Przed spotkaniem ze Świtem klubowi lekarze mieli dla mnie dwie wiadomości: dobrą i złą – a właściwie dwie złe. Na tydzień ze składu wylecieli bowiem Zając i Kuszczak. Dobrą informacją był powrót do treningów po długiej przerwie Fina Savolainena. Mimo sensacyjnego prowadzenia Świtu 0:1, ostatecznie goście przegrywają 2:1 po golach moich snajperów. Tym samym spychamy ich na ostatnie miejsce w tabeli.
Przed nami tak bardzo oczekiwane spotkanie z Hertą Berlin. Mam do dyspozycji prawie wszystkich piłkarzy poza kontuzjowanym Piątkiem. Ale najpierw – wiadomość z ostatniej chwili. Daley i Zelaya otrzymali powołania do seniorskich reprezentacji.
Na Olympiastadion w Berlinie rozbrzmiewa pierwszy gwizdek. W ataku gospodarzy Artur Wichniarek. Obie ekipy od początku nie kwapią się do ataku, berlińczycy grają piłką, a my nie pozwalamy wejść przeciwnikom na naszą połowę. Z czasem przejmujemy inicjatywę, a Herta rozpaczliwie się broni – role się odwracają. Do przerwy 0:0. Kluczem do awansu może okazać się bramka strzelona na wyjeździe. Druga połowa okazała się nudna jak flaki z olejem. Plan zdobycia bramki na wyjeździe wziął w łeb i spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem.
O kolejnym meczu ligowym musimy jak najszybciej zapomnieć. Na własnym stadionie bezbramkowo remisujemy z Widzewem. Dobra informacja jest taka, że Amika przegrała w Krakowie z Wisłą (0:1) i dzięki temu odrobiliśmy do klubu z Wronek jeden punkt. Bramkarza kolejnej łódzkiej ekipy, ŁKS-u, też nie mogliśmy pokonać. W związku z tym w trzech ostatnich spotkaniach zdobyliśmy tylko pięć punktów – a powinno być dziewięć. Ligową jesień kończymy jednak zwycięstwem na wyjeździe z Cracovią. Po bramkach Oskarssona i przepięknym uderzeniu z woleja Golińskiego pewnie wygrywamy 0:2. Miłym akcentem kończymy więc pierwszą część rozgrywek ligowych w Polsce.
Za duże zaskoczenie in minus można uznać postawę Polonii Warszawa, która jest czerwoną latarnią ligi. Słabo spisuje się też Legia. Najlepiej z beniaminków wypada jak na razie Cracovia, zajmując bezpieczne ósme miejsce. Na czele Amika, przed Lechem i Wisłą. Do lidera tracimy aż 8 punktów, ale nadal wierzymy w obronę mistrzowskiego tytułu. Przed nami ostatni, być może najważniejszy mecz jesieni – z Hertą Berlin.
Podsumowując listopad należy wspomnieć o tym, że zarząd nie wysuwa żadnych pretensji odnośnie drugiej lokaty Lecha w lidze. W dodatku Golińskiego została uznana bramką miesiąca. Na pięć ostatnich meczów zdołaliśmy wygrać tylko dwa razy. Aż trzy mecze kończyły się bezbramkowymi remisami. Zdobyliśmy w sumie cztery gole, tracąc tylko jednego.
W grudniu czeka nas tylko jeden mecz, z rywalem z Niemiec. Nie zagrają kontuzjowani Piątek oraz Zając, a także zawieszony za kartki Lubieniecki.
HERTA: Kiraly (GK) - Rehmer (C), Friedrich, Simunić, Hartmann- Dardai - Marx, Zecke - Marcelinho - Ludvigsen, Wichniarek
LECH: Gonzalez (GK) - Kaczorowski, Bjarnason, Farańczuk, Bertelsen - Madej (C), Temile, Goliński, Zelaya - Gajtkowski, Oskarsson
Rozpoczęli. Sędzią spotkania Frank De Bleeckere. Oba zespoły do przerwy straciły po jednym piłkarzu. W Hercie nie mógł grać dalej Simunić, natomiast u nas przedwcześnie boisko opuścić musiał Zelaya – w jego miejsce Savolainen. Po pierwszej połowie bezbramkowy remis. Czyżby zapowiadała się dogrywka?
Po przerwie ładne uderzenie z rzutu wolnego Farańczuka, ale broni Kiraly. GOOL!!! Gajtkowski! Prowadzimy 1:0 z Hertą Berlin! Teraz możemy się spodziewać szaleńczych ataków ze strony gości. GOOL!!! Dziesięć minut Gajtkowski pokonuje Kiraly’a po raz drugi. Wspaniałą asystą popisuje się Oskarsson. W końcówce standing ovation dla schodzącego Gajtkowskiego. W jego miejsce Luis Dias. Koniec! Lech zagra na wiosnę w europejskich pucharach! Pokonujemy u siebie pewnie 2:0 Hertę i awansujemy do 1/16 finału. Holenderskiemu Feyenoordowi nie sprostała Amika, która odpadła z rozgrywek. Za awans otrzymaliśmy całkiem niezłą sumkę, bo aż czterysta tysięcy.
Kontuzjowany Zelaya nie zagra przez dwa tygodnie, ale co tam. Teraz, kiedy zakończyła się pierwsza część sezonu, piłkarze dostają wolne aż do Nowego Roku, gdy spotkamy się na pierwszym treningu. W międzyczasie po dwóch golach Henrego Puchar Interkontynentalny zdobywa Manchester United, pokonawszy w finale Boca Juniors. W kolejnym etapie Pucharu UEFA do rozgrywek dołączają zespoły, które w grupach Ligi Mistrzów zajęły trzecie miejsca. Właśnie z jednym z takich zespołów przyjdzie nam się zmierzyć. Los skojarzył nas z francuskim AS Monaco. Pierwszy mecz zagramy przy Bułgarskiej, 3 marca.
Koniec roku to oczywiście czas podsumowań. Zaczniemy od drugiej ligi: na prowadzeniu Jagiellonia Białystok, dalej Ruch Chorzów i Odra Wodzisław. W Pucharze Polski zaszliśmy do półfinału, gdzie spotkamy się z Unią Skierniewice. W lidze idzie nam trochę gorzej niż w poprzednim sezonie, ale nadal wierzymy w obronę tytułu mistrzowskiego. Przede wszystkim skupiamy się jednak na Pucharze UEFA, w którym zaszliśmy niespodziewanie daleko. Myślę, że jesteśmy w stanie pokonać AS Monaco, które w sześciu meczach fazy grupowej Ligi Mistrzów straciło aż trzynaście bramek.
Nowy rok zapowiada się zatem niezwykle interesująco. Na początek trochę treningów fizycznych, potem rozegramy pierwsze mecze kontrolne. Rozpoczynamy od zwycięstwa w amatorskim turnieju:
Lech-Miedź Legnica 1:1 (Dąbrowski)
Lech-Rezerwy 2:0 (Zając, Wilk)
Lech-Juniorzy 1:0 (Chajewski)
Kolejne mecze będą już bardziej wymagające. Tymczasem na trzy tygodnie z treningów został wyłączony Zając. Co do planów transferowych, chciałbym pozyskać prawego obrońcę (kogoś w stylu Bertelsena) i playmarkera. Na razie dopięliśmy transfery piłkarzy, którzy zasilą nas dopiero po sezonie. Wśród nich znalazła się prawdziwa wschodząca gwiazda futbolu, której nazwiska na razie nie zdradzę.
Na miesiąc ze składu wypadł też Paweł Kaczorowski.
Tymczasem w Legii dochodzi do zmiany trenera. Dotychczasowego szkoleniowca zastąpił Franciszek Smuda. Szansę na debiut w juniorskiej reprezentacji Nigerii otrzymuje Temile, który został powołany na mecz z Burkina Faso. W kolejnych spotkaniach towarzyskich pewnie pokonujemy Znicz Pruszków 3:1 (Temile, Daley, Stachowiak) oraz KSZO 3:0 (Chajewski, 2x Gajtkowski). Następnym pechowcem, który złapał tygodniową kontuzję, jest Chajewski.
W lutym udajemy się do Grecji na tygodniowe zgrupowanie. Rozegramy tam cztery spotkania z mocnymi rywalami. W tym samym czasie powołanie do seniorskiej reprezentacji Słowenii otrzymał Mavrić, a do młodzieżowej: Savolainen. Ponadto szansę na debiuty w dorosłych reprezentacjach dostali również Bertelsen, Oskarsson, Goliński oraz Farańczuk. W ostatniej chwili do polskiej kadry dowołany został Łukasz Madej. Natomiast Piątek wrócił do lekkich treningów. Lekarze sądzą, że na boisko będzie mógł wybiec za jakieś dwa miesiące. Z meczów międzynarodowych kontuzjowani wrócili Goliński (dzień) i Temile (dwa tygodnie). Wyniki spotkań w Grecji:
Lech-AEK 0:2
Lech-PAOK 0:0
Lech-Aris 0:0
Lech-OFI 1:1 (Farańczuk)
Rezultaty wcale nie takie znowu złe. Faktem jest, że przegraliśmy tylko jeden mecz. Teraz czeka nas już ostatnie spotkanie, w Polsce, z belgijskim Gent. Po dziewięćdziesięciu minutach utrzymał się wynik 1:1; bramkę dla Lecha zdobył Oskarsson. Już za tydzień natomiast pierwszy mecz z AS Monaco.
Do klubu napływają kolejne powołania do seniorskich reprezentacji. Tym razem otrzymali je Daley i Zelaya. W międzyczasie do naszego klubu dołącza chilijski ofensywny pomocnik Matias Fernandez. Jak na osiemnaście lat, jest dobrze wyszkolony technicznie, choć trzeba będzie popracować nad szybkością i motoryką. Kolejnym piłkarzem Kolejorza został Brazylijczyk Jose Ricardo Duno. Zapłaciliśmy za niego 650 tys. i liczymy, że odpłaci nam się dobrą grą.
Okres transferowy dobiegł końca, więc można podsumować, jak przebiegł w naszym wykonaniu. Pozyskaliśmy dwóch grajków, którzy mogą występować w środku pola. Jeden gotowy do gry od zaraz, drugi – melodia przyszłości. Niestety, nie udało nabyć się dobrego prawego obrońcy, który stanowiłby jakąś konkurencją dla Kaczorowskiego.
Nadszedł w końcu czas na spotkanie z Monaco.
LECH: Gonzalez (GK) - Kaczorowski, Żuraw, Farańczuk, Bertelsen - Madej (C), Lubieniecki, Goliński, Zelaya - Gajtkowski, Oskarsson
Rozpoczęli goście. Żółta kartka dla Plasila, mamy rzut wolny. Farańczuk dośrodkowuje, ale Oskarsson uderza w sam środek bramki. Jęk zawodu na trybunach. W 24. minucie bramkę zdobywa Camara. W 35. minucie dzięki podaniu Gajtkowskiego Oskarsson znalazł się oko w oko z golkiperem Monaco i nie zwykł marnować takich okazji. GOL! Doprowadzamy do wyrównania. Jednocześnie Orri zdobył swoją pięćdziesiątą bramkę w barwach Lecha. Jeszcze przed przerwą kontratak gości i Camara zdobywa drugą bramkę dla Monaco. W drugiej cześci gry hat-tricka kompletuje Camara. Niestety, ale ulegamy francuskiemu klubowi na własnym stadionie 1:3.
Dwutygodniowego urazu nabawił się na treningu Savolainen.
Czas na rewanżowe spotkanie z francuskim klubem. Składy meczowe.
MONACO: Roma (GK) - Pierre-Fanfan, Rodriguez, Givet, Evra - Plasil, Bernardi, Zikos, Sidibe (C) - Carole, Dado Prso
LECH: Gonzalez (GK) - Kaczorowski, Bjarnason, Farańczuk, Bertelsen - Madej (C), Lubieniecki, Goliński, Zelaya - Gajtkowski, Oskarsson
Chcąc awansować, musieliśmy zaatakować i strzelić przynajmniej dwa gole. Jednak nie bardzo wychodziła nam gra do przodu. Na szczęście, świetne zawody na bramce rozgrywał nasz golkiper, David Gonzalez, więc mogliśmy odetchnąć, jeśli chodzi o grę obronną. Postanawiam zmodyfikować trochę taktykę. Gra skrzydłami nam nie szła, więc cofnąłem Lubienieckiego i Golińskiego do tyłu, gdzie mieli teraz rozgrywać piłkę. Widząc długie podanie tego drugiego wstałem z miejsca. Do piłki doszedł Oskarsson i pewnym strzałem pokonał Flavio Romę. GOL!!!
Do przerwy wypełniamy plan minimum, jakim było zdobycie gola w pierwszej połowie. W 52. minucie piłkę ręką zagrywa Bernardi. Jako że przewinienie odbyło się w polu karnym, arbiter wskazuje na punkt oddalony jedenaście metrów od bramki. Nie chcę patrzeć, ale muszę. Emocje sięgają zenitu. Kaczorowski bierze rozpęd… i PUDŁUJE! Dobitka nie trafiła nawet w światło bramki.
- Kur**! - krzyknąłem ze złości.
W 60. minucie do wyrównania doprowadza Plasil. GOOL! 81. minuta i Gajtkowski daje nam prowadzenie. Jeszcze jedna bramka i doprowadzimy do dogrywki. Niestety, w końcówce dobijają nas Sidibe i Prso, którzy dają zwycięstwo Monaco. Szkoda, bo naprawdę, gdyby nie przestrzelony rzut karny, być może zdołalibyśmy awansować. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Trzeba teraz obronić Puchar i mistrzostwo Polski.
Pierwszy mecz ligowy po przerwie zimowej rozgrywamy u siebie z Wisłą Kraków. Do przerwy każda z drużyn stworzyła sobie po jednej stuprocentowej sytuacji. Tablica świetlna pokazywała jednak wynik bezbramkowy, co zmieniło się dopiero w doliczonym czasie gry, gdy Maciek Żurawski dał zwycięstwo Białej Gwieździe. Chyba możemy przestać marzyć o mistrzostwie. Spadamy na trzecią pozycję, do prowadzącej Amiki tracimy aż czternaście punktów.
Nie ma co ukrywać, iż nie jesteśmy już tą samą ekipą co w zeszłym sezonie. Nie radzimy sobie w lidze, odpadliśmy z europejskich pucharów. Jedyne, co mogę w tej chwili zrobić, to dojść do przyczyny takiego stanu i postarać się wyeliminować wszystkie słabości.
Oto pierwsza słabość, jaką się zająłem: