszę przyznać, że polecił mi kilku – dosłownie kilku – wartych uwagi młodych piłkarzy, co trwało zresztą dość długo. Nie było możliwości, by pójść twoją drogą i raz, dwa zakupić kilku młokosów, którzy nadawaliby się do gry w pierwszym składzie. To skomplikowany proces. Nie taki prosty i tani, jak mogłoby się wydawać.
- Wydawało „mogłoby się wydawać”. Często o dużo za dużo. Musiałem, przyznam się, uważać. Pieniądze wypływały z klubu jak szalone, a ja zazwyczaj nie wiedziałem, gdzie odkręciłem kurek zbyt mocno.
- Więc nikt nie pomagał ci w tej kwestii? Ja miałem do dyspozycji dyrektorka od finansów. Przez niego byłem nieco ograniczany, ale za to mogłem robić swoje bez martwienia się o jakieś papierki. I dzięki temu miałem więcej czasu na zajmowanie się taktyką.
- O, właśnie. Powiedz wreszcie więcej o taktyce, bo cały czas zaczynałeś, ale nie skończyłeś.
- Nie przerywaj mi, to skończę. Przede wszystkim, należy zacząć od filozofii gry. W pewnym stopniu to też było zależne od piłkarzy, ale na ogół staram się, żeby moje drużyny grały tak samo. Czyli futbol ofensywny, ładny dla oka. Gdy się strzela dużo bramek, można sobie pozwolić na kilka błędów w obronie, gdy nastawiamy się na strzelenie jednej bramki, w obronie musimy być bezbłędnymi, a oto trudniej. Dlatego nastawiałem cały zespół na atak. W zależności od klasy zawodników był to futbol techniczny, pozycyjny lub nieco bardziej fizyczny i nastawiony na grę długimi piłkami. Mimo że wygląda to jak wygląda, druga wersja nie była tylko wyczekiwaniem i atakiem z kontry.
- Powiedzmy, że ze mną było podobnie. Nad wyborem stylu gry nie musiałem się za wiele głowić. Jedyne, co musiałem testować, to poziom wysunięcia linii obronnej i łapanie na spalone. Z odpowiednio ustawionymi poleceniami drużynowymi nie grali źle, ale by zaistnieć potrzebowałem czegoś więcej – czegoś, co mogłem znaleźć w poleceniach indywidualnych. Ale odpowiednie ustawienie zawodnika nie jest wcale takie łatwe.
- Też miałem z tym problem.
- Ale wiedziałeś, co polecić, by zawodnik grał wedle twojej wizji.
- Ty od pewnego momentu też wiedziałeś.
- Rzeczywiście.
- Natomiast ja nigdy nie mogłem być pewien, czy zawodnik rzeczywiście wie i rozumie, co od niego oczekuję.
- Trzeba było inteligentnych piłkarzy zatrudniać.
- Mniejsza o to. Jeśli jakiś zawodnik nie realizował odpowiednio założeń taktycznych, byłem w stanie to zauważyć i mogłem mu wytłumaczyć, co powinien zmienić w swojej grze.
- Właśnie. Najtrudniejsze sprawić, aby zawodnicy tworzyli jedność. Przypisanie każdemu takich poleceń, by wszystko pasowało – to dopiero sztuka. A jeszcze trudniejsze jest dopracowanie całości. Czasami wolałem po prostu stworzyć całą taktykę od nowa, gdy coś nie grało.
- Tak drastycznych środków unikałem. Gdy coś mi nie szło, zawsze radą służył mi asystent.
- W procesie tworzenia taktyki asystent mi nie pomagał. Ale za to jego uwagi podczas meczu bywały bezcenne.
- My również mogliśmy dyskutować na temat tego, co się dzieje na boisku. Zaś ty tylko wysłuchiwałeś to, co miał do powiedzenia asystent. Jeśli miałeś jakieś wątpliwości, nie mogłeś ich z nim wyjaśnić.
- Może i masz takie możliwości, ale czy masz na to czas? Przecież nie możesz zatrzymać gry tak jak ja. W dodatku jak można racjonalnie myśleć pośród tych tysięcy hałasujących kibiców?
- Nigdy nie doświadczyłeś czegoś podobnego – i masz czego żałować. Spokojne oglądanie i analizowanie spotkania nie przysparza tylu emocji. A o to właśnie chodzi w menedżerce. Rozdajemy emocje. Czym żyją miliardy ludzi na świecie? Tym, co im damy. A i sami z tego czerpiemy. Podobnej adrenaliny nie doświadczysz nawet wówczas, gdy żona przyłapie cię z kochanką.
- Rzeczywiście… nie mogę wiedzieć, o czym mówisz. Ani o jednym, ani drugim. Ale kontakty z kibicami jakieś miałem. To znaczy dochodziły do mnie informacje na temat tego, co o mnie myślą. Poniekąd przez media mogłem się z nimi kontaktować. Te konferencje prasowe nie były szczególnie ciekawe, ale mogłem przynajmniej kreować swój wizerunek.
- I nie musiałeś uważać na to, co robisz poza klubem. Wiesz, nocne szaleństwa i te sprawy. A jeśli chodzi o konferencje, kibice wymagali ode mnie wielu informacji. Właściwie, chcieli, żebym im wszystko podał na tacy. Nie lubiłem tych spotkań, ale musiałem na nie chodzić. Prezes byłby wściekły gdybym się na którymś nie pojawił.
- Moje kontakty z prezesem też były dość sztywne. Chodziłem do niego z różnymi prośbami, które zazwyczaj odrzucał. Jedyne, do czego się przydawał, to zmiany w strukturze budżetu. Do reszty był zbędny, ba, niechciany nawet. Ot, na przykład: sprzedaż zawodników. Czasami się niepotrzebnie wtrącał i wyprzedawał moje gwiazdy. Jeśli mu się nudziło, mógł jednak zrobić coś korzystnego dla klubu – choćby spowodować solidny przypływ gotówki.
- Ale nie musiałeś spotykać się z nim twarzą w twarz. Nie musiałeś przystawać na jego durne pomysły i kajać się po nieudanych meczach. I nie miewał kaprysów, więc nie przychodziło mu do głowy, aby Cię zwolnić, gdy wstał z łóżka prawą ręką.
- Kwestie kontaktów międzyludzkich i sprawy emocjonalne miałem z głowy, fakt. To plus. Jednak w wielu sprawach musiałem trzymać się sztywnych reguł, które ty mogłeś załatwić dobrym słowem. I sprawa kluczowa, choć z pozoru błaha, bo nie można przeskoczyć pewnych barier. Wynagrodzenie, które otrzymujemy w zamian za nasz wysiłek. Ja musiałem się zadowolić tylko – a może aż – satysfakcją, radością z gry i osiąganych sukcesów. Ty miałeś sławę, szacunek, pieniądze i satysfakcję z pracy. Z drugiej strony, masz też więcej do stracenia. Praca, którą wykonujesz, jest znacznie trudniejsza. Twórcy FM-a próbują moje życie upodobnić do twojego – czyli po prostu utrudnić. Czy to dobry pomysł? Nie wiem. Będę miał pod górę, tak samo jak ty,  a otrzymam o wiele mniej.
- Nie marudź. Narzekaniem nic się nie zmieni. Na pewno nie teraz.
- No tak, w końcu i tak wyląduję w koszu.
- A ja w grobie.
- Przykro mi, ale oprócz ciebie są inni trenerzy, którzy żyją i pracują. Będą też następni.
- Ty masz jeszcze lepiej. Wiele osób gra w Football Managera. Jeden cię, co prawda, usunął, ale ktoś inny zaraz cię zainstaluje. Może i inni trenerzy będą pracować, ale ja do życia nie wrócę.
- W takim razie pozostaje ci całą duszą wierzyć w reinkarnację.


Poznaliście już moje kosmate myśli. Mam nadzieję, że skłoniły one was do własnych przemyśleń na ten temat. Zdaję sobie sprawę, że nie przedstawiłem wszystkich aspektów życia trenerskiego. Mam nadzieję, że uzupełnicie ten artykuł swoimi komentarzami.

O artykule
Kategoria: Publicystyka
Dodano: 10.11.2009

Liczba wyświetleń: 881

Średnia ocen: 6.00



Komentarze


Z tym materiałem nie są powiązane żadne opinie.



Aby dodawać komentarze musisz być zalogowany!

© Centrum FM
Mapa serwisu