Biel, biel, wszechobecna biel. Żadnych ścian, mebli, drzew. Całkowity brak czegokolwiek. Prawie. Pośród tej nicości znalazło się dwóch mężczyzn. Niby nic niezwykłego. Oczywiście oprócz niecodziennego otoczenia. Do rozmów męsko-męskich często przecież dochodzi. Ale chyba nie do takich.
- Dzień dobry! Budzimy się! Podróż męcząca?- powiedział nasz bramkarz
- Gdzie ja do cholery jestem? Zgaście to światło!- wybełkotał niczego nieświadomy mężczyzna.
- Nie pamiętasz?
- Nie, ale ten cholerny ból głowy świadczy, że wczoraj musiała być genialna impreza.
- Jeśli za taką uważasz mieszankę alkoholu, narkotyków i kobiet lekkich obyczajów, to tak.
- Tak coś czułem, że było ekstra. Skąd to wiesz? Imprezowałeś z nami? Nie znam Cię. Z resztą nie ważne.
- Lepszej w swoim życiu nie będziesz miał.
- Stary nie przesadzaj. Za tydzień są moje 55 urodziny. To nie taka okrągła liczba jak 50, ale każdy powód jest dobry.
- Właśnie, dawno stuknęła Ci pięćdziesiątka a Ty wciąż się nie ustatkowałeś.
- Gadasz tak samo jak moja matka, babka i sąsiad gej. W sumie w tej sukience jesteś do nich podobny. W ciągu mojego życia przyzwyczaiłem się do chodzenia na golasa. Dowiem się w końcu co się tu dzieje?
- Jeszcze się nie domyślasz?
- Wiem, że jakiś świr zrobił mi głupi kawał. W różnych miejscach już się budziłem. Raz ktoś wsadził mnie w samolot do Pekinu. Innym razem obudziłem się w jakiejś łódce na środku morza.
- A innym razem w zoo w klatce z małpą.
- Skąd to wiesz? Pierwszy raz Ciebie na oczy widzę. Niemożliwe, żeby te wszystkie kawały robił ktoś, kogo nie znam. W ogóle, po co miałbyś mi to robić? Dziewczynę Ci przeleciałem? Siostrę? Matkę? Powiedz coś wreszcie.
- Nie chciałem Ci przerywać, choć to, co mówisz nie jest dla mnie nowością. Ja to wszystko wiem.
- Z Polski wyjechałem jako nastolatek, więc nie wiem jak tam rozwinęła się tradycja podsłuchiwania i donoszenia. Ale żeby ogarnęło to cały świat?
- Ogarnęło, ogarnęło. Gdybyś częściej wyglądał zza kieliszka, to byś wiedział. My korzystamy z własnych służb wywiadowczych.
- Świetnie, a ja dalej nic nie wiem. Nie lubię nic nie wiedzieć.
- Coś Ci opowiem.
- Tak, pozwalam Ci.
- Początki każdego są takie same. Jak to potoczy się dalej, zależy już od nich. Jeśli będą żyli zgodnie z naszym prawem, swoim sumieniem i w zgodzie z innymi ludźmi, to trafią tu, gdzie teraz jesteśmy i przejdą przez tę bramę.
- Jaką bramę?
- No tak, jeszcze nie doznałeś olśnienia. - wykonał parę ruchów rękoma- Teraz widzisz?
- Osz k(piii)a! Co jest k(pii)a? W p(piiiii)j telewizji jestem?
- Nie, jesteś u nas. Tu się nie klnie. Za przekleństwa na ludzi na Ziemi zsyłamy drobne nieszczęścia. Przed bramą słowa wulgarne są właśnie w taki sposób wyciszane, po przejściu przez bramę na pewno nie będziesz klął.
- Zobaczymy.
- Tylko, że Ty przez nią nie przejdziesz.
- Założymy się?
- Czekaj. Nie opowiedziałem jeszcze do końca.
- Dawaj, dawaj.
- Ci, którzy nie stosowali się do żadnych zasad trafią tu gdzie teraz jesteśmy, ale nie dostąpią zaszczytu przejścia przez tę bramę.
-Ja wcale nie muszę przez tę...
- Uważaj.
- Przez tę bramę przechodzić. Oddaj mi moje spodnie i pokaż jakieś drzwi i już mnie nie ma.
- Ty wciąż nic nie rozumiesz. Ty nie żyjesz.
- Tak, rzeczywiście. Jak nie żyję jak mam kaca?
- Bo jeszcze nie zostało przydzielone Ci żadne miejsce. To są Twoje początki nowego życia.
- Jak ja nie żyję? Ja nie żyję? Dobrze się czujesz?
- Nowi zawsze tak reagują. Proces wyparcia za nami. Teraz czas na przypływ gniewu. Potem będą żałosne próby negocjacji. Następnie ciężka depresja. Na koniec wreszcie akceptacja. Czekam!
- Naprawdę nie żyję?
- Tak.
- No dobra. Co dalej?
- Jak co dalej?
- Chyba nie będziemy tak tu stać?
- A co z pozostałymi etapami, o których wspominałem? Tak od razu zaakceptowałeś to, że nie żyjesz?
- Pierwszy raz doszedłem do wniosku, że nic nie mogę zmienić, to co będę tu cyrki odstawiał? Może dowiem się co się stało, że jestem tu gdzie jestem.
- Nic samo się nie stało. Przesadziłeś. Alkohol i narkotyki to niedobra mieszanka.
- Nie powiedziałbym. Raz odstawiłem alkohol, narkotyki i kobiety i to było najgorsze dziesięć minut życia.
- Gdybyś zrobił to drugi raz, to byś może żył.
- Rzeczywiście gadasz jak moja babcia.
- Może za dużo z nią rozmawiam. Miła kobietka.
- Jest tutaj?
- A gdzie ma być? Nie zobaczysz się z nią, bo jak już mówiłem, nie przejdziesz przez bramę. Jednak nic nie stracisz. Nie gotuje obiadków. Nie musimy jeść.
- Ja nie wejdę?!
Wykrzyczał i ruszył z całym impetem w stronę bramy. Święty Piotr usunął mu się z drogi. Z wielką siłą przywalił głową w niewidzialny - ale jak najbardziej taki, który można poczuć - mur.
- I teraz główka Cię jeszcze bardziej będzie bolała. W taki sposób nie wejdziesz. Trzeba było na Ziemi czynić dobro, a nie tutaj płakać przed starym Piotrem. Moglibyśmy Was od razu do piekła wysyłać, ale lubię patrzeć jak od razu zmieniacie się i boicie się wszystkiego jak... jak ognia.
- Po pierwsze, czyniłem na Ziemi dobro. Tysiące osób cieszyło michę dzięki mnie. Po drugie, niczego się nie boję. Z Diabłem też się można dogadać. Jednak wolałbym najpierw do Boga wpaść. Urzęduje dzisiaj?
- Nasze służby wywiadowcze w postaci Judasza doniosły nam, że wiele dobrego nie zrobiłeś. -Ogólnie byłeś sporym sk... złym człowiekiem. Nawet ja nie potrafię się powstrzymać widząc takiego jak Ty.
- Mówię przecież, że zrobiłem wiele dobrego.
- Mógłbym już Cię odesłać, ale mów. Udowodnij, że jesteś godzien przekroczyć niebiańskie progi.
- Nie wiem czy masz tyle czasu. Nie musisz innych truposzów odprawić?
- Nie muszę. Śmierć załatwiła Ciebie i na urlop poszła. Też jej się należy. Czy mam czas?
- Wieczność nam wystarczy?
- Przez całe życie miałem szczęście, a tu kostucha brudzi sobie ręce mną przed swoim urlopem.
- Nie przejmuj się. Takim gadaniem nie zmieniasz swojej sytuacji. Jeszcze raz się pytam, zrobiłeś coś dobrego?
- Zrobiłem dobrze niejednej pannie, mężatce też.
- Minus. Dalej.
- Minus? Chciałbyś być na ich miejscu. Może i masz na imię Piotr, ale ta sukienka i te blond loczki jakoś dziwnie mnie niepokoją.
- Dalej!
- Przyczyniałem się do minimalizacji zjawiska narkotyzacji zabierając gówniarzom działki, które kupili od dilera.
- A co z nimi dalej się działo?
- Dla dobra społeczeństwa poświęcałem się i wprowadzałem te substancje do swojego organizmu, by nie wpadła ona w nieodpowiednie ręce.
- Minus. Dalej.
- Wciąż wam mało. Dobrze, nie ma problemu. Ja działałem dla dobra ludzi na szeroką skalę. Organizowałem spotkania towarzyskie.
- Kółka różańcowe to nie były, tylko zwykłe libacje alkoholowe.
- To tyle o moim jakże udanym życiu prywatnym. Za to zawodowo sprawiałem radość ludziom. I to masowo. Ludzie masowo mnie kochali, albo nienawidzili. Jednoczyłem ludzi.
- Wiem, że byłeś trenerem piłkarskim. Chyba to niezbyt czysty sport. Mimo że my tu wiemy wszystko, to nie potrafimy zrozumieć jak miliardy ludzi mogą pasjonować się uganianiem za piłką. Całkowity brak podobieństwa do obrazu Bożego.
- To fantastyczny sport. A gdy ma się wpływ na to, co się dzieje na boisku, to już prawdziwy odlot. Żadne roślinki tego Ci nie dadzą.
- Wciąż nie wiem czy to takie dobre. Przecież wy tam ludźmi handlowaliście.
- Chyba jakieś opary z Ziemi dotarły do twoich nozdrzy. Zapewne masz na myśli transfery. -Przecież to tylko zmiany miejsca pracy.
- Tak?
- No tak. Czasami, gdy się kogoś sprzedaje, to może dojść do niemiłych sytuacji. Piłkarz nie matka, nie musi mnie kochać.
- Dla jasności twoja Cię nie kochała.
- Jak to? Wszyscy mnie kochali.
- Wszyscy to Cię nienawidzili. Tylko to, że byłeś świetnym trenerem sprawiało, że potrafili Cię znosić. Nawet mama Cię nie kochała.
- Kochała.
- Kłamała.
- Nieważne. Ja siebie kochałem, kocham i będę kochać. To najważniejsze. I kochałem też tę robotę. Ten, jak to nazwałeś, „handel ludźmi” sprawiał mi wielką radość. Negocjacje, kombinowanie, to był mój żywioł. Tak samo jak konferencje prasowe. A podczas meczów, to czułem się jak w niebie. Teraz wiem, że mi się to tylko wydawało.
- Nie, nie wydawało Ci się. Czasami wpadałeś do nas.
- Żartujesz!?
- Jasne. Przestań opowiadać o tym jak Ci to było dobrze, tylko, co dobrego zrobiłeś dla innych ludzi.
- Pan Święty się zdenerwował?
- Tak. Ci ludzie, którzy Cię znali i nie zamordowali, powinni zostać beatyfikowani za życia.
- Znudziłeś mnie. Odsyłam Cię do piekła.
- Ja Cię znudziłem? Świętych nie odsyła się do piekła.
- Świętych nie, Ciebie tak.
- Piotrek daj mi jeszcze jedną szansę. Twojemu Szefowi na pewno by się spodobał taki nadworny klaun.
- Charlie Chaplin, Louis de Funnes. Przebijesz ich?
- Mój urok osobisty wszystko przebije.
- Dobra. Ale ty nie miałeś nikogo rozbawiać, tylko opowiedzieć, co dobrego zrobiłeś.
- A nie mógłbym w niebie czynić dobro?
- Nie. Ostatnia szansa.
Wtem rozległ się głos z góry, który przerwał tę rozmowę, która od jakiegoś czasu stała w miejscu. Ów głos powiedział, aby przybysz z krainy żywych do udał się do Niego. Tak, to był On. Ten On, o którym wszyscy wyrażają się, o jako Panu i Stwórcy. Był w świetnym nastroju, jeśli pozwolił takiemu komuś stawić się przed swoim obliczem.
- Witaj w moich skromnych progach.
- Co tu tak pusto? Bogu, dziwnie wyglądasz.
- To na Was dziwnie się z góry patrzy.
- Czemu zostałem wpuszczony? Byłem złym człowiekiem, według waszych standardów.
- Po pierwsze zaciekawiłeś mnie. Po drugie zawsze mogę Cie odesłać do Diabła.
- Nie było wcześniej tutaj żadnego alkoholika, seksoholika, chama i gbura w jednej osobie?
- Jak do tej pory Lucyfer zabierał najlepsze kąski. W dodatku rzeczywiście Twoja praca, chociaż traktowałeś ją jak dobrą zabawę, przynosiła ludziom dobro. I nie jesteś taki zły, za jakiego cały czas chciałeś uchodzić. Pokazywałeś, że masz wszystko gdzieś, a w głębi serca cierpiałeś.
- Gdzie ja trafiłem? Na psychoterapię? Odeślij mnie lepiej do Diabła. Widzę, że mi tu się nie spodoba.
- I to będzie najlepsza kara dla Ciebie. Będziesz przychodził codziennie do mnie i opowiadał o swoim życiu, dokładniej o życiu menadżera. Co z tego, że wszystko wiem…
- Mam Ci opowiadać o mojej przygodzie z piłką? To bez sensu. Kto by chciał takie bzdety wysłuchiwać. Co innego obejrzeć mecz, interesować się transferami, życiem klubowym. Ale żeby być ciekawym odczuć menedżera? Dziwne.
- Gdybym nie lubił dziwactw, nie byłoby Was, ludzi.
- Jak chcesz. Ty tu rządzisz.
- I nie tylko tu.
- Mam jedną uwagę. Nie pamiętam wszystkiego, co się działo. Tym bardziej tego, co wtedy myślałem. Nie chodzi o to, co było dnia poprzedniego, tylko...
- Wiem. Nie pamiętasz swoich początków jako menadżera, co było dalej i dalej. Wszystko da się załatwić… Teraz lepiej?
- Jako młody chłopak wyjechałem z Polski i tułałem się po świecie. W jakiś sposób udało mi się otrzymać licencję trenerską, ale potem było jeszcze trudniej. Tułałem się po małych klubach w różnych krajach.
- Zacznij od MLS.
- Tam to już zaczęła się prawdziwa trenerka. Profesjonalny, bogaty klub. Zasady ligi trochę dziwne, ale lepszej oferty nie miałem. Los Angeles Galaxy to świetny klub. Wielkich tradycji nie ma, ale z wielkimi ambicjami. Na początku nie oczekiwano ode mnie wielkich sukcesów. Miałem zająć miejsce w środku tabeli. Wymarzona praca.
- Na dzisiaj wystarczy.
- Co się stało?
- Pobawiłem się trochę Twoją wolną wolą, abyś powiedział wreszcie jakieś konkrety i nie odstawiał swoich humorów. Później będziesz mógł mówić po swojemu. Początki zawsze są trudne.
- Masz w sobie coś diabelskiego...
- Lepiej idź się rozgość. Poznasz naszą... strukturę i jak tu wygląda życie. Nie jest tak jak to sobie wyobrażałeś.
- Zobaczymy. A jak...
Nie pozwolił mu nawet zadać tego pytania. Wiedział, o co chciał zapytać i wiedział też, że sam znajdzie odpowiedź na to pytanie. Nie był jednak pewien czy ten, bądź co bądź, grzesznik nie sprowadzi nieba na złą drogę. Co do samej kary był przekonany, że była dobra. Więcej wątpliwości miał na temat miejsca jej odbywania. Jednak jego podwórko nie jedno już wytrzymało…